Logo Thing main logo

Ostatnie wpisy

Nota

Reforma sądownictwa w Lesotho jako conditio sine qua non sprawnego funkcjonowania państwa

29.09.2021

Uzupełnienie składu sędziowskiego Sądu Najwyższego wywołało debatę nad kondycją wymiaru sprawiedliwości w Lesotho. Wybór siedmiu z jedenastu sędziów orzekających w Sądzie Najwyższym jest niewątpliwie samo w sobie kwestią o istotnym znaczeniu dla państwa, ale dodatkowo obnaża wadliwe mechanizmy rządzące mianowaniem sędziów i problemy z jakim boryka się wymiar sprawiedliwości. Mianowicie, w grudniu 2020 r. król Letsie III odmówił powołania kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego z powodu nieprawidłowości związanych z procesem ich wyłaniania. Później pogląd ten podzieliła również Izba Konstytucyjna Sądu Najwyższego. Proces obsadzenia stanowisk w Sądzie Najwyższym rozpoczął się na nowo w lutym 2021 r. Jednak już trzy miesiące później został on zawieszony z powodu braku wystarczających środków finansowych do jego przeprowadzenia.Niezależnie od zakończenia wspomnianej procedury sytuację tę należy oceniać jako bezprecedensową w historii Lesotho. Pierwszy raz procedura wyłaniania kandydatów do jednego z najważniejszych sądów w kraju miała mieć charakter w pełni transparentny i opierać się na przesłankach merytorycznych, a nie politycznych. W Lesotho Sąd Najwyższy ustępuje ważności jedynie Sądowi Apelacyjnemu. W strukturze sądownictwa wyróżnić należy obok nich jeszcze sądy i trybunały niższego szczebla. Sąd Najwyższy rozstrzyga w sprawach karnych i cywilnych. Jest także sądem odwoławczym od wyroków zapadłych w sądach niższej instancji. Od 2000 r. sprawuje sądową kontrolę konstytucyjności prawa. W jego skład wchodzi prezes oraz sędziowie, których liczba nie została sprecyzowana na gruncie ustawy zasadniczej z 1993 r., a jedynie wskazana na poziomie ustawowym. Do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego Sądu Najwyższego powołuje król po zasięgnięciu opinii premiera (przy obsadzaniu stanowiska Prezesa Sądu Najwyższego) lub Komisji ds. Wymiaru Sprawiedliwości (w przypadku pozostałych sędziów).Dotychczas do Sądu Najwyższego wybierani byli sędziowie o krótkim i ograniczonym doświadczeniu zawodowym z pominięciem przedstawicieli innych zawodów prawniczych oraz profesorów prawa. Brak wymaganych kompetencji i doświadczenia istotnie wpływał na późniejszą jakość orzeczeń Sądu Najwyższego, co było przedmiotem krytyki, w tym również tej płynącej ze strony niezależnych ekspertów oraz sędziów Sądu Apelacyjnego.Trzeba zaznaczyć, iż obsadzanie najważniejszych stanowisk sędziowskich w Lesotho jest istotnie uzależnione od woli egzekutywy. Trudno zaprzeczyć istnieniu więzi pomiędzy politykami a sędziami, a ta niechybnie prowadzi do erozji wymiaru sprawiedliwości. Stawia to również pod znakiem zapytania niezależność sądownictwa i niezawisłość sędziów w Lesotho. Z drugiej jednak strony opisane próby uniezależnienia sądownictwa od sił politycznych i oparcie jego funkcjonowania na przesłankach merytorycznych dają nadzieję na stopniowe uzdrowienie sytuacji w jakiej znajduje się ten kraj. Wpisuje się także w proces rewizji konstytucji Lesotho, która mimo że przyjęta w 1993 r. wykazuje wiele cech typowych dla myślenia o kształcie państwa doby kolonializmu.KomentarzOd momentu uzyskania niepodległości od Wielkiej Brytanii w 1966 r. Lesotho znajduje się w stanie permanentnej niestabilności politycznej, która przejawia się w zamachach stanu, buntach, sporach wyborczych, przymusowych wygnaniach przeciwników politycznych i zabójstwach. To niewielkie państwo położone w Afryce południowej zmaga się również z wieloma problemami natury społecznej– dość wspomnieć iż ponad połowa mieszkańców kraju żyje poniżej granicy ubóstwa, a oczekiwana długość życia jest jedną z najniższych na świecie. Wpływ na to ma fakt, iż prawie co czwarty mieszkaniec kraju jest zakażony HIV. Ten krytyczny stan państwa pogarszają dodatkowo trudna sytuacja gospodarcza, wszechobecna korupcja i wysokie wskaźniki przestępczości.W Lesotho trwają prace nad zmianą konstytucji, a pośrednio również zreformowaniem wymiaru sprawiedliwości. Kluczowe znaczenie ma tu uwolnienie władzy sądowniczej spod nacisków ze strony władzy wykonawczej, w tym zwłaszcza w zakresie obsadzania stanowisk sędziowskich. Wymiar sprawiedliwości wymaga przede wszystkim dofinansowania, a także zmiany sposobu zarządzania. Sędziowie nie są godziwie wynagradzani, ich morale są niskie, narzekają na braki w zakresie infrastruktury oraz kierownictwa. Kontrowersje budzi szczególnie mocne upolitycznienie wyboru Prezesa Sądu Najwyższego i Prezesa Sądu Apelacyjnego. Kwestią wymagającą pilnej ingerencji jest również przewlekłość postępowania sądowego. Nagminnym zjawiskiem jest nieprzestrzeganie prawnego obowiązku szybkiego rozpatrzenia sprawy, co często jest skorelowane z naruszeniem prawa jednostki do sądu i do procesu w rozsądnym terminie.Wydaje się, że zaklęty krąg problemów Lesotho może zostać przerwany przy udziale organów wymiaru sprawiedliwości. Sprawnie funkcjonujący system sądownictwa pozwoli na zniwelowanie powszechnego poczucia bezkarności, a przez to również na obniżenie wskaźników przestępczości i przemocy domowej. Opisany mechanizm obsadzania stanowisk w Sądzie Najwyższym, a także wcześniejsza odważna decyzja sądów o postawienie w stan oskarżenia byłego premiera kraju Thomasa Thabane za zabójstwo żony, mogą stanowić zaczyn pełnej niezależności władzy sądowniczej i wyznaczyć pożądany kierunek dla przyszłości demokracji w Lesotho. By tak się stało konieczne jest oparcie ustroju państwa na realnym rozdziale władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej. W obecnym kształcie ustrojowym premier dzierży niemalże absolutną władzę w państwie, a posiadane uprawnienia wykorzystuje do instrumentalnego sterowania armią czy wpływania na inne organy państwowe. Na władzy sądowniczej spoczywa obowiązek stabilizacji sytuacji w państwie poprzez stanie na straży przestrzegania prawa, w tym zwłaszcza praw i wolności jednostki.

Nota

Tureckie pożegnanie z Konwencją stambulską

25.09.2021

W bieżącym roku mija 10 lat od przyjęcia Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, zwanej także konwencją stambulską. Jej potoczna nazwa związana jest z faktem, iż do podpisania doszło w tym największym mieście tureckim. Turcja należała zresztą do państw, które jako pierwsze ratyfikowały ten dokument, a Recep Tayyıp Erdoğan, wówczas jako urzędujący premier, należał do wielkich orędowników ratyfikowania przez Ankarę Konwencji. Dokument został otwarty do podpisu w Stambule 11 maja 2011 roku. Tymczasem Turcja „uczciła” przypadający w tym roku jubileusz przyjęcia przez Radę Europy konwencji opuszczając ją. Co ciekawe stało się to za rządów tej samej partii – Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (Adalet ve Kalkımna Partisi – AKP) i tego samego polityka – Recep΄a Tayyıp΄a Erdoğan΄a, który tym razem jako prezydent, podpisał dekret wypowiadający konwencję stambulską.Konwencja antyprzemocowa, bo tak również nazywana jest potocznie Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, ma na celu zapobieganie przemocy wobec kobiet, ochronę ofiar przemocy i zapobieganie bezkarności sprawców. Jak stwierdzono w Preambule dokumentu przemoc wobec kobiet ma charakter „strukturalny” i stanowi „główną przeszkodę w osiągnięciu równouprawniania kobiet i mężczyzn”. Zauważono także, że kobiety i dziewczęta, ze względu na płeć są w sposób szczególny narażone na akty przemocy, w tym przemoc domową. Przemoc wobec kobiet określa się w omawianym dokumencie jako przemoc, do której dochodzi pomiędzy byłymi lub obecnymi małżonkami/partnerami, bez względu na to, czy sprawca i ofiara mieszkają wspólnie, czy też nie (art.3, ust. b). W Konwencji przewiduje się kryminalizację przemocy wobec kobiet. Jako podlegające odpowiedzialności karnej wymienia się m.in. przemoc fizyczną, przemoc psychiczną, nękanie (stalking), przemoc seksualną, w tym gwałt, wymuszenie małżeństwa, przymusową aborcję i sterylizację. Wykluczono możliwość usprawiedliwienia przemocy względami kulturowymi, zwyczajowymi, religijnymi, tradycyjnymi oraz tzw. względami „honoru” (art. 42). Zapobieganiu przemocy służy także edukacja w tej dziedzinie, m.in. poprzez kampanie uświadamiające oraz aktywność mediów w zwalczaniu stereotypów na temat płci. Państwa ratyfikujące konwencję zobowiązują się także do stworzenia skutecznych mechanizmów umożliwiających ochronę ofiar, takich jak np. bezpłatnej infolinii w nagłych wypadkach, porad medycznych, psychologicznych i prawnych, zakwaterowania i pomocy finansowej.Konwencja stambulska zaliczana jest do umów z zakresu ochrony praw człowieka, budziła i budzi jednak wiele kontrowersji, o czym świadczy m.in. choćby fakt, że jest grupa państw należących do Rady Europy, w tym członków Unii Europejskiej, które do tej pory nie podpisały lub nie ratyfikowały tego dokumentu (np. Bułgaria, Czechy, Słowacja, Litwa, Rosja, Azerbejdżan). Dokument spotkał się ze sprzeciwem w kręgach konserwatywnych i religijnych. Procesowi ratyfikacji niejednokrotnie towarzyszyły protesty, demonstracje i burzliwa debata publiczna. Kontrowersje wzbudzają przede wszystkim zapisy dotyczące „tożsamości płciowej”, „płci społeczno – kulturowej” i „orientacji seksualnej”. Mówi się o wprowadzaniu za pomocą konwencji tylnymi drzwiami „ideologii gender” i „ideologii LGBT” i ich promowaniu. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych zapisów pozostaje w tym kontekście niewątpliwie art. 4 ust. 3, w którym strony zobowiązują się do wdrożenia jej przepisów, w tym dotyczących ochrony praw ofiar „bez dyskryminacji ze względu na: płeć biologiczną, płeć kulturowo-społeczną, rasę, kolor skóry, język, religię, poglądy polityczne i inne, pochodzenie narodowe lub społeczne, przynależność do mniejszości narodowej, własność, urodzenie, orientację seksualną, tożsamość płciową, wiek, stan zdrowia, niepełnosprawność, stan cywilny, status uchodźcy lub migranta lub inny” (art. 4, ust. 3). Włączenie orientacji seksualnej w zakres artykułu jest interpretowane jako promowanie homoseksualizmu. Niejednokrotnie w sprawie konwencji antyprzemocowej głos zabierali najwyżsi hierarchowie kościołów i wspólnot religijnych, z jednej strony wskazując na wagę problemu, który jest w niej poruszony, z drugiej jednak wyrażając obawy dotyczące promowania w niej koncepcji tożsamości płciowej, „która nie jest zakorzeniona w naturalnym porządku” i jest niezgodna z podstawowymi wartościami kulturowymi lub religijnymi.Wątek turecki wcześnie pojawił się w pracach nad Konwencją o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Rozpoczęto je bowiem w 2008 r., jednak impetu nabrały po wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 2009 r. w sprawie Opuz przeciw Turcji. Dziś uważa się ten wyrok za jeden z przełomowych w kwestii przemocy domowej. Konwencja została otwarta do podpisu w Stambule 11 maja 2011 r. i to Turcja była pierwszym krajem, który ją ratyfikował. Stało się to 12 marca 2012 r.. Prezydent Erdoğan podpisał dekret unieważniający akt ratyfikacji przez Turcję konwencji antyprzemocowej 20 marca 2021 r, zaś wyjście z umowy nastąpiło z dniem 1 lipca 2021 r. Republika przeszła więc do historii jako pierwsze państwo, które ratyfikowało konwencję i jako pierwsze, które ją wypowiedziało. Wypowiedzenie poprzedzała burzliwa debata publiczna, która miała miejsce w 2020 r., dotycząca celowości dalszego pozostawania Turcji w konwencji oraz liczne protesty przeciwko ewentualnemu wypowiedzeniu dokumentu. Warto przy tym nadmienić, że zgodnie z wynikami badań opinii publicznej za pozostaniem opowiadała się większość społeczeństwa tureckiego, w tym także znaczna część osób o poglądach konserwatywnych i większość wyborców AKP.Wyjaśniając powody decyzji tureckiego prezydenta biuro rzecznika prezydenta, jak również on sam w swoich wypowiedziach, przypominali, że Turcja została pierwszym sygnatariuszem konwencji stambulskiej. W ten sposób demonstrowała swoje silne zaangażowanie w ochronę statusu kobiet w społeczeństwie i zwalczanie wszelkich form przemocy, czemu pierwotnie miała służyć konwencja. Niemniej z czasem miało nastąpić zdeformowanie pierwotnej idei dokumentu, który został de facto zredukowany do propagowania „ideologii LGBT”, szkodliwej moralnie oraz zagrażającej instytucji rodziny i tradycyjnym wartościom. W efekcie konwencja antyprzemocowa przestała być skutecznym narzędziem walki z przemocą wobec kobiet i ich dyskryminacją, a niektóre zawarte w niej zapisy o „feministyczno – genderowym” wydźwięku, w tym dotyczące orientacji seksualnej, mają nawet zniechęcać tureckie środowiska konserwatywne do zaangażowania się w walkę z ową przemocą. Zgodnie z narracją rządową nieskuteczność konwencji stambulskiej mają potwierdzać dane dotyczące przemocy wobec kobiet w Turcji. Otóż od czasu wejścia w życie dokumentu nie tylko nie zmalała skala tej przemocy, ale nawet nastąpiło jej natężenie, znajdujące odzwierciedlenie choćby w liczbie zabójstw kobiet. Tymczasem, jak powiedział prezydent Erdoğan w jednym ze swoich przemówień, „całkowite wyeliminowanie przemocy wobec kobiet jest możliwe dzięki wierze i wysiłkowi wszystkich segmentów społeczeństwa”. Turecki przywódca wielokrotnie mówił także o tym, iż w Turcji obowiązują skuteczne i zgodne z turecką kulturą i normami społecznymi rozwiązania prawne i instytucjonalne służące walce z przemocą wobec kobiet, a ich katalog ulegnie rozszerzeniu. W podobnym tonie wypowiadali się także inni politycy związani z AKP. Między innymi minister rodziny i polityki społecznej Zehra Zumrut Selcuk powiedziała, że „gwarancja praw kobiet jest obecna w naszych obecnych przepisach, a zwłaszcza w naszej konstytucji. Nasz system sądownictwa jest wystarczająco dynamiczny i silny, aby w razie potrzeby wdrażać nowe regulacje”.KomentarzDecyzja o wyjściu z Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej to niewątpliwie element gry politycznej. Akt opuszczenia konwencji stanowi element strategii wyborczej R.T. Erdoğana przed kolejnymi wyborami w 2023 r. W ten sposób chce pozyskać bardziej tradycyjne segmenty społeczne, jest to także ukłon w stronę konserwatywnej Partii Szczęścia (Saadet Partısı – SP), która w niektórych miastach wchodzi w sojusz z opozycyjnymi wobec prezydenta ugrupowaniami. Warto pamiętać, iż problemy gospodarcze, z którymi boryka się od pewnego czasu Turcja, pogłębiły się w wyniku pandemii koronawirusa, co może się przełożyć na wyniki wyborcze Erdoğana i jego AKP. Opuszczenie konwencji jest, podobnie jak ubiegłoroczne ponowne przekształcenie Hagii Sophia w meczet, symbolicznym gestem, który ma zaskarbić przychylność konserwatywnej części wyborców. Wpisuje się również w kreowanie wizerunku Erdoğana jako niezależnego polityka. Wyjście z konwencji wykorzystuje politycznie również turecka opozycja. Między innymi Republikańska Partia Ludowa (Cumhuriyet Halk Partısı – CHP) krytykując działanie Erdoğana deklaruje, iż jednym z pierwszych działań po zwycięskich wyborach będzie ponowne przystąpienie do konwencji. Wskazują także na brak determinacji rządu w walce z przemocą wobec kobiet i na fakt, że obowiązujące rozwiązania nie są skutecznie implementowane.Ubiegłoroczna debata dotycząca ewentualnego wyjścia z konwencji przyczyniła się do polaryzacji tureckiego społeczeństwa, choć, jak wspomniano, większość Turków opowiadało się za pozostaniem w konwencji antyprzemocowej Przedmiotem zainteresowania jest w niej bowiem istotny w Turcji problem społeczny. Jak wskazują przedstawiciele organizacji pozarządowych zajmujących się prawami człowieka, tureckich organizacji kobiecych, a także komentatorzy, Turcja potrzebuje konwencji stambulskiej ze względu na skalę przemocy wobec kobiet. Jej symbolem są tzw. zbrodnie honorowe, czyli zbrodnie usprawiedliwiane względami kulturowymi, których ofiarami są głównie kobiety. Tymczasem te właśnie zbrodnie należą do przestępstw w sposób szczególny pozostających przedmiotem zainteresowania omawianej umowy międzynarodowej. Warto również wspomnieć, że jednym ze skutków pandemii i wprowadzanych obostrzeń jest drastyczny wzrost przemocy wobec kobiet. Wskazuje się ponadto na fakt, iż rząd nie wprowadzał skutecznie zapisów konwencji do tureckiego prawa. Manifestujący w licznych demonstracjach, organizowanych w tureckich miastach na znak sprzeciwu wobec wystąpienia Turcji z konwencji stambulskiej podkreślali właśnie negatywne skutki tego aktu dla walki z przemocą wobec kobiet, w tym z problemem kulturobójstwa. Przeciwnicy opuszczenia konwencji podkreślali także niezgodność dekretu prezydenta z turecką ustawą zasadniczą. Otóż, ich zdaniem, głowa państwa nie miał prawa podejmować decyzji o wystąpieniu Turcji z umowy międzynarodowej, jaką jest konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, bowiem turecka konstytucja nie przewiduje takich uprawnień dla prezydenta.Wyjście z konwencji antyprzemocowej Republiki można także rozpatrywać w kontekście międzynarodowym. Było ono komentowane przez europejskich polityków oraz prezydenta Stanów Zjednoczonych. W swoich wypowiedziach wyrażali oni rozczarowanie decyzją prezydenta Erdoğana, określając ją jako krok wstecz dla międzynarodowego ruchu na rzecz położenia kresu przemocy wobec kobiet na całym świecie. Spotkała się ona także z negatywną reakcją organizacji zajmujących się obroną praw człowieka i obroną praw kobiet, a w medialnym przekazie dominował obraz Turcji jako kraju, w którym naruszane są prawa kobiet i prawa człowieka. Decyzja Erdoğana przekłada się więc bezpośrednio na międzynarodowy wizerunek Turcji. W związku z wyjściem Turcji z konwencji pojawił się także wątek polski. Wyjaśniając przyczyny owej decyzji niejednokrotnie przywoływano przykłady państw należących do Rady Europy i Unii Europejskiej, które konwencji nie podpisały lub nie ratyfikowały. Szczególnie jednak przywoływano przykład Polski – państwa, które tak jak Turcja ratyfikowało konwencję antyprzemocową, a które obecnie także rozważa jej opuszczenie. Cytowano wypowiedzi polskich polityków, w którychkrytykowali Konwencję stambulską, m.in. jako instrument promowania „ideologii LGBT”.BibliografiaAksoy H.A., What lies behind Turkey΄s withdrawal from the Istanbul Convention?, https://www.swp-berlin.org/en/publication/what-lies-behind-turkeys-withdrawal-from-the-istanbul-convention (dostęp: 3 07 2021).Burek W., Sękowska – Kozłowska K., Pięć lat obowiązywania Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej w Polsce: Stan gry, „Problemy współczesnego prawa międzynarodowego, europejskiego i porównawczego” 2020, vol. XVIII, s. 245 - 270.CHP΄den İstanbul Sözleşmesi kararına tepki: bugün en az 2 bin 336 kadın yaşıyor olacaktı, https://www.cumhuriyet.com.tr/haber/chpden-istanbul-sozlesmesi-kararina-tepki-bugun-en-az-2-bin-336-kadin-yasiyor-olacakti-1848867 (dostęp: 3 07 2021).Cumhurbaşkanlığı΄ndan İstanbul Sözleşmesi΄ne dair ilk açıklama, https://www.cumhuriyet.com.tr/haber/son-dakika-cumhurbaskanligindan-istanbul-sozlesmesine-dair-ilk-aciklama-1822262; (dostęp: 3 07 2021).Debatten um die Istanbul – Konvention. Kirchliche Proteste und Kritik (Stand: August 2019), Nachrichtendienst Östliche Kirchen, ss.11, https://www.noek.info/bilder/dossier/N%C3%96K_dossier_istanbul-konvention.pdf (dostęp: 10 07 2021).Erdoğan΄dan „İstanbul Sözleşmesi΄” açıklaması, https://www.cumhuriyet.com.tr/haber/erdogandan-istanbul-sozlesmesi-aciklamasi-1848937 (dostęp: 31 07 2021).Fazeli M., Reasons for Turkey΄s Withdrawal from the Istanbul Conventio, its consequences, https://www.scfr.ir/en/politics/132023/reasons-for-turkeys-withdrawal-from-istanbul-convention-its-consequences/ (dostęp: 21 07 2021)Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowejNo one needs the Istanbul Convention more than Turkey but Erdoğan turns a blind eye, https://www.lifegate.com/turkey-istanbul-convention-womens-rights, (dostęp: 10 07 2021)Turkey΄s Withdrawal from the Istanbul Convention: is it justified?, https://www.jurist.org/commentary/2021/04/ayushi-singh-turkey-istabul-convention/, (dostęp: 05 08 2021).Türkiye İstanbul Sözleşmesi΄nden Ayrıldı, https://www.amerikaninsesi.com/a/turkiye-istanbul-sozlesmesinden-ayrildi/5821927.html (dostęp: 10 08 2021).Why did Turkey withdraw from the Istanbul Convention?, https://www.dailysabah.com/opinion/columns/why-did-turkey-withdraw-from-the-istanbul-convention (dostęp: 01 08 2021).Zdjęcie: C.C. George Ruis via Flickr.

Nota

Zaprzysiężenie Prezydenta w systemie politycznym Stanów Zjednoczonych Ameryki

25.09.2021

Stany Zjednoczone Ameryki (USA) są klasycznym przykładem systemu prezydenckiego, ponieważ w tym ustroju na czele państwa stoi prezydent jako szef egzekutywy. System polityczny USA jest szczególny jeszcze z jednego powodu – urzędu wiceprezydenta, jednak warto podkreślić że taki urząd występuje nie tylko w USA, ale także w innych państwach np. Bułgarii, Paragwaju, Liberii, Brazylii czy Argentynie.Konstytucja USA stanowi „Władzę wykonawczą sprawuje prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki. Urząd swój pełni przez okres lat czterech, a wybierany jest wraz z obieranym na ten sam okres wiceprezydentem w następujący sposób”[1]. Konstytucja określa warunki konieczne do spełnienia, aby móc ubiegać się o najważniejszy urząd w USA i tym samym miano jednego z najważniejszych światowych przywódców. Prawo kandydowania mają obywatele USA, którzy skończyli 35 lat i co najmniej 14 lat zamieszkują na terenie USA, dysponują pełnią praw publicznych i nie są obywatelami naturalizowanymi.Kampania prezydencka w USA wzbudza zainteresowanie całego świata. Tak samo było w 2020 roku, kiedy to republikanin 45 prezydent USA Donald Trump ubiegał się o reelekcje wwyborach, w których przyszło mu się zmierzyć z byłym Wiceprezydentem USA ikandydatem partii demokratycznej Joe Bidenem. Amerykanie wybierają swojego prezydenta w wyborach, które składają się z trzech etapów: nominacji partyjnej, wyborów powszechnych oraz głosowania elektorów.W dniu 20 stycznia 2021 r. na Kapitolu będącym siedzibą Kongresu Stanów Zjednoczonych Ameryki, odbyło się kolejne w historii tego państwa niezwykle ważne wydarzenie polityczne. Otóż na 46 Prezydenta Stanów Zjednoczonych został zaprzysiężony Joe Biden, który pokonał w wyborach prezydenckich ubiegającego się o reelekcje Prezydenta Donalda Trumpa. Nowo wybrany prezydent złożył przysięgę na Biblię, którą przyjął Prezes Sądu Najwyższego. Jej treść brzmi: „Przysięgam (lub ślubuję) uroczyście urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych wiernie sprawować oraz konstytucji Stanów Zjednoczonych dochować, strzec i bronić ze wszystkich swych sił”[2]. Wydarzenie to było szczególne z kilku powodów. Po raz pierwszy urząd Wiceprezydenta USA objęła kobieta – Kamala Harris, po drugie odbywało się w okresie pandemii, a po trzecie w zaprzysiężeniu 46 Prezydenta USA Joe Bidena nie wziął udziału ustępujący Prezydent D. Trump - obecny był natomiast Wiceprezydent Mike Pence.Czy decyzję Prezydenta D. Trumpa można uznać za pewien precedens w historii politycznej USA? Media szeroko rozpisywały się o tej wyjątkowej sytuacji, jednak Prezydent D. Trump nie był pierwszym prezydentem, który nie uczestniczył w zaprzysiężeniu swojego następcy. W tym kontekście możemy mówić o trzech takich sytuacjach. W 1801 r.Prezydent USA John Adams nie wziął udziału w zaprzysiężeniu Thomasa Jeffersona. Kolejnym prezydentem, który nie pojawił się na inauguracji prezydentury swojego następcy był John Quincy Adams, który nie przybył na zaprzysiężenie Andrew Jacksona w 1829 roku. Natomiast ostatnim prezydentem przed D. Trumpem, który odmówił udziału w tej uroczystości był Andrew Johnson, który w 1869 roku nie przybył na zaprzysiężenie nowego Prezydenta USA Ulysses’a Granta.Od 1869 roku do 2021 roku minęło 152 lata, kiedy to ponownie Prezydent USA nie pojawił się na zaprzysiężeniu swojego następcy. W przytoczonych powyżej przykładach taka nieobecność była podyktowana różnymi sporami politycznymi. Podobnie było w 2020 roku, kiedy o urząd Prezydenta USA ubiegali się D.Trump i J. Biden.[1] Artykuł II §1 Konstytucji Stanów Zjednoczonych Ameryki. Źródło: Konstytucja Stanów Zjednoczonych Ameryki. Tłum. Andrzej Pułło. Warszawa, Wydawnictwo Sejmowe, 2002.[2] Tamże.

Nota

Zimbabwe: śmierć generała

14.09.2021

Zimbabwe (ex Rodezja) jest republiką, w której władzę wykonawczą sprawuje prezydent – głowa państwa, szef Rządu oraz Naczelny Dowódca Sił Obronnych w jednej osobie. Absolutna centralizacja władzy nomen omen przypomina czasy Cecila Rhodesa, który kolonializował tereny Zimbabwe w XIX wieku ustanawiając opresyjny reżim w ramach kolonii brytyjskiej. Prezydent jest wybierany bezpośrednio na okres pięciu lat, wraz z dwoma wiceprezydentami, mianowanymi przez kandydata na prezydenta. Ponadto mianuje ministrów i wiceministrów wśród członków Senatu i Zgromadzenia Narodowego oraz osoby, które nie należą do parlamentu.[1] Władza ustawodawczą stanowi parlament złożony z Senatu oraz Zgromadzenia Narodowego, którego członkowie wybierani są na pięcioletnią kadencję. Zgromadzenie Narodowe składa się z 270 deputowanych. Senat składa się z 80 senatorów, z których sześciu wybieranych jest przez każdą prowincję (60 senatorów) w systemie reprezentacji proporcjonalnej; a 16 pochodzi z Rad Rządowych Regionalnych; przez przewodniczącego i wiceprzewodniczącego Rady; oraz dwóch członków reprezentujących osoby z niepełnosprawnością[2].Obecnie prezydentem Zimbabwe jest Emmerson Dambudzo Mnangagwa, który objął rządy w 2017 r. Przed nim władzę sprawował osławiony Robert Mugabe, w latach 1987 - 2017 r. Prezydent Mnangagwa napisze na Twitterze: „Mugabe był ikoną wyzwolenia, panafrykanistą, który poświęcił swoje życie emancypacji i upodmiotowieniu swojego ludu. Jego wkład w historię naszego narodu i kontynentu nigdy nie zostanie zapomniany”.Jednakże to armia de facto sprawuje rządy w republice Zimbabwe. W listopadzie 2017 r. armia pod wodzą generała porucznika Edzai Absolom Chanyuka Chimony utorowała drogę dla urzędującego prezydenta Emmersona Mnangagwy. Prezydent odwdzięczył się generałowi i mianował go na stanowisko głównego dowodzącego Zimbabwe po zamachu stanu w 2017 r. Generał jednak przegrał walkę… z rakiem 8 lipca 2021 r. Armia ma ogromne wpływy w polityce, zatem śmierć generała może wpłynąć na równowagę i stabilność władzy w kraju.Chimony, podobnie jak wszyscy współcześni generałowie wojskowi w Zimbabwe, był byłym dowódcą w wojnie o niepodległość tego kraju w latach 70. XX wieku.[1] Konstytucja Zimbabue (2013). URL:https://www.parlzim.gov.zw/images/documents/Constitution-of-Zimbabwe-Amendment_No_20_-_14-05-2013.pdf[2] O parlamencie Zimbabwe: https://www.parlzim.gov.zw/about-parliament"Zimbabwe military" by kentclark333 is licensed under CC BY-NC-ND 2.0

Nota

Dłużej niż zwykle. Bułgarski model rządu eksperckiego

13.09.2021

Ubiegłoroczne protesty przeciwko rządowi Bojko Borisowa i zaostrzenie konfliktu kohabitacyjnego pomiędzy obozem prezydenta Rumena Radewa a koalicją Obywateli na rzecz Europejskiego Wyboru Bułgarii (GERB) oraz ugrupowań wchodzących do 2019 r. w skład Zjednoczonych Patriotów doprowadziło do skrajnej polaryzacji bułgarskiej sceny politycznej. Stare partie polityczne, w tym GERB z koalicjantami czy Bułgarska Partia Socjalistyczna, straciły dużą część swojego poparcia społecznego na rzecz ugrupowań antysystemowych, takich jak „Jest Taki Lud” czy „Powstań! Mafia won!”. W kwietniowych wyborach do Zgromadzenia Ludowego XLV kadencji wygrała GERB wprowadzając do 240-osobowego parlamentu 75 posłów, ale sromotną porażkę ponieśli jej byli koalicjanci, i desygnowany na premiera Daniel Mitow nie był w stanie sformować rządu. Nie udało się to również politykom z innych ugrupowań, w związku z czym prezydent na podstawie art. 99 ust. 5 ustawy zasadniczej podjął decyzję o powołaniu rządu eksperckiego Stefana Janewa oraz rozwiązaniu parlamentu i ogłoszeniu ponownych wyborów. Wybory do Zgromadzenia Ludowego XLVI kadencji w połowie lipca nieznacznie wygrało „Jest Taki Lud” (65 mandatów) przed GERB (63 mandaty), ale ani jednemu, ani drugiemu ugrupowaniu nie udało się stworzyć gabinetu. W ostatniej próbie misję tworzenia rządu otrzyma Bułgarska Partia Socjalistyczna, ale jeżeli nie uda jej się utworzyć gabinetu Bułgarię czekają trzecie wybory parlamentarne w tym roku. Tymczasem od 20 sierpnia 2021 r. rząd Janewa jest najdłużej utrzymującym się u władzy rządem eksperckim w historii Bułgarii.Zgodnie z art. 111 ust. 2 Konstytucji Bułgarii z 12 lipca 1991 r. po kwietniowych wyborach parlamentarnych rząd Bojko Borisowa podał się do dymisji. W art. 99 ustawy zasadniczej przewidziano trzy fazy powołania nowego gabinetu. W pierwszej kolejności prezydent po konsultacji z klubami parlamentarnymi powierza misję tworzenia rządu kandydatowi na premiera wskazanemu przez największy spośród nich. Jeżeli w ciągu tygodnia kandydatowi na premiera nie uda się sformować gabinetu, w drugiej kolejności misję tworzenia rządu powierza się kandydatowi wskazanemu przez drugi co do wielkości klub parlamentarny. Jeżeli i to w ciągu tygodnia nie przyniesie pozytywnego rezultatu, w trzeciej kolejności prezydent powierza misję tworzenia rządu kandydatowi na premiera zaproponowanemu przez inny klub parlamentarny. Jeżeli i w tym przypadku nie zostanie ostatecznie sformowany gabinet prezydent ma obowiązek powołania rządu eksperckiego (служебно правителство), rozwiązania Zgromadzenia Ludowego oraz zarządzenia nowych wyborów parlamentarnych.W przeciwieństwie do analogicznych polskich rozwiązań rząd ekspercki musi powstać w sytuacji klinczu związanego z niemożnością utworzenia gabinetu dysponującego zapleczem politycznym. Polska konstytucja nakazuje pełnienie obowiązków dotychczasowemu rządowi do chwili zaprzysiężenia kolejnego, co oznacza, że rząd bezwzględnie musi mieć poparcie ugrupowań zasiadających w Sejmie. Przywoływana od czasu do czasu w polskim dyskursie politycznym konieczność powołania „rządu technicznego” nie ma zatem – w odróżnieniu od Bułgarii – podstaw normatywnych.Na przestrzeni ponad trzech dekad od upadku komunizmu spośród 17 gabinetów 6 miało charakter rządu eksperckiego, licząc z tym obecnym gen. rez. Stefana Janewa, do momentu zaprzysiężenia sekretarza ds. bezpieczeństwa i obrony w kancelarii prezydenta gen. rez. Rumena Radewa, a wcześniej w 2017 r. wicepremiera i ministra obrony w rządzie eksperckim Ogniana Gerdżikowa. Przed gabinetem Janewa rządy eksperckie utrzymywały się u sterów władzy łącznie przez blisko 16 miesięcy, średnio przez 93 dni. Rząd Janewa jest obecnie najdłużej sprawującym władze rządem eksperckim w historii Bułgarii. Szczegółowe informacje na ich temat zawiera poniższa tabela.Nr rząduPremierZaprzysiężenieDymisjaOkres rządzenia84Reneta Indżowa17 X 199425 I 1995100 dni86Stefan Sofijanski12 II 199721 V 199798 dni91Marin Rajkow13 III 201329 V 201377 dni93Georgi Bliznaszki6 VIII 20147 XI 201493 dni95Ognian Gerdżikow27 I 20174 V 201797 dni97Stefan Janew12 V 2021Pierwszy z rządów eksperckich, Renety Indżowej, został zaprzysiężony przez prezydenta Żeliu Żelewa po nieudanej próbie powołania koalicji rządowej przez Związek Sił Demokratycznych (ZSD) i Bułgarską Partię Socjalistyczną (BPS) oraz rozwiązaniu Zgromadzenia Ludowego XXXVI kadencji. W literaturze przedmiotu jest oceniany jako najlepszy rząd ekspercki w historii i jeden z lepszych rządów po 1991 r. w ogóle. Poza tym to jedyny w historii Bułgarii, na czele którego stała kobieta. W ciągu trzech miesięcy u sterów władzy Indżowej udało się ustabilizować kurs lewa, podnieść płacę minimalną o blisko 20% i wypłacić trzynaste emerytury, zintensyfikowano walkę z korupcją oraz zaostrzono nadzór nad procesem prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych. Rząd przyjął ponad 250 aktów normatywnych. Poza ministrem rolnictwem (Rumen Christow, ZSD) sama premier oraz 16 pozostałych członków gabinetu nie było członkami żadnej partii politycznej.Kolejny rząd ekspercki powołał kilka dni po swoim zaprzysiężeniu wywodzący się z ZSD prezydent Petyr Stojanow. Na jego czele stanął Stefan Sofijanski z ZSD, zresztą w jego gabinecie aż 7 tek (łącznie z teką premiera) należało do ZSD. Geneza powstania rządu eksperckiego związana jest z masowymi protestami społecznymi, będącymi wynikiem fatalnej sytuacji ekonomicznej w kraju, hiperinflacją, kryzysem bankowym, które doprowadziły do dymisji premiera Żana Widenowa z BPS. Socjalistom nie udało się sformować nowego gabinetu, dlatego Stojanow rozwiązał Zgromadzenie Ludowe XXXVII kadencji. W ciągu trzech miesięcy rządów udało się Sofijanskiemu ustabilizować sytuację ekonomiczną i przygotować grunt pod absolutne zwycięstwo ZSD.Dwie trzecie rządów eksperckich miało miejsce w ostatnich ośmiu latach. W lutym 2013 r., na kilka miesięcy przed zakończeniem czteroletniego okresu prerogatyw Zgromadzenia Ludowego XLI kadencji, na skutek protestów antyrządowych do dymisji podał się pierwszy gabinet sformowany przez Bojko Borisowa z GERB. Prezydent Rosen Plewneliew zwrócił się do GERB o sformowanie nowego rządu, następnie do BPS oraz Ruchu na rzecz Praw i Wolności. Każde z ugrupowań odmówiło, stąd też prezydent powierzył misję tworzenia nowego rządu Marinowi Rajkowowi. W kierowanym przez niego gabinecie dominowali bezpartyjni (15 osób z premierem włącznie), ale dwie teki objęli politycy GERB (Ekaterina Zachariewa – wicepremier, minister rozwoju regionalnego i inwestycji publicznych, Nikolaj Petrow – minister zdrowia).Półtora roku później, w sierpniu 2014 r. powstał rząd Georgi Bliznaszkiego, prawnika, byłego posła i europosła BPS, usuniętego pół roku wcześniej z ugrupowania za działanie na szkodę dobrego imienia partii oraz systematyczne naruszanie statutu. Po dymisji centrolewicowego rządu Płamena Oreszarskiego, związanej z aferą wokół powołania magnata medialnego Delana Peewskiego na szefa Państwowej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, prezydent Plewneliew podjął konsultacje z liderami największych ugrupowań w Zgromadzeniu Ludowym na temat przedterminowych wyborów. Gabinet Oreszarskiego składał się z 17 członków (z premierem włącznie), w większości bezpartyjnych, ale trzy teki objęli politycy GERB (Zachariewa – wicepremier, minister rozwoju regionalnego i inwestycji publicznych, Rumen Porożanow – finanse, Nikolina Angełkowa – transport, technologie informacyjne i komunikacja), po jednym ZSD (Jordan Bakałow – sprawy wewnętrzne) oraz ruch „Bułgaria dla Obywateli” (Daniel Mitow – sprawy zagraniczne).Przedostatnim rządem technicznym był rząd Ogniana Gerdżikowa, którego geneza związana jest z dymisją drugiego gabinetu Bojko Borisowa po przegranych przez kandydatkę GERB Ceckę Caczewą-Dangowską wyborach prezydenckich. Żadnemu z pozostałych ugrupowań nie udało się sformować rządu, dlatego nowo wybrana głowa państwa Rumen Radew zdecydował się powierzyć misję tworzenia gabinetu Gerdżikowowi – byłemu przewodniczącemu Zgromadzenia Ludowego w latach 2001-2005 z ramienia Narodowego Ruchu Symeona Drugiego (Sakskoburggotskiego). Rząd Ogniana Gerdżikowa składał się premiera i 20 ministrów, w większości bezpartyjnych, a także po jednym z ZSD (Iłko Semerdżiew – wicepremier, minister zdrowia), BPS (Denica Złatewa – wicepremier) oraz GERB (Kirił Ananiew – minister finansów).Obecny rząd gen. rez. Stefana Janewa składa się – poza samym premierem – z 18 ministrów, z których jedynie Janaki Stoiłow (sprawiedliwość) jest członkiem partii politycznej (BPS). Gabinet Janewa jest oceniany raczej pozytywnie. W okresie negocjacji związanych z powołaniem rządu po lipcowych wyborach parlamentarnych Maja Manołowa – liderka ugrupowania Powstań.BG pozytywnie oceniła dorobek resortów spraw wewnętrznych i sprawiedliwości w rządzie eksperckim, zwłaszcza w zakresie walki z korupcją. Również Christo Iwanow z Demokratycznej Bułgarii zauważył kilku kompetentnych ministrów w rządzie eksperckim, którzy zyskali zaufanie publiczne, dlatego też powinni znaleźć się w nowym gabinecie: Asen Wasilew (finanse), Kirił Petkow (gospodarka) oraz Nikołaj Denkow (edukacja i nauka).Co znamienne, negatywne zdanie na temat działalności przede wszystkim szefa resortu spraw wewnętrznych Bojko Raszkowa artykułowała Desisława Atanasowa z GERB. Według polityk, podkreślana przez Raszkowa teza o budowie przez Bojko Borisowa i jego ekipę systemu kontroli ówczesnej opozycji, nie ma potwierdzenia w rzeczywistości, nie zostało wszczęte śledztwo w tym zakresie, a ma służyć jedynie dyskredytacji GERB jako ugrupowania politycznego w czasie kampanii wyborczych i obecnie. Atanasowa na forum Zgromadzenia Ludowego zażądała powołania komisji nadzwyczajnej ds. zbadania „okrucieństw Raszkowa”.Komentarz:Biorąc pod uwagę niewielką stabilność polityczną w kraju po lipcowych wyborach parlamentarnych oraz klincz związany z niemożnością powołania normalnego rządu prawdopodobne jest rozwiązanie Zgromadzenia Ludowego XLVI kadencji i ogłoszenie trzecich wyborów do parlamentu w tym roku, najprawdopodobniej łącznie z wyborami prezydenckimi.Kadencja prezydenta Rumena Radewa kończy się w styczniu 2022 r., zaś wybory prezydenckie planowane są na listopad 2021 r. Zgodnie z art. 99 ust. 7 prezydent nie może skrócić kadencji Zgromadzenia Ludowego w ciągu trzech ostatnich miesięcy swojej kadencji. Jeśli nie uda się w obecnej kadencji Zgromadzenia Ludowego powołać normalnego rządu do końca października Radew będzie mógł jedynie powołać rząd ekspercki.Ponieważ art. 99 ust. 5 konstytucji Bułgarii wskazuje, że w przypadku braku możliwości powołania normalnego rządu prezydent powołuje rząd ekspercki, skraca kadencję Zgromadzenia Ludowego i zarządza nowe wybory w terminie dwóch miesięcy. Eksperci nie są zgodni, czy oznacza to, że konieczność przeprowadzenia nowych wyborów implikuje potrzebę odwołania obecnego gabinetu i powołanie nowego rządu eksperckiego, czy też Janew będzie mógł kontynuować pracę na stanowisku premiera.Obecna sytuacja polityczna pokazuje z jednej strony, że w pomimo kryzysu może funkcjonować stabilny rząd, z drugiej strony – konstytucyjny przymus powołania rządu eksperckiego nie pozwala na wykazanie się przed elekcją żadnemu z ugrupowań, zaś bezpartyjnych ministrów trudniej atakować w kampanii wyborczej, aniżeli tych nominowanych przez partie polityczne.Źródło zdjęcia: Leon Yaakovvia Flickr.

Nota

Maroko w konflikcie z Hiszpanią wykorzystało nieletnich

17.08.2021

Hiszpańska prasa donosi, że władze marokańskie świadomie zachęcały niepełnoletnich do nielegalnego przekraczania granicy z Hiszpanią w jej afrykańskiej enklawie – Ceucie. Eksperci mówią w tym kontekście o „wojnie hybrydowej”. Pomiędzy 17 a 19 maja władze Maroka zrezygnowały z nadzorowania granicy w Ceucie, co spowodowało masowy napływ nielegalnych imigrantów. Na terenie hiszpańskiej enklawy znalazło się ponad 12 tysięcy osób.Bezpośrednim powodem wywołania kryzysu migracyjnego przez rząd w Rabacie stały się informacje o tym, że na leczenie do Hiszpanii przyjęto Ibrahima Ghalego, lidera polityczno-wojskowego Frontu Polisario, który działa na rzecz niepodległości Sahary Zachodniej i secesji tego terytorium od Maroka.Hiszpańscy komentatorzy życia politycznego mówili wprost o wojnie hybrydowej wymierzonej w ich kraj. Uznano, że od czasów Zielonego Marszu w 1975 roku Maroko wykorzystuje cywilów do prowadzenia międzynarodowych konfliktów. Jednocześnie pojawiły się oskarżenia formułowane przez naukowców i byłych dyplomatów pod adresem rządzących o to, że od lat „wrogie i agresywne działania Maroka skupiły na sobie niewielką uwagę rządu, hiszpańskich mediów i opinii publicznej”[1].Według oficjalnych danych do Ceuty przybyło ponad 1100 nieletnich, z czego połowa liczy mniej niż 16 lat[2]. Napływ niepełnoletnich imigrantów stanowi poważne wyzwanie dla hiszpańskich władz, ponieważ zgodnie z hiszpańsko-marokańską umową readmisji nie podlegają osoby poniżej 18 roku życia. Zapis ten celowo wykorzystały marokańskie władze, które za pośrednictwem mediów społecznościowych zastosowały szeroką strategię dezinformacyjną, by sprowokować młodych do przedostania się na teren Ceuty. Rozpowszechniano między innym fałszywą wiadomość o tym, że na terenie hiszpańskiej enklawy mecz gra gwiazda futbolu Cristiano Ronaldo. W informację tę uwierzyło wielu nastolatków, uczęszczających do szkół w pobliskiej miejscowości Castillejos[3]. Nierzadko dochodziło do sytuacji, w której rodziny nie wiedziały, że ich najbliżsi przedostali się nielegalnie na teren Hiszpanii. Powstała nawet specjalna grupa na Facebooku, za pomocą której rodzice próbowali odszukać własne dzieci[4].Kryzys migracyjny stał się centralnym punktem debaty politycznej w Hiszpanii i dał paliwo polityczne przeciwnikom lewicowego rządu w Madrycie. Krytyczna wobec aktualnej polityki migracyjnej partia VOX zarzuca gabinetowi Pedra Sancheza nie tylko nieporadność w rozwiązywaniu konfliktu z Marokiem, ale także uleganie multikulturowej iluzji oraz zbyt liberalny stosunek do muzułmanów. Z kolei szef konserwatywnej Partii Ludowej Pablo Casado postuluje wprowadzenie systemowych rozwiązań zniechęcających szesnastoletnich i siedemnastoletnich imigrantów do nielegalnego przekraczania granicy; chce by było im trudniej uzyskać zgodę na łączenie rodzin oraz finansowe wsparcie. Władze Ceuty odnotowały także przypadki zaniżania wieku przez imigrantów, którzy dzięki tym nieuczciwym zabiegom liczą na szybszą i bardziej hojną pomoc[5].Obecnie kryzys na linii Rabat – Madryt wydaje się zażegnany. Maroko wznosi ogrodzenie, które ma zapobiec nielegalnemu przekraczaniu granicy z Ceutą. Prawdopodobnie decyzja ta po części motywowana jest finansowo. Unia Europejska od 2018 roku zapłaciła Maroku za powstrzymywanie masowej migracji 343 miliony euro[6]. Jednocześnie prasa hiszpańska informuje o problemach na terytorium Melilli. W ciągu ostatnich dwóch tygodni doszło tam do pięciu incydentów. Najpoważniejszy miał miejsce 22 lipca, kiedy płot na granicy z Marokiem sforsowało ponad 230 nielegalnych imigrantów. Parę dni wcześniej na teren enklawy przedostała się grupa 139 osób[7]. Wygląda więc na to, że Maroko z jednej strony wykonuje gest dobrej woli umacniając zasieki w Ceucie, z drugiej zaś cały czas pokazuje, że klucze do bezpieczeństwa hiszpańskiej granicy leżą w Rabacie, którego władze, jak pokazuje majowy kryzys, użyją wszelkich dostępnych środków, by wpływać na politykę Madrytu i czerpać finansowe korzyści z ochrony zewnętrznej granicy Unii Europejskiej.[1] FELIPE SAHAGÚN, Juegos de guerra híbrida en Ceuta y Melilla, „El Mundo” 19 maja 2021 r, [na:] https://www.elmundo.es/opinion/2021/05/19/60a50292fdddff7b388b4666.html, dostęp 29.07.2021.[2] PAULINE BOUSSARIE, Más de 1.000 menores entraron en Ceuta desde Marruecos, „El Mundo” 5 lipca 2021 r. [na:] https://www.elmundo.es/espana/2021/07/05/60e34189fc6c835f588b463d.html, dostęp 29.07.2021 r.[3] ALBERTO ROJAS, El mensaje trampa para llevar a los niños a la frontera: "Cristiano Ronaldo juega en Ceuta", „El Mundo” 20.06.2021 r, [na:] https://www.elmundo.es/espana/2021/05/20/60a6a749fc6c83d6648b4574.html, dostęp 29.07.2021 r.[4] ALBERTO ROJAS, MARISOL HERNÁNDEZ, Marruecos diseñó el efecto llamada a Ceuta para niños a través de las redes sociales, [na:] https://www.elmundo.es/espana/2021/05/20/60a6bd9b21efa093018b4683.html, 29.07.2021 r.[5] JUANMA LAMET, Pablo Casado propone reducir incentivos a los menores inmigrantes de 16 a 18 años, „El Mundo”, [na:] https://www.elmundo.es/espana/2021/07/26/60fd43a721efa0731d8b463d.html, 29.07.2021 r.[6] ANTONIO SEMPERE, Marruecos levanta una nueva valla con concertinas en la frontera de Ceuta, „El Mundo” , [na:] https://www.elmundo.es/espana/2021/07/18/60f2f101e4d4d8130b8b4699.html, 29.07.2021 r.[7] PAQUI SÁNCHEZ, Melilla sufre el mayor salto a la valla en siete años con la entrada de 238 inmigrantes, [na:] https://www.elmundo.es/espana/2021/07/22/60f914bffdddff76108b4602.html, dostęp 29.07.2021 r.Źródło zdjęcia: C.C. Wikimedia Commons

Nota

Mary Simon – pierwsza Inuitka na stanowisku gubernator generalnej Kanady

17.08.2021

Dr Marcin GabryśKatedra Studiów KanadyjskichInstytut Amerykanistyki i Studiów PolonijnychUniwersytet JagiellońskiMary Simon – pierwsza Inuitka na stanowisku gubernator generalnej Kanady 6 lipca 2021 r., po 166 dniach, które upłynęły od rezygnacji poprzedniej gubernator generalnej Julie Payette, premier Justin Trudeau ogłosił, że królowa Elżbieta II zaakceptowała jego radę, aby 30-tą gubernator generalną Kanady została Mary Simon – pierwsza osoba pochodząca z grupy rdzennej mianowaną na to stanowisko w historii. To symboliczna decyzja premiera Trudeau, dla którego relacje z ludnością rdzenną Kanady są jednym z priorytetów politycznych.BiografiaMary Simon (w języku inuktitut Ningiukudluk) urodziła się w 1947 roku w małej miejscowości Kangiqsualujjuaq położonej w pobliżu ujścia rzeki Koksoak do zatoki Ungava w północno-wschodnim Quebecu, w regionie, który obecnie nazywany jest Nunavik. Jej matką była Inuitka, a ojcem biały Kanadyjczyk pochodzący z Manitoby, który prowadził placówkę handlową Kompanii Zatoki Hudsona. Dzieciństwo Simon spędziła w tradycyjny, inuicki sposób – rodzina przez wiele miesięcy w roku prowadziła koczowniczy tryb życia, polując, łowiąc ryby i zbierając pożywienie. Jednocześnie mała Mary Simon uczyła się od swojego ojca jak wygląda południowa Kanada, co, jak sama wspomina, pozwoliło jej w dorosłym wieku korzystać z doświadczeń oraz wiedzy pochodzącej z obu światów i odgrywać rolę swego rodzaju „pomostu” między kulturami.Simon uczęszczała do prowadzonej przez władze federalne dziennej szkoły dla rdzennych mieszkańców, gdzie nauczyła się języka angielskiego. Kontynuowała swoją edukację w szkole średniej w Kuujjuaq. Następnie pracowała przez krótki okres w stacji telewizyjnej CBC Northern Service. Porzuciła ją jednak, aby skoncentrować się na działalności na rzecz ludności rdzennej, przede wszystkim Inuitów. Uczestniczyła w negocjacjach Porozumienia Zatoki Jamesa i Północnego Quebecu w 1975 r., które stało się pierwszym tzw. nowoczesnym traktatem z ludnością rdzenną w Kanadzie obejmując ziemie Cree oraz Inuitów. W 1982 r. Simon została wybrana na stanowisko prezydenta korporacji Makivik – wpływowej instytucji zarządzającej odszkodowaniami uzyskanymi od państwa przez Inuitów z Nunavik[1].Simon ma również doświadczenie związane z negocjacjami konstytucyjnymi – w burzliwym okresie lat 80. i początku lat 90. XX wieku, gdy Kanada przechodziła przez proces patriacji konstytucji, a następnie negocjacji kolejnych pakietów poprawek do ustaw zasadniczych, Simon uczestniczyła w dyskusjach reprezentując stanowisko Inuitów. Była również zaangażowana w proces powstawania Nunavut, a także doradzała Inuitom z Labradoru na drodze budowy samorządnego regionu Nunatsiavut.Kolejnym krokiem w karierze Simon był wybór w 1986 roku na przewodniczącą Okołobiegunowej Konferencji Inuitów (obecnie Okołobiegunowej Rady Inuitów - Inuit Circumpolar Council), instytucji powstałej w 1977 r. i reprezentującej około 180 tysięcy Inuitów zamieszkujących państwa arktyczne (USA, Kanadę, Grenlandię oraz Rosję). W ramach tego forum Simon była szczególnie mocno zaangażowana w ochronę tradycyjnego sposobu życia Inuitów przed zniszczeniem środowiska naturalnego. Orędowała również na rzecz odpowiedzialnego rozwoju gospodarczego.W uznaniu jej zasług w 1994 r. premier Jean Chrétien mianował Mary Simon pierwszą ambasador Kanady do spraw okołobiegunowych. Pełniła tę funkcję przez 10 lat. W tym czasie była zaangażowana w proces powstawania Rady Arktycznej, najważniejszej instytucji współpracy międzynarodowej w regionie polarnym. Simon szczególnie mocno zależało, aby przedstawiciele ludów rdzennych mieli silną pozycję i uzyskali status stałych członków Rady Arktycznej, a nie jedynie obserwatorów. Udało jej się przeforsować takie stanowisko mimo oporu negocjatorów ze Stanów Zjednoczonych. W ramach wzmacniania praw ludów tubylczych na podkreślenie zasługuje też zaangażowanie Simon w proces powstawania Deklaracji ONZ praw ludów tubylczych (UNDRIP), przyjętej w 2007 r. W okresie 1999-2002 Simon reprezentowała Ottawę również jako szefowa placówki dyplomatycznej w Kopenhadze, ustanawiając precedens w historii Kanady, gdyż po raz pierwszy ambasadorem została Inuitka.W latach 2006-2012 Mary Simon była przez dwie kadencje przewodniczącą Bractwa inuickiego (Inuit Tapiriit Kanatami) ogólnokanadyjskiego organizacji inuickiej. Skupiała się wtedy na działaniach m.in. na rzecz zwiększenia środków dla młodych ludzi z Północy, jak również związanych z ochroną środowiska naturalnego. Simon jako jedna z 5 przedstawicieli organizacji rdzennych, przyjmowała w 2008 r. przeprosiny premiera Stephena Harpera za traktowanie rdzennej ludności w przeszłości w systemie szkół z internatami. Wielokrotnie zabierała publicznie głos w sprawach kluczowych dla Inuitów, m.in. krytykowała Unię Europejską za wprowadzenie zakazu sprzedaży produktów pochodzących z fok. Działała również na rzecz poprawy jakości edukacji Inuitów – w ostatnich latach kierowała implementacją narodowej strategii na rzecz edukacji inuickiej 'First Canadians, Canadians First'. Simon pozostaje zaangażowana w sprawy dotyczące zwiększenia dostępu do służby zdrowia na północy, m.in. w zakresie pomocy psychologicznej, co ma kluczowe znaczenie wobec wysokiego wskaźnika samobójstw, szczególnie wśród młodych Inuitów. Nieustannie zachęca też Kanadę do współpracy z Inuitami, co pozwoli obu stronom zrealizować swoje najważniejsze cele.W ostatnim okresie Mary Simon pracowała dla rządu federalnego jako specjalna przedstawicielka do spraw arktycznych. Zaangażowana była w przygotowywanie strategii arktycznej ogłoszonej w 2019 r. przez premiera Trudeau, m.in. kierowała szerokimi konsultacjami z mieszkańcami obszarów północnych w ramach Wspólnego Modelu Przywództwa Arktycznego (Shared Arctic Leadership Model).Rola gubernatora generalnegoGubernator generalna pełni rolę namiestnika monarchy. Jest najstarszą instytucją polityczną Kanady, a jego powstanie wynika z faktu, że władcy ziem kanadyjskich nigdy na stałe na nich nie przebywali. Historycznie dysponowali pełną swobodą decydowania o wyborze wicekróla, jednak została ona znacząco ograniczona przez konwenanse konstytucyjne – aktualnie gubernatora generalnego powołuje monarcha za radą premiera Kanady, który wskazuje jedną kandydaturę[2]. Jego kadencja trwa zwykle pięć lat, choć może być wydłużana. Pozycja polityczna gubernatora generalnego ewoluowała wraz ze zmianami politycznymi dokonującymi się na ziemiach kanadyjskich, aby na skutek powstawania konwenansów konstytucyjnych wyeliminować gubernatora z aktywnego udziału w sprawowaniu władzy państwowej. Swoje uprawnienia gubernator generalny wykonuje obecnie wyłącznie na podstawie instrukcji (rady) premiera, odpowiedniego ministra lub całego gabinetu. Gubernator generalny stara się również za wszelką cenę uniknąć uwikłania w bieżącą politykę. W rezultacie aktualnie rola gubernatora generalnego w większości wypadków ogranicza się do funkcji czysto ceremonialnych i reprezentacyjnych, np. odczytywania napisanej przez rząd mowy tronowej czy udzielaniu sankcji królewskiej projektom ustaw. Ta funkcja ma charakter czysto formalny, gdyż nie zdarzyło się, aby którykolwiek z gubernatorów odmówił podpisu.Niemniej jednak rola gubernatora generalnego ma kluczowe znaczenie dla sprawnego przekazania władzy podczas zmiany rządów. Jego zadaniem jest przede wszystkim zapewnienie, aby zawsze istniał gabinet odpowiedzialny przed parlamentem. W sytuacji, gdy w wyborach wyłoniona zostaje większość parlamentarna, rola gubernatora generalnego ma czysto formalny charakter i polega na nominowaniu na premiera lidera zwycięskiej partii. Większą rolę gubernator generalny odgrywa, gdy żadna z partii politycznych nie osiągnie w wyborach większości parlamentarnej. W takich sytuacjach gubernator generalny może kierować się własnym wyczuciem. Wydarzenia historyczne pozwalają jednak stwierdzić, że gubernator generalny zawsze spełnia prośbę premiera o rozpisanie nowych wyborów i rozwiązanie parlamentu. Rola gubernatora generalnego rośnie w sytuacjach nagłych, np. śmierci bądź rezygnacji premiera, gdy partia polityczna nie wyłoniła jeszcze jego następcy, a także w czasie kryzysów konstytucyjnych (tak było m.in. w latach 2008 i 2009, gdy gubernator generalny zdecydował o kontrowersyjnej prorogacji parlamentu)[3]. Nie należy też nie doceniać pełnionej przez gubernatora generalnego funkcji doradcy rządu, która oznacza regularne spotkania informacyjne z premierem.KontrowersjeZgodnie z konwenansem gubernatorem generalnym zostają wymiennie osoby z grup anglofońskiej i frankofońskiej. W 1979 r. gubernatorem generalnym został Edward Schreyer, przedstawiciel tzw. trzeciej grupy etnicznej (czyli imigrantów z krajów nieanglojęzycznych). Gubernatorami generalnymido czasu mianowania Mary Simon były cztery kobiety i dwóch przedstawicieli tzw. widocznych mniejszości (visible minorities), czyli osób o innym niż biały kolorze skóry. Mianowanie po raz pierwszy w historii osoby o rdzennym pochodzeniu przejdzie z pewnością do historii[4]. Niemniej jednak nominowanie Mary Simon burzy konwenans konstytucyjny, zgodnie z którym od czasu wprowadzenia w 1969 r. oficjalnej dwujęzyczności gubernatorzy generalni mają być dwujęzyczni. Choć Simon jest dwujęzyczna (posługuje się inuktitut i językiem angielskim), to nie mówi po francusku, który jest drugim oficjalnym językiem na poziomie federalnym. Simon zobowiązała się, że nauczy się tego języka, jednakże z punktu widzenia 8 milionów mieszkańców Quebecu i francuskojęzycznych regionów pozostałych prowincji jej mianowanie budzi kontrowersyje. Słowa krytyki wobec kandydatury Mary Simon popłynęły m.in. ze strony senatora Claude’a Carignana z Quebecu i części publicystów.Jednocześnie liderzy rdzenni, m.in. Natan Obed, przewodniczący Inuit Tapiriit Kanatami, wskazują, że to właśnie bariera językowa jest jednym z powodów, dla których rdzenni kandydaci przepadali w procedurze wyboru gubernatora generalnego. Braki językowe wynikają często z systemowej bariery, związanej z konstrukcją programów nauczania w szkołach, narzucanych przez białych urzędników. To zmieniło się dopiero w ostatniej dekadzie.Warto zaznaczyć, że kandydatura Mary Simon została wybrana nie tylko po półrocznym wakacie na stanowisku gubernatora generalnego, ale i według nowej procedury. Premier Trudeau w 2016 r. nominując poprzednią gubernator Julie Payette nie korzystał z ustanowionej w 2012 r. przez premiera Stephena Harpera specjalnej ponadpartyjnej komisji eksperckiej. Samodzielny wybór byłej kosmonautki okazał się mieć negatywne konsekwencje dla premiera Trudeau. Skandal związany z traktowaniem pracowników przez Julie Payette pokazał, że jej kandydatura nie została sprawdzona w wystarczający sposób. Pomny tych konsekwencji, w marcu 2021 r. Justin Trudeau zdecydował się na powołanie komisji doradczej, na czele której stanął minister ds. międzyrządowych Dominic LeBlanc oraz szefowa służby cywilnej (Clerk of the Privy Council) Janice Charette. Komisja rozważała około setki kandydatur, a ostatecznemu sprawdzeniu poddała około 10 nazwisk. Ta wąska grupa finalistów została następnie przedstawiona premierowi do ostatecznej decyzji i przedstawieniu jej królowej Elżbiecie II.Proces pogodzenia Kanady z ludnością rdzennąMary Simon została nominowana na stanowisko gubernator generalnej w ważnym momencie w relacjach Kanady z ludnością rdzenną. Proces tzw. pogodzenia (reconciliation) w ostatnich latach uległ przyspieszeniu, do czego przyczyniły się prace Komisji Prawdy i Pojednania zakończone w 2015 r., jak również raport z dochodzenia w sprawie zaginionych kobiet i dziewcząt tubylczych (National Inquiry into Missing and Murdered Indigenous Women and Girls) z 2019 r. Co więcej, w 2020 r. Kanadąwstrząsnęły protesty związane z budową ropociągu z Alberty na wybrzeże Pacyfiku. Rok później informacjach o zlokalizowaniu grobów w pobliżu dawnych szkół z internatem wprawiła w szok opinię publiczną. Na fali tych wydarzeń, od czasu rezygnacji Julie Payette, regularnie pojawiały się głosy wzywające premiera do nominowania kandydata o rdzennym pochodzeniu. Dzięki temu proces pogodzenia mógłby przejść w kolejną fazę.Po nominacji większość liderów i instytucji ludności rdzennej wyraziło nadzieję, że nominowanie Simon wpłynie pozytywnie na proces pogodzenia (tak wypowiadał się m.in. obecny szef Bractwa inuickiego Natan Obed). Również Trudeau podkreślał, że nominacja Simon ma za zadanie burzenie barier między mieszkańcami południa i północy Kanady. Simon wydaje się rozumieć te nadzieje. W czasie ogłoszenia nominacji powiedziała, że traktuje ją jako istotny krok na drodze zwiększenia inkluzyjności społeczeństwa kanadyjskiego i obiecała, że będzie pracowała na rzecz uznania odpowiedzialności za „okrucieństwa przeszłości” i naprawy szkód wyrządzonych rdzennym mieszkańcom, w szczególności kobietom i dziewczynkom.Znamienne, że Mary Simon nie widzi konfliktu pomiędzy pochodzeniem rdzennym, a zajmowaniem pozycji reprezentant Korony – instytucji, która miała działać w najlepszym interesie ludów tubylczych, a okazała się ostatecznie odpowiedzialna za tragedię, która ich dotknęła[5]. Być może Simon widzi, że choć gubernator generalny nie dysponuje władzą polityczną, to jednak stanowisko to pozwala na inicjowanie dyskusji, jak również dokonywanie symbolicznych gestów[6]. Być może liczy na swoje unikalne doświadczenie, które może pomóc w momentach, gdy trudno o porozumienie i gdy stanowiska stron są rozbieżne.Obserwatorzy wskazują, że Simon może stać się również ważnym symbolem wskazującym, że następuje postęp w relacjach Kanady z ludnością rodzimą widoczny w otwarciu dla przedstawicieli tej grupy najważniejszych stanowisk państwowych. Nominacja Inuitki na stanowisko najwyższej przedstawicielki Korony oznacza, że po raz pierwszy w relacjach państwa z ludnością rdzenną po obu stronach pojawią się osoby będące reprezentantami kultur tubylczych, a nie kolonialnych. Młodzi liderzy ludów tubylczych zyskają dzięki temu wzór do naśladowania. Sukces procesu zasypywaniu podziałów między kolonizatorami i ludnością kolonizowaną, będzie jednak warunkowany obecnością większej liczby rdzennych osób na kluczowych stanowiskach. Choć w gabinetach premiera Trudeau zasiadało kilku ministrów o tubylczym pochodzeniu, to nie na stanowiskach bezpośrednio zaangażowanych w relacje z ludnością rdzenną, czyli na czele Ministerstwa ds. relacji Korony z ludnością rdzenną (Crown-Indigenous Relations) oraz Ministerstwa ds. usług dla ludności rdzennej (Indigenous Services). W dalszym ciągu brakuje również sędziów wywodzących się z grup rodzimych, w tym przedstawiciela ludów rodzimych w Sądzie Najwyższym.W tym kontekście warto podkreślić, że relacje Kanady z poszczególnymi grupami rdzennymi są zróżnicowane. Dużo bardziej napięty charakter mają stosunki z Pierwszymi Narodami niż z Inuitami. Wybór Inuitki stanowi docenienie silnego przywiązania tej grupy do Kanady, jej patriotyzmu i uznania suwerenności Kanady w Arktyce. Co więcej region Nunavik, z którego pochodzi Mary Simon, leży na terenie prowincji Quebec, gdzie w ostatnich dekadach odbyły się dwa referenda separatystyczne. Inuici w obu przypadkach byli przeciwni ewentualnej niepodległości Quebecu i deklarowali, że nawet w razie zwycięstwa separatystów pozostaną w Kanadzie.Nie można jednak nie zauważyć, że w ramach różnych grup ludności rdzennej w Kandzie nie ma jednolitego stanowiska na temat zasadności pojawienia się osoby o rdzennym pochodzeniu na stanowisku gubernatora generalnego. W łagodniejszej wersji krytycy podkreślają wyzwania, które łączą się z objęciem stanowiska gubernatora generalnego przez osobę o rdzennym pochodzeniu. Jednak cześć opinii jest wyraźnie negatywna. Wskazuje się, że przyjmując taką nominację osoba o rdzennym pochodzeniu wpisuje się w system, który dla wielu ludów tubylczych jest w dalszym ciągu opresyjnym systemem kolonialnym. Takie stanowisko zajęło m.in. Stowarzyszenie rdzennych kobiet Kanady (Native Women's Association of Canada). Jednocześnie część obserwatorów wydaje się przekonana, że to właśnie kobieta może mieć większą możliwość wprowadzenia zmian od wewnątrz systemu. Przypomina się, że wiele kultur tubylczych na terenie obecnej Kanady było matrylinearnych i uznawało przywództwo kobiet. Również w obecnych czasach aktywizm grup rdzennych (np. w ramach ruch Idle no more) jest w znacznym stopniu oparty na działaniach podejmowanych przez kobiety-wojowniczki. Nie do przecenienia pozostaje walor edukacyjny mianowaniaosoby o rdzennym pochodzeniu na urząd wicekrólewski. Po raz pierwszy obejmie go osoba, której językiem macierzystym jest język jednej z grup rdzennych. Simon przyniesie również ze sobą kulturę inuicką i inne spojrzenie, co może mieć znaczenie w czasie konsultacji premiera z gubernator generalną w bieżących spraw.[1] Makivik zarządza funduszami o wartości dziesiątek milinów dolarów i prowadzi działalność gospodarczą na znaczną skalę na północy Quebecu, będąc udziałowcem m.in. linii lotniczych Canadian North.[2] Warto podkreślić, że wybierając swojego reprezentanta w Kanadzie, monarcha działa jako król lub królowa Kanady, a od 1952 r. stanowisko gubernatora generalnego obejmują wyłącznie obywatele Kanady (także naturalizowani).[3] Monarcha przekazał gubernatorowi generalnemu prawo do korzystania z wszystkich prerogatyw, w tym również prawo wykorzystywania uprawnień zastrzeżonych (reserve powers). W ich ramach mieści się odmowa działania na podstawie rady oferowanej przez rząd, która byłaby całkowicie zła i sprzeczna z interesem publicznym.[4] Decyzja Trudeau nie jest jednak precedensowa w skali świata – na analogiczne stanowisko została mianowana w Nowej Zelandii Maoryska Cindy Kiro, a Koronę Kanady na poziomie prowincji reprezentowali i reprezentują wicegubernatorzy o rdzennym pochodzeniu (m.in. w Ontario, Albercie, Kolumbii Brytyjskiej i Saskatchewan).[5] Działania reprezentantów państwa Komisja Prawdy i Pojednania nazwała ludobójstwem kulturowym.[6] Gubernator jest reprezentantem Korony, a ta, zgodnie z orzeczeniami Sądu Najwyższego (m.in. w sprawie R. v. Sparrow) oraz zapisami konstytucji Kanady, w związku z wyjątkowymi historycznymi relacjami monarchy brytyjskiego z ludnością rdzenną, którą kontynuują władze Kanady, ma specjalne zobowiązania do ochrony ludności rdzennej wynikające z koncepcji „godności Korony” (honour of the Crown), w jej ramach znajdują się m.in. obowiązki powiernicze (fiduciary duty) wobec ludności rodzimej, co przekłada się na konieczność działania w jej interesie. Gubernator generalny jest spadkobiercą podejścia zapoczątkowanego przez Proklamację królewską z 1763 r., która stała się fundamentem dla późniejszych traktatów i podejścia do negocjacji z grupami rdzennymi, jak z osobnymi narodami (nation-to-nation relationship).Źródło zdjęcia: C.C. Wikimedia Commons

Nota

100 lat Komunistycznej Partii Chin

12.08.2021

Komunistyczna Partia Chin swoje stulecie obchodziła 1 lipca. Od swojego założenia, w Szanghaju w 1921 r., ugrupowanie to, będące świadkiem i kołem zamachowym przemian ustrojowych Państwa Środka – impulsem do „narodowego odrodzenia” – stała się w rzeczywistości jedną z najpotężniejszych partii politycznych na świecie. Widowisko na setlecie KPChRL „Wielka Podróż, 5 lipca 2021 r.; źródło: Getty Images W poniedziałek 5 lipca na pekińskim stadionie narodowym, potocznie nazywanym Ptasim Gniazdem, odbył się spektakl artystyczny zatytułowany „Wielka Podróż”, upamiętniający dzieje Chin pod przewodnictwem partii komunistycznej. Artyści zaprezentowali dumnie na tle ekstrawaganckich i monumentalnych scenografii tożsamość Chin, przypominając zarazem rolę partii w kształtowaniu najnowszej historii kraju. Było to wydarzenie wieńczące obchody urodzin KPChRL rozpoczęte 1 lipca przez głowę państwa w jednym z najważniejszych, symbolicznych miejsc nowych Chin.Wówczas Prezydent Xi Jinping powiedział 70-tysięcznemu tłumowi na pekińskim placu Tiananmen, że era zastraszania w Chinach „minęła na zawsze” i kraj nie pozwoli na „świętoszkowate kazania” obcych sił.Xi Jinping przemawia na ceremonii w Pekinie z okazji stulecia partii, 1 lipca 2021 r., Plac Tiananmen; źródło: Xie Huanchi/APPodczas swojego ponad 40 minutowego wystąpienia Xi Jinping, najpotężniejszy przywódca współczesnych Chin od czasów Mao Zedonga (jak określają go chińskie i nie tylko media), miał na sobie jasnoszary garnitur, który wydawał się identyczny z tym, jaki nosił założyciel partii komunistycznej na słynnym portrecie zdobiącym jedną ze stron wspomnianego placu, nazywanego też Placem Niebiańskiego Spokoju.Xi pochwalił swój naród za „nowy świat” i erę, które - jak stwierdził - stworzyli. Mówił też, że jest to świat, który jednak nie mógłby zaistnieć bez Partii.Prezydent Xi podkreślał, że Partia ma kluczowe znaczenie dla rozwoju państwa i dobrobytu jego społeczeństwa; oraz że próby oddzielenia tegoż państwa (ergo ustroju) od ludzi nie powiodą się.„(…) aby urzeczywistnić odrodzenie narodowe, partia zjednoczyła się i poprowadziła Chińczyków do uwolnienia umysłu i posuwania się naprzód, osiągając wielki sukces w reformach, otwarciu i modernizacji socjalistycznej”.W końcu „tylko socjalizm może uratować Chiny i tylko socjalizm z chińskimi cechami może rozwijać Chiny” – powiedział, odnosząc się do systemu, w którym partia przejęła kontrolę nad gospodarką, aby zreformować organizm społeczny i rynki go zaopatrujące.Przywódca dodał wreszcie wyraźnie i sugestywnie względem oponentów, że:„My, Chińczycy, jesteśmy narodem, który stoi na straży sprawiedliwości i nie boimy się groźby użycia siły. Jako naród mamy silne poczucie dumy i pewności siebie. Nigdy nie zastraszaliśmy, nie gnębiliśmy ani nie podporządkowywaliśmy sobie ludzi w żadnym innym kraju i nigdy tego nie zrobimy. Z tego samego powodu nigdy nie pozwolimy, by jakakolwiek obca siła nas zastraszała, gnębiła lub ujarzmiała. Każdy, kto spróbuje to zrobić, znajdzie się na kursie kolizyjnym z Wielkim Murem wykutym ze stali przez ponad 1,4 miliarda Chińczyków”.Kluczową strategią Partii komunistycznej jest utożsamienie partii i aparatu rządowego, a także narodu chińskiego w jedną całość – przemówienie to było de facto tej wizji urzeczywistnieniem. W trakcie obchodów każdy sukces i postęp przypisano ludowi, ale w kontekście działań rządu, a rząd to Partia.Przesłanie to było głośne i wyraźne zwłaszcza wtedy, gdy pod koniec ceremonii tłum zaśpiewał pieśń „Bez partii komunistycznej nie byłoby nowych Chin”. Przemówienie uświetnił między innymi przelot wojskowych odrzutowców formujących cyfrę 100.Siły Powietrzne ChRL podczas przemówienia Xi Jinpinga, 1 lipca 2021 r., Plac Tiananmen; źródło: Getty Images© Mateusz KryckiŹródło: Xinhua, Associated Press, Global Times, Asia Times

Nota

Zambia: most Kazungula, czyli nowe wyzwania w globalnym transporcie

03.08.2021

Zgodnie z art. 112 Konstytucji z 1996 roku Zambii, państwo ma „dążyć do stworzenia sprzyjającego otoczenia gospodarczego, indywidualnej inicjatywy i samodzielności wśród ludzi oraz promowanie inwestycji prywatnych” (Konstytucja Zambii, 1996). W gospodarce postkolonialnej oraz postapartheidowej stworzenie sprzyjającego otoczenia gospodarczego napotyka na wiele problemów wewnętrznych i zewnętrznych. W tym kontekście, należy z nadzieją postrzegać potężne inwestycje w infrastrukturę w Zambii, ktore świadczą o nowym otwarciu regionu na inwestycje i przyciąganie kapitału zagranicznego na kontynent południa Afryki.Przykładem jest tu most Kazungula na granicy Botswany i Zambii, oddany do użytku w połowie maja 2021 roku. Most drogowy i kolejowy łączący oba kraje ma na celu pobudzenie handlu i nowe otwarcie na inwestycje w regionie Południa kontynentu afrykańskiego. Most ma newralgiczne położenie, albowiem łączy Namibie, Angole oraz Zimbabwe. To przez ten most będzie teraz prowadzony transport na południe kontynentu do RPA. Ułatwi on regionalny transport towarowy przez Botswanę, umożliwiając ciężarówkom ominięcie przejścia granicznego między Zimbabwe a RPA.Mapa. Położenie mostu KazungulaBudowa mostu o długości 923 metrów, który rozciąga się na rzece Zambezi, rozpoczęła się w 2014 roku i kosztowała około 259,3 miliona dolarów. Należy zaznaczyć, że jest to jedna z niewielu inwestycji, które nie są finansowane przez Chiny. Most Kazungula współfinansowany jest przez Afrykański Bank Rozwoju (AfDB), Japońską Agencję Współpracy Międzynarodowej (JICA), rządy regionalne oraz inne granty.W ceremonii inauguracji uczestniczył również przewodniczący Unii Afrykańskiej i prezydent Demokratycznej Republiki Konga, Felix Tshisekedi. Zambia i DRK są w trakcie stawiania podobnego obiektu na swojej granicy. W ceremonii otwarcia również uczestniczył prezydent Mozambiku Filipe Nyusi oraz prezydent Zimbabwe Emmerson Mnangagwa.Rozwój infrastruktury w obszarze południa kontynentu Afryki stawia wyzwania polskim naukowcom oraz politykom, by rozpoczęli debatę nad możliwościami udziału polskich przedsiębiorców w projektach infrastruktury Globalnego Południa. Przykładem obecnie natężonej ekspansji w regionie są Niemcy, które skutecznie wykorzystują kolonialną przeszłość do nowego otwarcia w regionie, by rekomendować dobre praktyki i wejść z sukcesem na rynek (por. Nitsche 2021).Polska musi być bardziej obecna w regionie południa Afryki, co wymusza na nas nowa konfiguracja geopolityczna rzeczywistości post-pandemicznej.Bibliografia:Konstytucja Zambii 1996,https://www.ilo.org/dyn/natlex/docs/ELECTRONIC/26620/90492/F735047973/ZMB26620.pdfNitsche, B. Embracing the Potentials of Intermodal Transport in Ethiopia: Strategies to Facilitate Export-Led Growth. Sustainability 2021, 13, 2208. https://doi.org/ 10.3390/su13042208Zdjęcie: "Cross-border Ferry, Kazungula, Botswana" by Arthur Chapman is licensed under CC BY-NC 2.0

Nota

Przejęcie władzy przez Joe Bidena

24.07.2021

Objęcie urzędu Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki, po dwóch wcześniej podejmowanych, nieudanych próbach, z pewnością stanowi dla Joe Bidena spełnienie jego trwających wiele lat dążeń. Po zakończeniu okresu czteroletniej prezydentury Donalda Trumpa, Biden za główny cel postawił sobie przywrócenie "duszy Ameryki". Joe Biden, ma 78 lat i jest najstarszym prezydentem zasiadającym w Białym Domu. Po raz pierwszy pojawił się w Waszyngtonie jako młody człowiek. W 1972 roku, 29 - letni wówczas Biden został wybrany na senatora ze stanu Delaware. Pozostał w Senacie Stanów Zjednoczonych Ameryki przez 36 lat. Następnie podczas prezydentury pierwszego czarnoskórego prezydenta USA - Baracka Obamy (w latach 2009 - 2017) sprawował urząd wiceprezydenta. W wyniku wygranych wyborów, stając się 46 Prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki, Joe Biden przejął władzę w państwie borykającym się z głębokimi podziałami politycznymi. Największym jednak problemem z pewnością jest kryzys zdrowia publicznego, który stał się zagrożeniem dla największej gospodarki świata.Pięćdziesiąta dziewiąta inauguracja prezydencka odbyła się na West Front of the United States Capitol w Waszyngtonie. Niniejsze wydarzenie miało miejsce podczas wielu niesprzyjających okoliczności. Chodzi przede wszystkim o nadzwyczajne kryzysy o charakterze politycznym, a także kryzysy: zdrowia publicznego, gospodarcze i bezpieczeństwa narodowego w tym pandemii COVID - 19. Należy także wspomnieć o podejmowanych przez byłego prezydenta próbach unieważnienia wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych w 2020 roku (co wywołało szturm na Kapitol), czy też o zagrożeniu powszechnymi niepokojami społecznymi oraz drugim impeachmencie Donalda Trumpa.Z pewnością dzień inauguracji (20 stycznia 2021 roku) stanowił przełom dla obywateli Stanów Zjednoczonych, którzy obserwowali, jak Joe Biden stał się jednocześnie najstarszym prezydentem - elektem w historii, pierwszym prezydentem z Delaware, drugim katolikiem po Johnie Fitzgeraldzie Kennedym i piętnastym byłym wiceprezydentem, który pełni funkcję prezydenta. Natomiast Kamala Harris została pierwszą, czarnoskórą kobietą pochodzenia azjatyckiego, sprawującą urząd wiceprezydenta. Inauguracja stanowiła formalne zwieńczenie wyścigu w wyborach prezydenckich Joe Bidena, który został prezydentem - elektem po pokonaniu Donalda Trumpa 3 listopada 2020 roku. Zwycięstwo Joe Bidena i Kamali Harris sformalizowano w drodze głosowania wKolegium Elektorskim, które odbyło się 14 grudnia 2020 roku. Zgodnie z artykułem I, sekcja 6 Konstytucji Stanów Zjednoczonych, Harris zrzekła się mandatu w Senacie USA. W inauguracji wzięli udział byli prezydenci: Bill Clinton, George Walker Bush i Barack Obama, a także byłe Pierwsze Damy: Hillary Clinton, Laura Bush oraz Michelle Obama.Niewątpliwie, prezydent Joe Biden oraz wiceprezydent Kamala Harris na początku 2021 roku zapisali się na „kartach historii”, gdy w niespełna dwa tygodnie od ataku terrorystycznego na Kapitol Stanów Zjednoczonych zostali zaprzysiężeni na urząd. Podczas pierwszych "100 dni" pełnienia urzędu przez prezydenta, administracja Bidena zobowiązała się do wydania wielu rozporządzeń wykonawczych. Istotą tych rozporządzeń jest „odwrócenie” niektórych decyzji politycznych podjętych przez Donalda Trumpa. Niemniej jednak priorytetem jest rozwiązanie problemów spowodowanych pandemią COVID - 19.

Nota

Gabinet Prezydenta Joe Bidena

23.07.2021

Dnia 3 listopada 2020 r. odbyły się powszechne wybory prezydenckie w USA, w których został wybrany 46 prezydent Stanów Zjednoczonych. Ówcześnie urzędujący prezydent Donald Trump ubiegał się o reelekcję, natomiast jego kontrkandydatem był senator Joe Biden z Partii Demokratycznej. W wyborach oddano ponad 158 milionów głosów, co stanowi najwyższy wynik w historii USA. Senator z Deleware zdobył 81268924 głosów (51,31%), natomiast jego konkurent 74216154 głosów (46,86%). Kolegium elektorskie odbyło się 14 grudnia. Natomiast 6 stycznia 2021 r. Kongres Stanów Zjednoczonych zatwierdził głosy elektorskie (306 oddanych na Bidena i 232 oddane na Trumpa). 20 stycznia Joe Biden złożył ślubowanie i został zaprzysiężony na prezydenta Stanów Zjednoczonych.W 1932 roku utworzony został Urząd Wykonawczy Prezydenta, który stanowi zaplecze administracyjne Prezydenta. Jego najważniejsze ogniwo stanowi 15 departamentów wykonawczych. Są to organy przypominające europejskie ministerstwa. Tworzone są na podstawie ustaw. Do najważniejszych możemy zaliczyć Departament Stanu, który odpowiedzialny jest za sprawy zagraniczne, Departament Skarbu, który nadzoruje zarządzanie finansami państwa oraz Departament Obrony, który koordynuje politykę bezpieczeństwa państwa i siły zbrojne. Oprócz powyższych możemy wyróżnić:Departament Sprawiedliwości (nadzoruje prawidłowe funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości),Departament Zasobów Wewnętrznych (odpowiedzialny za ochronę przyrody i zarządzanie zasobami naturalnymi),Departament Rolnictwa (koordynuje politykę rolną),Departament Handlu (odpowiedzialny za rozwój i wzrost gospodarczy),Departament Pracy (koordynuje politykę zatrudnienia),Departament Zdrowia i Opieki Społecznej (nadzoruje służbę zdrowia i system opieki społecznej),Departament Urbanizacji (zajmuje się sprawami budownictwa),Departament Transportu (nadzoruje politykę związaną z transportem),Departament Energii (odpowiedzialny za politykę energetyczną),Departament Edukacji (nadzoruje edukacje),Departament Bezpieczeństwa Krajowego (odpowiedzialny za bezpieczeństwo wewnętrzne kraju),Departament Weteranów (koordynuje opiekę nad weteranami wojennymi i ich rodzinami).Kierownika departamentu powołuje Prezydent, za zgodą Senatu. Określani są oni tytułem „sekretarzy”, z wyjątkiem Departamentu Sprawiedliwości, na czele którego stoi Prokurator Generalny (Attorney General). Szefowie departamentów odpowiedzialni są przed Prezydentem. Zazwyczaj nie są politykami, ale ekspertami w swoich dziedzinach. Wspólnie tworzą tzw. gabinet Prezydenta, który jest organem opiniodawczym. Jest to ciało nieformalne (nie jest usankcjonowane w amerykańskiej konstytucji), więc nie podejmuje żadnych wiążących uchwał. Niewątpliwie nie jest to organ, który możemy porównać z radami ministrów, które są typowe dla większości ustrojów państw europejskich. Oprócz departamentów administrację Prezydenta tworzą: Urząd Zarządzania i Budżetu, który nadzoruje działalność personelu pod kątem finansowym oraz Rada Bezpieczeństwa Narodowego, na czele której stoi specjalny asystent do spraw bezpieczeństwa. Zadaniem rady jest opiniowanie kwestii związanych z polityką wewnętrzną, krajową oraz obronną. Ponadto strukturach administracji federalnej funkcjonują samodzielne agencje, które podlegają Prezydentowi, m. in. Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) czy Agencja Środowiska (EPA).Podsumowując warto zwrócić uwagę na działania Prezydenta Joe Bidena w zakresie ochrony środowiska. Powołał Johna Kerrego, byłego Sekretarza Stanu na specjalnego wysłannika do spraw klimatu, który będzie również członkiem Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Jest to pierwszy tego typu przypadek w historii USA.Gabinet Prezydenta Joe BidenaImię i Nazwisko Funkcja StanKamala HarrisWiceprezydent Stanów ZjednoczonychKaliforniaAntony BlinkenSekretarz stanu Stanów ZjednoczonychNowy JorkJanet YellenSekretarz skarbu Stanów ZjednoczonychKaliforniaLloyd AustinSekretarz obrony Stanów ZjednoczonychGeorgiaMerrick GarlandProkurator generalny Stanów ZjednoczonychMarylandDeb HaalandSekretarz zasobów wewnętrznych Stanów ZjednoczonychNowy MeksykTom VilsackSekretarz rolnictwa Stanów ZjednoczonychIowaGina RaimondoSekretarz handlu Stanów ZjednoczonychRhode IslandsMarty WalshSekretarz Departamentu Pracy Stanów ZjednoczonychMassachusettsXavier BecerraSekretarz zdrowia i opieki społecznej Stanów ZjednoczonychKaliforniaMarcia FudgeSekretarz urbanizacji Stanów ZjednoczonychOhioPete ButtigiegSekretarz transportu Stanów ZjednoczonychIndianaJennifer GranholmSekretarz energii Stanów ZjednoczonychMichiganMiguel CordonaSekretarz edukacji Stanów ZjednoczonychConnecticutDenis McDonoughSekretarz spraw weteranów Stanów ZjednoczonychMinnesotaAlejandro MayorkasSekretarz bezpieczeństwa krajowego Stanów ZjednoczonychKaliforniaMichael S. ReganKierownik Agencji Ochrony ŚrodowiskaPółnocna KarolinaSchalanda YoungDyrektor Biura Zarządzania i BudżetuLuizjanaAvril HainesDyrektor Wywiadu NarodowegoNowy JorkWilliam Joseph BurnsDyrektor Centralnej Agencji WywiadowczejKarolina PółnocnaKatherine TaiReprezentant Stanów Zjednoczonych do spraw handluWaszyngtonLinda Thomas-GreenfieldAmbasador Stanów Zjednoczonych przy ONZLuizjanaCecillia RousePrzewodniczący Rady Doradców EkonomicznychNew JerseyIzabel GuzmanKierownik Small Business AdministrationKaliforniaEric LanderDyrektor Biura ds. Polityki Naukowej i TechnologicznejMassachusettsRon KlainSzef Personelu Białego DomuIndiana

Nota

Czasem wiele musi się zmienić, aby wszystko mogło zostać po staremu – ewolucja ustroju Iranu po wyborach prezydenckich 2021 r.

21.07.2021

W dniu 18 czerwca 2021 roku w Iranie odbyły się wybory prezydenckie, mające wyłonić następcę kończącego swoją drugą kadencję prezydenta Hasana Rouhaniego. Wygrał je, zgodnie z przewidywaniami, Ibrahim Raisi, cieszący się poparciem Najwyższego Przywódcy, Alego Chamenei. Dla Raisiego, który od 2019 roku stał na czele systemu sądownictwa Islamskiej Republiki Iranu, a wcześniej pełnił inne wysokie funkcje w państwie, był to drugi start w wyborach prezydenckich (w 2017 roku zdobył 38% głosów i przegrał z Hasanem Rouhanim). Choć sam wynik wyborów, ani też przebieg kampanii wyborczej, nie były niespodzianką, to pewne wydarzenia im towarzyszące należy odnotować jako istotne i interesujące z punktu widzenia ustroju Islamskiej Republiki Iranu.Odpowiedzialna za weryfikację kandydatów na prezydenta Rada Strażników Rewolucji odrzuciła ponad 600 zgłoszeń, dopuszczając ostatecznie udziału w wyborach jedynie siedmiu kandydatów. Byli to Amir-Hossein Ghazizadeh, Ibrahim Raisi, Mohsen Rezai, Said Dżalili, Alireza Zakani (wszyscy oni uznawani za kandydatów konserwatywnych i/lub radykalnych) oraz Abdolnaser Hemmati i Mohsen Mehralizadeh (uznawani za kandydatów umiarkowanych). Warto również dodać, że wielu poważnych potencjalnych kandydatów, szczególnie tych uznawanych za umiarkowanych (jak choćby minister spraw zagranicznych w rządzie Rouhaniego, Dżawad Zarif) nie zgłaszało nawet swoich kandydatur, wiedząc, że i tak zostaną one odrzucone przez Radę Strażników. Wśród tych, którzy mimo wszystko spróbowali i nie zostali dopuszczeni do startu znaleźli się znani politycy, między innymi pierwszy wiceprezydent w rządzie Rouhaniego, Iszak Dżahangiri, były prezydent Mahmud Ahmadineżad, były wieloletni przewodniczący parlamentu Ali Laridżani, czy też były ambasador Iranu w Polsce Ramin Mehmanparast. Już w trakcie kampanii wyborczej swoje kandydatury wycofało jeszcze trzech z grona zaakceptowanych kandydatów, Said Dżalili i Alireza Zakani, którzy poparli Raiseigo, oraz Mohsen Mehralizadeh, który poparł Abdolnasera Hemmatiego.Tak duża liczba kandydatów niedopuszczonych do udziału w wyborach oraz fakt, że zdyskwalifikowani zostali nie tylko politycy uznawani za umiarkowanych i należący do obozu ustępującego prezydenta Rouhaniego, ale także liczni kandydaci uznawani wcześniej za lojalnych i oddanych popleczników Najwyższego Przywódcy Alego Chamenei (np. Ahmadineżad czy Laridżani) są dość symptomatyczne. Świadczą o tym, że w tych wyborach religijni przywódcy Iranu nie zamierzali popełnić błędu sprzed czterech lat i pozbyli się wszelkiej groźnej konkurencji dla wytypowanego przez nich na nowego prezydenta Ibrahima Raisiego. W rezultacie tak daleko idących ograniczeń i machinacji, wybory te należy uznać za w znacznej mierze ustawione oraz zdecydowanie mniej wolne i demokratyczne niż wszystkie poprzednie wybory prezydenckie w Iranie, za wyjątkiem wyborów z 2009 roku. W tej sytuacji nie może dziwić, że kampania wyborcza nie była zbyt porywająca i skupiła się na rywalizacji pomiędzy kandydatami umiarkowanymi a radykalnymi. Było to szczególnie widoczne w czasie debaty telewizyjnej z udziałem wszystkich siedmiu kandydatów. Choć podobnie identyfikowali oni główne problemy, z którymi zmierzyć się będzie musiał kolejny prezydent Iranu (bieda, stagnacja gospodarcza, inflacja, korupcja, słaby poziom usług publicznych), żaden z nich nie przedstawił konkretnych pomysłów na to, jak sobie z nimi poradzić.Zdyskwalifikowanie większości poważnych kandydatów umiarkowanych i, w zasadzie przesądzone już przed wyborami, zwycięstwo Ibrahima Raisiego, a także wciąż obecny w Iranie w pewnym stopniu strach przez epidemią COVID-19, spowodowały, że wielu Irańczyków nie miało zamiaru pójść do głosowania. Spodziewano się więc niskiej frekwencji i tak też się stało. Nie pomogły nawet fatwy Najwyższego Przywódcy i innych szyickich duchownych, którzy ogłosili, że brak udziału w wyborach lub oddanie nieważnego głosu jest grzechem. Do urn udało się niespełna 29 milionów Irańczyków. Frekwencja wyborcza wyniosła 48,78% i była najniższa w wyborach w Iranie od rewolucji w 1979 roku. Ponadto oddano też rekordowo dużo, bo aż 3,74 miliona głosów pustych i nieważnych (to więcej, niż uzyskał jakikolwiek kandydat poza zwycięskim Ibrahimem Raisim). Jest to kolejny dość istotny symptom zmiany społeczno-politycznej w Iranie, która może mieć znaczenie dla przemian ustrojowych. Oznacza bowiem z jednej strony, że Irańczycy są coraz bardziej świadomi tego, jak bardzo zakonserwowany i zabetonowany jest panujący w kraju ustrój polityczny, z drugiej zaś pokazuje, że narasta wśród nich skłonność do biernego oporu i niechęć do firmowania poprzez udział w wyborach działań władz, których nie akceptują i z którymi się nie zgadzają.Ibrahim Raisi uzyskał ostatecznie ponad 18 milionów głosów i zdobywając 72,35% oddanych ważnych głosów został nowym prezydentem Iranu. Jest to kolejny prezydent będący szyickim duchownym, choć jego ranga jako duchownego jest niepewna. On sam kilkukrotnie określał siebie jako ajatollaha, następnie, gdy media wytknęły mu, że nie posiada właściwego wykształcenia religijnego i kwalifikacji, wycofał się z tego i określał się jako hodżatoleslam (ranga duchowna niższa niż ajatollah), by już w takcie kampanii wyborczej znów twierdzić, że jest ajatollahem. Nie ulega natomiast wątpliwości, że całe niereligijne wykształcenie formalne Raisiego ogranicza się do szkoły podstawowej. Po jej ukończeniu studiował on już tylko teologię i prawo religijne w seminariach duchownych, wobec czego jest on oskarżany przez swoich przeciwników o brak kompetencji do sprawowania urzędu prezydenta i rządzenia państwem. Wydaje się, że rzeczywiście może to w pewien sposób wpłynąć na sprawowanie przez niego urzędu. Co prawda strategiczne kierunki polityki w Iranie i tak są określane przez Najwyższego Prawnika i Radę Strażników Rewolucji i tu prezydent, ktokolwiek by nim nie był, i tak nie ma bardzo ograniczone pole manewru. Natomiast brak formalnego wykształcenia i prawdopodobne ograniczenie kompetencji z tym związane mogą spowodować, że Ibrahim Raisi będzie musiał w dużo większym stopniu niż jego poprzednicy polegać na swoim otoczeniu i kluczowych doradcach. Ci zaś natomiast w znacznej mierze wywodzić się będą ze środowiska byłych i obecnych oficerów Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, co oznaczać może jeszcze większy wzrost, i tak już ogromnych, wpływów tej organizacji. Inne kontrowersje związane z Raisim dotyczą jego udziału w masowych egzekucjach przeciwników politycznych irańskiego reżimu z 1988 roku. W 2019 roku natomiast, wraz z innymi osobami z bliskiego otoczenia Najwyższego Przywódcy, został on objęty sankcjami przez USA za swój udział w tłumieniu protestów, które miały miejsce w Iranie w tymże roku.Wybór Raisiego na prezydenta Iranu, a szczególnie zdecydowane poparcie, jakiego udzielił mu Najwyższy Przywódca, może też oznaczać, że to właśnie w Ibrahimie Raisim Ali Chamenei upatruje swego następcy. Choć deklaracja taka jak na razie nie padła, to na giełdzie nazwisk potencjalnych następców Chameneiego akcje Raisiego zdecydowanie poszły w górę. Póki co Ibrahim Raisi będzie prezydentem Iranu w kadencji obejmującej lata 2021-25. Wydaje się, że w stosunku do swego poprzednika Hassana Rowhaniego po jego rządach, zarówno w polityce wewnętrznej jak i zagranicznej Iranu, możemy spodziewać się zmiany retoryki, która zapewne stanie się ostrzejsza i bardziej wojownicza. Sama polityka natomiast zapewne nie ulegnie większym zmianom, ponieważ urząd prezydenta w systemie politycznym Iranu jest ośrodkiem wykonującym decyzje polityczne, a nie je podejmującym.