Logo Thing main logo

Ostatnie wpisy

Noty

Proces nominowania sędziów w Kanadzie

15.01.2021

Na podstawie art. 96 Aktu Konstytucyjnego z 1867 roku formalnie to gubernator generalny (przedstawiciel monarchy) mianuje sędziów do wszystkich sądów, poza tymi stojącymi najniżej w hierarchii, tzw. sądami prowincji. Dotyczy to również 9 sędziów Sądu Najwyższego. W praktyce w tym zakresie gubernator generalny, działa wyłącznie jako wykonawca decyzji podejmowany przez gabinet federalny. A w nim największy wpływ na nominacje ma z oczywistych względów premier – jest szefem gabinetu i jego zdanie może być przeforsowane wbrew innym członkom – w konsultacji z ministrem sprawiedliwości. Tradycyjnie parlament oraz prowincje nie uczestniczyły w procesie nominacji, a minister sprawiedliwości wysłuchiwał opinii na temat kandydatów przedstawianych przez komisje złożone m.in. z sędziów i innych prawników z danej prowincji. Taka konstrukcja nominacji powoduje, że władza federalna odgrywa znaczącą rolę, co z jednej strony spełnia zamierzenia twórców konstytucji – izoluje proces od wpływu polityków na szczeblu prowincji – ale z drugiej przenosi upolitycznienie procesu na poziom wyższy i dodatkowo wyposaża premiera w ogromne uprawnienia w zakresie wyboru kandydatów.Taka tendencja była wyraźnie widoczna w czasie sprawowania urzędu premiera Kanady przez Stephena Harpera, reprezentującego Partię Konserwatywną. W czasie niemal dekady rządzenia (2006-2015) gabinet Harpera mianował 600 z 840 sędziów na podstawie artykułu 96 AK1867, co samo w sobie nie było niczym dziwnym, gdyż przez poprzednie 13 lat rządziła Partia Liberalna, która również dokonywała nominacji. Jednak w przypadku Konserwatystów upolitycznienie nominacji osiągnęło bardzo wysoki poziom, a politycy, chcąc zmienić dominującą w Kanadzie narrację polityczno-historyczną, w szczególności w zakresie tego czy ostatecznie to parlament, na mocy zasady supremacji, powinien mieć możliwość kształtowania prawa w Kanadzie w takim zakresie jak uważa to za słuszne – pomimo ograniczeń prawnych zawartych w konstytucji, w szczególności w Kanadyjskiej Karcie Praw i Wolności – decydowali się na działania, których wcześniej unikano. Przykłady, o których doniosła prasa kanadyjska, zawierały na przykład kontakty sędziów oczekujących awansu z politykami, a nawet bezpośrednie lobbowanie u członków gabinetu, który mieli wpływ na ostateczną decyzję. Media ustaliły zaś, że wybierano kandydatów, których przekonania mogły w przyszłości wspierać linię polityczną promowaną przez Partię Konserwatywną, a co najmniej ograniczyć szanse na działanie w jej wbrew.Takim działaniom sprzyjała procedura nominacji sędziów, która w Kanadzie, jak wspominałem, jest bardzo elastyczna i w większości tajna. Z jej 5 stopni, jedynie pierwszy – i to tylko do pewnego poziomu – miał charakter otwarty, w tym sensie, że reguły jego działania – a nie na przykład protokoły z posiedzeń – są jawne. 17 komisji „poszukujących” kandydatów – pierwszy stopień procesu nominacji sędziów – mają być niezależne i składają się z prawników mianowanych przez organizacje prawnicze, palestry, władze prowincji i federalnych, a także sędziów, w tym prezesa najwyższego sądu danej prowincji. W 2006 roku konserwatywny rząd Harpera usunął z komisji sędziów, dodając przedstawiciela policji, tym samym zapewniając sobie przewagę nominatów federalnych. Zmienił też system oceny kandydatów, nie pozwalając na wskazanie, którzy z nich są preferowani przez komisje. Dawało to większą dyskrecjonalność gabinetowi przy ostatecznej nominacji. Wcześniej jednak swoje rekomendacje na liście zaznaczali ci ministrowie rządu, którzy opowiadali za polityczne nominacje, tzw. patronage appointments, na obszarze, z którego zostali wybrani. Następnie oceny dokonywali kolejno, doradca ministra sprawiedliwości oraz skrajnie upartyjnione Biuro Premiera, składające się z najbardziej zaufanych i bezpośrednich doradców premiera. Ostateczny wybór zatwierdzał gabinet. Ponieważ proces jest tajny, opinia publiczna nie ma dostępu do ocen kandydatur, a nawet informacji o tym, który z sędziów znalazł się na liście przekazywanej przez komisję na pierwszym poziomie. Mimo to, rząd Harpera korzystał czasami z możliwości nominacji z pominięciem rekomendacji komisji – stosując tzw. szybką ścieżkę – gdy rekomendacje komisji nie były zgodne z oczekiwaniami rządu. Ten tryb zupełnie eliminował jakąkolwiek obiektywność procesu nominacyjnego. Zmiany z 2006 roku spotkały się z krytyczną reakcją środowisk prawnych, ale premier nie zmienił praktyki nominacyjnej, mówiąc otwarcie, co wcześniej w Kanadzie się nie zdarzało, że zamierza nominować sędziów, mających określoną „wizję świata”. Takiemu stanowisku sprzyja brak w Kanadzie zakazu bezpośrednich kontaktów polityków z sędziami.Stephen Harper wspierał swoje „reformy” sposobu nominacji sędziów sprzeciwem wobec dominacji sędziów nad parlamentem. Część środowiska kanadyjskich prawników i politologów, między innymi, Ian Brodie czy Grant Huscroft, w otwarty sposób uważało nadmierny „aktywizm sędziów” za naruszenie kanadyjskiego systemu politycznego i odwoływało się do doktryny, reprezentowanej w USA przez sędziego Antoniniego Scalia, która ograniczała możliwość interpretacji zapisów konstytucji uwzględniającego zmieniające się warunki. Orzeczenia kanadyjskiego SN umożliwiły bowiem na przykład legalizację małżeństw homoseksualnych, odwołując się do rozszerzającej interpretacji oryginalnych zapisów z 1982 roku. Partia Konserwatywna wyrażał silny sprzeciw wobec takiego rozumowania.Co ciekawe mimo takich możliwości jakie dawał premierowi Harperowi proces nominacyjny, nie udało się doprowadzić do zasadniczych zmian w kierunkach orzekania sędziów. Ale choć wśród nominatów znaleźli się sędziowie, którzy samodzielnie lobbowali o swój awans, a później orzekali w procesach, które były na pierwszych stronach gazet – vide sprawa Omara Khadra – nie ma dowodów na brak obiektywizmu w orzeczeniach. Wynikało to z braku odpowiedniej liczby sędziów, którzy wspieraliby wizję Partii Konserwatywnej. Niemniej jednak pewien określony światopogląd – bardziej konserwatywnych – był preferowany, a sędziowie o centrowych czy lewicowych poglądach nie mogli liczyć na awanse. Sam fakt, że dotychczas sędziowie okazali się bardziej odporni na nacisk polityczny, nie oznacza, że kolejny rząd nie będzie próbował posunąć się jeszcze dalej w stronniczości nominacji, próbując odwrócić trend – wystarczy tylko, aby pozostawał przy władzy wystarczająco długo. W szczególności biorąc pod uwagę fakt, że takie nominacje w większości przypadków nie mogą być ocenione przez opinię publiczną, gdyż przebiegają w ramach tajnej procedury. Tylko śledztwu dziennikarskiemu można przypisać fakt ujawnienia skrajnie upolitycznionego procesu nominacji sędziów przez Harpera – w tym osobistych spotkań z politykami. Jedynym środkiem, który może dawać nadzieję na zachowanie bezstronności przez sędziów są mechanizmy wbudowane w kanadyjską konstytucję. Omówię je w dalszej części, wcześniej jednak odniosę się do sprawy nominacji sędziów do Sądu Najwyższego.Bez wątpienia najbardziej upolityczniony proces nominacji sędziowskich w Kanadize dotyczy Sądu Najwyższego. Co ciekawe, procedura nominacyjna do SN nie była zazwyczaj przedmiotem dysksji publicznych, a nominacje były dokonywane po niejawnych konsultacjach rządu z gronem prawników – w podobnej procedurze jak ma to miejsce w przypadku pozostałych sędziów. Sytuacja zaczęła się zmieniac w ostatnim dziesięcioleciu i ewoluowała w kierunku włączenia władzy ustawodawczej – parlamentu – w proces konsultacji kandydatur na sędziów. Na przykład w 2004 roku kandydatury na sędziów Sądu Najwyższego były omawiane przez komisję parlamentarną, a minister sprawiedliwości przedstawiał je i wyjaśniał powody wyboru konkretnych osób. Dwa lata później, po raz pierwszy w historii, przed specjalną komisją Izby Gmin, która przeprowadziła publiczne przesłuchanie, stanął kandydat na sędziego SN Marshall Rothstein. Choć ostateczną decyzję podjął premier Stephen Harper, to takie podejście takie było krytykowane przez część opinii prawnej, jako upolityczniające wybór, który, nie powinien być oceniany przez parlament. Wygrał jednak pogląd, że był to sposób na zwiększenie legitymizacji sędziów poprzez zaangażowanuie opozycji oraz zwiększenie przejrzystości procesu nominacyjnego. Procedura wyglądała więc następująco: specjalny panel, złożony z prezesa SN oraz posłów z każdego klubu parlamentarnego, wybierał z listy kandydatów przedstawionych przez premiera i ministra sprawiedliwości, 3 nazwiska, z których premier ostatecznie dokonywał wyboru jednego kanadydata. Stawał on przed komisją parlamentarną, która organizowała publiczne przesłuchanie. Lista nazwisk kandydatów i debaty w specjalnym panelu pozostawały tajne. Choć procedura była bardziej otwarta niż poprzednia, to jednak w dalszym ciągu lista kandydatów zgłaszana do specjalnego panelu pozwalała na umieszczenie na niej kandydatów, których wybór byłby bliższy sercu premiera.W podobny sposób jak sędzia Rothstein zostało nominowanych jednak jeszcze tylko 3 sędziów SN. Wraz z porażką kandydatury sędziego Marca Nadona w 2013 roku – o której więcej piszę pod koniec tekstu – otwartość procesu nominacyjnego została zakończona przez premiera Harpera. W 2014 roku premier nominował sędziów Clémenta Gascona i Suzanne Côté, a rok później Russella Browna (nota bene zastepującego Marshalla Rothsteina) z pominięciem wcześniej stosowanej procedury. Opinia publiczna nie miała więc okazji zapoznania się z ich sylwetkami, jak również poznać ich stanowiska w kontrowersyjnych sprawach, przed zatwierdzeniem ich kandydatur przez premiera. Wśród powodów odejścia od częściowej jawności procedury wyboru sędziów SN wymienia się przede wszytskim osobistą niechęć premiera do sędziów SN, w szczególności jej przewodniczącej Beverley McLachlin, to wśród argumentacji popierającej powrót do sekretnego trybu wyboru, pojawiała się również chęć ochrony potencjalnych kandydatów przed przedostawaniem się informacji o tym fakcie do opinii publicznej. Mogło to zniechęcać część z potencjalnych kanadydatów.Ostatnie dwa lata, gdy u władzy pozostaje rząd kierowany przez Justina Trudeau, wskazują jednak, że procedura nominacji najważniejszych sędziów w Kanadzie podąży raczej w kierunku większej otwartości i jawności. Jest to możliwe dzięki możliwości samodzielnego zgłaszania kandydatur przez wszystkich prawników zarejestrowanych w Kanadzie, spełniających warunki ustawy oraz powołanie niezależnej od gabinetu komisji doradczej – składającej się z 4 prawników nominowanych przez stowarzyszenia prawne oraz 3 nominowanych przez gabinet – która przedstawia krótką listę 3 fo 5 kandydatur. Ostatecznego wyboru dokonuje jednak premier – i nie wiąże go obowiązek wyboru tylko spośród listy przedstawionej przez komisję. Brak pralamentarzystów w komisji doradczej stanowi zmianę w stosunku do procedury używanej przez premiera Harpera. W zamian wprowadzono szerszy proces konsultacji kandydatów z krótkiej listy, w którym uczestniczą m.in. prezes SN, organy prowincji i terytoriów, członkowie gabinetu, przedstawiciele opozycji parlamentanej oraz przewodniczący komisji w Izbie Gmin i Senacie. Wybrany kandydat uczestniczy następnie w publicznym przesłuchaniu przed komisją parlamentarną. W takim trybie w listopadzie 2016 roku premier Trudeau dokonał nominacji Malcolma Rowe, analogicznie przebiegał proces wyboru następcy obecnej prezes SN – sędziego Richarda Wagnera.Przechodząc do mechanizmów chroniących bezstronność sędziów należy wymienić artykuł 99 AK1867. Na jego mocy sędziowie są zabezpieczeni przed usunięciem z powodów politycznych. Przyczyną usunięcia może być jedynie naruszenie „godnego zachowania”, co oznacza na przykład niedołężność, złe prowadzenie się, nienależyte sprawowanie urzędu czy znalezienie się w sytuacji, której nie da się pogodzić z należytym sprawowaniem urzędu. Procedura wymaga wniosku ministra sprawiedliwości lub prokuratora generalnego i rekomendacji Rady Sądownictwa po przeprowadzonym dochodzeniu. Oceny takiego naruszenia dokonują obie izby parlamentu federalnego. Należy podkreślić, że nigdy w historii Kanady nie było przypadku usunięcia z SN lub sądu federalnego, choć procedura została uruchomiona 5 razy.Artykuł 99 to jeden z zapisów gwarantujących oddzielenie władzy sądowniczej od pozostałych dwóch gałęzi władzy i filar ustroju Kanady, nawiązującego do zasad konstytucji Zjednoczonego Królestwa. Separacja ta była wielokrotnie potwierdzana przez SN – który pełni w Kanadzie również rolę sądu konstytucyjnego ostatniej instancji – i uzdalniana koniecznością służenia przez sądy ochronie prawa, w tym praw obywatela. Aby tak działać muszą być niezależne od innych gałęzi władzy, w szczególności od kontroli przez władzę wykonawczą. Zasada taka obejmuje, na podstawie artykułu 100 AK1867, również wysokość i stabilność wynagrodzenia sędziów. Ale także zakaz kontaktu członków gabinetu z sędziami w zakresie spraw, którymi się zajmują sędziowie. Nie uregulowane pozostają, jednakże, o czym wspominałem wcześniej, kwestie spotkań i rozmów sędziów z władzą wykonawczą dotyczące innych tematów. Ta kwestia była elementem kryzysu konstytucyjnego wywołanego nominacją sędziego Marca Nandona do Sądu Najwyższego w 2013 roku i późniejsza decyzja SN o jej nieważności.Sprawę tę warto przeanalizować głębiej, gdyż jest emblematyczna dla podejścia Partii Konserwatywnej do sądownictwa w ogólności. Stephen Harper próbował w 2013 roku nominować do SN sędziego Marca Nadona na miejsce zarezerwowane dla prowincji Quebec. Zgodnie z artykułem 41(d) Aktu Konstytucyjnego z 1982 roku – drugiej części konstytucji pisanej Kanady – zmiany dotyczące składu SN wymagają specjalnego trybu, w którym jednomyślność muszą wyrazić obie izby parlamentu federalnego oraz legislatury wszystkich prowincji. Jednocześnie zgodnie z artykułem 5 i 6 Ustawy o Sądzie Najwyższym sędziowie nominowani na 3 miejsca zarezerwowane w Sądzie Najwyższym dla Quebecu muszą być albo obecnym członkiem palestry w prowincji Quebec albo sędzią Sądu Wyższego lub Sądu Apelacyjnego Quebecu. W momencie nominacji sędzia Marc Nadon nie był członkiem żadnego z tych ciał, pełniąc funkcję sędziego Federalnego Sądu Apelacyjnego. Ustawa nie wspominała, czy sędziowie tego sądu spełniają wymogi Ustawy o Sądzie Najwyższym dotyczące miejsc dla prowincji Quebec, a w historii nigdy nie próbowano dokonać analogicznej nominacji.W sporze politycznym, który jak na standardy kanadyjskiej debaty politycznej, był bardzo intensywny, padały zarzuty o ingerencję prezesa SN w proces nominacji – Beverly McLachlin zarzucano, że informowała o potencjalnym problemie prawnym ministra sprawiedliwości – a z drugiej strony o jawne pogwałcenie konstytucji przez premiera. Sugerowano bowiem możliwość dokonania nowelizacji Ustawy o Sądzie Najwyższym, w takim zakresie, aby sędzia Nadon spełniał nowe wymogi. Opinie prawne były podzielone, a sprawa legalności nominacji trafiła do sądu. Jednocześnie przed wiele miesięcy sędzia Nadon, mimo złożenia przysięgi, nie mógł orzekać.Spór, po skierowaniu pytania prawnego przez władzę federalną, została ostatecznie rozstrzygnięta przez Sąd Najwyższy w sprawie Reference re Supreme Court Act z 2014 r. Sąd stwierdził w nim, że kandydat na członka SN z prowincji Quebec musi być albo sędzią Sądu Wyższego lub Sądu Apelacyjnego Quebecu albo adwokatem członkiem palestry tej prowincji. Sąd Najwyższy uznał również, że Sąd Najwyższy jest chroniony konstytucyjnie na mocy Aktu Konstytucyjnego z 1982 r., nawet mimo braku obecności ustawy o Sądzie Najwyższym w Załączniku do Aktu Konstytucyjnego z 1982 r. Ustawa o Sądzie Najwyższym, na podstawie zapisu art. 41(d), podlega specjalnej ochronie w zakresie jej nowelizacji. Parlament federalny nie może więc zmieniać jej zapisów samodzielnie. Mimo iż artykuł 101 AK1867 dawał parlamentowi uprawnienia do „powołania, utrzymania i organizacji Naczelnego Sądu Apelacyjnego Kanady i tworzenia innych sądów dla lepszego przestrzegania prawa Kanady” to uprawnienia do zmian w SN w formie ustawy dotyczy tylko tych części, które nie zmieniają konstytucyjnie chronionych elementów budowy Sądu Najwyższego. W rezultacie art. 101 wymaga „aby parlament federalny utrzymywał i chronił podstawowe elementy, które pozawalają Sądowi Najwyższemu pełnić obecną rolę”.Powyższa sprawa ma szczególne znaczenie, z uwagi na konflikt premiera Harpera z Sądem Najwyższym. Jego rząd przegrał w kilku ważnych sprawach przed Sądem Najwyższym, który uznał za niekonstytucyjne ustawy m.in. legalizujące prostytucję, wspomagane samobójstwo, zaostrzające kary za przestępstwa czy możliwość reformy Senatu wyłącznie przez władzę federalną. Wyrokom tym towarzyszyła stała krytyka nadmiernej aktywności sędziów, która, zdaniem rządu, naruszała uprawnienia parlamentu. Również w procesie wyboru sędziego Nadona, jak ustalili dziennikarze, rząd dążył do wyboru sędziego, który w największym stopniu byłby bliski swoimi poglądami konserwatywnemu rządowi. Gabinet próbował przepchnąć kandydaturę Nadona, wiedząc, że może doprowadzić do sporu prawnego. Następnie broniąc swojego stanowiska w tym sporze, próbował używać argumentów politycznych, oskarżając prezesa SN o ingerowanie w prawo władzy ustawodawczej do stanowienia prawa. Ostatecznie jednak, rząd zdecydował się na przesłanie sprawy do tegoż Sądu Najwyższego i podporządkował się rozstrzygnięciu. Pokazuje to z jednej strony granice, których w Kanadzie, nawet w czasie ostrego sporu politycznego władza wykonawcza nie zdecydowała się przekroczyć. Z drugiej strony widać również naocznie, jak ważne jest posiadanie niezależnego ciała, które potrafi obiektywnie ocenić spór.Jakkolwiek możemy oceniać sposób wyboru sędziów w Kanadzie, w szczególności do Sądu Najwyższego, warto pamiętać o tym, że w większości zachowali oni wysoki poziom niezależności od władzy wykonawczej. Spośród sędziów SN mianowanych przez premiera Harpera – w ciągu swoich prawie dziesięciu lat rządów nominował 7 z 9 sędziów SN – jedynie jeden z nich i to jeden raz głosował zgodnie z linią rządu. Ostatecznie w sporze premier-SN, mimo regularnych porażek rządu, nie doszło do złamania podstawowych zasad konstytucji – nikt nawet nie pomyślał o próbach „wygaszenia” kadencji sędziów SN, bądź o zmianie jego organizacji wewnętrznej. Premier Harper, nie unikał jednak bezpośredniego atakowania Sądu Najwyższego, w tym jej prezesa. Mimo wielokrotnego uznawania się za przedstawiciela „suwerena”, nie poważył się jednak na naruszenie zasady państwa prawa – podstawy systemu politycznego Kanady. W Kanadzie panuje bowiem przekonanie, że są regulacje uznane na mocy umowy społecznej w czasie uchwalania konstytucji, co w Kanadzie nastąpiło w 1867 roku oraz w 1982, których nie można przekraczać. Być może regulacje wprowadzone przez premiera Trudeau pozwolą na większe odpolitycznienie procesu nominacji sędziów do Sądu Najwyższego, niemniej zagrożenia związane z politycznymi nominacjami sędziów w sądach znajdujących się w hierarchii niżej, prawdopodobnie nie znikną.

Noty

Jak działają legislatury w terytoriach północnych Kanady w czasie pandemii COVID-19

29.08.2020

Pandemia koronawirusa COVID-19 – bezprecedensowy moment w historii świata – spowodowała zasadnicze zmiany w funkcjonowaniu parlamentów w większości krajów świata. Ograniczenia związane z koniecznością zachowywania dystansu fizycznego i trudności w przemieszczaniu się wpłynęły również na działalność kanadyjskich legislatur. Tak stało się zarówno na poziomie federalnym, jak i w trzech północnych terytoriach. Zmiany te wydają się dobrą okazją, żeby pokazać fragment systemu politycznego Jukonu, Terytoriów Północno-Zachodnich oraz Nunavut.Na tle kontrowersji związanych z hybrydowym modelem funkcjonowania federalnej Izby Gmin interesujące wydaje się spojrzenie na działanie legislatur w Jukonie, Terytoriach Północno-Zachodnich oraz w Nunavut. We wszystkich trzech północnych terytoriach legislatury zarządzają znaczącym segmentem spraw publicznych. Kontrolują również w jaki sposób podejmowane są decyzję przez władzę wykonawczą – w każdym z terytoriów funkcjonują gabinety (rządy) z premierami na czele – w tym te związane z wydatkowaniem funduszy publicznych. Rozbudowany zakres władzy posiadanej przez terytoria (zawarty jest w ustawach federalnych: Yukon Act, Northwest Territories Act oraz Nunavut Act) obejmuje kluczowe z punktu widzenia walki z COVID-19 kwestie ochrony zdrowia czy szkolnictwa. Pod tym względem terytoria niewiele różnią się od prowincji – pomimo kontrastu w ich statusie konstytucyjnym. Co ciekawe legislatury w poszczególnych terytoriach mają odmienne konstrukcje. W Jukonie deputowani reprezentują partie polityczne, a lider tej, która zdobędzie najwięcej mandatów zostaje premierem. Mamy więc do czynienia z klasycznym systemem westminsterskim, choć liczba deputowanych jest mniejsza (19). W pozostałych dwóch terytoriach zgromadzenia ustawodawcze są oparte na tzw. systemie konsensualnym, w którym deputowani wybierani są jako niezależni, bez żadnej przynależności partyjnej. Wyboru członków gabinetu oraz premiera dokonuje cała legislatura już po wyborach, bardzo często uzgadniając decyzje personalne poprzez aklamację. W przypadku Terytoriów Północno-Zachodnich system konsensualny działa od połowy lat 70. XX wieku, a w przypadku Nunavut od momentu pierwszych wyborów, które w tej najmłodszej jednostce terytorialnej w Kanadzie, odbyły się w 1999 r.Wszystkie legislatury terytorialne zostały zawieszone w momencie wybuchu pandemii COVID-19. Zebrały się tylko po to, żeby uchwalić specjalne ustawy na czas kryzysu lub przyjąć budżet, a po zakończeniu tych prac odroczyły swoje posiedzenia do jesieni. Żadne ze zgromadzeń ustawodawczych nie zdecydowało się działać na podobnej zasadzie, jak robi to federalna Izba Gmin albo na wdrożenie modelu wirtualnego, obecnego w innych państwach. Brak alternatywnych form działania legislatur terytorialnych kontrastuje również z decyzjami zgromadzeń ustawodawczych wielu prowincji (m.in. Alberty czy Ontario), które zdecydowały się na funkcjonowanie, ograniczając jednak liczebność deputowanych, którzy spotykają się fizycznie na sali obrad. Co więcej, jedynie w Terytoriach Północno-Zachodnich prowadzone są prace nad możliwością odbywania posiedzeń wirtualnych od jesieni.Zawieszenie regularnych sesji legislatur w terytoriach północnych wynika z kilku czynników. Po pierwsze, z dużego zagrożenia koronawirusem, którego rozprzestrzenienie mogło potencjalnie prowadzić do groźniejszych niż na południu skutków. Ludność w terytoriach mieszka w izolowanych osiedlach, do których dotarcie z pomocą jest utrudnione, a na miejscu nie ma wystarczającej liczby szpitali, jak też personelu medycznego. Silnie rozwinięte są kontakty w ramach rodzin, a liczba osób zamieszkujących jedno gospodarstwo domowe jest wyższa niż średnia ogólnokanadyjska (jest to skutek przeludnienia i problemów mieszkaniowych). Po drugie, elementem, który potencjalnie uniemożliwiłby pracę nawet w zredukowanym składzie przez legislatury, jest zawieszenie połączeń lotniczych na północy. Ta obiektywna przeszkoda, wobec braku dróg kołowych w znacznej części obszaru północnej Kanady, mogłaby zachęcać do połączeń on-line, jednak stan infrastruktury dostępowej do internetu jest również dużo słabszy niż w przypadku południowej Kanady (oparty o łączność satelitarną, która nie jest w stanie zapewnić takiej przepustowości oraz szybkości jak światłowody).Skutkiem zawieszenia legislatur we wszystkich terytoriach jest ukształtowanie się przewagi władzy wykonawczej nad ustawodawczą. Jest to szczególnie niepokojące, biorąc pod uwagę fakt, że w westminsterskiej wersji systemu parlamentarnego nadzorze strony posłów nad rządem jest niezbędny do prawidłowego działania całego systemu władzy. Nie we wszystkich terytoriach przewaga rządu wygląda tak samo, a co więcej nie wszędzie jest to powodem do krytyki. Przyjrzyjmy się sytuacji w poszczególnych terytoriach.JukonOstatnie wybory do jednoizbowego Zgromadzenia Ustawodawczego Jukonu odbyły się w grudniu 2016 r. Przyniosły one zwycięstwo Partii Liberalnej (Liberal Party), której przewodniczący Sandy Silver został premierem (w opozycji pozostaje Partia Jukonu (Yukon Party) oraz Nowa Partia Demokratyczna (New Democratic Party). Ze względu na wybuch pandemii COVID-19, gdy w marcu 2020 r. uchwalono budżet terytorium debata nad nim została skrócona do zaledwie trzech dni (zwykle trwa nawet miesiąc). Wszystkie partie zgodziły się na takie posuniecie, motywowane zagrożeniem epidemiologicznym. Z uwagi na fakt, że legislatura nie zdecydowała się na wprowadzenie żadnej z form wirtualnych posiedzeń deputowani będą mieli szansę na spotkanie na regularnym posiedzeniu dopiero w październiku. Premier Silver przekonywał, że opozycja otrzyma możliwość kontrolowania wydatków publicznych, jednak jak dotychczas nie zdecydowano się na powołanie specjalnej komisji, która mogłaby dać szansę na kontrolę działań rządu. Prowadzone były eksperymentalne próby wykorzystania komisji finansów publicznych (Standing Committee on Public Accounts) – doszło nawet do jednego, zdalnego spotkania 6 maja. Komisja stwierdzała jednak, że nie posiada mandatu do badania aktualnych wydatków rządu czy sposobu działania w związku z pandemią.W Jukonie widoczne jest największe przesuniecie środka ciężkości systemu politycznego w kierunku władzy wykonawczej. I to w tym terytorium taka sytuacja jest najsilniej poddawana krytyce. Wskazuje się, że nie ma możliwości nadzorowania przez deputowanych decyzji podejmowanych przez gabinet terytorialny i brakuje możliwości egzekwowania odpowiedzialności rządu m.in. w zakresie działań zapobiegających pandemii. Niektórzy krytycy uważają wręcz,że doszło do kuriozalnejsytuacji, w której system parlamentarny działa w istocie bez parlamentu. Z drugiej strony należy pamiętać,że w Jukonie, podobnie jak to miało miejsce w innych częściach Kanady, władze regularnie informowały opinię publiczną przy okazji urządzanych trzy razy w tygodniu konwencji prasowych, w których poza urzędnikami zajmującymi się bezpieczeństwem zdrowotnym, dbano również o obecność ministrów rządu.Terytoria Północno-ZachodnieOstatnie wybory do jednoizbowego Zgromadzenia Ustawodawczego Terytoriów Północno-Zachodnichodbyły się 1 października 2019 r. Ze względu na wybuchu pandemii COVID-19 w ekspresowym tempie, na posiedzeniu 16 marca przyjęto tymczasowe prowizorium budżetowe, a następnie zawieszono legislaturę. Miało to zapewnić możliwość skupienia się rządu na reagowaniu na zagrożenie koronawirusem. Od tego czasu legislatura zebrała się tylko raz się na posiedzeniu w dniach 26 maja-12 czerwca. Głównym celem stało się przyjęcie budżetu, ale w porządku obrad, poza szeregiem innych ustaw, znalazł się również projekt ustawy Bill 6. Jego celem jest próba zapewnienia możliwości kontroli władzy wykonawczej przez legislaturę w czasach pandemii. Zgodnie z tym projektem mają być możliwe prowadzenie posiedzeń przy użyciu tele- lub wideokonferencji, a także umożliwienie uczestniczenia w posiedzeniach poszczególnym deputowanym przy pomocy takich środków (o czym decydowałby spiker). Kolejne posiedzenie legislatury zaplanowane jest na 15 października. Choć również w przypadku Terytoriów Północno-Zachodnich widać dominację władzy wykonawczej nad ustawodawczą, to czynione są próby zachowania kontroli nad decyzjami rządu w sytuacji pandemii i otwarcia się na opinię publiczną. Co ważne po dwóch miesiącach, gdy zagrożenie pandemiczne zaczęło się zmniejszać, doszło nie tylko do ważnej dla systemu parlamentarnego debaty nad budżetem, szeregu innych prac ustawodawczych, ale pojawiła się nawet próba przedstawienia wniosku o wotum nieufności. Deputowani mieli więc szansę na kontrolę planów rządu i już podjętych decyzji. Nie mniej jednak, od czerwca gabinet podejmuje szereg ważnych decyzji, również finansowych, bez nadzoru ze strony legislatury. Co więcej, już kilkukrotnie nie informował o ważnych zmianach w obowiązujących regulacjach prawnych, a obowiązujący przez pewien czas zakaz wjazdu do Terytoriów budzi kontrowersje co do zgodności z konstytucją. Podkreślić należy rolę niezależnych mediów, które pełnią ważną rolę kontrolną, wychwytując niespójności w decyzjach władz. Działają również instytucje parlamentarne, takie jak komisarz ds. etyki.NunavutOstatnie wybory w Nunavut odbyły się 30 października 2017 r. Planowane na wiosnę (maj-czerwiec) 2020 r. posiedzenia legislatury w związku z wybuchem pandemii COVID-19 zostały odwołane. Decyzję podjęto dość nieoczekiwanie (choć przez aklamację), gdyż w związku zfaktem braku zakażeń na terenie Nunavut rozpoczęto już działania, aby w sposób bezpieczny zebrać deputowanych w Iqaluit. Bezpośrednim powodem odwołania było ogłoszenie pierwszego przypadku zakażenia COVID-19 w Nunavut, co jednak szybko okazało się fałszywym alarmem. W związku z faktem, że legislatura na posiedzeniu w lutym i marcu przyjęła budżet na rok fiskalny 2020-2021,rząd znalazłsię w komfortowejsytuacji, jeśli chodzi o wydatki w związku z pandemią i nie naciskał na szybkie zwołanie kolejnego posiedzenia. Niemniej jednak, choć następna sesja legislatury zaplanowana jest dopiero pomiędzy 20 października, a 5 listopada 2020 r., to specjalne posiedzenie odbędzie się wcześniej. 13 września legislatura ma przyjąć ustawodawstwo dotyczące działań związanych z pandemią koronawirusa. Zatwierdzone mają być wówczas specjalne wydatki, m.in. na pomoc liniom lotniczym Canadian North. Na deputowanych czekają też dalsze prace na ważnymi ustawami, m.in. dotyczącymi edukacji.Decyzje, które władze Nunavut podjęły w związku z pandemią są oceniane generalnie pozytywnie, szczególnie wobec faktu,że jak dotychczas nie zanotowano przypadku zakażenia COVID-19 w Nunavut. Co więcej przedstawiciele rządu i inni urzędnicy odbywali regularne konferencje prasowe informując o skalizagrożenia, a także środkach, które były wprowadzane, aby przeciwdziałać pojawieniu się wirusa na terenie Nunavut. Należy również pamiętać, że krytyka rządu w ramach system konsensualnego, szczególnie w kulturze inuickiej jest łagodniejsza niż w systemach opartych na konfrontacji partyjnej. Wśród głosów krytyki dominują te związane z polityką opłacania 14 dniowej kwarantanny w hotelach w miastach na południu Kanady dla Inuitów chcących wjechać na teren Nunavut. Co ciekawe krytyki nie uniknął sam premier Joe Savikataaq. Niemniej jednak brak regularnych posiedzeń upośledza funkcję kontrolną legislatury Nunavut. Rząd znalazł się w korzystnej sytuacji, dzięki przegłosowanemu wcześniej budżetowi, jednak ta swoboda działania może budzić niepokój wobec możliwego pogorszenia stanu gospodarki całej Kanady, od której uzależniony jest budżet tego terytorium.

Noty

Czym są Inuit Impact Benefit Agreements

20.08.2020

Pełny tytuł: Czym są Inuit Impact Benefit Agreements na przykładzie porozumienia pomiędzy Qikiqtani Inuit Association i Baffinland Iron Mines dotyczącego rozbudowy kopalni Mary River na Ziemi Baffina w NunavutKolejną okazją do pokazania zmian, jakie w ostatnich kilkudziesięciu latach dokonały się w systemie politycznym Kanady w związku z odzyskiwaniem praw do samorządu przez rdzennych mieszkańców tego kraju są tzw. umowy o wpływie i korzyściach dla Inuitów (Inuit Impact and Benefit Agreements, IIBA). Ich zawarcie jest prawnym wymogiem przed rozpoczęciem niemal każdego dużego projektu wydobywczego lub infrastrukturalnego na terytorium Nunavut. Celem IIBA jest ocena ryzk i szans związanych z nowymi inwestycjami gospodarczymi dla społeczności inuickich i zapewnienie im maksymalizacji korzyści i zagwarantowanie ewentualnych odszkodowań za poniesione straty czy to o charakterze społecznym, czy też ekologicznym. Wprowadzenie obowiązku negocjacji takich umów jest pokłosiem wielu dekad walki Inuitów z kolonialnym i patriarchalnym traktowaniem przez władze federalne, które podejmowały decyzję o lokalizacji inwestycji bez badania jakie będę ich faktyczne efekty dla lokalnych mieszkańców. Od początku lat 90. XX wieku umowy o wpływie i korzyściach są negocjowane pomiędzy potencjalnym inwestorem, a samorządną organizacją inuicką, bez udziału władz publicznych. Stały się one elementem zwiększenia realnego wpływu Inuitów i doskonałą ilustracją tzw. wielopoziomowego zarządzania, a dla niektórzy politologów wręcz dowodem na istnienie w Nunavut dwóch równoległych systemów władzy: jednego w ramach rządu publicznego, a drugiego w ramach sieci organizacji inuickich.Na początku lipca 2020 r. z ogłoszono, że 16 czerwca 2020 r. podpisano nowe porozumienie IIBA pomiędzy Qikiqtani Inuit Association (QIA) i firmą Baffinland Iron Mines Corporation z Toronto dotyczące rozbudowy kopalni Mary River zlokalizowanej na północnym krańcu Ziemi Baffina. Jego zapisy znacząco zwiększają dotychczasowe zobowiązania inwestora w zakresie zmniejszenia wpływu społeczno-gospodarczego i związanego ze środowiskiem naturalnym, jak również zapewniają kontrolę i nadzór samych Inuitów nad realizacją tych obietnic. Porozumienie określane jako Inuit Certainty Agreement (ICA) jest wskazywane jako „nowy wzorzec” dla przyszłych umów IIBA, które od tej pory mają dawać Inuitom zasadniczo większy wpływ na ocenę faktycznych skutków wiążących się z powstaniem wielkich projektów w Arktyce. Ten element pozostawał bowiem wielokrotnie punktem spornym pomiędzy społecznościami inuickimi a koncernami i przyczyniał się do podsycania nieufności i poczucia bycia wykorzystywanym, co stało się doświadczeniem m.in. Inuitów z Nunavik, którzy w 1995 r. zawarli pierwszą umowę IIBA dotycząca budowy kopalni Raglan. Zanim przejdziemy do oceny znaczenia nowego porozumienia ICA, warto nakreślić ramy systemu politycznego Nunavut, najmłodszego z trzech kanadyjskich terytoriów.Powstanie w 1999 r. Nunavut był finalnym krokiem w trwającym ponad dwie dekady procesie odzyskiwania praw do ziemi przez Inuitów ze wschodniej Arktyki. W jego wyniku na ogromnym obszarze – ponad 2 mln km2, czyli prawie 21% powierzchni Kanady – utworzono publiczny rząd o strukturze i kompetencjach zbliżonych do pozostałych terytoriów. Choć z racji stabilnej i stałej przewagi liczebnej – Inuici w liczącym niecałe 36 tys. mieszkańców (0,1% ludności Kanady) Nunavut stanowią prawie 84% społeczeństwa – rdzenni mieszkańcy uzyskali uprzywilejowaną pozycję wyborczą, to mają oni również dodatkowe gwarancje swojego specjalnego statusu. Dzieje się tak na mocy wielu zapisów zawartego w 1993 r. porozumienia ziemskiego Nunavut Land Claims Agreement (NLCA), będącego w istocie chronioną konstytucyjne umową między Inuitami (zwanych beneficjentami) a władzami Kanady. Po pierwsze, w zamian za zrzeczenie się roszczeń do ziemi Inuici posiadają zbiorowy tytuł własności do około 350 tysięcy kilometrów kwadratowych gruntów (ponad 16,5% obszaru Nunavut).Po drugie, NCLA wyznaczył organizacje strzegące interesów Inuitów i dbające o wypełnianie zapisów NCLA przez władze publiczne. W Nunavut są to: Nunavut Tunngavik Incorporated (NTI) oraz 3 regionalne organizacje, z których jedną jest tytułowa Qikiqtani Inuit Association, reprezentująca interesy Inuitów z Ziemi Baffina (i zarządzająca częścią z gruntów uzyskanych w ramach NCLA). Prawo do wyboru władz tych organizacji mają wyłącznie inuiccy beneficjenci porozumienia NCLA, a one same cechują się silną legitymację polityczną. NTI, jak i QIA choć nie mają publicznego charakteru, to ogrywają publiczne role i w znaczący sposób moderują publiczny charakter rządu terytorialnego w Nunavut.Po trzecie, na mocy NCLA powołano także specjalne ciała współzarządzające. Te tzw. instytucje zarządzania publicznego (Institutions of Public Government, IPS) współdziałają z rządem Nunavut, ale nie stanowią jego części i nierzadko działają w opozycji do niego. Jednym z IPSów jest Rada ds. oceny oddziaływania w Nunavut (Nunavut Impact Review Board, NIRB) dokonująca przeglądów oddziaływania środowiskowego i socjoekonomicznego planowanych inwestycji. NIRB, którego połowa z regularnych członków jest mianowana jest przez NTI, pełni kluczową rolę w procesie wydawania zgody na duże inwestycje wydobywcze, a jej podstawowym celem jest ochrona i promowanie obecnego i przyszłego dobrobytu mieszkańców Nunavut i społeczności oraz ochrona integralności ekosystemu Nunavut.Choć NIRB ma uprawnienia quasi-decyzyjne i ogrywa znaczącą rolę w procesie podejmowania decyzji politycznych w Nunavut, to artykuł 26 NCLA dodatkowo powiększa wpływ Inuitów na decyzje w sferach, które mają dla tej grupy specjalne znaczenie, m.in. w odniesieniu do spraw społeczno-kulturowych. Wskazuje on, że wszystkie nowe przedsięwzięcia gospodarcze muszą przynosić korzyści Inuitom i w tym celu nakazuje inwestorom, aby podjęły negocjacje porozumień IIBA z właściwymi terytorialnie organizacjami inuickim. Takie umowy zawierają zwykle zapisy o odszkodowaniach, gwarantowanym poziomie zatrudnienia Inuitów czy funduszach na szkolenia i inwestycje w społeczności lokalne. Takie porozumienia, negocjowane przez regionalne organizacje inuickie bez udziału rządu Nunavut lub władz municypalnych, są ważnymi elementami wpływającym na rozwój społeczny i ekonomiczny. Pozwalają też na jeszcze silniejsze kontrolowanie kierunku zmian przez samych InuitówZarysowany powyżej schemat udziału instytucji inuickich w procesie podejmowania decyzji o charakterze gospodarczym można zilustrować na podstawie historii budowy tytułowej kopalni w Mary River – kluczowej dla gospodarki całego Nunavut inwestycji i jednej z największych projektów wydobywczych ostatnich dekad w Kanadzie. O jej wysokiej wartości stanowi fakt, że wydobywana w niej ruda żelaza, którą zlokalizowano w północnej części Ziemi Baffina już w latach 60. XX w., ma bardzo wysoką jakość i bez wzbogacania może być eksportowana do Europy. Kopalnia, która była planowana od początku XXI wieku po uzyskaniu przez inwestora – firmę Baffinland Iron Mines Corporation z Toronto – porozumienia z NTI oraz promesy przyszłej umowy z QIA została zatwierdzona przez NIRB w 2012 r. Rok później QIA podpisała IIBA z właścicielem, które 5 lat później renegocjowano, dopisując dodatkowe wymogi uwzględniające rosnące oczekiwania Inuitów, którzy zostali objęci oddziaływaniem kopalni. Pierwsze wydobycie kopalnia przeprowadziła w lecie 2015 r. W tym samym czasie inwestor rozpoczął starania o jej rozbudowę, chcąc zwiększyć wydobycie. W ramach tzw. drugiej fazy życia kopalni firma Baffinland planuje, że produkcja wzrośnie z 6 mln ton do 12 mln ton (a być może nawet 30 mln), co będzie możliwe dzięki budowie linii kolejowej łączącej kopalnię z portem w Milne Inlet (obecnie transport urobku do portu prowadzony jest ciężarówkami). Koszt nowego projektu szacowany jest na 900 mln dolarów. Mimo upływu lat proces uzyskiwania zgód dla drugiej fazy wciąż nie został zakończony, a rozbudowa nadal budzi kontrowersje. Najważniejsze dotyczą wpływu zwiększonego wydobycia na migracje stad karibu czy efektów wzmożonego ruchu statków (i lodołamaczy) na ssaki morskie.Firma Baffinland konsekwentnie koryguje wnioski w sprawie rozbudowy kopalni i ponawia aplikację do NIRB. Obecna faza oceny inwestycji przez to ciało została wstrzymana przez pandemię COVID-19, ale podstawowym problemem pozostawał ciągły brak zgody Inuitów. W listopadzie 2019 r. publiczne wysłuchanie w ramach procesu prowadzonego przez NIRB zakończyło się impasem, po tym jak wskazano na zagrożenia związane z przecinaniem przez planowaną kolej ścieżek, którymi poruszają się karibu, jak również niewystarczającymi konsultacjami w ramach wspólnot inuickich.Fakt, że 16 czerwca 2020 r. podpisano nowe porozumienie ICA, wydaje się w istocie próbą zakończenia kryzysu wynikającego z braku zaufania ze strony Inuitów. Negocjacje ICA prowadzone w imieniu Inuitów z Ziemi Baffina przez QIA obejmowały konsultacje z członkami społecznościami, które w największym stopniu są lub będą w przyszłości dotknięte skutkami funkcjonowania kopalni Mary River i wyrażały swoje obiekcje na różnych etapach zatwierdzania rozbudowy Mary River. W efekcie w ICA znalazły się zarówno zapisy mające na celu zmianę dotychczasowych warunków działania kopalni, jak i te determinujące jej rozbudowę. Można podzielić je na 5 części : pierwsza dotyczy kontrolowania i monitorowania przez Inuitów zmian w środowisku naturalnym i realizacji ustalonych wspólnych planów zarządzania jego ochroną; druga określa sposoby kompensacji wpływu kopalni na dziką przyrodę; trzecia wyznacza sposoby prowadzące do uzyskania zakładanego poziomu zatrudniania Inuitów przez firmę Baffinland oraz zlecania prac firmom inuickim przez inwestora; czwarta opisuje bezpośrednie korzyści poszczególnych osad inuickich (zarówno finansowe jak i innego rodzaju); ostatnia zwiększa udział w zyskach z kopalni dla Inuitów. Szacuje się, że te nowe zobowiązania mają wartość 100 milionów dolarów.W ramach ICA nie doszło jednak do wyjaśnienia wszystkich różnic pomiędzy Baffinland a QIA, m.in. w dalszym ciągu pozostały obawy związane z wpływem ruchu statków na życie morskie. Należy również pamiętać, że podpisanie ICA nie zmieniło konieczności zakończenia postępowania przed NIRB. Proces w ramach NIRB daje możliwość składania wniosków w czasie wysłuchań publicznych, zarówno Inuitom, jak i interesariuszom zewnętrznym. Z punktu widzenia dynamiki politycznej w Nunavut wydaje się jednak, że nowe porozumienie ICA jest dobrym prognostykiem dla szans uzyskania pozytywnej oceny wpływu projektu przez NIRB. Umowa z czerwca 2020 r. wydaje się być efektem dążeń do pogodzenia zagrożeń ekologicznych z szansami społeczno-gospodarczymi w odniesieniu do projektów infrastrukturalnych. Nie można bowiem zapominać, że z rozbudową kopalni wiążą się ogromne nadzieje dla Nunavut. Obecny poziom rozwoju gospodarki tego terytorium nie pozwala bowiem na samowystarczalność finansową, co przekłada się na konieczność polegania na transferach z rządu federalnego. Szacuje się zaś, że kopalnia Mary River może przynieść nawet 5 mld CAD w postaci podatków i opłat. Porozumienie ICA może być więc kluczowe dla gospodarki całego terytorium, a jego przełomowe znaczenie – szef QIA P.J. Akeeagok wpływowa postać w polityce Nunavut, firmuje porozumienie swoim autorytetem, nazywając je bezprecedensowym – wynika z faktu, że wydaje się, że po raz pierwszy Inuici uzyskali realną możliwość nadzorowania, kontrolowania i badania czy inwestor wywiązuje się ze zobowiązań w miarę, gdy realizowane będą kolejne fazy projektu. Co więcej, to, że QIA stoi na straży przestrzegania zapisów porozumienia dodaje mu wiarygodności, gdyż organizacje beneficjentów inuickich nie wahają się przed wnoszeniem spraw do sądów w przypadku stwierdzenia naruszeń zapisów umów, których są stroną.Na obecnym etapie nie sposób z pełnym przekonaniem stwierdzić, że ICA będzie faktycznym końcem instrumentalnego i kolonialnego podejścia inwestorów oraz rządu federalnego do oczekiwań Inuitów – co było typowe przed kilkoma dekadami – i uczyni z nich partnerów, którzy wspólnie podejmują określone zobowiązania i wywiązują się z nich. Niemniej jednak wydaje się, że zawartość ICA może wpłynąć na przyszłe umowy o wpływie i korzyściach zawierane także w innych samorządnych regionach inuickich. Z pewnością zaś jest doskonałą ilustracją twierdzenia, że bez uwzględnienia obecności, funkcji, ról oraz faktycznych działań organizacji inuickich, nie jest możliwe w pełni zrozumienie dynamiki polityki i gospodarki Nunavut.

Noty

Jak inuickie terytoria w Kanadzie reagują na pandemię COVID-19

17.08.2020

Spojrzenie na sposób reakcji na pandemię COVID-19 w inuickim regionie Nunavik, zlokalizowanym w północnej części kanadyjskiej prowincji Quebec, stanowi okazję do uzmysłowienia sobie ewolucji, jaka na przestrzeni ostatnich kilku dekad zaszła (i wciąż zachodzi) w systemie politycznym Kanady. Zmiany te następują w związku z odzyskiwaniem praw do samorządu przez rdzennych mieszkańców tego kraju. W przypadku Nunavik, w którym proces ten rozpoczął się najwcześniej, bo już w późnych latach 70. XX wieku, dodatkowo pozwala na obserwację konsolidację władzy regionalnej, w nowe formy, które być może pozwolą na przezwyciężenie trwającego od niemal dekady impasu i pozwolą na połączenie publicznych instytucji samorządowych oraz inuickiej organizacji o charakterze politycznym.Region Nunavik o powierzchni ponad 440 tys. km2, zlokalizowany na północ od 55. równoleżnika, zamieszkuje obecnie około 13 tys. mieszkańców, którzy w przeważającej większości (ok. 91%) mają pochodzenie inuickie. Nunavik składa się z 14 miejscowości (villages), z których największą jest Kuujjuaq (2300 osób). Samorządny region utworzono w 1975 r. na mocy Umowy Zatoki Jamesa i północnego Quebecu (James Bay and Northern Québec Agreement), w której rozstrzygnięto nieuregulowane od czasów kolonialnych kwestie własności ziemskiej na tym obszarze. Na podstawie tego dokumentu stworzono szereg instytucji władzy publicznej dla wszystkich mieszkańców (przede wszystkim rząd regionalny Kativik (Kativik Regional Government, KRG), regionalny zarząd ds. zdrowia i spraw społecznych Nunavik (Nunavik Regional Board of Health and Social Services, NRBHSS) oraz policję regionalną (Kativik Regional Police Force, KRPF) i radę szkolną (Kativik Ilisarniliriniq)), jak również powołano do życia organizację Makivik Corporation, która miała dbać o interesy polityczno-gospodarcze Inuitów, którzy byli stroną umowy (tzw. beneficjentów). Wszystkie te instytucje współpracują ze sobą (jak również władzami prowincji oraz Ottawą) przy dostarczaniu całego szeregu usług mieszkańcom, zajmując się kwestiami takimi jak środowisko, policja, rynek pracy, sprawy społeczne, m.in. opieką nad dziećmi, zasobami naturalnymi, rozwojem gospodarczym, planowaniem przestrzennym czy edukacją.Pierwszy przypadek koronawirusa na obszarze Nunavik zanotowano 28 marca w Salluit, a kolejne w Inukjuak, a przede wszystkim w epicentrum epidemii w Puvirnituq na wschodnim wybrzeżu Zatoki Hudsona, gdzie stwierdzono 14 przypadków. Wydaje się, że po prawie sześciu tygodniach udało się, zatrzymać dalsze rozprzestrzenianie koronawirusa na obszarze Nunavik. Większość przypadków okazało się niegroźnych, a osoby zakażone zaliczają się do kategorii ozdrowieńców. Także w epicentrum zakażeń – Puvirnituq – nie ma obecnie żadnego aktywnego przypadku COVID-19. Wśród przyczyn takiego rozwoju sytuacji wymienia się: szybkość i sprawność działań, uwzględnianie warunków lokalnych, jak również utrzymywanie kontaktu z władzami i instytucjami w miejscach zakażenia oraz mieszkańcami, w tym starszyzną, przy wprowadzaniu obostrzeń. Warto przyglądnąć się dokładniej tym działaniom i instytucjom, w ramach których podejmowano decyzje.Władze Nunavik przystąpiły do działań z pełną świadomością, że region ten, jak i inne izolowane obszary zamieszkiwane przez ludność rdzenną, jest szczególnie narażony na katastrofalne efekty epidemii ze względu m.in. na brak wystarczającej liczby lekarzy (w Nunavik są jedynie dwa małe szpitale (w Kuujjuaq i w Puvirnituq) a w pozostałych miejscowościach dostępna jest jedynie opieka pielęgniarska) i oddalenie od centrów pomocy medycznej (każda poważniejsze działanie wymaga kosztownego transportu lotniczego do szpitali w Montrealu). W historii epidemie niejednokrotnie dziesiątkowały Inuitów (m.in. gruźlica, różyczka czy tzw. hiszpanka). Wśród instytucji publicznych prym wiodła Marie Rochette, dyrektor ds. zdrowia publicznego (director of public health) w NRBHSS, jakrównież Jean-Pierre Larose, szef policji Nunavik i jednocześnie szef wydziału bezpieczeństwa publicznego KRG. Co ciekawe jednak pierwsza z inicjatywą wystąpiła inuicka organizacja Makivik Corporation, która już 17 marca wzywała do powstrzymania się przed podróżowaniem do Nunavik. W porozumieniu z NRBHSS rozpoczęła też proces „prześwietlania” pasażerów na lotniskach, z których odlatywały samoloty do Nunavik. Zamknięcie (lockdown) regionu miało wówczas jeszcze charakter nieoficjalny i podyktowane było chęcią jak najszybszego podjęcia środków zapobiegawczych, ale wkrótce zostało to usankcjonowane prawnie, gdy władze Quebecu ogłosiły wprowadzenie stanu wyjątkowego na swoim terytorium. Wszystkie osoby powracające do Nunavik muszą odbyć 14 dniową kwarantannę przed powrotem (beneficjenci porozumienia z 1975 r. mają ten pobyt opłacany przez Makivik), a obie linie lotnicze obsługujące loty do Nunavik – Air Inuit i Canadian North (których notabene właścicielem jest Makivik) – znacząco ograniczyły liczbę rejsów (dozwolone są transportowe loty czarterowe oraz transport medyczny i niezbędnych pracowników). Ma to kluczowe znaczenie, gdyż dotarcie do miejscowości w Nunavik jest możliwe jedynie drogą lotniczą. Władze szybko zakończyły rok szkolny (uruchomiono dodatkowo zdalne nauczanie). Wprowadzono również obowiązek dystansowania fizycznego, ścisły zakaz zgromadzeń (dotyczący nawet spotkań rodzinnych), jak również godzinę policyjną i zakaz podróżowania skuterami śnieżnymi. Było to o tyle ważne, że jednym z podstawowych problemów, z którymi borykają się północne obszary Kanady jest przeludnienie w domach, co jeszcze w większym stopniu wystawia mieszkańców na ryzyko zakażenia. Wprowadzono również ograniczenia w sprzedaży alkoholu (aby wyeliminowaać sytuacje sprzyjające transmisji wirusa), a także programy pomocy w zakupach osobom starszym i w trudnej sytuacji materialnej. Niezmiernie ważne okazało się szybkie testowanie mieszkańców na obecność koronawirusa, śledzenie kontaktów osób zarażonych, jak również zachęcanie do samoizolacji osób jedynie podejrzanych o bycie zakażonymi. W sprawnym przeprowadzeniu tych działań pomagała wojskowa formacja ochotnicza Canadian Rangers.Prace nad wprowadzeniem w życie regulacji mających chronić mieszkańców Nunavik odbywały się wielotorowo i przebiegało zgodnie z zasadami tzw. zarządzania wielopoziomowego. Zgodnie z tą koncepcją procesy podejmowania decyzji angażują aktorów, którzy pochodzą z różnych porządków polityczno-społecznych i przebiegają nie tylko na poziomie wertykalnym, ale również horyzontalnym. W przypadku pandemii COVID-19 w Nunavik najważniejsze decyzje podejmował Regionalny Komitet Doradczy ds. Przygotowania do Sytuacji Kryzysowych (Nunavik Regional Emergency Preparedness Advisory Committee, NREPAC). Ciało to działa na podstawie ustawy Quebecu Civil Protection Act, która nadała specjalne uprawnienia dyrektorowi generalnemu KRG Michaelowi Gordonowi. W jego skład weszli nie pochodzący z wyborów członkowie NRBHSS, policji KRPG oraz KRG. NREPAC, który 17 marca zebrał się po raz pierwszy w historii Nuanvik, zapewnia codzienną koordynację działań (także tych podejmowanych przez władze poszczególnych miejscowości, co pozwoliło na dostosowywanie działań do konkretnych gospodarstw domowych). Jednak już 3 kwietnia doszło do powstania szerszego ciała – grupy liderów wszystkich sił politycznych w Nunavik (Nunavik Leaders Group, NLG). W jej skład weszli przedstawiciele KRG, NRBHSS, KI oraz Makivik Corporation (Grupa składała się z Charlie Watta, Jennifer Munick, Elisapi Uitangak i Robbie’go Watta). Dołączenie Makivik zapewniało element polityczny, gdyż władze tej organizacji pochodzą z wyborów i mają bardzo silną legitymację oraz wpływy polityczne, a Makivik jest jedyną instytucją o charakterze etnicznym. Przedstawiciele NLG spotykają się dwa razy w tygodniu na wideokonferencjach i koordynują działania (m.in. podział środków finansowych z programów federalnych – choć pierwszą, opóźnioną partię podzielił samodzielnie Makivik).Nie określono czasu, na jaki powołano NLG, a wręcz zapowiedziano, że może zajmować się ona dowolnymi kwestiami po ustaniu pandemii. Być może będzie to więc remedium na kryzys, jaki nastąpił w związku z odrzuceniem w referendum z 2011 r. kolejnej próby konsolidacji systemu władzy w Nunavik. Jednym z jej przyczyn był brak zaufania do elit politycznych ze strony mieszkańców – przede wszystkim większości inuickiej – jak również brak przekonania, że nowa struktura będzie posiadała wystarczająca siłę w konfrontacji z władzami prowincji i federacji dla zapewnienia większej autonomii. Tymczasem jednym z pierwszych wniosków, jakie można wyciągnąć z działań podjętych w okresie pandemii wydaje się przekonanie, że aby utrzymać legitymizację społeczną, nowe struktury muszą nie tylko łączyć wszystkie instytucje istniejące w ramach autonomicznego regionu, ale jednocześnie utrzymać komunikację z organizacjami oraz władzami na poziomie lokalnym. W pierwszym przypadku kluczem jest zapewnienie jednolitego przywództwa politycznego i silnego nadzoru nad podejmowanymi decyzjami (co może pomóc również w prezentowaniu wspólnego stanowiska w przypadku sporu z władzami prowincji, czego przykładem może być konflikt związany z decyzją Quebecu o ponownym otwarciu kopalni niklu Raglan bez konsultacji z Inuitami). W drugiej kwestii niezbędne jest zachowanie elastyczności pozwalającej na dostosowanie działań do warunków lokalnych, co jest możliwe jedynie poprzez wielotorową współpracę i komunikację w terenie (władze poszczególnych wiosek odegrały pierwszoplanową rolę w sprawnym przeciwdziałaniu COVID-19).Choć jest jeszcze zbyt wcześnie, aby z całą pewnością stwierdzić, że liderzy w Nunavik wyciągną podobne wnioski po zakończeniu kryzysu, wydaje się jednak bardzo prawdopodobne, że pandemia COVID-19 zapoczątkuje kolejną próbę reformy systemu władzy samorządnego inuickiego regionu w północnym Quebecu.