Logo Thing main logo

Ostatnie wpisy

Nota

 Boliwijska walka o sprawiedliwość czy zemsta polityczna?  

14.07.2021

Boliwia kolejny raz przeżywa burzliwy okres od czasu wyborów w październiku 2019 r., których wyniki zostały zakwestionowane przez opozycję i Organizację Państw Amerykańskich (OPA). Jeanine Áñez jako drugi wiceprzewodniczący Senatu, przejęła wówczas tymczasowo władzę w kraju po wymuszonej rezygnacji i wygnaniu Evo Moralesa, dotychczasowego prezydenta i przywódcy Ruchu Ku Socjalizmowi (Movimiento al Socialismo, MAS). Áñez objęła urząd prezydenta do czasu wyborów w październiku ubiegłego roku, w których zwyciężył kandydat MAS, reprezentowany przez Luisa Arce. Choć Áñez od początku zapewniała, że jej rola jest przejściowa, to zgłosiła swoją kandydaturę w wyborach po stronie opozycji skupionej w Alianza Juntos. Ostatecznie wycofała się, gdy nie udało się jej zebrać wystarczającego poparcia konserwatywnego skrzydła, by zwyciężyć nad MAS, który zdobył ponad 55% głosów.Obecne władze boliwijskie aresztowały Jeanine Áñez 13 marca br., oskarżając ją o „terroryzm, podburzanie i spisek” w związku z wydarzeniami z listopada 2019 r., które zakończyły się przedwczesnym odejściem Evo Moralesa z urzędu prezydenta kraju. Wiadomość ta przekazana została oficjalnie przez ministra rządu Eduardo del Castillo w komunikacie na portalach społecznościowych. Byłe władze i przywódcy wojskowi są także oskarżani o popełnienie przestępstw „terroryzmu, podburzania i spisku”. W odpowiedzi, Áñez opublikowała na swoim koncie na Twitterze informację o „nadużyciach i prześladowaniu politycznym” ze strony MAS, który oskarża ją o „udział w rzekomym zamachu stanu”. Uznaje ona działania prowadzone przez obecnego prezydenta Luisa Arce i Evo Moralesa za „absolutny skandal” i „polityczne zastraszanie”. W mediach społecznościowych nie brakuje również reakcji współpracowników byłej prezydent, także aresztowanych, tj. byłego ministra sprawiedliwości Álvaro Coimbry, byłego ministra energetyki Rodrigo Guzmána, którzy uznają „sprawę zamachu stanu za działania politycznie inspirowane przez rząd”. Aresztowanie Áñez nastąpiło dzień po tym, gdy Prokuratura Generalna Boliwii (Fiscalía General del Estado de Bolivia) wydała nakaz aresztowania dla niej, pięciu byłych ministrów i czterech oficerów wojskowych za ich domniemaną odpowiedzialność w tak zwanej „sprawie zamachu stanu”. Po wirtualnej rozprawie boliwijski wymiar sprawiedliwości zdecydował o wysłaniu byłej prezydent i jej ministrów do aresztu prewencyjnego. Początkowo zarządzono cztery miesiące aresztu, ale sędzia zdecydował o przedłużeniu tego środka o kolejne dwa miesiące, choć zezwolił na objęcie Áñez opieką medyczną. Wnioski obrońcy byłej tymczasowej prezydent o zwolnienie jej z powodu stanu zdrowia zostały kilkukrotnie odrzucane. Decyzja ta ma zastosowanie również do dwóch byłych ministrów przebywających w areszcie.Po aresztowaniu, Áñez powołując się m.in. na Międzyamerykańską kartę demokratyczną (Carta Democrática Interamericana), wysłała listy do OPA i UE z prośbą o zorganizowanie misji obserwacyjnej, która miałaby na celu „obiektywną ocenę” aresztowania jej i dwóch byłych ministrów. W listach tych potępiła również „systematyczne łamanie praw człowieka w Boliwii poprzez nieuzasadnione prześladowania polityczne”, wskazując także, że władze boliwijskie naruszyły konstytucyjną zasadę sprawiedliwego procesu i konstytucyjną zasadę domniemania niewinności.Lider głównej partii opozycyjnej, Carlos Mesa, nazwał zatrzymanie Áñez „arbitralnym, nielegalnym i naruszającym jej prawa człowieka”, pokazując decyzję MAS jako przykład łamania praw i zasad państwa prawa, w celu prześladowania i brutalnego podporządkowania sobie Boliwijczyków, którzy wierzą w demokrację i wolność”.Obecnie rządzący Boliwią odpierają pomówienia o prześladowania, wyjaśniając że sytuacja w kraju dopiero teraz się normalizuje. Morales i jego partia, która powróciła do władzy z Luisem Arce jako nowym prezydentem Boliwii, oskarżyła Jeanine Áñez o przeprowadzenie „zamachu stanu” w 2019 r. Ze swojej strony Áñez wielokrotnie podkreślała, że postępowanie przeciwko niej jest częścią planu prześladowań politycznych ze strony rządu. Teoria zamachu stanu broniona przez boliwijski rząd, jest obalana stanowiskiem opozycji, która argumentuje, że w 2019 r. doszło do powstania społecznego spowodowanego rzekomym oszustwem wyborczym, przy pomocy którego Morales zamierzał utrzymać się u władzy po raz czwarty z rzędu.Evo Morales wezwał do walki „o sprawiedliwość i prawdę dla 36 ofiar śmiertelnych, ponad 800 rannych i ponad 1500 nielegalnie zatrzymanych w zamachu stanu, aby sprawcy i wspólnicy dyktatury, która splądrowała gospodarkę i dokonała zamachu na życie i demokrację w Boliwii, zostali zbadani i ukarani”. Minister Spraw Zagranicznych obecnego rządu Boliwii zwrócił się z kolei do ambasadorów USA i Brazylii o unikanie „ingerencji” w kryzys polityczny w tym andyjskim kraju, przypominając im jednocześnie o „obowiązku powstrzymania się od ingerencji w wewnętrzne sprawy innych państw”.Działania podejmowane przez obecny rząd Boliwii wobec Jeanine Áñez i jej zwolenników mają na celu rozstrzygnięcie i ostateczne zamknięcie dyskusji na temat tego, czy to, czego doświadczyliśmy w Boliwii w 2019 r., było zamachem stanu, czy też nie. Pozostawienie wątpliwości co do tych wydarzeń, oznaczałoby szansę na przyznanie, że mieliśmy wówczas do czynienia z powszechną mobilizacją, która doprowadziła do upadku rządu Evo Moralesa i jego późniejszej ucieczki, a to oznacza porażkę polityczną i społeczną obecnego rządu. Dla takiego przywódcy jakim jest Morales, który posiada cechy autorytarne, jest to nie do przyjęcia. Tak więc rząd musi pokazać światu i Boliwijczykom, że władza Morales nie zakończyła się z powodu protestów społecznych, ale w wyniku zamachu stanu. Drugą motywacją obecnych działań jest zastraszenie opozycji w celu jej znacznego osłabienia, tak aby w następnych latach nie pojawił się nikt, kto mógłby sprzeciwić się władzy. Jest to o tyle logiczne, że sama Áñez nie jest postacią cieszącą się dużym poparciem społecznym czy nawet posiadającą istotne zaplecze polityczne. Symbolizuje jednak wolę dużej części społeczeństwa i większości opozycji na zmianę rządów MAS.Warto podkreślić, że Konstytucja Boliwii zezwala na sądzenie byłego prezydenta za każde domniemane przestępstwo, którego się dopuścił - czy to korupcję, represje, użycie siły, zdradę czy inne - tylko przez Kongres. Z kolei ten, który w Boliwii nazywany jest Zgromadzeniem Ustawodawczym, potrzebuje dwóch trzecich głosów, aby przystąpić do wszczęcia procesu. Partia rządząca ma większość, ale na osiągnięcie tak wysokiego poparcia deputowanych nie ma szans. Zatem przetrzymywanie byłej prezydent i stawianie jej zarzutów w zwykłym trybie jest naruszeniem prawa. Tego rodzaju głosy są podnoszone przez opinię międzynarodową wprost, natomiast z pewnością potęgują się one obawami o powstanie w Boliwii rządu o tendencjach autorytarnych, choć niekoniecznie stworzonego przez samego Moralesa.Nieproporcjonalne użycie siły wobec zwolenników Evo Moralesa w Boliwii nadal wywołuje krytykę organizacji międzynarodowych, a także liczne publiczne protesty Boliwijczyków domagających się „uczciwego, niezależnego i bezstronnego” procesu. Wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, Josep Borrell podkreślił, że „zarzuty dotyczące wydarzeń z 2019 r. muszą być rozwiązane w ramach przejrzystego wymiaru sprawiedliwości i bez nacisków politycznych, z poszanowaniem niezależności władzy” i zwrócił się do obecnych władz Boliwii, aby oskarżenia wobec byłej tymczasowej prezydent Jeanine Áñez i jej byłych ministrów aresztowanych za wydarzenia z 2019 r. zostały rozwiązywane z zachowaniem sprawiedliwości i bez nacisków politycznych. Zaznaczył przy tym, że „dialog i pojednanie mają kluczowe znaczenie, a UE będzie nadal wspierać Boliwię”. Z kolei Sekretarz Generalny ONZ António Guterres wezwał do poszanowania w tej sprawie zasad „sprawiedliwego procesu i przejrzystości”. Dyrektor Human Rights Watch na Amerykę, José Miguel Vivanco, podkreślił że nakazy aresztowania Áñez i jej ministrów „nie zawierają żadnych dowodów na to, że popełnili oni przestępstwo terroryzmu, dlatego z tego powodu generują uzasadnione wątpliwości, że jest to proces oparty na motywach politycznych”. Jednocześnie wskazał, działania te, podobnie jak wcześniejsze postępowanie wobec Moralesa, opierają się na arbitralnej i dwuznacznej ocenie działań terrorystycznych. Przypomniał, że w 2020 r. jego organizacja apelowała o wycofanie zarzutów wobec Moralesa na tych samych podstawach. Vivanco nawiązał również do „poważnych naruszeń praw człowieka, w tym dwóch masakr”, do których doszło podczas rządów Áñez i wezwał do przeprowadzenia śledztwa „z pełnym poszanowaniem rzetelnego procesu”. Parlament Europejski we wspólnej rezolucji z 28 kwietnia uznał Áñez i jej byłych współpracowników za „więźniów politycznych” oraz przyjął, że „potępi i potępia ich arbitralne i nielegalne przetrzymywanie”. W rezolucji wezwano władze Boliwii do „natychmiastowego uwolnienia ich i wycofania stawianych im zarzutów o podłożu politycznym”. Dokument ten wzywa również do „ustanowienia ram przejrzystego i bezstronnego wymiaru sprawiedliwości, bez nacisków politycznych” i do „zapewnienia wszelkiej niezbędnej pomocy medycznej w celu zagwarantowania im dobrego stanu zdrowia”. W rezolucji stwierdzono także, że w Boliwii nie jest przestrzegany podział władzy i że krajowy wymiar sprawiedliwości często działa z powodów politycznych. Oceniono, że Áñez zastąpiła Moralesa zgodnie z przepisami Konstytucji, dlatego nie doszło do zamachu stanu, jak twierdzi rząd Boliwii. Zarówno Human Rights Watch, jak i Amnesty International określiły ściganie Áñeza jako działanie polityczne, co zostało przypomniane w rezolucji Parlamentu Europejskiego. Rezolucja ta powtarza krytykę wyżej wymienionych organizacji praw człowieka dotyczącą zakresu i niejednoznaczności zarzutu „terroryzmu” w Boliwii.Zaniepokojenie sytuacją wewnętrzną w Boliwii wyraziły także władze Chile, co spotkało się z kolei ze zdecydowaną reakcją rządu boliwijskiego, którego MSZ wydało oświadczenie wyrażające „zdziwienie i oszołomienie wypowiedziami prezydenta siostrzanej Republiki Chile Sebastiána Piñery na temat układu sił w Boliwii”, a także podkreślające, że „Wielonarodowe Państwo Boliwii przestrzega wszystkich praw i gwarancji przewidzianych w Konstytucji politycznej państwa oraz w międzynarodowych traktatach dotyczących praw człowieka”. Ministerstwo wezwało społeczność międzynarodową do przestrzegania Karty Narodów Zjednoczonych „szanując zasadę samostanowienia narodów i nieingerencji w sprawy wewnętrzne”. Bez wątpienia dwustronne relacje między tymi krajami należy rozpatrywać w szerszym kontekście, uwzględniając także spór o dostępu do Oceanu Spokojnego, który pozostaje kwestią „otwartą i nierozwiązaną”.Boliwia została podzielona na tych, którzy bronią i tych, którzy odrzucają tezę, że w listopadzie 2019 r. doszło do zamachu stanu. Ci, którzy się temu sprzeciwiają, uważają aresztowanie Añeza i przywódców wojskowych, którzy kiedyś wzywali Moralesa do ustąpienia, za „prześladowanie polityczne”. Z kolei boliwijska lewica nie uznaje przepisów, które dają Añez, jako byłemu prezydentowi, prawa do ochrony związanego z koniecznością uzyskania uprzedniej zgody parlamentu przed postawieniem przed sądem. Dla tych grup, aresztowanie Áñez jest częścią potępienia jej działań jako senatora, którą to funkcję pełniła w czasie przewrotu. Repolaryzacja boliwijskiej polityki znajduje swój wyraz nie tylko na ulicach miast boliwijskich, ale także na portalach społecznościowych. Przeprowadzone aresztowania oznaczają eskalację wrogości między obecną lewicową władzą a bardziej konserwatywną opozycją, wywołując kolejne poważne kontrowersje w kraju, a w konsekwencji utrwalając również podziały społeczne. Aresztowanie byłej tymczasowej prezydent Boliwii Jeanine Áñez podzieliło kraj na tych, którzy postrzegają tę sytuację jako prześladowanie polityczne i osób stojących po stronie ofiar kryzysu 2019 r., którzy uważają, że dopiero teraz sprawiedliwości stało się zadość. Te konflikty mogą dodatkowo skomplikować sytuację rządu w obliczu kryzysu zdrowotnego, powolnych szczepień i kryzysu gospodarczego pogłębionego przez pandemię.

Nota

Były prezydent Kolumbii w areszcie domowym

15.10.2020

Proces rozpoczął się w 2012 r., kiedy to Uribe złożył skargę przeciwko lewicowemu senatorowi partii Polo Democrático, Ivánowi Cepedzie do Sądu Najwyższego w sprawie rzekomego spisku przeciwko niemu. Według Uribe spisek dotyczył zeznań fałszywych świadków, przebywających w kolumbijskich więzieniach, które miały powiązać go z działalnością grup paramilitarnych. Jednak w lutym 2018 r. śledztwo zostało zamknięte i wszczęto dochodzenie przeciwko Uribe za domniemaną manipulację i przekupywanie świadków, za pośrednictwem osób trzecich. Mieli oni zeznawać na niekorzyść senatora Cepedy. Sędziowie uznali jednak, że Cepeda zbierał informacje w ramach swojej pracy. Sąd Najwyższy skierował wówczas podejrzenie na byłego prezydenta. W październiku 2019 r. wszczęto oficjalnie dwa dochodzenia przeciwko Uribe: jedno za rzekome wywieranie presji na byłych wojskowych, by zeznawali przeciwko Cepedzie, a drugie za wywieranie presji na byłego wojskowego, Juana Guillermo Monsalve, by wycofał się z poparcia dla grupy samoobrony w departamencie Antioquia (Autodefensas en Antioquia), którą rząd Uribe zdemobilizował w 2006 r. Paramilitarne grupy są oskarżane o naruszanie praw człowieka w trakcie ponad półwiecznego konfliktu wewnętrznego, w wyniku którego zginęło 220 tys. osób oraz handel narkotykami. W sprawie domniemanego oszustwa proceduralnego Sąd Najwyższy wezwał już 42 świadków. Zebrany materiał dowodowy, daje podstawy do postawienia w stan oskarżenia Uribe oraz członków jego rodziny za rzekomy udział w tworzeniu Autodefensas.Sprawa Uribe nie była rozpatrywana przed Komisją ds. Oskarżeń Izby Reprezentantów (Comisión de Acusaciones de la Cámara de Representantes), która jest organem właściwym do prowadzenia spraw przeciwko byłym głowom państwa. Stało się to dlatego, że Uribe chronił wówczas igmmunitet senatorski. Z tego powodu proces karny prowadzony jest w Sądzie Najwyższym.Uribe, złożył 18 sierpnia b.r. rezygnację ze stanowiska szefa partii rządzącej w Senacie, która została przegłosowana stosunkiem 82 do 12 głosów przeciw. Warto podkreślić, że po raz pierwszy uczynił to w lipcu b.r. tuż przed inauguracją Ivána Duque'a kiedy sąd wezwał go na przesłuchanie, ale wycofał się z tego kilka dni później. Jego decyzja wywołała debatę na temat kompetencji Sądu Najwyższego w zakresie prowadzenia postępowań przeciwko kongresmenom. Areszt domowy uniemożliwia bowiem Uribe powrót do pracy. Rezygnacja Uribe z członkostwa w Senacie nie oznacza w żadnym wypadku, że Sąd Najwyższy traci kompetencje do kontynuowania dochodzenia czy wezwania go na rozprawę. Proces może doprowadzić do postawienia byłego prezydenta przed sądem, a w przypadku skazania, grozi mu nawet 8 lat więzienia.Sam Uribe komentując swoją sytuację podkreśla, że jest przetrzymywany tylko na podstawie domniemań i nie ma przeciwko niemu żadnych bezpośrednich dowodów, mimo że postępowanie trwa już blisko dwa lata. Swoją sytuację wykorzystuje również do agitacji politycznej za reformą wymiaru sprawiedliwości, mającą na celu odpolitycznienie go poprzez zmianę systemu wyboru sędziów.Decyzja Sądu Najwyższego o zarządzeniu aresztu domowego dla byłego prezydenta Uribe wywołała zamieszanie nie tylko na scenie politycznej, ale również spowodowała skrajne reakcje samych Kolumbijczyków. Sprawa odnowiła stary podział w Kolumbii, konflikt między państwem, lewicowymi rebeliantami i grupami paramilitarnymi. Wielu Kolumbijczyków nadal pamięta porwania i zamachy bombowe, dlatego niechętnie akceptuje historyczne porozumienie z roku 2016, które dało byłym partyzantom 10 miejsc w Kongresie. W zamian za zeznania wielu z nich uniknęło również kary więzienia za popełnione zbrodnie. Uribe znajdował się w centrum tej dyskusji, przewodząc kampaniom na rzecz odrzucenia lub osłabienia porozumienia. Jego zwolennicy nadal postrzegają go jako zbawcę, który pomógł odwrócić losy rebeliantów za pomocą wspieranej przez USA strategii wojskowej. Zaledwie kilka godzin po ogłoszeniu aresztowania Uribe, jego zwolennicy z prawej strony i jego krytycy z lewej wyszli na ulice w całym kraju. Komentatorzy polityczni stwierdzili, że posunięcie to zagroziło kruchemu pojednaniu w kraju po zawarciu porozumienia pokojowego w 2016 r.Niezależnie od dalszych możliwych scenariuszy postępowania wobec byłego prezydenta kolumbijskiego, na uwagę zasługuje już samo wszczęcie postępowania w jego sprawie. Kontrowersyjna decyzja Sądu Najwyższego nie była dotkliwą w skutkach dla samego Uribe, który dobrowolnie poddał się aresztowi domowemu bez konieczności sprawowania nad nim nadzoru służ ochrony. Trzeba jednak zauważyć, że w obecnej sytuacji politycznej trudno określić działalność kolumbijskiego wymiaru sprawiedliwości w tej sprawie jako prowokację. Obecny prezydent Duque, jak i większość legislatywy, wspierają bowiem Uribe. Na pewno dużym sukcesem judykatury kolumbijskiej było przeprowadzenie postępowania dowodowego i zebranie materiałów stanowiących podstawę do postawienia byłego prezydenta w stan oskarżenia. Presja wywierana na sądach kolumbijskich, także ze strony społeczeństwa, znacznie ogranicza swobodę działania aparatu sprawiedliwości. Urbe już na stałe zapisał się w historii swojego kraju. Jego kontrowersyjne działania przyniosły oczekiwane rezultaty, jednak liczne wątpliwości budzą nadal metody, którymi się posługiwał. Dla jednych jest bohaterem, inni zaś stale przypominać będą o jego nielegalnych i niehumanitarnych działaniach skierowanych na zakończenie wewnętrznego konfliktu. Ewentualne udowodnienie winy i skazanie Uribe w tym procesie nie zmieni jego wizerunku wśród Kolumbijczyków. Na pewno jednak pozwoli spojrzeć na kolumbijski wymiar sprawiedliwości jako na niezależną władzę sądowniczą, która urzeczywistnia zasadę równości i sprawiedliwości społecznej, nie stawiającą nikogo ponad prawem.

Nota

Pandemia a wybory w Boliwii

15.07.2020

Rezygnacja Evo Moralesa ze stanowiska prezydenta, po masowych protestach, które doprowadziły pod koniec 2019 r. do upadku rządu i destabilizacji politycznej w Boliwii, otworzyła drogę do zmian na stanowisku prezydenta po raz pierwszy od ponad dekady. Evo Morales wygrał wybory cztery razy z rzędu i wraz ze swoim rządem przeprowadził szereg radykalnych i kontrowersyjnych reform. Pomimo ich skuteczności zarówno na polu ekonomicznym (nacjonalizacja), jak i społecznym (włączenie do życia społecznego osób pochodzenia indiańskiego), ocena działań tego byłego prezydenta budzi liczne kontrowersje nie tylko na polu międzynarodowym, ale również wewnętrznym.Tymczasowym prezydentem pozostaje obecnie Jeanine Añez, która będąc opozycyjną wiceprzewodniczącą boliwijskiego Senatu, uznawana jest wyłącznie przez siły przeciwne zbiegłemu z kraju Evo Moralesowi. Głównym jej zadaniem było rozpisanie nowych wyborów i czuwanie nad przestrzeganiem porządku w kraju oraz względnej stabilizacji.Rok 2020 jest istotny w kalendarzu wyborczym Ameryki Łacińskiej, zwłaszcza w Boliwii, w której ze sceny politycznej usunął się Evo Morales będący charyzmatycznym przywódcą – symbolem Wielonarodowego Państwa Boliwia i inicjatorem przemian społecznych i politycznych po 2009 r. Sytuację dodatkowo komplikuje pandemia COVID-19, która na kontynencie południowoamerykańskim nie osiągnęła jeszcze swojego szczytu.Wybory w Boliwii odbędą się 6 września 2020 r., a ich celem będzie wybór prezydenta, wiceprezydenta, senatorów i deputowanych Boliwii. Zostały one początkowo ogłoszone przez byłego prezydenta Evo Moralesa 10 listopada 2019 r. tuż przed jego rezygnacją. Pierwotnie miały się odbyć 3 maja, zostały jednak przesunięte najpierw o 14 dni a następnie odroczone bezterminowo z powodu wprowadzenia w Boliwii stanu zagrożenia zdrowia publicznego spowodowanego pandemią COVID-19.Ogłoszenie terminu nowych wyborów nadal budzi jednak kontrowersje. Projekt ustawy 691, zatytułowany „Ustawa modyfikująca ustawę 1297 o przełożeniu terminu wyborów powszechnych w 2020 r.”, będący wynikiem porozumienia między partiami politycznymi reprezentowanymi w parlamencie, został przyjęty 9 czerwca przez Kongres Narodowy Asamblea Legislativa Plurinacional (ALP), czyli Izbę Deputowanych i Sent, w obecności szefa Najwyższego Trybunału Wyborczego Tribunal Supremo Electoral (TSE). Akt ten wskazuje TSE jako instytucję odpowiedzialną za przyjęcie uchwały wyznaczającej nową datę głosowania w przeciągu maksymalnie 127 dni począwszy od 3 maja 2020 r., czyli najpóźniej do 6 września 2020 r. Ustawa przewiduje, że jeżeli żadna z sił politycznych nie uzyska więcej niż 40% głosów przy co najmniej dziesięciopunktowej przewadze nad drugą co do wielkości liczbą głosów, musi odbyć się druga tura wyborów. W tym wypadku ustalona data to 18 października. Inauguracja wybranych przedstawicieli odbędzie się między 16 a 30 listopada.Jeanine Áñez 21 czerwca br. podpisała projekt, a 26 czerwca TSE ogłosił wznowienie procesu wyborczego, uwzględniając przy tym zakończone wcześniej działania tj. zamknięte listy kandydatów, chociaż dając możliwość modyfikacji list wyborców.Wybór prezydenta, wiceprezydenta, deputowanych i senatorów jest niezbędny do przywrócenia rzeczywistej i pełnej demokracji pośredniej w Boliwii i zakończenia okresu niepewności politycznej. Tym bardziej, że należy jak najszybciej przeciwdziałać skutkom gospodarczym i społecznym pandemii.Áñez pozostaje kandydatem prawicowych środowisk na stanowisko prezydenta, chociaż deklarowała, że nie zamierza ubiegać się o reelekcję. Zaprzecza także zarzutom jakoby zmierzała do opóźniania wyborów. Obwinia natomiast swoich kontrkandydatów o narażanie zdrowia Boliwijczyków kosztem wyborów, wskazując że to Kongres w większości reprezentujący Ruch na rzecz Socjalizmu Movimiento al Socialismo (MAS) partię byłego prezydenta Moralesa, narzucił termin wyborów. Áñez wysłała do Senatu pismo zobowiązujące do publicznego przejęcia przez senatorów odpowiedzialności za decyzję, że wybory odbędą się 6 września, kiedy to prognozowany jest szczyt pandemii w Boliwii.Według ostatnich sondaży przeprowadzanych już w czasie trwania pandemii największe szanse na wygraną ma, wspierany przez Evo Moralesa minister finansów w jego rządzie, Luis Arce. Dużym poparciem cieszy się także lewicowy kandydat sojuszu Comunidad Ciudadana Carlos Mesa oraz Jeanine Áñez.