Logo Thing main logo

Ostatnie wpisy

Noty

Razem. Uczyńmy Europę ponownie… słabą? Bilans UE po pół roku niemieckiego przywództwa

06.01.2021

Dobiega końca trzynasta już prezydencja Niemiec w Unii Europejskiej, której przyświecało hasło: Razem. Uczyńmy Europę ponownie silną. Rozpoczynając przewodnictwo w Radzie UE, Berlin zapowiedział położenie szczególnego nacisku na priorytetowe według niego kwestie, a mianowicie m.in. na trwałe pokonanie pandemii Covid-19, ożywienie gospodarcze, silniejszą i bardziej sprawiedliwą Europę oraz Europę wspólnych wartości.Warto nadmienić, iż z berlińskim przywództwem w Unii Europejskiej wiązano liczne nadzieje. Wynikały one z faktu, iż Niemcy są największym i najsilniejszym państwem członkowskim, o najwyższym indeksie wpływów politycznych i gospodarczych w regionie, mocno powiązanym z gospodarkami europejskimi i światowymi. Liczono zatem, iż chcąc chronić swój potencjał, Niemcy otoczą szczególną pieczą również UE, co dodatkowo uwierzytelniało ten kraj w oczach pozostałych państw. Jaki zatem pozostaje bilans niemieckich rządów w Unii Europejskiej?KomentarzNiemcom wprawdzie nie udało się trwale pokonać pandemii, ale nauczeni doświadczeniem pierwszego lockdownu, przygotowali się do niej znacznie lepiej niż prezydencja Chorwacji. W ramach zmagań z Covid-19, przy współpracy międzyinstytucjonalnej, UE udało się zrealizować ambitny plan ochrony przed wirusem. W tym celu zawarto m.in. sześć umów umożliwiających zakup szczepionki przeciwko Covid-19, zwiększono środki finansowe w ramach instrumentu Covax, którego celem był sprawiedliwy i powszechny dostęp do szczepionek, zakupiono za kwotę 12 mln euro roboty dezynfekujące, przekazane następnie szpitalom w całej Europie. Nadto uruchomiono pierwszy etap działań zmierzający do utworzenia Europejskiej Unii Zdrowotnej, której zadaniem miało być szybsze i łatwiejsze reagowanie w sytuacjach pandemicznych z jednej strony, z drugiej zaś dążenie do stworzenia unijnych norm prawnych w dziedzinie bezpieczeństwa zdrowotnego. W końcu też, co przyjęto z wielkim entuzjazmem, 1 grudnia wydano dwóm firmom: BioNTech/Pfizer i Moderna warunkowe pozwolenie na dopuszczenie do obrotu opracowanych przez nie szczepionek przeciwko Covid-19. W sumie UE na koniec niemieckiej prezydencji w walce z pandemią poszczycić się może zebraniem 36 mld euro w ramach tzw. Drużyny Euro, wydatkowaniem kwoty ponad 7 mld euro na odzież oraz sprzęt ochronny, a także na respiratory czy też niezbędne leki stosowane na oddziałach intensywnej terapii. Na ile jednak wszystkie te działania okażą się skuteczne, a szczepionka bezpieczna (o czym już się nie wspomniana), pokaże dopiero czas.Drugą istotną kwestią, na której w sposób szczególny zależało Niemcom, była sprawa walki z kryzysem gospodarczym. Ochrona pracodawców i pracobiorców oraz próba pokonania szybko rosnącego bezrobocia, zaowocowała przygotowaniem planu odbudowy Europy, w ramach którego utworzono nadzwyczajny fundusz Next Generation (750 mld euro). Powołano do życia także szereg innych programów tj. Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (560 mld euro), REACT-EU (50 mld euro), rozwój obszarów wiejskich (15 mld euro), czy instrument wsparcia wypłacalności (26 mld euro) o łącznej sumie 2364 mld euro, czyli znacznie więcej niż uczyniły to USA czy Chiny.W ramach unijnego instrumentu SURE Rada przyznała także 16 państwom pomoc finansową w formie pożyczek (w sumie w wysokości 87,4 mld euro), których założeniem było zmniejszanie bezrobocia. Programem objęte zostały m.in. Włochy (27,4 mld euro), Hiszpania (21,3 mld euro) oraz Polska (11,2 mld euro).Nadto stojącej na czele prezydencji niemieckiej kanclerz, udało się zahamować (choć już nie obniżyć) wzrost bezrobocia w UE i utrzymać stopę bezrobocia na poziomie 7,6% (X 2020). Porażką natomiast okazał się realny produkt krajowy brutto (PKB) UE, który w stosunku do II kwartału w 2020 r., pogorszył się, zaliczając spadek o 11,4%.O ile w kwestiach organizacyjnych i gospodarczych, udało się Berlinowi utrzymać spójność UE, to jednak już w ramach preferowanych wartości po raz pierwszy na taką skalę odnotowano wyraźne pęknięcie, jeśli nie rozłam. Zawetowanie przez Polskę i Węgry projektu budżetu na lata 2021-2027, jako akt sprzeciwu wobec ingerowania Unii w ich sprawy wewnętrzne, spowodowało nie tylko zablokowanie środków finansowych dla całej 27, ale skłóciło również państwa członkowskie między sobą. Część z nich bowiem (wprawdzie nieoficjalnie), zaczęło sprzeciwiać się brukselskiemu dyktatowi, część zaś patrząc z perspektywy własnych trudności gospodarczych, ostro skrytykowało oba kraje za brak subordynacji i egoizm.Dodatkową czarą goryczy dla państw takich jak Węgry czy Polska stał się sztandarowy, stanowiący ewenement w skali działań UE, program równości płci, który niemiecka prezydencja, przy współpracy Komisji Europejskiej, szeroko promuje. Strategia LGBT+, wpisana w program niemieckiego przywództwa w UE, a szeroko promowany i rozwijany przez Ursulę von der Leyen, sprawiła, iż w kwestiach wartości, UE zaczęła biec różnymi torami.Podsumowując, tempo przeobrażeń i działań UE w związku z epidemią Covid-19, a także sporem okołobudżetowym i ingerowaniem w prawa wewnętrzne państw członkowskich (np. w kwestie poziomu ochrony życia), może przyczynić się do centralizacji wielu zadań i przenoszenia ich z poziomu kompetencji dzielonych (zwłaszcza w zakresie zdrowia publicznego, badań i rozwoju technologicznego), w obszar działań wyłącznych UE. Wprawdzie wymagać to będzie zmian traktatowych, ale mając na uwadze unijną praktykę decyzyjną, cały proces i tak zwykle rozpoczyna się od nieformalnych wpływów, a dopiero potem finalizuje zmianami w zakresie prawa.Droga niemieckiej prezydencji wyraźnie pokazała, iż UE opowiada się za Europą pieniądza, jako wartości podstawowej oraz tzw. „złotych cugli” jako narzędzia dyscyplinującego biedniejszych, a nie za wspólnotą wartości i jednego ducha.Monika M. BrzezińskaUniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawiee-mail: brzezinska_maria@poczta.fmORCID: 0000-0001-9278-9931

Noty

Razem. Uczyńmy Europę ponownie silną – Niemcy na pół roku przejęli władzę w Europie

12.08.2020

1 lipca 2020 r. Niemcy objęły przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej. Przebiegać ono będzie pod hasłem: Razem. Uczyńmy Europę ponownie silną, stawiając sobie przede wszystkim za cel walkę z kryzysem wywołanym Covid-19. Priorytetami rządu federalnego w zakresie sprawowanej prezydencji, zgodnie z ustaleniami trio (Portugalią i Słowenią), stało się przede wszystkim trwałe przezwyciężenie impasu w sferze gospodarczej i społecznej, budowa zrównoważonej, ukierunkowanej na bezpieczeństwo oraz na wspólne wartości i innowacyjność Europy. Przyjęte zatem założenia co do szczegółowych polityk europejskich, będą koncentrowały się głównie na wzmocnieniu i dalszym rozwoju, a także stymulacji inwestycji w zakresie miejsc pracy i w tzw. branżach przyszłościowych: ekologii, cyfryzacji oraz w małych i średnich przedsiębiorstwach. Wymagało to od Niemiec stworzenia skoordynowanego systemu zarządzania kryzysowego i opracowania zmodyfikowanych, wieloletnich ram finansowych unijnego budżetu, po to, by na nowo określić i wzmocnić miejsce oraz rolę Europy jako globalnego lidera.Europejskie przewodnictwo Niemiec będzie również obejmowało rozmowy z Wielką Brytanią na temat zasad dalszej z nią współpracy, po zbliżającym się Brexicie. Natomiast za przyszłościowo istotne, prezydencja uznała relacje z innymi regionami świata (m.in. z Chinami w kontekście kontroli jej dominacji na kontynencie) oraz kwestie bezpieczeństwa europejskiego, w tym stosunki z USA. Symbolem zaś podjętych działań jest oficjalne logo prezydencji: wstęga Mobiusa, personifikująca ciągłość, spójność, ujednolicenie oraz nieskończoność i brak granic.KomentarzTo już trzynasta prezydencja Niemiec w UE, która sprawia, iż kraj ten jest nie tylko pionierem, ale i weteranem europejskiego przywództwa politycznego. Znajdująca się w dołku gospodarczym Europa, ze wzrostowym wskaźnikiem bezrobocia (prognoza KE to 9,5%), skurczoną (o 7,5%) gospodarką, windującym do góry długiem publicznym (ok. 103%), patrzy aktualnie na Niemcy ze szczególną nadzieją. Kraje członkowskie Unii liczą bowiem, iż to jedno z najbogatszych państw Europy wykorzysta całą swoją potęgę na wspólne wyjście z kryzysu oraz silniejsze i lepsze przygotowanie się na polityczne zawirowania.Niemcy zdając sobie sprawę z odpowiedzialności jaka na nich spoczywa z jednej strony, z drugiej zaś silnie powiązane gospodarczo z Europą, a zwłaszcza z jej rynkami, za zasadniczy element swojej prezydencji, przyjęły ustalenie kwestii budżetowych UE na lata 2021-2027. Przewidując zwiększenie wydatków na walkę ze skutkami pandemii, w tym na potrzebę wdrażania środków ochrony zdrowia i niezależności gospodarczej wobec państw trzecich, Angela Merkel z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, zaproponowali utworzenie, w wysokości 750 mld euro, jednorazowego funduszu pomocy (Next Generation UE) jako narzędzia wzmacniającego gospodarczo państwa członkowskie. Pakiet ten wyodrębniono z budżetu Unii, planując jego sfinansowanie z wyemitowanych przez Komisję Europejską długoterminowych obligacji. Środki finansowe z tej puli mają zostać przekierowane przede wszystkim na cyfryzację i transformację ekologiczną. Przedstawionym rozwiązaniom jednak stanowczo sprzeciwiły się Austria, Holandia, Dania oraz Szwecja, dążące do unikania stałego zadłużenia i preferujące raczej pożyczki niż system dotacji.Kwestią, z którą będzie musiała poradzić sobie niemiecka prezydencja to również sprawa Brexitu. Po jej finalizacji to właśnie RFN, największy płatnik unijnych składek, zostanie nimi dodatkowo obciążona, przejmując zobowiązania finansowe Wielkiej Brytanii, której okres przejściowy dobiega końca z dniem 31 grudnia 2020 r. Jednocześnie, ponieważ to Niemcy wpłacają najwięcej, z pewnością zechcą też w przyszłości zyskać prawo decydującego głosu (tzw. złote cugle), jeśli chodzi o dysponowanie unijnymi wydatkami.Prezydencja przewiduje nadto częściową redukcję kosztów w zakresie spójności oraz rolnictwa. Budzi to obawy niektórych państw, w tym również Polski, które czerpią największe profity z dofinansowań w tym obszarze. Nie stanowią one jednak priorytetów polityki wewnętrznej Niemiec, skoncentrowanej głównie na strategicznie ważniejszej dla niej transformacji cyfrowej oraz strategii klimatycznej. Choć rodzi to pewien konflikt interesów, to jednak, jak zapowiedział niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas, prowadzone są tutaj bilateralne rozmowy i negocjacje, mające na celu wypracowanie korzystnego dla obu stron kompromisu. Niemcy zadeklarowały, iż w ramach Europejskiego Zielonego Ładu, będą starały się wprowadzać nowe technologie również w obszarze rolnictwa, planując program od pola do stołu, zwiększając jednocześnie bezpieczeństwo żywnościowe i proekologiczne Europejczyków. Miałyby one stanowić swoistą unijną markę oraz skuteczną konkurencję z innymi, zwłaszcza poza unijnymi, produktami.Przewidywalne tarcia wokół założeń rozpoczętej właśnie prezydencji mogą również pojawić się w obrębie dwóch innych płaszczyzn. Pierwszą stanowi sfera wartości, a zwłaszcza promocja równości seksualnej oraz poparcie dla środowisk LGBTQIA, co zadeklarowały w swym programie Niemcy. Kłóci się to z wizją polityki prorodzinnej niektórych pozostałych państw UE, w tym Polski. Dodatkową, drażliwą sferą pozostają relacje na linii RFN-USA, oraz deklaracja Stanów Zjednoczonych dotycząca przesunięcia części swoich stacjonujących w Niemczech wojsk do Polski.Jeśli Niemcom uda się osiągnąć zakładane na czas prezydencji cele, Angela Merkel nie tylko zakończy swoją polityczną karierę w wielkim stylu (prasa już okrzyknęła ją Zwyciężczynią korona kryzysu), ale zwiększy również szanse własnej partii na wygraną w kolejnych, zbliżających się w 2021 r. wyborach federalnych. Będzie to również wiązało się z konsekwencjami dla przyszłej struktury UE i prowadzonej przez nią polityki. Oznaczać też może dalsze utrwalanie się niemiecko-europejskich interesów na naszym kontynencie, co tak wymownie zdaje się symbolizować logo obecnej prezydencji.

Noty

Jak pieniądze i korupcja zmieniają układ sił politycznych w kraju, czyli czym żyje Szwajcaria?

25.07.2020

Mimo trudnej ze względu na Covid-19 sytuacji gospodarczo-politycznej na świecie, szwajcarską opinię publiczną zajmuje przede wszystkim przejrzystość, uczciwość i solidarność społeczna w kontekście wewnętrznych finansów publicznych. Główne doniesienia prasowe koncentrują na roszczeniach emerytalnych dwóch tamtejszych polityków: multimiliardera Christopha Blochera (SVP), oraz milionera Johanna Schneider-Ammanna (FDP), którzy to po latach zwrócili się do rządu federalnego o wypłatę swoich zaległych emerytur. Atmosferę podgrzewają również kolejne informacje o zmówionych przez rząd specjalnych ekspertyzach oceniających słuszność wysuwanych roszczeń, które to generują dodatkowe koszty dla budżetu państwa, co zdecydowanie nie podoba się szwajcarskim obywatelom.Napięcie i niezadowolenie społeczne budzą nadto oskarżenia korupcyjne wobec byłego burmistrza Genewy i radnego kantonu genewskiego Pierre’a Maudeta (FDP), który przed laty czerpał benefity majątkowe, wykorzystując pełnioną przez siebie funkcję w Radzie Narodowej (Nationalrat). Tym samym sprawy personalne czołowych liderów partyjnych zmarginalizowały doniesienia medialne, dotyczące ewentualnych problemów finansowych szwajcarskich firm czy prezydencji Niemiec w UE.KomentarzSzwajcaria to jeden z najbogatszych krajów świata. Wydawać by się więc mogło, iż obecny stan gospodarki państwa powinien znaleźć się w obrębie intensywniejszego zainteresowania mediów, tymczasem tak się nie stało. Uwagę obywateli przyciągają budzące wątpliwości postulaty finansowe byłych członków Rady Narodowej (Nationalrat) oraz ciągnąca się od kilku lat sprawa korupcji finansowej w polityce.Szwajcarska scena polityczna jest obecnie, w wyniku wyborów z 2019, zdominowana przez trzy najsilniejsze partie: Szwajcarską Partię Ludową (Schweizerische Volkspartei, SVP), Socjaldemokrtyczną Partię Szwajcarii (Die Sozialdemokratische Partei der Schweiz, SP) oraz FDP.Liberałów (Die Liberalen). Jednakże to nie one, a partie proekologiczne: Zieloni (Die Grünen) oraz Zielona Partia Liberalna Szwajcarii (Die Grünliberale Partei Schweiz, GLP), zyskują aktualnie przewagę i poparcie społeczne. Jeśli przyjrzeć się bliżej toczącym się sporom na temat świadczeń państwowych, zauważyć można, iż w sposób decydujący wpływają one na rozkład sił politycznych w państwie. Przyczynkiem nieporozumień stała się decyzja Blochera, 79-letniego przedsiębiorcy z Zurichu i członka Bundesratu w latach 2003-2007. Polityk ten, choć pierwotnie zrzekł się swojego prawa do emerytury, zmienił jednak zdanie, wyrażając chęć jej pobrania. Wywołało to powszechny sprzeciw opinii publicznej ze względu na kwotę (2,7 mln franków szwajcarskich) oraz wsteczność roszczenia, tym bardziej, iż Blocher zaliczany jest do grona 10 najbogatszych osób w Szwajcarii. Sam zainteresowany argumentował swoją decyzję nie tyle wysokością kwoty, gdyż „jego roczne podatki są «wyższe niż pobieranie tej emerytury»”, a sprzeciwem co do prowadzonej obecnie polityki czerwono-zielonego parlamentu, któremu nie zamierza, jak to sam określił, „dawać prezentów”. Co ciekawe jest to pierwszy taki przypadek w Szwajcarii, jeśli chodzi o wsteczne świadczenia. Dla podgrzania atmosfery media donoszą o innym byłym radnym, szwajcarskim milionerze Johannie Schneider-Ammannie (m.in. ministrze gospodarki z ramienia FPD w latach 2010-2018 oraz w 2015 wiceprezydencie Szwajcarii), który z kolei zdecydował się przekazać całą swoją emeryturę (220 tys. franków rocznie) na cele charytatywne.Kontrowersje wokół zaległych świadczeń znalazły swoje odbicie na płaszczyźnie polityki kantonalnej, w tym głównie miasta Bazylei. Zielona Partia Liberalna wystąpiła tam bowiem z inicjatywą ograniczenia wypłaty emerytur dla byłych już prezesów sądów oraz członków rządu z dziesięciu do trzech lat. Zgłoszony przez GLP projekt, cieszący się aż 61,9% poparciem, miał w ten sposób zwrócić na nią uwagę i podnieść jej polityczne notowania. Doprowadził też do ogólnoszwajcarskiej debaty nad kosztami świadczeń dla byłych członków Rady Federalnej, które obciążają podatników kwotą 4,8 mln franków rocznie.Obok wywołujących kontrowersje spraw finansowych polityków FDP, pozycja tej partii uległa znacznemu osłabieniu w wyniku ujawnionej już wprawdzie w 2015 afery korupcyjnej byłego członka Rady Narodowej Maudeta, która w kontekście ogólnoszwajcarskiego niezadowolenia społecznego, powróciła teraz jak boomerang. Radnemu przyznano bowiem w 2019 roku dożywotnią emeryturę w wysokości od 89 000 do 125 000 franków rocznie, mimo iż oskarżony on został o przyjęcie sponsorowanej, luksusowej wycieczki do Abu Zabi (do czego się przyznał) i prowadzenie nielegitymizowanych rozmów z najwyższymi urzędnikami państwowymi tego kraju. Wprawdzie centrala partii, obawiając się utraty zaufania publicznego, odcięła się od niego już w 2018, to jednak kantonalny odział FDP dopiero teraz zdecydował się wykluczyć go ze swojego grona. Dodatkową rysą na wizerunku liberałów i Maudeta stało się aresztowanie jego asystenta oraz partyjnego kolegi i analityka strategicznego policji Simona Brandta, zatrzymanego pod zarzutem naruszenia tajemnicy państwowej.Może się zatem okazać, że wbrew pozorom to nie Covid-19, a przynajmniej nie w sposób bezpośredni, będzie w stanie zmienić układ sił politycznych w Szwajcarii podczas kolejnych wyborów w 2023, a nielegalne działania polityków i skrupulatność finansowa Szwajcarów. Nadto, jeśli weźmie się pod uwagę trendy polityczne w tym kraju, zauważyć można, iż od 1975 do 2019, tendencję wzrostową odnotowują tam właśnie organizacje „prozielone”, przy jednoczesnej wzrastającej stagnacji dużych partii, w tym SVP i powolnym zanikaniu małych partii prawicowych. Jeśli ten trend się utrzyma, będzie to kierunek odmienny od obserwowanego obecnie w UE, która nie sprostawszy kryzysowi koronawirusa, doprowadziła do rozbudzenia nastrojów nacjonalistycznych i osłabienia trendu federalizacyjnego.

Noty

Zaczyna się nowy świat, czyli „model wiedeński” na czas kryzysu

17.07.2020

Austria jako pierwsze państwo UE zdecydowała się opracować własną mapę drogową stopniowego „luzowania gospodarki” i wychodzenia z regresu spowodowanego koronawirusem. Obok wcześniejszego pakietu reform zapewniającego ciągłość funkcjonowania państwa, podjęto kroki mające na celu zrównoważenie gospodarki i jej ochronę przed negatywnymi skutkami kryzysu gospodarczego.Już od samego początku pandemii, ze względu na ograniczenia w kontaktach bezpośrednich, rząd austriacki przyjął strategię komunikowania się ze społeczeństwem za pomocą konferencji prasowych. Odbywają się one codziennie i mają formę wspólnego wystąpienia głównych decydentów państwowych: kanclerza Kurza, wicekanclerza Koglera, a także ministrów zdrowia Anschobera oraz spraw wewnętrznych Nehammera. Co dwa dni przeprowadzane są wideokonferencje gubernatorów krajów związkowych z członkami rządu oraz raz lub dwa razy w tygodniu z szefami partii parlamentarnych oraz z ekspertami zajmującymi się badaniami i medycyną.W zakresie polityki wewnętrznej rząd kanclerza Kurza ogłosił, iż od 14 IV złagodzi on restrykcje gospodarcze. Otwarte zatem zostały pierwsze sklepy (o powierzchni do 400 m2), w tym głównie te dla majsterkowiczów, centra ogrodnicze, stacje benzynowe, myjnie i warsztaty samochodowe. Do codziennej działalności gospodarczej powróciło ok. 14300 placówek (ok. 38% handlu detalicznego w Austrii). Nadal jednak zachowane mają zostać podjęte już wcześniej środki ostrożności, takie jak należyta odległość między osobami (1metr), czy zakaz organizowania imprez masowych. Jednocześnie wprowadzony został obowiązek noszenie maseczek ochronnych w miejscach publicznych.Równolegle realizowany jest program wsparcia finansowego dla austriackiej gospodarki. Ma ona zostać zasilona dodatkowymi 38 mld euro, w tym 4 mld przeznaczonymi na pomoc w nagłych wypadkach, 10 mld euro na odroczenia podatkowe, 9 mld euro na gwarancje oraz zobowiązania i 15 mld euro dla najbardziej dotkniętych sektorów. Dla tego ostatniego rozpatruje się możliwość dwóch wariantów: szybkiej pożyczki lub bezzwrotnej pomocy. Cały fundusz został już uwzględniony w budżecie, tworząc deficyt w wysokości 1%.Pod koniec kwietnia nastąpi ewaluacja nałożonych z powodu koronawirusa obostrzeń gospodarczych i podjęte zostaną dalsze decyzje co do otwarcia szkół, teatrów czy terenów i ogrodów publicznych. Jednocześnie jak poinformował Fassmann - austriacki minister Edukacji, Nauki i Badań, w maju zakłada się przeprowadzenie szkolnych egzaminów końcowych oraz matur, które mają odbyć się tylko w formie pisemnej. Przewiduje się jednak, iż powrót do tradycyjnej nauki nie nastąpi do końca tego roku szkolnego.KomentarzAustria mimo zagrożenia związanego z pandemią, nie zdecydowała się na wprowadzenie stanu wyjątkowego na swoim terytorium. Prawdopodobnie wynika to z jego skomplikowanej procedury, a także z daleko idących ograniczeń w zakresie władzy wykonawczej. Decyzji takiej, mimo posiadanego od 1984 r. prawa, nie podjęły także kraje związkowe. W zamian za to, rząd Kurza (ÖVP, Zieloni) postawił na sprawne funkcjonowanie państwa w systemie zdalnym, chcąc tym samym zachować jak największą stabilność kraju i normalne jego funkcjonowanie. Zachowane zatem zostały procedury i mechanizmy systemu federalnego, w imię których to Urząd Kanclerski stanowi centrum koordynacji wszelkich działań i w którym to pozycja szefa austriackiego rządu wobec własnego gabinetu choć nie pozostaje dominująca, to jednak pełni rolę „pierwszego wśród równych sobie”. W praktyce oznacza to współpracę oraz kooperację całego rządu. Wyrazem tej równości jest chociażby formuła konferencji prasowych w których uczestniczy nie tylko kanclerz, ale biorą udział również jego współpracownicy.O austriackiej decyzji dotyczącej „luzowania” gospodarki, rozpisywała się m.in. niemiecka prasa. Merkel nawiązując do „wiedeńskiego modelu” walki z kryzysem oceniła go pozytywnie, stwierdzając, iż: „Austria zawsze była o krok przed nami”. Poparł ją również Premier Bawarii Söder (CSU), choć jak zaznaczył, należy zachować ostrożność w naśladowaniu wzorców i kopiowaniu ich do struktur innych systemów politycznych. Niemniej jak pokazuje praktyka, kolejne kraje zaczynają już podążać za Wiedniem, w tym również rząd w Berlinie, czy w Warszawie, zakładając jednak różne hamulce bezpieczeństwa na wypadek wzrostu liczby zachorowań.Fakt, że Austria jako pierwsza podjęła się liberalizacji restrykcji gospodarczych, nie powinien dziwić, co wynika z faktu, iż jako małe państwo nie może pozwolić sobie na zastój w tej dziedzinie. Już w samym marcu bezrobocie w tym państwie wzrosło w stosunku do lutego br. o 4,1 % (wynosząc obecnie 12,2%), a stopa inflacji zwiększyła się o 1,6% (dla UE-27 to 1,1%). Nieustannie rośnie również austriacki dług publiczny. W czwartym kwartale 2019 opiewał on na 280 mld euro, a w kwietniu 2020 r. o ponad 6 mld. więcej (wzrost z 70,4% do 75%).Biorąc pod uwagę specyfikę funkcjonowania systemu federalnego Austrii, istotę zasady partnerstwa socjalnego oraz fakt, iż przedsiębiorcy i pracodawcy zrzeszeni są tam w izbach handlowych, rzemieślniczych i przemysłowych, nie dziwi fakt, iż posiadają oni monopol na reprezentowanie interesów wobec parlamentu i rządu. Bardzo często też korporacyjni decydenci to przywódcy partii politycznych, co sprawia, iż presja sfery biznesu, w tym głównie jej potrzeb, jest silnie reprezentowana w austriackim rządzie. Jednym z efektów tych rozwiązań było chociażby wycofanie się z rządu 10 IV br. specjalisty ds. zdrowia publicznego oraz członka grupy zadaniowej Corona w Ministerstwie Zdrowia - Sprengera, kwestionującego m.in. rządowy pomysł otwarcia terenów publicznych.Zasada federalnej współpracy i partnerstwa, a także poszanowania różnorodności sprawia, iż relacje rząd-opozycja (ÖVP, Zieloni-NEOS, SPÖ, FPÖ) nie charakteryzują się w Austrii aż tak silnymi tarciami jak ma to miejsce np. w Polsce. Nie wyklucza to jednak różnic i krytyki (np. w zakresie rozliczania przez Federalną Agencję Finansową COVID-19 - COFAG 15 mld euro pomocy państwowej). Niemniej partie bardziej starają się koncentrować na poszukiwaniu kompromisu niż na wzajemnej walce. Jak pokazują badania statystyczne, Austriacy doceniają prace rządu i opozycji (poparcie dla ÖVP na poziomie 39%, dla Zielonych oraz opozycyjnej SPÖ po 17%), a także Sebastian Kurza, którego, gdyby wybory odbył się dzisiaj, aż 50% respondentów wybrałoby ponownie na kanclerza.