Logo Thing main logo

Białoruś: manifestacje wciąż trwają. Zaostrzenie kar dla protestujących

Protesty na Białorusi trwają od wyborów prezydenckich, które odbyły się 9 sierpnia, po dzień dzisiejszy. Biało-czerwono-biała „rewolucja” zrzesza w swoich szeregach młodzież uczącą się i studiującą, nauczycieli, naukowców, lekarzy, przedsiębiorców, sportowców, artystów, robotników, emerytów, dziennikarzy oraz przedstawicieli innych zawodów. Zasięg demonstracji, w porównaniu z wcześniejszymi próbami np. z 2010 roku, obejmuje całą Białoruś, gromadzi protestujących w dużych miastach, a także miasteczkach. Najliczniejsze akcje protestacyjne odbywają się w dni wolne od pracy, zrzeszając, szczególnie w Mińsku, wiele tysięcy zwolenników Swiatłany Cichanouskiej. Warto podkreślić, że najbardziej masowe manifestacje odbyły się 16 sierpnia, wówczas w centrum Mińska zgromadziło się, według różnych źródeł, od 400 tys. do 500 tys. osób (natomiast według statystyki MSW RB ok. 40 tys.). Kolejna masowa akcja protestu odbyła się 23 sierpnia, podczas której, według doniesień prasowych, wzięło udział od 300 tys. do 500 tys. osób w samej stolicy, nie licząc pozostałych miast (według wersji MSW RB ok. 20 tys.). Pomimo licznych represji, aresztowań, brutalnych pobić, zastraszania, zaginięcia osób, ograniczania internetu akcje protestu, strajki odbywają się codziennie.

Postulaty protestujących pozostają bez zmian: Łukaszenko ma ogłosić swoją dymisję, doprowadzić do całkowitego zaprzestania przemocy na ulicach i do zwolnienia wszystkich więźniów politycznych. Wobec braku spełnienia przez Łukaszenkę powyższych żądań, braku dialogu oraz brutalności służb mundurowych, S. Cichanouska 13 października ogłosiła „Narodowe Ultimatum”. Wyznaczyła władzom termin wywiązania się z postulatów do 25 października, w innym wypadku miało dojść do strajku generalnego oraz blokady dróg. W niedzielę 25 października na ulice miast wyszło wiele tysięcy uczestników. Wystąpienie Cichanouskiej przyczyniło się do udziału w demonstracji większej liczby osób w porównaniu do poprzednich akcji protestacyjnych (od września można było zauważyć tendencję spadkową w liczbie uczestników). W stolicy zgromadziło się ponad 100 tys. w innych miastach do kilku tysięcy (w Grodnie i Brześciu ok. 2 tys.). Szczególnie brutalne zatrzymania odnotowano w Lidzie (wobec protestujących użyto gazu łzawiącego), Grodnie, Borysowie, Brześciu i Nowopołocku. Według danych Centrum Praw Człowieka „Wiasna” w całym kraju zatrzymano 314 osób, natomiast według danych MSW RB – 523, w tym w Mińsku 160 osób. Siły porządkowe użyły wobec protestujących granaty hukowe i kule gumowe. 

Ze względu na brak odpowiedzi na ultimatum, w dniu 26 października doszło do ogólnopaństwowego strajku, który jednak, nie przyniósł spodziewanego rezultatu. Do strajku przyłączyło się kilka zakładów m.in. mińskie zakłady traktorowe MTZ, MAZ (samochodowy), MZKT (zbrojeniowy), grodzieński kombinat azotowy Grodno Azot, zakłady elektrotechniczne, miński zakład „Atlant”, przedsiębiorstwo „Bielaruskalij” w Soligorsku. Pomimo, iż udział w strajku wzięło ponad 1000 przedsiębiorstw (według opinii opozycji), jednak nie doszło do całkowitego paraliżu ich funkcjonowania. Także niektórzy przedstawiciele sektora prywatnego z branży IT, telekomunikacyjnej, sektora usług oraz gastronomicznej dołączyli do grona protestujących. Na ulice miast wyszli studenci oraz emeryci (najliczniej w Mińsku), lekarze z Republikańskiego Naukowo-Technicznego Centrum utworzyli łańcuch solidarności. Nie doszło do całkowitego paraliżu dróg przez kierowców i pieszych – milicja drogowa skutecznie temu zapobiegła. Zatrzymano pracowników strajkujących w przedsiębiorstwach (w zakładzie Grodno Azot zatrzymano ok. 100 osób), poza tym brutalne zatrzymania odnotowano w całej Białorusi. CPC „Wiasna” podała, że zatrzymano 380, natomiast MSW RB – 581 osób, w tym 486 w Mińsku. W różnych miastach udział w manifestacjach wzięło ok. 3,6 tys. osób.

27 i 28 października protesty i strajki wciąż trwały, natomiast ich zasięg był o wiele mniejszy niż w poniedziałek – w kraju nadal ludzie tworzyli łańcuchy solidarności, w tym także lekarze w Mińsku, którzy podkreślali swoją solidarność z więźniami politycznymi, studentami, emerytami oraz robotnikami przedsiębiorstw. Do strajku dołączyło kilkadziesiąt wykładowców i pracowników Uniwersytetu Lingwistycznego w Mińsku, a także protestowali studenci różnych uczelni. Za udział w protestach wiele studentów utraciło możliwość dalszej nauki, a robotnicy zostali zwolnieni z pracy. Widząc skalę problemu, Swiatłana Cichanuska doszła do porozumienia z władzami Polski, Danii, Estonii, Słowacji i Słowenii w sprawie udzielenia ponad 1000 stypendium dla białoruskich studentów oraz wykładowców. 

Dnia 28 października Minister Spraw Wewnętrznych Białorusi Jurij Karajew złożył oświadczenie w sprawie użycia broni przez służby porządkowe, zaznaczając, że tylko w przypadku przemocy skierowanej na funkcjonariusza może on użyć siły fizycznej lub broni. Protesty nazwał „ukrytą wojną hybrydową”, w której obywatele są traktowani jako „moneta przetargowa”. Biorąc pod uwagę skalę przemocy ze strony służb porządkowych, słowa Karajewa można odczytać jako przyzwolenie na większą bezkarność oraz nieuzasadnione użycie broni wobec protestujących. Z kolei generalny prokurator Białorusi Andrej Szwed zaznaczył, że niektóre działania protestujących zostaną zakwalifikowane jako terroryzm ze wszystkimi wynikającymi z tego faktu konsekwencjami (według art. 289 KK RB za akt terrorystyczny grozi pozbawienie wolności od 8 do 15 lat). Szwed, podobnie jak Karajew, uważa, że na Białorusi trwa wojna, która przybiera „skrajnie radykalne formy”. W celu „poskromienia” protestujących również w tym przypadku mogą nastąpić nadużycia obowiązującego prawa (większość wykroczeń może być uznana za akt terrorystyczny). 

W dniu 29 października A. Łukaszenka podjął decyzję o wzmocnieniu bezpieczeństwa w regionach (zwłaszcza w Mińsku, Grodnie i Brześciu, gdzie w protestach uczestniczyło 10% mieszkańców). Urzędników w województwach grodzieńskim, brzeskim oraz w Mińsku mają wspierać i kontrolować ich działania wyznaczeni przez Łukaszenkę inspektorzy: w Mińsku generał Aleksandr Barsukow, na grodzieńszczyźnie generał Jurij Karajew, w województwie brzeskim generał Walery Wakulczyk. W rzeczywistości Łukaszenko nie do końca ufa urzędnikom i chce wzmocnić kontrolę nad nimi dzięki lojalnym generałom. Po godzinie 15:00 czasu białoruskiego strona białoruska czasowo ograniczyła wjazd do kraju osób z Polski, Litwy, Łotwy i Ukrainy w celu, jak podają państwowe źródła, zapobieżenia rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Przy czym można korzystać z lotów. Nie było informacji na temat ograniczeń w przekroczeniu granicy z Rosji. Jest to duże zaskoczenie dla osób podróżujących, ponieważ nie było żadnego wcześniejszego komunikatu. Biorąc pod uwagę wypowiedź Łukaszenki o tym, że „powinniśmy zamknąć granicę”, ponieważ nam „rzucili wyzwanie” można przypuszczać, że nie było to powiedziane w kontekście koronowirusa. Warto zaznaczyć, że Aleksander Łukaszenko od wielu tygodni atakuje Polskę i Litwę, oskarżając władze tych państw o podsycanie konfliktu na Białorusi. 

W dniach 30 października - 4 listopada protesty wciąż trwały. Szczególnie aktywni byli i nadal są studenci, którzy wyrażają swój sprzeciw m.in. wobec skreślenia z listy studentów aktywnych uczestników demonstracji oraz zwolnień wykładowców, którzy popierają protest i są przeciwni usunięciu studentów z uczelni. Do protestów dołączyli m. in. emeryci, osoby niepełnosprawne, lekarze, prywatni przedsiębiorcy oraz robotnicy z poszczególnych państwowych zakładów. Kobiety tradycyjnie organizowały swój marsz.

Podsumowując, należy stwierdzić, że na Białorusi widoczna jest tendencja spadkowa co do liczby uczestników kolejnych protestów i braku zdecydowanych działań (masowych strajków) w środowiskach robotniczych. Liczba protestujących wzrasta przy aktywizacji narodu przez lidera opozycji Swiatłany Cichanouskiej. Brak natomiast liderów na miejscu, którzy mogliby podjąć się trudnego zadania organizowania masowych protestów i strajków. Białorusini zatem przyjmują strategię „partyzancką” – w grupach organizują różne akcje, rozpraszając się po miastach. Z jednej strony nie przynosi to pożądanych rezultatów, lecz z drugiej podtrzymuje ducha i motywuje do dalszych działań. Ważne także pod tym względem są komunikaty i nawoływania pojawiające się codziennie w internetowym komunikatorze „Telegram” (dotyczące organizacji protestów, strajków, także możliwości uzyskania pomocy i in.). 

Postać Swiatłany Cichanouskiej jest odzwierciedleniem nadziei i pragnienia zmian białoruskiego społeczeństwa oraz świadczy o kryzysie istniejącego modelu władzy. Wzbudza u Białorusinów zaufanie swoją postawą, szczerością, wyważonymi wypowiedziami na temat przyszłości państwa, ponadto nie udaje, że jest politykiem. Pomimo braku doświadczenia w polityce, Cichaniuska zjednoczyła wokół siebie osoby niezadowolone z obecnej władzy, stagnacją autorytarnego reżimu, o czym świadczyły wielotysięczne mityngi przedwyborcze (ponad 63 tys. osób uczestniczyło w mitingu poparcia Cichanouskiej jako kandydata na prezydenta Białorusi, najwięcej w historii kraju). Należy zaznaczyć, że niewątpliwie mobilizującym czynnikiem udziału w powyborczych protestach była obecność Cichanouskiej w kraju. Po opuszczeniu Białorusi nadal jest symbolem upragnionych zmian, przy czym jej wpływ na protesty nie jest znaczny, działa jedynie mobilizująco. Można stwierdzić, iż na dzień dzisiejszy nie jest zdecydowanym liderem Białorusinów.

Warto podkreślić, że reżim zaczyna zaostrzać swoje działania wobec protestujących, dając siłom porządkowym przyzwolenie na bezkarne i nieuzasadnione w wielu przypadkach stosowanie przemocy wobec demonstrantów, w tym możliwość użycia broni palnej. W przypadku jej użycia może dojść do eskalacji konfliktu z winy struktur siłowych, a nie, jak uważa reżim, protestujących. Wówczas obawy Łukaszenki o wybuch rewolucji na miarę ukraińskiego majdanu mogą się ziścić.

Wobec protestujących studentów stosuje się kary w postaci skreślenia z listy studentów, co będzie się przyczyniało do masowych wyjazdów poza granice kraju. Jeśli studenci zdecydują się na wyjazd w celu dalszego kształcenia się, może ich spotkać w przyszłości przykra niespodzianka w postaci nieuznania dyplomu zagranicznej uczelni, co już zapowiedział Łukaszenka. Można przypuszczać, że jego działania są skierowane na poskromienie niepokornych studentów, lecz może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego, czyli doprowadzi do ucieczki zasobów intelektualnych kraju.

Zamiast dialogu z opozycją władze wybrały drogę zaostrzenia kar, wzmocnienia kontroli i oddania większych kompetencji strukturom siłowym. 


Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” w latach 2019-2021

Komentarze