Logo Thing main logo

Ostatnie wpisy

Nota

Kryzys migracyjny w Bośni i Hercegowinie A.D. 2020

26.10.2020

Bośnia i Hercegowina (BiH) ze swoimi częściami składowymi – Republiką Serbską i Federacją Bośni i Hercegowiny, od 1995 roku pozostaje w stanie zamrożonego konfliktu.Wybuch nowego konfliktu, choć mało prawdopodobny, wciąż jest potencjalnie możliwy. Powoduje to niepewność, która znacznie komplikuje reakcję na sytuacje kryzysowe, szczególnie z nasilający się od lat kryzys migracyjny. System polityczny państwa, jak i jego podział administracyjny, de iure istniejący w obecnym układzie od podpisania Porozumienia Pokojowego z Dayton w 1995 roku, powoduje, że rząd centralny nie ma pełnej kontroli zarówno nad swoimi granicami zewnętrznymi, jak i regionami wewnątrz państwa. Dzieje się tak dlatego, że konstytucja państwa (jednocześnie będąca częścią integralną Porozumienia Pokojowego w postaci aneksu IV tegoż Porozumienia) pozwala na funkcjonowanie systemu, który został spleciony siecią swoistych etniczno-politycznych „feudów” (serbskiego, chorwackiego i muzułmanów bośniackich), gdzie kilku „wodzów” próbuje zachować swoje dobra i pozycje w tym zdecentralizowanym państwie. Co więcej, państwo to obecnie stoi przed bardzo poważnymi wyzwaniami, które niosą ze sobą kryzys migracyjny i tegoroczna pandemia Covid-19.Z obecnością migrantów BiH boryka się od roku 2015. Sytuacja początkowo określana jako „wyzwanie dla władz” stopniowo przerodziła się w sytuację kryzysową, z jaką teraz mamy do czynienia. Według raportu Komisji Europejskiej z października 2020 roku, w BiH znajduje się około 10.000 migrantów potrzebujących schronienia i dostępu do podstawowych środków pozwalających przetrwać nadchodzącą zimę. Około 6.500 z nich mieszka w ośrodkach dla migrantów finansowanych przez UE, a około 3.500 nadal śpi na otwartej przestrzeni. Biorąc pod uwagę spodziewany wzrost liczby migrantów przed zimą oraz w kontekście nasilenia się pandemii Covid-19, raport KE wskazuje na niebezpieczeństwo wystąpienia kryzysu humanitarnego. Jednocześnie podkreślić należy, że według szacunków lokalnych władz, liczba migrantów jest przynajmniej trzykrotnie większa niż sugeruje to raport KE.Migranci rozlokowani są na obszarze unsko-sanskiego kantonu (Unsko-Sanski kanton USK) leżącego tuż przy granicy z Chorwacją i regularnie próbują w sposób zorganizowany przedostać się do Chorwacji. Uniemożliwiają im to służby graniczne BiH oraz ich odpowiednik po stronie chorwackiej. Często dochodzi do przepychanek, zdarzają się ranni.Migranci jako problem w BiH „rozgrywani” są przez trzy czynniki:Zauważalne jest w dużej mierze nieprofesjonalne i tendencyjne informowanie o stanie na granicy zarówno przez chorwackie środki przekazu, jak i te w BiH. Pozostające pod kontrolą partii politycznych media w BiH (przede wszystkim gazety: Avaz, Glas Srpske itd. oraz portale internetowe: 24sata.info, bljesak.info, bosnjaci.net, factor.ba, glassrpske.com itd.) często publikują niesprawdzone informacje zgodnie z oczekiwaniami swoich sponsorów politycznych. Ogromna większość reportaży czy nowości na temat migrantów w BiH dotyczy informacji o pijaństwie i narkomanii wśród migrantów, gwałtach na kobietach (mimo, że zanotowano tylko kilka faktycznych), włamaniach do opuszczonych domów i generalnie bardzo niepewnej sytuacji bezpieczeństwa dla lokalnej społeczności w takich miastach jak Bihać, Cazin, Velika Kladuša.Mamy też populistycznych polityków przeważnie o proweniencji prawicowej, którzy sytuację pojawienia się migrantów od początku oceniają jako „wielki kryzys i zagrożenie”. Wątek migrantów jest zauważalny podczas kolejnych kampanii wyborczych (także nadchodzących w listopadzie 2020 roku wyborów samorządowych). Opinie polityków podchwytywane są przez ww. media i w ten sposób dokonuje się skutecznej dehumanizacji migrantów w opinii publicznej. Sytuacja ta ma miejsce nawet wśród muzułmańskiej populacji stanowiącej zdecydowaną większość mieszkańców kantonu USK (mimo, iż zdecydowana większość imigrantów to także wyznawcy islamu). Warto również wspomnieć o regularnym pojawianiu się różnych „teorii spiskowych” związanych z migrantami. Z jednej strony prezydent Republiki Serbskiej (RS), Milorad Dodik twierdzi, że zwiększająca się ostatnio liczba migrantów świadczy o planie, aby przy faktycznej i coraz szybszej depopulacji obszarów zachodniej BiH związanej z ekonomiczną migracją w kierunku państw Europy Zachodniej, od nowa zaludniać obszary przygranicznych kantonów w Federacji BiH. Występuje on jako „obrońca” terytorium Republiki Serbskiej, ponieważ władze tej części BiH zakazały zatrzymywania się migrantom w RS. Z drugiej strony, podobnej argumentacji używają niektórzy dość wpływowi przedstawiciele boszniackiej/muzułmańskiej prawicy, jak Fatmir Alispahić z Tuzli czy Sven Rustempašić z Sarajewa. Twierdzą oni, że ma miejsce „wymiana” ludności z białej muzułmańskiej na kolorową muzułmańską w BiH (nawiązują do faktu, że migranci są pochodzenia arabskiego, irańskiego, pakistańskiego lub z obszarów Afryki Subsaharyjskiej). Oczywiście, są to na razie narracje o stosunkowo marginalnym znaczeniu. Niemniej jednak, pamiętając o wrażliwej gospodarczo-politycznej sytuacji w BiH (a szczególnie w Federacji BiH), potencjalnie może zaistnieć sytuacja, w której dotychczas przychylne migrantom lokalne społeczności muzułmańskie zobaczą w grupie migrantów kozła ofiarnego. Mimo otrzymanej przez BiH pomocy finansowej na budowę infrastruktury związanej z migrantami na obszarach kryzysowych (szczególnie ze strony Unii Europejskiej), lokalne społeczności wcale nie odczuwają, że mają jakiekolwiek wsparcie władz (a tym bardziej finansowe, wręcz podejrzewają, że środki te zostały rozkradzione). Tym tematem zajmują się często lokalne środki masowego przekazu (jak na przykład, Radio-Televizija Unsko-Sanskog Kantona RTV USK). Na razie trudno stwierdzić, czy te podejrzenia są prawdziwe, niemniej brak skuteczności w działaniach władz (szczególnie centralnych) jest ewidentny. Nie trzeba podkreślać, że taka atmosfera generalnie nie sprzyja uspokajaniu sytuacji.Kolejnym czynnikiem, bardzo istotnym w opanowaniu sytuacji migrantów w BiH, są przemytnicy, a właściwie cały łańcuch przemytniczy, który rozciąga się przez państwa regionu, od Grecji aż po BiH i dalej. W niektórych przypadkach w łańcuchu znajdują się skorumpowani członkowie służb granicznych, policjanci itd. mający wieloletnie doświadczenie i znający taktykę współpracy z przemytnikami.Na podstawie dostępnych danych można wywnioskować, że ewidentne jest wzajemne powiązanie powyższych trzech czynników. Z kolei, Serbia i Grecja nadzwyczaj sprawnie i szybko przerzucają migrantów do Bośni i Hercegowiny. Rzeka Drina jako granica między Serbią a Republiką Serbską (Bośnia i Hercegowiną) jest pełna nienadzorowanych miejsc, które łatwo wykorzystać do nielegalnego przekroczenia granicy. Poza tym, wskazać należy na ogromne różnice w liczbach migrantów wchodzących do Serbii a oficjalną liczbą migrantów pozostających w Serbii. Pytanie brzmi: gdzie jest reszta? Na przykład, formalnie irańscy turyści nie potrzebują wiz, aby przebywać w Serbii. Szacunki wywiadu BiH wskazują, że w okresie ostatnich 2-3. lat przez belgradzkie lotnisko Nikola Tesla „przewinęło się” ponad 10.000 osób z irańskimi paszportami. Ogromna większość z nich po nie dłużej niż 48. godzinach znalazła się w BiH. Jednocześnie władze Serbii unikają readmisji. Podobna sytuacja (czyli „ekspresowe” zorganizowane przerzucanie migrantów) jest na szlaku prowadzącym z Grecji, Albanii/Macedonii Północnej przez Czarnogórę do BiH. Słowem, BiH pozostaje punktem swoistej koncentracji migrantów (Chorwacja zamknęła dla nich granicę, wcześniej zrobiły to również Węgry w 2015 roku) i dlatego potencjalnie może stać się punktem zapalnym problemu migrantów na całym szlaku bałkańskim (tym bardziej, jeżeli pamiętamy o trudnej sytuacji gospodarczej i permanentnej destabilizacji politycznej w tym państwie i pandemii Covid-19, która tylko pogorszy sytuację). Tranzyt migrantów przez Bałkany Zachodnie nadal pozostaje jedyną półotwartą ścieżką dla masowego napływu migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki. Według danych ONZ, 80% z prawie 1 mln uchodźców, którzy schronili się w Niemczech w 2015 roku, przeszło szlakiem bałkańskim i początkowo zarejestrowało się w Centrum Uchodźców w Preszewie w południowej Serbii przy granicy z Macedonią Północną (w liczbie 600.000) lub ominęło go i przedostało się przez Bośnię i Hercegowinę do Chorwacji i potem do UE.Można zatem przewidywać, że rozwój wydarzeń w sprawie migrantów w BiH będzie zależeć od następujących czynników:częstotliwości kolejnych fal migracyjnych i liczby migrantów;poziomu współpracy instytucji bezpieczeństwa i innych instytucji państwowych, biorąc pod uwagę permanentną fragmentaryzację systemu bezpieczeństwa w BiH;skutecznego zapewnienia niezbędnych warunków pobytu migrantom już będących na terytorium BiH;poważniejszego zaangażowania organizacji międzynarodowych zajmujących się sytuacją migrantów.Reasumując, stwierdzić należy, że sytuacja kryzysowa związana z migrantami stanowi bardzo poważne wyzwania dla zapewnienia sprawnego funkcjonowania państwa i być może jego dalszego istnienia w obecnym kształcie. Konieczne jest większe zaangażowanie aktorów zewnętrznych (szczególnie Unii Europejskiej), ale na innych zasadach niż dotychczas. Pamiętajmy, że od wielu lat UE promuje ideę lokalnego zarządzania kryzysami, niemniej doświadczenie BiH pokazuje, że koncentrowanie się na szczeblu lokalnym doprowadza do dalszej konsolidacji skorumpowanych lokalnych elit, a wręcz klanów politycznych. Biorąc pod uwagę brak jakiejkolwiek realnej alternatywy lub wyzwania dla stanu „etniczno-politycznej hibernacji”, który jest celem samym w sobie, bieżące groźne wyzwania, jakimi są kryzys migracyjny (oraz ostatnio pandemia), mogą dać z jednej strony pewien impuls do koniecznych reform w celu usprawnienia funkcjonowania państwa. Z drugiej zaś strony, zupełnie nieprzewidywalne konsekwencje obecnej sytuacji mają potencjał do przyspieszenia dysolucji państwa i w efekcie stworzenia nowej rzeczywistości geopolitycznej na półwyspie bałkańskim. Niestety, dotychczasowe doświadczenia i obecna rzeczywistość udowadniają, że państwo Bośni i Hercegowiny nie jest samodzielnym aktorem i nie jest w stanie o własnych siłach decydować o powyższych scenariuszach. Ponadto, wyraźnie widać, że niefunkcjonalne państwo niezdolne do rozwiązywania wyzwań, jakim jest problem migracyjny pozostaje tylko przedmiotem danego problemu. Dokładnie to jest przypadkiem BiH A.D. 2020.

Nota

Nieustanne walki w Libii i dwa rządy

26.10.2020

Libia uzyskała niepodległość od Włoch 24 grudnia 1951 roku. Po wojskowym zamachu stanu w 1969 roku został obalony król Idris I, a władzę w państwie przejął przywódca puczu Muammar Kaddafi. Rządził on krajem aż do wybuchu wojny domowej, która obaliła jego dyktatorski reżim w sierpniu 2011 roku (został schwytany i zabity przez rebeliantów w Syrcie). W wyniku walk trwających od lutego do października pomiędzy wojskami rządowymi a rebeliantami zginęło kilka tysięcy osób, w tym około 6 tysięcy rebeliantów, 4 tysięcy żołnierzy rządowych i 7 tysięcy cywilów. W czasie konfliktu wysiedlono około miliona osób.7 lipca 2012 roku Libijczycy zagłosowali w pierwszych wolnych wyborach parlamentarnych od prawie 40 lat. Co ważne, do parlamentu wybrano około trzydzieści kobiet. Zwyciężyła w nich partia Sojusz Sił Narodowych (NFA), która wzywa do umiarkowanego islamu i podtrzymania demokratycznego państwa obywatelskiego. W 2014 roku władza polityczna została podzielona między dwa rywalizujące rządy w Tobruku i Trypolisie: Izbę Reprezentantów iPowszechny Kongres Narodowy. 17grudnia 2015 roku członkowie obu parlamentów podpisali Libijskie Porozumienie Polityczne (Libyan Political Agreement). W wyniku tej umowy doszło do utworzenia Rady Prezydenckiej i Rządu Jedności Narodowej (Government of National Accord – GNA). Izba Reprezentantów nadal istnieje jako organ ustawodawczy i doradczy, znany jako Wysoka Rada Stanu (High Council of State). W rzeczywistości libijski rząd pozostaje podzielony pomiędzy Izbę Reprezentantów i Powszechny Kongres Narodowy. 12 marca 2016 roku Fajiz as-Sarradż, przy wsparciu społeczności międzynarodowej, oficjalnie uformował Rząd Jedności Narodowej. Choć początkowo odrzucony przez parlamenty Trypolisu i Tobruku, ostatecznie został zaakceptowany i przeniósł się do Trypolisu. Rząd Jedności Narodowej, wspierany przez ONZ, przejął kontrolę administracyjną nad wieloma ministerstwami oraz otrzymał wotum zaufania. Od kwietnia 2019 roku jest on jedynym organem zarządzającym z międzynarodowym uznaniem. Pomimo niskiego poziomu legitymizacji w kraju, ograniczonego zasięgu do wpływania na wyborców, braku lojalnych wojskowych oraz stale konkurujących ze sobą ministrów lub grup rządzących, takich jak parlament w Tobruku, Rząd Jedności Narodowej jest w stanie działać jako państwo Libia na arenie międzynarodowej. W ciągu ostatnich dwóch lat GNA walczy o uzyskanie mandatu w całym państwie, ale stale zmaga się z milicjami wspierającymi Libijską Armię Ludową (LNA) – wojska lojalne wobec Khalify Haftara. W kwietniu 2019 roku siły LNA zajęły miasto Gharjan, położonego 100 kilometrów na południe od Trypolisu, w celu zdobycia stolicy i walki z terroryzmem. GNA opracowało kontrofensywę i zatrzymało wojska. Jednakże w związku z brakiem porozumienia regularnie dochodzi do walk na obrzeżach stolicy. Z drugiej jednak strony LNA stale prowadzi walkę z Państwem Islamskim na południu kraju.Unia Europejska i Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego również zaangażowały się w utrzymanie bezpieczeństwa w Libii oraz w jej regionie. Unia Europejska podjęła wysiłek egzekwowania nałożonego na Libię przez ONZ embarga na broń. Przyczynia się również do wprowadzania pokoju w tym kraju poprzez prowadzenie operacji wojskowej na Morzu Śródziemnym – EUNAVFOR MED „Irini”. NATO zabezpiecza Morze Śródziemne w operacji Sea Guardian. Jest to misja realizowana w celu: utrzymania bezpieczeństwa, przeciwdziałania terroryzmowi, budowania potencjału obronnego w regionie, ochrony swobody żeglugi i infrastruktury krytycznej oraz w celu pomocy w utrzymaniu bezpieczeństwa kooperatywnego z innymi podmiotami w regionie. W następstwie libijskiej wojny domowej została utworzona Misja Wsparcia Narodów Zjednoczonych dla Libii (UNSMIL). Jest to misja polityczna, a nie wojskowa. Główne jej elementy obejmują wspieranie libijskich władz w budowaniu rządu, zapewnianie mediacji we wdrażaniu porozumień politycznych, wspieranie kluczowych instytucji oraz monitorowanie i składanie sprawozdań na temat praw człowieka. W lipcu 2019 roku szef UNSMIL, Ghassan Salamé, zaproponował 3-punktowy plan (zawieszenie broni, utrzymanie istniejącego embarga na broń i dialog wewnętrzny) jako nowy etap procesu pokojowego, którego celem jest zatrzymanie trwającej wojny domowej. Podczas gdy od czerwca do września 2020 roku na froncie panuje względny spokój, zagraniczni sponsorzy nadal dostarczają zaawansowaną broń i sprzęt – naruszając w ten sposób embargo ONZ – Libijskiej Armii Narodowej oraz Rządowi Jedności Narodowej.Trwający libijski kryzys polityczny stworzył sytuację, w której kilkanaście różnych podmiotów walczy o władzę. W rezultacie prowadzą swoją działalność również organizacje terrorystyczne, takie jak Państwo Islamskie w Libii. Obecna sytuacja powoduje, że Libia to kraj podzielony, pozbawiony narodowego aparatu politycznego i niedbający o ludność jako całość. Wciąż jednak istnieje nadzieja, że podniesie się z tego kryzysu, jeśli tylko uda się utrzymać rząd, który przejmie władzę w całym kraju.

Nota

Chile: Trybunał Konstytucyjny, cień dyktatury oraz subiektywna percepcja demokracji

23.10.2020

Instytucja Trybunału Konstytucyjnego (TK)[1] Chile przyciąga uwagę, bo jest ona tym wyznacznikiem przestrzegania państwa prawa – zwłaszcza po okresie dyktatury wojskowej Pinocheta, który po obalenia Salvadora Allende w zamachu stanu 11 września 1973 r., sprawował rządy do 1990 r. Jednakże „cień” dyktatury wciąż wywiera wpływ na przestrzeń społeczno-polityczną Chile.Wychodzenie z „cienia” historii wiąże się z nową rolą TK i wdrażania mechanizmów demokracji. W 2005 r. została opublikowana reforma TK[2], dzięki której Trybunał Konstytucyjny uzyskał dużo większe uprawnienia niż poprzednio – kontrola konstytucyjności ex ante i ex post dokonuje się od tego momentu tylko w TK. W tym celu rozpoznanie i orzeczenie o braku możliwości zastosowania środków odwoławczych przechodzi z Sądu Najwyższego do Trybunału Konstytucyjnego. Poza tym liczba członków TK została zwiększona z 7 do 10.Właśnie ubiegłego miesiąca, 11 września 2020 r. Chile obchodziło 47 rocznicę zamachu stanu – golpe del Estado. Pomimo powrotu do demokracji, Pinochet pozostał głównodowodzącym armii do 1998 r. Zmarł on w 2006 r., nie będąc za życia sądzonym za zbrodnie przeciwko ludzkości popełnione podczas jego dyktatury.Jak wskazuje Latinobarometro z badania w 2018 r. wciąż blisko 40% Chilijczyków sądzi, że demokracja jest ustrojem z dużymi problemami. Wiele jeszcze czasu zapewne minie, gdy zmianom instytucjonalnym będzie towarzyszyło rzeczywiste poczucie pozbycia się bagażu autorytarnej przeszłości.

Nota

Algieria: najniższa frekwencja w historii i projekt nowej konstytucji

16.10.2020

Algieria jest największym krajem afrykańskim i jednocześnie arabskim oraz ważnym regionalnym mocarstwem w regionie Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu (MENA - Middle East and North Africa). Dysponuje również jednymi z największych i najlepiej wyposażonych sił zbrojnych w regionie. Około 99% populacji to muzułmanie - sunnici. Oficjalnymi językami w Algierii są arabski i tamazight, którym posługują się Berberowie – rdzenna grupa etniczna złożona z różnych plemion z całej Afryki Północnej. Ze względu na 132 lata kolonizacji powszechnie używany w kraju jest również język francuski.Algieria, która od kilkudziesięciu lat zmaga się z korupcją, nepotyzmem, pogarszającymi się warunkami społeczno-ekonomicznymi, ograniczonymi wolnościami, brakami mieszkań i nieudolnymi rządami – miała być następnym krajem, który przejdzie transformację w obliczu arabskiej wiosny. Chociaż zamieszki wstrząsnęły krajem, to zostały szybko (i bez rozlewu krwi) powstrzymane przez rozwinięty aparat bezpieczeństwa w postaci policji, która jest bardzo dobrze wyszkolona i opłacana. Prawdą jest, że wciąż wybuchają strajki, czasami jest ich nawet 500 miesięcznie, ale reżim był i jest w stanie poradzić sobie z tymi problemami poprzez zwiększenie pensji lub wydanie kuponów mieszkaniowych. Innymi słowy, protesty są ograniczane, a grupy opozycyjne mają niewielkie poparcie społeczne. Ponadto wielu opozycjonistów otrzymało oferty dołączenia do rządzącej koalicji – z czego skorzystało – a zatem w ten, czy inny sposób, uczestniczy w kolejnych rządach. Jednym z efektów politycznych arabskiej wiosny było m.in. zniesie stanu wyjątkowego, który obowiązywał w kraju przez 19 lat. Został wprowadzony w 1992 roku, aby pomóc władzom Algierii podczas brutalnej wojny domowej z islamskimi buntownikami poprzez znaczne zwiększenie uprawnień wojska. Urzędujący prezydent stwierdził, że stan wyjątkowy był utrzymywany przez tyle lat jako środek walki z terroryzmem. Mimo że w 2011 roku algierski rząd wprowadził szereg zmian, to nie były one sprecyzowane na tyle, ażeby doszło w jego strukturach do faktycznych przemian.W rzeczywistości Abdelaziz Buteflika, który rządził nieprzerwanie od 1999 roku, wykorzystał okres po wybuchu arabskiej wiosny do umocnienia swojej władzy. Pomimo złego stanu zdrowia w kwietniu 2014 roku został ponownie wybrany na czwartą kadencję. Prowadził kampanię przez pełnomocników, ponieważ z powodu doznanego rok wcześniej udaru nie mógł chodzić ani wygłaszać przemówień. Część jego obowiązków przejął wówczas jego brat Saïd, który należy do tak zwanego klanu prezydenckiego – osób zgromadzonych przy władzy w Algierii. Mimo że był zbyt chory, A.Buteflika w 2019 roku ponownie wystartował w wyborach prezydenckich, ubiegając się o piątą kadencję. Spowodowało to wybuch protestów w całym państwie, a także w zagranicznych diasporach. Oprócz tego część ministrów wspierających dotychczas prezydenta odwróciła się od niego i przestała go popierać. Protesty, nazwane przez francuskie media „rewolucją uśmiechu” ze względu na ich pokojowy charakter, rozpoczęły się 16 lutego 2019 roku, sześć dni po tym, jak Buteflika ogłosił swoją kandydaturę na piątą kadencję. 2 kwietnia 2019 roku zrezygnował on ze stanowiska prezydenta, po naciskach ze strony wojska. Zgodnie z art. 102 algierskiej konstytucji tymczasowo zastąpił go Przewodniczący Rady Narodowej Abdelkader Bensalah. Nie mógł on jednak kandydować w wyborach, które miały się odbyć w ciągu 90 dni. Chociaż Buteflika ustąpił, protesty nie ustały. Wielu protestujących domagało się jeszcze głębszych zmian, w tym wymiany wszystkich członków kasty politycznej. Protestujący zarzucali, że procesy wyborcze w państwie są sterowane przez FLN. Znajduje to potwierdzenie w rzeczywistości, gdyż jedynymi zatwierdzonymi kandydatami do startu w wyborach prezydenckich byli premierzy, byli ministrowie gabinetu prezydenta oraz były członek komitetu centralnego FLN. Zdeterminowana armia, aby zapewnić przeprowadzenie wyborów, zintensyfikowała wysiłki w celu stłumienia protestów i prób zakłócenia kampanii wyborczej.Ostatecznie wybory prezydenckie odbyły się 12 grudnia 2019 roku (dwukrotnie je przekładano) pomimo szerokiego sprzeciwu społecznego. Oficjalna frekwencja wyniosła 39,88%, a prezydentem został Abdelmadjid Tebboune, który zwyciężył w pierwszej turze, uzyskawszy 58,13% ważnych głosów. Była ona najniższa w historii wyborów prezydenckich w kraju. Głosowało 10% mniej obywateli niż w wyborach w 2014 roku. Należy również wskazać na znaczną liczbę głosów pustych i nieważnych. Ponadto frekwencja osób głosujących za granicą wyniosła tylko 8%.Tab. Frekwencja w wyborach prezydenckich w 2019 r.Głosy ważne8510 41587,24%Głosy puste i nieważne1 244 92512,76%Razem9755340100%Wstrzymujący się14 726 35760,12%Uprawnieni do głosowania / frekwencja24 464 16139,88%źródło: opracowanie własneW styczniu 2020 roku A. Tebboune powołał 17-osobową komisję do opracowania projektu nowej konstytucji, która ma wzmocnić władzę ustawodawczą i sądowniczą oraz zrównoważyć ją z władzą wykonawczą. Projekt, udostępniony do publicznej wiadomości w maju, wprowadził skromne zmiany w tym kierunku, wzmacniając nadzór legislacyjny, a także niezawisłość wymiaru sprawiedliwości przy zachowaniu silnej władzy wykonawczej. W sierpniu 2020 roku wyznaczono termin referendum w sprawie nowej konstytucji – jest nim 1 listopada. Jednocześnie środki wprowadzone w celu powstrzymania pandemii COVID-19 stłumiły protesty, skutecznie ograniczając wyrażanie jakiegokolwiek powszechnego sprzeciwu wobec nowej konstytucji przed planowanym referendum.Aleksander Ksawery Olech

Nota

Tureckie zmagania z konwencją stambulską

16.10.2020

W ostatnich miesiącach przez miasta tureckie, w tym największe – Stambuł, Ankarę, Izmir czy Eskişehir, przetoczyła się fala protestów przeciw zapowiedziom wycofania się Turcji z tzw. konwencji stambulskiej. Do mainstreamowych polityków tureckich, którzy mówili o takiej możliwości, należy m.in. prominentny polityk rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (Adalet ve Kalkımna Partisi – AKP) Numam Kurtulmuş. W jednym z wywiadów stwierdził on, że dokument jest złem i jego podpisanie było błędem oraz, że tak jak można było, z zastosowaniem odpowiednich procedur, konwencję przyjąć, tak można, zgodnie z procedurami, ją wypowiedzieć. Tymczasem w tle ożywionej debaty na temat opuszczenia konwencji przez Turcję widoczny jest wzrost liczby aktów przemocy wobec kobiet, w tym morderstw. Do najgłośniejszych należy w ostatnim czasie brutalne zabójstwo Pinar Gültekin, której imię przywoływane jest podczas protestów zwolenników pozostania Turcji w konwencji, jak przykład przemocy wobec kobiet w tym kraju.Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, zwana także antyprzemocową lub też właśnie konwencją stambulską, została otwarta do podpisu w Stambule 11 maja 2011 roku. Podpisało ją wówczas 13 krajów, w tym Turcja. Do dziś liczba ta uległa znacznemu zwiększeniu, gdyż dokument podpisało ponad 40 państw, choć ratyfikowało już nieco mniej, bo ponad 30. Warto jednak pamiętać, iż wciąż jest grupa państw, które choć ów dokument Rady Europy podpisały to go nie ratyfikowały (np. Bułgaria, Republika Czeska, Słowacja, Litwa), a także takie, które się zastanawiają nad jej wypowiedzeniem, w tym Polska i Turcja. Wypowiedzenie konwencji nie jest jednak procesem łatwym i szybkim, wymaga bowiem przejścia, zarówno na arenie wewnętrznej, jak i międzynarodowej przez kolejne etapy. Warto także nadmienić, iż we wniosku składanym na ręce sekretarza generalnego Rady Europy konieczne jest dokładne uzasadnienie wypowiedzenia konwencji. Przykład Polski pokazuje również, że taka decyzja, czy też już sama jej zapowiedź, skutkuje falą krytyki danego państwa na arenie międzynarodowej.Przeciwników omawianego dokumentu można znaleźć jednak nie tylko w przywołanych już Polsce czy Turcji, czego dowodem jest choćby wspomniany brak ratyfikacji konwencji w części państw europejskich. Ich argumenty są w różnych krajach podobne. Wskazują oni m.in. na zapis dotyczący płci społeczno-kulturowej i polityki, która będzie uwzględniała perspektywę owej płci, co stanowić ma element promowania ideologii gender, zagrożenie dla tradycyjnych wartości, jakie ma nieść ów dokument czy promowanie w nim ideologii LGBT. Warto jednak przypomnieć, że przedmiotem zainteresowania w konwencji stambulskiej są przede wszystkim działania mające na celu zwalczanie i zapobieganie przemocy wobec kobiet, w tym przemocy o charakterze seksualnym. Strony zobowiązują się m.in. do współpracy z organizacjami pozarządowymi działającymi na tym obszarze, wprowadzania stosownych programów edukacyjnych oraz różnych form pomocy i wsparcia dla ofiar przemocy (fizycznej, psychicznej, seksualnej), do wprowadzenia zmian ustawodawczych, w tym w kierunku zdefiniowania przemocy seksualnej (gwałtu) w oparciu o brak zgody ofiary, przy czym do odpowiedzialności za taki czyn może być pociągnięty także obecny lub były partner/współmałżonek ofiary (art. 36) i do penalizacji procederu wymuszanych małżeństw (art. 37). Ponadto przemoc popełniana wobec kobiet i dziewcząt nie może być usprawiedliwiana względami kulturowymi, religijnymi czy tzw. honorem. Strony zobowiązują się także do wprowadzenia możliwość karania podżegania do przemocy.Komentarz1) Jak już wspomniano Turcja była w pierwszej grupie państw, które podpisały konwencję antyprzemocową i bardzo szybko, bo już w marcu 2012 roku ją ratyfikowała. Miało to miejsce w czasie, kiedy władzę sprawowała obecnie rządząca AKP a prezydent Recep Tayyip Erdoğan pełnił funkcję premiera. Jednak dokument, którego pierwszym sygnatariuszem był rząd w Ankarze i którego potoczna nazwa związana jest z największą turecką metropolią, obecnie stał się obiektem ataków ze strony części tureckich elit politycznych, co stało się asumptem dla wzmożonej debaty nad celowością obowiązywania konwencji antyprzemocowej w Turcji. Głosy krytyczne wobec dokumentu pojawiają się przede wszystkim w wypowiedziach polityków konserwatywnych, także z szeregów rządzącej AKP, którzy zarzucają m.in., iż dokument „przemyca” ideologię gender, stanowi zagrożenie dla tradycyjnych wartości i dla rodziny oraz promuje homoseksualizm. Do najważniejszych kwestii, które są poruszane należy także problem definiowania płci w konwencji antyprzemocowej. Jednocześnie podkreśla się, że AKP jest ugrupowaniem, które podjęło pionierskie działania na rzecz poprawy sytuacji kobiet w Turcji, czego wynikiem są widoczne pozytywne zmiany, zwłaszcza w przestrzeni publicznej (np. skokowy wzrost liczby kobiet objętych edukacją na wszystkich poziomach). Zdaniem przeciwników konwencji stambulskiej nie stanowi ona instrumentu przydatnego w walce z przemocą wobec kobiet. Pojawił się także pomysł stworzenia „odpowiednich kulturowo” rozwiązań prawnych, które mogłyby zastąpić konwencję stambulską. Niektórzy z polityków AKP, którzy głosowali przed laty za ratyfikacją konwencji przyznają, że dziś tego żałują. Ówczesną decyzję uzasadniają przede wszystkim brakiem dostatecznej znajomości dokumentu i świadomości jego skutków. Z kolei dla zwolenników pozostania Turcji w konwencji wypowiedzenie dokumentu oznacza (kolejny) krok wstecz w rozwoju rządów prawa w tym kraju. Mimo bowiem, że proces implementacji jego zapisów pozostawiał według nich wiele do życzenia, to jednak wycofanie się z tego dokumentu oznaczać może m.in. nasilenie takich negatywnych i zauważalnych we współczesnej Turcji zjawisk jak przemoc w rodzinie, dyskryminacja kobiet czy tzw. zbrodnie honorowe (o których poniżej).2) Przyjęcie konwencji nastąpiło w czasie, kiedy u steru władzy była rządząca do dzisiaj AKP a Erdoğan pełnił funkcję premiera. Osoby zaangażowane wówczas w działania na rzecz przyjęcia omawianego dokumentu wskazują, że właśnie obecny prezydent walnie przyczynił się do podpisania i ratyfikowania przez Ankarę konwencji antyprzemocowej i wspierał ich działania. Stawia go to w specyficznej sytuacji, zwłaszcza, że w samej AKP nie ma zgodności co do zasadności wypowiedzenia konwencji. Wciąż są tam architekci konwencji stambulskiej a część polityków tego ugrupowania opowiada się za pozostaniem w konwencji. Jedna z czołowych postaci w partii, przewodniczący parlamentu Mustafa Sentop, podkreślał w swoich wypowiedziach, że dokument jest skutecznym instrumentem w walce z przemocą wobec kobiet. Sprawa obecności Turcji w konwencji stambulskiej stanowi więc dziś przyczynę podziałów w rządzącym ugrupowaniu. Ponadto jak wskazują eksperci, jest pewna grupa umów międzynarodowych, których nie wypada wypowiadać, gdyż odbija się to na wizerunku kraju w świecie. Do takich należy konwencja stambulska. Co ciekawe, zachęcając przed laty tureckich deputowanych do głosowania za przyjęciem konwencji Erdoğan przekonywał, ze krok ten pozytywnie wpłynie na postrzeganie Turcji na arenie międzynarodowej.3) W debacie pojawia się także argument zwolenników wycofania się z konwencji, iż społeczeństwo tureckie właśnie tego oczekuje, a politycy powinni się w ów głos ludu wsłuchać. Sprawa nie jest jednak taka prosta. Badania opinii publicznej nie potwierdzają takich nastrojów społecznych. Przeciwnie – zaledwie kilka procent Turków jest za wycofaniem się z konwencji. Wynika z tego, iż nawet elektorat Partii Sprawiedliwości i Rozwoju nie podziela w pełni argumenty przeciwników dokumentu. Przeciw wypowiedzeniu konwencji opowiadają się także organizacje pozarządowe zajmujących się problemem sytuacji kobiet w Turcji. Takie stanowisko zajmuje także jedna z najbardziej znanych i proreżimowych organizacji kobiecych w tym kraju – konserwatywny Kadem, którego wiceprzewodniczącą jest córka Erdoğana – Sümeyye. Mimo, że członkinie związku prezentują tradycyjną optykę w spojrzeniu na zagadnienie równości płci i daleko im do feminizmu to jednak związek należy do orędowników pozostania w konwencji.4) Akcentowanie podczas demonstracji przeciwników wycofania się Turcji z konwencji problemu tzw. zbrodni honorowych nie budzi zdziwienia. Morderstwa te stanowią jeden z największych i najtrudniejszych problemów sytuacji kobiet w tym kraju. Są one usprawiedliwiane względami kulturowymi lub tzw. honorem, częstokroć decyzja o zbrodni jest podejmowana podczas rodzinnych narad, a sprawca jest do niej namawiany czy też podżegany przez członków rodziny. Niejednokrotnie zdarza się, że przyszłą ofiarę mogłaby uratować wcześniejsza szybka reakcja i wsparcie odpowiednich służb lub instytucji. Warto także dodać, że pewien procent ofiar tego typu zbrodni stanowią osoby homoseksualne. W konwencji stambulskiej znalazły się postulaty i rozwiązania użyteczne w walce ze zjawiskiem tzw. zbrodni honorowych. Jej wypowiedzenie w realnym stopniu może ograniczyć możliwość zapobiegania i przeciwdziałania tego typu czynom przestępczym skierowanym wobec kobiet.5) Podjęcie tematu wycofania się z konwencji wpisuje się w ogólne trendy, jakie można obserwować nad Bosforem już od dłuższego czasu. Chodzi z jednej strony o proces „islamizacji” zauważalny w życiu publicznym, zwłaszcza zaś politycznym, przy jednoczesnym akcentowaniu „autonomii” wobec Zachodu i prezentowaniu „asertywnej” polityki wobec organizacji międzynarodowych (np. NATO, RE), do których Turcja należy bądź ma aspiracje należeć (Unia Europejska). Są to zjawiska widoczne tak w działaniach podejmowanych na arenie międzynarodowej, jak i na arenie wewnętrznej. W tym ostatnim przypadku celem jest m.in. pozyskanie przez Recepa Tayyipa Erdoğana i AKP bardziej konserwatywnego elektoratu. Z drugiej zaś strony chodzi o próbę odwrócenia uwagi od innych problemów, np. gospodarczych, rosnącego bezrobocia, problemu imigrantów napływających do Turcji, problemów Ankary w relacjach z Unią Europejską i partnerami z Sojuszu Północnoatlantyckiego czy związanych z pandemią koronawirusa, które negatywnie wpływają na ocenę rządów AKP i tureckiego prezydenta. Partia Sprawiedliwości i Rozwoju już odczuła negatywne skutki braku sukcesów na polu walki z nowymi zagrożeniami, np. przegrywając w ubiegłym roku wybory na burmistrza Stambułu. Przyczyn porażki upatrywano wówczas w dużym stopniu w nierozwiązanym problemie syryjskich uchodźców żyjących w mieście i tworzących społeczeństwo równoległe. Przykładem działań wpisujących się we wspomniane wyżej trendy należało w ostatnim czasie choćby przekształcenie muzeum Hagia Sophia w meczet w lipcu bieżącego roku. Warto przy tym przypomnieć o coraz gorszych wynikach AKP w sondażach. Należy jednocześnie pamiętać, że w kolejnych wyborach udział weźmie kilka milionów młodych ludzi, którzy w najbliższych latach osiągną pełnoletność. Również ich zdanie, a nie są to na ogół osoby konserwatywne, musi brać pod uwagę w swoich działaniach turecki prezydent.

Nota

Węgry: zaburzenie równowagi władz następstwem prawodawstwa związanego z COVID-19

15.10.2020

Pandemia wirusa SARS-CoV-2 niesie za sobą poważne skutki nie tylko w obszarze zdrowia publicznego czy gospodarki. Sytuacja nadzwyczajna, w której znalazły się poszczególne państwa, wymagały zastosowania nomen omen nadzwyczajnych środków. Nie wszystkie państwa sięgały po instrument, jakim jest polski odpowiednik stanu wyjątkowego. Na Węgrzech wprowadzono narzędzia, które zdaniem rządu umożliwiły sprawne zarządzanie państwem w sytuacji wyższej konieczności. Ich konsekwencje najprawdopodobniej nie miną wraz z ogłoszeniem końca pandemii, a na stałe wpiszą się w konstytucyjny krajobraz Węgier.Narzędzie konstytucyjneW związku z rozwojem pandemii COVID-19, 11 marca 2020 r. premier Viktor Orbán stosownym rozporządzeniem wprowadził na Węgrzech stan zagrożenia spowodowanego rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Tego typu stan zagrożenia, ujęty został w art. 53 Ustawy Zasadniczej Węgier. Należy w tym miejscu wskazać, że w europejskim dyskursie medialnym ów stan zagrożenia tłumaczony był tłumaczony jako „stan wyjątkowy”. Był to jednak poważny błąd terminologiczny, wprowadzającym chaos w prawidłowym rozumieniu rozwoju sytuacji na Węgrzech. Celem wprowadzenia stanu zagrożenia było możliwie duże skupienie władzy w rękach szefa rządu, co, jak wskazano wcześniej, miało umożliwić lepsze zarządzenie kryzysem spowodowanym koronawirusem.Zgodnie z konstytucją, stan zagrożenia obowiązuje maksymalnie 15 dni. Jego obowiązywanie wydłużyć może Zgromadzenie Krajowe. W stanie zagrożenia do kompetencji rządu przynależy możliwość zawieszenia stosowania niektórych aktów normatywnych, czy odstąpienie od stosowania wybranych przepisów. Pozostaje tutaj dowolność władzy wykonawczej w zakresie decyzji dotyczących ewentualnych wyłączeń obowiązywania danych aktów prawnych. Zgodnie z art. 53 konstytucji – „Rozporządzenie Rządu traci moc prawną z chwilą odwołania stanu zagrożenia”.Wskazane powyżej konstytucyjne narzędzie obowiązywało na Węgrzech od 11 marca do 17 czerwca br. Tak długi okres obowiązywania budził wątpliwości tak konstytucjonalistów, jak i instytucji międzynarodowych. W jaki sposób doprowadzono do obowiązywania stanu nadzwyczajnego przez kilkanaście tygodni? Otóż formalny zakres obowiązywania stanu zagrożenia mijał z dniem 25 marca. Na kilka dni przed jego końcem minister sprawiedliwości Judith Varga zgłosiła projekt „Ustawy o ochronie przed koronawirusem”. Głównym celem tego aktu prawnego było wydłużenie stanu zagrożenia spowodowanego rozprzestrzenianiem się koronawirusa na czas nieograniczony. Istotnym jest zastrzeżenie, że zgodnie z ustawą, stan zagrożenia był odwoływany przez „organ uprawniony do wprowadzenia szczególnego reżimu prawnego, jeżeli ustają warunki jego ogłoszenia” – tj. rząd.Problem jednakże polegał na tym, że wraz z wprowadzeniem stanu zagrożenia ciężar władzy ustawodawczej został przeniesiony na władzę wykonawczą – rząd. Zgromadzenie Krajowe zostało odsunięte od procesu ustawodawczego. Chociaż formalnie parlament nie zawiesił prac, to wszystkie akty prawne regulujące funkcjonowanie państwa w czasie koronawirusa publikowane były w formie rozporządzeń podpisywanych przez premiera Orbána. Rozporządzenia regulowały funkcjonowanie państwa w trakcie pierwszej fali pandemii. W oparciu o nie wprowadzano kolejne obostrzenia (w tym tzw. lockdown), ale także programy przeciwdziałające pogłębieniu kryzysu gospodarczego.Narzędzie pozakonstytucyjneW dniu 17 czerwca Viktor Orbán odwołał omówiony powyżej konstytucyjny stan zagrożenia. W jego miejsce wprowadzono stan kryzysowy w obszarze zdrowia publicznego, który został on ujęty w ustawie o służbie zdrowia. Na mocy ustawy, rząd otrzymał prawo do wydawania rozporządzeń na zasadach podobnych do tych, które zostały ujęte w konstytucji. Na Węgrzech obowiązuje zatem ponownie nadzwyczajny reżim prawny, jednakże nie w oparciu o ustawę zasadniczą a ustawę zwykłą. W praktyce politycznej parlament pozostaje wyłączony z ustawodawstwa związanego z koronawirusem.Gorąca debata parlamentarna pomiędzy posłami prowadzona jest w trakcie wystąpień przed poszczególnymi sesjami, jednakże nie ma to wpływu na to, że najważniejsze elementy regulujące funkcjonowanie państwa w drugiej fazie pandemii pozostaje regulowane rozporządzeniami rządu w trybie, który w Polsce określilibyśmy mianem „dekretu”. Z tego typu supremacją władzy wykonawczej mamy do czynienia po raz pierwszy, jednak z całą odpowiedzialnością powiedzieć można, że nie po raz ostatni.W obecnym porządku prawnym wątpliwości budzić powinno to, że o ile w konstytucyjnych stanach nadzwyczajnych wyraźnie określono zakres obowiązywania rozporządzeń, o tyle w przypadku stanu kryzysowego w obszarze zdrowia publicznego nie ograniczono terminu i zakresu obowiązywania tych rozporządzeń. Tego typu szerokie uprawnienie zostało dopisane do ustawy o służbie zdrowia w czerwcu br., to jest w tym samym czasie, w którym odwoływano konstytucyjny stan zagrożenia. Z ustawy usunięto katalog zagadnień, w którym dopuszczano wydawanie rozporządzeń przez rząd. W obecnym kształcie wprowadzono zdanie dotyczące „innych aktów prawnych w miarę potrzeb”, który de facto daje nieograniczony mandat do wydawania rozporządzeń w obowiązującym stanie kryzysowym w obszarze zdrowia publicznego. W stanie tym nie ma także ograniczeń czasowych dotyczących obowiązywania rozporządzeń rządu, oznacza to, że obecny stan kryzysowy obowiązywać może przez kolejne miesiące.Konsekwencją tego stanu rzeczy jest to, że przez bliżej nieokreślony okres rząd posiada szerokie kompetencje z zakresu władzy ustawodawczej i wykonawczej. Doszło do zaburzenia równowagi władz i naczelnej zasady obecnej w systemach demokratycznych – check and balance. W obecnym stanie prawnym de facto ujęty w konstytucji stan zagrożenia został przeniesiony na poziom ustawowy i w ten sposób, przy poparciu większości rządowej Fidesz-KDNP zalegalizowany. Szerokie kompetencje zostały przyznane na czas nieoznaczony.

Nota

W stronę odpolitycznienia sądownictwa konstytucyjnego. Mołdawski dyskurs i próby naprawy

15.10.2020

Mołdawski sąd konstytucyjny wydał w ostatnich latach wiele kontrowersyjnych wyroków, które odbiły się szerokim echem nie tylko w kraju, ale również poza jego granicami. W czerwcu ubiegłego roku doszło do potężnego kryzysu politycznego w Mołdawii, kiedy to sąd konstytucyjny zawiesił na kilka dni Igora Dodona w wykonywaniu obowiązków prezydenta, gdy ten nie zdecydował się na rozwiązanie Parlamentu w związku z niepowołaniem nowego rządu w konstytucyjnym terminie. Następnie uchylił swoją decyzję i podał się do dymisji. Przesilenie rządowe zintensyfikowało debatę na temat tejże instytucji państwa, zwłaszcza jej niezależności.Instytucja sądu konstytucyjnego opisana została w obejmującym art. 134-140 tytule V Konstytucji Republiki Mołdawii z 29 lipca 1994 r. Przewidziane w nich normy gwarantują sądowi konstytucyjnemu wyłączność rozstrzygania w sprawach związanych z jurysdykcją konstytucyjną, niezależność sądu konstytucyjnego od innych organów władzy, nieusuwalność i niezawisłość sędziów sądu konstytucyjnego w okresie sprawowania mandatu. Wśród podstawowych funkcji sądu konstytucyjnego wyróżnić można: a) funkcję ochronną (kontrola konstytucyjności ustaw i uchwał parlamentu, dekretów prezydenta, rozporządzeń i ordonansów rządu oraz umów międzynarodowych, których stroną jest Mołdawia); b) funkcję interpretacyjną (wykładnia ustawy zasadniczej); c) funkcję opiniodawczą (zajmuje stanowisko w sprawach inicjatyw związanych ze zmianą konstytucji); d) funkcję zatwierdzającą (zatwierdzanie wyników referendów oraz wyborów do parlamentu i na prezydenta); e) funkcję polegającą na stwierdzaniu zaistnienia okoliczności uzasadniających rozwiązanie parlamentu, usunięciu prezydenta z urzędu bądź stwierdzeniu konieczności zastępstwa na urzędzie prezydenta oraz niezdolności prezydenta do sprawowania urzędu przez okres dłuższy niż 60 dni; f) funkcję orzeczniczą (orzekanie o niekonstytucyjności aktów normatywnych na wniosek sądu najwyższego oraz rozstrzyganie o niekonstytucyjności działania partii politycznej). Mołdawski sąd konstytucyjny składa się z sześciu sędziów, po dwóch wskazanych przez parlament, rząd i Najwyższą Radę Sądowniczą, na sześcioletnią kadencję.Od kliku lat przedmiotem debaty publicznej w Mołdawii jest skrajne upolitycznienie sądu konstytucyjnego. Jego decyzje są często uznawane za nie mające podstaw merytorycznych, a jedynie polityczne. Spośród wielu tego typu rozstrzygnięć najbardziej kontrowersyjne zawarto w poniższej tabeli:5 grudnia 2013Wyrok w sprawie wykładni art. 13 ust. 1 Konstytucji w związku z preambułą Konstytucji oraz Deklaracją Niepodległości Republiki MołdawiiDeklaracja Niepodległości (1991) stanowi z Konstytucją (1994) całość i jest pierwotnym i niezmiennym tekstem konstytucyjnym. W przypadku rozbieżności między tekstem Deklaracji a Konstytucji pierwszeństwo ma pierwotny tekst konstytucyjny Deklaracji Niepodległości. Tak naprawdę jedyna rozbieżność dotyczy nazwy języka państwowego – w Deklaracji Niepodległości mowa jest o języku rumuńskim4 marca 2016Wyrok w sprawie kontroli konstytucyjności niektórych przepisów ustawy z 5 lipca 2000 r. o wniesieniu zmian i uzupełnień do Konstytucji (w zakresie trybu wyboru prezydenta)Na kilka tygodni przed upływem kadencji prezydenta Nicolae Timoftiego uznano przepisy o wyborze prezydenta przez parlament za niekonstytucyjne, nakazując powrót do wyborów bezpośrednich9 czerwca 2019Opinia w sprawie ustalenia okoliczności uzasadniających tymczasowe przekazanie funkcji prezydenta w celu wykonania konstytucyjnego obowiązku rozwiązania parlamentu i ustalenia terminu przedterminowych wyborów parlamentarnychZawieszenie prezydenta Igora Dodona w wykonywaniu funkcji głowy państwa, powierzenie pełnienia obowiązków prezydenta byłemu premierowi Pavelowi Filipowi, który podjął decyzję o rozwiązaniu parlamentu i ustaleniu terminu przedterminowych wyborów parlamentarnych7 maja 2020Wyrok w sprawie konstytucyjności umowy pomiędzy rządem Republiki Mołdawii a rządem Federacji Rosyjskiej w sprawie udzielenia Mołdawii państwowej pożyczki finansowejUznanie, że pożyczka zaciągnięta przez Kiszyniów w Moskwie w kwietniu 2020 r. w wysokości 200 mln euro zagraża bezpieczeństwu Mołdawii i jest niezgodna z ustawą zasadnicząPrzy okazji tegorocznego Dnia Konstytucji 29 lipca 2020 r. prezydent Igor Dodon podpisał dekret o powołaniu komisji ds. reformy konstytucyjnej. Uzasadniając swoją decyzję głowa państwa odwołała się do ubiegłorocznego kryzysu politycznego w kraju: „Społeczeństwo i instytucje państwowe Mołdawii są zakłopotane niektórymi decyzjami Sądu Konstytucyjnego. Decyzje te, sprzeczne z treścią Konstytucji, negatywnie wpłynęły na proces współpracy pomiędzy władzami państwowymi, stworzyły liczne przeszkody w zapewnieniu stabilności mołdawskiego systemu politycznego i znacząco przyczyniły się do próby uzurpacji władzy państwowej w Mołdawii. Za konieczne uważamy rozpoczęcie procesu reformy konstytucyjnej w celu zmiany ustawodawstwa konstytucyjnego, zapewnienia nadrzędności ustawy zasadniczej, wzmocnienia praworządności, demokracji konstytucyjnej i zagwarantowania praw człowieka”. Prezydent wspomniał również, że swoją decyzję konsultował wcześniej z byłymi prezesami sądu konstytucyjnego, zaś w skład komisji weszło 22 reprezentantów środowisk akademickich oraz przedstawicieli mołdawskich organizacji pozarządowych. Pierwsze posiedzenie komisji z udziałem prezydenta odbyło się 3 sierpnia 2020 r.Na czele komisji stanął były prezes sądu konstytucyjnego Dumitru Pulbere, który tę funkcję pełnił w latach 2007-2011, zaś w latach 2001-2007 i 2011-2013 był sędzią tegoż sądu, wcześniej zaś w latach 1998-2001 posłem do parlamentu z ramienia Ruchu na rzecz Demokratycznej i Rozwiniętej Mołdawii. Podając przykład Rumunii wskazywał, że w wielu krajach sądy konstytucyjne nie mają prawa do interpretacji ustawy zasadniczej, zaś uprawnionymi do składania skargi konstytucyjnej są również obywatele. Ponadto należy zwiększyć liczbę sędziów do siedmiu bądź dziewięciu oraz zmienić procedurę ich wyboru.Wśród członków komisji znalazł się Victor Pușcaș, również były prezes sądu konstytucyjnego w latach 2001-2007, u zarania niepodległości poseł do parlamentu w barwach Frontu Ludowego Mołdawii, a w latach 1995-2001 prezes sądu najwyższego. W jednym z wywiadów zwrócił uwagę, że konstytucjonaliści od dawna wnikliwie analizują zapisy mołdawskiej ustawy zasadniczej, poszukując mechanizmów usprawniających działalność sądu konstytucyjnego, aby precyzyjniej określić jego miejsce i rolę w systemie prawnym Mołdawii. Powołanie komisji przez prezydenta stanowi odpowiedź na apele kierowane do głowy państwa ze strony prawników, w szczególności Grupy Inicjatywnej ds. reformy w zakresie wymiaru sprawiedliwości konstytucyjnej w Republice Mołdawii, a także rezolucje międzynarodowej konferencji pt. Jurysdykcja konstytucyjna w Mołdawii – podejścia, problemy, perspektywy. „Komisja ta rozpatrzy istniejące dziś niedociągnięcia, ale jej praca nie ma na celu wsparcia jakiejkolwiek partii czy lidera politycznego, a jedynie usprawnienie pracy instytucji państwowych. Ma ona do wykonania bardzo ważną pracę, zaś jej realne efekty będzie można uzyskać za kilka lat”.Alexandru Muravschi, zajmujący stanowisko wicepremiera i ministra gospodarki i infrastruktury w rządzie Iona Sturzy pod koniec lat 90. XX w., który w 1994 r. był posłem do parlamentu i głosował nad przyjęciem konstytucji, przy okazji tegorocznego Dnia Konstytucji wspomniał, że jest dumny ze swojej decyzji sprzed 26 lat: „Ile romantycznego zrywu przeżyliśmy w tamtym momencie, ile nadziei i oczekiwań wiązaliśmy z przyjęciem najważniejszego dla kraju dokumentu. Po tych wszystkich latach należy się zastanowić, czy większość nadziei obróciła się w gorzkie rozczarowania. Zrozumieliśmy, że droga do budowy demokratycznego i wolnego państwa jest bardzo trudna, ale nie spodziewaliśmy się, że główne problemy stwarzać będzie nasza władza, ubrana w szaty demokracji. Jeszcze smutniej było patrzeć, jak stworzona przez nas świątynia jurysdykcji konstytucyjnej – sąd konstytucyjny, przekształca się w zgromadzenie obywateli obcego państwa, które swoimi decyzjami wielokrotnie brutalnie łamało ducha i literę najważniejszej ustawy Republiki Mołdawii”.Praktyka wielu państw świata wskazuje, że sądownictwo konstytucyjne służyć ma ugruntowaniu demokracji. Jest to szczególnie istotne w państwach będących w procesie transformacji ustrojowej. Według Ryszarda Małajnego ustawa zasadnicza ma stanowić nieprzekraczalną granicę dla chwilowej większości demokratycznej, zaś funkcjonalna legitymacja organów sądowych uzupełnia demokratyczną legitymację organów prawodawczych i wykonawczych. Odnosząc tę kwestię do sytuacji w republikach postradzieckich Rafał Czachor wskazuje na dwa istniejące modele: uzależnienie w swym działaniu od woli prezydenta, albo samodzielność i autorytet sądu konstytucyjnego są przedmiotem trwałej gry politycznej oraz systematycznie są podawane w wątpliwość. Z tym drugim modelem mamy do czynienia w Mołdawii. Wynika to z faktu, że praktyka państw postradzieckich odbiega w pewnym stopniu od założeń ustrojowych, przede wszystkich w zakresie dekoncentracji władzy i jej równoważenia się, pluralizmu życia publicznego, czy przestrzegania praw i wolności człowieka i obywatela. Dlatego też od sądów konstytucyjnych oczekuje się legitymizowania działania pozostałych organów państwa.Komentarz:Powołanie komisji ds. reformy konstytucyjnej stanowi kontynuację prac środowiska naukowego na rzecz zmiany ustawy zasadniczej w części regulującej kompetencje sądu konstytucyjnego.Reforma sądu konstytucyjnego ma się wpisywać w szerszy zakres nowelizacji ustawy zasadniczej. Wśród propozycji pojawia się wprowadzenie zakazu posiadania podwójnego obywatelstwa przez prezydenta, posłów do parlamentu, członków rządu, funkcjonariuszy służb specjalnych oraz sędziów sądu konstytucyjnego, a nawet likwidacja zasady wolnego mandatu posła. Mowa jest również o zmianie art. 142 ust. 1, który przewiduje możliwość likwidacji państwa w drodze referendum, a także uregulowanie statusu stanowiącego formalnie część Mołdawii Naddniestrza, gdyż obecnie ma miejsce dysonans – w konstytucji uregulowano status Gagauzji (art. 111), nie uwzględniono statusu wschodniego regionu kraju, nad którym Kiszyniów nie ma faktycznej jurysdycji.W konstytucji nie przewidziano, aby inicjatywa zmiany konstytucji wyszła od prezydenta. Na podstawie art. 141 uprawnienia takie posiada co najmniej trzecia część posłów do parlamentu, rząd, a także grupa 200 tys. obywateli, wywodzących się z co najmniej połowy rejonów kraju. W tym ostatnim przypadku w każdym z rejonów pod wnioskiem musi zostać zebrane co najmniej 20 tys. podpisów, co w praktyce jest trudne do urzeczywistnienia, gdyż w części jednostek administracyjnych liczba ludności jest mniejsza niż 20 tys. Proces legislacyjny w parlamencie powinien być poprzedzony uzyskaniem opinii przez sąd konstytucyjny, przyjętej głosami co najmniej czterech sędziów. Komisja zamierza jednak legitymizować inicjatywę prezydenta, a po opracowaniu propozycji zmian przekazać je rządowi i parlamentowi.W swoim dekrecie prezydent dał komisji rok na przygotowanie projektu reformy konstytucyjnej, z możliwością przedłużenia. Członkowie komisji zamierzają omówić swoje propozycje w ramach szerokiej debaty publicznej, również z udziałem społeczności międzynarodowej, w tym Komisji Weneckiej. Do końca bieżącego roku ma odbyć się międzynarodowa konferencja, na której zostanie omówiony projekt zmian w mołdawskiej ustawie zasadniczej.Jesienią kończy się kadencja prezydenta Igora Dodona. Na 1 listopada 2020 r. zapowiedziane są wybory prezydenckie. Główną rywalką w wyścigu do objęcia godności głowy państwa – podobnie jak cztery lata temu – jest była premier Maia Sandu. Sandu jest zwolenniczką zmian w ustawie zasadniczej, zwłaszcza w zakresie odpolitycznienia i deoligarchizacji wymiaru sprawiedliwości, w tym sądu konstytucyjnego.

Nota

Liban: wybuch saletry w porcie zwiastuje początek końca sektarianizmu?

15.10.2020

W dniu 4 sierpnia 2020 roku w porcie w Bejrucie doszło do wielkiej katastrofy, która wisiała w powietrzu od dawna, ale której chyba w tych dniach nikt się nie spodziewał. Wybuch składowanej tam od kilku lat saletry amonowej spowodował śmierć prawie 200 osób, a ponad 6,5 tys. zostało rannych. Zniszczeniu, oprócz samego portu, uległy także znaczne kwartały miasta, w związku z czym około 300 tys. mieszkańców Bejrutu straciło dach nad głową.Wydarzenie to można uznać za „podsumowanie” stanu funkcjonowania Libanu od czasu zakończenia krwawej wojny w tym państwie w 1989 roku i wszelkich prób jego odbudowy, które w efekcie nigdy nie doprowadziły do przywrócenia dawnego blasku Libanowi określanego mianem „Szwajcarii Bliskiego Wschodu”. Składowanie od 2014 roku zarekwirowanej w porcie 2,7 ton saletry amonowej (materiału niezwykle łatwopalnego) w pobliżu miejsc publicznych, hoteli i zabudowań pokazało, że ani rząd, ani poszczególni politycy czy urzędnicy na różnym szczeblu, włącznie z zarządem portu nie wyrażali zainteresowania tykającą w porcie w bombą, a byli skoncentrowani na realizowaniu partykularnych interesów, co w przestrzeni polityczno-administracyjnej Libanu nie jest niczym nowym. Wydarzenia z 4 sierpnia wzmogły demonstracje i protesty społeczne wymierzone w ignorancję rządu i polityków, których społeczeństwo obwiniało za swoje problemy egzystencjalne.Katastrofa w porcie bezpośrednio doprowadziła do dymisji rządu Hassana Diaba i zapowiedzi wcześniejszych wyborów parlamentarnych. W dniu 31 sierpnia premierem został Mustafa Adib – prawnik i dyplomata, były ambasador Libanu w Niemczech, który okazał się nową twarzą libańskiej polityki i otrzymał wraz z rządem szansę na odbudowanie zaufania własnych obywateli. Czy mu się to uda? Odpowiedź wydaje się bardzo skomplikowana.Liban zdecydowanie wymaga zmian systemowych. Trudno o takie w obliczu spetryfikowanego ustroju politycznego i nawarstwiających się problemów ekonomiczno-społecznych. Państwo to jest republiką, charakteryzuje się unikalnym ustrojem politycznym. Z uwagi na rozbudowaną mozaikę religijną (18 oficjalnych wyznań religijnych) w Libanie od początku jego istnienia wdrożono system konfesyjny, który stanowi zalegalizowaną formę sektarianizmu. I tak, prezydentem państwa jest zawsze chrześcijanin-maronita, premierem jest muzułmanin sunnita, zaś przewodniczącym parlamentu jest muzułmanin szyita. System ten od początku państwowości Libanu miał zapewniać sprawiedliwą reprezentację polityczną najważniejszym grupom wyznaniowym. Mankamentem tego systemu było to, że za wyznacznik parytetów przyjmował on powszechny spis ludności, który został przeprowadzony w 1932 roku (!). Wówczas chrześcijanie mieli większość w mandacie libańskim i parytet zostały ustalone w skali 6:5 na korzyść chrześcijan. Parytet ten został zmodyfikowany (podział pół na pół) dopiero w porozumieniu z at-Ta’if w 1989 roku, kończącym wojnę w Libanie. Następnie zmiany te zostały wprowadzone do konstytucji, chociaż do chwili obecnej nigdy nie przeprowadzono tam kolejnego spisu ludności. W rezultacie w 128 osobowym parlamencie (Madżlis an-Nuwwab) połowa miejsc jest zarezerwowana dla chrześcijan, zaś druga połowa dla muzułmanów.Aktualnie szacunki demograficzne wyraźnie wskazują na znaczną przewagę społeczności muzułmańskiej w Libanie (wraz z Druzami – ok. 66% ludności) w stosunku do chrześcijan, których przyjmuje się, że jest ok. 33%. Zatem wyraźnie widać, że chrześcijanie pomimo mniejszej liczebności niż muzułmanie posiadają istotne przywileje w systemie politycznym Libanu. Budzi to sprzeciw m.in. szyitów, którzy czują się w tym systemie niedoreprezentowani i tym samym zmarginalizowani. Z tego powodu część szyitów zamiast libańskiego rządu darzy większą lojalnością polityczno-militarne ugrupowanie Hezbollah („Partia Boga”), które od kilku dekad tworzy strukturę „państwa w państwie”.Sektarianizm i utrwalony system polityczny jest jednak niezwykle newralgicznym tematem. Żadna z partii czy grup religijnych nie jest skłonna podejmować publicznej debaty na ten temat. Protesty społeczne cyklicznie odbywające się w Libanie od 2019 roku wymierzone w skorumpowanych polityków i klientelizm uderzają bezpośrednio w libański sektarianizm, który od dawna już stał się obciążeniem dla całego społeczeństwa i uniemożliwia rozwój Libanu i z roku na rok ciągnie to państwo ku społeczno-politycznej niewydolności i ekonomicznej zapaści. Szczególnie młode pokolenie bierze udział w protestach i deklaruje niechęć do sektarianizmu. Potwierdzają to wyniki badań społecznych w grupie wiekowej 18-35 przeprowadzone w listopadzie i grudniu 2019 roku w miastach Libanu przez Rashad Center for Cultural Governance i Fundację Adyan. Na podstawie tych badań 77% ankietowanych uznało, że w Libanie religia powinna być oddzielona od polityki (państwa), a ponad 85% opowiedziało się za likwidacją parytetów religijnych w polityce i administracji państwowej. Jednak materia spetryfikowanego ustroju politycznego skutecznie opiera się głosowi i dążeniom młodego pokolenia i trudno wskazać, iż nowy rząd poczyni realne kroki ku zmianie istniejącego systemu, który występuje od początku państwowości Libanu.

Nota

Były prezydent Kolumbii w areszcie domowym

15.10.2020

Proces rozpoczął się w 2012 r., kiedy to Uribe złożył skargę przeciwko lewicowemu senatorowi partii Polo Democrático, Ivánowi Cepedzie do Sądu Najwyższego w sprawie rzekomego spisku przeciwko niemu. Według Uribe spisek dotyczył zeznań fałszywych świadków, przebywających w kolumbijskich więzieniach, które miały powiązać go z działalnością grup paramilitarnych. Jednak w lutym 2018 r. śledztwo zostało zamknięte i wszczęto dochodzenie przeciwko Uribe za domniemaną manipulację i przekupywanie świadków, za pośrednictwem osób trzecich. Mieli oni zeznawać na niekorzyść senatora Cepedy. Sędziowie uznali jednak, że Cepeda zbierał informacje w ramach swojej pracy. Sąd Najwyższy skierował wówczas podejrzenie na byłego prezydenta. W październiku 2019 r. wszczęto oficjalnie dwa dochodzenia przeciwko Uribe: jedno za rzekome wywieranie presji na byłych wojskowych, by zeznawali przeciwko Cepedzie, a drugie za wywieranie presji na byłego wojskowego, Juana Guillermo Monsalve, by wycofał się z poparcia dla grupy samoobrony w departamencie Antioquia (Autodefensas en Antioquia), którą rząd Uribe zdemobilizował w 2006 r. Paramilitarne grupy są oskarżane o naruszanie praw człowieka w trakcie ponad półwiecznego konfliktu wewnętrznego, w wyniku którego zginęło 220 tys. osób oraz handel narkotykami. W sprawie domniemanego oszustwa proceduralnego Sąd Najwyższy wezwał już 42 świadków. Zebrany materiał dowodowy, daje podstawy do postawienia w stan oskarżenia Uribe oraz członków jego rodziny za rzekomy udział w tworzeniu Autodefensas.Sprawa Uribe nie była rozpatrywana przed Komisją ds. Oskarżeń Izby Reprezentantów (Comisión de Acusaciones de la Cámara de Representantes), która jest organem właściwym do prowadzenia spraw przeciwko byłym głowom państwa. Stało się to dlatego, że Uribe chronił wówczas igmmunitet senatorski. Z tego powodu proces karny prowadzony jest w Sądzie Najwyższym.Uribe, złożył 18 sierpnia b.r. rezygnację ze stanowiska szefa partii rządzącej w Senacie, która została przegłosowana stosunkiem 82 do 12 głosów przeciw. Warto podkreślić, że po raz pierwszy uczynił to w lipcu b.r. tuż przed inauguracją Ivána Duque'a kiedy sąd wezwał go na przesłuchanie, ale wycofał się z tego kilka dni później. Jego decyzja wywołała debatę na temat kompetencji Sądu Najwyższego w zakresie prowadzenia postępowań przeciwko kongresmenom. Areszt domowy uniemożliwia bowiem Uribe powrót do pracy. Rezygnacja Uribe z członkostwa w Senacie nie oznacza w żadnym wypadku, że Sąd Najwyższy traci kompetencje do kontynuowania dochodzenia czy wezwania go na rozprawę. Proces może doprowadzić do postawienia byłego prezydenta przed sądem, a w przypadku skazania, grozi mu nawet 8 lat więzienia.Sam Uribe komentując swoją sytuację podkreśla, że jest przetrzymywany tylko na podstawie domniemań i nie ma przeciwko niemu żadnych bezpośrednich dowodów, mimo że postępowanie trwa już blisko dwa lata. Swoją sytuację wykorzystuje również do agitacji politycznej za reformą wymiaru sprawiedliwości, mającą na celu odpolitycznienie go poprzez zmianę systemu wyboru sędziów.Decyzja Sądu Najwyższego o zarządzeniu aresztu domowego dla byłego prezydenta Uribe wywołała zamieszanie nie tylko na scenie politycznej, ale również spowodowała skrajne reakcje samych Kolumbijczyków. Sprawa odnowiła stary podział w Kolumbii, konflikt między państwem, lewicowymi rebeliantami i grupami paramilitarnymi. Wielu Kolumbijczyków nadal pamięta porwania i zamachy bombowe, dlatego niechętnie akceptuje historyczne porozumienie z roku 2016, które dało byłym partyzantom 10 miejsc w Kongresie. W zamian za zeznania wielu z nich uniknęło również kary więzienia za popełnione zbrodnie. Uribe znajdował się w centrum tej dyskusji, przewodząc kampaniom na rzecz odrzucenia lub osłabienia porozumienia. Jego zwolennicy nadal postrzegają go jako zbawcę, który pomógł odwrócić losy rebeliantów za pomocą wspieranej przez USA strategii wojskowej. Zaledwie kilka godzin po ogłoszeniu aresztowania Uribe, jego zwolennicy z prawej strony i jego krytycy z lewej wyszli na ulice w całym kraju. Komentatorzy polityczni stwierdzili, że posunięcie to zagroziło kruchemu pojednaniu w kraju po zawarciu porozumienia pokojowego w 2016 r.Niezależnie od dalszych możliwych scenariuszy postępowania wobec byłego prezydenta kolumbijskiego, na uwagę zasługuje już samo wszczęcie postępowania w jego sprawie. Kontrowersyjna decyzja Sądu Najwyższego nie była dotkliwą w skutkach dla samego Uribe, który dobrowolnie poddał się aresztowi domowemu bez konieczności sprawowania nad nim nadzoru służ ochrony. Trzeba jednak zauważyć, że w obecnej sytuacji politycznej trudno określić działalność kolumbijskiego wymiaru sprawiedliwości w tej sprawie jako prowokację. Obecny prezydent Duque, jak i większość legislatywy, wspierają bowiem Uribe. Na pewno dużym sukcesem judykatury kolumbijskiej było przeprowadzenie postępowania dowodowego i zebranie materiałów stanowiących podstawę do postawienia byłego prezydenta w stan oskarżenia. Presja wywierana na sądach kolumbijskich, także ze strony społeczeństwa, znacznie ogranicza swobodę działania aparatu sprawiedliwości. Urbe już na stałe zapisał się w historii swojego kraju. Jego kontrowersyjne działania przyniosły oczekiwane rezultaty, jednak liczne wątpliwości budzą nadal metody, którymi się posługiwał. Dla jednych jest bohaterem, inni zaś stale przypominać będą o jego nielegalnych i niehumanitarnych działaniach skierowanych na zakończenie wewnętrznego konfliktu. Ewentualne udowodnienie winy i skazanie Uribe w tym procesie nie zmieni jego wizerunku wśród Kolumbijczyków. Na pewno jednak pozwoli spojrzeć na kolumbijski wymiar sprawiedliwości jako na niezależną władzę sądowniczą, która urzeczywistnia zasadę równości i sprawiedliwości społecznej, nie stawiającą nikogo ponad prawem.

Nota

Czy warto żegnać Dżakartę? – Problemy stołeczności Indonezji

20.09.2020

Dżakarta to jedno z największych miast świata, metropolia zamieszkiwana przez 10 milionów ludzi (biorąc pod uwagę przedmieścia i tereny przyległe – 38 milionów). Tym bardziej zaskakujący wydawać się może ogłoszony przez rząd Indonezji projekt, który zakłada, że miasto do 2034 roku czeka „przeprowadzka”, a pierwsze agendy rządowe mają rozpocząć przenoszenie już za 3 lata. Powodem decyzji jest fakt, iż… miasto tonie! Wymykająca się spod kontroli niezwykle gwałtowna urbanizacja oraz nieuregulowane wydobywanie wód gruntowych sprawiają, że niektóre obszary metropolii zapadają się w tempie nawet 25 cm rocznie, co w połączeniu z podnoszącym się poziomem mórz stwarza mało optymistyczne prognozy dla stolicy państwa.Pomimo, iż mieszkańcy Dżakarty doskonale radzą sobie z rokrocznie nawiedzającymi miasto powodziami zwanymi „banjir”, tegoroczna katastrofa naturalna wywołana ulewnymi deszczami, jakich nie notowano w dotychczasowej historii, wydaje się pieczętować decyzję. Rok 2020 rozpoczął się gigantycznymi opadami, które w niespotykanym dotąd tempie dewastowały metropolię, pogłębiały istniejący kryzys i pochłaniały kolejne ofiary. O powadze sytuacji i konieczności intensyfikacji działań dotyczących relokacji świadczyć może fakt, że władze Indonezji „zapowiedziały, że wdrożą w życie technologię modyfikowania pogody. W tym celu samoloty CN295 i Casa będą rozpylać w chmurach jodek srebra.” [1] Działania powyższe mają opóźnić nieuniknione gdyż, zdaniem ekspertów nawet jedna trzecia miasta może zostać zalana przez Morze Jawajskie w ciągu najbliższych 30 lat. [2] Gubernator Dżakarty w latach 2012-2014, a od października 2014 roku pełniący urząd Prezydenta Indonezji Joko Widodo w swoich wystąpieniach częstokroć podkreśla fakt, iż obecna stolica nie jest w stanie sprostać wyzwaniom pełnienia roli centrum zarządzania, biznesu, finansów, handlu i usług. W swoim wystąpieniu Widodo ogłosił projekt wart 33 miliardy dolarów, aby przenieść siedzibę rządu Indonezji do nowej, jeszcze nienazwanej stolicy, która ma powstać na wschodnim wybrzeżu Kalimantanu na indonezyjskim Borneo. Pomimo, iż jej dokładna lokalizacja nie jest jeszcze znana i nowa stolica nie posiada oficjalnej nazwy, często wymienia się jako faworyta teren prowincji Borneo Wschodniego, w pobliżu ruchliwego portu Balikpapan.Sam pomysł przeniesienia stolicy Indonezji nie jest niczym nowym, gdyż propozycje takie sięgają początków niepodległego państwa i padały już z ust samego Prezydenta Sukarno w 1957 roku. [3] Głównymi argumentami za tego typu rozwiązaniem było wówczas zerwanie z kolonialną tradycją aglomeracji. Dżakarta bowiem to w znacznej mierze postkolonialne miasto stworzone przez holenderskich kolonialistów jako Batawia. Dziś hierarchia argumentów znacznie się zmieniła a wartości związane z tożsamością wyprzedziły znacznie bardziej pragmatyczna konieczność ucieczki przed katastrofą ekologiczną spowodowaną: tonięciem miasta, smogiem, przeludnieniem powodującym jedne z największych korków na świecie. Oczywiście tak kosztowny projekt, który w znacznym stopniu obciąży społeczeństwo spotyka się również z falą krytyki. Jako kontrargumenty wymieniane są głównie liczne problemy kraju borykającego się ze skutkami katastrof ekologicznych, ubóstwem i ogromnym zróżnicowaniem rozwoju gospodarczego poszczególnych regionów kraju.Pomimo, że relokacja stolicy wydaje się niezwykle pilną i niecierpiącą zwłoki kwestią, to obecna sytuacja związana z ogólnoświatową pandemią COVID-19 nie ułatwia realizacji zadania pomysłodawcom. W kwietniu bieżącego roku minister finansów Indonezji Sri Mulyani Indawati poinformował oficjalnie iż, środki finansowe przeznaczone na projekt przeniesienia stolicy zostaną zaangażowane w walkę z epidemia, zaś powrót do prac nad projektem kontynuowany będzie dopiero w 2021 roku. [4]Powyższa sytuacja oraz dość optymistyczne założenie, iż jedynie 1/5 całkowitego kosztu projektu finansowana będzie z budżetu państwa Indonezji (pozostała część w założeniu miałaby pochodzić z inwestycji prywatnych i partnerstwa publiczno-prywatnego) wydaje się stawiać termin rozpoczęcia procesu relokacji pod znakiem zapytania.Znacznie bardziej pesymistycznie do tematu relokacji stolicy podchodzą czołowi politycy ugrupowań opozycyjnych Chatib Basri były Minister Finansów twierdzi, iż optymistyczne założenie relokacji kapitału przez sektor prywatny jest całkowicie nierealne, zaś nowopowstały ośrodek urbanistyczny będzie całkowicie zależny od przedsiębiorstw państwowych. Najczęstszą reakcją opozycyjnych polityków na plany obecnego Prezydenta jest odpowiedź iż: „Przenoszenie stolicy to tylko pusty slogan!”. Wśród krytyków wyrażających jednoznaczny sprzeciw wobec inicjatywy znajdują się znaczący liderzy partii Gerindra m.in. Fadli Zon - wieloletni Marszałek Izby Reprezentantów oraz współzałożyciel Great Indonesia Movement Party, który określił plan przemian jako „bzdury”. Politykiem, który otwarcie nawołuje do bojkotu pomysłu przeniesienia stolicy państwa jest również wybitny członek opozycji i częsty krytyk Prezydenta Joko Widodo Arief Poyuono, który określił plan jako próbę odwrócenia przez obecną administrację uwagi opinii publicznej od rzeczywistych problemów, których rząd nie rozwiązał w proponowanym programie reform. [5]Warto również zastanowić się czy firmy niezwiązane bezpośrednio z inwestycjami publicznymi podążą za rządem i przeniosą swoje siedziby do nowej stolicy. Czy zatem zmiana stolicy pozwoli uciec rządowi od problemów nadmiernego rozwoju zatłoczonego miasta, czy centralne umiejscowienie stolicy pomoże zmniejszyć regionalne rozbieżności ekonomiczne? Wydaje się, że przed rządem Indonezji stoi konieczność odpowiedzi na wiele pytań, gdyż jak pokazuje przykład Brazylii przeniesienie stolicy (1960 r.) nie musi być równoznaczne z przeniesieniem dynamicznego rozwoju gospodarczego centrum państwa.Czas pokaże, czy w perspektywie najbliższej dekady marzenia o nowej metropolii, która powstanie na mapie Indonezji, wreszcie się urzeczywistnią i czy ambitne plany wytrzymają przeciwności jakie od lat napotyka projekt budowy nowej stolicy kraju.[1] Po katastrofalnej powodzi władze chcą ratować stolicę Indonezji stosując modyfikację pogody - https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2020-01-03/po-katastrofalnej-powodzi-wladze-chca-ratowac-stolice-indonezji-stosujac-modyfikacje-pogody/ - dostęp 27 VII 2020[2] Johan Sulaeman, The economics of relocating Indonesia’s capital - https://thinkbusiness.nus.edu.sg/article/the-costs-of-relocating-indonesias-capital/ - dostęp 28 VII 2020[3] Dominik Sipiński, Dlaczego Indonezja przenosi swoją stolicę do innego miasta? - https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1791508,1,dlaczego-indonezja-przenosi-swoja-stolice-do-innego-miasta.read - dostęp 28 VII 2020[4] Indonezja opóźni przeniesienie stolicy przez epidemię - https://www.rp.pl/Koronawirus-SARS-CoV-2/200429541-Indonezja-opozni-przeniesienie-stolicy-przez-epidemie.html - dostęp 29 VII 2020[5] https://www.newmandala.org/out-of-sight-out-of-mind-political-accountability-and-indonesias-new-capital-plan/ - dostęp 15 VIII 2020

Nota

Wybory parlamentarne w Gujanie 2020

20.09.2020

Gujana jest państwem położonym w północnej części Ameryki Południowej. Na mocy konstytucji z 1980 r. posiada republikański ustrój, na czele państwa stoi prezydent nominowany przez partię, która zwyciężyła wybory parlamentarne. Czas trwania kadencji prezydenta jest tożsamy z kadencją jednoizbowego parlamentu (Zgromadzenia Narodowego), który liczy 65 członków i jest wybierany na 5 lat. System wyborczy Gujany charakteryzuje się złożonością, 40 mandatów obsadzanych jest w ramach jednego ogólnokrajowego okręgu wyborczego, natomiast pozostałe 25 mandatów uzyskują kandydaci startujący w10 geograficznych wielomandatowych okręgach wyborczych. W Gujanie stosuje się system największej reszty w oparciu o metodę Hare’a. Uwarunkowania prawne determinują, że kandydaci muszą być członkami partii politycznych natomiast 1/3 miejsc na listach wyborczych powinny stanowić kobiety. Podmiotem odpowiedzialnym za przebieg i organizację wyborów jest Gujańska Komisja Wyborcza – Guyana Elections Comission (GECOM).Zaplanowane na 2 marca 2020 r. wybory były skutkiem politycznego kryzysu, do którego doszło w grudniu 2018 r., kiedy to rząd nie uzyskał wotum zaufania. Jeden zposłów rządzącej koalicji – Partnerstwa na rzecz Jedności Narodowej (A Partnership for National Unity APNU) oraz Sojuszu na rzecz Zmian (Alliance for Change AFC) –Charrandass Persaud zagłosował podobnie jak posłowie opozycyjnej Postępowej Partii Ludowej (People's Progressive Party PPP), za przyznaniem wotum nieufności rządowi. Głosujący przeciw rządowi parlamentarzysta wyemigrował do Kanady, ponieważ wyrażał obawy o własne życie, natomiast w środowisku pojawiały się doniesienia otym, że kupiono jego głos. Prokurator Generalny – Basil Williams wprzedstawionym rządowi memorandum prawnym wskazał, że powinien pojawić się skierowany do marszałka wniosek o zmianę decyzji w sprawie wotum zaufania ze względu na podwójne obywatelstwo posła Ch. Persaud, co zgodnie z obowiązującymi na Gujanie regulacjami wyklucza możliwość posiadania mandatu parlamentarzysty. Marszałek – dr Barton Scotland nie przychylił się do tego wniosku. W opinii pełniącej obowiązki szefa wymiaru sprawiedliwości – Roxane George, poseł Ch. Persaud został wybrany z naruszeniem konstytucji jednak jego głos był ważny.Wybory na Gujanie miały miejsce 2 marca 2020 r., natomiast dopiero w sierpniu przedstawiono oficjale wyniki, zgodnie z którymi zwycięstwo odniosła znajdująca się do tej pory w opozycji Postępowa Partia Ludowa. Mohamed Irfaan Ali 2sierpnia 2020 r. został zaprzysiężony na prezydenta kraju, jednocześnie stając się pierwszym muzułmańskim prezydentem w Ameryce Południowej. Nad przebiegiem wyborów czuwały międzynarodowe organizacje m.in. Misja Unii Europejskiej ds. obserwacji wyborów, The Carter Center oraz Wspólnoty Narodów. Proces wyborczy przebiegał sprawnie jednakże pojawiły się nieścisłości w trakcie procedury liczenia głosów. Główny urzędnik wyborczy –Keith Lowenfield przedstawiał odmienne wyniki od tych, które zostały zatwierdzone przez międzynarodowych obserwatorów. Według K. Lowenfielda w niektórych urnach znajdowały się wyłącznie głosy na główną partię opozycyjną, natomiast wielu zarejestrowanych wyborców stanowiły zmarłe osoby lub obywatele znajdujący się poza granicami kraju. Przewodnicząca komisji wyborczej – Claudette Singh zakazała głównemu urzędnikowi wyborczemu posługiwania się wynikami odmiennymi od tych, które zostały zatwierdzone przez międzynarodowych obserwatorów. Wczerwcu przeprowadzono procedurę ponownego liczenia głosów, która wskazywała na zwycięstwo opozycji. Najwyższy Karaibski Trybunał sprawiedliwości 8lipca zalecił aby K. Lowenfield zastosował się do zaleceń C. Singh iw oparciu ozatwierdzone przez międzynarodowych obserwatorów wyniki sporządził sprawozdanie. Proces ich ogłoszenia był odwlekany w czasie poprzez wykorzystanie władzy sądowniczej.Zaistniała w Gujanie sytuacja wzbudziła zainteresowanie w międzynarodowym środowisku, trwający spór stanowił reale ryzyko zawieszenia kraju w organizacjach międzynarodowych. Członkowie Centrum Cartera zwrócili uwagę na opinię obserwatorów Wspólnoty Karaibskiej, którzy stwierdzili, że wybory powinny zostać uznane. Członkowie misji obserwacyjnej UE podkreślali w raporcie, że uczestnicy wyborów mogli prowadzić swobodną kampanię, liczenie głosów przebiegało sprawnie isprawiedliwie, natomiast wątpliwości budziła uczciwość procesu wyborczego wregionie 4poprzez nieprzejrzyste i niewiarygodne zestawienie wyników. Wydano 26 zaleceń, których celem ma być poprawienie procesu wyborczego.Kryzys w Gujanie jest bardzo poważny, od ponad roku Zgromadzenie Narodowe nie odbywało posiedzeń, natomiast rząd nie był w stanie podejmować kluczowych decyzji bez zgody parlamentu. Wydatki budżetowe ograniczono do minimum, dodatkowo sytuację skomplikowała światowa pandemia choroby COVID-19. Sprawa wyborów stała się również przedmiotem zainteresowania administracji USA. Pełniący obowiązki Sekretarza Stanu USA – Mike Pompeo w lipcu ogłosił ograniczenia wizowe dla osób podważających demokrację. Wątpliwości związane z wyborami wpłynęły destabilizująco na ustrój kraju i stały się przyczyną silnych napięć m.in. na tle etnicznym. Gujana stoi przed wielkim wyzwaniem jakim jest możliwość eksploatacji szacowanych na 7 mld baryłek złóż ropy naftowej. Brak politycznej stabilizacji może ograniczyć potencjał rozwoju kraju oraz doprowadzić do eskalacji dotychczasowego kryzysu. Polityczny impas negatywnie wpłynął na atmosferę w państwie poprzez polaryzację społeczeństwa oraz pogłębił problemy gospodarcze. Również inwestorzy ograniczyli wydatki inwestycyjne ze względu na niestabilną sytuację polityczną. Odbudowa wiarygodności władz będzie długotrwałym procesem, którego finalizacja wymaga reform ustroju państwa oraz dojrzałości polityków.

Nota

Argentyna: sierpniowe protesty opozycji

20.09.2020

Sierpień 2020 r. przebiegł w Argentynie pod znakiem protestów środowisk opozycyjnych wobec lewicowego rządu prezydenta Alberto Fernándeza. Mimo zagrożenia epidemicznego, w Buenos Aires i innych miastach odbywały się masowe wystąpienia przeciwników polityki prowadzonej przez rząd. Demonstrujący Argentyńczycy sprzeciwiają się dwóm zasadniczym kwestiom: kontynuowaniu ograniczeń wprowadzonych w walce z pandemią COVID-19 oraz zapowiedzianej przez rząd reformie wymiaru sprawiedliwości. Największa demonstracja w stolicy państwa miała miejsce 17 sierpnia i stanowiła bezpośrednią reakcję na zapowiedź rządu o przedłużeniu lockdownu w najbardziej dotkniętym przez pandemię obszarze metropolitalnym Buenos Aires (miasto i prowincja o tej samej nazwie) do 30 sierpnia. Manifestanci zwracali uwagę, że trwające od marca ograniczenia rujnują argentyńską gospodarkę. Obecni oskarżali również rząd o ograniczanie wolności i forsowanie swojej agendy politycznej w warunkach kryzysu. W tym kontekście bardzo źle odebrana została zapowiedź rządu o skierowaniu do Kongresu projektu ustawy reformującej argentyńską judykatywę. Zmiany w systemie sądownictwa zapowiadane były przez prezydenta Fernándeza jeszcze w trakcie kampanii wyborczej. Zwracał on uwagę na dysfunkcyjność argentyńskiego wymiaru sprawiedliwości – niewystarczającą ilość funkcjonujących sądów federalnych i procedury postępowania ułatwiające upolitycznianie się sędziów. Reforma zakłada utworzenie nowych sądów federalnych oraz zmianę modelu postępowania sądowego z mieszanego na skargowy, w którym sędzia nie pełni funkcji śledczych, a jedynie bezstronnie orzeka o winie. Przeciwna reformie jest opozycja, oskarżająca lewicowy rząd o chęć odwrócenia uwagi opinii publicznej od realnych problemów gospodarczych. Nierzadko pojawiają się również zarzuty o partykularne interesy obozu władzy. Zdaniem opozycji, wprowadzenie reform miałoby ułatwić oddalenie zarzutów wytoczonych wobec polityków koalicji rządzącej jeszcze w okresie, gdy prezydentem był Mauricio Macri (2015-2019). Jedną z oskarżonych w procesie o korupcję jest była argentyńska prezydentka i obecna wiceprezydentka – Cristina Fernández de Kirchner.Komentarz:Argentyna, podobnie jak cała Ameryka Łacińska, bardzo mocno odczuwa skutki pandemii koronawirusa, w tym długotrwałych ograniczeń i rozpoczętego 20 marca twardego modelu izolacji społecznej. Argentyńska gospodarka w ponad 50% oparta jest na usługach, które najbardziej ucierpiały na skutek wprowadzonych restrykcji. Wielu Argentyńczyków, szczególnie mieszkańców stołecznego Buenos Aires, jest już zmęczonych izolacją, a rosnąca ilość zakażeń COVID-19 w sierpniu, (dzienna liczba zakażeń nie spadała poniżej 5 tys. przypadków) pogłębia społeczną frustrację. Warto podkreślić, że poparcie dla protestujących w warunkach pandemii wyraził przebywający w Europie były prezydent Mauricio Macri. Został on mocno skrytykowany przez obecny rząd, wysuwający trudne do polemiki argumenty o zagrożeniu epidemicznym w trakcie spontanicznie organizowanych protestów.Argentyna jest jedynym państwem Ameryki Łacińskiej, w którym na poziomie federalnym nie obowiązuje skargowy model postępowania sądowego. Konieczność zmiany obowiązującego modelu, w którym to sędziowie wszczynają sprawy i prowadzą dochodzenia, sygnalizowana jest w Argentynie od lat. Nie ulega wątpliwości, że państwo to potrzebuje reformy w kierunku zagwarantowania większej transparentności, bezstronności i apolityczności wymiaru sprawiedliwości. Pod znakiem zapytania pozostaje jednak okres, w którym zdecydowano się wprowadzić projekt do Kongresu. Pojawiające się zarzuty o interesowności rządu stawiają prezydenta Alberta Fernándeza przed dużym wyzwaniem. Musi on przekonać społeczeństwo, że proponowana ustawa nie jest projektem politycznym, a konieczną do przeprowadzenia zmianą. Kluczem do sukcesu będzie absolutna transparentność działania i odpowiednio poprowadzona kampania informacyjna. W warunkach pandemii, gdy społeczeństwo skupione jest na innych wyzwaniach, będzie to podwójnie trudne zadanie.