Logo Thing main logo

Tag: elections

Nota

Czasem wiele musi się zmienić, aby wszystko mogło zostać po staremu – ewolucja ustroju Iranu po wyborach prezydenckich 2021 r.

21.07.2021

W dniu 18 czerwca 2021 roku w Iranie odbyły się wybory prezydenckie, mające wyłonić następcę kończącego swoją drugą kadencję prezydenta Hasana Rouhaniego. Wygrał je, zgodnie z przewidywaniami, Ibrahim Raisi, cieszący się poparciem Najwyższego Przywódcy, Alego Chamenei. Dla Raisiego, który od 2019 roku stał na czele systemu sądownictwa Islamskiej Republiki Iranu, a wcześniej pełnił inne wysokie funkcje w państwie, był to drugi start w wyborach prezydenckich (w 2017 roku zdobył 38% głosów i przegrał z Hasanem Rouhanim). Choć sam wynik wyborów, ani też przebieg kampanii wyborczej, nie były niespodzianką, to pewne wydarzenia im towarzyszące należy odnotować jako istotne i interesujące z punktu widzenia ustroju Islamskiej Republiki Iranu.Odpowiedzialna za weryfikację kandydatów na prezydenta Rada Strażników Rewolucji odrzuciła ponad 600 zgłoszeń, dopuszczając ostatecznie udziału w wyborach jedynie siedmiu kandydatów. Byli to Amir-Hossein Ghazizadeh, Ibrahim Raisi, Mohsen Rezai, Said Dżalili, Alireza Zakani (wszyscy oni uznawani za kandydatów konserwatywnych i/lub radykalnych) oraz Abdolnaser Hemmati i Mohsen Mehralizadeh (uznawani za kandydatów umiarkowanych). Warto również dodać, że wielu poważnych potencjalnych kandydatów, szczególnie tych uznawanych za umiarkowanych (jak choćby minister spraw zagranicznych w rządzie Rouhaniego, Dżawad Zarif) nie zgłaszało nawet swoich kandydatur, wiedząc, że i tak zostaną one odrzucone przez Radę Strażników. Wśród tych, którzy mimo wszystko spróbowali i nie zostali dopuszczeni do startu znaleźli się znani politycy, między innymi pierwszy wiceprezydent w rządzie Rouhaniego, Iszak Dżahangiri, były prezydent Mahmud Ahmadineżad, były wieloletni przewodniczący parlamentu Ali Laridżani, czy też były ambasador Iranu w Polsce Ramin Mehmanparast. Już w trakcie kampanii wyborczej swoje kandydatury wycofało jeszcze trzech z grona zaakceptowanych kandydatów, Said Dżalili i Alireza Zakani, którzy poparli Raiseigo, oraz Mohsen Mehralizadeh, który poparł Abdolnasera Hemmatiego.Tak duża liczba kandydatów niedopuszczonych do udziału w wyborach oraz fakt, że zdyskwalifikowani zostali nie tylko politycy uznawani za umiarkowanych i należący do obozu ustępującego prezydenta Rouhaniego, ale także liczni kandydaci uznawani wcześniej za lojalnych i oddanych popleczników Najwyższego Przywódcy Alego Chamenei (np. Ahmadineżad czy Laridżani) są dość symptomatyczne. Świadczą o tym, że w tych wyborach religijni przywódcy Iranu nie zamierzali popełnić błędu sprzed czterech lat i pozbyli się wszelkiej groźnej konkurencji dla wytypowanego przez nich na nowego prezydenta Ibrahima Raisiego. W rezultacie tak daleko idących ograniczeń i machinacji, wybory te należy uznać za w znacznej mierze ustawione oraz zdecydowanie mniej wolne i demokratyczne niż wszystkie poprzednie wybory prezydenckie w Iranie, za wyjątkiem wyborów z 2009 roku. W tej sytuacji nie może dziwić, że kampania wyborcza nie była zbyt porywająca i skupiła się na rywalizacji pomiędzy kandydatami umiarkowanymi a radykalnymi. Było to szczególnie widoczne w czasie debaty telewizyjnej z udziałem wszystkich siedmiu kandydatów. Choć podobnie identyfikowali oni główne problemy, z którymi zmierzyć się będzie musiał kolejny prezydent Iranu (bieda, stagnacja gospodarcza, inflacja, korupcja, słaby poziom usług publicznych), żaden z nich nie przedstawił konkretnych pomysłów na to, jak sobie z nimi poradzić.Zdyskwalifikowanie większości poważnych kandydatów umiarkowanych i, w zasadzie przesądzone już przed wyborami, zwycięstwo Ibrahima Raisiego, a także wciąż obecny w Iranie w pewnym stopniu strach przez epidemią COVID-19, spowodowały, że wielu Irańczyków nie miało zamiaru pójść do głosowania. Spodziewano się więc niskiej frekwencji i tak też się stało. Nie pomogły nawet fatwy Najwyższego Przywódcy i innych szyickich duchownych, którzy ogłosili, że brak udziału w wyborach lub oddanie nieważnego głosu jest grzechem. Do urn udało się niespełna 29 milionów Irańczyków. Frekwencja wyborcza wyniosła 48,78% i była najniższa w wyborach w Iranie od rewolucji w 1979 roku. Ponadto oddano też rekordowo dużo, bo aż 3,74 miliona głosów pustych i nieważnych (to więcej, niż uzyskał jakikolwiek kandydat poza zwycięskim Ibrahimem Raisim). Jest to kolejny dość istotny symptom zmiany społeczno-politycznej w Iranie, która może mieć znaczenie dla przemian ustrojowych. Oznacza bowiem z jednej strony, że Irańczycy są coraz bardziej świadomi tego, jak bardzo zakonserwowany i zabetonowany jest panujący w kraju ustrój polityczny, z drugiej zaś pokazuje, że narasta wśród nich skłonność do biernego oporu i niechęć do firmowania poprzez udział w wyborach działań władz, których nie akceptują i z którymi się nie zgadzają.Ibrahim Raisi uzyskał ostatecznie ponad 18 milionów głosów i zdobywając 72,35% oddanych ważnych głosów został nowym prezydentem Iranu. Jest to kolejny prezydent będący szyickim duchownym, choć jego ranga jako duchownego jest niepewna. On sam kilkukrotnie określał siebie jako ajatollaha, następnie, gdy media wytknęły mu, że nie posiada właściwego wykształcenia religijnego i kwalifikacji, wycofał się z tego i określał się jako hodżatoleslam (ranga duchowna niższa niż ajatollah), by już w takcie kampanii wyborczej znów twierdzić, że jest ajatollahem. Nie ulega natomiast wątpliwości, że całe niereligijne wykształcenie formalne Raisiego ogranicza się do szkoły podstawowej. Po jej ukończeniu studiował on już tylko teologię i prawo religijne w seminariach duchownych, wobec czego jest on oskarżany przez swoich przeciwników o brak kompetencji do sprawowania urzędu prezydenta i rządzenia państwem. Wydaje się, że rzeczywiście może to w pewien sposób wpłynąć na sprawowanie przez niego urzędu. Co prawda strategiczne kierunki polityki w Iranie i tak są określane przez Najwyższego Prawnika i Radę Strażników Rewolucji i tu prezydent, ktokolwiek by nim nie był, i tak nie ma bardzo ograniczone pole manewru. Natomiast brak formalnego wykształcenia i prawdopodobne ograniczenie kompetencji z tym związane mogą spowodować, że Ibrahim Raisi będzie musiał w dużo większym stopniu niż jego poprzednicy polegać na swoim otoczeniu i kluczowych doradcach. Ci zaś natomiast w znacznej mierze wywodzić się będą ze środowiska byłych i obecnych oficerów Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, co oznaczać może jeszcze większy wzrost, i tak już ogromnych, wpływów tej organizacji. Inne kontrowersje związane z Raisim dotyczą jego udziału w masowych egzekucjach przeciwników politycznych irańskiego reżimu z 1988 roku. W 2019 roku natomiast, wraz z innymi osobami z bliskiego otoczenia Najwyższego Przywódcy, został on objęty sankcjami przez USA za swój udział w tłumieniu protestów, które miały miejsce w Iranie w tymże roku.Wybór Raisiego na prezydenta Iranu, a szczególnie zdecydowane poparcie, jakiego udzielił mu Najwyższy Przywódca, może też oznaczać, że to właśnie w Ibrahimie Raisim Ali Chamenei upatruje swego następcy. Choć deklaracja taka jak na razie nie padła, to na giełdzie nazwisk potencjalnych następców Chameneiego akcje Raisiego zdecydowanie poszły w górę. Póki co Ibrahim Raisi będzie prezydentem Iranu w kadencji obejmującej lata 2021-25. Wydaje się, że w stosunku do swego poprzednika Hassana Rowhaniego po jego rządach, zarówno w polityce wewnętrznej jak i zagranicznej Iranu, możemy spodziewać się zmiany retoryki, która zapewne stanie się ostrzejsza i bardziej wojownicza. Sama polityka natomiast zapewne nie ulegnie większym zmianom, ponieważ urząd prezydenta w systemie politycznym Iranu jest ośrodkiem wykonującym decyzje polityczne, a nie je podejmującym.

Nota

Peru: kontrowersje po wyborach prezydenckich

02.07.2021

6 czerwca 2021 r. w Peru miała miejsce druga tura wyborów prezydenckich, w której starli się lewicowy związkowiec i nauczyciel Pedro Castillo i konserwatywna polityczka Keiko Fujimori, córką dyktatora rządzącego krajem w latach 1990-2000.Po przeliczeniu ponad 99,9% głosów różnica między dwójką kandydatów okazała się minimalna, ze wskazaniem na Castillo. Kandydat lewicowo-populistycznej partii Perú Libre utrzymuje przewagę na poziomie 0,3% (około 40 tys. głosów), choć Fujimori konsekwentnie odmawia uznania tego rezultatu. Liderka Fuerza Popular, startująca w wyborach prezydenckich już po raz trzeci, domaga się ponownego przeliczenia głosów płynących z kilkuset okręgów, oskarżając swoich przeciwników o manipulacje wyborcze, oszustwa i kupowanie głosów.Skargi wnoszone przez Fujimori zostały przyjęte przez komisję wyborczą, mimo że sama kandydatka nie przedstawiła realnych dowodów na poparcie swoich oskarżeń. Rozpatrywanie sprawy znacząco opóźnia ogłoszenie oficjalnych wyników wyborów, na które Peruwiańczycy czekać mogą nawet dwa tygodnie. Sytuacja niepewności wykorzystuje dwójka kandydatów, konsekwentnie mobilizując swoich zwolenników przeciwko opozycji.Komentarz:Przedłużające się w czasie ogłoszenie wyników wyborów prezydenckich w Peru grozić może wybuchem społecznych niepokoi, co wydaje się szczególnie niebezpieczne w spolaryzowanym społeczeństwie. Niewielkie różnice pomiędzy kandydatami prezentującymi tak skrajnie odmienną wizję przyszłego państwa wskazują na głębokie podziały wśród Peruwiańczyków, na które dodatkowo nakładają się przepaści na linii wieś-miasto. Keiko Fujimori jest polityczką konserwatywną, odwołującą się do dziedzictwa swojego ojca, odbywającego karę więzienia dyktatora Alberta Fujimoriego. Jej zaplecze wyborcze stanowią zamożni mieszkańcy dużych miast o sympatiach prawicowych. W trakcie kampanii otwarcie atakowała ona lewicowego Castillo, obiecującego radykalne reformy i zadośćuczynienie mieszkańcom interioru, głównie ludności rdzennej. To właśnie zamieszkujący andyjską prowincję Peruwiańczycyrdzennego i metyskiego pochodzenia odpowiadają za tak wysoki wynik uzyskany przez Castillo. Sam kandydat w okresie przedwyborczym nie stronił od haseł populistycznych, opierając swoją kampanię na bezpośrednim kontakcie z wyborcami. W trakcie organizowanych przez niego licznie wieców składał on radykalne z punktu widzenia prawicy propozycje, między innymi wywłaszczenie zagranicznych koncernów trzech kluczowych sektorów: górniczego, gazowego i ropy naftowej. Mimo że ostatecznie wycofał się on z większości kontrowersyjnych propozycji, złożone przez niego obietnice wykorzystane zostały przez zwolenników Fujimori w celu uruchomienia kampanii strachu, co jedynie napędzało protesty w stolicy kraju, Limie.Trzeba mieć świadomość, że dla samej Fujimori stawką w wyborach nie jest jedynie zwycięstwo i objęcie funkcji prezydenckiej, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa również wolność. Na polityczce ciążą poważne zarzuty korupcyjne, między innymi w związku z takzwaną aferą Odebrechtu – brazylijskiej spółki budowalnej, od której Fujimori przyjmować miała pieniądze na prowadzenie wcześniejszych kampanii wyborczych. Uzyskanie immunitetu w wyniku zwycięskich wyborów pozwoliłoby jej oddalić w czasie będące w toku procesy sądowe, a w dłuższej perspektywie być może całkowicie uniknąć więzienia.

Nota

Wybory w Izraelu – neverending story

16.04.2021

23 marca 2021 w Izraelu odbyły się wybory do Knesetu. Były to czwarte wybory parlamentarne w ciągu ostatnich dwóch lat. Marcowe głosowanie nie było przełomowe. Polityczny pat wciąż istnieje, a możliwość stworzenia rządu jest bardzo mało prawdopodobna. Ostatnie lata doskonale obrazują problemy, z jakimi borykają się izraelskie elity polityczne.Izrael charakteryzuje się poważnym rozdrobieniem sceny politycznej. W Państwie Żydowskim mamy do czynienia z niskim progiem wyborczym – dziś wynosi on 3,25%. Tak niska wartość utrwala rozdrobienie partyjne. W poprzednich wyborach do parlamentu dostało się 8 ugrupowań politycznych, a po marcowych wyborach w parlamencie znajdzie się 13 partii politycznych. Reprezentują one wszystkie prądy ideologiczne oraz, co charakterystyczne dla Izraela, w skład Knesetu wchodzą również partie arabskie i ugrupowania ultrareligijne.Największą partią pozostanie prawicowy Likud z premierem Beniaminem Netanjahu (30 madatów), 17 miejsc w Knesecie będzie miała liberalna Jesh Atid Jaira Lapida, 9 posłów reprezentować będzie ultraordodoksyjną partię sefardyjskich Żydów – Szas, 8 mandatów mają Biało-Niebiescy Benny’ego Ganza, po 7 przedstawicieli mają: prawicowa Jamina Naftalego Benneta, lewicowa Partia Pracy, aszkenadyjski ultarortodoksyjny Zjednoczony Judaizm Tory oraz rosyjskojęzyczna Israel Beitenu Awigdora Liebermana. Jedno miejsce mniej (6) zdobyli politycy czterech ugrupowań: arabskiej Zjednoczonej Listy, skrajnie prawicowi religijni-syjoniści, prawicowa Nowa Nadzieja Gideona Sa’ara, lewicowa Merec, a najmniejszą reprezentację (4 parlamentarzystów) będzie miała islamistyczna, arabska Ra’am Mansura Abbasa.Jednak nie tylko rozdrobnienie partyjne wpływa na kłopoty z tworzeniem rządu. Obecną sytuację polityczną trzeba wyjaśnić podkreślając kilka elementów.Należy pamiętać, że premier Beniamin Netanjahu ma wyjątkowo duży negatywny elektorat. Ciążą na nim zarzuty korupcyjne i nadużycia władzy. W ciągu ostatnich kilku lat Izraelczycy wychodzili na ulice domagając się rozliczenia premiera. Okolicznością, która chroni lidera Likudu przed pociągnięciem do odpowiedzialności karnej jest fakt, że wciąż pełni urząd premiera (chociaż i tak podejmowane są próby prowadzenia wobec niego postępowania procesowego). Dla Netanjahu stanie na czele izraelskiego rządu to nie tylko kwestia władzyi prestiżu; to także sprawa jego wolności. Nie byłby on pierwszym izraelskim, prominentnym politykiem, który trawiłby do więzienia.Nie tylko izraelskie społeczeństwo ma dość władzy Bibiego. Nie „trawi” go znaczna część izraelskiej sceny politycznej. Do jego najbardziej zadeklarowanych przeciwników należą jego byli koalicyjni partnerzy: Awigdor Liberman, Benny Ganz, Jair Lapid, Naftali Bennet oraz jego były partyjny kolega Gideon Sa’ar. Każdy z nich kiedyś ufał Netanjahu i każdy z nich przekonał się, że jest się jego współpracownikiem tylko do momentu, kiedy jest to wygodne i korzystne dla lidera Likudu. Netanjahu i tych polityków dzielą więc nie tylko różnice ideowe, ale również osobiste antypatie.Jednak mimo tak ogromnego negatywnego elektoratu Netanjahu wciąż cieszy się poparciem znacznej części izraelskich wyborców. Podczas ostatniej kampanii wyborczej jego sztab podkreślał dwa spektakularne sukcesy izraelskiego premiera. Pierwszy dotyczył polityki zagranicznej. Izrael dzięki wsparciu administracji prezydenta USA Donalda Trumpa doprowadził o uregulowania stosunków dyplomatycznych z czterema państwami arabskimi. Porozumienia Abrahamowe zostały podpisane kolejno ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Bahrajnem, Sudanem i Maroko. Było to niewątpliwe osiągnięcie. W kampanii wyborczej to Netanjahu był przedstawiany jako ojciec tego sukcesu.Może jeszcze bardziej spektakularne było jego dokonanie na scenie wewnątrzizraelskiej. To właśnie Izrael, za sprawą premiera, stał się światowym liderem w szybkości przeprowadzonej akcji szczepionkowej. Państwo Żydowskie zapewniło sobie wystarczającą liczbę dawek pozwalającą zaszczepić znaczną część społeczeństwa. By nie było wątpliwości, kto jest mężem opatrznościowym ratującym Izrael i jego gospodarkę, Netanjahu występował w reklamach propagujących kampanię szczepień.Polityczny pat w Izraelu spowodował jeszcze jedną, całkowicie wyjątkową sytuację. Okazało się, że na scenie politycznej pojawili się nowi kingmakerzy. Języczkiem uwagi stał się Naftali Bennet i Mansur Abbas. Formacje obu polityków nie zadeklarowały się jako stronnicy któregoś z obozów. O ich wsparcie zabiegał wiec i Likud i partie opozycyjne. O dziwo bliżej do Netanjahu było arabskiej partii islamistycznej niż prawicowemu ugrupowaniu Jamina. Bennet miał za sobą czas współpracy z premierem Netanjahu. Lider Jaminy, jak sądzę, nie miał z tego okresu dobrych wspomnień. Układ polityczny w Knesecie powodował jednak, że Bennet, który w Knesecie miał jedynie 7 mandatów, zaczął marzyć o stanowisku premiera.Ostatecznie prezydent Re’uwen Riwlin dał Beniaminowi Netanjahu możliwość stworzenia rządu. Jak można było się spodziewać, misja lidera Likudu zakończyła się fiaskiem. Prezydentowi nie pozostało nic innego jak wskazać Jaira Lapida, lidera Yesh Atid - drugiej co do wielkości partii w izraelskim parlamencie. Lapid zdawał sobie sprawę, że jedyną możliwością stworzenia rządu jest powstanie koalicji, w której skład wchodziłyby formacje prawicowe, centrowe i lewicowe, politycy religijni i zwolennicy świeckiego państwa, parlamentarzyści liberałowie oraz ci, którzy deklarują się jako socjaliści. Rząd, który miałby powstać, byłby wyjątkowo (nawet jak na warunki izraelskie) niespójny jeśli chodzi o ideologię i w zasadzie łączyłaby go jedynie chęć odsunięcia od władzy Beniamina Netanjahu.Niemniej jednak rozmowy między liderami opozycji mogły przynieść efekt w postaci utworzenia koalicyjnego gabinetu. Gdy wydawało się to prawdopodobne, najpierw doszło do zamieszek żydowsko-arabskich w samym Izraelu, a od 10 maja do otwartego konfliktu pomiędzy Izraelem a rządzącym w Strefie Gazy Hamasem. 14 maja Nafatali Bennet wycofał się z rozmów z Lairem Lapidem i zdecydował, że w tej sytuacji powinien powstać rząd jedności narodowej. Sam Lapid oświadczył, że nadal będzie próbował skonstruować nowy gabinet, ale szanse na jego stworzenie znacznie zmalały. Znów na horyzoncie majaczy wizja nowych wyborów.Jednak ich wynik może ponownie otworzyć drogę do kolejnego rządu z Beniaminem Netanjahu. Nieprzejednana postawa Bibiego w walce z Hamasem znów przysparza mu zwolenników. Dla dużej części Żydów to właśnie on był, jest i pewno będzie gwarantem ich bezpieczeństwa.Może się okazać, że w Izraelu są tylko dwie możliwości – niekończące się wybory lub rząd Beniamina Netanjahu. Dla dużej części Izraelczyków oba scenariusze są tak samo niedobre.

Nota

Burkina Faso: terroryzm i wybory 2020

09.12.2020

W niedzielę 22 listopada 2020 roku odbyły się wybory parlamentarne i prezydenckie w zachodnioafrykańskiej republice Burkina Faso. Były to drugie wybory, które odbyły się od czasu zamachu stanu i obalenia 27-letnich rządów Blaise Compaoré w 2015 roku. Wybory zgodnie z oczekiwaniami zakończyły się zwycięstwem w pierwszej turze urzędującego prezydenta Rocha Marca Christiana Kaboré, który zdobył 53,49% głosów oraz prezydenckiego ugrupowania Ludowy Ruch na rzecz Postępu[1], którego kandydaci zdobyli 55 na 127 miejsc w Zgromadzeniu Narodowym[2]. Natomiast główny kontrkandydat urzędującego prezydenta Zephirin Diabré zdołał uzyskać 29,65% głosów[3]. Politycy opozycji od początku kampanii wyborczej oraz już po ogłoszeniu wyników wskazywali na możliwości fałszerstwa oraz nieprawidłowości podczas wyborów. Jednak ostatecznie zaakceptowali oni ich wyniki [„Burkina Faso’s Kaboré wins re-election, according to full preliminary results” 2020]. Kwestia bezpieczeństwa była głównym problemem, który zdominował wybory powszechne w Burkina Faso. Kwestia ta jest związana z działalnością w krajach Sahelu organizacji terrorystycznej tzw. Państwa Islamskiego (ISIS/ISIL), Al-Kaidy oraz pozostałych, lokalnych muzułmańskich grup terrorystycznych, chociażby takich jak Ansarul Islam[4]. W rezultacie, Burkina Faso stała się nowym epicentrum terroryzmu w tym regionie. Dotychczas państwo to, w odróżnieniu od sąsiednich Mali lub Nigru, zdawała się być wolna od islamskiego terroryzmu. Lecz od kilku lat wyżej wspomniane organizacje regularnie infiltrują terytorium państwa dokonując zamachów terrorystycznych (największe w 2016 i 2017 roku w Wagadougu, stolicy Burkiny Faso czy zabicie 14 żołnierzy sił rządowych zaledwie miesiąc przed wyborami) oraz rekrutując nowych bojowników do swoich organizacji, zwłaszcza wśród członków marginalizowanej grupy etnicznej Fulani [„Burkina Faso holds elections amid fear of attacks” 2020]. W efekcie, grupa etniczna Fulani stała się celem ataków sił rządowych oraz organizacji samoobrony „Koglweogo”, składającej się głównie z członków dominującej grupy etnicznej Mossi[5]. Stało się to kolejnym czynnikiem destabilizacji państwa, prowadząc do możliwości powstania konfliktów etnicznych [„When the Soldiers Meant to Protect You Instead Come to Kill” 2020].Infiltracja terytorium Burkiny Faso przez organizacje islamskiego terroryzmu, doprowadziła do utraty kontroli nad niektórymi obszarami państwa (głównie północ) przez rząd centralny oraz migracji wewnętrznych i zewnętrznych osób zamieszkujących zagrożone części kraju. Szacuje się, że swoje miejsca zamieszkania musiało opuścić około 1 miliona osób, a na emigrację na przykład do sąsiedniego Wybrzeża Kości Słoniowej (WKS) udało się około 3,5 miliona osób z czego 1,7 ma prawo głosu [„Burkina Faso election takes place amid jihadist threat” 2020].Pierwsze problemy związane z bezpieczeństwem przeprowadzenia wyborów pojawiły się jeszcze podczas procesu rejestracji wyborców. Na skutek braku możliwości rejestracji na obszarach, na których rząd centralny utracił swoją kontrolę oraz wysokiej liczby migrantów wewnętrznych, 166000 nowych wyborców nie zostało zarejestrowanych [„In Burkina Faso’s election, security concerns and disenfranchised voters” 2020]. W stosunku do poprzednich wyborów z 2015 roku, łącznie nie zarejestrowano około 417465 wyborców [„Surrounded by war, Burkinabe civilians have votes taken away” 2020].W efekcie, pojawiły się wątpliwości co do sensu przeprowadzenia wyborów prezydenckich w takich warunkach. Sugerowano również zorganizowanie ich w innym terminie. Niemożność wzięcia udziału w wyborach dla tak dużej liczby wyborców, mogłoby podważyć legitymację samych wyborów. Ostatecznie, 25 sierpnia 2020 roku członkowie Zgromadzenia Narodowego przyjęli projekt ustawy o zmianie ordynacji wyborczej, której postanowienia przewidują, że w przypadku „siły wyższej lub wyjątkowych okoliczności” należycie stwierdzonych przez Radę Konstytucyjną, skutkujących niemożnością zorganizowania wyborów na części terytorium, wybory są uznawane za ważne na podstawie wyników z tylko tych lokali wyborczych, które zostały otwarte [„Burkina Faso: inquiétudes autour d'un projet de loi modifiant le code électoral” 2020]. Nie ulega wątpliwości, że wprowadzone zmiany w praktyce ułatwiły reelekcję R.M. Kaboré oraz osłabiły prawdopodobieństwo zakwestionowania wyborów przez opozycję z powodu nieotwarcia części lokali wyborczych. Obszary kraju, w których wybory nie mogły zostać przeprowadzone to głównie terytoria zamieszkiwane przez ludność grupy etnicznej Fulani, wrogiej prezydentowi R.M. Kaboré na skutek ataków sił rządowych oraz organizacji samoobrony „Koglweogo”. Co więcej, jeszcze w lipcu 2018 roku Zgromadzenie Narodowe uchwaliło projekt ustawy zmieniającej prawo wyborcze, tak aby utrudnić oddanie głosu w wyborach członkom diaspory. Na skutek tej zmiany zakazano używania powszechnej wśród emigrantów karty konsularnej – jako dokumentu tożsamości (będącego jednocześnie dokumentem rejestracyjnym podczas wyborów), wydawanego przez ambasadę obywatelom zarejestrowanym w jej jurysdykcji [„Burkina Faso’s Elections to Proceed Without the People” 2020]. Jedyną możliwością rejestracji stał się paszport, który kosztuje 200$ lub kwotę odpowiadającą średniej wysokości miesięcznego czynszu w Wagadugu [„Burkina Faso’s Elections to Proceed Without the People” 2020]. Nie wszyscy ze względów materialnych mają możliwość wyrobienia takiego dokumentu. Zmiana ta w założeniu miała uniemożliwić udział w głosowaniu emigrantom z Burkiny Faso, którzy są uznawani za krytycznych wobec rządów R.M. Kaboré [„Burkina Faso’s Elections to Proceed Without the People” 2020]. Na przykład w przywoływanym już przykładzie WKS spośród 980 000 posiadaczy karty konsularnej tylko 300 000 posiada krajowy dowód tożsamości, a 100 000 paszport [„Burkina Faso’s Elections to Proceed Without the People” 2020].Ostatecznie na podstawie oficjalnych danych organu odpowiedzialnego za przeprowadzenie wyborów: Commission Electorale Nationale Indépendante (CENI), do utworzonych list wyborców dodano 2,3 miliona osób, a łącznie na listach wyborców znalazło się ich 5,5 miliona [„Surrounded by war, Burkinabe civilians have votes taken away” 2020]. Aby umożliwić głosowanie migrantom wewnętrznym, powstały komisje wyborcze w zamieszkiwanych przez nich obozach [„Surrounded by war, Burkinabe civilians have votes taken away” 2020]. Rozmieszczono dodatkowe siły bezpieczeństwa, jednak dotyczyło to głównie Wagadugu. Przedstawiciele CENI wykorzystywali nawet helikopter, aby dostać się do jak największej liczby komisji wyborczych [„In Burkina Faso’s election, security concerns and disenfranchised voters” 2020]. Mimo to, w około 3000 komisjach wyborczych, wybory ze względów bezpieczeństwa wcale się nie odbyły [„Burkina Faso’s Kaboré wins re-election, according to full preliminary results” 2020]. Przez co, prawie 400 000 osób zostało pozbawionych możliwości zagłosowania. Nawet te komisje wyborcze, które zdołały otworzyć się jeszcze w niedzielę rano, niemalże natychmiast musiały ewakuować się z uwagi na zagrożenie terrorystyczne [„Burkina Faso election takes place amid jihadist threat” 2020]. Sytuacja ta dotyczyła zwłaszcza tych części kraju, nad którymi rząd centralny stracił kontrolę. Dżihadyści w dniu wyborów wydali komunikat zgodnie z którym, grożono śmiercią lub okaleczeniem wszystkim osobom, u których stwierdzą, że wzięli udział w wyborach powszechnych[6] [„Burkina Faso election takes place amid jihadist threat” 2020].Mimo rzeczywiście istniejących zagrożeń terrorystycznych, głosowanie ostatecznie przebiegło spokojnie. Nie zanotowano żadnych poważniejszych incydentów. Nie ulega jednak wątpliwości, że organizacje terrorystyczne skutecznie utrudniły przeprowadzenie wyborów, a prawdopodobieństwo zamachów było jak najbardziej realne. Całościowo zarejestrowano około 5,5 miliona wyborców, z czego zagłosowało ponad 3,3 milionów. Skuteczny częściowy paraliż wyborów, przez zagrożenia spowodowane działalnością terrorystów islamskich, stanowi w ich rękach istotny argument wskazujący ludności Burkina Faso na słabość instytucji państwa, ułatwiając jednocześnie rekrutację do tych organizacji. Ponadto mobilizuje to dżihadystów do dalszych ataków terrorystycznych oraz rozwoju swojej działalności na terytorium państwa. Zagrożenie bezpieczeństwa stało się także motywem dla rządzących elit politycznych związanych z prezydentem R.M. Kaboré, do wprowadzenia takich zmian w kodeksie wyborczym, pod pozorem których reelekcja prezydenta stała się zdecydowanie łatwiejsza. Podobne rozwiązania miały już miejsce chociażby w WKS, Ghanie, Gwinei czy Mali [„Burkina Faso’s Elections to Proceed Without the People” 2020]. Sytuacja związana z wyborami jednoznacznie pokazuje, że największymi wyzwaniami podczas drugiej kadencji R.M. Kaboré staną się: kwestia bezpieczeństwa, zażegnanie zagrożenia terrorystycznego oraz przywrócenie spójności, a także stabilności państwa. Historia praktyka polityczna Burkiny Faso, naznaczona częstymi zamachami stanu oraz niestabilnością wskazuje, iż będzie to skomplikowane i rozłożone w czasie zadanie.Bibliografia:2020,BurkinaFasoelectiontakesplaceamidjihadistthreat,[online:] https://www.bbc.com/news/world-africa-55014928 [dostęp: 7 grudnia 2020].2020,BurkinaFaso’sElectionstoProceedWithoutthePeople,[online:] https://globalriskinsights.com/2020/11/burkina-fasos-elections-to-proceed-without-the-people/ [dostęp: 7 grudnia 2020].2020,BurkinaFasoholdselectionsamidfearofattacks,[online:] https://www.aljazeera.com/news/2020/11/22/polls-open-in-burkina-faso-for-election-marred-by-violence [dostęp: 7 grudnia 2020].2020, Burkina Faso: inquiétudes autour d'un projet de loi modifiant le code électoral, [online:] https://www.rfi.fr/fr/afrique/20200826-burkina-changement-code-electoral-projet-loi-polemique [dostęp: 7 grudnia 2020].2020, Burkina Faso’s Kaboré wins re-election, according to full preliminary results, [online:] https://www.france24.com/en/africa/20201126-burkina-s-kabor%C3%A9-wins-re-election-according-to-full-preliminary-results [dostęp: 7 grudnia 2020].2020,ElectionGuide:BurkinaFaso(electionfor:AssembléeNationale),[online:] https://www.electionguide.org/elections/id/2819/ [dostęp: 7 grudnia 2020].2020,ElectionGuide:BurkinaFaso(electionforpresident),[online:] https://www.electionguide.org/elections/id/2501/ [dostęp: 7 grudnia 2020].2020, In Burkina Faso’s election security concerns and disenfranchised voters, [online:] https://www.thenewhumanitarian.org/news-feature/2020/11/2/africa-burkina-faso-elections-security-voters-extremist-groups [dostęp: 7 grudnia 2020].2020,Surroundedbywar,Burkinabecivilianshavevotestakenaway,[online] https://www.aljazeera.com/news/2020/10/6/amid-insecurity-voters-cannot-register-for-burkina-faso-polls [dostęp: 7 grudnia 2020].2020,WhentheSoldiersMeanttoProtectYouInsteadCometoKill,[online:] https://www.nytimes.com/2020/06/22/world/africa/burkina-faso-terrorism.html[dostęp:7 grudnia 2020].[1] Mouvement du peuple pour le progrès (MPP).[2] Szczegółowe wyniki wyborów do Zgromadzenia Narodowego znajdują się na stronie:https://www.electionguide.org/elections/id/2819/ [dostęp: 10 grudnia 2020]. [3] Szczegółowe wyniki wyborów prezydenckich znajdują się na stronie:https://www.electionguide.org/elections/id/2501/ [dostęp: 10 grudnia 2020].[4] Nazwa oznacza dosłownie „Obrońcy Islamu”. Organizacja terrorystyczna założona na północy Burkina Faso przez pochodzącego z grupy etnicznej Fulani islamskiego kaznodzieję Malama Ibrahima Dicko.[5] Grupa etniczna prezydenta R.M. Kaboré.[6] Takim dowodem stał się ślad atramentu na palcu, którego odcisk wykorzystywany jest zamiast podpisu na liście wyborców.

Nota

Wybory parlamentarne na Trynidadzie i Tobago w 2020 r.

09.12.2020

Trynidad i Tobago jest republiką parlamentarną znajdującą się w Ameryce Południowej na czele której stoi prezydent. Władzę ustawodawczą sprawuje dwuizbowy parlament złożony z Senatu liczącego 31 senatorów oraz Izby Reprezentantów złożonej z41przedstawicieli. Kadencja prezydenta oraz parlamentu trwa 5 lat. Przedstawiciele Senatu są mianowani przez prezydenta; kandydatura 16 osób jest konsultowana z premierem, 9kandydatów powinno charakteryzować się niezależnością, natomiast 6 senatorów nominowanych jest po konsultacjach z liderem opozycji.Izba Reprezentantów wybierana jest w wyborach demokratycznych, które odbywają się w formule większościowej. Państwo podzielone jest na 41 jednomandatowych okręgów wyborczych z których 39 znajduje się na wyspie Trynidad, natomiast 2 okręgi wyborcze obejmują wyspę Tobago. Kandydować w wyborach mogą obywatele, którzy ukończyli 18 rok życia oraz przebywają w państwie od co najmniej 2lat bezpośrednio przed datą nominacji do wyborów lub w tym dniu zamieszkują Trynidad i Tobago. Czynne prawo wyborcze posiadają osoby które ukończyły 18 rok życia, zamieszkują wdanym okręgu wyborczym od co najmniej 2 miesięcy przed datą wyborów oraz są obywatelami Trynidadu i Tobago lub Wspólnoty Narodów, przebywającymi na terytorium Trynidadu i Tobago przez okres co najmniej 1roku. Obradom Izby Reprezentantów przewodzi spiker, który może pochodzić z grona parlamentarzystów lub być wybrany z zewnątrz, który wraz z wyborem staję się członkiem Izby Reprezentantów.Premier Keith Rowley 3 lipca 2020 r. ogłosił, że dzień nominacji kandydatów przypadnie na 17 lipca, natomiast głosowanie odbędzie się 10 sierpnia. Na Trynidadzie iTobago funkcjonuje kilkanaście partii politycznych z których tylko dwie realnie liczą się w walce o władzę; rządząca w latach 2015-2020 partia Ludowy Ruch (People's National Movement PNM) oraz Zjednoczony Kongres Narodowy (United National Congress UNC). O członkostwo w parlamencie ubiegało się 150 kandydatów z 19ugrupowań politycznych, a prawo do głosowania przysługiwało 1,1 mln obywateli. Prowadzenie kampanii wyborczej było utrudnione przez światową pandemię koronawirusa, polityczne wiece organizowano za pośrednictwem Internetu.W kampanii wyborczej głównymi tematami poruszanymi przez opozycję były problemy gospodarcze związane z spadającym w ostatnich latach PKB, problem przestępczości oraz nielegalna migracja tysięcy Wenezuelczyków na Trynidad i Tobago. Liderka opozycji Kamla Persad-Bissessar zarzucała rządzącej partii ataki na przedstawicieli opozycyjnych środowisk, jej zdaniem próbowano zastraszyć działaczy opozycji. Przed wyborami komisarz policji ujawnił, że jednemu z czołowych polityków grożono śmiercią. Lokalne media poinformowały, że groźby były skierowane przeciwko liderce głównej partii opozycyjnej K. Persad-Bissessar. Nie był to pierwszy przypadek gróźb skierowanych wobec przewodniczącej UNC. Podobne incydenty miały miejsce przed wyborami w 2010 r.Lider rządzącej partii K. Rowley oskarżał opozycję o rasistowskie konotacje wspotach wyborczych. Urzędujący premier w trakcie wirtualnego spotkania swojej partii domagał się usunięcia spotu w którym Afro-Trynidadka błagająca o jedzenie otrzymała banany. Liderka opozycji K. Persad-Bissessar odpierała oskarżenia podkreślając, że nie widziała kontrowersyjnych spotów oraz stwierdziła nie są to materiały jej ugrupowania, a cała sytuacja ma na celu odwrócenie uwagi od rzeczywistych problemów. W trakcie kampania wyborczej poruszenie wywołała rezygnacja Nafeesy Mohammed z członkostwa w partii PNM. N. Mohammed w przeszłości pełniła funkcję wiceprzewodniczącej partii.Przed wyborami K. Persad-Bissessar apelowała o obecność międzynarodowych obserwatorów w trakcie wyborów. Obawy opozycji budziła pandemia, która mogła negatywnie wpłynąć na frekwencję, według liderki opozycji lekarze namawiali społeczeństwo do pozostania w domach. Niektóre środowiska polityczne apelowały o przełożenie wyborów w związku postępującą pandemią. Przedwyborcze sondaże wskazywały na niewielkie różnice w poparciu dla dwóch głównych partii politycznych.Pomimo apeli opozycji oraz działań trynidadzkiego rządu w trakcie wyborów nie pojawili się międzynarodowi obserwatorzy. K. Rowley podkreślał, że zaprosił obserwatorów z Wspólnoty Narodów oraz Wspólnoty Karaibskiej jednak ze względu na koszty oraz obostrzenia spowodowane pandemią choroby COVID-19 nie doszło do ich przybycia. W wyborach zaplanowanych na 10 sierpnia wzięło udział mniej obywateli niż w 2015 r. Frekwencja wynosiła 58,8 %, natomiast w 2015 r. do urn poszło 67,3% osób uprawnionych do głosowania. Przed godziną 23:00 lider PNM K. Rowley ogłosił zwycięstwo w wyborach. Partia urzędującego premiera zdobyła 22 mandaty, natomiast opozycyjna partia UNC uzyskała 19 mandatów. Liderka opozycji żądała ponownego przeliczenia głosów w pięciu okręgach wyborczych. Komisja wyborcza dokonała analizy jednak poczynione ustalenia wykazały nie wielkie różnice w liczbie oddanych głosów, które nie miały wpływu na podane wcześniej wyniki. Nowy rząd w którym ponownie funkcję premiera pełni K. Rowley został zaprzysiężony 19 sierpnia przez pełniącą urząd prezydenta Paule-Mae Weekes.Wybory parlamentarne na Trynidadzie i Tobago przeprowadzone w 2020 r. odbywały się w cieniu pandemii, natomiast prowadzona kampania wyborcza została zdominowana przez bieżące tematy polityczne. Władzę utrzymała partia PNM ale opozycyjna partia UNC zyskała dwa mandaty w stosunku do poprzedniej kadencji parlamentu. Pomimo problemów gospodarczych spowodowanych spadkiem cen energii oraz pandemią rządząca do tej pory partia PNM utrzymała władzę. Politycy tego ugrupowania deklarowali dążenie do zwiększenia eksportu usług energetycznych oraz uproszczenie procedur związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej. W kampanii wyborczej nie dominowały tematy związane z zmianami ustrojowymi co wskazuje na stabilność obecnych rozwiązań ustrojowych. Proces wyborczy przebiegał bez większych problemów wodróżnieniu od sytuacji, która miała miejsce w Gujanie. Niepokojąca może być nieobecność zagranicznych obserwatorów. Na Trynidadzie pojawiły się stwierdzenia, że ich udział w kontrolowaniu wyborów jest częścią dziedzictwa kolonialnego.Rząd Trynidadu i Tobago musi zmierzyć się z trudnymi wyzwaniami, które są związane z problemami gospodarczymi ale i z nielegalną migracją uchodźców z pogrążonej wchaosie Wenezueli. Realizacja działań związanych z rozwojem gospodarczym może być skomplikowana w obliczu światowej pandemii oraz trudnej sytuacji gospodarczej Trynidadu i Tobago, która w ostatnich latach ulegała pogorszeniu. Większość głosujących obywateli tego wyspiarskiego państwa ponownie zaufała partii PNM. Przed politykami tego ugrupowania stoi trudne zadanie, potknięcia mogą skutkować utratą władzy w kolejnych wyborach.