Logo Thing main logo

Tag: Europa

Noty

Węgry: zaburzenie równowagi władz następstwem prawodawstwa związanego z COVID-19

15.10.2020

Pandemia wirusa SARS-CoV-2 niesie za sobą poważne skutki nie tylko w obszarze zdrowia publicznego czy gospodarki. Sytuacja nadzwyczajna, w której znalazły się poszczególne państwa, wymagały zastosowania nomen omen nadzwyczajnych środków. Nie wszystkie państwa sięgały po instrument, jakim jest polski odpowiednik stanu wyjątkowego. Na Węgrzech wprowadzono narzędzia, które zdaniem rządu umożliwiły sprawne zarządzanie państwem w sytuacji wyższej konieczności. Ich konsekwencje najprawdopodobniej nie miną wraz z ogłoszeniem końca pandemii, a na stałe wpiszą się w konstytucyjny krajobraz Węgier.Narzędzie konstytucyjneW związku z rozwojem pandemii COVID-19, 11 marca 2020 r. premier Viktor Orbán stosownym rozporządzeniem wprowadził na Węgrzech stan zagrożenia spowodowanego rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Tego typu stan zagrożenia, ujęty został w art. 53 Ustawy Zasadniczej Węgier. Należy w tym miejscu wskazać, że w europejskim dyskursie medialnym ów stan zagrożenia tłumaczony był tłumaczony jako „stan wyjątkowy”. Był to jednak poważny błąd terminologiczny, wprowadzającym chaos w prawidłowym rozumieniu rozwoju sytuacji na Węgrzech. Celem wprowadzenia stanu zagrożenia było możliwie duże skupienie władzy w rękach szefa rządu, co, jak wskazano wcześniej, miało umożliwić lepsze zarządzenie kryzysem spowodowanym koronawirusem.Zgodnie z konstytucją, stan zagrożenia obowiązuje maksymalnie 15 dni. Jego obowiązywanie wydłużyć może Zgromadzenie Krajowe. W stanie zagrożenia do kompetencji rządu przynależy możliwość zawieszenia stosowania niektórych aktów normatywnych, czy odstąpienie od stosowania wybranych przepisów. Pozostaje tutaj dowolność władzy wykonawczej w zakresie decyzji dotyczących ewentualnych wyłączeń obowiązywania danych aktów prawnych. Zgodnie z art. 53 konstytucji – „Rozporządzenie Rządu traci moc prawną z chwilą odwołania stanu zagrożenia”.Wskazane powyżej konstytucyjne narzędzie obowiązywało na Węgrzech od 11 marca do 17 czerwca br. Tak długi okres obowiązywania budził wątpliwości tak konstytucjonalistów, jak i instytucji międzynarodowych. W jaki sposób doprowadzono do obowiązywania stanu nadzwyczajnego przez kilkanaście tygodni? Otóż formalny zakres obowiązywania stanu zagrożenia mijał z dniem 25 marca. Na kilka dni przed jego końcem minister sprawiedliwości Judith Varga zgłosiła projekt „Ustawy o ochronie przed koronawirusem”. Głównym celem tego aktu prawnego było wydłużenie stanu zagrożenia spowodowanego rozprzestrzenianiem się koronawirusa na czas nieograniczony. Istotnym jest zastrzeżenie, że zgodnie z ustawą, stan zagrożenia był odwoływany przez „organ uprawniony do wprowadzenia szczególnego reżimu prawnego, jeżeli ustają warunki jego ogłoszenia” – tj. rząd.Problem jednakże polegał na tym, że wraz z wprowadzeniem stanu zagrożenia ciężar władzy ustawodawczej został przeniesiony na władzę wykonawczą – rząd. Zgromadzenie Krajowe zostało odsunięte od procesu ustawodawczego. Chociaż formalnie parlament nie zawiesił prac, to wszystkie akty prawne regulujące funkcjonowanie państwa w czasie koronawirusa publikowane były w formie rozporządzeń podpisywanych przez premiera Orbána. Rozporządzenia regulowały funkcjonowanie państwa w trakcie pierwszej fali pandemii. W oparciu o nie wprowadzano kolejne obostrzenia (w tym tzw. lockdown), ale także programy przeciwdziałające pogłębieniu kryzysu gospodarczego.Narzędzie pozakonstytucyjneW dniu 17 czerwca Viktor Orbán odwołał omówiony powyżej konstytucyjny stan zagrożenia. W jego miejsce wprowadzono stan kryzysowy w obszarze zdrowia publicznego, który został on ujęty w ustawie o służbie zdrowia. Na mocy ustawy, rząd otrzymał prawo do wydawania rozporządzeń na zasadach podobnych do tych, które zostały ujęte w konstytucji. Na Węgrzech obowiązuje zatem ponownie nadzwyczajny reżim prawny, jednakże nie w oparciu o ustawę zasadniczą a ustawę zwykłą. W praktyce politycznej parlament pozostaje wyłączony z ustawodawstwa związanego z koronawirusem.Gorąca debata parlamentarna pomiędzy posłami prowadzona jest w trakcie wystąpień przed poszczególnymi sesjami, jednakże nie ma to wpływu na to, że najważniejsze elementy regulujące funkcjonowanie państwa w drugiej fazie pandemii pozostaje regulowane rozporządzeniami rządu w trybie, który w Polsce określilibyśmy mianem „dekretu”. Z tego typu supremacją władzy wykonawczej mamy do czynienia po raz pierwszy, jednak z całą odpowiedzialnością powiedzieć można, że nie po raz ostatni.W obecnym porządku prawnym wątpliwości budzić powinno to, że o ile w konstytucyjnych stanach nadzwyczajnych wyraźnie określono zakres obowiązywania rozporządzeń, o tyle w przypadku stanu kryzysowego w obszarze zdrowia publicznego nie ograniczono terminu i zakresu obowiązywania tych rozporządzeń. Tego typu szerokie uprawnienie zostało dopisane do ustawy o służbie zdrowia w czerwcu br., to jest w tym samym czasie, w którym odwoływano konstytucyjny stan zagrożenia. Z ustawy usunięto katalog zagadnień, w którym dopuszczano wydawanie rozporządzeń przez rząd. W obecnym kształcie wprowadzono zdanie dotyczące „innych aktów prawnych w miarę potrzeb”, który de facto daje nieograniczony mandat do wydawania rozporządzeń w obowiązującym stanie kryzysowym w obszarze zdrowia publicznego. W stanie tym nie ma także ograniczeń czasowych dotyczących obowiązywania rozporządzeń rządu, oznacza to, że obecny stan kryzysowy obowiązywać może przez kolejne miesiące.Konsekwencją tego stanu rzeczy jest to, że przez bliżej nieokreślony okres rząd posiada szerokie kompetencje z zakresu władzy ustawodawczej i wykonawczej. Doszło do zaburzenia równowagi władz i naczelnej zasady obecnej w systemach demokratycznych – check and balance. W obecnym stanie prawnym de facto ujęty w konstytucji stan zagrożenia został przeniesiony na poziom ustawowy i w ten sposób, przy poparciu większości rządowej Fidesz-KDNP zalegalizowany. Szerokie kompetencje zostały przyznane na czas nieoznaczony.

Noty

W stronę odpolitycznienia sądownictwa konstytucyjnego. Mołdawski dyskurs i próby naprawy

15.10.2020

Mołdawski sąd konstytucyjny wydał w ostatnich latach wiele kontrowersyjnych wyroków, które odbiły się szerokim echem nie tylko w kraju, ale również poza jego granicami. W czerwcu ubiegłego roku doszło do potężnego kryzysu politycznego w Mołdawii, kiedy to sąd konstytucyjny zawiesił na kilka dni Igora Dodona w wykonywaniu obowiązków prezydenta, gdy ten nie zdecydował się na rozwiązanie Parlamentu w związku z niepowołaniem nowego rządu w konstytucyjnym terminie. Następnie uchylił swoją decyzję i podał się do dymisji. Przesilenie rządowe zintensyfikowało debatę na temat tejże instytucji państwa, zwłaszcza jej niezależności.Instytucja sądu konstytucyjnego opisana została w obejmującym art. 134-140 tytule V Konstytucji Republiki Mołdawii z 29 lipca 1994 r. Przewidziane w nich normy gwarantują sądowi konstytucyjnemu wyłączność rozstrzygania w sprawach związanych z jurysdykcją konstytucyjną, niezależność sądu konstytucyjnego od innych organów władzy, nieusuwalność i niezawisłość sędziów sądu konstytucyjnego w okresie sprawowania mandatu. Wśród podstawowych funkcji sądu konstytucyjnego wyróżnić można: a) funkcję ochronną (kontrola konstytucyjności ustaw i uchwał parlamentu, dekretów prezydenta, rozporządzeń i ordonansów rządu oraz umów międzynarodowych, których stroną jest Mołdawia); b) funkcję interpretacyjną (wykładnia ustawy zasadniczej); c) funkcję opiniodawczą (zajmuje stanowisko w sprawach inicjatyw związanych ze zmianą konstytucji); d) funkcję zatwierdzającą (zatwierdzanie wyników referendów oraz wyborów do parlamentu i na prezydenta); e) funkcję polegającą na stwierdzaniu zaistnienia okoliczności uzasadniających rozwiązanie parlamentu, usunięciu prezydenta z urzędu bądź stwierdzeniu konieczności zastępstwa na urzędzie prezydenta oraz niezdolności prezydenta do sprawowania urzędu przez okres dłuższy niż 60 dni; f) funkcję orzeczniczą (orzekanie o niekonstytucyjności aktów normatywnych na wniosek sądu najwyższego oraz rozstrzyganie o niekonstytucyjności działania partii politycznej). Mołdawski sąd konstytucyjny składa się z sześciu sędziów, po dwóch wskazanych przez parlament, rząd i Najwyższą Radę Sądowniczą, na sześcioletnią kadencję.Od kliku lat przedmiotem debaty publicznej w Mołdawii jest skrajne upolitycznienie sądu konstytucyjnego. Jego decyzje są często uznawane za nie mające podstaw merytorycznych, a jedynie polityczne. Spośród wielu tego typu rozstrzygnięć najbardziej kontrowersyjne zawarto w poniższej tabeli:5 grudnia 2013Wyrok w sprawie wykładni art. 13 ust. 1 Konstytucji w związku z preambułą Konstytucji oraz Deklaracją Niepodległości Republiki MołdawiiDeklaracja Niepodległości (1991) stanowi z Konstytucją (1994) całość i jest pierwotnym i niezmiennym tekstem konstytucyjnym. W przypadku rozbieżności między tekstem Deklaracji a Konstytucji pierwszeństwo ma pierwotny tekst konstytucyjny Deklaracji Niepodległości. Tak naprawdę jedyna rozbieżność dotyczy nazwy języka państwowego – w Deklaracji Niepodległości mowa jest o języku rumuńskim4 marca 2016Wyrok w sprawie kontroli konstytucyjności niektórych przepisów ustawy z 5 lipca 2000 r. o wniesieniu zmian i uzupełnień do Konstytucji (w zakresie trybu wyboru prezydenta)Na kilka tygodni przed upływem kadencji prezydenta Nicolae Timoftiego uznano przepisy o wyborze prezydenta przez parlament za niekonstytucyjne, nakazując powrót do wyborów bezpośrednich9 czerwca 2019Opinia w sprawie ustalenia okoliczności uzasadniających tymczasowe przekazanie funkcji prezydenta w celu wykonania konstytucyjnego obowiązku rozwiązania parlamentu i ustalenia terminu przedterminowych wyborów parlamentarnychZawieszenie prezydenta Igora Dodona w wykonywaniu funkcji głowy państwa, powierzenie pełnienia obowiązków prezydenta byłemu premierowi Pavelowi Filipowi, który podjął decyzję o rozwiązaniu parlamentu i ustaleniu terminu przedterminowych wyborów parlamentarnych7 maja 2020Wyrok w sprawie konstytucyjności umowy pomiędzy rządem Republiki Mołdawii a rządem Federacji Rosyjskiej w sprawie udzielenia Mołdawii państwowej pożyczki finansowejUznanie, że pożyczka zaciągnięta przez Kiszyniów w Moskwie w kwietniu 2020 r. w wysokości 200 mln euro zagraża bezpieczeństwu Mołdawii i jest niezgodna z ustawą zasadnicząPrzy okazji tegorocznego Dnia Konstytucji 29 lipca 2020 r. prezydent Igor Dodon podpisał dekret o powołaniu komisji ds. reformy konstytucyjnej. Uzasadniając swoją decyzję głowa państwa odwołała się do ubiegłorocznego kryzysu politycznego w kraju: „Społeczeństwo i instytucje państwowe Mołdawii są zakłopotane niektórymi decyzjami Sądu Konstytucyjnego. Decyzje te, sprzeczne z treścią Konstytucji, negatywnie wpłynęły na proces współpracy pomiędzy władzami państwowymi, stworzyły liczne przeszkody w zapewnieniu stabilności mołdawskiego systemu politycznego i znacząco przyczyniły się do próby uzurpacji władzy państwowej w Mołdawii. Za konieczne uważamy rozpoczęcie procesu reformy konstytucyjnej w celu zmiany ustawodawstwa konstytucyjnego, zapewnienia nadrzędności ustawy zasadniczej, wzmocnienia praworządności, demokracji konstytucyjnej i zagwarantowania praw człowieka”. Prezydent wspomniał również, że swoją decyzję konsultował wcześniej z byłymi prezesami sądu konstytucyjnego, zaś w skład komisji weszło 22 reprezentantów środowisk akademickich oraz przedstawicieli mołdawskich organizacji pozarządowych. Pierwsze posiedzenie komisji z udziałem prezydenta odbyło się 3 sierpnia 2020 r.Na czele komisji stanął były prezes sądu konstytucyjnego Dumitru Pulbere, który tę funkcję pełnił w latach 2007-2011, zaś w latach 2001-2007 i 2011-2013 był sędzią tegoż sądu, wcześniej zaś w latach 1998-2001 posłem do parlamentu z ramienia Ruchu na rzecz Demokratycznej i Rozwiniętej Mołdawii. Podając przykład Rumunii wskazywał, że w wielu krajach sądy konstytucyjne nie mają prawa do interpretacji ustawy zasadniczej, zaś uprawnionymi do składania skargi konstytucyjnej są również obywatele. Ponadto należy zwiększyć liczbę sędziów do siedmiu bądź dziewięciu oraz zmienić procedurę ich wyboru.Wśród członków komisji znalazł się Victor Pușcaș, również były prezes sądu konstytucyjnego w latach 2001-2007, u zarania niepodległości poseł do parlamentu w barwach Frontu Ludowego Mołdawii, a w latach 1995-2001 prezes sądu najwyższego. W jednym z wywiadów zwrócił uwagę, że konstytucjonaliści od dawna wnikliwie analizują zapisy mołdawskiej ustawy zasadniczej, poszukując mechanizmów usprawniających działalność sądu konstytucyjnego, aby precyzyjniej określić jego miejsce i rolę w systemie prawnym Mołdawii. Powołanie komisji przez prezydenta stanowi odpowiedź na apele kierowane do głowy państwa ze strony prawników, w szczególności Grupy Inicjatywnej ds. reformy w zakresie wymiaru sprawiedliwości konstytucyjnej w Republice Mołdawii, a także rezolucje międzynarodowej konferencji pt. Jurysdykcja konstytucyjna w Mołdawii – podejścia, problemy, perspektywy. „Komisja ta rozpatrzy istniejące dziś niedociągnięcia, ale jej praca nie ma na celu wsparcia jakiejkolwiek partii czy lidera politycznego, a jedynie usprawnienie pracy instytucji państwowych. Ma ona do wykonania bardzo ważną pracę, zaś jej realne efekty będzie można uzyskać za kilka lat”.Alexandru Muravschi, zajmujący stanowisko wicepremiera i ministra gospodarki i infrastruktury w rządzie Iona Sturzy pod koniec lat 90. XX w., który w 1994 r. był posłem do parlamentu i głosował nad przyjęciem konstytucji, przy okazji tegorocznego Dnia Konstytucji wspomniał, że jest dumny ze swojej decyzji sprzed 26 lat: „Ile romantycznego zrywu przeżyliśmy w tamtym momencie, ile nadziei i oczekiwań wiązaliśmy z przyjęciem najważniejszego dla kraju dokumentu. Po tych wszystkich latach należy się zastanowić, czy większość nadziei obróciła się w gorzkie rozczarowania. Zrozumieliśmy, że droga do budowy demokratycznego i wolnego państwa jest bardzo trudna, ale nie spodziewaliśmy się, że główne problemy stwarzać będzie nasza władza, ubrana w szaty demokracji. Jeszcze smutniej było patrzeć, jak stworzona przez nas świątynia jurysdykcji konstytucyjnej – sąd konstytucyjny, przekształca się w zgromadzenie obywateli obcego państwa, które swoimi decyzjami wielokrotnie brutalnie łamało ducha i literę najważniejszej ustawy Republiki Mołdawii”.Praktyka wielu państw świata wskazuje, że sądownictwo konstytucyjne służyć ma ugruntowaniu demokracji. Jest to szczególnie istotne w państwach będących w procesie transformacji ustrojowej. Według Ryszarda Małajnego ustawa zasadnicza ma stanowić nieprzekraczalną granicę dla chwilowej większości demokratycznej, zaś funkcjonalna legitymacja organów sądowych uzupełnia demokratyczną legitymację organów prawodawczych i wykonawczych. Odnosząc tę kwestię do sytuacji w republikach postradzieckich Rafał Czachor wskazuje na dwa istniejące modele: uzależnienie w swym działaniu od woli prezydenta, albo samodzielność i autorytet sądu konstytucyjnego są przedmiotem trwałej gry politycznej oraz systematycznie są podawane w wątpliwość. Z tym drugim modelem mamy do czynienia w Mołdawii. Wynika to z faktu, że praktyka państw postradzieckich odbiega w pewnym stopniu od założeń ustrojowych, przede wszystkich w zakresie dekoncentracji władzy i jej równoważenia się, pluralizmu życia publicznego, czy przestrzegania praw i wolności człowieka i obywatela. Dlatego też od sądów konstytucyjnych oczekuje się legitymizowania działania pozostałych organów państwa.Komentarz:Powołanie komisji ds. reformy konstytucyjnej stanowi kontynuację prac środowiska naukowego na rzecz zmiany ustawy zasadniczej w części regulującej kompetencje sądu konstytucyjnego.Reforma sądu konstytucyjnego ma się wpisywać w szerszy zakres nowelizacji ustawy zasadniczej. Wśród propozycji pojawia się wprowadzenie zakazu posiadania podwójnego obywatelstwa przez prezydenta, posłów do parlamentu, członków rządu, funkcjonariuszy służb specjalnych oraz sędziów sądu konstytucyjnego, a nawet likwidacja zasady wolnego mandatu posła. Mowa jest również o zmianie art. 142 ust. 1, który przewiduje możliwość likwidacji państwa w drodze referendum, a także uregulowanie statusu stanowiącego formalnie część Mołdawii Naddniestrza, gdyż obecnie ma miejsce dysonans – w konstytucji uregulowano status Gagauzji (art. 111), nie uwzględniono statusu wschodniego regionu kraju, nad którym Kiszyniów nie ma faktycznej jurysdycji.W konstytucji nie przewidziano, aby inicjatywa zmiany konstytucji wyszła od prezydenta. Na podstawie art. 141 uprawnienia takie posiada co najmniej trzecia część posłów do parlamentu, rząd, a także grupa 200 tys. obywateli, wywodzących się z co najmniej połowy rejonów kraju. W tym ostatnim przypadku w każdym z rejonów pod wnioskiem musi zostać zebrane co najmniej 20 tys. podpisów, co w praktyce jest trudne do urzeczywistnienia, gdyż w części jednostek administracyjnych liczba ludności jest mniejsza niż 20 tys. Proces legislacyjny w parlamencie powinien być poprzedzony uzyskaniem opinii przez sąd konstytucyjny, przyjętej głosami co najmniej czterech sędziów. Komisja zamierza jednak legitymizować inicjatywę prezydenta, a po opracowaniu propozycji zmian przekazać je rządowi i parlamentowi.W swoim dekrecie prezydent dał komisji rok na przygotowanie projektu reformy konstytucyjnej, z możliwością przedłużenia. Członkowie komisji zamierzają omówić swoje propozycje w ramach szerokiej debaty publicznej, również z udziałem społeczności międzynarodowej, w tym Komisji Weneckiej. Do końca bieżącego roku ma odbyć się międzynarodowa konferencja, na której zostanie omówiony projekt zmian w mołdawskiej ustawie zasadniczej.Jesienią kończy się kadencja prezydenta Igora Dodona. Na 1 listopada 2020 r. zapowiedziane są wybory prezydenckie. Główną rywalką w wyścigu do objęcia godności głowy państwa – podobnie jak cztery lata temu – jest była premier Maia Sandu. Sandu jest zwolenniczką zmian w ustawie zasadniczej, zwłaszcza w zakresie odpolitycznienia i deoligarchizacji wymiaru sprawiedliwości, w tym sądu konstytucyjnego.

Noty

Ukraina: propozycja podziału administracyjnego kraju w oparciu o kryterium narodowościowe

13.07.2020

Ministerstwo Rozwoju Wspólnot i Terytoriów Ukrainy przedstawiło na swojej stronie internetowej (5 czerwca 2020 r.) projekt nowego podziału administracyjnego kraju, w tym Autonomicznej Republiki Krymu. Obecnie Ukraina dzieli się na obwody, które podzielone są z kolei na rejony. Oficjalnym powodem wprowadzenia nowego podziału administracyjnego kraju jest chęć zmniejszenia rozbieżności w parametrach istniejących rejonów. Wskazuje się istnienie rażących dysproporcji w liczbie ludności zamieszkującej poszczególne rejony, tj. w najmniejszym żyje 5.622 osób (rejon poleski) a w największym 182.100 osób (rejon charkowski). Postulowane zmiany mają natomiast doprowadzić do stworzenia mniejszej liczby rejonów z minimalną liczną mieszkańców na poziomie 150.000, co jest zgodne z NUTS3, czyli z Klasyfikacją Jednostek Terytorialnych do Celów Statystycznych, która jest standardem geokodowania rozwiniętym w UE na potrzeby identyfikacji statystycznej (więcej danych o proponowanym podziale Ukrainy, w tym mapy, dostępnych jest na stronie internetowej Ministerstwa Rozwoju Wspólnot i Terytoriów Ukrainy).Szczególnie interesująco plany reformy administracyjnej przedstawiają się w kontekście obecności mniejszości narodowościowych w konkretnych częściach Ukrainy. Zakładane zmiany w podziale administracyjnym obwodu zakarpackiego doprowadzić mogą bowiem do powstania rejonów z dominującym udziałem mniejszości węgierskiej. Zupełnie inaczej sytuacja wyglądać miała początkowo w obwodzie odeskim, w którym planowano zmniejszyć znaczenie ludności pochodzenia bułgarskiego. W maju wzbudziło to protesty władz w Sofii – bułgarski parlament przyjął deklarację w sprawie obrony mniejszości bułgarskiej na Ukrainie, która spotkała się ze zdecydowaną reakcją ukraińskiej dyplomacji (w odpowiedzi wskazano, że ewentualny podział administracyjny należy do wewnętrznych spraw Ukrainy). Co więcej, rada rejonu bołgogradzkiego (znajdującego się w obwodzie odeskim i będącego miejscem, w którym Bułgarzy stanowią większość ludności) uchwaliła apel do władz w Kijowie, aby nie likwidowały ich rejonu. Można jedynie domniemywać, że reakcja Sofii i przedstawicieli mniejszości bułgarskiej na Ukrainie sprawiła, iż aktualna wersja projektu zmian administracyjnych zakłada podział obwodu odeskiego na rejony, który nie tylko nie zagrozi interesom bułgarskim, ale doprowadzić może do powstania obszaru z dominującym udziałem ludności pochodzenia bułgarskiego, a częściowo również i rosyjskiego.KomentarzProponowane przez Kijów zmiany administracyjne stanowią kontynuację polityki narodowościowej władz ukraińskich. Wcześniejsze działania, których symbolem było m.in. uchwalenie (w 2019 r.) ustawy „o zapewnieniu funkcjonowania języka ukraińskiego jako języka państwowego” i nowelizacja (w 2017 r.) ustawy „o oświacie” wprowadziły znaczne zmiany w funkcjonowaniu mniejszości narodowych na Ukrainie (m.in. ograniczenie nauki języka mniejszości do początkowego etapu edukacji). Władze ukraińskie zamierzały bowiem początkowo osiągnąć dwa cele. Po pierwsze, zreformować kraj pod względem administracyjnym i przygotować państwo do ewentualnej integracji z UE. Po drugie, ustanowić nowy porządek narodowościowy, który wpisywałby się w ich dotychczasowe postępowanie w obszarze oświatowym i językowym. Dyplomatyczne naciski poszczególnych państw (głównie Węgier i Bułgarii) zmusiły jednak władze w Kijowie do korekty stanowiska. Ewidentnie widać zatem, że Ukraińcy wykorzystują „kartę narodowościową” w „grze” na arenie międzynarodowej.Dotychczasowe postępowanie władz ukraińskich spotkało się (w szczególności) z bardzo stanowczą reakcją Węgrów, którzy – w odpowiedzi na politykę narodowościową Kijowa – blokują od 2017 r. ukraińskie działania w stosunkach z NATO i UE. Po podpisaniu ustawy oświatowej przez ukraińskiego prezydenta, minister spraw zagranicznych i handlu Węgier Peter Szijjarto w swoich oficjalnych wypowiedziach dał jasno do zrozumienia, że Budapeszt będzie powstrzymywał wszelkie euroatlantyckie aspiracje Kijowa. Nie może zatem dziwić, że – po pojawieniu sięinformacji o ewentualnych zmianach administracyjnych na Ukrainie i protestach władz bułgarskich – 29 maja 2020 r. doszło do spotkania szefów dyplomacji Ukrainy Dmytro Kułeby i Wegier Petera Szijjarto, który przed rozmową ze swoim ukraińskim odpowiednikiem odbył telefonicznąkonsultację z bułgarską minister spraw zagranicznych Ekateriną Zachariewą. Przedstawione wyżej kwestie pokazują znaczenie ukraińskiej polityki narodowościowej dla ewentualnej akcesji tego kraju do NATO (oraz UE). Władze ukraińskie musiały zdaćsobie sprawę, że dalsze blokowanie ich euroatlantyckich aspiracji przez Węgry przyniesie im wyłącznie straty, na które – w obliczu konfliktu z Rosjąi ochłodzenia relacji z wieloma innymi państwami z Europy Środkowo-Wschodniej – nie mogąsobie dłużej pozwolić. Obecnie dostrzec można poprawę relacji bilateralnych, o czym świadczy m.in. spotkanie w Kijowie (25 czerwca 2020 r.) delegacji obydwu państw, pod przewodnictwem ministrów Dmytro Kułeby i Petera Szijjarto, w ramach węgiersko-ukraińskiej międzyrządowej komisji ds. współpracy gospodarczej. Dowodem na swoisty reset w stosunkach węgiersko-ukraińskich może być ewentualna wizyta na Ukrainie premiera Viktora Orbana, którą zapowiedziano (pod warunkiem uzyskania porozumień satysfakcjonujących obydwie strony) 29 maja 2020 r. na ww. spotkaniu w Budapeszcie.Wskazanie konkretnego wpływu polityki władz centralnych na poszczególne mniejszości narodowe utrudnia fakt, że od 2001 r. na Ukrainie nie przeprowadzono spisu powszechnego ludności. Co więcej nie można obecnie stwierdzić, kiedy mógłby on zostać przeprowadzony. 23 stycznia 2020 r. rządowy zespół do spraw przeprowadzenia oceny liczby ludności Ukrainy przedstawił bowiem konkluzje ze swoich badań (wykonanych m.in. w oparciu o dane operatorów telefonii komórkowej), z których wynika m.in., że w 2019 r. liczba mieszkańców kraju (bez obszarów niekontrolowanych przez władze w Kijowie) wynosiła 37 milionów 289 tysięcy. Dla porównania wspomniany wcześniej spis wykazał, że na Ukrainie w 2001 r. żyło ponad 48 milionów osób. Brakuje zatem rzetelnych danych, które mogą pokazać na ile ewentualne zmiany w strukturze administracyjnej kraju wpłyną na pozycje poszczególnych mniejszości narodowych. Nie może też dziwić, że wśród ekspertów od problematyki ukraińskiej znaleźć można stanowiska mówiące wprost o tym, iż – poza chęcią uniknięcia znacznych kosztów finansowych – władzom ukraińskim nie zależy na pozyskaniu dokładnych danych o strukturze narodowościowej i językowej. Ułatwiać to ma bowiem prowadzenie polityki narodowościowej.