Logo Thing main logo

Tag: Palestyna

Nota

Relacje amerykańsko-palestyńskie – czy to już koniec?

23.08.2020

Palestyńczycy są narodem, który wciąż walczy o niepodległość. Po decyzji Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 1947 r., na terenach administrowanej przez Brytyjczyków Palestyny miały powstać dwa państwa: żydowskie i arabskie. Powstało tylko to pierwsze.Przegrana wojna w 1948 r. oraz zwycięska dla Izraela wojna sześciodniowa (1967) spowodowały, że cały obszar historycznej Palestyny został zajęty przez Izraelczyków. Jego arabscy mieszkańcy (szczególnie ci z Zachodniego Brzegu Jordanu i Strefy Gazy) nigdy nie pogodzili się z tym faktem.Już na początku lat 60. XX w. narodził się współczesny palestyński ruch narodowo-wyzwoleńczy. W dwubiegunowym świecie palestyńskie organizacje uzyskały wsparcie bloku wschodniego. Na wiele lat zdeterminowało to ich polityczne działania. Palestyńczykom, mimo nieprzychylnej postawy Amerykanów, udało się uzyskać międzynarodowe uznanie. Organizacja Wyzwolenia Palestyny (OWP) otrzymała status obserwatora ONZ, a w 1976 r. została pełnoprawnym członkiem Ligi Państw Arabskich.W konflikcie arabsko-izraelskim Waszyngton wspierał Izraelczyków i mimo nieśmiałych prób kontaktów, administracja amerykańska była nieprzychylnie nastawiona do OWP, uznając ją za organizację terrorystyczną. Waszyngton jednak zauważał konieczność rozwiązania kwestii palestyńskiej. Dlatego wynegocjowane przy udziale Amerykanów warunki pokoju Izraela z Egiptem zakładały stworzenie na obszarach zajętych przez Izraelczyków palestyńskiej autonomii.Nic takiego się nie stało. Nadzieję na zmiany przyniósł dopiero rozpad dwubiegunowego świata. Palestyńczycy stracili dotychczasowego rzecznika – ZSRR. W tym samym czasie część izraelskiego establishmentu zdała sobie sprawę, że trzeba usiąść do stołu rokowań. Pierwsza palestyńska intifada (1988) przekonała lewicowych izraelskich polityków, że nie można dalej ignorować niepodległościowych roszczeń palestyńskich. Gdy władzęw Państwie Żydowskim przejęła Partia Pracy, doszło do tajnych izraelsko-palestyńskich rokowań. Nie uczestniczyły w nich Stany Zjednoczone, ale postanowiły one firmować zawarte porozumienie. W 1993 r. w Camp David doszło do podpisania Deklaracji Zasad – agendy przyszłej izraelsko-palestyńskiej umowy pokojowej.Od tego czasu USA stały się rzecznikiem izraelsko-palestyńskiego procesu pokojowego. Waszyngton przekonywał władze w Tel Awiwie, by na części zajętych w 1967 r. ziem palestyńskich utworzono Autonomię Palestyńską. Także za sprawą Amerykanów postępowały dalsze rozmowy. Ich finał, który miał zakończyć trwający dziesięciolecia konflikt, miał mieć miejsce w Camp David. W 2000 r. Bill Clinton zaprosił do posiadłości amerykańskich prezydentów izraelskiego premiera Ehuda Baraka oraz lidera Palestyńczyków – Jasira Arafata.Pilotowane przez Amerykanów rozmowy zakończyły się fiaskiem. W 2000 r. rozpoczęła się II intifada, która zgasiła resztkę nadziei na pokój. I potem pojawiły się jeszcze pokojowe inicjatywy np. tzw. Mapa Drogowa (USA miały wspólnie z ONZ, Unią Europejską i Rosją stworzyć warunki do osiągnięcia porozumienia) czy rozmowy w Annapolis (2007). Jednak efekty wszystkich inicjatyw były znikome.Amerykańska administracja nie była bowiem w stanie przekonać swojego bliskowschodniego sojusznika do jakichkolwiek zmian. Niemiej jednak pewne pozostawało, że Stany Zjednoczone stoją oficjalnie na stanowisku zaakceptowanym przez społeczność międzynarodową. Konflikt izraelsko-palestyński można rozwiązać tylko w efekcie dialogu pomiędzy dwoma zwaśnionymi stronami. Jego celem miało być utworzenie państwa palestyńskiego. Zmiany graniczne, akceptacja żydowskiego osadnictwa oraz problem uchodźców palestyńskich miał być rozwiązany na drodze porozumienia pomiędzy Izraelem a Palestyną.Oczywiście Amerykanie nie byli bezstronnym graczem – zwykle reprezentowali interes Izraela. W 2011 r. USA zablokowały palestyńskie starania o pełne członkostwo w ONZ. Rok później w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ głosowały przeciwko rezolucji uznającej Palestynę za nieczłonkowskie państwo-obserwatora (non-member observer state). Jak się okazywało, Tel Awiw nie zawsze mógł liczyć na poparcie Stanów Zjednoczonych. W grudniu 2016 r. USA nie zdecydowały się zawetować rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ uznającej izraelskie osadnictwo za nielegalne. Rezolucja wzywała Izrael do natychmiastowego i całkowitego wstrzymania budowy nowych osiedli na okupowanych terenach palestyńskich, w tym w Jerozolimie Wschodniej. Mocno akcentowano w niej też, że osiedla żydowskie są pozbawione mocy prawnej i stanowią rażące pogwałcenie prawa międzynarodowego.Nie wszyscy w USA uznali, że wstrzymanie się od głosu przedstawiciela USA w Radzie Bezpieczeństwa było właściwe. Wyraźnie skrytykował je nowy prezydent-elekt Donald Trump. Podkreślił on konieczność wspierania Izraela.Rzeczywiście polityka Donalda Trumpa to pasmo decyzji, które wyrażają poparcie dla Izraela. Jeszcze na początku prezydentury Trumpa stosunki amerykańsko-palestyńskie można było określić jako dobre. Nowy prezydent czterokrotnie spotkał się ze swoim odpowiednikiem z Autonomii Palestyńskiej Mahmudem Abbasem, Już jednak w 2017 r. zareagował on wyraźnym sprzeciwem wobec projektu skierowania przez Palestynę pozwu do Międzynarodowego Trybunału Karnego przeciwko żydowskiemu osadnictwu. Później administracja amerykańska tylko umocniła swój proizraelski kurs. W maju 2018 r. USA zdecydowały się przenieść swoją ambasadę do Jerozolimy. Odebrane zostało to jako faktyczna zgoda na aneksję wschodniej części miasta. Nie może dziwić, że ta decyzja spotkała się z wyraźnym sprzeciwem Palestyńczyków.Palestyńskie władze zaczęły podważać amerykański mandat jako mediatora. Poza tym w zasadzie zamrożono kontakty polityczne. Wyraźnie widoczne było to podczas wizyty wiceprezydenta Mike’a Pence’a na Bliskim Wschodzie w styczniu 2018 r. Żaden z przedstawicieli rządu w Rammalah nie spotkał się z amerykańskim politykiem.Władze palestyńskie odmówiły również udziału w promowanych przez USA rozmowach z Izraelem. Waszyngton na tę decyzję zareagował zamknięciem we wrześniu 2018 r. misji OWP w Waszyngtonie.Amerykanie w swojej proizraelskiej postawie posuwali się jeszcze dalej. W listopadzie 2019 roku sekretarz stanu USA Mike Pompeo ogłosił, że izraelskie osadnictwo na Zachodnim Brzegu Jordanu nie jest sprzeczne z prawem międzynarodowym, a 28 stycznia 2020 prezydent USA Donald Trump przedstawił plan pokojowy dla Bliskiego Wschodu.Zakładanym celem amerykańskiej inicjatywy było doprowadzenie do ostatecznego zakończenia konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Jednak w praktyce amerykańska administracja reprezentowała tylko i wyłącznie interesy izraelskie. Akceptowała ona zajęcie przez Tel Awiw wschodniej Jerozolimy, pozwalała na aneksję około 30% Zachodniego Brzegu (największe izraelskie osiedla oraz Dolina Jordanu). Palestyńczykom Amerykanie obiecywali poszatkowane, zdemilitaryzowane państwo, dwa skrawki pustyni Negew, stolicę na przedmieściach Jerozolimy i 50 mld wsparcia, ale tylko wtedy gdy zgodzą się oni na zaproponowane warunki: wycofanie pozwów złożonych przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym i wyrzeczenie się roszczeń wobec Izraela.Nikt w Palestynie poważnie nie myśli o zaakceptowaniu tego rozwiązania. Jeszcze przed ogłoszeniem planu, władze Autonomii Palestyńskiej zapowiedziały swój sprzeciw. Przy różnych okazjach palestyńscy liderzy powtarzali swoje stanowisko. Zaraz po ogłoszeniu planu, prezydent Mahmud Abbas na spotkaniu Ligii Państw Arabskich odpowiedział „tysiącem nie” na propozycję prezydenta USA i mówił, że nigdy nie zgodzi się na uznanie Wschodniej Jerozolimy za część Izraela. W historii mojego rządzenia nie będzie odnotowane, że zrezygnowałem z Jerozolimy– stwierdził palestyński przywódca.Kilka dni później przed Radą Bezpieczeństwa ONZ palestyński lider mówił: to naprawdę jest szwajcarski ser. Kto z was zaakceptuje podobny stan i warunki? Ta umowa, Panie i Panowie, obejmuje umocnienie okupacji i wzmocnienie reżimu apartheidu, o którym myśleliśmy, że już dawno się go pozbyliśmy.Tuż po ogłoszeniu planu, władze palestyńskie zamanifestowały swój wyraźny sprzeciw – zerwały stosunki dyplomatyczne ze Stanami Zjednoczonymi. Prezydent Abbas dodatkowo zapowiedział, że Palestyna nie będzie współpracowała z USA nawet w kwestiach dotyczących bezpieczeństwa. Jego nieprzejednane stanowisko cieszy się poparciem ludności palestyńskiej. Większość Palestyńczyków (około 2/3) popiera politykę władz Autonomii Palestyńskiej i sprzeciwia się powrotowi do negocjacji z USA.Napięcia w relacjach amerykańsko-palestyńskich mają również poważny wpływ na finanse Autonomii Palestyńskiej. USA były najpoważniejszym donatorem Palestyńczyków. Jednak już w styczniu 2018 r. Waszyngton zamroził wpłaty dla Agendy Narodów Zjednoczonych dla Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie (UNRWA) w wysokości 65 mln dol., a w marcu tego samego roku prezydent Trump podpisał ustawę ograniczającą pomoc dla Palestyny. Amerykanie żądali, by władze Autonomii zaprzestały świadczeń na rzecz palestyńskich terrorystów i ich rodzin.Za tymi decyzjami szły kolejne ograniczenia wsparcia dla Palestyńczyków. Jeszcze tego samego roku ograniczono finansowanie różnych projektów humanitarnych adresowanych do Palestyńczyków prowadzonych przez Amerykańską Agencją ds. Rozwoju Międzynarodowego. Wszystkie te działania mają katastrofalny wpływ na stan palestyńskiego budżetu.Jaka będzie przyszłość amerykańsko-palestyńskich relacji?Z jednej strony, dla władz palestyńskich współpraca z Amerykanami jest koniecznym warunkiem ich egzystencji, z drugiej jednak, nie mogą sobie one pozwolić na rezygnację ze swoich najważniejszych postulatów w rozmowach z Izraelem.Na stan amerykańsko-palestyńskich stosunków wpływ będzie miało kilka czynników. Po pierwsze, kluczowa będzie postawa Amerykanów wobec jednego z najważniejszych postulatów Planu Stulecia – aneksji przez Izrael części Zachodniego Brzegu. Miała ona nastąpić 1 lipca 2020 r. Nic takiego się nie stało. Waszyngton ostatecznie nie zdecydował się zapalić zielonego światła.Po drugie, istotny będzie dalszy przebieg kampanii wyborczej w USA. Prezydent Trump może bowiem zdecydować się spełnić żądania wpływowych ewangelikalnych środowisk, które bez zastrzeżeń wspierają Izrael. Konsekwentna realizacja warunków amerykańskiego Planu dla Bliskiego Wschodu pogrzebie nadzieje na wznowienie amerykańsko-palestyńskiego dialogu. Oczywiście nie bez znaczenia będzie również wynik wyborów prezydenckich. Zwycięstwo kandydata demokratów daje nadzieję na zmianę stronniczego podejścia USA do konfliktu izraelsko-palestyńskiego.Po trzecie, ważne będzie stanowisko świata wobec amerykańskich propozycji. Dziś zarówno Europa, jak i większość państw Bliskiego Wschodu wspiera Palestyńczyków. Rządy państw Unii żądają zaprzestania izraelskich planów aneksji Zachodniego Brzegu, a król Jordanii stwierdził nawet, że taka decyzja groziłaby „wielkim konfliktem”.Przyszłość amerykańsko-palestyńskich relacji jest niepewna. Amerykańska wizja rozwiązania izraelsko-palestyńskiego sporu nie zostanie zaakceptowana przez palestyńskie władze i palestyńską ulicę. Palestyńczycy liczą na to, że świat nie zapomni o ich prawachi będzie wywierał presję na Waszyngton. Dużo będzie zależało od intensywności nacisków oraz od wyniku wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Zwycięstwo Donalda Trumpa oddala nadzieję na powrót do amerykańsko-palestyńskiego dialogu, wygrana Joe Bidena daje nadzieję. Oby nie okazała się ona płonna. Historia Palestyńczyków usiana jest niespełnionymi nadziejami.