Logo Thing main logo

Tag: polityka

Nota

Następca tronu Arabii Saudyjskiej – Mohammed bin Salman: reformator czy cyniczny i bezwzględny polityk?

13.11.2020

W marcu 2020 roku z polecenia następcy tronu Mohammeda bin Salmana (nazywanego również w skrócie MBS) zostali aresztowani dwaj wpływowi członkowie rodziny królewskiej – jego brat książę Ahmed bin Abdelaziz i minister spraw wewnętrznych Mohammed bin Najef. Wydarzenie to, jak podaje Al-Dżazira było krokiem w kierunku konsolidacji władzy przez Mohammeda bin Salmana i sprawnym wyeliminowaniem dwóch największych rywali. Wprawdzie w kuluarach polityki saudyjskiej mówiło się, że zdecydowane działania Mohammeda bin Salmana przeciwko dwóm wpływowym osobom z rodziny królewskiej wynikały ze spisku, którego celem było odsunięcie Mohammeda od władzy. Wersja ta nie została jednak potwierdzona. Nie zmienia to faktu, ze cała akcja była skuteczną demonstracją siły ze strony następcy tronu.Arabia Saudyjska jest monarchią dziedziczną, w której władzę królewską sprawuje od początku istnienia państwa dynastia Saudów. Obecny król Salman bin Abdelaziz as-Saud jest synem króla założyciela państwa Abdelaziza bin Rahmana as-Sauda. Z uwagi na wiek Salmana (85 lat) faktyczną władzę sprawuje następca tronu – 35 letni Mohammed bin Salman as-Saud.W ostatnich latach pojawiło się wiele informacji na temat „pro-liberalnych” zamierzeń, prezentowanych przez następcę tronu, który także pełni urząd wicepremiera oraz ministra obrony Arabii Saudyjskiej. Z tego powodu szybko przylgnęła do niego etykieta „reformatora”. Czy jednak faktycznie można go określać takim mianem?Pierwotnie tak mogło się wydawać. Zwłaszcza kiedy Mohammed bin Salman zapowiadał liczne reformy ustrojowe i nawet widział Arabię Saudyjską, jako państwo otwarte na turystów z rozbudowaną siecią kurortów nad Morzem Czerwonym. Mówił o liberalizacji praw kobiet, w tym o przyznaniu im prawa do prowadzenia samochodów oraz wskazywał na realną potrzebę dywersyfikacji ekonomii Arabii Saudyjskiej. Przede wszystkim ogłosił ambitny projekt transformacji państwa pt. Wizja 2030, zakładający odejście od uzależnienia od sprzedaży ropy naftowej czy znacznie większy udział kobiet na rynku pracy.Wszystkie te hasła zyskały mu poklask międzynarodowej opinii publicznej i tchnęły odrobinę wiary w możliwą przemianę Arabii Saudyjskiej z jednego z najbardziej konserwatywnych państw na świecie w państwo o wizerunku progresywnym.Faktem jest, że obecnie kobiety w Arabii Saudyjskiej mogą już prowadzić samodzielnie samochody aczkolwiek warto przy tej okazji wspomnieć, że tuż przed wprowadzeniem tego prawa do aresztu trafili najwięksi inicjatorzy protestów na rzecz praw kobiet. Mohammed bin Salman wyjaśniał wówczas, że aresztowanie głównych inicjatorów protestów nie miało związku z prawami kobiet, a odnosiło się do uzasadnionych podejrzeń wobec nich o współpracę z wywiadami obcych państw. W takich okolicznościach przyznanie kobietom prawa do prowadzenia pojazdów trudno było uznać za przejaw hojnego liberalizmu przyszłego monarchy.Co więcej, polityka Mohammeda bin Salmana jest mocno obciążona krwawymi działaniami. Na pierwszym miejscu pojawia się tu zabójstwo antyrządowego dziennikarza saudyjskiego Dżamala Chaszukdżiego w 2018 roku. Okoliczności i miejsce zabójstwa dziennikarza wywołały wstrząs wśród opinii publicznej na całym świecie, co bezpośrednio uderzyło w wizerunek medialny Mohammeda bin Salmana. Chaszukdżi został zamordowany w konsulacie Arabii Saudyjskiej w Stambule przez agentów tego państwa. Początkowo władze Arabii Saudyjskiej milczały i odrzucały oskarżenia o kierowanie działaniami swoich agentów. Jednak wszystkie drogi prowadziły do następcy tronu Mohammada bin Salmana, zwłaszcza po tym jak dziennikarze weszli w posiadanie nagrania, w którym następca tronu kazał wyeliminować Chaszukdżiego.Kolejna kwestia mocno obciążająca wizerunkowo Mohammeda bin Salmana to wojna w Jemenie i polityczno-militarne zaangażowanie Arabii Saudyjskiej w ten konflikt. Nie od dziś wiadomo, że wieloletni konflikt zbrojny w Jemenie stanowi „poligon” w rywalizacji saudyjsko-irańskiej. Jednak to Saudyjczycy, jako bezpośredni sąsiad wkroczyli zbrojnie swoją armią do Jemenu. Podczas interwencji saudyjskiej siły powietrzne tego państwa wielokrotnie przeprowadzały zmasowane ataki na cele szyickich rebeliantów al-Husi. W rezultacie tego śmierć poniosły tysiące cywilów, za co organizacje międzynarodowe oskarżały rząd Arabii Saudyjskiej. Ujawnił się wtedy skrajny cynizm saudyjskiego następcy tronu, który jak podawała „al-Dżazira” w uzasadnieniu saudyjskich działań militarnych w Jemenie wskazywał, że „w każdej operacji wojskowej pomyłki się zdarzają i oczywiście wszelkie pomyłki wynikające z działań Arabii Saudyjskiej i jej koalicjantów były niezamierzone”.Innym, ale ważnym z punktu widzenia praktyki działań przyszłego władcy Arabii Saudyjskiej wydarzeniem, obciążającym jego wizerunek było zatrzymanie w 2017 roku ówczesnego premiera Libanu Saada Harieriego przybywającego z wizytą do Rijadu i zmuszenie go do ogłoszenia dymisji ze stanowiska premiera tego państwa. Kuriozalna i zarazem wstrząsająca sytuacja odbiła się wielkim echem na świecie i w samym Libanie, gdzie przeciwnicy rządu saudyjskiego, cytując stację „al-Dżazira”, uznali to za zwykłe uprowadzenie. Hariri po dwóch tygodniach powrócił do Libanu w wyniku mediacji prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Za głównego inspiratora przetrzymywania premiera Libanu w Rijadzie uznawano następcę tronu Arabii Saudyjskiej.Wracając do aresztowań dwóch wysoko postawionych przedstawicieli rodu królewskiego w marcu 2020 roku, należy pamiętać, że prawdziwa czystka wśród elit saudyjskich została przeprowadzona jeszcze w 2017 roku, kiedy to na polecenie Mohammada bin Salmana służby państwowe dokonały aresztowań kilkuset wpływowych osób spośród bogatych rodzin saudyjskich, m.in. miliardera księcia Alwalida bin Talala. Pretekstem była walka z korupcją, aczkolwiek oczywistym jest, iż zamysłem następcy tronu było ograniczenie wpływów potencjalnych przeciwników i umocnienie swojej pozycji w państwie.

Nota

Mjanmy polityczno-gospodarcza modernizacja i wychodzenie z ciszy

22.07.2020

Związek Myanmar to nominalnie młoda republika prezydencka z potencjałem geopolitycznym, deklaratywnie demokracja in-statu-nascendi z aspiracjami, a w praktyce? Ostatnia dekada przemian i stosunki z ChRL dają częściową odpowiedź, jednocześnie skłaniają do refleksji nad ikonami i efektami transformacji ustrojowej.PolaryzacjaMjanma, czyli niegdysiejsza Birma, od dekad stanowi w zasadzie wzorcowy przykład państwa postkolonialnego, którego elity polityczne i wojskowe przenikają się, dokonując raz po raz ustrojowego przełomu, bądź – częściej – przewrotu (zachodni komentatorzy skłaniają się tu zazwyczaj do uproszczenia w formule „zamach stanu”). Ich rezultaty w istocie do dnia dzisiejszego utrzymują wewnętrzną polaryzację centrum-peryferie, a ta z kolei dla ponad pięćdziesięciomilionowego, zróżnicowanego etnicznie społeczeństwa (ok. 135 mniejszości), mimo przestrzeni do Szafranowej rewolucji, kolejnych odwilży i kontrolowanych reform z głosem Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD) i zachodnimi korporacjami w tle (zwieńczonych choćby konstytucją z 2008 r. lub symbolicznym powrotem Pepsi na półki), oznaczała daninę krwi, wolności, godności, lub przyzwoitości, ewentualnie pamięci. Dość wspomnieć o pacyfikacji protestujących w tzw. Powstaniu 8888 w 1988 r. (z ponad 2 tysiącami zabitych, głównie studentów), o demonstracjach z 2007 r., gdy zabito kilkuset mnichów; areszcie domowym Suu Kyi z jednej strony, a zarazem o jej (noblistki) ewolucji ku realpolitik ustępstw z drugiej; lub – ostatnio – o skazaniu dziennikarzy Reutera, czy wreszcie czystkach etnicznych wobec Rohindżów (między 2017 a 2018 r. do ucieczki do Bangladeszu zmuszono ok. 800 tys. osób).Na ten krajobraz wertykalnej, polityczno-gospodarczej modernizacji w wydaniu południowo-azjatyckim nakłada się jeszcze jedna istotna warstwa okoliczności – a więc poszukiwanie legitymizacji zewnętrznej, a co za tym idzie – geopolityczne ruchy Chin i USA, w niemałym stopniu angażujące strategów z „kraju silnych jeźdźców”.Prozachodni piwotWraz z nową konstytucją, od 2010 r. wojskowi zamienili mundury na garnitury, by „wygodniej” kontrolować reformy, a zarazem układać swoje karty w grze z Zachodem i ChRL. Było to już udziałem nowej generacji, wykształconych i obytych w świecie technokratów, rozumiejących zasady współczesnej cyrkulacji elit, kapitału i informacji. Naypyidaw (stolica Mjanmy od 2005 r.) wysłał wówczas sygnał, że zamierza wyjść spod gospodarczej kurateli Chin.Zawieszono więc ogień z partyzantką, wypuszczono więźniów politycznych, zliberalizowano gospodarkę, otwierając ją na zagraniczny kapitał. Zniesiono sankcje, zaoferowano pożyczki, a także transformacyjne „know-how” (także z zaangażowaniem polskiej dyplomacji). Zachód uwierzył w demokratyzację Mjanmy według swojego standardu, czemu miały świadczyć kolejne wizyty dyplomatyczne (UE, USA). Nadzieję miał też Barack Obama, według którego Mjanma miała odrodzić się na nowo ustrojowo i gospodarczo pod przywództwem Stanów Zjednoczonych - „(...) jeśli Birmie się uda, zyskamy nowego partnera bez jednego wystrzału”[1].Ważnym społecznie, ale i politycznie ruchem, symbolizującym odchodzenie od dyktatury i zależności względem wielkiego sąsiada było też wstrzymanie się od dwóch dużych inwestycji chińskich. W 2011 r. nowy rząd Związku Mjanmar zrezygnował z budowy zapory wodnej i elektrowni Myitsone (wartej ok. 3,6 mld USD), a także w 2013 r., z modernizacji kopalni miedzi w Letpadaung na północy kraju.Działania te, jak i deregulacje pod kątem inwestycji zachodnich nie zraziły Pekinu, który nie zamierzał oddać pola. Nie dając wiary w szczerość intencji oraz wektor zmiany, Chiny czekały na odpowiedni czas. Miał nadejść relatywnie szybko. W 2020 roku doszło do znacznego zdynamizowania stosunków – stało się to wraz z podpisaniem 33 porozumień, kluczowych dla infrastruktury strategicznych przepływów energetycznych, ale także pod kątem układu geopolitycznego w strukturze Inicjatywy Pasa i Szlaku.Konstytucyjne umacnianie struktur post-reżimowych i krucha prezydenturaRok 2015 miał być rokiem zwieńczenia przemian – po Thein Seinie ustanowiono nowego prezydenta. Miał być pierwszym cywilnym od ponad 50 lat i nieuwikłanym przedstawicielem oraz wyrazicielem narodu. Okoliczności ustrojowe wyboru Htin Kyaw, a także kolejne wątpliwe kroki rządu „Sekretarz Stanu” Suu Kyi i rządzącej NLD (dotyczące zwłaszcza kwestii mniejszości muzułmańskiej) sprawiły, że nadzieje zachodnich patronów na nowe otwarcie zaczęły ulatywać.Suu Kyi i NLD podzielili się władzą z wojskowymi. W istocie nie mieli wyboru, gdyż konstytucja z 2008 r. została tak skonstruowana[2], by generalicja nadal mogła sprawować kontrolę nad nominalnie kluczowymi urzędami prezydenta i wice-prezydentów.Głowa państwa wybierana jest bowiem w sposób pośredni poprzez parlament (Pyidaungsu Hluttaw), na połączonym posiedzeniu jego dwóch izb, spośród trzech wiceprezydentów kraju, reprezentujących odpowiednio izbę niższą, izbę wyższą i... wojsko. Zgodnie z konstytucją armia posiada prerogatywy w zakresie sprawowania legislatywy i egzekutywy, a także 25-procentowy udział w mandatach parlamentarnych oraz w trzech resortach w zakresie bezpieczeństwa.Dodatkowo, cenzus pochodzenia kandydata ogranicza bierne prawo wyborcze na najwyższy urząd osób mających rodzinę za granicą. Zapis jest dość osobliwy i – chciałoby się rzec – przeznaczony dla Suu Kyi, której synowie mają brytyjskie paszporty. Kyaw, był więc uznawany jako prezydent zastępczy, a z czasem marionetkowy. Piastował urząd krótko, po 2 latach, w marcu 2018 r., oficjalnie z uwagi na stan zdrowia złożył urząd.Zastąpił go na stanowisku 66-letni Win Myint, który pełni obowiązki prezydenta do kolejnej elekcji w listopadzie tego roku. Myint, podobnie jak jego poprzednik, jest członkiem NLD, a także bliskim współpracownikiem Suu Kyi, z historią opozycyjną (w latach 90. XX w. był więźniem politycznym, aresztowanym za udział w Powstaniu 8888).Krzywizna birmańskiego okrągłego stołuZwiązek Myanmar to nominalnie republika prezydencka, deklaratywnie demokracja in statu nascendi, a w praktyce? Hybrydowy socjalizm, lub dyscyplinująca (i zdyscyplinowana) demokracja – z elementami znanymi z historii polskiej transformacji. Przy czym mjanmarskim elitom wojskowym udało się nie tyle uwłaszczyć, co przywłaszczyć istotne fragmenty ustroju politycznego i gospodarczego, zostawiając sobie – zdaje się – furtkę do interwencji w momencie kryzysowym, lub w razie wyższej konieczności, np. gdy należy zadbać o jedność terytorialną państwa lub jego interes gospodarczy. A tymi mogą zachwiać – interpretując wydarzenia z ostatnich 8 lat – mniejszości etniczne i ich tendencje separatystyczne.„Życie w ciszy”[3] nie jest już doktryną priorytetową i powszechnie wcielaną, ale być nią nie musi. Pozostaje składnikiem paradygmatu kulturowego, zinternalizowanym i zrozumiałym samo przez się (krytycy dodadzą – „jak u Orwella”). Organiczna praca nad instytucjami i społeczną pamięcią w imię bezpieczeństwa i podstawowego dobrobytu oswoiła obywateli na tyle, że nie muszą en masse rozdrapywać ran po postjuntowskich reformach, ciesząc się względnym dobrostanem i buddyjskim spokojem, o ile nie jest się akurat chrześcijaninem lub muzułmaninem. Żyć w ciszy muszą – zdaje się – przede wszystkim ci, którzy w jakikolwiek sposób chcieliby naruszyć status quo rzeczonej demokratyzacji i prostować mjanmarski „Okrągły stół”; bądź ci, którzy chcieliby storpedować udział Mjanmy w chińskiej Inicjatywie Pasa i Szlaku.Ikony drogi do nowoczesnego państwa prawa odbrązowiały, czego dowodzi najnowsza historia Suu Kyi, która zdaje się porzuciła na tej drodze dawne ideały, ucząc się politycznego pragmatyzmu. Mimo apeli niektórych komentatorów[4] o odebranie jej pokojowej nagrody Nobla, warto wstrzymać się z jej ostateczną oceną. Trudno posądzać liderkę birmańskiego odrodzenia ku demokracji o makiawelizm i wyrachowanie, ale kto wie co przyniosą kolejne wybory i kolejna zmiana generacyjna, którym towarzyszyć będzie jednocześnie coraz intensywniejsze napięcie na linii USA – ChRL.© Mateusz Krycki[1] Remarks by the President at the United States Military Academy Commencement Ceremony, The White House, 28.05.2014, https://obamawhitehouse.archives.gov/the-press-office/2014/05/28/remarks-president-united-states-military-academy-commencement-ceremony[2] Zob. Konstytucja z dnia 10 maja 2008 r. Republiki Związku Mjanmy, Biblioteka Sejmowa; rozdział 3, 4 i 9; https://www.burmalibrary.org/docs5/Myanmar_Constitution-2008-en.pdf (1.05.2020)[3] Cyt. za: Ch. Fink, Living Silence in Burma. Surviving Under Military Regime, Chiang Mai 2009.[4] Zob. A. Domosławski, Aung San Suu Kyi, laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, powinna tę nagrodę stracić, w: „Polityka”, 6 września 2017, https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1718916,1,aung-san-suu-kyi-laureatka-pokojowej-nagrody-nobla-powinna-te-nagrode-stracic.read (2.05.2020)

Nota

Jak bardzo francuska, a jak bardzo polinezyjska – dyplomatyczne starcia o Polinezję Francuską

15.07.2020

Republika Francuska, po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, pozostaje jedyną potęgą morską w Europie. Oprócz silnej gospodarki na starym kontynencie, Francja opiera swoją siłę geopolityczną za zamorskich terytoriach, których porządek prawny oparty jest na prawie stanowionym w Paryżu. Pomimo autonomii wspólnoty zamorskiej (fr. collectivités d'outre-mer, COM), poprzednio zwanej terytoriami zamorskimi (fr. territoire d’outre mer)[1] kraje te prezentują politykę zagraniczną, a także w dużej mierze wewnętrzną, w oparciu o interesy francuskiej racji stanu. To właśnie na Pacyfiku Południowym znajdują się trzy COM: Polinezja Francuska, Nowa Kaledonia oraz Wallis i Futuna. Ma to niebagatelne znaczenie w wyznaczaniu intratnych obszarów morskich, wraz z kluczowymi wyłącznymi strefami ekonomicznymi (eng. Exclusive Economic Zones, EEZs). Europejska część Francji, tzw. heksagonalna, posiada jedynie 297 123 km2 EEZs. Natomiast po zsumowaniu gigantycznych terytoriów oceanicznych łączna kwota stref ekonomicznych daje wynik prawie 11 milionów km2. Tym samym z pozycji 45 w światowym rankingu potęg morskich, Francja plasuje się na drugim miejscu, tuż za Stanami Zjednoczonymi. [2]Trudno zatem dziwić się, iż rząd francuski nie jest chętny do wyrażenia zgody na pełną autonomię, a w następstwie suwerenność Polinezji Francuskiej. Posiada ona największe EEZs spośród wszystkich COM: 4537 730 km2 (przy czym całkowity obszar morski to 4787 978 km2).[3] Powierzchnia lądowa tego kraju to 4 167 km2, które obejmują 118 wysp i atoli, spośród których jedynie 67 jest zamieszkałych. Na najliczniej zaludnionej wyspie Tahiti, gdzie znajduje się stolica Papeete, mieszka ok. 70% Francuskich Polinezyjczyków. Populacja sięga 295121 mieszkańców. Struktura etniczna oddaje fakt skolonizowania wysp w XIX wieku: Polinezyjczycy 78%, Chińczycy 12%, lokalni Francuzi 6% oraz Francuzi z metropolii 4%. Społeczność autochtoniczna wysp dopiero z czasem zyskała świadomość swoich praw, w tym prawa do samostanowienia. Kluczowym, ale i najskuteczniejszym ku temu narzędziem okazało się członkostwo stowarzyszone (niepełne) w newralgicznej organizacji regionalnej Pacific Island Forum, PIF. To właśnie dzięki międzynarodowej roli tego IGO udało się wpisać w 2013 roku Polinezję Francuską (a potem także i Nową Kaledonię) na listę nieautonomicznych terenów ONZ. Strona francuska uznała to za rażącą ingerencję w jej sprawy wewnętrzne, tym samym nigdy nie uznała obowiązywania rezolucji[4]. Trzy lata wcześniej Prezydent Nicolas Sarkozy podkreślał, że granica niepodległości względem Polinezji Francuskiej nigdy nie może być przekroczona, a tereny zamorskie są francuskie i zawsze nimi pozostaną.[5] Strona francuska przez wiele lat używała szeregu dyplomatycznych instrumentów celem ignorowania, oddalenia w czasie czy nawet spowodowania fiaska rezolucji. Australia, Nowa Zelandia, Wyspy Salomona, Nauru, Tuvalu, Vanuatu, Samoa oraz Timor Leste solidarnie poparły starania terytoriów francuskich, co należy tłumaczyć ich obawą przed radykalizacją separatystycznych dążeń frankofońskich wysp, a także wykorzystaniem niestabilności ustrojowej przez mocarstwa z Pierścienia Pacyfiku, jak Chiny czy Rosja.Nie bez znaczenia pozostaje fakt używania wysp na Pacyfiku przez rząd francuski jako swoiste laboratorium. Najlepszym tego przykładem były testy jądrowe na atolu Moruroa na Polinezji Francuskiej na przestrzeni trzech dekad, 1966-1996. Współcześnie francuskie spółki państwowe oraz prywatne korporacje wykorzystują źródła naturalne, a także zasoby ludzkie w przemyśle farmaceutycznym, energetycznym i petrochemicznym. Aktywności te zasilają budżet Paryża. Odbija się to negatywnie w poglądzie Francuskich Polinezyjczyków, którzy borykają się z dylematami socjalnymi, jak emigracja do bogatszych państw, w tym Francji heksagonalnej, przestępczość czy oddziaływanie dużych mocarstw w sprawy lokalne, głównie poprzez przekazy pieniężne.Jedyne referendum niepodległościowe odbyło się w 1958 roku, na którego podstawie włączono Polinezję Francuską do Wspólnoty Francuskiej. Drugie referendum ma odbyć się w 2020 roku. Polityczny status Polinezji Francuskiej będzie zatem zależał od postępów w debacie na poziomie regionalnym, wśród popierających jej dążenia wyspiarskich państw na Pacyfiku. Wiąże się to z wyraźnie aktywniejszym uczestnictwem Polinezji Francuskiej w regionalnych organizacjach IGO i NGO.[1] Zamiana wprowadzona nowelizacja art. 73 Konstytucji Republiki Francji z 4 października 1958 roku przeprowadzoną 27 lipca 2011 roku.[2] Maclellan N. (2018), France and the Blue Pacific, “Asia & the Pacific Policy Studies”, Vol. 5, no. 3.[3] Kalkulacje poczynione przez autorkę na podstawie: Tableau des superficies (2019): https://limitesmaritimes.gouv.fr/ressources/tableau-des-superficies [dostęp: 3.06.2020].[4] Self-determination of French Polynesia: resolution / adopted by the General Assembly A/RES/67/265 z 23 sierpnia 2013 roku.[5] N. Sarkozy, Voeux à la France d’Outre-mer, Saint Denis de la Réunion, 19.01.2010.

Nota

COVID-19 w Australii i konsekwencje epidemii dla sytuacji polityczno-prawnej

14.07.2020

Australia, choć jest wyspą położoną w znacznym oddaleniu od lądu stałego, a zatem i innych państw, nie zdołała uniknąć fali zachorowań na COVID-19.25 stycznia br. pierwszy przypadek odnotowały władze stanu Wiktoria – osobą chorą okazał się mężczyzna, który przyleciał do Melbourne z chińskiego miasta Wuhan nieco wcześniej, 19 stycznia. Władze zareagowały, wdrażając specjalne procedury. Departament Spraw Zagranicznych i Handlu (czyli odpowiednik Ministerstwa Spraw Zagranicznych) ostrzegł obywateli przed podróżą do Wuhan i prowincji Hubei, wprowadzono także kontrolę sanitarną na granicach. Mimo podjętych środków nastąpił przyrost zachorowań i 20 marca władze podjęły decyzję o zamknięciu granic Australii. Podobnie jak w innych państwach wprowadzono zasadę dystansowania społecznego (od 21 marca) oraz zamknięto te formy działalności gospodarczej, które nie są niezbędne dla funkcjonowania społeczeństwa. Liczba zakażeń początkowo wzrastała bardzo szybko, następnie ustabilizowała się na poziomie około 350 przypadków dziennie (około 22 marca), by na początku kwietnia zacząć spadać. Na koniec kwietnia było to już około 20 zachorowań dziennie. W momencie przygotowywania tego tekstu w Australii odnotowano łącznie 7036 przypadków, 98 osób zmarło, natomiast 6362 wyzdrowiało; dzienna liczba zakażeń to 20 przypadków (stan na 16 maja)[1]. Przy łącznej liczbie ludności, wynoszącej niespełna 25,5 mln mieszkańców daje to zatem przeszło 90% ozdrowieńców i zaledwie 0,02% zakażeń. Można zatem stwierdzić, że Australia poradziła sobie z epidemią i jest na dobrej drodze do jej wygaszenia, jakkolwiek epidemia spowodowała różne następstwa dla sytuacji polityczno-prawnej w państwie.KomentarzWładze Australii dysponują przyjętą w 2015 r. ustawą o bezpieczeństwie biologicznym (Biosecurity Act 2015), która umożliwiła szybkie i sprawne działania po wykryciu już pierwszego przypadku choroby. Akt ten zastąpił poprzednią ustawę o kwarantannie, pochodzącą jeszcze z 1908 r. Ustawa o bezpieczeństwie biologicznym m.in. definiuje pojęcie choroby, która oznacza „a) oznaki lub objawy choroby lub zakażenia spowodowanego przez czynnik chorobowy; lub (b) zbiór objawów (…), który jest klinicznie zdefiniowany, dla którego czynnik przyczynowy jest nieznany; lub (c) czynnik chorobowy, który może powodować, bezpośrednio lub pośrednio, chorobę lub infekcję”[2].Co istotne, po odnotowaniu pierwszego przypadku zakażenia chorobą, wywoływaną przez koronawirusa,COVID-19 wpisano na listę ludzkich chorób zakaźnych, posiłkując się wspomnianą ustawą o bezpieczeństwie biologicznym. Krok ten umożliwił władzom zaostrzenie reżimu na granicach już od momentu wykrycia pierwszego zachorowania w styczniu, a zagrożenie epidemiczne stało się testem na funkcjonowanie ustawy.Decyzja o zamknięciu granic wpłynęła m.in. na sytuację zagranicznych studentów w Australii. W ostatnich latach państwo to zyskało markę „mocarstwa edukacyjnego”, Właśnie tam przyjeżdżało studiować liczne grono osób z całego świata, w tym z Azji. Kryzys, wywołany przez COVID-19 spowodował, że znaczna część studentów wyjechała, a ci którzy zostali znaleźli się w trudnej sytuacji materialnej. Władze stanu Wiktoria zareagowały, oferując wsparcie zagranicznym studentom w wysokości 45 mln dolarów australijskich (tj. ok. 121500000 mln zł). Jednak rząd Australii przyjął odmienne podejście – premier Scott Morrison oświadczył, że zagraniczni studenci, którzy nie są w stanie się utrzymać mogą wrócić do swoich krajów. Widać tu zatem rozdźwięk między władzami Australii i stanowymi, będący następstwem wybuchu epidemii.Wybuch epidemii wpłynął na złożone stosunki Australii z Chinami. Już w kwietniu Australia zażądała od Chin transparentności w proponowanym międzynarodowym dochodzeniu w sprawie pochodzenia i rozprzestrzeniania się COVID-19. CHRL zrewanżował się za ten krok, zakazując w maju importu mięsa pochodzącego od czterech głównych dostawców z Australii. Chiny nałożyły także cło w wysokości 80% na australijski jęczmień. Australia może dotkliwie odczuć decyzję władz Chin, które są odbiorcą australijskich towarów. Czas pokaże, jak dalej potoczą się wzajemne relacje obu państw w sferze gospodarczej.[1] Dane za: Department of Health, Coronavirus COVID-19 current situation and case numbers, 16.05.2020, https://www.health.gov.au/news/health-alerts/novel-coronavirus-2019-ncov-health-alert/coronavirus-covid-19-current-situation-and-case-numbers (dostęp: 17.05.2020).[2] Tekst ustawy: Biosecurity Act 2015, https://www.legislation.gov.au/Details/C2019C00097 (dostęp: 17.05.2020).dr hab. Karina Paulina MarczukKatedra Dyplomacji i Instytucji MiędzynarodowychWydział Nauk Politycznych i Studiów MiędzynarodowychUniwersytet WarszawskiE-mail: k.marczuk@uw.edu.plORCID ID: 0000-0003-1870-7728

Nota

Demokratyczna Republika Konga: zmiany ustrojowe, prezydentura i wolne wybory

13.07.2020

Demokratyczna Republika Konga (DRK) jest ogromnym krajem zamieszkanym przez ponad 85 milionów mieszkańców. Jego powierzchnia jest sześciokrotnie większa niż Niemcy, co jest równe ponad połowie terytorium, które obejmuje Unia Europejska. Współcześnie DRK znajduje się na skraju ubóstwa ze względu na słabość rządu, napięcia społeczne oraz sytuację sanitarno-epidemiologiczną. Ponad to widoczny jest brak ciągłości w działaniach instytucji rządowych, orazupadają wszelkie firmy zagraniczne.Po uzyskaniu niepodległości od Belgii 30 czerwca 1960 roku, pierwszym prezydentem DRK został Joseph Kasa-Vubu (kadencja: 1960–1965 Kolejną głową państwa był protegowany Belgii i USA, Mobutu Sese Seko (właśc. Joseph-Désiré Mobutu), którzy rządził w latach 1965–1997. W swojej polityce dążył do nacjonalizacji kraju. W tym czasiepaństwo to nazywało się Zair, a nazwę stolicy zmieniono z Leopoldville na Kinszasa. Kolejnym prezydentem był Laurent-Désiré Kabila (w latach 1997–2001), który został zamordowany podczas próby dokonania zamachu stanu. Następnie władzę w kraju przejął jego syn Joseph Kabila Kabange. Rządził od 17 stycznia 2001 roku do 24 stycznia 2019 roku – dwie pięcioletnie kadencje,zgodne z konstytucją kongijską. Ostatnia kadencja Kabili została przedłużona o dwa lata do czasu organizacji wyborów 30 grudnia 2018 roku, co oznacza, że był u władzy18 lat. Powszechnie uznaje się, że była to pierwsza pokojowa zmiana władzy od czasu uzyskania niepodległości, a niespodziewany wybór nowego prezydenta wywodzącego się z opozycji odzwierciedla jednak o wiele bardziej złożony proces wyborczy. Wiele elementów wskazuje na to, że mimo iż Joseph Kabila nie jest już przywódcą kraju, nadal w dużej mierze ma władzę.Przede wszystkim należy wskazać na działania, która rzucają cień na prezydenturę J. Kabili. W 2015 roku pojawiły się napięcia przed wyborami prezydenckimi, które miały się odbyć w 2016 roku i umożliwić przedłużenie jego mandatu. Kongijska komisja wyborcza wskazała, że potrzebuje dodatkowego czasu na zarejestrowanie wyborców, dlatego niemogły się one odbyć nie wcześniej niż w lipcu 2017 roku. Spowodowało to wybuch protestów w całym kraju oraz starcia demonstrantów z policją. W związku z tym kryzysem politycznym w niektórych prowincjach (m.in. Kasai Środkowym, Tanganice, Ubangi Południowym, Ituri, Kongo Środkowym) doszło do powstań i starć między grupami zwolenników. 11 października 2017 roku przewodniczący Niezależnej Narodowej Komisji Wyborczej (Commission électorale nationale indépendante – CENI), Corneille Nangaa ogłosił, że wybory prezydenckie nie odbędą się ze względu na inne głosowania w nachodzącym okresie, wybuch epidemii Eboli oraz konflikty zbrojne w różnych częściach kraju. To kolejne ich odroczenie wywołało oburzenie opozycji, a także wielu organizacji pozarządowych. Jednakże pozwoliło to na kolejne? przedłużenie mandatu Kabili aż do początku 2019 roku.Ostatecznie wybory odbyły się 30 grudnia 2018 roku, a 24 stycznia 2019 roku, nowy prezydent Félix Tshisekedi został zaprzysiężony w Pałacu Narodu w Kinszasie. Należy jednak podkreślić, że jeszcze przed zaprzysiężeniem został on zobowiązany, do zawarcia sojuszu z J. Kabilą, który w zamian za ustąpienie z fotela prezydenckiego został senatorem dożywotnim – sénateur à vie[1], zachowując wpływ na władzę w kraju. Pojawiły się głosy, że dzięki temu porozumieniu władzy został pozbawiony kandydat Martin Fayulu.Kościół katolicki, który obserwował wybory, zwrócił uwagę, że oficjalne wyniki nie odpowiadają informacjom zebranym przez jego przedstawicieli. Wyniki zakwestionował również minister spraw zagranicznych Francji Jean-Yves Le Drian. Według niego to Martin Fayulu zwyciężył. Francja, podobnie jak Unia Europejska oraz Stany Zjednoczone, nie wysłała do DRK obserwatorów wyborów na miejscu. Le Drian czerpał informacje z raportu z Conférence épiscopale nationale du Congo (CENCO), która według danychwysłała do lokali wyborczych 39824 obserwatorów. Ich ocena miała dotyczyć 43% oddanych głosów. Do sytuacji odniósł się również ambasador Francji przy ONZ, podkreślając, że Unia Afrykańska powinna zadbać o to, aby wszelkie kwestionowanie wyników zostało wyjaśnione w pokojowych rozmowach. Mimo tego, że Fayulu ogłosił publicznie swoje zwycięstwo i próbował dokonać puczu wyborczego poprzez wezwanie do protestów w największych miastach, ostatecznie protest się nie rozwinął i Tshisekedi się utrzymał. Co ważne, wyniki, którymi dysponowało CENCO przedostały się do opinii publicznej. Zgodnie z nimi Fayulu wygrał, uzyskawszy 59% głosów. Należy jednak podkreślić ich sprzeczność z tymi opublikowanymi przez komisję wyborczą 10 stycznia 2019 roku, bowiem wynika z nich zwycięstwo Tshisekediego, który otrzymał 38,57% głosów. Fayulu miał zdobyć 34,8% głosów. Poszkodowany kandydat zgłosił do Sądu Konstytucyjnego skargę o sfałszowaniu wyborów, ale została ona odrzucona.Wyk. 1. Prezydenci Demokratycznej Republiki Konga (od 1960 roku)KOLEJNOŚĆPREZYDENTCZAS URZĘDOWANIA1Joseph Kasa-Vubu5 lat i 146 dni2Mobutu Sese Seko25 lat 337 dni3Laurent-Désiré Kabila3 lata 244 dni4Joseph Kabila17 lat 363 dni5Félix Tshisekediod 24.01.2019 r.źródło: opracowanie własneRada Bezpieczeństwa ONZ oświadczyła, że istnieją jedynie dwie możliwości rozwiązania sytuacji: zaakceptowanie wyników CENI i uznanie nowego prezydenta lub przyjęcie wniosku CENCO i anulowanie wyborów. Odwołanie wyborów oznaczałoby kontynuację rządów Kabili. Szefowa Misji Stabilizacyjnej Organizacji Narodów Zjednoczonych w DRK, Leila Zerrougui, po rozmowach z przedstawicielami CENCO oraz CENI, zaproponowała, aby wybory odbyły się ponownie za dwa lata. Podczas zebrania Rady Bezpieczeństwa ONZ Rosja, Chiny i Republika Południowej Afryki ostrzegły przed zagrożeniem wynikającym z odwołania wyborów, gdyż byłoby to według nich osłabienie pierwszego pokojowego wyboru władzy w DRK od sześćdziesięciu lat. Ostatecznie również Francja przyjęła i zaakceptowała wynik, ogłaszając, że należy utrzymać konsensus narodowy w celu utrzymania pokoju. Tym samym Fayulu poległ w grze dyplomatycznej, nie mogąc liczyć ani na Kościół Katolicki ani na Sąd Konstytucyjny.W ciągu ostatnich dwóch dekad społeczność międzynarodowa zainwestowała w DRK wiele miliardów dolarów, aby spróbować ustabilizować sytuację w państwie oraz skierować republikę w stronę demokratycznej, sprawiedliwej i dostatniej przyszłości. Poprzez niejasny wybór nowego prezydenta całe zaangażowanie w poprawę warunków zostało zagrożone.Obecny prezydent wskazuje na potrzebę współpracy międzynarodowej. Zależy mu także na kontynuowaniu misji MONUSCO (Misja Stabilizacyjna Organizacji Narodów Zjednoczonych w Demokratycznej Republice Konga), która rozpoczęła się 3 września 1999 roku. To dzięki współpracy z ONZ udaje się powstrzymać działania podejmowane na terytorium kraju przez grupę terrorystyczną Sojusz Sił Demokratycznych (Allied Democratic Forces – ADF). Ponadto Tshisekedi utrzymuje, że zależy mu na zaangażowaniu się w politykę rozwoju kraju oraz podtrzymanie dialogu z Rwandą i Ugandą.[1] Konstytucja Demokratycznej Republiki Konga z 2006 roku zapewnia byłym prezydentom Republiki dożywotnie członkostwo w Senacie. J. Kaliba został pierwszym w historii DRK „sénateur à vie”, po tym jak był prezydentem w latach 2001–2019.

Nota

Walki o fotel prezydencki i kryzys polityczny na Madagaskarze

10.07.2020

Po 10 latach kryzysu politycznego w 2019 roku wybrano prezydenta Czwartej Republiki Madagaskaru.Największy współczesny kryzys polityczny na Madagaskarze wybuchł w 2009 roku. Rozpoczęła go seria demonstracji, zamieszek i sporów politycznych przeciwko urzędującemu od 2002 roku prezydentowi Marcowi Ravalomananie. Był on oskarżany o korupcję, defraudację pieniędzy, dzierżawienie ziemi podmiotom zagranicznym, a także wykorzystywanie straży prezydenckiej do prywatnych celów. Przeciw niemu wystąpił burmistrz Antananarywy, Andry Rajoelina, który przy wsparciu demonstrantów w marcu 2009 roku przejął pałac prezydencki. Urzędujący prezydent był zmuszony do rezygnacji ze stanowiska i uciekł do Republiki Południowej Afryki. Rajoelina ogłosił się prezydentem 21 marca. Stanął na czele Wysokiej Władzy Przejściowej.Tab. 1. Prezydenci niepodległego MadagaskaruKOLEJNOŚĆPREZYDENTCZAS URZĘDOWANIA1Philibert Tsiranana12 lat 107 dni2Gabriel Ramanantsoa2 lata 117 dni3Didier Ratsiraka22 lata 233 dni4Albert Zafy3 lata 162 dni5Marc Ravalomanana6 lat 255 dni6Hery Rajaonarimampianina4 lata 225 dni7Andry Rajoelinaod 19 stycznia 2019źródło: opracowanie własneSpołeczność międzynarodowa, na czele z Republiką Francuską i Unią Afrykańską, potępiła to przejęcie, które zostało uznane za niekonstytucyjne i niedemokratyczne. W związku z tym w sierpniu 2009 roku w Maputo w Mozambiku rozpoczęły się negocjacje, podczas których spotkali się prezydenci: Albert Zafy oraz Didier Ratsiraka, a także Ravalomanana i Rajoelina. Ten ostatni został uznany za głowę państwa w warunkach przejściowych przed przeprowadzeniem oficjalnej elekcji. Ostatecznie prezydentom Madagaskaru (Rajoelina, Ravalaomanana, Ratsiraka) zakazano kandydowania w wyborach, które miały odbyć się pod koniec 2013 roku.Zamieszki, które wstrząsnęły Madagaskarem, trwały 4 lata. W grudniu 2013 roku na Madagaskarze zorganizowano wspólnie wybory prezydenckie i parlamentarne. Hery Rajaonarimampianina został pierwszym prezydentem Czwartej Republiki, a Rajoelina zakończył prezydenturę 24 stycznia 2014 roku. Nowa głowa państwa została zaprzysiężona w Antananarywie 25 stycznia. Był to ostatecznie koniec przejściowego rządu, a tym samym kryzysu politycznego na Madagaskarze.Kandydaci, którzy chcą startować w wyborach, muszą spełniać warunki zawarte w konstytucji Madagaskaru (być obywatelami Madagaskaru, korzystać z praw obywatelskich i politycznych, mieć co najmniej trzydzieści pięć lat i rezydować na Madagaskarze przez co najmniej sześć miesięcy). Jeśli urzędujący prezydent zdecyduje się ponownie ubiegać o urząd prezydenta, musi zrezygnować ze stanowiska sześćdziesiąt dni przed dniem głosowania. W tym przypadku jego obowiązki przejmuje prezydent senatu.Ostatnie wybory prezydenckie na Madagaskarze odbyły się w dniach 7 listopada i 19 grudnia 2018 roku. Chociaż pierwotnie, według ustaleń z 2013 roku, powinny się odbyć w maju. W pierwszej rundzie wyeliminowano ówczesnego prezydenta Hery’ego Rajaonarimampianinę, któryaby mógł kandydować, zrezygnował z urzędu 7 września 2018 roku. Ustępujący prezydent postanowił nie wspierać żadnego z pozostałych dwóch kandydatów. Zorganizowano zatem drugą rundę pomiędzy Markiem Ravalomananą i Andrym Rajoeliną. Ten ostatni wygrał z 55,66% głosów i objął urząd na 5-letnią kadencję. Frekwencja w wyborach wyniosła 48%.Mimo że wniosek o oszustwo w wyborach zgłosił obóz polityczny Ravalomanany, to Najwyższy Trybunał Konstytucyjny odrzucił go. Ponadto przewodniczący Conseil du Fampihavanana Malagasy (Rady Pojednania Madagaskaru, która została utworzona po kryzysie w 2013 roku w celu utrzymania konsensusu polityczno-narodowego), wskazał, że były to wzorowo przeprowadzone wybory, które należy zaakceptować. Rajoelina objął oficjalnie urząd 19 stycznia 2019 roku.Jednym z jego pierwszych działań politycznych była próba zmniejsza liczby senatorów. Po odrzuceniu przez Najwyższy Trybunał Konstytucyjny projektu referendum konstytucyjnego, w którym zaproponował zniesienie senatu, 22 maja 2019 roku postanowił wydać rozporządzenie zmieniające ustawę dotyczącą funkcjonowania senatu. Nowe przepisy rzeczywiście spowodowały zmniejszenie liczby senatorów z 63 do 18. Działania te, które prezydent uzasadniał chęcią wytworzenia oszczędności budżetowych, zostały skrytykowane przez opozycję.Na wyspie nadal panuje nieustabilizowana sytuacja polityczna. Kraj boryka się z ubóstwem, tymczasem na każdym szczeblu władzy króluje korupcja, a minione kampanie wyborcze, według Unii Europejskiej, należały do najdroższych na świecie.

Nota

Fidżi: polityczny chaos po zawieszeniu głównej partii opozycyjnej

04.07.2020

Dnia 26 maja b.r. sekretarz partii politycznych, Mohammed Saneem, zawiesił Partię Liberalno-Demokratyczną (Social Democratic Liberal Party, SODELPA), która od 2014 r. stanowi najważniejsze ugrupowanie opozycyjne w fidżyjskim parlamencie. W rezultacie wyborów parlamentarnych z listopada 2018 r., partia ta zdobyła niemal 40% głosów, co przełożyło się na uzyskanie przez nią 21 (tj. o 6 więcej niż 4 lata wcześniej) spośród 51 mandatów w organie ustawodawczym.Powodem zawieszenia partii było naruszenie konstytucji Fidżi z 2013 r., ustawy o partiach politycznych z 2013 r. oraz konstytucji SODELPA z 2013 r. Zgodnie z orzeczeniem Sądu Najwyższego z 23 kwietnia 2020 r. (No. HBC 296 of 2019), wybór przewodniczącego i jego zastępcy na dorocznym walnym zgromadzeniu partii w czerwcu 2019 r. uznano za niezgodny z prawem, nieważny i nieskuteczny. Uchylono wszelkie decyzje podjęte od tamtego momentu przez władze partii. W okresie zawieszenia działalności, SODELPA utraciła wszelkie prawa i przywileje określone w ustawie o partiach politycznych.Powództwo sądowe przeciwko kierownictwu partii wniosły niektóre jej skrzydła, utrzymujące, że wybory władz w czerwcu 2019 r., zostały politycznie zmanipulowane. Dwie frakcje partyjne 23 maja 2020 r. odrębnie dokonały wyboru nowego zarządu ugrupowania. Pełniący obowiązki przewodniczącego partii, Vijay Singh, oświadczył na jednym z takich spotkań, że tymczasowym liderem do czasu przeprowadzenia kolejnego walnego zgromadzenia partii lub podjęcia decyzji przez zarząd pozostanie jej dotychczasowy przywódca, Sitiveni Rabuka.Z uwagi na niezgodność podjętych ustaleń z zawieszoną konstytucją SODELPA, jak i niespełnienie przez oba zgromadzenia wymogu niezbędnego kworum, Mohammed Saneem uznał je za nieprawomocne. Wskazał jednocześnie, że przepisy konstytucji tego ugrupowania wprost regulują, iż wakat na stanowisku prezesa partii jest obsadzany w drodze mianowania jednego z wiceprezesów. SODELPA ma obecnie 60 dni (do 27 lipca b.r.) na wyjaśnienie wszelkich nieprawidłowości albo wyrejestrowanie się. Zawieszenie uniemożliwia członkom partii uczestniczenie w pracach parlamentu, znacznie utrudniając funkcjonowanie organu ustawodawczego w krytycznym momencie uchwalania nowego budżetu.KomentarzPolityczny zamęt nie jest nowym zjawiskiem na Fidżi. Sytuacja od początków istnienia tego państwa pozostaje niestabilna. W ciągu 50 lat państwowości fidżyjskiej uchwalono cztery ustawy zasadnicze, w trakcie obowiązywania których doszło do czterech zamachów stanu. Częste zmiany instytucjonalne, jak i brak solidnych ram prawnych nie umacniają procesu demokratycznych przemian ustrojowych, odbywających się w warunkach społeczeństwa podzielonego etnicznie.

Nota

Samoa: kryzys konstytucyjny wywołany przez kontrowersyjne propozycje zmian ustawy zasadniczej

02.07.2020

Bezpośrednio przed wprowadzeniem stanu wyjątkowego w związku z pandemią koronawirusa (COVID-19), premier Samoa, Tuilaepa Sa’ilele Malielegaoi, 20 marca b.r. przedstawił projekty trzech ustaw: nowelizującej konstytucję (Constitution Amendment Bill 2020), ustawy o sądownictwie (Judicature Bill 2020) oraz ustawy o ziemi i tytułach (Land and Titles Bill 2020). Istotnie modyfikują one treść konstytucji, wpływając na pozycję prezesa Sądu Najwyższego i zakres jurysdykcji nadzorczej w hierarchii sądów, a także materię prawnoczłowieczą.Zgodnie z nowym prawem Sąd ds. Ziem i Tytułów zyskałby umocowanie w ustawie zasadniczej oraz status sądu apelacyjnego w zakresie tradycji i zwyczajów Samoa, bez możliwości odwołania się w przypadku naruszeń podstawowych konstytucyjnych wolności do Sądu Najwyższego. Wśród innych propozycji reform znalazły się konieczność uwzględniania zwyczaju przez sądy, wymóg powoływania w skład Sądu Apelacyjnego dwóch sędziów z Samoa i jednego z zagranicy, a także zwiększenie liczebności gabinetu do maksymalnie 14 ministrów.4 maja 2020 r., starsi sędziowie i prawnicy wyrazili swoje obawy związane z brakiem konsultacji wokół reform, które oddziałują na tradycyjne prawa Samoańczyków. 8 maja b.r. odbył się protest przed parlamentem z udziałem około 100 osób przeciwko „niekonstytucyjnym i nieuzasadnionym” zmianom, który z uwagi na obowiązujący stan nadzwyczajny, przyjął formę procesji samochodowej. W jego trakcie poinformowano zebranych o planowanych konsultacjach z przedstawicielami władzy lokalnej.Tego samego dnia Izba Adwokacka Samoa wydała obszerne oświadczenie w sprawie nieprawidłowego procesu i poważnych konsekwencji konstytucyjnych odnośnie do trzech przedłożonych projektów ustaw. Lider Narodowej Partii Demokratycznej Samoa (Samoa National Democratic Party), Valasi Togamaga Tafito, oceniając sposób ich procedowania przez premiera, określił jego styl przywództwa mianem „komunistycznego”. W kolejnych dniach do krytycznej opinii w sprawie projektów dołączyli międzynarodowi obserwatorzy praw człowieka i stowarzyszenia prawnicze, w tym Nowozelandzka Izba Adwokacka oraz Rada Praw Człowieka ONZ.KomentarzKryzys konstytucyjny na Samoa, uznawanym za jedno z bardziej stabilnych i lepiej zarządzanych państw Oceanii, ujawnia tendencje, jakich nie obserwowano od czasu uzyskania niepodległości w 1962 r. Polityczne status quo w tym od niemal czterech dekad jednopartyjnym państwie może zostać zakwestionowane. Opór wobec propozycji rządu wspiera nowa siła polityczna, Partia Najpierw Samoa (Samoa First Party), która nie zawaha się wykorzystać istniejących rozłamów w kolejnych wyborach w 2021 r.Konsultacje przed uchwaleniem ustawy o ziemi i tytułach z 1981 r. trwały 7 lat. Natomiast przyjęciu ustawy o rejestrowaniu ziem i tytułów w 2008 r. towarzyszyły liczne protesty oraz marsze sprzeciwu wobec oddzielenia Samoańczyków od zwyczajowego prawa do ziemi. W 2016 r. specjalna komisja parlamentarna, po szeroko zakrojonym procesie konsultacyjnym, zaleciła utrzymanie jurysdykcji nadzorczej Sądu Najwyższego nad Sądem ds. Ziem i Tytułów. Wyznaczona przez gabinet komisja ds. reformy prawa w październiku 2019 r. dokonała przeglądu sposobu uznania i ochrony zwyczaju w konstytucji oraz ustawodawstwie, aczkolwiek bez odwołania się do publicznych konsultacji i z wykluczeniem obecności mediów.Spory wokół nowego ustawodawstwa wiążą się z przyznaniem nieograniczonego upoważnienia komisji ds. usług sądowych do dymisjonowania sędziów bez uzasadnienia lub rzetelnego procesu, co w praktyce wyeliminowałoby udział parlamentu. Usunięcie nadzoru nad Sądem ds. Ziem i Tytułów usankcjonowałoby de facto możliwość ingerencji w tradycyjne prawo rodziny do wyboru własnych wodzów, tj. matai i realnie wzmocniłby pozycję rad wiejskich, fono. Z naruszeniem równowagi systemu, otrzymałyby one absolutne uprawnienia w sferze praw człowieka, wzmacniając skuteczność kontrowersyjnej ustawy z 2008 r.Powołanie pod koniec kwietnia 2020 r. parlamentarnej komisji do wysłuchania opinii publicznej na temat problematycznego pakietu ustaw, zahamowało tempo procesu ustawodawczego. Ocenia się to jako wygraną oponentów reform. Przedstawiciele rządu nie zachowują jednak wymogu bezstronności, lecz wywierają silną presję na obywateli. Potwierdza to, że przy braku zorganizowanej opozycji parlamentarnej, rządzący wykorzystują kryzys, aby przeforsować zmiany do konstytucji. Tymczasem stawka jest wysoka – zawzięcie broniący projektów premier traci zaufanie członków swojego gabinetu, zaś Instytut Praw Człowieka Międzynarodowego Stowarzyszenia Prawników w liście z 19 maja b.r. ostrzega, że zgoda na wprowadzenie nowych przepisów może doprowadzić do wykluczenia Samoa ze Wspólnoty Narodów.

Nota

Stabilny jak Senegal – zmiany ustrojowe w Afryce Zachodniej

01.07.2020

Senegal, mimo wielu burzliwych etapów w swojej historii, jest jednym z najbardziej stabilnych krajów w Afryce, ponieważ nigdy nie doszło w nim do zamachu stanu. To republika demokratyczna (co potwierdza m.in. obecność kilku partii politycznych), która swoją całkowitą niepodległość uzyskała w sierpniu 1960 roku.Pierwszym prezydentem był Léopold Sédar Senghor, który rządził w latach 1960 – 1980. Obecnie głowa państwajest wybierana w powszechnych wyborach bezpośrednich, na okres pięciu lat, z możliwością jednokrotnego przedłużenia mandatu. Zmieniło się to kilka lat temu w wyniku referendum konstytucyjnego, które odbyło się w Senegalu 20 marca 2016 roku. Jedną z proponowanych wówczas zmian było skrócenie kadencji prezydenckiej z siedmiu do pięciu lat. Zamiany zostały przyjęte przez 62% wyborców i obowiązują od elekcji z 2019 roku. Od 2 kwietnia 2012 roku prezydentem Senegalu jest Macky Sall, który w latach 2004 – 2007 był premierem. W senegalskich wyborach prezydenckich w lutym 2019 roku M. Sall wygrał reelekcję z 58% głosów, a frekwencja wyniosła 66,27% (o 14,7% więcej niż pięć lat wcześniej).Należy jednak wskazać, że wybory prezydenckie w 2012 roku były kontrowersyjne z powodu kandydatury ówczesnego prezydenta Abdoulaye Wade’a. W lipcu 2008 roku Zgromadzenie Narodowe zatwierdziło poprawkę do konstytucji przedłużającą okres kadencji prezydenckiej do siedmiu lat, podobnie jak przed przyjęciem konstytucji z 2001 roku. To przedłużenie nie miałoby zastosowania do kadencji A. Wade’a, która przypadała na lata 2007 – 2012. Jednocześnie przez tę zmianę ówczesny prezydent mógł kandydować na trzecią kadencję w 2012 roku. Wywołało to kontrowersje nie tylko w Senegalu, gdzie doszło do zamieszek i protestów, ale również w środowisku międzynarodowym. Przegrał on jednak znacznie, uzyskawszy w obu turach 34% głosów.Według najnowszych statystyk Senegal ma około 300 partii politycznych. Liczba ta wzrosła sześciokrotnie od 2000 roku. Jednakże niewiele ponad 30 z nich istnieje zgodnie z prawem i zostało zaakceptowanych przez ministerstwo spraw wewnętrznych. Zgromadzenie Narodowe jest jednoizbowym parlamentem Senegalu. Składa się ze 165 wybranych członków, którzy służą krajowi podczas pięcioletnich kadencji. System wyborczy to mieszany system większościowy, zakładający, że 90 deputowanych wybieranych jest w 35 okręgach jedno- i wieloosobowych (departamentach), a 60 miejsc jest obsadzanych proporcjonalnie na podstawie krajowego rozkładu głosów. Jest również 15 miejsc, o których decydują wyborcy zza granicy. Obecnie 125 stanowisk zajmuje Alliance pour la république – APR, która jest byłą partią urzędującego prezydenta. Drugą co do wielkości jest Manko Wattu Sénégal, popierająca byłego prezydenta A. Wade’a i zajmuje w jednoizbowym parlamencie 19 foteli.Zgromadzenie Narodowe w latach 1999 – 2001 i 2007 –2012 było częścią dwuizbowego parlamentu, przy czym senat wybierany pośrednio był izbą wyższą. Senat został zniesiony po raz drugi we wrześniu 2012 roku. Wówczas było 100 senatorów – 35 wybierano w wyborach pośrednich w departamentach, a pozostałych 65 mianowała głowa państwa. Ostatnim przewodniczącym senatu był Pape Diop, były burmistrz miasta Dakar. 19 września 2012 roku prawodawcy zagłosowali za likwidacją senatu, a ich głównym argumentem było to, że kraj może zaoszczędzić około 15 milionów dolarów.Pomimo wieloletniego rozwoju ustroju politycznego Senegalu w 2019 roku pojawiło się nowe zagrożenie. 4 maja, miesiąc po reelekcji, prezydent ogłosił zmiany w konstytucji, znosząc urząd premiera znaczną większością głosów Zgromadzenia Narodowego. Wybranych i mianowanych miesiąc wcześniej 32 ministrów i trzech sekretarzy stanu zostało oddelegowanych, a na ich miejsce powołano nowe osoby. Głowa państwa zdecydowała się na powołanie, zamiast premiera, sekretarz generalnego, który ma go wspierać w bieżących działaniach. Zniesienie tej funkcji , mające według prezydenta usprawnić funkcjonowanie państwa, spowodowało zachwianie równowagi poprzez wzmocnienie prezydenckiego reżimu. Opozycja oraz społeczeństwo obywatelskie postrzegały to jako próbę przejęcia przez Macky’ego Salla kontroli nad całym krajem. Co ważne, Senegal działał już bez premiera w latach 60. XX wieku, pod przewodnictwem L. Senghora oraz na początku lat 80. pod przewodnictwem Abdou Dioufa.Na razie, mimo zniesienia urzędu premiera, nie dochodzi do znacznych zmian w ustroju Senegalu. Nie pojawiły się również protesty lub działania, które mogłyby zaburzyć obecne funkcjonowanie administracji. Jest to wciąż państwo, które uznaje się za jeden z afrykańskich wzorów w procesie dążenia do demokratycznych wyborów, rozwijania gospodarki czy eliminowania przestępczości. Na uwagę zasługuję na pewno stała współpraca senegalskiego rządu z ONZ, a także z Republiką Francuską na polu polityki i bezpieczeństwa.