Logo Thing main logo

Tag: równowaga władz

Nota

Węgry: zaburzenie równowagi władz następstwem prawodawstwa związanego z COVID-19

15.10.2020

Pandemia wirusa SARS-CoV-2 niesie za sobą poważne skutki nie tylko w obszarze zdrowia publicznego czy gospodarki. Sytuacja nadzwyczajna, w której znalazły się poszczególne państwa, wymagały zastosowania nomen omen nadzwyczajnych środków. Nie wszystkie państwa sięgały po instrument, jakim jest polski odpowiednik stanu wyjątkowego. Na Węgrzech wprowadzono narzędzia, które zdaniem rządu umożliwiły sprawne zarządzanie państwem w sytuacji wyższej konieczności. Ich konsekwencje najprawdopodobniej nie miną wraz z ogłoszeniem końca pandemii, a na stałe wpiszą się w konstytucyjny krajobraz Węgier.Narzędzie konstytucyjneW związku z rozwojem pandemii COVID-19, 11 marca 2020 r. premier Viktor Orbán stosownym rozporządzeniem wprowadził na Węgrzech stan zagrożenia spowodowanego rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Tego typu stan zagrożenia, ujęty został w art. 53 Ustawy Zasadniczej Węgier. Należy w tym miejscu wskazać, że w europejskim dyskursie medialnym ów stan zagrożenia tłumaczony był tłumaczony jako „stan wyjątkowy”. Był to jednak poważny błąd terminologiczny, wprowadzającym chaos w prawidłowym rozumieniu rozwoju sytuacji na Węgrzech. Celem wprowadzenia stanu zagrożenia było możliwie duże skupienie władzy w rękach szefa rządu, co, jak wskazano wcześniej, miało umożliwić lepsze zarządzenie kryzysem spowodowanym koronawirusem.Zgodnie z konstytucją, stan zagrożenia obowiązuje maksymalnie 15 dni. Jego obowiązywanie wydłużyć może Zgromadzenie Krajowe. W stanie zagrożenia do kompetencji rządu przynależy możliwość zawieszenia stosowania niektórych aktów normatywnych, czy odstąpienie od stosowania wybranych przepisów. Pozostaje tutaj dowolność władzy wykonawczej w zakresie decyzji dotyczących ewentualnych wyłączeń obowiązywania danych aktów prawnych. Zgodnie z art. 53 konstytucji – „Rozporządzenie Rządu traci moc prawną z chwilą odwołania stanu zagrożenia”.Wskazane powyżej konstytucyjne narzędzie obowiązywało na Węgrzech od 11 marca do 17 czerwca br. Tak długi okres obowiązywania budził wątpliwości tak konstytucjonalistów, jak i instytucji międzynarodowych. W jaki sposób doprowadzono do obowiązywania stanu nadzwyczajnego przez kilkanaście tygodni? Otóż formalny zakres obowiązywania stanu zagrożenia mijał z dniem 25 marca. Na kilka dni przed jego końcem minister sprawiedliwości Judith Varga zgłosiła projekt „Ustawy o ochronie przed koronawirusem”. Głównym celem tego aktu prawnego było wydłużenie stanu zagrożenia spowodowanego rozprzestrzenianiem się koronawirusa na czas nieograniczony. Istotnym jest zastrzeżenie, że zgodnie z ustawą, stan zagrożenia był odwoływany przez „organ uprawniony do wprowadzenia szczególnego reżimu prawnego, jeżeli ustają warunki jego ogłoszenia” – tj. rząd.Problem jednakże polegał na tym, że wraz z wprowadzeniem stanu zagrożenia ciężar władzy ustawodawczej został przeniesiony na władzę wykonawczą – rząd. Zgromadzenie Krajowe zostało odsunięte od procesu ustawodawczego. Chociaż formalnie parlament nie zawiesił prac, to wszystkie akty prawne regulujące funkcjonowanie państwa w czasie koronawirusa publikowane były w formie rozporządzeń podpisywanych przez premiera Orbána. Rozporządzenia regulowały funkcjonowanie państwa w trakcie pierwszej fali pandemii. W oparciu o nie wprowadzano kolejne obostrzenia (w tym tzw. lockdown), ale także programy przeciwdziałające pogłębieniu kryzysu gospodarczego.Narzędzie pozakonstytucyjneW dniu 17 czerwca Viktor Orbán odwołał omówiony powyżej konstytucyjny stan zagrożenia. W jego miejsce wprowadzono stan kryzysowy w obszarze zdrowia publicznego, który został on ujęty w ustawie o służbie zdrowia. Na mocy ustawy, rząd otrzymał prawo do wydawania rozporządzeń na zasadach podobnych do tych, które zostały ujęte w konstytucji. Na Węgrzech obowiązuje zatem ponownie nadzwyczajny reżim prawny, jednakże nie w oparciu o ustawę zasadniczą a ustawę zwykłą. W praktyce politycznej parlament pozostaje wyłączony z ustawodawstwa związanego z koronawirusem.Gorąca debata parlamentarna pomiędzy posłami prowadzona jest w trakcie wystąpień przed poszczególnymi sesjami, jednakże nie ma to wpływu na to, że najważniejsze elementy regulujące funkcjonowanie państwa w drugiej fazie pandemii pozostaje regulowane rozporządzeniami rządu w trybie, który w Polsce określilibyśmy mianem „dekretu”. Z tego typu supremacją władzy wykonawczej mamy do czynienia po raz pierwszy, jednak z całą odpowiedzialnością powiedzieć można, że nie po raz ostatni.W obecnym porządku prawnym wątpliwości budzić powinno to, że o ile w konstytucyjnych stanach nadzwyczajnych wyraźnie określono zakres obowiązywania rozporządzeń, o tyle w przypadku stanu kryzysowego w obszarze zdrowia publicznego nie ograniczono terminu i zakresu obowiązywania tych rozporządzeń. Tego typu szerokie uprawnienie zostało dopisane do ustawy o służbie zdrowia w czerwcu br., to jest w tym samym czasie, w którym odwoływano konstytucyjny stan zagrożenia. Z ustawy usunięto katalog zagadnień, w którym dopuszczano wydawanie rozporządzeń przez rząd. W obecnym kształcie wprowadzono zdanie dotyczące „innych aktów prawnych w miarę potrzeb”, który de facto daje nieograniczony mandat do wydawania rozporządzeń w obowiązującym stanie kryzysowym w obszarze zdrowia publicznego. W stanie tym nie ma także ograniczeń czasowych dotyczących obowiązywania rozporządzeń rządu, oznacza to, że obecny stan kryzysowy obowiązywać może przez kolejne miesiące.Konsekwencją tego stanu rzeczy jest to, że przez bliżej nieokreślony okres rząd posiada szerokie kompetencje z zakresu władzy ustawodawczej i wykonawczej. Doszło do zaburzenia równowagi władz i naczelnej zasady obecnej w systemach demokratycznych – check and balance. W obecnym stanie prawnym de facto ujęty w konstytucji stan zagrożenia został przeniesiony na poziom ustawowy i w ten sposób, przy poparciu większości rządowej Fidesz-KDNP zalegalizowany. Szerokie kompetencje zostały przyznane na czas nieoznaczony.