Logo Thing main logo

Tureckie zmagania z konwencją stambulską

W ostatnich miesiącach przez miasta tureckie, w tym największe – Stambuł, Ankarę, Izmir czy Eskişehir, przetoczyła się fala protestów przeciw zapowiedziom wycofania się Turcji z tzw. konwencji stambulskiej. Do mainstreamowych polityków tureckich,  którzy mówili o takiej możliwości, należy m.in. prominentny polityk rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (Adalet ve Kalkımna Partisi – AKP) Numam Kurtulmuş. W jednym z wywiadów stwierdził on, że dokument jest złem i jego podpisanie było błędem oraz, że tak jak można było, z zastosowaniem odpowiednich procedur, konwencję przyjąć, tak można, zgodnie z procedurami, ją wypowiedzieć. Tymczasem w tle ożywionej debaty na temat opuszczenia konwencji przez Turcję widoczny jest wzrost liczby aktów przemocy wobec kobiet, w tym morderstw. Do najgłośniejszych należy w ostatnim czasie brutalne zabójstwo Pinar Gültekin, której imię przywoływane jest podczas protestów zwolenników pozostania Turcji w konwencji, jak przykład przemocy wobec kobiet w tym kraju.

Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, zwana także antyprzemocową lub też właśnie konwencją stambulską, została otwarta do podpisu w Stambule 11 maja 2011 roku. Podpisało ją wówczas 13 krajów, w tym Turcja. Do dziś liczba ta uległa znacznemu zwiększeniu, gdyż dokument podpisało ponad 40 państw, choć  ratyfikowało już nieco mniej, bo ponad 30. Warto jednak pamiętać, iż wciąż jest grupa państw, które choć ów dokument Rady Europy podpisały to go nie ratyfikowały (np. Bułgaria, Republika Czeska, Słowacja, Litwa), a także takie, które się zastanawiają nad jej wypowiedzeniem, w tym Polska i Turcja. Wypowiedzenie konwencji nie jest jednak procesem łatwym i szybkim, wymaga bowiem przejścia, zarówno na arenie wewnętrznej, jak i międzynarodowej przez kolejne etapy. Warto także nadmienić, iż we wniosku składanym na ręce sekretarza generalnego Rady Europy konieczne jest dokładne uzasadnienie wypowiedzenia konwencji. Przykład Polski pokazuje również, że taka decyzja, czy też już sama jej zapowiedź, skutkuje falą krytyki danego państwa na arenie międzynarodowej. 

Przeciwników omawianego dokumentu można znaleźć jednak nie tylko w przywołanych już Polsce czy Turcji, czego dowodem jest choćby wspomniany brak ratyfikacji konwencji w części państw europejskich. Ich argumenty są w różnych krajach podobne. Wskazują oni m.in. na zapis dotyczący płci społeczno-kulturowej i polityki, która będzie uwzględniała perspektywę owej płci, co stanowić ma element promowania ideologii gender, zagrożenie dla tradycyjnych wartości, jakie ma nieść ów dokument czy promowanie w nim ideologii LGBT. Warto jednak przypomnieć, że przedmiotem zainteresowania w konwencji stambulskiej są przede wszystkim działania mające na celu zwalczanie i zapobieganie przemocy wobec kobiet, w tym przemocy o charakterze seksualnym. Strony zobowiązują się m.in. do współpracy z organizacjami pozarządowymi działającymi na tym obszarze, wprowadzania stosownych programów edukacyjnych oraz różnych form pomocy i wsparcia dla ofiar przemocy (fizycznej, psychicznej, seksualnej), do wprowadzenia zmian ustawodawczych, w tym w kierunku zdefiniowania przemocy seksualnej (gwałtu) w oparciu o brak zgody ofiary, przy czym do odpowiedzialności za taki czyn może być pociągnięty także obecny lub były partner/współmałżonek ofiary (art. 36) i  do penalizacji procederu wymuszanych małżeństw (art. 37). Ponadto przemoc popełniana wobec kobiet i dziewcząt nie może być usprawiedliwiana względami kulturowymi, religijnymi czy tzw. honorem. Strony zobowiązują się  także do wprowadzenia możliwość karania podżegania do przemocy.


Komentarz

1) Jak już wspomniano Turcja była w pierwszej grupie państw, które podpisały konwencję antyprzemocową i bardzo szybko, bo już w marcu 2012 roku ją ratyfikowała.  Miało to miejsce  w czasie, kiedy władzę sprawowała obecnie rządząca AKP a prezydent Recep Tayyip Erdoğan pełnił funkcję premiera. Jednak dokument, którego pierwszym sygnatariuszem był rząd w Ankarze i którego potoczna nazwa związana jest z największą turecką metropolią, obecnie stał się obiektem ataków ze strony części tureckich elit politycznych, co stało się asumptem dla wzmożonej debaty nad celowością obowiązywania konwencji antyprzemocowej w Turcji. Głosy krytyczne wobec dokumentu pojawiają się przede wszystkim w wypowiedziach polityków konserwatywnych, także z szeregów rządzącej AKP, którzy zarzucają m.in., iż dokument „przemyca” ideologię gender, stanowi zagrożenie dla tradycyjnych wartości i dla rodziny oraz promuje homoseksualizm. Do najważniejszych kwestii, które są poruszane należy także problem definiowania płci w konwencji antyprzemocowej. Jednocześnie podkreśla się, że AKP jest ugrupowaniem, które podjęło pionierskie działania na rzecz poprawy sytuacji kobiet w Turcji, czego wynikiem są widoczne pozytywne zmiany, zwłaszcza w przestrzeni publicznej (np. skokowy wzrost liczby kobiet objętych edukacją na wszystkich poziomach). Zdaniem przeciwników konwencji stambulskiej nie stanowi ona instrumentu przydatnego w walce z przemocą wobec kobiet. Pojawił się także pomysł stworzenia „odpowiednich kulturowo” rozwiązań prawnych, które mogłyby zastąpić konwencję stambulską. Niektórzy z polityków AKP, którzy głosowali przed laty za ratyfikacją konwencji przyznają, że dziś tego żałują. Ówczesną decyzję uzasadniają przede wszystkim brakiem dostatecznej znajomości dokumentu i świadomości jego skutków. Z kolei dla zwolenników pozostania Turcji w konwencji wypowiedzenie dokumentu oznacza (kolejny) krok wstecz w rozwoju rządów prawa w tym kraju. Mimo bowiem, że proces implementacji jego zapisów pozostawiał według nich wiele do życzenia, to jednak wycofanie się z tego dokumentu oznaczać może m.in. nasilenie takich negatywnych i zauważalnych we współczesnej Turcji zjawisk jak przemoc w rodzinie, dyskryminacja kobiet czy tzw. zbrodnie honorowe (o których poniżej).

2) Przyjęcie konwencji nastąpiło w czasie, kiedy u steru władzy była rządząca do dzisiaj AKP a Erdoğan pełnił funkcję premiera. Osoby zaangażowane wówczas w działania na rzecz przyjęcia omawianego dokumentu wskazują, że właśnie obecny prezydent walnie przyczynił się do podpisania i ratyfikowania przez Ankarę konwencji antyprzemocowej i wspierał ich działania. Stawia go to w specyficznej sytuacji, zwłaszcza, że w samej AKP nie ma zgodności co do zasadności wypowiedzenia konwencji. Wciąż są tam architekci konwencji stambulskiej a część polityków tego ugrupowania opowiada się za pozostaniem w konwencji. Jedna z czołowych postaci w partii, przewodniczący parlamentu Mustafa Sentop, podkreślał w swoich wypowiedziach, że dokument jest skutecznym instrumentem w walce z przemocą wobec kobiet. Sprawa obecności Turcji w konwencji stambulskiej stanowi więc dziś przyczynę podziałów w rządzącym ugrupowaniu. Ponadto jak wskazują eksperci, jest pewna grupa umów międzynarodowych, których nie wypada wypowiadać, gdyż odbija się to na wizerunku kraju w świecie. Do takich należy konwencja stambulska. Co ciekawe, zachęcając przed laty tureckich deputowanych do głosowania za przyjęciem konwencji Erdoğan przekonywał, ze krok ten pozytywnie wpłynie na postrzeganie Turcji na arenie międzynarodowej.

3) W debacie pojawia się także argument zwolenników wycofania się z konwencji, iż społeczeństwo tureckie właśnie tego oczekuje, a politycy powinni się w ów głos ludu wsłuchać. Sprawa nie jest jednak taka prosta.  Badania opinii publicznej nie potwierdzają takich nastrojów społecznych. Przeciwnie – zaledwie kilka procent Turków jest za wycofaniem się z konwencji. Wynika z tego, iż nawet elektorat Partii Sprawiedliwości i Rozwoju nie podziela w pełni argumenty przeciwników dokumentu. Przeciw wypowiedzeniu konwencji opowiadają się także organizacje pozarządowe zajmujących się problemem sytuacji kobiet w Turcji. Takie stanowisko zajmuje także jedna z najbardziej znanych i proreżimowych organizacji kobiecych w tym kraju – konserwatywny Kadem, którego wiceprzewodniczącą jest córka Erdoğana – Sümeyye. Mimo, że członkinie związku prezentują tradycyjną optykę w spojrzeniu na zagadnienie równości płci i daleko im do feminizmu to jednak związek należy do orędowników pozostania w konwencji.

4) Akcentowanie podczas demonstracji przeciwników wycofania się Turcji z konwencji problemu tzw. zbrodni honorowych nie budzi zdziwienia. Morderstwa te stanowią jeden z największych i najtrudniejszych problemów sytuacji kobiet w tym kraju. Są one usprawiedliwiane względami kulturowymi lub tzw. honorem, częstokroć decyzja o zbrodni jest podejmowana podczas rodzinnych narad, a sprawca jest do niej namawiany czy też podżegany przez członków rodziny. Niejednokrotnie zdarza się, że przyszłą ofiarę mogłaby uratować wcześniejsza szybka reakcja i wsparcie odpowiednich służb lub instytucji. Warto także dodać, że pewien procent ofiar tego typu zbrodni stanowią osoby homoseksualne. W konwencji stambulskiej znalazły się postulaty i rozwiązania użyteczne w walce ze zjawiskiem tzw. zbrodni honorowych. Jej wypowiedzenie w realnym stopniu może ograniczyć możliwość zapobiegania i przeciwdziałania tego typu czynom przestępczym skierowanym wobec kobiet.

5) Podjęcie tematu wycofania się z konwencji wpisuje się w ogólne trendy, jakie można obserwować nad Bosforem już od dłuższego czasu.  Chodzi z jednej strony o proces „islamizacji” zauważalny w życiu publicznym, zwłaszcza zaś politycznym, przy jednoczesnym akcentowaniu „autonomii” wobec Zachodu i prezentowaniu „asertywnej” polityki wobec organizacji międzynarodowych (np. NATO, RE), do których Turcja należy bądź ma aspiracje należeć (Unia Europejska). Są to zjawiska widoczne tak w działaniach podejmowanych na arenie międzynarodowej, jak i na arenie wewnętrznej. W tym ostatnim przypadku celem jest m.in. pozyskanie przez Recepa Tayyipa Erdoğana i AKP bardziej konserwatywnego elektoratu. Z drugiej zaś strony chodzi o próbę odwrócenia uwagi od innych problemów, np. gospodarczych, rosnącego bezrobocia, problemu imigrantów napływających do Turcji, problemów Ankary w relacjach z Unią Europejską i partnerami z Sojuszu Północnoatlantyckiego czy związanych z pandemią koronawirusa, które negatywnie wpływają na ocenę rządów AKP i tureckiego prezydenta. Partia Sprawiedliwości i Rozwoju już odczuła negatywne skutki braku sukcesów na polu walki z nowymi zagrożeniami, np. przegrywając w ubiegłym roku wybory na burmistrza Stambułu. Przyczyn porażki upatrywano wówczas w dużym stopniu w nierozwiązanym problemie syryjskich uchodźców żyjących w mieście i tworzących społeczeństwo równoległe. Przykładem działań wpisujących się we wspomniane wyżej trendy należało w ostatnim czasie  choćby przekształcenie muzeum Hagia Sophia w meczet w lipcu bieżącego roku.  Warto przy tym przypomnieć o coraz gorszych wynikach AKP w sondażach. Należy jednocześnie pamiętać, że w kolejnych wyborach udział weźmie kilka milionów młodych ludzi, którzy w najbliższych latach osiągną pełnoletność. Również ich zdanie, a nie są to na ogół osoby konserwatywne, musi brać pod uwagę w swoich działaniach turecki prezydent.






Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” w latach 2019-2021

Komentarze