Logo Thing main logo

Wybory w Izraelu – neverending story

23 marca 2021 w Izraelu odbyły się wybory do Knesetu. Były to czwarte wybory parlamentarne w ciągu ostatnich dwóch lat. Marcowe głosowanie nie było przełomowe. Polityczny pat wciąż istnieje, a możliwość stworzenia rządu jest bardzo mało prawdopodobna. Ostatnie lata doskonale obrazują problemy, z jakimi borykają się izraelskie elity polityczne.


Izrael charakteryzuje się poważnym rozdrobieniem sceny politycznej. W Państwie Żydowskim mamy do czynienia z niskim progiem wyborczym – dziś wynosi on 3,25%. Tak niska wartość utrwala rozdrobienie partyjne. W poprzednich wyborach do parlamentu dostało się 8 ugrupowań politycznych, a po marcowych wyborach w parlamencie znajdzie się 13 partii politycznych. Reprezentują one wszystkie prądy ideologiczne oraz, co charakterystyczne dla Izraela, w skład Knesetu wchodzą również partie arabskie i ugrupowania ultrareligijne.


Największą partią pozostanie prawicowy Likud z premierem Beniaminem Netanjahu (30 madatów), 17 miejsc w Knesecie będzie miała liberalna Jesh Atid Jaira Lapida, 9 posłów reprezentować będzie ultraordodoksyjną partię sefardyjskich Żydów – Szas, 8 mandatów mają Biało-Niebiescy Benny’ego Ganza, po 7 przedstawicieli mają: prawicowa Jamina Naftalego Benneta, lewicowa Partia Pracy, aszkenadyjski ultarortodoksyjny Zjednoczony Judaizm Tory oraz rosyjskojęzyczna Israel Beitenu Awigdora Liebermana. Jedno miejsce mniej (6) zdobyli politycy czterech ugrupowań: arabskiej Zjednoczonej Listy, skrajnie prawicowi religijni-syjoniści, prawicowa Nowa Nadzieja Gideona Sa’ara, lewicowa Merec, a najmniejszą reprezentację (4 parlamentarzystów) będzie miała islamistyczna, arabska Ra’am Mansura Abbasa.


Jednak nie tylko rozdrobnienie partyjne wpływa na kłopoty z tworzeniem rządu. Obecną sytuację polityczną trzeba wyjaśnić podkreślając kilka elementów.


Należy pamiętać, że premier Beniamin Netanjahu ma wyjątkowo duży negatywny elektorat. Ciążą na nim zarzuty korupcyjne i nadużycia władzy. W ciągu ostatnich kilku lat Izraelczycy wychodzili na ulice domagając się rozliczenia premiera. Okolicznością, która chroni lidera Likudu przed pociągnięciem do odpowiedzialności karnej jest fakt, że wciąż pełni urząd premiera (chociaż i tak podejmowane są próby prowadzenia wobec niego postępowania procesowego). Dla Netanjahu stanie na czele izraelskiego rządu to nie tylko kwestia władzy
i prestiżu; to także sprawa jego wolności. Nie byłby on pierwszym izraelskim, prominentnym politykiem, który trawiłby do więzienia.


Nie tylko izraelskie społeczeństwo ma dość władzy Bibiego. Nie „trawi” go znaczna część izraelskiej sceny politycznej. Do jego najbardziej zadeklarowanych przeciwników należą jego byli koalicyjni partnerzy: Awigdor Liberman, Benny Ganz, Jair Lapid, Naftali Bennet oraz jego były partyjny kolega Gideon Sa’ar. Każdy z nich kiedyś ufał Netanjahu i każdy
z nich przekonał się, że jest się jego współpracownikiem tylko do momentu, kiedy jest to wygodne i korzystne dla lidera Likudu. Netanjahu i tych polityków dzielą więc nie tylko różnice ideowe, ale również osobiste antypatie.


Jednak mimo tak ogromnego negatywnego elektoratu Netanjahu wciąż cieszy się poparciem znacznej części izraelskich wyborców. Podczas ostatniej kampanii wyborczej jego sztab podkreślał dwa spektakularne sukcesy izraelskiego premiera. Pierwszy dotyczył polityki zagranicznej. Izrael dzięki wsparciu administracji prezydenta USA Donalda Trumpa doprowadził o uregulowania stosunków dyplomatycznych z czterema państwami arabskimi. Porozumienia Abrahamowe zostały podpisane kolejno ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Bahrajnem, Sudanem i Maroko. Było to niewątpliwe osiągnięcie. W kampanii wyborczej to Netanjahu był przedstawiany jako ojciec tego sukcesu.


Może jeszcze bardziej spektakularne było jego dokonanie na scenie wewnątrzizraelskiej. To właśnie Izrael, za sprawą premiera, stał się światowym liderem w szybkości przeprowadzonej akcji szczepionkowej. Państwo Żydowskie zapewniło sobie wystarczającą liczbę dawek pozwalającą zaszczepić znaczną część społeczeństwa. By nie było wątpliwości, kto jest mężem opatrznościowym ratującym Izrael i jego gospodarkę, Netanjahu występował w reklamach propagujących kampanię szczepień.


Polityczny pat w Izraelu spowodował jeszcze jedną, całkowicie wyjątkową sytuację. Okazało się, że na scenie politycznej pojawili się nowi kingmakerzy. Języczkiem uwagi stał się Naftali Bennet i Mansur Abbas. Formacje obu polityków nie zadeklarowały się jako stronnicy któregoś z obozów. O ich wsparcie zabiegał wiec i Likud i partie opozycyjne. O dziwo bliżej do Netanjahu było arabskiej partii islamistycznej niż prawicowemu ugrupowaniu Jamina. Bennet miał za sobą czas współpracy z premierem Netanjahu. Lider Jaminy, jak sądzę, nie miał z tego okresu dobrych wspomnień. Układ polityczny w Knesecie powodował jednak, że Bennet, który w Knesecie miał jedynie 7 mandatów, zaczął marzyć o stanowisku premiera.


Ostatecznie prezydent Re’uwen Riwlin dał Beniaminowi Netanjahu możliwość stworzenia rządu. Jak można było się spodziewać, misja lidera Likudu zakończyła się fiaskiem. Prezydentowi nie pozostało nic innego jak wskazać Jaira Lapida, lidera Yesh Atid - drugiej co do wielkości partii w izraelskim parlamencie. Lapid zdawał sobie sprawę, że jedyną możliwością stworzenia rządu jest powstanie koalicji, w której skład wchodziłyby formacje prawicowe, centrowe i lewicowe, politycy religijni i zwolennicy świeckiego państwa, parlamentarzyści liberałowie oraz ci, którzy deklarują się jako socjaliści. Rząd, który miałby powstać, byłby wyjątkowo (nawet jak na warunki izraelskie) niespójny jeśli chodzi o ideologię i w zasadzie łączyłaby go jedynie chęć odsunięcia od władzy Beniamina Netanjahu.

Niemniej jednak rozmowy między liderami opozycji mogły przynieść efekt w postaci utworzenia koalicyjnego gabinetu. Gdy wydawało się to prawdopodobne, najpierw doszło do zamieszek żydowsko-arabskich w samym Izraelu, a od 10 maja do otwartego konfliktu pomiędzy Izraelem a rządzącym w Strefie Gazy Hamasem. 14 maja Nafatali Bennet wycofał się z rozmów z Lairem Lapidem i zdecydował, że w tej sytuacji powinien powstać rząd jedności narodowej. Sam Lapid oświadczył, że nadal będzie próbował skonstruować nowy gabinet, ale szanse na jego stworzenie znacznie zmalały. Znów na horyzoncie majaczy wizja nowych wyborów.


Jednak ich wynik może ponownie otworzyć drogę do kolejnego rządu z Beniaminem Netanjahu. Nieprzejednana postawa Bibiego w walce z Hamasem znów przysparza mu zwolenników. Dla dużej części Żydów to właśnie on był, jest i pewno będzie gwarantem ich bezpieczeństwa.


Może się okazać, że w Izraelu są tylko dwie możliwości – niekończące się wybory lub rząd Beniamina Netanjahu. Dla dużej części Izraelczyków oba scenariusze są tak samo niedobre.


Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” w latach 2019-2021

Komentarze