Logo Thing main logo

Tag: COVID

Nota

Lavoro intelligente – czyli praca po włosku w dobie pandemii

13.11.2020

Czy rozwiązania z zakresu tzw. inteligentnej pracy wymuszone pandemią to jedynie sezonowa moda, czy początek rewolucji? Możliwe, że Włosi, dotknięci recesją, przekonają się o tym jako jedni z pierwszych. To będzie dla Italii także ważne doświadczenie kulturowe – na ile narzucony styl pracy a’la smart & agile wytrzyma zderzenie z głęboko zakorzenionym stylem włoskiego życia w duchu la vita è bella.W czasie pandemii wśród ekspertów zarządzania zasobami ludzkimi oraz samych zatrudniających i zatrudnianych zaczęto odważniej przywoływać ideę smart work – koncept porządkujący rynek pracy według zasady równowagi sfery pracy i życia (tzw. work-life balance), ujmujący pracodawcę i pracownika bardziej w kategoriach personalistycznych i wzajemnego poszanowania, niż według czystej logiki transakcji i rynkowej wymiany płaca za pracę. Rok 2020 to czas, gdy firmy i instytucje muszą optymalizować zarówno koszty, jak i system zadaniowania pracowników, a także komunikacji z nimi, co w wielu przypadkach oznacza zamykanie swoich biur i delegowanie zatrudnionych do pracy w domu. Jednym z krajów, w których najsilniej rozwinął się ten trend są Włochy. Inteligentna praca, najczęściej oparta na tzw. home office, do niedawna odbierana jako fanaberia pracownika i zło konieczne dla pracodawcy, po kilku miesiącach wymuszonego zastosowania zyskuje zwolenników po obu stronach. Czy to jedynie sezonowa moda, czy początek rewolucji? Możliwe, że Włosi, dotknięci recesją, przekonają się o tym jako jedni z pierwszych.We Włoszech fundamentem prawnym rozwiązań w zakresie inteligentnej pracy jest ustawa z 22 maja 2017 r., N. 81 pt. Misure per la tutela del lavoro autonomo non imprenditoriale e misure volte a favorire l'articolazione flessibile nei tempi e nei luoghi del lavoro subordinato (tłum.: Ustawa o Środkach ochrony samozatrudnienia osób niebędących przedsiębiorcami oraz środkach uelastycznienia czasu i miejsca pracy pracowników)[1]. W myśl jej zapisów, przedsiębiorców i pracowników zachęca się do pracy zorientowanej na wyniki poprzez realizację celów, a nie wypełnianie czasu pracy. Lavoro intelligente jest modelem zarządzania kapitałem ludzkim zmierzającym zatem w pierwszej kolejności do efektywności, przy czym nie warunkuje się jej a priori. Pracownik ma możliwość ustalenia z pracodawcą miejsca i czasu wykonania powierzonych zadań, a rozliczany jest przede wszystkim z wyników swoich działań[2]. W myśl włoskich rozwiązań (podobnych też do tych z innych krajów) – funkcją tak rozumianej pracy z jednej strony jest zwiększenie wydajności oraz konkurencyjności firmy. Z drugiej zaś ma ona pomagać pracownikom w zachowaniu lepszej równowagi między życiem zawodowym, a prywatnym. Do niedawna praca w tym formacie była przez Włochów w zasadzie niestosowana. Paradoksalnie, wraz z pandemią model inteligentnej pracy został w praktyce narzucony wszystkim pracownikom i pracodawcom, którzy mogli go wdrożyć[3].Istotnym posunięciem regulacyjnym, poszerzającym wpływ Ustawy N. 81 jest Dekret nadzwyczajny Premiera Luigi di Mayo z 1 marca br., dotyczący Covid-19, który zniósł wiele ograniczeń wykonywania pracy zdalnej oraz zmniejszył biurokrację. Przede wszystkim pracodawcy i pracownicy nie musieli już wyrażać zgody na zmianę formuły pracy, bez względu na zakres świadczeń (co zazwyczaj opóźniało proces). W kwestiach bezpieczeństwa pracy zwolniono pracodawców i pracowników z realizacji części przepisów BHP, które krępowały np. przepływ informacji, lub skuteczne wykonywanie zadań. Uproszczono również formalności, dotyczące obowiązkowych procedur komunikacji między pracodawcą, a organami administracji państwowej. Pracodawca ma możliwość dopełniania ich w sposób maksymalnie scyfryzowany w ramach jednego pliku dokumentów, bez względu na liczbę pracowników, i tylko do jednego urzędu[4].Druga fala zachorowań na Covid-19 we Włoszech już niedługo może spowodować ponowne wprowadzenie przez rząd lockdown’u. Wiosenne doświadczenia przekonały wielu sceptyków do uealastycznienia pracy, zwłaszcza świadczonej przez rodziców z dziećmi poniżej 14 roku życia, pracujących w sektorze prywatnym. Wprowadzone 19 maja 2020 roku przepisy pozwalają skorzystać im z tej formy pracy bez obowiązku podpisania osobnych umów z pracodawcą. Pracujący rodzice masowo korzystali z tego prawa, gdyż umożliwiło ono łączenie opieki nad uczącymi się zdalnie dziećmi z bezpiecznym wykonywaniem obowiązków służbowych[5].Test, jakim dla światowej gospodarki i rynku pracy jest pandemia Covid-19 pokazuje, że inteligentna praca sprawdza się nawet w stanie permanentnego kryzysu. Po wygaśnięciu choroby wiele włoskich firm będzie zapewne zachęcać swoich pracowników do kontynuowania tzw. zwinnych form pracy. Okazało się bowiem, że mogą one dać obu stronom – pracodawcy i pracownikowi – komfort utrzymania miejsca pracy z korzyścią dla wszystkich zainteresowanych. Włosi pracujący zdalnie postrzegają siebie jako bardziej produktywnych, skuteczniejszych i wydajniejszych. Potwierdzają to badania opinii, z których wynika także, że 6 na 10 pracowników włoskich chciałoby kontynuować pracę w domu nawet po zakończeniu stanu pandemii[6]. Póki co, według włoskich badaczy, nowy format pracy we Włoszech sprawdził się – Włosi doceniają poczucie dobrostanu (well-being), który idzie w parze z poczuciem bezpieczeństwa, a te jest obecnie kluczowe z punktu widzenia potrzeb społecznych[7].Z punktu widzenia optymalizacji kosztów stałych, wysyłanie części zatrudnionych do „pracy z domu” ma dla przedsiębiorcy uzasadnienie. Jednakowoż, w dłuższym okresie dla Włochów praca zdalna może mieć też swoje minusy. Kultura włoska oparta na mocnej relacyjności lub familiaryzmie (zwłaszcza na południu Włoch) skłania do grupowego spędzania czasu i wspólnotowego przeżywania codzienności – a ten głęboko zinternalizowany wśród towarzyskich Włochów imperatyw może zwyciężyć nad komfortem telepracy. Entuzjazm nad nowym stylem zatrudnienia, w tak „gorących” kulturowo narodach, może więc słabnąć, gdy zacznie on zbyt mocno ograniczać styl życia. Czy la vita è bella da się pogodzić z etosem home office w wydaniu włoskim? Kolejne lata dadzą odpowiedź.[1] La Camera dei deputati (2017), LEGGE 22 maggio 2017, n. 81 Misure per la tutela del lavoro autonomo non imprenditoriale e misure volte a favorire l'articolazione flessibile nei tempi e nei luoghi del lavoro subordinato. (17G00096), https://www.normattiva.it/uri-res/N2Ls?urn:nir:stato:legge:2017-05-22;81 [dostęp 4.11.2020][2] Szymczyk J. (2020), Smart working, czyli elastyczny model pracy - na czym polega? PoradnikPrzedsiębiorcy.pl, https://poradnikprzedsiebiorcy.pl/-smart-working-na-czym-polega [dostęp 01.11.2020][3] Mayer C. (2020), Smart working in Italy: From the exception to the rule?, Littler.com, https://www.littler.com/publication-press/publication/smart-working-italy-exception-rule [dostęp 01.11.2020][4] Tamże.[5] Tamże.[6] Tamże.[7] Palmi P., Pichierri M., Prete M.I. (2020), From remote to smart working during the COVID-19 era, and after. First evidences from Italy, Open Review of Management, Banking and Finance, https://openreviewmbf.org/2020/08/21/from-remote-to-smart-working-during-the-covid- [dostęp: 3.11.20]

Nota

Czeska opinia publiczna wobec działań rządu w ramach walki z epidemią Covid-19

04.11.2020

Wyniki badań opinii publicznej pokazują, że Czesi byli bardziej zadowoleni z działań rządu i więcej osób było przekonanych o ich skuteczności w trakcie pierwszego stanu alarmowego (12 marca–17 maja 2020) niż przed ogłoszeniem drugiego (5 października – w trakcie). W maju zdecydowana większość Czechów (70 proc.) osób uznawała zaangażowanie państwa w przeciwdziałanie epidemii jako odpowiednie, prawie jedna piąta za zbyt duże, a niecałe 10 proc. oceniało je jako niedostateczne (Tabela 1.). Zmiany na niekorzyść rządu zaczęły się pojawiać w lipcu 2020 r. We wrześniu obserwujemy spadek o 10 p.p. odsetka osób, którym odpowiadają działania rządu. O jedną trzecią mniej jest też osób, które twierdziły wiosną, że zaangażowanie rządu w walkę z epidemią jest zbyt duże. Ponad dwukrotnie rośnie odsetek tych, którzy twierdzą, że działanie władz jest niewystarczające.Tabela 1. Zaangażowanie państwa w przeciwdziałanie epidemii w 2020 r. (w %)maj czerwieclipiec wrzesieńzmianaZbyt duże18161412-6Odpowiednie70736660-10Zbyt małe88172315Nie wie43351Źródło: CVVM, Naše společnost, září 2020, 5. 9. – 20. 9. 2020Większy spadek zaobserwowano w przypadku ocen skuteczności rządowych obostrzeń (Tabela 2.). Jeszcze w maju za skuteczne uznawało je 86 proc., podczas gdy już we wrześniu mniej niż połowa osób (48 proc.). Nieznacznie mniej, bo 44 proc. uznawało w samym przededniu drugiego stanu alarmowego działania rządu za nieskuteczne, o ponad jedną trzecią więcej niż wiosną.Tabela 2. Ocena skuteczności obostrzeń w 2020 r.maj czerwieclipiec wrzesieńzmianaZdecydowanie skuteczne3121139-22Raczej skuteczne55574839-16Raczej nieskuteczne815253527Zdecydowanie nieskuteczne23797Nie wie44784Źródło: CVVM, Naše společnost, září 2020, 5. 9. – 20. 9. 2020Komentarz:Przyczyną zmian w podejściu do restrykcji i ocenie rządu Andreja Babiša jest prawdopodobnie spadek wiarygodności i zaufania wobec niego. Doprowadziły do nich stworzenie przez szefa egzekutywy fałszywego poczucia bezpieczeństwa na skutek kampanii czeskiego sukcesu w walce z epidemią po pierwszej odsłonie oraz niespójna komunikacja rządu ze społeczeństwem. Premier w czerwcu zapewniał, że kraj jest przygotowany na tzw. drugą falę i jednocześnie obiecał, że masowe obostrzenia już więcej nie zostaną wprowadzone. Co więcej, pełnomocnik rządu do spraw badań w ochronie zdrowia i późniejszy minister tego resortu informował w telewizji publicznej, że najprawdopodobniej druga fala epidemii nie nadejdzie. Wyniki badania opinii publicznej w październiku pokazały, że zaufanie do premiera Andreja Babiša jako źródła informacji o epidemii ma jedynie 36 proc. Czechów, najmniej wśród pozostałych instytucji (prowadzą eksperci i epidemiologowie, potem media publiczne).Do podważenia wiarygodności rządu przyczynił się również wyrok sądu miejskiego w Pradze z 23 kwietnia 2020 r. Kwestionował on prawomocność czterech rozporządzeń ograniczających handel detaliczny i usługowy (zamknięcie sklepów, zakładów kosmetycznych etc.) i swobodę przemieszczania się podczas pierwszego stanu alarmowego. Zostały one wydane przez ministra zdrowia, a więc niezgodnie z przepisami ustawy o zarządzaniu kryzysowym, która kompetencje te przyznaje rządowi, a nie pojedynczym członkom rządu. Z przyczyn formalnych unieważniono więc kluczowe restrykcje, co mogło osłabić wizerunek rządu mającego niedostateczne rozeznanie w prawie w obliczu epidemii.W Republice Czeskiej doszło do polityzacji postaw wobec obostrzeń. Część Czechów obowiązek przestrzegania obostrzeń łączyła z podporządkowaniem się władzy politykowi, którego nie popierają. Innymi słowy wyborcy partii opozycyjnych na znak niechęci do premiera, przeciwko któremu od dwóch lat protestują, mogą mniej chętnie stosować się do nadzwyczajnych przepisów wydawanych przez jego rząd. Przykładem może być noszenie maseczek. Czesi deklarujący zaufanie rządowi, w większej mierze uznają je za skuteczne narzędzie profilaktyki przeciwko zakażeniu koronawirusem. Potwierdza to badanie opinii z września 2020 r., z którego wynika, że skuteczność maseczki uznaje 86 proc. ufających rządowi i tylko 14 proc. tych, którzy mu nie ufają. Przeciwko próbie wprowadzenia maseczek we wszystkich miejscach publicznych od 1 września była też część opozycji (Obywatelska Partia Demokratyczna). Wspomniane badanie zaufania do źródeł informacji wykazało, że zaufanie do premiera jest najniższe wśród wyborców opozycyjnych partii centroprawicowych (8-14 proc.).Sprzeciw wobec niektórych obostrzeń przybrał formę publicznych protestów w stolicy Republiki Czeskiej. Jednym z głośniejszych była demonstracja w dniu 18 października, kiedy w centrum miasta zgromadziło się blisko 2 tys. osób. Została zwołana przez nowo powstały Ruch Obywatelskiego Niezadowolenia (Hnutí občanské nespokojenosti, HON). Rzecznicy z grona organizatorów twierdzili, że protestują przeciwko „bezsensownym zarządzeniom rzucanymi na taśmę”.

Nota

Jak działają legislatury w terytoriach północnych Kanady w czasie pandemii COVID-19

29.08.2020

Pandemia koronawirusa COVID-19 – bezprecedensowy moment w historii świata – spowodowała zasadnicze zmiany w funkcjonowaniu parlamentów w większości krajów świata. Ograniczenia związane z koniecznością zachowywania dystansu fizycznego i trudności w przemieszczaniu się wpłynęły również na działalność kanadyjskich legislatur. Tak stało się zarówno na poziomie federalnym, jak i w trzech północnych terytoriach. Zmiany te wydają się dobrą okazją, żeby pokazać fragment systemu politycznego Jukonu, Terytoriów Północno-Zachodnich oraz Nunavut.Na tle kontrowersji związanych z hybrydowym modelem funkcjonowania federalnej Izby Gmin interesujące wydaje się spojrzenie na działanie legislatur w Jukonie, Terytoriach Północno-Zachodnich oraz w Nunavut. We wszystkich trzech północnych terytoriach legislatury zarządzają znaczącym segmentem spraw publicznych. Kontrolują również w jaki sposób podejmowane są decyzję przez władzę wykonawczą – w każdym z terytoriów funkcjonują gabinety (rządy) z premierami na czele – w tym te związane z wydatkowaniem funduszy publicznych. Rozbudowany zakres władzy posiadanej przez terytoria (zawarty jest w ustawach federalnych: Yukon Act, Northwest Territories Act oraz Nunavut Act) obejmuje kluczowe z punktu widzenia walki z COVID-19 kwestie ochrony zdrowia czy szkolnictwa. Pod tym względem terytoria niewiele różnią się od prowincji – pomimo kontrastu w ich statusie konstytucyjnym. Co ciekawe legislatury w poszczególnych terytoriach mają odmienne konstrukcje. W Jukonie deputowani reprezentują partie polityczne, a lider tej, która zdobędzie najwięcej mandatów zostaje premierem. Mamy więc do czynienia z klasycznym systemem westminsterskim, choć liczba deputowanych jest mniejsza (19). W pozostałych dwóch terytoriach zgromadzenia ustawodawcze są oparte na tzw. systemie konsensualnym, w którym deputowani wybierani są jako niezależni, bez żadnej przynależności partyjnej. Wyboru członków gabinetu oraz premiera dokonuje cała legislatura już po wyborach, bardzo często uzgadniając decyzje personalne poprzez aklamację. W przypadku Terytoriów Północno-Zachodnich system konsensualny działa od połowy lat 70. XX wieku, a w przypadku Nunavut od momentu pierwszych wyborów, które w tej najmłodszej jednostce terytorialnej w Kanadzie, odbyły się w 1999 r.Wszystkie legislatury terytorialne zostały zawieszone w momencie wybuchu pandemii COVID-19. Zebrały się tylko po to, żeby uchwalić specjalne ustawy na czas kryzysu lub przyjąć budżet, a po zakończeniu tych prac odroczyły swoje posiedzenia do jesieni. Żadne ze zgromadzeń ustawodawczych nie zdecydowało się działać na podobnej zasadzie, jak robi to federalna Izba Gmin albo na wdrożenie modelu wirtualnego, obecnego w innych państwach. Brak alternatywnych form działania legislatur terytorialnych kontrastuje również z decyzjami zgromadzeń ustawodawczych wielu prowincji (m.in. Alberty czy Ontario), które zdecydowały się na funkcjonowanie, ograniczając jednak liczebność deputowanych, którzy spotykają się fizycznie na sali obrad. Co więcej, jedynie w Terytoriach Północno-Zachodnich prowadzone są prace nad możliwością odbywania posiedzeń wirtualnych od jesieni.Zawieszenie regularnych sesji legislatur w terytoriach północnych wynika z kilku czynników. Po pierwsze, z dużego zagrożenia koronawirusem, którego rozprzestrzenienie mogło potencjalnie prowadzić do groźniejszych niż na południu skutków. Ludność w terytoriach mieszka w izolowanych osiedlach, do których dotarcie z pomocą jest utrudnione, a na miejscu nie ma wystarczającej liczby szpitali, jak też personelu medycznego. Silnie rozwinięte są kontakty w ramach rodzin, a liczba osób zamieszkujących jedno gospodarstwo domowe jest wyższa niż średnia ogólnokanadyjska (jest to skutek przeludnienia i problemów mieszkaniowych). Po drugie, elementem, który potencjalnie uniemożliwiłby pracę nawet w zredukowanym składzie przez legislatury, jest zawieszenie połączeń lotniczych na północy. Ta obiektywna przeszkoda, wobec braku dróg kołowych w znacznej części obszaru północnej Kanady, mogłaby zachęcać do połączeń on-line, jednak stan infrastruktury dostępowej do internetu jest również dużo słabszy niż w przypadku południowej Kanady (oparty o łączność satelitarną, która nie jest w stanie zapewnić takiej przepustowości oraz szybkości jak światłowody).Skutkiem zawieszenia legislatur we wszystkich terytoriach jest ukształtowanie się przewagi władzy wykonawczej nad ustawodawczą. Jest to szczególnie niepokojące, biorąc pod uwagę fakt, że w westminsterskiej wersji systemu parlamentarnego nadzorze strony posłów nad rządem jest niezbędny do prawidłowego działania całego systemu władzy. Nie we wszystkich terytoriach przewaga rządu wygląda tak samo, a co więcej nie wszędzie jest to powodem do krytyki. Przyjrzyjmy się sytuacji w poszczególnych terytoriach.JukonOstatnie wybory do jednoizbowego Zgromadzenia Ustawodawczego Jukonu odbyły się w grudniu 2016 r. Przyniosły one zwycięstwo Partii Liberalnej (Liberal Party), której przewodniczący Sandy Silver został premierem (w opozycji pozostaje Partia Jukonu (Yukon Party) oraz Nowa Partia Demokratyczna (New Democratic Party). Ze względu na wybuch pandemii COVID-19, gdy w marcu 2020 r. uchwalono budżet terytorium debata nad nim została skrócona do zaledwie trzech dni (zwykle trwa nawet miesiąc). Wszystkie partie zgodziły się na takie posuniecie, motywowane zagrożeniem epidemiologicznym. Z uwagi na fakt, że legislatura nie zdecydowała się na wprowadzenie żadnej z form wirtualnych posiedzeń deputowani będą mieli szansę na spotkanie na regularnym posiedzeniu dopiero w październiku. Premier Silver przekonywał, że opozycja otrzyma możliwość kontrolowania wydatków publicznych, jednak jak dotychczas nie zdecydowano się na powołanie specjalnej komisji, która mogłaby dać szansę na kontrolę działań rządu. Prowadzone były eksperymentalne próby wykorzystania komisji finansów publicznych (Standing Committee on Public Accounts) – doszło nawet do jednego, zdalnego spotkania 6 maja. Komisja stwierdzała jednak, że nie posiada mandatu do badania aktualnych wydatków rządu czy sposobu działania w związku z pandemią.W Jukonie widoczne jest największe przesuniecie środka ciężkości systemu politycznego w kierunku władzy wykonawczej. I to w tym terytorium taka sytuacja jest najsilniej poddawana krytyce. Wskazuje się, że nie ma możliwości nadzorowania przez deputowanych decyzji podejmowanych przez gabinet terytorialny i brakuje możliwości egzekwowania odpowiedzialności rządu m.in. w zakresie działań zapobiegających pandemii. Niektórzy krytycy uważają wręcz,że doszło do kuriozalnejsytuacji, w której system parlamentarny działa w istocie bez parlamentu. Z drugiej strony należy pamiętać,że w Jukonie, podobnie jak to miało miejsce w innych częściach Kanady, władze regularnie informowały opinię publiczną przy okazji urządzanych trzy razy w tygodniu konwencji prasowych, w których poza urzędnikami zajmującymi się bezpieczeństwem zdrowotnym, dbano również o obecność ministrów rządu.Terytoria Północno-ZachodnieOstatnie wybory do jednoizbowego Zgromadzenia Ustawodawczego Terytoriów Północno-Zachodnichodbyły się 1 października 2019 r. Ze względu na wybuchu pandemii COVID-19 w ekspresowym tempie, na posiedzeniu 16 marca przyjęto tymczasowe prowizorium budżetowe, a następnie zawieszono legislaturę. Miało to zapewnić możliwość skupienia się rządu na reagowaniu na zagrożenie koronawirusem. Od tego czasu legislatura zebrała się tylko raz się na posiedzeniu w dniach 26 maja-12 czerwca. Głównym celem stało się przyjęcie budżetu, ale w porządku obrad, poza szeregiem innych ustaw, znalazł się również projekt ustawy Bill 6. Jego celem jest próba zapewnienia możliwości kontroli władzy wykonawczej przez legislaturę w czasach pandemii. Zgodnie z tym projektem mają być możliwe prowadzenie posiedzeń przy użyciu tele- lub wideokonferencji, a także umożliwienie uczestniczenia w posiedzeniach poszczególnym deputowanym przy pomocy takich środków (o czym decydowałby spiker). Kolejne posiedzenie legislatury zaplanowane jest na 15 października. Choć również w przypadku Terytoriów Północno-Zachodnich widać dominację władzy wykonawczej nad ustawodawczą, to czynione są próby zachowania kontroli nad decyzjami rządu w sytuacji pandemii i otwarcia się na opinię publiczną. Co ważne po dwóch miesiącach, gdy zagrożenie pandemiczne zaczęło się zmniejszać, doszło nie tylko do ważnej dla systemu parlamentarnego debaty nad budżetem, szeregu innych prac ustawodawczych, ale pojawiła się nawet próba przedstawienia wniosku o wotum nieufności. Deputowani mieli więc szansę na kontrolę planów rządu i już podjętych decyzji. Nie mniej jednak, od czerwca gabinet podejmuje szereg ważnych decyzji, również finansowych, bez nadzoru ze strony legislatury. Co więcej, już kilkukrotnie nie informował o ważnych zmianach w obowiązujących regulacjach prawnych, a obowiązujący przez pewien czas zakaz wjazdu do Terytoriów budzi kontrowersje co do zgodności z konstytucją. Podkreślić należy rolę niezależnych mediów, które pełnią ważną rolę kontrolną, wychwytując niespójności w decyzjach władz. Działają również instytucje parlamentarne, takie jak komisarz ds. etyki.NunavutOstatnie wybory w Nunavut odbyły się 30 października 2017 r. Planowane na wiosnę (maj-czerwiec) 2020 r. posiedzenia legislatury w związku z wybuchem pandemii COVID-19 zostały odwołane. Decyzję podjęto dość nieoczekiwanie (choć przez aklamację), gdyż w związku zfaktem braku zakażeń na terenie Nunavut rozpoczęto już działania, aby w sposób bezpieczny zebrać deputowanych w Iqaluit. Bezpośrednim powodem odwołania było ogłoszenie pierwszego przypadku zakażenia COVID-19 w Nunavut, co jednak szybko okazało się fałszywym alarmem. W związku z faktem, że legislatura na posiedzeniu w lutym i marcu przyjęła budżet na rok fiskalny 2020-2021,rząd znalazłsię w komfortowejsytuacji, jeśli chodzi o wydatki w związku z pandemią i nie naciskał na szybkie zwołanie kolejnego posiedzenia. Niemniej jednak, choć następna sesja legislatury zaplanowana jest dopiero pomiędzy 20 października, a 5 listopada 2020 r., to specjalne posiedzenie odbędzie się wcześniej. 13 września legislatura ma przyjąć ustawodawstwo dotyczące działań związanych z pandemią koronawirusa. Zatwierdzone mają być wówczas specjalne wydatki, m.in. na pomoc liniom lotniczym Canadian North. Na deputowanych czekają też dalsze prace na ważnymi ustawami, m.in. dotyczącymi edukacji.Decyzje, które władze Nunavut podjęły w związku z pandemią są oceniane generalnie pozytywnie, szczególnie wobec faktu,że jak dotychczas nie zanotowano przypadku zakażenia COVID-19 w Nunavut. Co więcej przedstawiciele rządu i inni urzędnicy odbywali regularne konferencje prasowe informując o skalizagrożenia, a także środkach, które były wprowadzane, aby przeciwdziałać pojawieniu się wirusa na terenie Nunavut. Należy również pamiętać, że krytyka rządu w ramach system konsensualnego, szczególnie w kulturze inuickiej jest łagodniejsza niż w systemach opartych na konfrontacji partyjnej. Wśród głosów krytyki dominują te związane z polityką opłacania 14 dniowej kwarantanny w hotelach w miastach na południu Kanady dla Inuitów chcących wjechać na teren Nunavut. Co ciekawe krytyki nie uniknął sam premier Joe Savikataaq. Niemniej jednak brak regularnych posiedzeń upośledza funkcję kontrolną legislatury Nunavut. Rząd znalazł się w korzystnej sytuacji, dzięki przegłosowanemu wcześniej budżetowi, jednak ta swoboda działania może budzić niepokój wobec możliwego pogorszenia stanu gospodarki całej Kanady, od której uzależniony jest budżet tego terytorium.

Nota

Jak inuickie terytoria w Kanadzie reagują na pandemię COVID-19

17.08.2020

Spojrzenie na sposób reakcji na pandemię COVID-19 w inuickim regionie Nunavik, zlokalizowanym w północnej części kanadyjskiej prowincji Quebec, stanowi okazję do uzmysłowienia sobie ewolucji, jaka na przestrzeni ostatnich kilku dekad zaszła (i wciąż zachodzi) w systemie politycznym Kanady. Zmiany te następują w związku z odzyskiwaniem praw do samorządu przez rdzennych mieszkańców tego kraju. W przypadku Nunavik, w którym proces ten rozpoczął się najwcześniej, bo już w późnych latach 70. XX wieku, dodatkowo pozwala na obserwację konsolidację władzy regionalnej, w nowe formy, które być może pozwolą na przezwyciężenie trwającego od niemal dekady impasu i pozwolą na połączenie publicznych instytucji samorządowych oraz inuickiej organizacji o charakterze politycznym.Region Nunavik o powierzchni ponad 440 tys. km2, zlokalizowany na północ od 55. równoleżnika, zamieszkuje obecnie około 13 tys. mieszkańców, którzy w przeważającej większości (ok. 91%) mają pochodzenie inuickie. Nunavik składa się z 14 miejscowości (villages), z których największą jest Kuujjuaq (2300 osób). Samorządny region utworzono w 1975 r. na mocy Umowy Zatoki Jamesa i północnego Quebecu (James Bay and Northern Québec Agreement), w której rozstrzygnięto nieuregulowane od czasów kolonialnych kwestie własności ziemskiej na tym obszarze. Na podstawie tego dokumentu stworzono szereg instytucji władzy publicznej dla wszystkich mieszkańców (przede wszystkim rząd regionalny Kativik (Kativik Regional Government, KRG), regionalny zarząd ds. zdrowia i spraw społecznych Nunavik (Nunavik Regional Board of Health and Social Services, NRBHSS) oraz policję regionalną (Kativik Regional Police Force, KRPF) i radę szkolną (Kativik Ilisarniliriniq)), jak również powołano do życia organizację Makivik Corporation, która miała dbać o interesy polityczno-gospodarcze Inuitów, którzy byli stroną umowy (tzw. beneficjentów). Wszystkie te instytucje współpracują ze sobą (jak również władzami prowincji oraz Ottawą) przy dostarczaniu całego szeregu usług mieszkańcom, zajmując się kwestiami takimi jak środowisko, policja, rynek pracy, sprawy społeczne, m.in. opieką nad dziećmi, zasobami naturalnymi, rozwojem gospodarczym, planowaniem przestrzennym czy edukacją.Pierwszy przypadek koronawirusa na obszarze Nunavik zanotowano 28 marca w Salluit, a kolejne w Inukjuak, a przede wszystkim w epicentrum epidemii w Puvirnituq na wschodnim wybrzeżu Zatoki Hudsona, gdzie stwierdzono 14 przypadków. Wydaje się, że po prawie sześciu tygodniach udało się, zatrzymać dalsze rozprzestrzenianie koronawirusa na obszarze Nunavik. Większość przypadków okazało się niegroźnych, a osoby zakażone zaliczają się do kategorii ozdrowieńców. Także w epicentrum zakażeń – Puvirnituq – nie ma obecnie żadnego aktywnego przypadku COVID-19. Wśród przyczyn takiego rozwoju sytuacji wymienia się: szybkość i sprawność działań, uwzględnianie warunków lokalnych, jak również utrzymywanie kontaktu z władzami i instytucjami w miejscach zakażenia oraz mieszkańcami, w tym starszyzną, przy wprowadzaniu obostrzeń. Warto przyglądnąć się dokładniej tym działaniom i instytucjom, w ramach których podejmowano decyzje.Władze Nunavik przystąpiły do działań z pełną świadomością, że region ten, jak i inne izolowane obszary zamieszkiwane przez ludność rdzenną, jest szczególnie narażony na katastrofalne efekty epidemii ze względu m.in. na brak wystarczającej liczby lekarzy (w Nunavik są jedynie dwa małe szpitale (w Kuujjuaq i w Puvirnituq) a w pozostałych miejscowościach dostępna jest jedynie opieka pielęgniarska) i oddalenie od centrów pomocy medycznej (każda poważniejsze działanie wymaga kosztownego transportu lotniczego do szpitali w Montrealu). W historii epidemie niejednokrotnie dziesiątkowały Inuitów (m.in. gruźlica, różyczka czy tzw. hiszpanka). Wśród instytucji publicznych prym wiodła Marie Rochette, dyrektor ds. zdrowia publicznego (director of public health) w NRBHSS, jakrównież Jean-Pierre Larose, szef policji Nunavik i jednocześnie szef wydziału bezpieczeństwa publicznego KRG. Co ciekawe jednak pierwsza z inicjatywą wystąpiła inuicka organizacja Makivik Corporation, która już 17 marca wzywała do powstrzymania się przed podróżowaniem do Nunavik. W porozumieniu z NRBHSS rozpoczęła też proces „prześwietlania” pasażerów na lotniskach, z których odlatywały samoloty do Nunavik. Zamknięcie (lockdown) regionu miało wówczas jeszcze charakter nieoficjalny i podyktowane było chęcią jak najszybszego podjęcia środków zapobiegawczych, ale wkrótce zostało to usankcjonowane prawnie, gdy władze Quebecu ogłosiły wprowadzenie stanu wyjątkowego na swoim terytorium. Wszystkie osoby powracające do Nunavik muszą odbyć 14 dniową kwarantannę przed powrotem (beneficjenci porozumienia z 1975 r. mają ten pobyt opłacany przez Makivik), a obie linie lotnicze obsługujące loty do Nunavik – Air Inuit i Canadian North (których notabene właścicielem jest Makivik) – znacząco ograniczyły liczbę rejsów (dozwolone są transportowe loty czarterowe oraz transport medyczny i niezbędnych pracowników). Ma to kluczowe znaczenie, gdyż dotarcie do miejscowości w Nunavik jest możliwe jedynie drogą lotniczą. Władze szybko zakończyły rok szkolny (uruchomiono dodatkowo zdalne nauczanie). Wprowadzono również obowiązek dystansowania fizycznego, ścisły zakaz zgromadzeń (dotyczący nawet spotkań rodzinnych), jak również godzinę policyjną i zakaz podróżowania skuterami śnieżnymi. Było to o tyle ważne, że jednym z podstawowych problemów, z którymi borykają się północne obszary Kanady jest przeludnienie w domach, co jeszcze w większym stopniu wystawia mieszkańców na ryzyko zakażenia. Wprowadzono również ograniczenia w sprzedaży alkoholu (aby wyeliminowaać sytuacje sprzyjające transmisji wirusa), a także programy pomocy w zakupach osobom starszym i w trudnej sytuacji materialnej. Niezmiernie ważne okazało się szybkie testowanie mieszkańców na obecność koronawirusa, śledzenie kontaktów osób zarażonych, jak również zachęcanie do samoizolacji osób jedynie podejrzanych o bycie zakażonymi. W sprawnym przeprowadzeniu tych działań pomagała wojskowa formacja ochotnicza Canadian Rangers.Prace nad wprowadzeniem w życie regulacji mających chronić mieszkańców Nunavik odbywały się wielotorowo i przebiegało zgodnie z zasadami tzw. zarządzania wielopoziomowego. Zgodnie z tą koncepcją procesy podejmowania decyzji angażują aktorów, którzy pochodzą z różnych porządków polityczno-społecznych i przebiegają nie tylko na poziomie wertykalnym, ale również horyzontalnym. W przypadku pandemii COVID-19 w Nunavik najważniejsze decyzje podejmował Regionalny Komitet Doradczy ds. Przygotowania do Sytuacji Kryzysowych (Nunavik Regional Emergency Preparedness Advisory Committee, NREPAC). Ciało to działa na podstawie ustawy Quebecu Civil Protection Act, która nadała specjalne uprawnienia dyrektorowi generalnemu KRG Michaelowi Gordonowi. W jego skład weszli nie pochodzący z wyborów członkowie NRBHSS, policji KRPG oraz KRG. NREPAC, który 17 marca zebrał się po raz pierwszy w historii Nuanvik, zapewnia codzienną koordynację działań (także tych podejmowanych przez władze poszczególnych miejscowości, co pozwoliło na dostosowywanie działań do konkretnych gospodarstw domowych). Jednak już 3 kwietnia doszło do powstania szerszego ciała – grupy liderów wszystkich sił politycznych w Nunavik (Nunavik Leaders Group, NLG). W jej skład weszli przedstawiciele KRG, NRBHSS, KI oraz Makivik Corporation (Grupa składała się z Charlie Watta, Jennifer Munick, Elisapi Uitangak i Robbie’go Watta). Dołączenie Makivik zapewniało element polityczny, gdyż władze tej organizacji pochodzą z wyborów i mają bardzo silną legitymację oraz wpływy polityczne, a Makivik jest jedyną instytucją o charakterze etnicznym. Przedstawiciele NLG spotykają się dwa razy w tygodniu na wideokonferencjach i koordynują działania (m.in. podział środków finansowych z programów federalnych – choć pierwszą, opóźnioną partię podzielił samodzielnie Makivik).Nie określono czasu, na jaki powołano NLG, a wręcz zapowiedziano, że może zajmować się ona dowolnymi kwestiami po ustaniu pandemii. Być może będzie to więc remedium na kryzys, jaki nastąpił w związku z odrzuceniem w referendum z 2011 r. kolejnej próby konsolidacji systemu władzy w Nunavik. Jednym z jej przyczyn był brak zaufania do elit politycznych ze strony mieszkańców – przede wszystkim większości inuickiej – jak również brak przekonania, że nowa struktura będzie posiadała wystarczająca siłę w konfrontacji z władzami prowincji i federacji dla zapewnienia większej autonomii. Tymczasem jednym z pierwszych wniosków, jakie można wyciągnąć z działań podjętych w okresie pandemii wydaje się przekonanie, że aby utrzymać legitymizację społeczną, nowe struktury muszą nie tylko łączyć wszystkie instytucje istniejące w ramach autonomicznego regionu, ale jednocześnie utrzymać komunikację z organizacjami oraz władzami na poziomie lokalnym. W pierwszym przypadku kluczem jest zapewnienie jednolitego przywództwa politycznego i silnego nadzoru nad podejmowanymi decyzjami (co może pomóc również w prezentowaniu wspólnego stanowiska w przypadku sporu z władzami prowincji, czego przykładem może być konflikt związany z decyzją Quebecu o ponownym otwarciu kopalni niklu Raglan bez konsultacji z Inuitami). W drugiej kwestii niezbędne jest zachowanie elastyczności pozwalającej na dostosowanie działań do warunków lokalnych, co jest możliwe jedynie poprzez wielotorową współpracę i komunikację w terenie (władze poszczególnych wiosek odegrały pierwszoplanową rolę w sprawnym przeciwdziałaniu COVID-19).Choć jest jeszcze zbyt wcześnie, aby z całą pewnością stwierdzić, że liderzy w Nunavik wyciągną podobne wnioski po zakończeniu kryzysu, wydaje się jednak bardzo prawdopodobne, że pandemia COVID-19 zapoczątkuje kolejną próbę reformy systemu władzy samorządnego inuickiego regionu w północnym Quebecu.

Nota

Polityka Rządu Kanady w kontekście koronawirusa

06.08.2020

W Kanadzie pierwszy potwierdzony przypadek zachorowania na COVID-19, który wywoływany jest przez koronawirusSARS-CoV-2, odnotowano w styczniu br.Jak podało Ministerstwo Zdrowia, była to 50 - letnia osoba, podróżująca z Wuhan do Toronto.Z danych dostępnych na worldometers.info wynika, że na dzień 24 czerwca br., wKandzie zakażonych wirusem było 101, 963 osoby. Z jego powodu odnotowano 8, 454 zgony, wyzdrowiało 64, 704 osoby, a aktywnych przypadków zakażenie wirusem według danych jest 28, 805 osób[1]. W przygotowanym zestawieniu Kanada zajmuje 19 miejsce wśród państw dotkniętych pandemią koronawirusa, ustępując w liczbie zakażeń m.in.: Stanom Zjednoczonym (2,424,493), Brazylii(1,151,479), Rosji(606,881),Ukrainie (306,210), Hiszpanii(293,832), Włochom (238,833), Niemcom (192,778) czy Francji(161,267)[2].Mimo pandemii premier Justin Trudeau nie podjął decyzji o wprowadzeniu stanu wyjątkowego w całej Kanadzie. Dlaczego? wynikało to z rozmów przeprowadzonych z władzami poszczególnych prowincji, ponieważ wprowadzenie takiego stanu oznaczałoby zwiększenie uprawnień rządu, na rzecz zmniejszenia kompetencji właśnie prowincji Kanady. Dlatego władze nie podjęły decyzji o jego wprowadzeniu, ale w każdej z prowincji na mocy obowiązującego w nich prawa, zostały wprowadzone stany nadzwyczajne. Rząd federalny postanowił powziąć szereg działań mających wspomóc osoby dotknięte wirusem, ale także uchronić gospodarkę przed negatywnymi skutkami wynikającymi z COVID-19. Premier J. Trudeau ogłosił, że rząd zwiększył pomoc dla przedsiębiorców z 82 do 107 mld dolarów kanadyjskich (CAD), z których w postaci 75% finansowane mają być pensje dla pracowników oraz w kwocie do 40 tysięcy CAD udzielane pożyczki dla małych firm. Powyższą kwotę rząd, postanowił przeznaczyć także na świadczenie w wysokości 2 tysięcy CAD - na okres 4 miesięcy, dedykowane osobom, które w związku z pandemią straciły pracę, a nie mają prawa do skorzystania z zasiłku. Do początku maja br., taki wniosek złożyło prawie 8 mln Kanadyjczyków co przełożyło się na wypłatę ponad 28 mld CAD. Ponadto emeryci, otrzymali wsparcie w postaci świadczenia od 300 do 500 CAD, a rząd przeznaczył na ten cel 2,5 mld CAD. Premier J. Trudeau zapewnił także pomoc wszystkim prowincjom w walce z wirusem w wysokości miliona CAD.Na podstawie danych kanadyjskiej agencji rządowej Statistics Canada z dnia 19 czerwca br., możemy zauważyć spadki praktycznie w każdym sektorze gospodarki. Sprzedaż żywności w kwietniu spadła o 13%, ponieważ wirus negatywnie wpłynął na pracę zakładów przetwórstwa mięsnego, co było spowodowane pojawiającymi się zakażeniami. W dodatku wtym samym miesiącu odnotowano spadek sprzedaży ropy naftowej o 46% spowodowany małym zapotrzebowaniem na ten surowiec. Co więcej jak podaje Statistics Canada „Sprzedaż hurtowa spadła w kwietniu o niespotykane dotąd 21,6%, ponieważ czterech na pięciu hurtowników poinformowało, że COVID-19 wpłynął na ich działalność. Łączna sprzedaż w kwietniu wyniosła 49,8 mld USD, najniższy poziom od połowy 2013 r.Podczas gdy wszystkie podsektory odnotowały spadki, niższa sprzedaż związana z samochodami stanowiła ponad 40% całkowitego spadku sprzedaży hurtowej. Sprzedaż pojazdów silnikowych, części i akcesoriów spadła o 65%, ponieważ przestoje i słabszy popyt konsumpcyjny poważnie wpłynęły na działalność”[3]. Ważną gałęzią kanadyjskiej gospodarki jest sektor rybołóstwa, który także potrzebuje pomocy, a pracuje w nim ponad 70 tys. osób. Kanada jest istotnym podmiotem na światowym rynku, ponieważ eksportuje produkty do 140 krajów. W związku z tym premier, ogłosił program dla rybołóstwa o wartości 470 mln CAD, a pieniądze mają być przeznaczone na wsparcie finansowe dla rybaków i ich załóg.Powyższe sytuacje spowodowały drastyczny wzrost bezrobocia w Kanadzie, który objął 3 mln osób. Premier J. Trudeau, zadeklarował wsparcie dla osób, które straciły pracę wzwiązku z COVID-19 oraz zapowiedział powołanie rządowego zespołu mającego przygotować swego rodzaju strategię wyjścia kanadyjskiej gospodarki z kryzysu. Nakłada to na rządzących Kanadą, którzy sprawują władzę w państwie federacyjnym o ustroju politycznym będącym monarchią konstytucyjną z parlamentarno-gabinetowym systemem rządów, obowiązek współpracy między rządem federalnym, a parlamentem. Tak było m.in. podczas prac nad wspomnianym powyżej pakietem pomocowym, kiedy to po burzliwej dyskusji parlament zaakceptował plan dla gospodarki. Kwestią sporną był jednak przepis na podstawie, którego rząd otrzymałby czasowe prawo pozwalające na pożyczanie pieniędzy oraz wprowadzanie podatków bez zgody wyrażonej właśnie przez parlament. W toku dyskusji Premier J. Trudeau ostatecznie wycofał się z tego przepisu.Gospodarka kanadyjska tak jak gospodarki innych państw znalazła się w trudnej sytuacji. Stąd w tym kontekście niezwykle ważna jest polityka władz państwowych, ponieważ bez odpowiedniego wsparcia rządowego nie tylko Kanada, nie będzie w stanie poradzić sobie ze skutkami koronawirusa. Utrzymanie miejsc pracy oraz wsparcie dla różnych sektorów gospodarki stały się priorytetami rządów na całym świecie.[1]Strona główna worldometer, Covid-19 CoronawirusPandemic, worldometers.info, https://www.worldometers.info/coronavirus/#countries (dostęp: 24.06.2020 r.)[2]Tamże.[3]Strona główna Statistics Canada, Canadian Economic Dashboard i COVID-19, https://www150.statcan.gc.ca/n1/pub/71-607-x/71-607-x2020009-eng.htm?HPA=1 (dostęp: 24.06.2020)

Nota

Nie stało się nic, czyli Szwedzkie Siły Zbrojne w dobie pandemii

22.07.2020

“Kiedy społeczeństwo jest w kryzysie, jego obrona musi być jak najmocniejsza”Na maj i czerwiec br. od kilku już lat planowano w Szwecji międzynarodowe ćwiczenia wojskowe Aurora 20. Ich terenem miały być wszystkie tradycyjne środowiska operacji wojskowych – powietrze, ląd oraz morze. Żołnierze (w tym 3.000 żołnierzy sojuszniczych) i sprzęt mieli być dyslokowani w Skane, południowym regionie kraju. Jeszcze 1 kwietnia, po tym, jak Kanada i Niemcy odwołały swoje uczestnictwo w ćwiczeniach z powodu koronawirusa, Austria rozważała wycofanie się, a Wielka Brytania ograniczyła swój udział osobowy i sprzętowy, rzecznik prasowy szwedzkiej armii, Marcus Nilsson zapewniał, że jest niezmiernie ważne, by ćwiczenia się odbyły. Ich zorganizowanie miało być dowodem na to, że w czasie, gdy społeczeństwo trwa w kryzysie, jego obrona jest utrzymana na jak najwyższym poziomie. Na podobnym stanowisku stały Stany Zjednoczone i Finlandia, wyrażając gotowość uczestnictwa w przedsięwzięciu. Dwa dni później szwedzki generał broni Johan Svensson, argumentując odwołanie ćwiczeń, powiedział: Społeczeństwo znajduje się teraz pod ogromną presją. Zatem Szwedzkie Siły Zbrojne muszą dostosować swój poziom aktywności, co jest całkiem zrozumiałe.Wydaje się więc, że głównym powodem odwołania ćwiczeń był nie, wbrew pozorom i rozmaitym doniesieniom prasowym, COVID-19, a owa presja społeczna. Jak dotąd bowiem szwedzcy żołnierze są na wirusa odporni. Mimo obecności sporego szwedzkiego kontyngentu na zorganizowanych w listopadzie ubiegłego roku igrzyskach wojskowych w chińskim Wuhan, skąd pandemia przybyła, nie stwierdzono u uczestniczących żołnierzy istnienia wirusa, brak też doniesień o wysokim poziomie zachorowań w armii w ciągu ostatnich tygodni.“Ćwiczenia są niezbędne dla utrzymania silnej i rzeczywistej obrony i naszej zdolności do sprostania wyzwaniom i wydarzeniom teraz i w przyszłości”,… …powiedział generał Johan Svensson. Odwołanie Aurory 20 oznaczało wprawdzie, że nowi poborowi nie będą wzywani na ćwiczenia w 2020 roku, a Gwardia Krajowa (wojska rezerwowe) nie będzie takich ćwiczeń odbywała z uwagi na zwiększenie obowiązków związanych z ochroną ludności cywilnej w dobie pandemii. Jednak działalność szkoleniowa szwedzkiej armii, choć w mniejszym zakresie, została utrzymana.W dniach 11-21 maja na wodach cieśniny Skagerak i Morza Bałtyckiego odbyły się ćwiczenia morskie SWENEX, przy udziale Stałej Grupy Morskiej NATO 1 (Standing NATO Maritime Group One SNMG1), w skład której wchodziły m. in. norweska fregata Otto Sverdrup i niemiecki zbiornikowiec marynarki wojennej FGS Rhön, odgrywający role adwersarzy zagrażających nienaruszalności szwedzkiego terytorium. Po stronie szwedzkiej zaangażowano 15 okrętów wojennych, 80 małych łodzi, 2000 marynarzy oraz helikoptery i małe samoloty. Scenariusz ćwiczeń zakładał przeprowadzenie dwóch typów operacji morskich – utrzymanie bezpieczeństwa morskiego na zachodnim wybrzeżu z ważnymi portami, oraz obronę szwedzkiego wybrzeża Morza Bałtyckiego przed atakiem ze strony wroga.Podobnie, poborowi lądowi, których pandemia zaskoczyła, dokończyli swoje cykle treningowe. Retoryką, uzasadniającą kontynuację szkoleń, było utrzymanie wysokiej gotowości bojowej armii w celu zabezpieczenia stabilności regionu. Oczywiście, jak zapewniano, szwedzka armia podjęła niezbędne środki w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się koronawirusa. W przypadku SWENEX-u chociażby ćwiczenia miały odbyć się bez kontaktu fizycznego między wojskami szwedzkimi a sojuszniczymi (podobnie podczas czerwcowych międzynarodowych ćwiczeń BALTOPS 2020), ale należy podejrzewać, że owe gwarancje miały raczej wymiar PR-owy, nie faktyczny. Przemawia za tym nie tylko sama specyfika ćwiczeń wojskowych, nawet ograniczonych do działań woda – powietrze, ale także niewielki poziom obostrzeń związanych z COVID-19, obowiązujących w Szwecji, ograniczających się do zakazu zgromadzeń powyżej 50 osób i skupiających bardziej na przestrzeganiu społeczeństwa niż zakazach.Od strategii neutralności do strategii możliwej neutralności. Od „balancing” do „bandwagoning”[1]Ostatnie lata pokazują wyraźnie ewolucję szwedzkiej strategii obronnej po II wojnie światowej. W 1949 roku Szwecja odmówiła członkostwa w NATO, deklarując neutralność na wypadek stanu wojny. Jednak w okresie post-zimnowojennym stanowisko to uległo rewizji. Pokazują to nie tylko badania społeczne; w 2014 roku więcej Szwedów opowiedziało się za niż przeciwko przystąpieniu do NATO, a także działania szwedzkiego rządu; przystępując w 1994 r. do sojuszu Partnerstwo dla Pokoju, Szwecja rozpoczęła współpracę z NATO. Bierze udział zarówno w ćwiczeniach natowskich, jak i operacjach wojskowych prowadzonych przez NATO, choć w ograniczonym zakresie. Ogłoszenie neutralności nie przeszkodziło również rządowi szwedzkiemu w podjęciu programu budowy broni jądrowej, porzuconego w l. 70 ubiegłego wieku.Mimo więc zwiększenia zakresu obowiązków armii szwedzkiej w dobie koronawirusa, polegających m. in. na mapowaniu zagrożenia czy budowie szpitali polowych, szwedzka filozofia obronna pozostaje bez zmian. Oznacza to przede wszystkim utrzymanie stałej gotowości obronnej związanej z dużym międzynarodowym zainteresowaniem Morzem Bałtyckim, głównie ze strony Rosji (która już przeprowadziła symulowany atak na Szwecję z użyciem broni atomowej), przy stosunkowo niewielkim, jak na razie, udziale w międzynarodowych operacjach wojskowych.Si vis pacem, para bellumPotwierdzeniem owej filozofii jest budżetowanie szwedzkiego sektora obronnego. Analiza wydatków na cele militarne w latach 2016-2020 wskazuje na ich stały i konsekwentny wzrost osiągający łączną sumę 224 miliardów koron (24,7 mld dolarów), ale także relokację 1,3 miliardów koron (około 143 mln dolarów) z finansowania misji zagranicznych na cele szkoleniowe i utrzymywanie stałej gotowości bojowej. To ostatnie, co oczywiste, przy stałym zapewnieniu oficjeli wojskowych o niezmiernej wadze międzynarodowych stosunków militarnych.Zwiększenie wydatków na cele obronne pozwala między innymi na opracowanie rozmaitych scenariuszy wojennych, inwestycję w osobiste wyposażenie żołnierzy, sprzęt do komunikacji, w tym systemy radarowe, ciężarówki i inne środki wsparcia logistycznego, powołanie dodatkowego batalionu zmotoryzowanego, ponowne utworzenie stałych jednostek wojskowych na Gotlandii (obecnie jest już tam batalion zmechanizowany, a strategia obronna ogłoszona na lata 2021-2025 zakłada jego wzmocnienie), włączając w to kompanię zmechanizowaną oraz komponenty dowodzenia i kontroli, zakup nowej broni przeciwpancernej, unowocześnienie czołgów i pojazdów piechoty, doinwestowanie Gwardii Krajowej, wsparcie systemu rekrutacji nowych poborowych i in.Nowa filozofia obronna zakłada również przeprowadzoną w ostatnich latach reformę systemu powołań do szwedzkiej armii z zawodowej do poborowej (marzec 2017). Jak zastrzegają przedstawiciele rządowi, liczba powołań – zarówno kobiet jak i mężczyzn – może się zwiększyć w razie potrzeby.Ostatnie lata wskazują więc wyraźnie na realizację przez Szwecję starołacińskiej maksymy Si vis pacem, para bellum, a okres pandemii nie wydaje się znacząco te działania ograniczać.[1] Rewizja szwedzkiej doktryny wojennej polegającej na przyjęciu stanowiska, że w dobie wyzwań cywilizacyjnych samowystarczalność szwedzkiego sektora obronnego jest iluzją. W związku z powyższym konieczne jest odejście od balansowania w stosunkach międzynarodowych, a przyjęcie strategii zakładającej udzieleniu przez Szwecję wyraźnego poparcia Stanom Zjednoczonym i krajom Zachodu w przypadku konfliktu międzynarodowego.

Nota

Zaczyna się nowy świat, czyli „model wiedeński” na czas kryzysu

17.07.2020

Austria jako pierwsze państwo UE zdecydowała się opracować własną mapę drogową stopniowego „luzowania gospodarki” i wychodzenia z regresu spowodowanego koronawirusem. Obok wcześniejszego pakietu reform zapewniającego ciągłość funkcjonowania państwa, podjęto kroki mające na celu zrównoważenie gospodarki i jej ochronę przed negatywnymi skutkami kryzysu gospodarczego.Już od samego początku pandemii, ze względu na ograniczenia w kontaktach bezpośrednich, rząd austriacki przyjął strategię komunikowania się ze społeczeństwem za pomocą konferencji prasowych. Odbywają się one codziennie i mają formę wspólnego wystąpienia głównych decydentów państwowych: kanclerza Kurza, wicekanclerza Koglera, a także ministrów zdrowia Anschobera oraz spraw wewnętrznych Nehammera. Co dwa dni przeprowadzane są wideokonferencje gubernatorów krajów związkowych z członkami rządu oraz raz lub dwa razy w tygodniu z szefami partii parlamentarnych oraz z ekspertami zajmującymi się badaniami i medycyną.W zakresie polityki wewnętrznej rząd kanclerza Kurza ogłosił, iż od 14 IV złagodzi on restrykcje gospodarcze. Otwarte zatem zostały pierwsze sklepy (o powierzchni do 400 m2), w tym głównie te dla majsterkowiczów, centra ogrodnicze, stacje benzynowe, myjnie i warsztaty samochodowe. Do codziennej działalności gospodarczej powróciło ok. 14300 placówek (ok. 38% handlu detalicznego w Austrii). Nadal jednak zachowane mają zostać podjęte już wcześniej środki ostrożności, takie jak należyta odległość między osobami (1metr), czy zakaz organizowania imprez masowych. Jednocześnie wprowadzony został obowiązek noszenie maseczek ochronnych w miejscach publicznych.Równolegle realizowany jest program wsparcia finansowego dla austriackiej gospodarki. Ma ona zostać zasilona dodatkowymi 38 mld euro, w tym 4 mld przeznaczonymi na pomoc w nagłych wypadkach, 10 mld euro na odroczenia podatkowe, 9 mld euro na gwarancje oraz zobowiązania i 15 mld euro dla najbardziej dotkniętych sektorów. Dla tego ostatniego rozpatruje się możliwość dwóch wariantów: szybkiej pożyczki lub bezzwrotnej pomocy. Cały fundusz został już uwzględniony w budżecie, tworząc deficyt w wysokości 1%.Pod koniec kwietnia nastąpi ewaluacja nałożonych z powodu koronawirusa obostrzeń gospodarczych i podjęte zostaną dalsze decyzje co do otwarcia szkół, teatrów czy terenów i ogrodów publicznych. Jednocześnie jak poinformował Fassmann - austriacki minister Edukacji, Nauki i Badań, w maju zakłada się przeprowadzenie szkolnych egzaminów końcowych oraz matur, które mają odbyć się tylko w formie pisemnej. Przewiduje się jednak, iż powrót do tradycyjnej nauki nie nastąpi do końca tego roku szkolnego.KomentarzAustria mimo zagrożenia związanego z pandemią, nie zdecydowała się na wprowadzenie stanu wyjątkowego na swoim terytorium. Prawdopodobnie wynika to z jego skomplikowanej procedury, a także z daleko idących ograniczeń w zakresie władzy wykonawczej. Decyzji takiej, mimo posiadanego od 1984 r. prawa, nie podjęły także kraje związkowe. W zamian za to, rząd Kurza (ÖVP, Zieloni) postawił na sprawne funkcjonowanie państwa w systemie zdalnym, chcąc tym samym zachować jak największą stabilność kraju i normalne jego funkcjonowanie. Zachowane zatem zostały procedury i mechanizmy systemu federalnego, w imię których to Urząd Kanclerski stanowi centrum koordynacji wszelkich działań i w którym to pozycja szefa austriackiego rządu wobec własnego gabinetu choć nie pozostaje dominująca, to jednak pełni rolę „pierwszego wśród równych sobie”. W praktyce oznacza to współpracę oraz kooperację całego rządu. Wyrazem tej równości jest chociażby formuła konferencji prasowych w których uczestniczy nie tylko kanclerz, ale biorą udział również jego współpracownicy.O austriackiej decyzji dotyczącej „luzowania” gospodarki, rozpisywała się m.in. niemiecka prasa. Merkel nawiązując do „wiedeńskiego modelu” walki z kryzysem oceniła go pozytywnie, stwierdzając, iż: „Austria zawsze była o krok przed nami”. Poparł ją również Premier Bawarii Söder (CSU), choć jak zaznaczył, należy zachować ostrożność w naśladowaniu wzorców i kopiowaniu ich do struktur innych systemów politycznych. Niemniej jak pokazuje praktyka, kolejne kraje zaczynają już podążać za Wiedniem, w tym również rząd w Berlinie, czy w Warszawie, zakładając jednak różne hamulce bezpieczeństwa na wypadek wzrostu liczby zachorowań.Fakt, że Austria jako pierwsza podjęła się liberalizacji restrykcji gospodarczych, nie powinien dziwić, co wynika z faktu, iż jako małe państwo nie może pozwolić sobie na zastój w tej dziedzinie. Już w samym marcu bezrobocie w tym państwie wzrosło w stosunku do lutego br. o 4,1 % (wynosząc obecnie 12,2%), a stopa inflacji zwiększyła się o 1,6% (dla UE-27 to 1,1%). Nieustannie rośnie również austriacki dług publiczny. W czwartym kwartale 2019 opiewał on na 280 mld euro, a w kwietniu 2020 r. o ponad 6 mld. więcej (wzrost z 70,4% do 75%).Biorąc pod uwagę specyfikę funkcjonowania systemu federalnego Austrii, istotę zasady partnerstwa socjalnego oraz fakt, iż przedsiębiorcy i pracodawcy zrzeszeni są tam w izbach handlowych, rzemieślniczych i przemysłowych, nie dziwi fakt, iż posiadają oni monopol na reprezentowanie interesów wobec parlamentu i rządu. Bardzo często też korporacyjni decydenci to przywódcy partii politycznych, co sprawia, iż presja sfery biznesu, w tym głównie jej potrzeb, jest silnie reprezentowana w austriackim rządzie. Jednym z efektów tych rozwiązań było chociażby wycofanie się z rządu 10 IV br. specjalisty ds. zdrowia publicznego oraz członka grupy zadaniowej Corona w Ministerstwie Zdrowia - Sprengera, kwestionującego m.in. rządowy pomysł otwarcia terenów publicznych.Zasada federalnej współpracy i partnerstwa, a także poszanowania różnorodności sprawia, iż relacje rząd-opozycja (ÖVP, Zieloni-NEOS, SPÖ, FPÖ) nie charakteryzują się w Austrii aż tak silnymi tarciami jak ma to miejsce np. w Polsce. Nie wyklucza to jednak różnic i krytyki (np. w zakresie rozliczania przez Federalną Agencję Finansową COVID-19 - COFAG 15 mld euro pomocy państwowej). Niemniej partie bardziej starają się koncentrować na poszukiwaniu kompromisu niż na wzajemnej walce. Jak pokazują badania statystyczne, Austriacy doceniają prace rządu i opozycji (poparcie dla ÖVP na poziomie 39%, dla Zielonych oraz opozycyjnej SPÖ po 17%), a także Sebastian Kurza, którego, gdyby wybory odbył się dzisiaj, aż 50% respondentów wybrałoby ponownie na kanclerza.

Nota

Argentyna: trudna walka z koronawirusem

16.07.2020

Ze względu na rozległe kontakty i powiązania społeczne z Europą, Argentyna była jednym z pierwszych państw latynoamerykańskich dotkniętych COVID-19. Pierwszy przypadek zakażenia w kraju zanotowano 3 marca, a już 7 marca ogłoszono śmierć pacjenta – pierwszej ofiary pandemii w regionie Ameryki Łacińskiej i Karaibów. Urzędujący od grudnia 2019 r. lewicowy prezydent Alberto Fernández z dnia na dzień stanął przed ogromnym wyzwaniem – powstrzymania epidemii w drugim co do wielkości państwie regionu, gdzie ponad 90% ludności mieszka w miastach, stanowiących idealne środowisko dla rozprzestrzeniania się wirusa. Działania podjęte zostały szybko. W ciągu nieco ponad tygodnia od pierwszej śmierci podjęto decyzje o zawieszeniu lotów i zamknięciu granic dla cudzoziemców. 20 marca rozpoczęła się w Argentynie obligatoryjna, „twarda” kwarantanna. W domu pozostać mieli wszyscy poza niezbędnymi dla działania państwa urzędnikami i pracownikami kluczowych sektorów. Wyjść z domu można było jedynie do najbliższych miejscu zamieszkania aptek oraz sklepów z żywnością i produktami pierwszej potrzeby. Przestrzegania zakazu cyrkulacji po ulicach pilnowały służby całodobowo patrolujące ulice. Ścisła kwarantanna była kilkukrotnie przedłużana – realne łagodzenie obostrzeń w większości prowincji rozpoczęto 10 maja, lecz w najbardziej dotkniętym epidemią obszarze metropolitarnym Buenos Aires izolacja nadal jest utrzymywana. Prezydent Alberto Fernández i Szef Gabinetu Ministrów Santiago Cafiero wielokrotnie podkreślali, że wprowadzenie obligatoryjnej kwarantanny na terenie całego kraju istotnie przyczynia się do wypłaszczenia krzywej zachorowań i pozwala uniknąć zapaści systemu ochrony zdrowia. Wypowiedzi te oparte były na analizie tzw. wskaźnika podwojenia zakażeń – podstawowego narzędzia metodologicznego stosowanego w Argentynie w walce z wirusem. Wprowadzając obligatoryjną kwarantannę, wskaźnik ten wynosił około 3 dni. Na początku maja natomiast, na podwojenie liczby przypadków potrzebo było ponad 20 dni. Trzeba jednak pamiętać, że zagrożenie koronawirusem w Argentynie rozkłada się bardzo nierównomiernie. Na kilkanaście tysięcy wykrytych zakażeń, 90% dotyczy obszaru metropolitalnego Buenos Aires (stolicy państwa i otaczającej ją prowincji o tej samej nazwie), potocznie określanego jako AMBA. Nowych zachorowań nie notuje się już na znacznej większości terytorium państwowego, a w części słabo zaludnionych prowincji południowych i północno-wschodnich całościowa liczba przypadków nigdy nie przekroczyła 5 osób. Władze argentyńskie mają świadomość konieczności prowadzenia walki z epidemią w oparciu o dwie prędkości – odmiennych dla AMBA i dla reszty państwa. Nie ma też wątpliwości, że szczyt zachorowań jeszcze przed Argentyną. W czerwcu na południowej półkuli zaczyna się bowiem kalendarzowa zima, okres zwiększonej zapadalności na choroby zakaźne.Komentarz:Epidemia koronawirusa stanowi pierwszy poważny sprawdzian polityczny dla urzędującego od grudnia 2019 r. lewicowego prezydenta Alberto Fernándeza. Jego działania w obliczu zagrożenia oceniane są przez Argentyńczyków wysoko – zgodnie z badaniami przeprowadzonymi w kwietniu, prawie 90% społeczeństwa określa je jako bardzo dobre lub dobre. Jest to znaczny wzrost poparcia w porównaniu z początkiem roku, kiedy aż 40% obywateli oceniało prezydenta negatywnie. Epidemia stanowi więc dla Fernándeza szansę na konsolidację władzy prezydenckiej i zyskanie autorytetu również wśród wyborców partii opozycyjnych.Mimo ograniczenia zasięgu występowania epidemii na terenie większości kraju, nie należy bagatelizować faktu koncentracji zakażeń na obszarze AMBA. Poważnym problemem jest wzrost zachorowań w ubogich dzielnicach, tzw. barrios humildes. Do rozprzestrzeniania się wirusa na tych obszarach przyczyniają się duża gęstość zaludnienia oraz złe warunki sanitarne, w tym często brak dostępu do bieżącej wody. Zakażenia w barrios stanowią ponad 1/3 wszystkich przypadków wykrytych w stolicy. Liczba ta będzie rosnąć. Co więcej, ze względu jednak na niewystarczające testowanie, dane te uznać można za zaniżone.Zakaz wychodzenia z domu wyraźnie wpływa na sytuację ekonomiczną mieszkańców ubogich dzielnic, z których znaczna część pracuje w sektorze nieformalnym. Zmuszeni do kwarantanny mieszkańcy barrios humildes nie mają środków pozwalających na przeżycie. Szacuje się, że liczba Argentyńczyków zależnych od pomocy w zakresie żywnościowym wzrosła w ostatnich miesiącach z 8 do ponad 11 milionów osób.Obok wzrostu wskaźników ubóstwa, epidemia koronawirusa może doprowadzić w Argentynie do trwałego pogłębienia się istniejącej już przepaści edukacyjnej w społeczeństwie. Wprowadzone przez rząd zalecenia dotyczące zdalnego nauczania w dużej mierze pozostają martwą literą. Zgodnie ze statystykami, prawie połowa Argentyńczyków nie ma komputera ani dostępu do szerokopasmowego Internetu – wśród najuboższych wskaźnik ten sięga natomiast 60%.

Nota

Prawo do zdrowia w dobie COVID-19 na przykładzie USA

15.07.2020

W listopadzie 2019 r. w mieście Wuhan, w prowincji Hubei, w Chińskiej Republice Ludowej wykryto po raz pierwszy koronawirus SARS-Cov-2, powodujący chorobę COVID-19. Początkowo zachorowania występowały głównie w środkowych Chinach, ale w niedługim czasie nowe zakażenia zaczęły pojawiać się w kolejnych państwach. Analizując statystyki do 30 maja 2020 r., możemy odnotować ok. 5,90 mln przypadków zachorowań na całym świecie (w tym ok. 365 tys. zgonów i ok. 2,54 mln ozdrowieńców). Pierwszy przypadek zdiagnozowanej choroby wywołany nowym koronowirusem odnotowano w stanie Washington 21 stycznia 2020 r. u pacjenta, który niedawno wrócił z Wuhan. Natomiast 11 marca 2020 r. Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła pandemię wirusa SARS-Cov-2.Prawo do zdrowia jest jednym z podstawowych praw człowieka. W dobie pandemii państwo zobowiązane jest w maksymalny sposób wykorzystać wszystkie dostępne środki by przeciwdziałać chorobie COVID-19 i zapewnić prawo do zdrowia wszystkim obywatelom. Rząd powinien zapewnić wszystkim odpowiedni system opieki zdrowotnej, w tym leczenie koronawirusa SARS-Cov-2 powinno być dostępne na niedyskryminujących i sprawiedliwych warunkach dla wszystkich obywateli.Sekretarz Zdrowia i Opieki Społecznej ogłosił 31 stycznia 2020 r. stan zagrożenia zdrowia publicznego na mocy ustawy o publicznej służbie zdrowia. Alex Azar wskazał, że podjęte działania mają na celu kontrolę rozpowszechniania się wirusa w USA. Zawieszono wjazd cudzoziemców, którzy w ciągu ostatnich 14 dni przebywały w państwach tj. m.in. Chińska Republika Ludowa, Iranie oraz państw strefy Schengen, gdzie wykryto ogniska choroby COVID 19. Następnie rząd federalny wspólnie z władzami stanowymi i lokalnymi, podjął środki zapobiegawcze takie jak: wprowadzenie kwarantanny federalnej dla osób ewakuowanych z innych państw, a także przyspieszonie procedury zakupu sprzętu ochrony osobistej oraz wprowadzienie nowych możliwości diagnostycznych dla laboratoriów. Podjęte działania miały spowolnić rozpowszechnianie się koronowirusa oraz usprawnić leczenie osób, u których zdiagnozowano chorobę.Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump na mocy Konstytucji, ustawy o stanach wyjątkowych (sekcje 201 i 301 National Emergencies Act (50 U.S.C.).) oraz ustawy o zabezpieczeniu społecznym (sekcja 1135 Social Security Act (SSA)) ogłosił 13 marca stan nadzwyczajny na terytorium całego kraju. Akt prezydenta upoważnia Sekretarza Zdrowia i Opieki Społecznej do czasowego uchylenia lub zmiany niektórych przepisów programów ubezpieczeń zdrowotnych m.in. : Medicare (system dla seniorów), Medicaid (system dla ludzi o niskich dochodach) oraz State Children's Health Insurance.Wprowadzenie przez Trumpa stanu nadzwyczajnego umożliwiło uruchomienie 50 mld dolarów na walkę z wirusem SARS-Cov-2. Jest to szczególnie ważne, gdyż nie wszystkim w USA przysługuje automatyczna pomoc medyczna. Dane wskazują na fakt, że ok 28 mln Amerykanów nie ma wykupionej polisy. Uruchomione środki przeznaczone będą głównie na testy oraz leczenie pacjentów z COVID- 19, którzy nie mają ubezpieczenia, a stanowią potencjalne zagrożenie w dalszej transmisji choroby.Prezydent Donald Trump 16 kwietnia wskazał na wytyczne opracowane przy pomocy ekspertów medycznych dotyczące ponownego „otwarcia Ameryki”. Plan zakłada trzy fazy i ma pomóc administracji rządowej i lokalnej w ponownym otwarciu ich gospodarek, przywróceniu ludzi do pracy oraz dalszej ochronie zdrowia obywateli.Ponadto 1 maja 2020 r. przedstawiciele demokratów złożyli projekt ustawy pod nazwą „COVID-19 Testing, Reaching, And Contacting Everyone (Trace) Act” – H.R.6666. Nowa regulacja umożliwi Sekretarzowi Zdrowia i Opieki Społecznej uruchomienie 100 miliardów dolarów dla ośrodków zdrowia oraz organizacji pozarządowych na przeprowadzanie testów na obecność COVID-19 oraz monitorowanie i śledzenie kontaktów osób zarażonych. Projekt zakłada, że dofinansowane podmioty działałyby w miejscach, gdzie nie ma dostępu do usług medycznych oraz obszarach, w których zarażenie koronawirusem przekroczyłoby średnią krajową.Organizacje zajmujące się ochroną praw człowieka wskazują, że w Stanach Zjednoczonych nie ma systemu opieki zdrowotnej, a jedynie system ubezpieczeń społecznych. Pandemia koronawirusa SARS-Cov-2 może spowodować zmianę stanu rzeczy. Przedstawiciele opinii publicznej wskazują, że rozwiązaniem problemu może być wprowadzenie powszechnego, uniwersalnego systemu ochrony zdrowia i ubezpieczenia społecznego, który pomoże w uzyskaniu szerszego dostępu do świadczeń medycznych, zwłaszcza przez mniej zamożną cześć społeczeństwa.