Logo Thing main logo

Najczęściej czytane

„W Hongkongu będzie gorąco i nie dlatego, że taki mają klimat”. Oblicza mainlandyzacji Pachnącego Portu

Hongkong jest jednym z kluczowych centrów przepływów strategicznych na świecie, to państwo-miasto pomiędzy światami i kulturami. O tym, jak świat demokracji zderza się ze światem autokracji w Hongkongu i co z tego wynika; dlaczego Pekinowi zależało na nowym prawie o bezpieczeństwie narodowym, a lokalistom na Five Demands; oraz czym jest mainlandyzacja i stawianie jej oporu w praktyce – opowiada wywiadzie dr hab. Łukasz Zamęcki z Uniwersytetu Warszawskiego.Dr Mateusz Krycki: wydarzenia z ostatnich miesięcy i lat – protesty społeczne oraz reakcje lokalnych władze na nie – wskazują, że względna równowaga polityczna uzyskana w ramach autonomii w 1997 roku wyczerpuje się. W tym kontekście nasuwa się kilka istotnych pytań. Zacznijmy od podstaw – jaki nominalnie ustrój występuje w Hongkongu, a jaki panuje de facto?Prof. Łukasz Zamęcki: przede wszystkim musimy pamiętać, że formalnie od 1997 roku Hongkong jest jedynie Specjalnym Regionem Administracyjnym. To specyficzna formuła przyjęta na potrzeby integracji Hongkongu i Makau z Chinami w ramach systemu politycznego Chińskiej Republiki Ludowej. Rzeczywiście jest to rozwiązanie specyficzne, system sui generis. Mimo formalnej suwerenności Chin, wynegocjowana przez Brytyjczyków autonomia Hongkongu jest de iure bardzo duża. Trudno znaleźć przykład innego regionu autonomicznego, który miałby możliwość posiadania choćby własnej waluty, czy systemu prawnego mocno niezależnego od centrum. Ta endemiczna formuła, niełatwa do analizy w badaniach porównawczych systemów politycznych i stosunków międzynarodowych, mogłaby być skojarzona jedynie z koncepcją protektoratów.Na tą płaszczyznę formalną nakłada się też duża dynamika polityczna, o której wspomniał Pan w swoim pytaniu, ale nie wiem, czy bym się do końca zgodził ze twierdzeniem, że mamy do czynienia ze zmianą po okresie pewnej równowagi. „Równowaga” była pewną iluzją i adaptacja trwała cały czas. Mamy tendencję do patrzenia na systemy polityczne tu i teraz, a pewnie za kilkadziesiąt lat będziemy tą sytuację traktować inaczej. Ogólnochińskie Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych przyjęło właśnie [tj. 30 czerwca – przyp. red.] ustawę o bezpieczeństwie narodowym, więc teraz ten fakt i rok 2020 możemy uznać za punkt zwrotny, ale z dalszej perspektywy można go wpisać w kolejne ogniwo okresu zmian w Hongkongu.Formalnie obowiązuje doktryna jedno państwo – dwa systemy i to ona określa ustrojowe ramy Hongkongu, ale wiemy też, że zostały ona przyjęte na okres 50 lat, więc tak naprawdę mamy bliżej niż dalej do nowego etapu. Pierwsze lata funkcjonowania Hongkongu to był okres wzajemnego badania i rozpoznawania się. Teraz trwają z kolei poszukiwania przez Chińską Republikę Ludową nowej formuły ustrojowej dla HK i wprowadzenie ustawy o bezpieczeństwie narodowym należy w tym sensie traktować jako istotny krok, a może nawet swoisty „game-changer”.Skoro wspomniał Pan o ustawie o bezpieczeństwie narodowym. Nie popadając w prezentyzm, mimo wszystko muszę dopytać – od kiedy ustawa ta budzi takie kontrowersje?Musimy sięgnąć pamięcią do 2003 roku. Wtedy to rozgorzała na większą skalę dyskusja o wprowadzeniu nowego prawa, implementującego Artykuł 23 Ustawy Zasadniczej (minikonstytucji) Hongkongu. Nastąpiła aktywizacja ruchu opozycyjnego, który obawiał się, że nowe przepisy otworzą drogę do aresztowań i ograniczania swobód. Choć akurat 2019 rok przyniósł jeszcze większe protesty, to te z 2003 roku były naprawdę spektakularne i ważne z punktu widzenia przemian społecznych. Pół miliona ludzi na ulicach nieco ponad 7 milionowego kraju robi wrażenie.Wówczas Pekin dostrzegł, że nie może bagatelizować sprawy i przyjął bardziej proaktywne podejście. Dla rządu chińskiego niepokoje w HK to nie jest już business as usual i nie można pozwolić mieszkańcom Hongkongu eskalować swoich działań. Zaczęto myśleć o tym, w jaki sposób wpływać na postawy społeczne i polityczne, czy też – wprost – jak ingerować, aby nie doprowadzić do naruszenia integralności terytorialnej Chin.Jeśli 2003 rok uznajemy za datą początkową ewolucji ustrojowej, to jakie procesy w istocie od tego czasu zachodziły w HK, a może i poza nim, które tę endemiczną, hybrydową formułę ustrojową utrwalały lub napędzały? Na pewno rządy Xi Jinpinga są jednym z czynników, który po 2003 roku umożliwił większy wpływ na sprawy Hongkongu. Ma to związek też z samą sytuacją polityczną w Chinach, gdzie Xi Jinping konsoliduje władzę i z pewnością nie wyobraża on sobie, aby powstawały jakiekolwiek konkurencyjne, niezależne ośrodki władzy, które w ramach postępu demokratyzacji mogłyby ziścić wizję z lat 90., w myśl której to HK, a nie Pekin miałby stać się centrum decyzyjnym.Po 2003 r. HK to w sumie przysłowiowy kamyczek w bucie, który uwiera. Obawy związane z nieprzystosowaniem HK wynikają z faktu, że są tam ludzie, którzy mają swobodny dostęp do informacji, mogą praktykować różne idee, kulty itd., mogą uczestniczyć w częściowym przepływie idei demokratycznych, doświadczać elementarnej praworządności, czego nie ma w Chinach kontynentalnych.Podejście Pekinu, który skraca Hongkongowi przysłowiową smycz to jedno, ale musimy też pamiętać, że w ramach samego Hongkongu są ośrodki, które chciałyby większej integracji z ChRL, czy też nie chciałyby, aby Hongkong stał się w pełni demokratyczny i niezależny.Wreszcie, to co wpływa bezpośrednio na ustrojowy kształt i zależność HK to instytucja wyborów, które nie są powszechnymi i równymi wyborami. Postulat demokratyzacji procesu wyborczego jest jednym z podstawowych wysuwanych przez protestujących, ale możemy sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby takie wybory faktycznie miały miejsce i jak mogłoby to przełożyć się na apele o kolejne swobody. Efekt jest taki, że w różnych rankingach demokratyzacji można zauważyć, iż Hongkong nawet nie zbliża się do podmiotów o pełnej lub choćby wadliwej demokracji. Stąd pewna etykieta, w zależności od metodologii, reżimu hybrydowego.To co nam trochę zamydla oczy to jest fakt, że mimo braku legitymizacji władzy opartej na demokratycznych wyborach, za sprawą umowy z 1997 r. i presji brytyjskiej, w systemie politycznym pozostawiono prawne instrumenty ochrony praw i swobód obywatelskich. Mowa tu o zachowaniu niezależnego wymiaru sprawiedliwości, czy wolności prasy. Problem w tym, że ta ochrona gdzieś w ostatnich latach jednak ginie.Widzimy coraz więcej przesłanek, wskazujących, że wymiar sprawiedliwości nie jest już tak suwerenny, znana na cały świat komisja badająca korupcję w Hongkongu też traci swoją niezależność, a spadek HK w rankingach wolności prasy jest znaczący. Dochodzi bowiem do coraz częstszych przypadków autocenzury. Przez lata patrzyliśmy na Hongkong jak na „wyspę demokracji” na morzu chińskim, ale w praktyce nie była to demokracja.Na tym tle nasuwają się dwa pytania. Pierwsze, czy możemy wyróżnić, które z tych czynników pośrednich i bezpośrednich miały i mają największy wpływ na powstanie obecnej sytuacji i społecznej dynamiki? Drugie, czy możemy określić, gdzie de facto kończą się – nazwijmy to -granice ustroju demokratycznego w Hongkongu, a gdzie zaczyna reżim autorytarny? Jeśli w ogóle możemy o nim mówić, bo przecież autorytarność nie musi być jedyną opozycją dla demokracji.Warto zacząć od historii politycznej HK, ona jest bardzo istotna dla zrozumienia tego, co się dzieje. Każdy wie o roli Brytyjczyków i ich roli administracyjnej w Hongkongu. Trzeba podkreślić, że historycznie to oni umożliwili rozwój instytucji społeczeństwa obywatelskiego na szerszą skalę, to znaczy w tym wymiarze politycznym, a więc nie w sferze tworzenia warunków dla funkcjonowania organizacji pozarządowych, zajmujących się dajmy na to działalnością charytatywną lub dobroczynnością, a w obszarze rozwoju quasisystemu partyjnego.Oczywiście nie jest też tak, że za Brytyjczyków było pięknie, a później to się wszystko posypało. Pamiętajmy, że za administracji brytyjskiej też nie mieliśmy w HK do czynienia z pełnym reżimem demokratycznym, aczkolwiek to w latach 90. z inspiracji Wielkiej Brytanii zaczęły rozwijać się proto-partie polityczne, które stawiały sobie za cel demokratyzację systemu politycznego w Hongkongu. Były one elementem swoistej socjalizacji społeczeństwa oraz elit politycznych; wspierały rozwój myśli demokratycznej. Dzięki nim utrwalano doktrynę rządów prawa.Mówiąc dalej o pośrednich przyczynach zmian ustrojowych HK, to nie można nie wspomnieć o tym, że sami obywatele Hongkongu obawiali się jeszcze przed 1997 rokiem, jak będzie wyglądała ich przyszłość w ramach – nie wchodząc już w rozróżnienia definicyjne – autorytarnego czy totalitarnego, a w każdym razie niedemokratycznego reżimu ChRL. Szczególnie musimy pamiętać, że w Hongkongu duża część mieszkańców to są pierwsze lub drugie pokolenia uciekinierów z Chińskiej Republiki Ludowej, którzy migrowali przecież w dużej mierze z powodów politycznych, nie tylko ekonomicznych, czy społeczno-kulturowych. Wspomniane obawy o przyszłość były więc mocno ugruntowane, gdy nadszedł rok 1997 i późniejsze, kiedy to Chiny coraz bardziej zaczęły angażować się w sprawy Specjalnego Regionu Administracyjnego. W tej perspektywie łatwiej zrozumieć towarzyszące temu napięcia, które niejednokrotnie wiązały się z przesłankami bezpośrednimi, o które Pan pyta.Jedną z nich jest funkcjonowanie policji i coraz większa liczba przypadków jej instrumentalizacji dla celów politycznych; za inną przesłankę uznaje się działanie sądownictwa, które ma być coraz bardziej stronnicze, czy też zmiany w instytucjach medialnych i ograniczanie wolności słowa. Wszystko to składa się na tzw. mainlandyzację, czyli przekładanie praktyk życia politycznego mainland China na funkcjonowanie Hongkongu.Pamiętać musimy też o bezpośrednich uwarunkowaniach wynikających z relacji gospodarczych. Pekin ma wielu nie tylko politycznych sojuszników w Hongkongu, ale też biznesowych. Duże przedsiębiorstwa z Hongkongu, prowadzące działalność gospodarczą na granicy z Chinami kontynentalnymi nie chcą podpadać władzom w Pekinie, obawiając się o swoje interesy, ale i wolność. Zdarzały się przypadki zaginięć, aresztowań z mniej lub bardziej błahych powodów kryminalnych lub obyczajowych.Jeśli mówimy o ekonomii, to równie ważne są też postawy młodego pokolenia, aktywnie przecież uczestniczącego w protestach, głównie w trosce o swoją sytuację materialną w przyszłości. Im nie chodzi tylko i wyłącznie o utratę swobód politycznych, wolności wypowiedzi, wolności zgromadzeń i zrzeszania się, ale też najzwyczajniej o swój byt.Czy rzeczywiście mają w tym względzie uzasadnione obawy? Hongkong do biedniejszych nie należy…Hongkong pięknie wygląda w różnego rodzaju statystykach makroekonomicznych, ale jeżeli spojrzymy już na tzw. human security, miernik rozwoju społecznego znany z w naukach politycznych, czy stosunkach międzynarodowych, to uwidacznia nam się bardzo wysokie rozwarstwienie społeczne i problemy z awansem zawodowym. W uproszczeniu, rynek HK jest ciągle bardzo konkurencyjny i wolnorynkowy, co ma swoje zalety, ale też wady z punktu widzenia wielu zwykłych mieszkańców, którzy dostrzegają pogarszającą się perspektywę indywidualnego rozwoju, czy bezpieczeństwa ekonomicznego. A taka wizja wynika z faktu, że Chiny nie potrzebują już Hongkongu do prowadzenia strategicznych biznesów, a szczególna rola HK jako pośrednikaw międzynarodowych stosunkach gospodarczych, między światem zachodnim a Chinami kończy się. I w tej psychospołecznej warstwie ma to swój wydźwięk, również na ulicach.Wracając do mainlandyzacji, jako pewnego rodzaju programu dostosowywania HK do potrzeb Pekinu, są też inne kwestie społeczne i procesy, które są mniej widoczne, a ważne.Mowa chociażby o sinizacji edukacji, czyli rozwijaniu szkolnictwa pod kątem priorytetów Pekinu. Istnieją obawy, że może to prowadzić do takiego nauczania dzieciaków, które będzie nie tylko przekazywać wiedzę, ale też kształcić określony system wartości, w którym mniejsze znaczenie będzie miała wolność, a większe rola partii i Wielkich Chin. Pojawiają się m.in. informacje o próbach zmian w programach edukacji, czy presji na nauczycieli i dyrektorów szkół. W samych szkołach swoboda wypowiedzi i dyskusji jest ograniczana, a to może oznaczać docelowo cenzurę polityczną, prowadzącą do nie mówienia o pewnych kwestiach, a w dalszych konsekwencjach do indoktrynacji politycznej.Natomiast, jeśli pyta Pan, gdzie jest ta granica między reżimem demokratycznym a autokratycznym w ustroju HK, to oczywiście bardzo trudno ją nakreślić. Nigdy nie jest tak, że jakiś reżim się autokratyzuje z dnia na dzień, te procesy zachodzą stopniowo i przez lata. Nie mówię tego w kontekście literalnej interpretacji wspomnianej ustawy wdrażającej Artykuł 23, a z perspektywy ukorzenionych społecznie obaw wobec tego, co może się za nią kryć, a więc bezpośrednią ingerencję w procesy polityczne oraz wymiar sprawiedliwości Hongkongu. Zwolennicy demokratyzacji przewidują większą swobodę aresztowania lub penalizacji działaczy opozycyjnych i demokratycznych.Obraz, który Pan rysuje zmusza też do pytania o ten najbardziej bliski przyczynowo bodziec do toczącej się przemiany ustrojowej. Co dokładnie proponuje się w ramach Artykułu 23., co powoduje teraźniejszą erupcję nastrojów opozycyjnych? To też pytanie o klucz do zrozumienia protestów tu i teraz, zakładając, że leży on gdzieś przy ustawie o bezpieczeństwie narodowym.Musimy wrócić do Ustawy Zasadniczej czyli Basic Law, która – pamiętajmy – powstała na bazie umowy chińsko-brytyjskiej z 1984 roku. Artykuł 23. przewiduje, czy wskazuje, że władze Specjalnego Regionu Administracyjnego Hongkongu zobowiązane są przyjąć prawo zakazujące jakiejkolwiek działalności secesyjnej, zdrady, działań przeciwko Chińskiej Republice Ludowej. Na takim dużym poziomie ogólności, to nawet nie brzmi groźnie, ale diabeł tkwi w szczegółach.Zgodnie z ostatnimi doniesieniami, implementacja nie skończyła się na osobnych przepisach wykonawczych, a na dopisaniu ich bezpośrednio do Ustawy Zasadniczej, co oznacza też ich nadrzędność wobec innych praw obowiązujących w Hongkongu. Prawo obejmuje działające w Hongkongu firmy, ale też obcokrajowców i rezydentów. Co ciekawe, ma zastosowanie względem przestępstw popełnianych poza granicami Specjalnego Regionu Administracyjnego.Co do penalizacji – za przestępstwa o charakterze terrorystycznym, separatystycznym, lub zmowę z innymi państwami osłabiającymi bezpieczeństwo państwa przewiduje się maksymalną karę dożywotniego więzienia. W innych przypadkach mogą być zasądzane niższe kary więzienia, lub grzywny. Nadzór nad wykonaniem przepisów ma pełnić biuro ochrony bezpieczeństwa państwowego podlegające rządowi w Pekinie, natomiast samą egzekucją mają się zajmować władze lokalne. Aczkolwiek, zostawiono furtkę do interwencji rządu centralnego, sytuacjach kryzysowych, wskazujących na ingerencję obcych sił. W takich przypadkach podejrzani będą podlegać sądownictwu Chin kontynentalnych. Zakłada się też możliwość utajnienia części lub całego procesu sądowego, a także pozbawienie osób skazanych biernego prawa wyborczego oraz stanowisk.Istnieje obawa karania za mówienie o wolnościach i demokracji, ponieważ będzie można uznać to za działalność przeciwko władzom Chińskiej Republiki Ludowej. Ma to być legalne narzędzie ograniczania działaczy opozycyjnych, którzy mocno uderzają swoją narracją w system Chińskiej Republiki Ludowej.Obiektywna ocena praktycznego zastosowania tych przepisów nie jest w tym momencie możliwa. Wykładnia z perspektywy ruchu prodemokratycznego pozostaje jednak ta sama. Nowe prawo będzie wymierzone przeciw takim aktom antychińskim, które są szczególnie widoczne w przestrzeni publicznej i mają potencjalnie dużą nośność. Przez lata, na przykład, przyjeżdżający z mainlandu turyści mogli napotkać rozmaite plakaty o procesach politycznych w ich części Chin z przekazem: „zobacz, u was tak się torturuje opozycjonistów”. I tutaj mamy już potencjalne zarzewie destabilizacji. Idąc dalej – jeżeli jestem takim działaczem w Hongkongu i chcę nie tylko wywieszać plakaty, ale też pisać książki na temat działań Pekinu, chciałbym publikować materiały na temat patologii Chińskiej Republiki Ludowej, pisać o przestępstwach, o skazywaniu działaczy politycznych, a taką działalność wydawniczą prowadzi się w HK – to w opinii obozu demokratycznego istnieje realne zagrożenie, że na mocy przepisów Artykułu 23. ktoś zasądzi, że jest to działalność antychińska, antypekińska i dlatego zostanie ona zakazana, a co więcej można za nią otrzymać karę długoletniego więzienia. Ostatecznie, każda forma krytyki władz chińskich może być uznana za działalność wymierzoną przeciwko Pekinowi.Będę teraz nieco przekorny. Prace nad nowym prawem o bezpieczeństwie narodowym, tak samo jak dyskusje nad nim, trwały długo. Możliwe, że to Covid-19 sprawił, iż dopiero z końcem czerwca Komunistyczna Partia Chin pochyliła się nad Hongkongiem, a może nie udały się mediacje władz lokalnych. A może Artykuł 23. jest jednak tylko wierzchołkiem góry lodowej?Protesty, które mamy teraz ciągną się faktycznie od marca 2019 roku, a wtedy punktem zapalnym była zapowiedź wprowadzenia innej ustawy, tzw. ekstradycyjnej, która z kolei wynikała pierwotnie z dość głośnej sprawy kryminalnej, zupełnie niepolitycznej. Na Tajwanie Hongkończyk zabił swoją dziewczynę, wszczęto postępowanie, oskarżony wrócił do Hongkongu. I wraz z wnioskiem o przekazanie go Tajwanowi pojawiła się potrzeba przepisów wykonawczych, które finalnie otrzymały brzmienie, pozwalające na ekstradycję obywatela hongkongskiego nie tylko do Tajwanu, czy Makau ale też do Chin kontynentalnych. Choć Tajwan ostatecznie zrezygnował z nacisków na HK, rozumiejąc delikatną naturę relacji Hongkongu z Pekinem, bo po części są w podobnej sytuacji, to rząd chiński nie odpuszczał. Zaczęły wzrastać obawy, że nowe prawo zostanie wykorzystane do represji politycznych i przekazywania niepokornych Hongkongczyków autorytarnemu wymiarowi sprawiedliwości Chińskiej Republiki Ludowej. Na tym tle doszło do serii kolejnych zdarzeń. W lipcu 2019 roku, gdy nastąpiły większe protesty, doszło do dość gwałtownego rozprawienia się policji z częścią manifestantów, co dało opozycji sygnał, że lokalny system polityczny istotnie zmienia swoje oblicze. Dotychczas służby mundurowe, nawet podczas słynnej rewolucji parasolkowej z 2014 roku, nie dopuszczały się takiej eskalacji.Zaczęły pojawiać się oficjalne oskarżenia i dowody na użycie gazu i broni gładkolufowej, doniesienia o pobiciach. Działania policji niejako otworzyły oczy i – o czym już mówiłem – zaczęto ją traktować nie jako instrument porządku publicznego, a narzędzie polityczne Komunistycznej Partii Chin służące wspomnianej mainlandyzacji. Badania opinii wskazały, że zaufanie do tej formacji drastycznie spadło.Przyczyna obecnego stanu rzeczy jest bardziej wieloczynnikowa, ma charakter procesu, który rozpoczął się wraz z protestami w 2019 roku. W tej perspektywie – tak, można więc powiedzieć, że Artykuł 23. jest wierzchołkiem góry lodowej.Co jest zatem pod powierzchnią?W naukach o polityce dla wyjaśnienia takich zjawisk i procesów używa się teorii uczenia się ruchów społecznych. Obecnie mamy do czynienia z kumulacją nastrojów i wiedzy oraz synergią doświadczeń działaczy lokalistycznych i natywistycznych, którzy nabywali wprawy i uczyli się oporu od czasu rewolucji parasolkowej z 2014 roku. Ostatnie pięć lat to wyraźne scalanie się tych ruchów społecznych, przy czym spoiwem niekoniecznie była idea demokratyzacji, a poczucie wspólnoty – na zasadzie, pardon my French – „chrzanić Chiny, my jesteśmy Hongkongiem, mamy swój kraj!”Hongkong 2014 – Parasolkowa rewolucja. Źródło: Joseph Chan – UnsplashInnymi słowy, w ostatnich latach bardzo wzrosło poczucie tożsamości hongkońskiej. Wcześniej ta tożsamość Hongkongu była bardziej pomieszana kulturowo, trochę Hongkongu, trochę Chin. Owszem, ten lokalizm odczuwało się od dawna, nawet gdzieś od lat 60. XX wieku, ale tak na prawdę dopiero teraz tożsamość HK zaczęła się krystalizować.Podsumowując, za bezpośredni powód można uznać prace nad ustawą o bezpieczeństwie państwa oraz ekstradycyjną, a także wspomnianą brutalność policji. Ale zdarzenia te trafiły na już uformowany grunt oporu, osadzonego na wartościach politycznych i kulturowych. Jesteśmy więc świadkami dłuższego procesu, w którym, w efekcie społecznego uczenia się, oddolne ruchy dają impuls do rozwijania tożsamości lokalnej, budując jednocześnie swoją sieć organizacji, artykułujących apel, czy – szerzej – program polityczny. Tej społecznej integracji i synergii, zwłaszcza wśród młodych ludzi, z pewnością pomagają też media społecznościowe.Poruszył Pan kilka ciekawych wątków. Dopytam najpierw o kwestię tożsamościową – skoro ten ruch społeczny inspiruje do identyfikacji wspólnotowej, to ważnym pytaniem jest, w jakim stopniu jest on społecznie legitymizowany? Mamy właśnie do czynienia ze spiętrzeniem się na tym polu kilku procesów sięgających jeszcze lat 90. XX w. Wtedy powstały pierwsze prodemokratyczne organizacje społeczne, które otwarcie sprzeciwiały się władzom Specjalnego Regionu Administracyjnego i rządowi w Chinach, i które – w oparciu o analizę wyników części powszechnej wyborów – zdobyły poparcie ponad połowy społeczeństwa. To pewien filar legitymizacji. Aczkolwiek, wraz z upływem czasu zaczęły w jego ramach pojawiać się silniejsze tendencje lokalistyczne, czy odłamy nacjonalistyczne o bardziej radykalnym nastawieniu, które wytykały starszym stronnictwom prodemokratycznym błędy. W ich mniemaniu, sytuacja wymaga już nie tylko obstrukcji parlamentarnej, ale też wyprowadzenia na ulicę swoich zwolenników.Przykłady takiego odważniejszego działania, popartego społecznie, znajdujemy w parasolkowej rewolucji. Właśnie po 2014 r., w duchu pewnej radykalizacji demokratyczna scena polityczna wbogaciła się o wiele mniejszych partii, jak na przykład Demosisto, czy Hongkong National Party. Ta ostatnia została zdelegalizowana, a warto dodać, że nawoływała wprost do niepodległości......znamienne, że po raz pierwszy pada w tym wywiadzie słowo „niepodległość”. Czy w poszukiwaniu społecznego mandatu często występuje ono na ustach obozu prodemokratycznego?To ciekawe, bo jeszcze w 2012 roku nie było praktycznie w Hongkongu nikogo, kto by mówił o niepodległości Hongkongu. Chodziło głównie o „autonomię”, „niezależność”, „swobodę”, a tu nagle młodzież zaczyna wychodzić z odbieranymi jako radykalne poglądami, na przykład „Independence for Hong Kong!”. I takiego głosu władza w Pekinie już na pewno nie może bagatelizować. Istnieje obawa, że może on zbyt mocno rezonować i inspirować do eskalacji oporu. Są nawet badania, które pokazują, że wśród młodych ludzi hasło „niepodległość” mocno zyskuje na popularności.Natomiast kończąc myśl o legitymizacji – trzeba powiedzieć, że w czasie rewolucji parasolkowej część obozu demokratycznego obawiała się, że widoczna radykalizacja oporu, wpłynie zbyt mocno na gospodarkę, a w konsekwencji na codzienne funkcjonowanie. Dla wielu bardziej konserwatywnych, starszych demokratów ówczesne protesty młodzieży były zbyt ryzykowne. Co w takim razie powiedzieć teraz, gdy od 2019 roku radykalizacja protestu nasiliła się jeszcze bardziej? Z uwagi na przyjęte instrumenty walki, legitymizacja nie wydaje się więc stuprocentowa, ale z drugiej strony nie zarysowała się też formalnie żadna frakcyjność obozu demokratycznego.Kolejna z poruszonych kwestii – która doskonale wpisuje się właśnie w narrację niepodległościową – czyli fundament poczucia tożsamości wspólnotowej. Czy można stwierdzić, że jest nią etniczność Hongkongu, albo język? Czy możemy w ogóle mówić o narodzie hongkońskim? Czy w potocznym języku, w dyskursie publicznym takie słowo pada, a może jest tak samo niechciane, jak „niepodległość”?To znów bardzo ważny temat, który jest także płaszczyzną sporu. Proszę pamiętać że Hongkong to jest język i kultura kantońska, a Chiny kontynentalne to jest jednak język mandaryński, uproszczony. Ruchy lokalistyczne, natywistyczne walczą na przykład o to, aby w przestrzeni publicznej, na ulicach obowiązywał język kantoński, aby nie wprowadzano do szkół języka mandaryńskiego; sprzeciwiają się temu, aby w dyskursie biznesowym dominował mandaryński, którego używa się pragmatycznie w relacjach z Chińczykami z kontynentu.Natomiast szersza analiza tożsamości Hongkongu wymaga zrozumienia kilku aspektów. Mamy bowiem do czynienia z tożsamością historyczną, mocno osadzoną w relacji do Chin; kulturową –tutaj wspomniane rozróżnienie na tradycję kantońską i mandaryńską ma znaczenie, w tym problematyka językowa; wreszcie swoje znaczenie ma tożsamość polityczna. Stąd same badania bywają niejednoznaczne, z uwagi na różnicę w kafeterii pytań typu – czy jesteś hongkońskim Chińczykiem, czy chińskim Hongkongczykiem, czy Chińczykiem. Na odpowiedzi respondentów nakładają się różne sposoby myślenia o sobie – raz dominują kryteria kulturowe, innym razem polityczne. To, co wyraźnie uwidacznia się w badaniach, to fakt, że młodzi ludzie z ruchów lokalistycznych definiują się przede wszystkim kategoriami politycznymi - „I am Hong Konger”, a w drugiej kolejności przywiązaniem do kultury kantońskiej, przy jednoczesnym odcinaniu się od korzeni Wielkich Chin. Aczkolwiek, jeśli mówimy o tożsamości politycznej, są też grupy społeczne, które określają się jako Chińczycy, ale jednocześnie nie popierają Komunistycznej Partii Chin.Stąd możemy mówić nie tylko o hybrydowym ustroju, ale też o hybrydowej tożsamości, która nie zawsze jest rozumiana na Zachodzie. Z tożsamością jest jak z matrioszką, poszczególne jej elementy nakładają się, tworząc – bezkolizyjnie – całość.Pochylmy się jeszcze na chwilę nad tą tożsamością polityczną. Odwołując się nieco do naszej historii, to znaczy ruchu Solidarności, czy lokaliści skodyfikowali już swoje postulaty? Czy jest jakiś żelazny program obozu liberalnego, prodemokratycznego, stanowiący fundament swoistej politycznej reformacji HK?Odpowiedź dobrze jest umieścić w kontekście protestów w 2019 roku, ale też wspomnianej wcześniej problematyki legitymizacji. W rzeczywistości, to co do dzisiaj scala ruch demokratyczny to wyartykułowane wtedy Five Demands. One także zdobywają dla protestujących szersze poparcie społeczne.Co zawiera katalog Five Demands?Po pierwsze, całkowite wycofanie projektu ustawy o ekstradycji – co faktycznie nastąpiło. Po drugie, wycofanie się rządzących z narracji, że protesty z 12 czerwca 2019 r. były „zamieszkami”. Dlaczego to ważne? Tamtego dnia, policja w dość brutalny sposób potraktowała protestujących i jeśli władze HK zostałyby przy tej wykładni, wówczas zakres kar dla nich byłby o wiele dotkliwszy. HK ma w takich sytuacjach bardzo punitywne podejście. Trzeci postulat to uwolnienie i uniewinnienie aresztowanych protestujących; czwarty – to ustanowienie niezależnej komisji śledczej oceniającej postępowanie policji w krytycznych dniach protestów. Tutaj pojawiły się hipotezy, że wśród pacyfikujących funkcjonariuszy byli również policjanci z Chin kontynentalnych. Piąty postulat – to universal suffrage, czyli prawa wyborcze – zgoda na wolne, powszechne wybory [do Rady Legislacyjnej i na urząd prezydenta – przyp. red.]. Ten postulat dotychczas łączy najbardziej. Nieoficjalnie dodawano też „six demand”, czyli wycofanie się ze wspomnianej ustawy implementującej Artykuł 23 konstytucji. To już jednak nieaktualne. Oczywiście nadrzędnym postulatem jest demokratyzacja Hongkongu.Hongkong 2019 – “Walka o prawdziwe wybory w Hongkongu”. Źródło: Erin Song – UnsplashWspomniał Pan o mediach. Nie można nie odnieść się do nich, rozważając o uwarunkowaniach, ale i o konsekwencjach społeczno-politycznych tarć. Po pierwsze, czy w Hongkongu istnieje pluralizm mediów; a po drugie, czy media aktywnie polaryzują społeczeństwo HK, czy może są jednak bardziej pasywnymi reprezentantami poszczególnych grup, lub partii?Wydaje się, że z mediami jest coraz gorzej, stanowią one w praktyce jeden wymiarów mainlandyzacji Hongkongu. Historycznie, rynek medialny Hongkongu w latach 80-90. ub. wieku uważany był za jeden z najbardziej liberalnych. Zresztą wiele międzynarodowych koncernów ustanowiło swoje siedziby lub przedstawicielstwa właśnie tam. Wszystko zaczęło się dynamicznie zmieniać po 1997 roku i potwierdzają to wspomniane już spadki w rankingach wolności prasy, zwłaszcza w ostatnich latach. Choć Pekin nie ma bezpośredniego przełożenia na media HK, bo funkcjonuje formalnie doktryna jedno państwo – dwa systemy, to coraz częściej zauważalna jest autocenzura, wychodząca z poziomu samych właścicieli mediów, czy wydawców. Chcąc prowadzić biznes, zwłaszcza z Chinami, nie są oni zainteresowani konfliktem z Komunistyczną Partią Chin.Jest wiele przykładów takiego odśrodkowego łamania wolności słowa. W telewizjach i radiostacjach występują naciski, aby dziennikarze pewnych tematów nie podnosili, zwłaszcza tych dotyczących elit władzy Chińskiej Republiki Ludowej. Jeśli już tak się stało, zdarzały się przypadki zwolnień pracowników, usuwania artykułów, a nawet zastraszania niepokornych dziennikarzy.A to oblewano farbą drzwi ich mieszkań, a to wysyłano anonimowe maile, czy pobito kogoś. Swego czasu, głośną była sprawa nieudanego zasztyletowana jednego z dziennikarzy – Kevin Lau – któremu udało się uniknąć śmierci. Inny przykład to zniknięcie pięciu wydawców. Nie byli dziennikarzami, ale prowadzili wydawnictwo, demaskujące swoimi książkami działania władz ChRL, w tym korupcję. Odnaleziono ich ostatecznie w Chinach kontynentalnych. Są przesłanki, by stwierdzić, że zostali wywiezieni nielegalnie i pod przymusem. Jeżeli mielibyśmy szukać przejawów niezależności mediów, to można je znaleźć głównie w internecie. Mainstreamowe gazety, telewizja, radio stosują już bardziej pekińską niż lokalną narrację.A czy jest jakiś – nazwijmy to – szaniec medialny, ikony dziennikarstwa, które są traktowane jako niezależny głos o sytuacji w Hongkongu?Apple Daily; jest to gazeta dostępna w druku i sieci, dość specyficzna, bo tabloidowa, ale jednocześnie prodemokratyczna; należy do większego konglomeratu [Next Digital Ltd. – przyp. red.]. Nie są to łamy typowo informacyjne, ale jedne z nielicznych utrzymujących jeszcze linię nieupolitycznionego przekazu, bez strachu przed Pekinem.Jeśli chodzi o sam internet, to polecam anglojęzyczny portal Hong Kong Free Press, który także stara się uczciwie przedstawiać sprawy i wydaje się być mocno niezależny. Choć lokalne społeczności go czytają, jako że nie jest wydawany po kantońsku siłą rzeczy jest on ukierunkowany na opinię międzynarodową. W przeciwieństwie do Apple Daily utrzymuje się z dotacji, czy zbiórek internetowych.Ostatnie pytania – już o przyszłość. Jakie scenariusze czekają w pańskiej ocenie Hongkong? Unikając prezentyzmu, o którym mówiliśmy na początku.Od razu powiem, że z reguły wystrzegam się w prognoz, czy ekstrapolacji – z całym szacunkiem dla moich kolegów badaczy. Zawsze przywołuję w takich momentach pewną anegdotę z XVIII wieku, gdy pewien naukowiec we Francji patrzył na przyrost liczby koni na ulicach Paryża i wyrokował, że w XIX wieku łajno końskie będzie sięgało drugiego piętra. Nie mógł przewidzieć, a więc i uwzględnić dorobku rewolucji przemysłowej, w tym silnika spalinowego. Zbyt wielka jest zmienność kulturowa i społeczna, by móc odpowiedzialnie kreślić dalszy bieg wydarzeń.Aczkolwiek, nie ukrywam, w swoich badaniach także muszę stawiać pytania o przyszłość HK. Co mnie zaskoczyło, gdy pytałem o nią znanych profesorów, zagranicznych ekspertów zajmujących się HK, ale też tamtejszych polityków, to nie potrafili mi odpowiedzieć.Mimo wszystko, podejmując wyzwanie, zaryzykuję tezę, że ograniczanie niezależności Hongkongu, a więc jego sinizacja, będzie postępowała; to znaczy pewne przykręcanie śruby będzie kontynuowane. Niedawne uchwalenie przepisów o bezpieczeństwa państwa i włączenie ich bezpośrednio do konstytucji jest tego potwierdzeniem. Przewiduję, że swobody i wolności będą ograniczane metodą salami do 2047 roku, to jest do momentu ustania autonomii. Oczywiście, będzie to powodowało wzrost napięć i będziemy świadkami jeszcze niejednych protestów oraz starć na ulicach. Ostatecznie Hongkong stanie się najpewniej miastem chińskim.Najpewniej?Bo nie da się niczego wykluczyć. Z moich badań fokusowych prowadzonych wiele lat temu wśród studentów hongkongskich, jeszcze przed rewolucją parasolkową, wynikało na przykład, że narasta normatywne i utylitarne uzasadnienie dla przemocy. Zdziwiło mnie to, bo mieszkańcy HK nie są generalnie skorzy do niej. Założyłem więc pewną deklaratywność gotowości do bardziej agresywnego oporu. Wszystko jednak zależy od definicji przemocy. Tą przyjętą przez młode społeczeństwo HK wyjaśnił mi pośrednio działacz jednej z bardziej radykalnych partii – radykalnych w ich rozumieniu.Hongkong 2019 – “Jeśli My spłoniemy, Wy spłoniecie razem z nami”. Źródło: Kon Karampelas – UnsplashGdy podczas rozmowy zacząłem wyrażać sceptycyzm względem utożsamiania ich działań z radykalizmem, powiedział - „no tak, rzeczywiście słyszałem, że w Polsce w trakcie zwykłych protestów to wy palicie opony na ulicy”. I co ja miałem mu odpowiedzieć? Że u nas w trakcie zwykłego protestu jest często dużo bardziej radykalnie, niż u nich podczas krytycznych wydarzeń, towarzyszących obronie fundamentalnych wartości?Ale starcia, które widzieliśmy za pośrednictwem mediów nie wyglądały łagodnie...Bo też te postrzeganie przemocy po obu stronach ewoluuje. Po kilku latach, w kolejnych badaniach potwierdziło się, że ten radykalizm narasta i będzie co raz większy. Inaczej mówiąc, protesty będą miały coraz brutalniejszy charakter, obrzucanie się kamieniami, barykady, podpalenia koktajlami mołotowa, czy używanie broni gładkolufowej, armatek wodnych i gazu wobec protestujących – stało się normą. Nawet jeżeli obawy przed karami wynikającymi z ustawy o bezpieczeństwie narodowym wyhamują część działaczy w Hongkongu będzie gorąco i nie dlatego, że taki mają klimat.Czyli na suwerenizację nie widzi Pan tutaj szans?Nie tylko ja w to nie wierzę, ale nawet sami działacze demokratyczni w to nie wierzą. Hasła pełnej niepodległości są podnoszone przez wąską grupę osób i nie należy ich utożsamiać z całym ruchem opozycyjnym. Niepodległościowcy stanowią nieliczną wspólnotę młodych ludzi, którzy mają daleko do pragmatyzmu politycznego i w swoim radykalizmie łatwo im swoje postulaty podnosić.Natomiast realnie, olbrzymim osiągnięciem byłoby zdemokratyzowanie wyborów. Na suwerenizację nikt specjalnie nie liczy, bo to jest przysłowiowa czerwona linia, wyznaczona przez Xi Jinpinga, który zaznacza, że dążenie do niezależności Hongkongu, czy różne formy separatyzmu, mogą spowodować ostrą reakcję Chin. Strona hongkongska ma tę świadomość, bo pamiętajmy, że w Hongkongu stacjonują wojska chińskiej armii ludowo-wyzwoleńczej – co wynika z umowy chińsko-brytyjskiej. Trudno wyobrazić sobie jej interwencję, ale łatwiej wyobrażalny jest choćby jakiś pokaz siły.Zresztą, możliwe, że te „miękkie” działania w postaci ustawy o bezpieczeństwie narodowym, a także domniemana pomoc służb mundurowych ChRL w kontrolowaniu protestów jest formą zapobiegania bezpośredniej interwencji Pekinu już z udziałem chińskiej armii. Może paradoksalnie ChRL daje czas Hongkongowi, by sam uporał się z tymi tak zwanymi radykałami.Czy w takim razie możemy sobie wyobrazić też taką sytuację, że Pekin, na zasadzie divide et impera może – w cudzysłowie – inspirować lokalne grupy, bądź elity prodemokratyczne do tego, aby postawiły się temu radykalnemu ruchowi?Dobrze Pan diagnozuje sytuację, bo to się właśnie dzieje. Ciekawe jest to, że niektórzy działacze prodemokratyczni sugerują, że do takiego antagonizowania wykorzystywane są na przykład Triady, czyli tak naprawdę mafia, która czasem napada na młodych protestujących. Divide et impera to w praktyce także faworyzowanie określonych organizacji społecznych lub ograniczanie finansowania innych, czy też promowanie organizacji propekińskich, ukierunkowanych na pomoc starszym obywatelom. Ma to konsekwentnie osłabiać bardziej skrajne skrzydło demokratyczne i dyskredytować je w oczach szerszej, bardziej wyważonej opinii publicznej.Ostatnie pytanie, istotnie odnoszące się do przyszłości. Czy są państwa, które chciałyby Hongkongowi pomóc w bardziej skutecznej demokratyzacji; i czy właśnie nie jest to ta zmienna niewiadoma, która może wpłynąć na scenariusz, który pan zarysował?Nikt nigdy za Gdańsk nie umierał i tak samo za nie będzie umierać za Hongkong. Mamy oczywiście pewne symboliczne oświadczenia, jak na przykład Pompeo [Sekretarz Stanu USA – przyp. red.], który jakiś czas temu powiedział, że nie można już uznawać Hongkongu za niezależny region, i że będzie traktowany przez USA jako część ChRL. Słyszeliśmy wystąpienia przedstawicieli Unii Europejskiej, czy Wielkiej Brytanii, która nadal ma w HK swoje interesy, a część środowisk opozycyjnych nawet oczekiwałoby większego zaangażowania Korony Brytyjskiej. Z doniesień medialnych wiemy tylko tyle, że rząd w Londynie, w razie większej eskalacji, jest gotów pomóc potencjalnymi emigrantom.Warto odnotować, że kilka tygodni temu w ramach inicjatywy parlamentów kilku państw wystosowano też specjalny międzynarodowy list-odezwę do Hongkongu. O ten daleki, egzotyczny Hongkong upomnieli się w nim parlamentarzyści z Litwy, czy Czech, a także kilku przedstawicieli Parlamentu Europejskiego, w tym pani Fotyga. Choć z polskiego parlamentu nikt się pod tym listem nie podpisał, to o ile wiem, trwają właśnie dyskusje nad projektem specjalnej uchwały polskiego sejmu, potępiającej działanie ChRL [projekt uchwały trafił właśnie do laski marszałkowskiej[1] – przyp. red.].Hongkong 2019 – „Zrób coś dla Hongkongu”. Źródło: Pop & Zebra – UnsplashMożliwe, że gdyby doszło do ostrzejszych starć, to pojawiłyby się sankcje, ale trudno wyrokować. Finalnie nikt jednak nie chce wchodzić w zwarcie z Chinami. Świat zrozumiał ich rolę i miejsce. Hongkong będzie w tej geopolitycznej grze raczej traktowany instrumentalnie.Dziękuję za rozmowę.Dziękuję.[1] Poselski projekt uchwały w sprawie naruszenia przez rząd Chińskiej Republiki Ludowej autonomii Hongkongu. Druk nr 467 (https://www.sejm.gov.pl/Sejm9.nsf/druk.xsp?nr=467).

Potęga RFN a korona kryzys – zmiana czy kontynuacja polityki mocarstwowości?

Streszczenie: Niniejsza analiza ukazuje czasowe, wywołane kryzysem wirusa Covid-19, zmiany w obrębie prowadzonej przez Niemcy i Angelę Merkel polityki mocarstwowości. Kanclerz, która do tej pory koncentrowała się głównie na rozszerzaniu niemieckich wpływów w UE, w dobie pandemii zmuszona została do odsunięcia kwestii wspólnotowych na dalszy plan i stanięcia wobec wyzwań związanych z polityką wewnętrzną swojego kraju. Miało to przede wszystkim na celu wzmocnienie gospodarcze Niemiec, by po okresie przymusowej izolacji, wyszły one na zewnątrz jak najmniej osłabione, nie tracąc jednocześnie zbyt wiele ze zdobytych do tej pory wpływów. Okres pandemii pokazał, iż natychmiast po otwarciu granic, niemiecka polityk powróciła do swojej strategii promowania Niemiec w Europie i że cel polityczny kanclerz, choć czasowo ukryty, pozostawał ten sam, a okresowej zmianie uległy jedynie metody i środki jej działania. Nadto chociaż wskaźniki gospodarcze RFN znacznie się pogorszyły, to szybka reakcja A. Merkel w postaci federalnych i europejskich zastrzyków finansowych, dodatkowo wzmocniły RFN na międzynarodowej scenie. Przyjęta metoda badawcza oparta została o rys historyczny priorytetów prowadzonej przez poszczególnych kanclerzy polityki, ze szczególnym uwzględnieniem działań obecnej kanclerz i analizą aktualnej sytuacji gospodarczej Niemiec.Słowa klucze: Niemcy, polityka mocarstwowości, przestrzeń wpływów, gospodarka, kanclerz Angela MerkelAbstract: The analysis presents the temporary, induced by the Covid-19 virus, changes in the superpower policy, led by Germany and Angela Merkel. The chancellor, who until now has been focusing mainly on increasing German influence in the EU, due to the pandemic was forced to put the community issues aside and face the challenges of internal policy of the country. The main aim was to strengthen the German economy, so after the period of obligatory isolation, Germany would be weakened as little as possible and not lose the influence gained before. The pandemic revealed that immediately after opening the borders the German politician returned to her previous strategy of promoting Germany in Europe and her political aim, although temporarily hidden, remained the same, and only the methods and means of operating were changed. Furthermore, despite the FRG economic indicators have deteriorated significantly, Merkel’s quick reaction in the form of federal and European financial injections managed to strengthen FRG on the international stage. The research method is based on the historical view of the particular chancellors’ political priorities, with an emphasis on the activities of the current chancellor and current economic situation of FRG analysis.Key words: Germany, superpower policy, influence space, economy, chancellor Angela MerkelTworzenie fundamentu: narodziny potęgiMocarstwowość państwa determinuje wiele czynników, jednak większość z nich odnosi się albo do potęgi rozumianej jako położenie geograficzne, liczba ludności, potencjał gospodarczy, albo jako pozycja państwa w systemie stosunków międzynarodowych [Zięba (red.) 2005: 20]. Potęgę postrzegać też można jako „iloczyn potencjału materialnego, intelektualnego oraz moralnego (duchowego)” [Białogórski, Kiczma i Sułek 2018: 24]. Szybkość oraz intensywność zmian w stosunkach międzynarodowych skłania również do przekonania, iż pojęcie „potęgi” ewoluuje na przestrzeni lat, przybierając formę dyskursu politycznego jako współczesnego narzędzia sprawowania władzy [Wojciuk 2010: 14] i wywierania wpływu.Proces odbudowy państwa niemieckiego, jego pozycji i potęgi rozpoczął się już w 1949 r. wraz z objęciem władzy przez Konrada Adenauera. Choć kraj ten był całkowicie zniszczony gospodarczo, powojenny kanclerz postawił sobie za główny cel powrót do czasów świetności, koncentrując się jednak przede wszystkim na odnowie jego wizerunku w Europie i na świecie. Uznał bowiem, iż dopiero wtedy, gdy Republika Federalna Niemiec (RFN) odzyska międzynarodową wiarygodność, możliwe będzie pełne jej odrodzenie. Adenauer wierzył bowiem, iż powstanie nowych Niemiec musi odbyć się tylko i wyłączenie w ramach zjednoczonej Europy, czego wyrazem miało być definiowanie przez niego interesów państwa zawsze w kontekście interesów europejskich z jednej strony i europejskich z niemieckimi z drugiej [Schwarz 1979: 523].Choć wizja Konrada Adenauera musiała zostać okupiona akceptacją podziału Niemiec na dwa niezależne względem siebie państwa, to jednak, zgodnie z przyjętą przez kanclerza formułą: „zyskać suwerenność poprzez rezygnację z niej[1]” [Kronenberg 2009; 16], stanowiła ona tylko element przejściowy w dążeniu do niepodległości. Adenauer metodą „«małych kroków»”, «z miarką w oku» szacując możliwości, w sumie świadomie, bez względu na opory i niepowodzenia zmierzając do celu, włączał młode państwo jako równoprawnego partnera w układ powiązań zachodnioeuropejskich i do sojuszu atlantyckiego” [von Krockow 1997: 277]. Polityka bońska w ówczesnym czasie koncentrowała się zatem przede wszystkim na pojednaniu z Francją i w ramach sojuszu z nią na silnym umiejscowieniu Niemiec w strukturach Europy. Dzięki tak ukierunkowanym działaniom, Adenauer zdołał stworzyć fundament niemieckiej polityki europejskiej [Deutscher Bundestag 2007: 4], która kontynuowana była (i nadal jest) przez kolejnych kanclerzy. Udało mu się zatem m.in. włączyć RFN w struktury Europejskiej Wspólnoty Obronnej i Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO). Niemcy podpisały również traktaty powołujące do życia Europejską Wspólnotę Węgla i Stali (EWWiS), Europejską Wspólnotę Gospodarczą (EWG) i Europejską Wspólnotę Obrony Atomowej (Euratom) [Ibidem: 6-7]. Reaktywujące się więc (zachodnie) państwo niemieckie, nie tylko nie zostało zepchnięte na margines stosunków międzynarodowych, ale ugruntowało swoją pozycję w najważniejszych strukturach politycznych przyszłej zjednoczonej Europy, mając od samego początku wpływ na ich powstanie, formę i strukturę (choć należy pamiętać, że pierwotnie możliwości te były znacznie ograniczone przez Aliantów). W ten oto sposób „(…) młoda Republika Federalna Niemiec, jako przyczółek amerykańskiej polityki powstrzymywania Związku Radzieckiego, wkrótce stała się aktorem w polityce Europy Zachodniej” [Kronenberg 2009: 17].Mimo iż polityka zagraniczna kolejnych niemieckich kanclerzy nie zawsze była aż tak spektakularna, jeśli chodzi o międzynarodowe sukcesy, to jednak należy pamiętać, iż miała ona również swój wpływ na znaczenie i przyszłość Niemiec. Podczas gdy we Wspólnotach Europejskich (WE) kontynuowano przejście z integracji gospodarczej do politycznej, czego wielkim zwolennikiem był właśnie Konrad Adenauer, w samej Republice Federalnej Niemiec koncentrowano się w ówczesnym czasie bardziej na kwestiach gospodarczych. Ludwig Erhard, choć sprawował funkcję kanclerza krótko, poprzez swoją społeczną gospodarkę rynkową i „cud gospodarczy” wzmocnił Niemcy wewnętrznie. Jego motto „dobrobyt dla wszystkich” [Deutscher Bundestag 2019: 10], na które jednakowo pracowało całe społeczeństwo [Ibidem: 10], stało się nie tylko głównym założeniem niemieckiego modelu kooperatywnego federalizmu, ale również częścią polityki zagranicznej Niemiec. Zasługą Erharda w stosunkach międzynawowych stało się powolne otwieranie Niemiec na Wschód, co czynił przede wszystkim za pomocą narzędzi ekonomicznych tj. misje gospodarcze w Polsce, na Węgrzech czy w Rumunii [Kanzleramt]. Zauważyć jednak należy, iż jego działania koncentrowały się przede wszystkim na społecznej gospodarce rynkowej, sceptycznie zaś odnosząc się do polityki europejskiej Konrada Adenauera [Koszel 2018: 22] i do budowy ponadnarodowych instytucji integracyjnych. Politykę tą kontynuował przez krótki czas swoich rządów również Kurt Georg Kiesinger, koncentrując się na ostrożnych stosunkach dyplomatycznych z Europą Wschodnią i na walce z kryzysem gospodarczym w Niemczech [Kanzleramt]. Jego celem było uniezależnienie polityki RFN od wpływów Francji i Stanów Zjednoczonych przy jednoczesnym podkreśleniu i utrzymaniu tożsamości niemieckiej w Europie [Miecznikowska 2007: 114-117].Politykę wcześniejszych kanclerzy kontynuował Willy Brandt. Widział on odbudowę niemieckiej państwowości, a zatem i przyszłej jej potęgi, przez pryzmat dwóch połączonych ze sobą czynników. Pierwszym było „zakotwiczenie” Niemiec na Wchodzie i na Zachodzie Europy, co dawało poczucie stabilności w polityce zagranicznej i nadzieję na przyszłe zjednoczenie. Z drugiej zaś strony, w kwestiach niemiecko-niemieckich, wykazał się nie tylko cierpliwością polityczną, ale i taktycznym podejściem. Starał się bowiem doprowadzić, jak mawiał, jeśli nie do zjednoczenia, które było wówczas jeszcze bardzo odległe, to do sytuacji, by „mogło razem wzrastać to, co do siebie należy” [Bahr 1992: 123]. Brandt zatem nie tylko kontynuował politykę pierwszego powojennego kanclerza, ale także rozwijał jego koncepcję chociażby poprzez nawiązywanie pokojowych stosunków z sąsiadami, a zwłaszcza z Polską. W jego polityce równie istotne pozostawały solidarność i odpowiedzialność, które według niego nie „znają żadnych państwowych czy geograficznych granic” [Brandt 1973: 149].Zasługą Helmuta Schmidta, jeśli chodzi o powojenne budowanie państwowości i potęgi Niemiec była wierność ideom wcześniejszych kanclerzy. Podobnie jak jego poprzednicy Schmidt kładł nacisk na proces pojednania z Francją i prowadzenie polityki odprężenia z Europą Wschodnią (Entspannungspolitik) [Gabriel 2015/16: 4]. Jednakże jego największym dokonaniem, który potem jako stały element swojej polityki wykorzystywała również Angela Merkel, była walka z kryzysami. To on bowiem przeprowadzał Niemcy przez impas naftowy czy problem rodzącego się wewnątrzniemieckiego terroryzmu (Frakcja Czerwonej Armii) [Vogel 2105/16: 6]. Pozostawał pragmatykiem w każdym calu i taką politykę uprawiał.Helmut Kohl z kolei, któremu przyszło rządzić RFN przez 16 lat, mawiał, iż „Zjednoczenie Niemiec i Europy to dwie strony tego samego medalu” [Kohl 2014: 41]. Rozwinął zatem podjęty przez wcześniejszych kanclerzy proces synergii polityki wewnętrznej Niemiec z polityką zagraniczną. Rozpoczął też „(…) nowy mechanizm wywierania wpływu na pozostałe państwa systemu międzynarodowego i kształtowania przyszłej potęgi RFN (…). Poprzez współfinansowanie rozwoju, edukacji i kształcenia w państwach sąsiadujących, w tym ZSRR, ale i w innych państwach byłego bloku wschodniego, udzielając im nisko oprocentowanych kredytów, zyskiwał ich sympatię, przekonywał do swoich racji i starał się rekompensować, przynajmniej symbolicznie, wojenne straty” [Brzezińska 2020: 99]. Jednocześnie praktykował strategię soft power, zmieniając charakter przywództwa Niemiec z personalnego (skoncentrowanego wokół osoby kanclerza) na rzecz przywództwa państwowego. Tym samym śmielej niż jego poprzednicy podkreślał rolę i znaczenie RFN w stosunkach międzynarodowych [Ibidem 2020: 100], choć nigdy w sposób oficjalny nie mówił o jej potędze i mocarstwowości. Ten ostatni czynnik zmodyfikował dopiero Gerhard Schröder, który choć zmagał się z wewnętrzami kryzysami w swoim państwie, a zwłaszcza ogromnym pięciomilionowym bezrobociem, to jednak jego Agenda 2010 w dłuższej perspektywie poprawiła sytuację gospodarczą kraju i wzmocniła rolę RFN na arenie międzynarodowej. Szczególnie mocno ujawniło się to na początku XXI w. [Cziomer 2016: 82-83], gdy Schröder zgodził się na operacje out of area niemieckiej Bundeswehry, a jego minister obrony narodowej Peter Struck oficjalnie ogłosił, iż miejscem działań bojowych armii niemieckiej pozostaje cały świat [Struck 2004]. Nadto kanclerz szczególnie mocno akcentował narodowe interesy Niemiec w Europie, ukierunkowując państwo na wiodącą siłę w Europie [Młynarski 2015: 295-296]. „Bruksela zaś stała się przedłużonym narzędziem berlińskiej polityki zagranicznej i zakładnikiem niemieckiej polityki wewnętrznej” [Wernicke za Młynarski 2016: 300]. Schröder połączył zatem i zespoił w jedno siłę wewnętrzną i zewnętrzną Niemiec, dając podwaliny pod dalszy rozwój potęgi RFN, co skutecznie wykorzystała i nadal wykorzystuje Angela Merkel.Potrzeba przestrzeni: od Lebensraum do EinfluβraumAngela Merkel przejmując władzę po Helmucie Kohlu miała zatem już silny fundament umożliwiający jej kontynuację i rozwój polityki mocarstwowości. RFN po zjednoczeniu stała się jednym z największych państw Europy (terytorialnie i demograficznie), posiadała już utrwalone i stabilne miejsce w organizacjach międzynarodowych, w tym w ONZ i w UE, korzystała z kontaktów ekonomicznych w Europie Zachodniej, Środkowej i Wschodniej, rozwijała charytatywną politykę wspierania słabszych, a także uczestniczyła w akcjach militarnych poza granicami swojego kraju. Zatem nowo zaczynającej kanclerz przypadła rola nie tylko utrzymania dorobku wcześniejszych szefów rządu, ale i opracowanie strategii by potencjał ten dalej budować i rozwijać. Obecna polityka RFN, którą od 16 lat realizuje Merkel, uwzględnia (z różnym oczywiście akcentem), wszystkie wyżej wspomniane elementy, w sposób szczególny koncentrując się jednak głównie na metodzie soft power, przy jednoczesnym wykorzystaniu gospodarki jako narzędzia hart power.Od 2005 r., kiedy to jako kanclerz stanęła na czele niemieckiego rządu, nastąpiła zasadnicza zmiana w niemieckiej narracji politycznej. Wątek niemieckich żywotnych interesów ucichł w debacie publicznej, a pojawiły się odwołania do dobra wspólnego, solidarności i europejskiej odpowiedzialności (choć pamiętać należy, iż elementy te, wprawdzie pojedynczo, ale pojawiały się już i wcześniej). Pod „płaszczykiem” i za pomocą instytucji unijnych RFN rozpoczęła systematyczny proces rozszerzania swoich wpływów. „Tylko ci, którzy rozumieją, że interesy narodowe należy zawsze rozpatrywać w powiązaniu ze wspólnym interesem europejskim, są w stanie sprostać globalnym wyzwaniom 21. wieku” – mówiła kanclerz [Merkel 2015]. Nieodzowną częścią każdego jej exposé pozostawało zatem nawiązywanie do wspólnoty państw europejskich, do ducha solidarności i współodpowiedzialności za losy Europy. Angela Merkel występując na forum międzynarodowym zazwyczaj rozpoczynała przemówienie od kwestii europejskich i unijnych rozwiązań, zaraz potem wskazując na niemiecki wkład, uczestnictwo i zaangażowanie w rozwiązywaniu globalnych problemów. Stałym elementem jej politycznej strategii pozostawały najczęściej poufne rozmowy i negocjacje, w których RFN występowała „ (…) de facto jako Unia europejska (…)” [Kwiatkowska-Drożdż 2012: 159].Kanclerz Niemiec próbowała zatem umiejętnie narzucać swoją wolę polityczną innym (polityka europejska), akcentując jednocześnie w sposób szczególny „miękką siłę”, rozumianą m.in. jako atrakcyjność i współpracę oraz instytucjonalizując działania [Nye 2004: 8] w sferze gospodarczej, w tym w budowaniu „marki niemieckiej” (branding) oraz forsowaniu niemieckiej kultury i systemu wartości. W zakresie wpływów o charakterze ponadnarodowym, dzięki wejściu w życie Traktatu Lizbońskiego, stanowiącego w wielu aspektach „kalkę” niemieckiej Ustawy Zasadniczej [Brzezińska 2019: 150], kanclerz zyskała możliwość, bezpośredniego udziału w szczytach UE. Wprawdzie odbyło się to kosztem ograniczenia kompetencji federalnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, to jednocześnie zwiększyło przestrzeń i obszar bezpośredniego oddziaływania Angeli Merkel, a „wszystkie kluczowe decyzje w polityce europejskiej i międzynarodowej RFN [od tej pory] zapadały w Urzędzie Kanclerskim (…)” [Cziomer 2016: 84]. Jako strategię działania przyjęła też min. konieczność wypracowania umiejętności przywódczych niemieckich elit w zakresie polityki międzynarodowej oraz zwiększenie elastyczności w stosunku do zmieniającego się układu sił na świecie, umożliwiając szybszą reakcję i skuteczniejsze działanie jako odpowiedź na zachodzące globalne wydarzenia (działanie długofalowe) [Ibidem: 85].RFN rozszerzyła także swoje wpływy poza granicami kraju poprzez intensywną promocję języka niemieckiego oraz własnej kultury (public dyplomacy). Od 2005 r. niemiecka zagraniczna polityka kulturalna i edukacyjna (Auswärtige Kultur- & Bildungspolitik - AKBP) przeszła gruntowną reformę, a środki finansowe przeznaczone na ten cel nieustannie rosły [Zimmermann, Geißler 2018: 30]. Obecne dofinansowanie rządu federalnego na AKBP, według ostatnich dostępnych danych (za rok 2018) wyniosło 1,877 mld. euro [Auswärtiges Amt 2019: 40], podczas, gdy pięć lat wcześniej (2012) było ono niższe o 300 tys. euro [Auswärtiges Amt 2014: 6]. Zmiany w polityce i wzrost wydatków na promocję kraju uczyniły z RFN drugie co do wielkości mocarstwo światowe w zakresie soft power [Yang-Spooner Taha Ahmed 2020].W obrębie polityki wewnętrznej, a zwłaszcza gospodarki, RFN również odnotowała sukcesy. Jej Produkt Krajowy Brutto (PKB) począwszy od 2005 r. nieustannie wzrastał. O ile wraz z rozpoczęciem urzędowania obecnej kanclerz wynosił on 2288,31 mld euro, to już pod koniec 2019 r. była to kwota 3435,75 mld euro, zwiększając się tym samym tylko za czasów Angeli Merkel prawie o 1,5 mld. euro [Statista 2020a]. RFN stało się państwem o najwyższym wskaźniku PKB w Europie i największą gospodarką, zajmując w rankingu przedsiębiorczości pierwsze miejsce na świecie [U.S.News]. To także trzeci (odpowiednio za Chinami i USA) co do wielkości eksporter towarów, produktów i usług [Statista 2020b], dzięki czemu Niemcom udało się zamknąć 2019 r. nadwyżką budżetową w kwocie 49,8 mld euro [Statistisches Bundesamt 2020]. Za czasów kadencji Merkel spadł także prawie o połowę poziom bezrobocia: z 11,7% w 2005 r. do 5% w 2019 r. [Statista 2020c], co znacząco poprawiło nastroje społeczne i sytuację na rynku pracy.Kanclerz zadbała również o inny aspekt potęgi, a mianowicie o tak potrzebny Niemcom potencjał demograficzny. W wyniku drastycznego i szybkiego spadku liczby ludności w RFN, który od 2005 r. wynosił ok. 100 tysięcy osób na rok [Statista 2019a], rząd federalny zdecydował się na wprowadzenie i realizację „polityki otwartych drzwi” (Willkommenspolitik), gwarantując i zabezpieczając tym samym niemieckiej gospodarce zaplecze siły roboczej. Dzięki przyjętej strategii nie tylko pokonano regres, ale odnotowano stałą tendencję wzrostu demograficznego, którego wskaźnik, począwszy od 2012 r. poprawiał się, zwiększając o ok. 300 tysięcy osób rocznie [Statista 2019b].Zatem zamiana bismarckowskiej strategii rozszerzania przestrzeni życiowej (Lebensraum) na przestrzeń wpływów (Einfluβraum), jaką praktykuje Angela Merkel, okazała się nie tylko skuteczna, ale i co najważniejsze, atrakcyjna dla wszystkich. RFN nie musi już bowiem używać swojej armii, czy straszyć wojną. Państwa Europy i świata same zabiegają o jej przychylność i współpracę. Podbój jednak trwa dalej, z tymże teraz już w imię solidarności i w „białych rękawiczkach”.Covid-19: czyli walka o byt, wpływy i przestrzeńWybuch pandemii wirusa Covid-19 i jego rozprzestrzenianie się na świecie, znacząco wstrząsnął sceną polityczną każdego z państw, wpływając również na stosunki międzynarodowe. Szybkie zamykanie granic przez poszczególne państwa oraz bierność i bezradność UE w obliczu pojawiającego się kryzysu spowodowały, iż rządy narodowe skoncentrowały się przede wszystkim na ochronie własnych interesów. Ta przymusowa izolacja sprawiła, iż głównym zadaniem stało się niedopuszczenie do recesji gospodarczej oraz dążenie do utrzymania wskaźników na jak najlepszym z możliwych poziomie. Kryzys nie ominął również RFN. Odcięta od sfery swoich wpływów, pozbawiona przestrzeni w postaci europejskich i światowych rynków, gwałtownie „skurczyła” się do fizycznych granic swojego państwa.Angela Merkel stanęła zatem przed wyzwaniem utrzymania potęgi i wpływów w dobie globalnego kryzysu i zamkniętych granic. Już wcześniej, mimo doskonałych wyników gospodarczych jakimi poszczycić mogła się kanclerz, walka i wyścig o pozycje na rynkach światowych nie były łatwe. Mimo ogromnych nakładów finansowych rządu federalnego, wyniki badań dotyczące atrakcyjności RFN jako kraju przyjaznego przedsiębiorcom, pogorszyły się, plasując Niemcy w 2019 r. na 11 miejscu i odnotowując spadek o trzy pozycje w stosunku do roku ubiegłego [The Soft Power 30]. Utrzymanie zatem, nie wspominając już o poprawie wyniku, wymagało od Merkel ogromnego nakładu pracy i inteligentnej strategii politycznej. Nie mogąc zatem, tak jak miała wcześniej w zwyczaju, podejmować aż tak skutecznie działań w środowisku międzynarodowym, w tym forsować interesów swojego kraju poza jego granicami, skupiła się na wewnętrznym umacnianiu państwa, koncentrując się przede wszystkim na jego gospodarce. Spadła zatem europejska aktywność kanclerz, a w centrum jej zainteresowań znalazła się polityka wewnętrzna. Jak wykazała analiza przemówień kanclerz Merkel w okresie od 01.03.2020 r. do 17.06.2020 r. z jednakową intensywnością organizowała ona konferencje prasowe dotyczące kwestii spraw wewnętrznych i zagranicznych (po ok. 85 razy), przy czym w ostatnim przypadku, wirtualne spotkania miały przede wszystkim charakter bezpośrednich, dwustronnych rozmów z poszczególnymi szefami rządów bądź głowami państw.Porównywalny okres sprzed epidemii (od 13.11.2019 do 29.02.2020), wskazuje, iż proporcje te kształtowały się znacznie inaczej. W ponad 140 przypadkach przemówienia kanclerz miały charakter multilateralnych konferencji bądź szczytów i dotyczyły spraw europejskich, a niewiele ponad 50 związanych było z zagadnieniem polityki wewnętrznej państwa. Można zatem wnioskować, iż w sytuacji zamrożonych gospodarek narodowych, przy jednoczesnej nieskuteczności działań i przywództwa UE w walce z Covid-19, przyjęta przez Angelę Merkel strategia polegała na wzmacnianiu potencjału wewnętrznego RFN i bezpośrednim podtrzymywaniu kontaktów z pozostałymi państwami. Aspekt europejski, a zwłaszcza jego wymiar praktyczny przeszedł w stan spoczynku, a ożywiły się natomiast kontakty dwustronne. Kanclerz starała się działać przede wszystkim „u siebie” ale też „trzymać rękę na pulsie” na zewnątrz, by nie stracić wcześniejszych obszarów wpływu. Biorąc pod uwagę, iż Niemcy stanowią obecnie czwarte co do potęgi państwo na świecie [U.S.News], którego rola gospodarcza i kulturowa jest niepodważalna, kraj ten ma o co walczyć. Dla niego oznacza to nie tylko utrzymanie status quo, ale przede wszystkim możliwość dalszego rozwoju i życia na odpowiednim, wysokim poziomie.Pierwsze dostępne po okresie przymusowej kwarantanny dane oraz prognozy, dotyczące wskaźników gospodarczych, potwierdziły pesymistyczne obawy zarówno kanclerz, jak i przedsiębiorców. Od marca do maja bezrobocie w RFN wzrosło o 1% [Statista 2020d], a Produkt Krajowy Brutto (PKB) spadł w pierwszym kwartale o 2,2% [Statista 2020e]. Zmniejszył się również eksport i import odpowiednio o 24,1% oraz o 17,1%. [Statistisches Bundesamt 2020b]. Zmiany nie ominęły małych i średnich firm oraz ogromnej rzeszy pracobiorców głównie pod względem charakteru zatrudnienia. Do 7,1 mln. wzrosła liczba umów krótkoterminowych, dotykając praktycznie wszystkich gałęzi i sektorów (w dobie euro kryzysu był to głównie przemysł). Jest to ewenement w skali RFN, nie dorównujący nawet temu z okresu kryzysu finansowego, gdzie dane te kształtowały się „zaledwie” na poziomie 1,5 mln. umów [ifo 2020a]. Dla Angeli Merkel oznacza to konieczność „podnoszenia” wyników gospodarczych swojego kraju oraz poszukiwanie kompleksowych, ogólnopaństwowych, a nie tylko wąskich, branżowych, rozwiązań.W związku z powyższym, kanclerz wraz z rządem federalnym przygotowała pakiet wsparcia w wysokości 130 miliardów euro, którego celem ma być ożywienie gospodarki oraz odpowiednie jej zabezpieczenie na przyszłość. „Ambitny program”, jak określiła go niemiecka polityk, składa się z kilku elementów obejmując m.in. obniżenie podatku VAT (z 19% na 16%), wprowadzenie jednorazowego dodatku na dziecko w wysokości 300 euro (lub 600 euro w przypadku, gdy rodzic sam wychowuje potomstwo), zaangażowanie władz lokalnych poprzez zwiększenie ich wkładu w finansowanie zakwaterowania dla osób najuboższych, obniżenie kosztów energii elektrycznej oraz przeznaczenie 50 mld euro na ulgi podatkowe na badania nad rozwojem obliczeń kwantowych i sztucznej inteligencji, oraz na zwiększenie wykorzystania energii wodorowej [Die Bundeskanzlerin 2020].Działania kanclerz na płaszczyźnie polityki wewnętrznej, a zwłaszcza jej aktualna koncentracja na kwestiach gospodarczych nie dziwią tym bardziej, iż to Niemcy są światowym liderem w zakresie tzw. „ukrytych liderów”. RFN ma ich obecnie ok. 1.200 - 1.500 [Rau 2018]. To wbrew pozorom nie potentaci typu Volkswagen, BASF czy Siemens rządzą światowym rynkiem, a niemieckie małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP), stanowiące największe źródło eksportu w stosunku do pozostałych państw [Jodkowska 2018: 69-81]. Ukryci liderzy odnotowują ponad 50 mln. obrotów rocznie każdy, swoją działalnością mogą poszczycić się na co najmniej trzech kontynentach, posiadają też najwyższy lub drugi co do wielkości udział na rynku w swoim segmencie [Rau 2018]. Jak wykazują badania są to przede wszystkim takie obszary gospodarki jak inżynieria mechaniczna (budowa maszyn) oraz elektronika [Hidden Champions]. Najnowsze dane statystyczne wskazują, iż obecnie 99,3% firm w RFN zatrudnia ponad 60% wszystkich pracowników [Statista 2019d]. Nadto to właśnie MŚP, w większości sprzedają swoje towary, usługi oraz półprodukty poza granice kraju, osiągając wynik 50%, a czasem i 70-90% udziału w handlu globalnym [Jodkowska 2018: 72]. Pandemia korona wirusa drastycznie odcięła niemiecki biznes od jej rynków, co automatycznie i natychmiast odbiło się w jego wskaźnikach gospodarczych. Klimat biznesowy małych i średnich przedsiębiorstw od początku marca do maja br. spadł bowiem aż o 34 punkty znajdując się daleko poniżej zera [Statista 2020f]. Nie dziwą zatem zabiegi kanclerz w zakresie wewnętrznej polityki gospodarczej oraz jej zainteresowanie cyfryzacją.Jednak chociaż gospodarka niemiecka w miesiącach od marca do czerwca br. odnotowała same spadki, to wskaźnik PKB okazał się mimo wszystko lepszy niż w okresie kryzysu finansowego w roku 2009, kiedy to obniżył się aż o 6,7% w stosunku do wcześniejszego kwartału [Statistisches Bundesamt 2020c]. Mniejsze było także bezrobocie, mimo wszystko większy wzrost PKB, czy mniejszy dług państwowy niż w dobie kryzysu finansowego, choć sam budżet państwowy wydaje się być bardziej obciążony [ifo 2020b]. Wynika to prawdopodobnie z faktu, iż wraz ze wzrostem potęgi RFN, utrzymanie jej lub też przywrócenie przynajmniej do stanu wyjściowego, kosztuje obecnie państwo znacznie więcej niż niegdyś.Luzowanie obostrzeń epidemiologicznych zarówno w RFN, jak i w Europie, skłoniło także Angelę Merkel do natychmiastowego przesunięcia własnej aktywności politycznej. Mimo iż, sprawy wewnętrzne państwa nadal pozostawały dla niej tak samo priorytetowe, Merkel częściej wypowiadała się w imieniu UE lub komunikowała się na jej forum. Jednocześnie też, natychmiast po zakończeniu przymusowej kwarantanny, wezwała wraz z prezydentem Emmanuelem Macronem, do uruchomienia wspólnego projektu ratowania gospodarki europejskiej. Zgodnie z założeniami ma on opiewać na kwotę 500 miliardów euro i zostać przeznaczony na najbardziej dotknięte epidemią sektory, w tym na politykę klimatyczną i cyfryzację [Deutsche Welle 2020]. Co interesujące, zaraz potem kanclerz ogłosiła także nowy pakiet stymulacyjny dla RFN, wynoszący 50 miliardów euro, skierowany także do sfery cyfryzacji i polityki klimatycznej [Merkel 2020a]. Merkel doskonale zdaje sobie sprawę, iż siła RFN czerpie się z Europy. Na tyle, na ile kraj ten ma dostęp do UE i jej rynków może on podejmować skuteczne decyzje, kształtować swoją politykę, i o tyle też silna pozostaje jego pozycja na kontynencie i w świecie, a zwłaszcza wobec głównych graczy takich jak Rosja, USA, czy Chiny.Biorąc zaś pod uwagę, iż RFN stanowi obecnie drugą na świecie co do wielkości potęgę soft power [Yang-Spooner Taha Ahmed 2020] i jest to awans z trzeciego miejsca w stosunku do 2019 r., kraj ten nie może sobie pozwolić na spadki. Tym bardziej, iż perspektywa kolejnych kwartałów 2020 r. raczej nie wygląda optymistycznie. Dodatkowo wcześniej już malejący indeks atrakcyjności RFN w zakresie edukacji, wymusza na kanclerz zdecydowane kroki, jeśli chce ona, by kraj jej pozostał liderem. Ponieważ finansowanie polityki kulturowej i edukacyjnej, zwłaszcza w ich wymiarze zagranicznym (Auswärtige Kultur- & Bildungspolitik), są w RFN ściśle ze sobą powiązane, nie dziwi także decyzja rządu federalnego o wsparciu w wysokości miliarda euro, projektu Neustart Kultur. Ma on bowiem na celu promocję kraju i „pomoc w odkrywaniu i promowaniu nowych, alternatywnych, a zwłaszcza cyfrowych projektów” w najbliższym, kryzysowym okresie [Grütters 2020].Pomoc rządu federalnego pociągnęła jednak za sobą również negatywne konsekwencje, o czym bardzo niewiele lub też prawie wcale się nie mówi. Środki przeznaczone na walkę z Covid-19 zamroziły bowiem aż 30% niemieckiej gospodarki, co skutkować może w dłuższej perspektywie dalszym i to znacznie większym spadkiem PKB niż do tej pory, sięgającym według prognoz nawet do 20%. Jednakże, jeśli mimo wszystko RFN uda się podtrzymać własną gospodarkę, to jej powiązania z gospodarkami innych państw będą dodatkowo obniżać jej wskaźniki. Wynika to głównie z nierównomiernego otwierania się granic, przez co nawet jeśli niemiecki eksport znowu się ożywi, to jego produkty i usługi nie będą w stanie dotrzeć wszędzie tam, gdzie udawało im się to przed pandemią [Utermöhl 2020: 1-3]. Przerwany bowiem „łańcuch dostaw” reaktywowany jest indywidualnie przez każde państwo zgodnie z ustalonym przez nie reżimem epidemiologicznym, co skutecznie może blokować powrót do normalności.Czy potęga przetrwa?Siła oraz sukces dzisiejszej RFN tkwi w kontynuacji działań wcześniejszych kanclerzy oraz w skoordynowanej polityce tego kraju kultywowanej pokoleniowo przez poszczególnych polityków. Każdy z nich dążył bowiem do spajania Niemiec wewnętrznie i zewnętrznie, choć każdy też dokonywał tego w inny i na swój specyficzny sposób, w zależności od pojawiających się okoliczności. Niemniej jednak wszystkie elementy ich działań złożyły się na wspólną politykę umacniania Niemiec w Europie i na świecie, dzięki czemu pozostawały one stabilne, a państwo mogło się rozwijać. Oczywiście nie wszyscy zawsze zgadzali się co do słuszności działań podejmowanych przez niemieckich przywódców (np. kontrowersyjna Wilkommenspolitik,), ale w centrum polityki kanclerzy niezmiennie pozostawał interes państwa.Niewątpliwie do wzmocnienia siły i pozycji Niemiec w Europie i na świecie przyczynił się również niemiecki zwyczaj „wiecznych kanclerzy”. Niemieccy wyborcy ogromnie ceniący sobie stabilizację, nawet kosztem pewnego znudzenia politykiem, preferują kontynuację nad zmianą. Ma to również obok ewidentnych mankamentów, swoje pozytywne skutki. Działania podejmowane przez kanclerzy (i to z różnych opcji politycznych) były i są utrwalane i realizowane długofalowo, bez gwałtownych zwrotów, dzięki czemu kraj ten może szybciej i sprawniej się rozwijać. O tym, że to cel, nie poglądy polityczne determinują Niemców do działania, świadczy chociażby fakt zawierania przez nich różnorodnych, czasem wydawałoby się sprzecznych ideologicznie, koalicji partyjnych. Ta wewnętrzna jedność to atut i element siły RFN.Niemniej choć mocna pozycja Niemiec w Europie i na świecie to efekt długotrwałej pracy poszczególnych kanclerzy, to jednak potęga tego kraju ukazała się z całą swoją mocą dopiero w okresie rządów Angeli Merkel. Dziś jednak sama koncentracja na potędze wewnętrznej nie wystarcza. Niemcy w takiej postaci i formie nie dadzą rady przetrwać. W pełni tego świadoma pozostaje obecna kanclerz. Zdaje ona sobie sprawę, iż RFN potrzebuje nowej przestrzeni: środowiska międzynarodowego, a zwłaszcza europejskiego. Zaczęła zatem wzmacniać rolę RFN w europejskich ośrodkach decyzyjnych, rozbudowując tym samym przestrzeń własnego oddziaływania poprzez struktury pozapaństwowe, w tym głównie te związane z Unią Europejską. Niegdyś Niemcy dokonywali ekspansji przede wszystkim twardą siłą (hard power). Dziś element ten wprawdzie pozostał w ich polityce jako jeden z ważniejszych i kluczowych, ale czynnik militarny zamieniono na ekonomiczny. Dodatkowo Niemcy zmodyfikowali swoje podejście, angażując się bardzo mocno w soft power, co sprawia, iż ich, jak to określił J. Nye, smart power jest niezmiernie skuteczna. Mamy zatem w świecie globalizacji dalej prowadzoną politykę Lebensraum, ale w jego zmodyfikowanej i uwspółcześnionej formie. Można by powiedzieć, iż RFN tworzy obecnie swoistą przestrzeń wpływów (Einfluβraum), w której rządzi gospodarka (Wirtschaftsraum), pieniądz (Geldfaktor) i władza (Macht), a które to umożliwiają jej i pozwalają rozszerzać oraz powiększać własną potęgę.Jeśli chodzi o kryzys czasu pandemii i odnotowany spadek potęgi, RFN poradzi sobie i z tym. Prognozy koniunktury dla Niemiec są bowiem optymistyczne [Bundesministerium für Wirtschaft und Energie 2020], a doświadczenie historyczne pokazuje, iż kraj ten potrafi nie tylko rodzić sobie z sytuacjami trudnymi, ale nawet się na nich bogaci [Cziomer 2016: 89]. Nie zmienia to faktu, iż zamknięcie dla RFN przestrzeni jej oddziaływania automatycznie nie obniżyło jej wskaźników gospodarczych, co świadczy o sile powiązań i uzależnieniu państwa od podmiotów zewnętrznych, w tym zarówno aktorów państwowych, jak i pozapaństwowych (czy niepaństwowych). Jednakże szybka reakcja i reorganizacja aktywności niemieckiej kanclerz, w tym jej niezmierna elastyczność polityczna, pozwoliły zahamować lub przynajmniej ograniczyć skalę regresu. Po koncentracji na polityce wewnętrznej Niemiec, co miało charakter krótkoterminowy, kanclerz natychmiast po uruchomieniu procesów odmrażania gospodarki, powróciła do swojej „starej”, wypróbowanej strategii. Ponownie zaczęła traktować UE jako platformę dyskursu politycznego, miejsce inicjujące zmiany i reformy, które, jak pokazał okres lockdown, jest ściśle powiązany są z potrzebami i polityką wewnętrzną RFN oraz stanowi gwarancję jej sukcesów.Można zatem stwierdzić, iż polityka mocarstwowości RFN w dobie kryzysu wywołanego pandemią COVID-19 nie uległa zasadniczej zmianie. Nadal jej priorytetem pozostawało dążenie do budowania i powiększania własnej potęgi. Kryzys epidemii zmusił jedynie Angelę Merkel do czasowego przesunięcia akcentów prowadzonej przez nią polityki z płaszczyzny europejskiej na bilateralną oraz do skoncentrowania się na własnych działaniach w kwestiach wewnątrzpaństwowych. Jak na razie dane wskazują słuszność tej decyzji. Niemniej jednak pełnia kryzysu wraz z jej skutkami, ukaże się dopiero po czasie, tym bardziej że, biorąc pod uwagę obecny wzrost zakażeń, a także czekającą nas jesień, prawdopodobnie nastąpi ponowne zamykanie granic państwowych i zmrażanie gospodarek. Jeśli Angela Merkel do tego czasu znajdzie sposób na wzmocnienie i uaktywnienie UE, poprzez którą będzie mogła, mimo światowej kwarantanny, realizować swoje cele polityczne, RFN poradzi sobie z kryzysem. Przeszkodą mogą być przerwane łańcuchy dostaw, co dla Niemców jest kluczowe, ale może i na to znajdzie się rozwiązanie…Niemniej jednak przyszłość niemieckiej potęgi zależy od kilku innych czynników. Pierwszym zasadniczym jak się wydaje, będą najbliższe wybory kanclerskie: od tego kto zostanie szefem niemieckiego rządu, jaką będzie miał wizję RFN, jakim będzie strategiem i na ile będzie potrafił utrzymać dominującą pozycję swojego kraju. Istotne też będzie podtrzymanie elementu kontynuacji powojennej koncepcji rozwoju państwa. Druga sprawa to sytuacja międzynarodowa, w tym przede wszystkim europejska. Brexit oraz kryzys wywołany pandemią w sposób wyraźny ukazały ewidentną słabość UE jako przywódcy politycznego. Państwa narodowe zmuszone zostały do indywidualnej walki z wirusem i pojawiającą się recesją gospodarczą. Może to doprowadzić, o czym już w marcu mówił włoski polityk i były premier Mateo Salvini, do rozpadu UE, a tym samym do odwrót od idei integracyjnej i powrotu do koncepcji Europy Ojczyzn. W konsekwencji oznaczałoby to ucięcie wpływów, jakie do tej pory miała i jakie wypracowała sobie polityką Angeli Merkel RFN, a jej potęga nie znajdując ujścia na zewnątrz doprowadziłaby do jej upadku. Koszty bowiem utrzymania dotychczasowej potęgi byłyby już wtedy nie do udźwignięcia, zwłaszcza, że Niemcy jako najwięksi płatnicy netto UE, będą musieli przejąć część brytyjskich składek unijnego budżetu [Flejterski, Jodkowska 2017: 237]. Już teraz nakłady finansowe RFN na soft power drastycznie wzrastają, co nie ma odzwierciedlenia w rankingach mocy państw świata. RFN udaje się jedynie utrzymać lub czasowo poprawić własną pozycję. Obawy naszych zachodnich sąsiadów w tym zakresie widoczne są już dzisiaj: „Strach Niemiec przed zbyt samodzielnymi, wyemancypowanymi krajami tej części Europy demonstrowany jest tupaniem i grożeniem. Łącznie z wykorzystaniem wpływów w strukturach Unii Europejskiej i szantażem odebrania niepokornym subwencji” [Tokarz 2016]. Przykładem tego są chociażby Polska i Węgry. UE leży zatem w żywotnym interesie RFN i jest ona w stanie zrobić wiele, by nie dopuścić do jej rozpadu. Będzie starała się modyfikować ją a nawet wspierać jej słabości według własnej koncepcji, być może będzie również pilnowała, by „uczeń nie przerósł mistrza” i by UE nie wymknęła jej się spod kontroli. Zbyt silna, zbyt samodzielna i autonomiczna Unia bowiem, zagroziłaby Niemcom i ograniczyła jej przestrzeń wpływów. Na chwilę obecną bowiem, Niemcy jako mocarstwo regionalne, nie dorównując potęgom światowym (USA, Rosji czy Chinom), zmuszone są pielęgnować swoją pozycję w Europie, choć swoimi wpływami zaczynają obejmować już kolejne obszary. Obecnie ich rozwijającym się priorytetem i punktem docelowym polityki budowania kanałów komunikacyjnych i sieci wpływów staje się Syria (wraz z okolicznym regionem) [Auswärtiges Amt 2019], a także Afryka. Widać to zwłaszcza w dokumentach rządowych oraz w priorytetach i celach federalnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych [Bundesregierung 2019], choć Angela Merkel nie zdoła już raczej rozwinąć tej części polityki. Jest to zadanie dla przyszłego kanclerza, o ile dostrzeże potencjał, będzie chciał i potrafił wzmacniać Niemcy w tej części świata. A być może będzie on miał też zupełnie inny, nowy pomysł na miejsce i rolę niemieckiej potęgi na świecie. Co zatem stanie się z Niemcami? Czy dadzą radę? Czy UE nie zacznie im się „wymykać” pod wpływem wzrostu znaczenia państw narodowych? Gdzie skumulują swoją potęgę? Na chwilę obecną nie mając innego pomysłu, będą zacięcie walczyć o Europę, jak o swoje terytorium. Terytorium, które jest gwarantem ich siły i „zaporą” przed eksplozją nieukierunkowanej potęgi.Może się też zdarzyć, w perspektywie długoterminowej, czego Niemcy wydają się w ogóle nie dostrzegać, iż ich potęga zostanie im po prostu „skradziona”. Jeden z filarów, na którym próbowali budować swoją pozycję w Europie i na świecie, a mianowicie potencjał ludnościowy, w tym nieodzowny jej element jakim była „polityka otwartych drzwi” i mechaniczne podnoszenie demografii przez Angelę Merkel, sprawiła, iż już dzisiaj co czwarty mieszkaniec tego kraju ma korzenie migracyjne i liczba ta nieustannie wzrasta [Statista 2019c]. Jeśli ludność napływowa wraz z jej kulturą, obyczajami i wartościami zdominuje rdzenną, niemiecką społeczność, należy oczekiwać, iż również polityka nie będzie proniemiecka, a migranci „skonsumują” zgromadzone bogactwo, zwłaszcza, że większość z nich żyje z zasiłków i nic do wspólnego „skarbca” na razie nie dokłada [Gabiś 2011].BibliografiaAuswärtiges Amt (2014), 17. Bericht der Bundesregierung Auswärtige Kultur- und Bildungspolitik, Berlin.Auswärtiges Amt (2019), Was Wir Tun, 22. Bericht Der Bundesregierung zur Auswärtigen Kultur- Und Bildungspolitik für Das Jahr 2018, Berlin.Bahr E. (1992), Für Willy Brandt, „Sicherheit Und Frieden, (S F) / Security And Peace”, nr 10 (3), s.122-124, [online:] www.jstor.org/stable/24230191, [dostęp: 08.06.2020].Białogórski R., Kiczma Ł., Sułek M. (2018), Potęga państw 2018. Międzynarodowy układ sił w procesie zmian. Raport potęgometryczny, Warszawa.Bildungspolitik, „Aus Politik & Kultur“ nr 16, Deutscher Kulturrat e.V., Berlin.Brzezińska M. M. (2019), Zwykły gracz, czy ukryty hegemon? Przywództwo międzynarodowe i potęga RFN w Unii Europejskiej, „Społeczeństwo I Polityka” nr 3 (60), 145-162, doi.org/10.34765/sp.0319.a08.Brzezińska M. M. (2020), Helmut Kohl. Przywódca polityczny, Warszawa.Bundeskanzler Brandt W. (1973), Zum Tag der Vereinten Nationen, „Vereinte Nationen: German Review On The United Nations”, nr 21(5), s. 149-149. doi:10.2307/45229260.Bundesministeriums für Wirtschaft und Energie (2020), Wirtschaftliche Entwicklung und Konjunktur, [online:] https://www.bmwi.de/Redaktion/DE/Dossier/wirtschaftliche-entwicklung.html [dostęp: 21.06.2020].Bundesregierung (2019), Eine vertiefte Partnerschaft mit Afrika. Fortschreibung und Weiterentwicklung der Afrikapolitischen Leitlinien der Bundesregierung, Auswärtiges Amt (Hrsg.).Cziomer E. (2016), Wybrane implikacje wzrostu międzynarodowej roli Niemiec dla współpracy z Rosją i Polską w dobie globalizacji i kryzysów Unii Europejskiej w XXI wieku, „Rocznik Integracji Europejskiej”, nr 10, DOI: 10.14746/rie.2016.10.6.Deutsche Welle (2020), Merkel und Macron: Aufbauprogramm für Europa, 18 maja 2020, [online:] https://www.dw.com/de/merkel-und-macron-aufbauprogramm-f%C3%BCr-europa/av-53489941 [dostęp: 19.06.2020].Deutscher Bundestag (2007), Zur Europaidee und Europapolitik Konrad Adenauers, Wissenschaftliche Dienste Dokumentation, WD 1 - 3000 - 006/17, [online:] https://www.bundestag.de/resource/blob/535378/4984bc5381a861467660a3e8cfcdbf45/WD-1-006-17-pdf-data.pdf [dostęp: 28.05.2020].Deutscher Bundestag (2019), Das Konzept der „Formierten Gesellschaft” nach Ludwig Erhard, Wissenschaftliche Dienste, WD 1 - 3000 - 016/19, [online:] https://www.bundestag.de/resource/blob/666920/2386572122a1e0a76f74191bac16107a/WD-1-016-19-pdf-data.pdf [dostęp: 29.05.2020].Die Bundeskanzlerin (2020), Economic stimulus package. „An ambitious programme”, [online:] https://www.bundeskanzlerin.de/bkin-de/aktuelles/konjunkturpaket-1757640 [dostęp: 21.06.2020].Flejterski S., Jodkowska L. (2017), Pozycja Niemiec w wielobiegunowym świecie gospodarki i finansów, „Studia i Prace WNEIZ US” nr 49/2, s. 233-245, DOI: 10.18276/sip.2017.49/2-18.Gabiś T. (2011), Przegląd Niemiecki (XV), [online:] http://www.portal.arcana.pl/Tomasz-gabis-przeglad-niemiecki-xv,1588.html [dostęp: 21.06.2020].Gabriel S. (2015/16), Wir müssen sein Vermächtnis weiter tragen, „Vorwärts” nr 12/2015-01/2016, s. 4-5.Grütters M. (2020), Bundeskabinett beschließt Milliardenhilfe für Kultur - Kulturstaatsministerin Grütters: „Wir setzen auf Aufbruch und Neuanfang”, Pressemitteilung 212, 17. czerwca 2020, Presse- und Informationsamt der Bundesregierung (BPA).Hidden Champions: Viele Mittelständler sind Weltmarktführer in ihrer Nische, „Markt und Mittelstand. Das Wachstumsmagazin” marzec 2019, [online:] https://www.marktundmittelstand.de/zukunftsmaerkte/hidden-champions-hunderte-mittelstaendler-sind-weltmarktfuehrer-1281751/ [dostęp: 23.06.2020].ifo Institut Shaping the Economic Debate (2020a), Im Mai waren 7,3 Millionen Beschäftigte in Kurzarbeit, Pressemitteilung - 02 czerwca 2020, [online:] https://www.destatis.de/DE/Presse/Pressemitteilungen/2020/05/PD20_178_61.html [dostęp: 20.06.2020].ifo Institut Shaping the Economic Debate (2020b), Coronavirus, [online:] https://www.ifo.de/themen/coronavirus [dostęp 20.06.2020].Jodkowska L. (2018), Znaczenie nieznanych liderów (Hidden Champions) dla gospodarki niemieckiej i możliwości ich wspierania w Polsce, „Ekonomiczne Problemy Usług” nr 3/2018 (132), s. 69-81, DOI: 10.18276/epu.2018.132-06.Kanzleramt, Bundeskanzler seit 1949, [online:] https://www.bundeskanzlerin.de/bkin-de/kanzleramt/bundeskanzler-seit-1949 [dostęp: 07.06.2020].Kohl H. (2014), Aus Sorge um Europa. Ein Appell, München.Koszel B. (2018), Rola Niemiec w procesach decyzyjnych Unii Europejskiej XXI wieku, Poznań.Krockow von Graf Ch. (1997), Niemcy. Ostatnie sto lat, Konpacki A. (tłum.), Warszawa.Kronenberg V. (2009), Grundzüge deutscher Außenpolitik 1949-1990, „Informationen zur Politischen Bildung”, nr 304, s. 14-32.Kwiatkowska-Drożdż A. (2012), Mocarstwo pragmatyczne, „Nowa Europa” 1 (12), s. 155-167.Merkel A. (2015), Regierungserklärung von Bundeskanzlerin Dr. Angela Merkel zum Europäischen Rat am 17./18, „Bulletin der Bundesregierung” nr 165-1.Merkel A. (2020a), Kanzlerin Merkel zum Konjunkturpaket: Mutige Schritte aus der Krise, Pressemitteilung 198, 6 czerwca 2020, Presse- und Informationsamt der Bundesregierung (BPA).Miecznikowska J. (2007), Chadecja niemiecka wobec integracji europejskiej w latach 1949-1998, Warszawa.Nye J.S. Jr. (2004), Soft Power. The means to success in world politics, Cambridge.Rau K. (2018), Das sind Deutschlands geheime Weltmarktführer, „WirtschaftsWoche“ 25. stycznia 2018, [online:] https://www.wiwo.de/unternehmen/mittelstand/hannovermesse/hidden-champions-das-sind-deutschlands-geheime-weltmarktfuehrer/20883700.html [dostęp: 23.06.2020].Schwarz P.-H. (1979), Adenauer und Europa, „Vierteljahreshefte Für Zeitgeschichte”, nr 27, z. 4, s. 471-523.Statista (2019a), Entwicklung der Gesamtbevölkerung Deutschlands von 1871 bis 2018, [online:] https://de.statista.com/statistik/daten/studie/1358/umfrage/entwicklung-der-gesamtbevoelkerung-deutschlands/ [dostęp: 17.06.2020].Statista (2019b), Statistiken zur Einwohnerzahl in Deutschland, [online:] https://de.statista.com/themen/20/einwohnerzahl/ [dostęp: 17.06.2020].Statista (2019c), Migration. Jeder Vierte in Deutschland hat einen Migrationshintergrund, [online:] https://de.statista.com/infografik/14967/anteil-der-menschen-mit-migrationshintergrund-in-deutschland/ [dostęp: 21.06.2020].Statista (2019d), Kleine und mittlere Unternehmen (KMU) in Deutschland, [online:] https://de.statista.com/themen/4137/kleine-und-mittlere-unternehmen-kmu-in-deutschland/ [dostep: 23.06.2020].Statista (2020a), Bruttoinlandsprodukt (BIP) in Deutschland von 1991 bis 2019, [online:] https://de.statista.com/statistik/daten/studie/1251/umfrage/entwicklung-des-bruttoinlandsprodukts-seit-dem-jahr-1991/ [dostęp: 14.06.2020].Statista (2020b), Die 20 größten Exportländer weltweit im Jahr 2019, [online:] https://de.statista.com/statistik/daten/studie/37013/umfrage/ranking-der-top-20-exportlaender-weltweit/ [dostęp: 14.06.2020].Statista (2020c), Arbeitslosenquote in Deutschland - Jahresdurchschnittswerte bis 2020, [online:] https://de.statista.com/statistik/daten/studie/1224/umfrage/arbeitslosenquote-in-deutschland-seit-1995/ [dostęp: 16.06.2020].Statista (2020d), Aktuelle Arbeitslosenquote in Deutschland bis Mai 2020, Arbeitslosenquote in Deutschland von Mai 2019 bis Mai 2020, [online:] https://de.statista.com/statistik/daten/studie/1239/umfrage/aktuelle-arbeitslosenquote-in-deutschland-monatsdurchschnittswerte/ [dostęp: 20.06.2020].Statista (2020e), Veränderung des Bruttoinlandsprodukts (BIP) in Deutschland gegenüber dem Vorquartal (preis-, saison- und kalenderbereinigt) vom 1. Quartal 2016 bis zum 1. Quartal 2020, [online:] https://de.statista.com/statistik/daten/studie/2284/umfrage/veraenderung-des-bruttoinlandsprodukts-der-deutschen-wirtschaft/ [dostep: 20.06.2020].Statista (2020f), Entwicklung des KfW-ifo-Mittelstandsbarometer im Bereich Geschäftsklima von Dezember 2019 bis Mai 2020, [online:] https://de.statista.com/statistik/daten/studie/38213/umfrage/entwicklung-des-kfw-ifo-mittelstandsbarometer/ [dostęp: 23.06.2020].Statistisches Bundesamt (2020a), Staat erzielt 2019 Überschuss von 49,8 Milliarden Euro, Pressemitteilung nr. 057, 25. lutego 2020, [online:] https://www.destatis.de/DE/Presse/Pressemitteilungen/2020/02/PD20_057_813.html [dostęp: 14.06.2020].Statistisches Bundesamt (2020b), Vergleich Corona- und Finanzmarktkrise, [online:] https://www.destatis.de/DE/Themen/Querschnitt/Corona/krisenmonitor.html [dostep: 20.06.2020].Statistisches Bundesamt (2020c), Wirtschaftliche Auswirkungen Statistiken mit Bezug zu COVID-19, [online:] destatistis.de [ dostęp: 20.06.2020}.Struck P. (2004), Einsatzgebiet für die Bundeswehr ist die ganze Welt. Rede von Bundesverteidigungsminister Peter Struck zur Konzeption und Weiterentwicklung der Bundeswehr vom 13. Januar 2004 (Wortlaut), „Blätter Für Die Deutsche Und Internationale Politik”, nr 3 (04).The Soft Power 30, Germany, [online:] https://softpower30.com/country/germany/ [dostęp: 14.06.2020].Tokarz K. (2016), Berlin obawia się „wyemancypowanej” Polski?, „Stosunki Międzynarodowe” 14 lutego 2016, [online:] http://stosunki.pl/?q=content/berlin-obawia-si%C4%99-%E2%80%9Ewyemancypowanej%E2%80%9D-polski [dostęp: 16.06.2016].U.S.News, Overview of Germany, [online:] https://www.usnews.com/news/best-countries/germany [dostęp: 14.06.2020].Utermöhl K. (2020), Niemcy: dramatyczny spadek PKB w I kw. to wierzchołek góry lodowej, Euler Hermes 18 maja 2020, [online:] https://www.eulerhermes.com/content/dam/onemarketing/ehndbx/eulerhermes_com/pl_PL/dokumenty/centrum-prasowe/wiadomosci/20200518-dramatyczny-spadek-pkb-niemiec.pdf [dostęp 21.06.2020].Vogel H.-J. (2015/16), Staatsmann, aber auch Sozialdemokrat, „Vorwärts” nr 12/2015-01/2016, s. 6.Wojciuk A. (2010), Dylemat potęgi. Praktyczna teoria stosunków międzynarodowych, Warszawa.Yang-Spooner Taha Ahmed J. (2020), fDi Intelligence 20 marca, US tops global soft power ranking, [online:] https://www.fdiintelligence.com/article/77019 [dostęp: 19.06.2020],Zięba R. (2005), Uwarunkowania polityki zagranicznej państwa, [w:] R. Zięba (red.), Wstęp do teorii polityki zagranicznej państwa, Toruń.Zimmermann O., Geiβler T. (2018), Die dritte Säule: Beiträge zur Aus wärtigen Kultur- und Bildungspolitik, „Aus Politik & Kultur” nr 16, Berlin.[1] Wszelkie tłumaczenia tekstu, są tłumaczeniami własnymi Autorki.

COVID-19 w Australii i konsekwencje epidemii dla sytuacji polityczno-prawnej

Australia, choć jest wyspą położoną w znacznym oddaleniu od lądu stałego, a zatem i innych państw, nie zdołała uniknąć fali zachorowań na COVID-19.25 stycznia br. pierwszy przypadek odnotowały władze stanu Wiktoria – osobą chorą okazał się mężczyzna, który przyleciał do Melbourne z chińskiego miasta Wuhan nieco wcześniej, 19 stycznia. Władze zareagowały, wdrażając specjalne procedury. Departament Spraw Zagranicznych i Handlu (czyli odpowiednik Ministerstwa Spraw Zagranicznych) ostrzegł obywateli przed podróżą do Wuhan i prowincji Hubei, wprowadzono także kontrolę sanitarną na granicach. Mimo podjętych środków nastąpił przyrost zachorowań i 20 marca władze podjęły decyzję o zamknięciu granic Australii. Podobnie jak w innych państwach wprowadzono zasadę dystansowania społecznego (od 21 marca) oraz zamknięto te formy działalności gospodarczej, które nie są niezbędne dla funkcjonowania społeczeństwa. Liczba zakażeń początkowo wzrastała bardzo szybko, następnie ustabilizowała się na poziomie około 350 przypadków dziennie (około 22 marca), by na początku kwietnia zacząć spadać. Na koniec kwietnia było to już około 20 zachorowań dziennie. W momencie przygotowywania tego tekstu w Australii odnotowano łącznie 7036 przypadków, 98 osób zmarło, natomiast 6362 wyzdrowiało; dzienna liczba zakażeń to 20 przypadków (stan na 16 maja)[1]. Przy łącznej liczbie ludności, wynoszącej niespełna 25,5 mln mieszkańców daje to zatem przeszło 90% ozdrowieńców i zaledwie 0,02% zakażeń. Można zatem stwierdzić, że Australia poradziła sobie z epidemią i jest na dobrej drodze do jej wygaszenia, jakkolwiek epidemia spowodowała różne następstwa dla sytuacji polityczno-prawnej w państwie.KomentarzWładze Australii dysponują przyjętą w 2015 r. ustawą o bezpieczeństwie biologicznym (Biosecurity Act 2015), która umożliwiła szybkie i sprawne działania po wykryciu już pierwszego przypadku choroby. Akt ten zastąpił poprzednią ustawę o kwarantannie, pochodzącą jeszcze z 1908 r. Ustawa o bezpieczeństwie biologicznym m.in. definiuje pojęcie choroby, która oznacza „a) oznaki lub objawy choroby lub zakażenia spowodowanego przez czynnik chorobowy; lub (b) zbiór objawów (…), który jest klinicznie zdefiniowany, dla którego czynnik przyczynowy jest nieznany; lub (c) czynnik chorobowy, który może powodować, bezpośrednio lub pośrednio, chorobę lub infekcję”[2].Co istotne, po odnotowaniu pierwszego przypadku zakażenia chorobą, wywoływaną przez koronawirusa,COVID-19 wpisano na listę ludzkich chorób zakaźnych, posiłkując się wspomnianą ustawą o bezpieczeństwie biologicznym. Krok ten umożliwił władzom zaostrzenie reżimu na granicach już od momentu wykrycia pierwszego zachorowania w styczniu, a zagrożenie epidemiczne stało się testem na funkcjonowanie ustawy.Decyzja o zamknięciu granic wpłynęła m.in. na sytuację zagranicznych studentów w Australii. W ostatnich latach państwo to zyskało markę „mocarstwa edukacyjnego”, Właśnie tam przyjeżdżało studiować liczne grono osób z całego świata, w tym z Azji. Kryzys, wywołany przez COVID-19 spowodował, że znaczna część studentów wyjechała, a ci którzy zostali znaleźli się w trudnej sytuacji materialnej. Władze stanu Wiktoria zareagowały, oferując wsparcie zagranicznym studentom w wysokości 45 mln dolarów australijskich (tj. ok. 121500000 mln zł). Jednak rząd Australii przyjął odmienne podejście – premier Scott Morrison oświadczył, że zagraniczni studenci, którzy nie są w stanie się utrzymać mogą wrócić do swoich krajów. Widać tu zatem rozdźwięk między władzami Australii i stanowymi, będący następstwem wybuchu epidemii.Wybuch epidemii wpłynął na złożone stosunki Australii z Chinami. Już w kwietniu Australia zażądała od Chin transparentności w proponowanym międzynarodowym dochodzeniu w sprawie pochodzenia i rozprzestrzeniania się COVID-19. CHRL zrewanżował się za ten krok, zakazując w maju importu mięsa pochodzącego od czterech głównych dostawców z Australii. Chiny nałożyły także cło w wysokości 80% na australijski jęczmień. Australia może dotkliwie odczuć decyzję władz Chin, które są odbiorcą australijskich towarów. Czas pokaże, jak dalej potoczą się wzajemne relacje obu państw w sferze gospodarczej.[1] Dane za: Department of Health, Coronavirus COVID-19 current situation and case numbers, 16.05.2020, https://www.health.gov.au/news/health-alerts/novel-coronavirus-2019-ncov-health-alert/coronavirus-covid-19-current-situation-and-case-numbers (dostęp: 17.05.2020).[2] Tekst ustawy: Biosecurity Act 2015, https://www.legislation.gov.au/Details/C2019C00097 (dostęp: 17.05.2020).dr hab. Karina Paulina MarczukKatedra Dyplomacji i Instytucji MiędzynarodowychWydział Nauk Politycznych i Studiów MiędzynarodowychUniwersytet WarszawskiE-mail: k.marczuk@uw.edu.plORCID ID: 0000-0003-1870-7728

Demokratyczna Republika Konga: zmiany ustrojowe, prezydentura i wolne wybory

Demokratyczna Republika Konga (DRK) jest ogromnym krajem zamieszkanym przez ponad 85 milionów mieszkańców. Jego powierzchnia jest sześciokrotnie większa niż Niemcy, co jest równe ponad połowie terytorium, które obejmuje Unia Europejska. Współcześnie DRK znajduje się na skraju ubóstwa ze względu na słabość rządu, napięcia społeczne oraz sytuację sanitarno-epidemiologiczną. Ponad to widoczny jest brak ciągłości w działaniach instytucji rządowych, orazupadają wszelkie firmy zagraniczne.Po uzyskaniu niepodległości od Belgii 30 czerwca 1960 roku, pierwszym prezydentem DRK został Joseph Kasa-Vubu (kadencja: 1960–1965 Kolejną głową państwa był protegowany Belgii i USA, Mobutu Sese Seko (właśc. Joseph-Désiré Mobutu), którzy rządził w latach 1965–1997. W swojej polityce dążył do nacjonalizacji kraju. W tym czasiepaństwo to nazywało się Zair, a nazwę stolicy zmieniono z Leopoldville na Kinszasa. Kolejnym prezydentem był Laurent-Désiré Kabila (w latach 1997–2001), który został zamordowany podczas próby dokonania zamachu stanu. Następnie władzę w kraju przejął jego syn Joseph Kabila Kabange. Rządził od 17 stycznia 2001 roku do 24 stycznia 2019 roku – dwie pięcioletnie kadencje,zgodne z konstytucją kongijską. Ostatnia kadencja Kabili została przedłużona o dwa lata do czasu organizacji wyborów 30 grudnia 2018 roku, co oznacza, że był u władzy18 lat. Powszechnie uznaje się, że była to pierwsza pokojowa zmiana władzy od czasu uzyskania niepodległości, a niespodziewany wybór nowego prezydenta wywodzącego się z opozycji odzwierciedla jednak o wiele bardziej złożony proces wyborczy. Wiele elementów wskazuje na to, że mimo iż Joseph Kabila nie jest już przywódcą kraju, nadal w dużej mierze ma władzę.Przede wszystkim należy wskazać na działania, która rzucają cień na prezydenturę J. Kabili. W 2015 roku pojawiły się napięcia przed wyborami prezydenckimi, które miały się odbyć w 2016 roku i umożliwić przedłużenie jego mandatu. Kongijska komisja wyborcza wskazała, że potrzebuje dodatkowego czasu na zarejestrowanie wyborców, dlatego niemogły się one odbyć nie wcześniej niż w lipcu 2017 roku. Spowodowało to wybuch protestów w całym kraju oraz starcia demonstrantów z policją. W związku z tym kryzysem politycznym w niektórych prowincjach (m.in. Kasai Środkowym, Tanganice, Ubangi Południowym, Ituri, Kongo Środkowym) doszło do powstań i starć między grupami zwolenników. 11 października 2017 roku przewodniczący Niezależnej Narodowej Komisji Wyborczej (Commission électorale nationale indépendante – CENI), Corneille Nangaa ogłosił, że wybory prezydenckie nie odbędą się ze względu na inne głosowania w nachodzącym okresie, wybuch epidemii Eboli oraz konflikty zbrojne w różnych częściach kraju. To kolejne ich odroczenie wywołało oburzenie opozycji, a także wielu organizacji pozarządowych. Jednakże pozwoliło to na kolejne? przedłużenie mandatu Kabili aż do początku 2019 roku.Ostatecznie wybory odbyły się 30 grudnia 2018 roku, a 24 stycznia 2019 roku, nowy prezydent Félix Tshisekedi został zaprzysiężony w Pałacu Narodu w Kinszasie. Należy jednak podkreślić, że jeszcze przed zaprzysiężeniem został on zobowiązany, do zawarcia sojuszu z J. Kabilą, który w zamian za ustąpienie z fotela prezydenckiego został senatorem dożywotnim – sénateur à vie[1], zachowując wpływ na władzę w kraju. Pojawiły się głosy, że dzięki temu porozumieniu władzy został pozbawiony kandydat Martin Fayulu.Kościół katolicki, który obserwował wybory, zwrócił uwagę, że oficjalne wyniki nie odpowiadają informacjom zebranym przez jego przedstawicieli. Wyniki zakwestionował również minister spraw zagranicznych Francji Jean-Yves Le Drian. Według niego to Martin Fayulu zwyciężył. Francja, podobnie jak Unia Europejska oraz Stany Zjednoczone, nie wysłała do DRK obserwatorów wyborów na miejscu. Le Drian czerpał informacje z raportu z Conférence épiscopale nationale du Congo (CENCO), która według danychwysłała do lokali wyborczych 39824 obserwatorów. Ich ocena miała dotyczyć 43% oddanych głosów. Do sytuacji odniósł się również ambasador Francji przy ONZ, podkreślając, że Unia Afrykańska powinna zadbać o to, aby wszelkie kwestionowanie wyników zostało wyjaśnione w pokojowych rozmowach. Mimo tego, że Fayulu ogłosił publicznie swoje zwycięstwo i próbował dokonać puczu wyborczego poprzez wezwanie do protestów w największych miastach, ostatecznie protest się nie rozwinął i Tshisekedi się utrzymał. Co ważne, wyniki, którymi dysponowało CENCO przedostały się do opinii publicznej. Zgodnie z nimi Fayulu wygrał, uzyskawszy 59% głosów. Należy jednak podkreślić ich sprzeczność z tymi opublikowanymi przez komisję wyborczą 10 stycznia 2019 roku, bowiem wynika z nich zwycięstwo Tshisekediego, który otrzymał 38,57% głosów. Fayulu miał zdobyć 34,8% głosów. Poszkodowany kandydat zgłosił do Sądu Konstytucyjnego skargę o sfałszowaniu wyborów, ale została ona odrzucona.Wyk. 1. Prezydenci Demokratycznej Republiki Konga (od 1960 roku)KOLEJNOŚĆPREZYDENTCZAS URZĘDOWANIA1Joseph Kasa-Vubu5 lat i 146 dni2Mobutu Sese Seko25 lat 337 dni3Laurent-Désiré Kabila3 lata 244 dni4Joseph Kabila17 lat 363 dni5Félix Tshisekediod 24.01.2019 r.źródło: opracowanie własneRada Bezpieczeństwa ONZ oświadczyła, że istnieją jedynie dwie możliwości rozwiązania sytuacji: zaakceptowanie wyników CENI i uznanie nowego prezydenta lub przyjęcie wniosku CENCO i anulowanie wyborów. Odwołanie wyborów oznaczałoby kontynuację rządów Kabili. Szefowa Misji Stabilizacyjnej Organizacji Narodów Zjednoczonych w DRK, Leila Zerrougui, po rozmowach z przedstawicielami CENCO oraz CENI, zaproponowała, aby wybory odbyły się ponownie za dwa lata. Podczas zebrania Rady Bezpieczeństwa ONZ Rosja, Chiny i Republika Południowej Afryki ostrzegły przed zagrożeniem wynikającym z odwołania wyborów, gdyż byłoby to według nich osłabienie pierwszego pokojowego wyboru władzy w DRK od sześćdziesięciu lat. Ostatecznie również Francja przyjęła i zaakceptowała wynik, ogłaszając, że należy utrzymać konsensus narodowy w celu utrzymania pokoju. Tym samym Fayulu poległ w grze dyplomatycznej, nie mogąc liczyć ani na Kościół Katolicki ani na Sąd Konstytucyjny.W ciągu ostatnich dwóch dekad społeczność międzynarodowa zainwestowała w DRK wiele miliardów dolarów, aby spróbować ustabilizować sytuację w państwie oraz skierować republikę w stronę demokratycznej, sprawiedliwej i dostatniej przyszłości. Poprzez niejasny wybór nowego prezydenta całe zaangażowanie w poprawę warunków zostało zagrożone.Obecny prezydent wskazuje na potrzebę współpracy międzynarodowej. Zależy mu także na kontynuowaniu misji MONUSCO (Misja Stabilizacyjna Organizacji Narodów Zjednoczonych w Demokratycznej Republice Konga), która rozpoczęła się 3 września 1999 roku. To dzięki współpracy z ONZ udaje się powstrzymać działania podejmowane na terytorium kraju przez grupę terrorystyczną Sojusz Sił Demokratycznych (Allied Democratic Forces – ADF). Ponadto Tshisekedi utrzymuje, że zależy mu na zaangażowaniu się w politykę rozwoju kraju oraz podtrzymanie dialogu z Rwandą i Ugandą.[1] Konstytucja Demokratycznej Republiki Konga z 2006 roku zapewnia byłym prezydentom Republiki dożywotnie członkostwo w Senacie. J. Kaliba został pierwszym w historii DRK „sénateur à vie”, po tym jak był prezydentem w latach 2001–2019.