Logo Thing main logo

Ostatnie wpisy

Wywiad

Droga Ugandy do pokoju, stabilności i demokracji - wywiad z dr Anną Masłoń-Oracz

30.05.2021

Droga do wolnej i stabilnej Ugandy jest nadal usłana cierniami. Aby zapewnić stabilny i trwały pokój należy zacząć od stabilizacji na poziomie gospodarczym. Żeby tak się stało, urzędnicy państwowi, w tym ministrowie i parlamentarzyści, muszą być wreszcie odpowiedzialni przed własnym narodem, a zatem swoimi wyborcami. Wszak Uganda to oficjalnie państwo demokratyczne, gdzie suwerenem jest naród, a nie prezydent Yoweri Museveni, który od 1986r., tj. zamachu stanu, sprawuje tenże urząd. Tylko poprzez realne reformy na poziomie instytucjonalnym, ale także kadrowym, można powstrzymać akceptowaną korupcję i powszechne na każdym szczeblu łapówki, które w ciągu ostatnich 15 lat opiewały na kwoty miliardy dolarów, a powinny zostać przeznaczone na rozwój społeczno-ekonomiczny Ugandyjczyków. Podobnie zjawisko militaryzmu, jakże charakterystyczne dla rozwijających się państw Afryki, nie tylko subsaharyjskiej, zdominowało myślenie partii rządzącej, a armii zapewniło przeznaczenie dużych środków państwowych z budżetu na wymyślone potrzeby i premie dla generałów. Oszacowano, iż wypłaty na ten cel sięgają aż 60 procent całkowitego budżetu Ugandy[1].O rozmowę na temat tego państwa i jego drogi do pokoju, stabilności i demokracji poprosiłam dr Annę Masłoń-Oracz, pracującą jako adiunkt w Instytucie Zarzadzania, Kolegium Zarządzania i Finansów Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Specjalizuje się ona w tematyce polityki gospodarczej i ekonomii rozwoju państw Afryki Subsaharyjskiej. Ponadto do jej obszarów zainteresowań badawczych należy integracja regionalna oraz Smart Specialisation Afryki. Odbyła liczne wyjazdy studyjne do Ugandy, Rwandy, Zambii, Burundi, Tanzanii i Kenii.JS: Pani Doktor, zanim zaczniemy poproszę o kilka słów wstępu, jako że znamy się już kilka lat i doskonale pamiętam z jakim błyskiem w oczach opowiada Pani o Afryce. Skąd się wzięła ta fascynacja?AMO: Zaczęło się od pracy wolontariuszki w Polskiej Akcji Humanitarnej, gdzie uczyłam uchodźców z Afryki języka polskiego, a także kultury polskiej w latach 90. XX w. Potem była współpraca akademicka oraz działalność w ramach fundacji zajmujących się projektami w Afryce. Mogę także z dumą przyznać, iż doradzałam Ministrowi Gospodarki Rwandy. Byłam w wielu państwach afrykańskich, a moja fascynacja trwa nieprzerwanie od ponad 20 lat. Obecnie pracuję na SGH jako Kierownik, główny wykonawca i koordynator projektu „Jean Monnet Module on the European Union and the Contemporary Sub-Saharan Africa – an Interdisciplinary Approach – Smart Specialisation – EU Africa/AFROEU”.JS: Ma Pani za sobą 10 lat studiów oraz 17 lat doświadczenia zawodowego, w tym w środowiskach pozaeuropejskich. Do tego ponad 100 wystąpień i prelekcji na konferencjach zarówno polskich jak i międzynarodowych, oraz publikacje w uznanych czasopismach oraz rozdziały w monografiach.AOM: Zgadza się. Od szeregu lat związana jestem z rynkiem funduszy pomocowych UE oraz inwestycyjnych, w których to sektorach, jako ekonomista z wykształcenia, realizowałam projekty. Mogę dodać, że pełnię także funkcję wiceprzewodniczącej Zarządu Polish European Community Studies Associaton.Nie możemy mówić o Ugandzie bez analizowania jest znaczenia w regionalnym ugrupowaniu, które rok rocznie rośnie w siłę, tj. Wspólnocie Wschodnioafrykańskiej. To właśnie wschodnia Afryka uważana jest za perłę inwestycyjną dla przedsiębiorców zainteresowanych tym kontynentem. Subregion ten jest atrakcyjny dzięki względnej stabilności politycznej, sprzyjającej kulturze biznesowej, szybkiemu wzrostowi populacji oraz korzystnej lokalizacji geograficznej. Oprócz Ugandy, do Wspólnoty Wschodnioafrykańskiej (East African Community, EAC) należą Burundi, Kenia, Rwanda, Sudan Południowy i Tanzania. Dla lepszego zrozumienia, jak istotna na kontynencie oraz w przestrzeni międzynarodowych stosunków gospodarczych jest tak inicjatywa, posłużę się zobrazowaniem jej zasięgu. Otóż, obszar EAC, tj. jej członków, rozciągająca się na powierzchni ponad 2,5 mln km², a zamieszkuje go ok. 185 milionów ludzi. Oznacza to, iż gdyby Federacja złączyła się w jedno państwo, jej populacja byłaby druga co do liczebności w Afryce i 8 na świecie, a także największa powierzchniowo i odpowiednio 10 na świecie. Uganda, podobnie, jak każdy kraj w Afryce Subsaharyjskiej prowadzi osobną politykę gospodarczą, co jest zrozumiałe patrząc na relatywnie świeże wspomnienia czasów kolonialnych, gdzie dopiero w 1962r. państwo to wyzwoliło się spod rządów Wielkiej Brytanii. JS: Sama zajmuję się współpracą regionalną na terenie basenu Oceanu Spokojnego. Mnogość i różnorodność sposobów oraz trybów współpracy na Pacyfiku są także ściśle powiązane z historyczną przeszłością kolonialną, jakże trudną do pominięcia. Mikropaństwa Oceanii wolą pozostać w jak największym stopniu niezależne, nie przekazując swoich suwerennych kompetencji organizacjom ponadnarodowym, jak ma to miejsce w Europie. Jak jest w przypadku Wspólnoty Wschodnioafrykańskiej?AMO: Coraz częstszą praktyką jest współpraca na szczeblu regionalnym i tworzenie wspólnoty regionów, które łączą silniejsze więzi gospodarcze. Wynika to z zagranicznych inwestycji, a zatem ogromnych nakładów finansowych płynących z USA, Chin oraz Europy. Oczywiście pozytywnie oddziałuje to na politykę poszczególnych państw afrykańskich, który są przecież państwami rozwijającymi się, zmagającymi się nie tylko z wdrażaniem narzędzi demokracji, ale przede wszystkim podstawowymi potrzebami cywilizacyjnymi, jak opieka zdrowotna, zapewnienie edukacji podstawowej czy bezpieczeństwo żywieniowe. Ważną zachętą dla inwestorów zagranicznych jest łatwa komunikacja językowa w regionie Afryki Subsaharyjskiej. Językiem powszechnie używanym jest angielski w związku z narzuconą kiedyś administracją przez Imperium Brytyjskie. Jednak największą zaletą jest tutaj możliwość rozmowy w lingua franca regionu, czyli suahili. Większość obywateli pięciu krajów EAC komunikuje się bowiem w tym języku. Należy w tym miejscu dodać, iż Uganda, wraz z Kenią i Rwandą, prowadzą wspólną politykę wizową. Wkrótce dołączyć do nich na Tanzania. Uważam, że to krok milowy tego regionu, niejako symbol jego prawdziwej integracji, który przyczynia się do wzrostu zainteresowania ze strony inwestorów. W 2007r. do krajów członkowskich Wspólnoty Wschodnioafrykańskiej dołączyła Rwanda i Burundi, które przystąpiły dwa lata później do Unii Celnej EAC. Prezydenci wszystkich pięciu państw partnerskich w 2012 r. ogłosili nową siedzibę Wspólnoty w Aruszy, w Tanzanii. Kolejnym krokiem w wysokorozwiniętej integracji regionalnej było podpisanie w 2013r. protokołu w sprawie utworzenia Unii Walutowej (East African Monetary Union, EAMU). Na tej podstawie w ciągu 10 lat państwa EAC zgodziły się na realną harmonizację polityki pieniężnej i fiskalnej, a zatem i standaryzację płatności. Stopniowo będą te państwa dążyć do przyjęcia jednej, wspólnej waluty, a w ostatecznym etapie także powołania Banku Centralnego Afryki Wschodniej. W 2016r. nastąpiło najnowsze rozszerzenie organizacji Sudan Południowy.JS: Proszę opisać, jak wygląda pozycja Ugandy na tle swoich państw sąsiedzkich, jeśli chodzi o postęp gospodarczy zważywszy jednak na problemy z rozwojem demokracji.AMO: Uganda stoi przed licznymi wyzwaniami, które mogą wpłynąć na przyszłą stabilność, w tym gwałtownym wzrostem populacji, ograniczeniami w zakresie władzy i infrastruktury, korupcją, niedorozwiniętymi instytucjami demokratycznymi i deficytami w zakresie praw człowieka. A zatem kilka słów o historii demokracji w Ugandzie zanim przejdę do jej roli w EAC. Wielka Brytania aktywnie kolonizowała to państwo już w latach 60. XIX w. poszerzając współpracę o różne umowy handlowe aż do utworzenia Protektoratu Ugandy w 1894r. Co było jednak typowe na brytyjskiego narzucania granic to fakt, że zgrupowana w jednej jednostce państwowej wiele różnych grup etnicznych, które na co dzień ze sobą konkurowały lub po prostu pałały nienawiścią kulturową z pokolenia na pokolenie. Różnice te, czemu trudno się dziwić, przetrwały zarówno czasy kolonialne, uzyskanie niepodległości Ugandy jako „jednolitego” państwa i trwają współcześnie, o czym mogłam się na własne oczy przekonać podczas moich pobytów badawczych. Warto w tym miejscu wskazać na dwie tragedie narodowe: czasy dyktatury „Rzeźnika z Ugandy”, prezydenta Idi Amina w latach 1971-79, a także prezydentura Miltona Obote, który choć doprowadził Ugandę do niepodległości, to jego rządy nacechowane łamaniem praw człowieka, pochłonęły 100 tys. ofiar. Idi Amin z kolei był odpowiedzialny za śmierć 300 tys. przeciwników politycznych.JS: Stąd tytuł naszego wywiadu: „Droga Ugandy do pokoju, stabilności i demokracji”.AMO: Ta droga jest bardzo niestabilna w trzeciej dekadzie XXI w. Choć obecny prezydent Yoweri Museveni sprawuje swoje rządu od 1986r. nie możemy zapominać, iż przejął on je w wyniku krwawego, bynajmniej niedemokratycznego, zamachu stanu. Brał on także udział w wojnach domowych ku obaleniu poprzednich władców Ugandy. Słynny jest on wreszcie z przyjmowania aktywnej, tj. wojennej roli w sąsiedzkich konfliktach zbrojnych, z czego najsłynniejszym są wojny domowe (a raczej permanentny stan wojny domowej po straceniu wpływów przez metropolitalną Belgię) w Kongu.JS: To jednak obecnego prezydenta świat Zachodu stawia jako wzór narodowego i regionalnego lidera, nową generację przywódcy afrykańskiego, który walczy z falą AIDS, przyczynia się do stabilności oraz wzrostu gospodarczego. Chociaż, to on nowelizacją ordynacji wyborczej w grudniu 2017r. zapewnił sobie praktycznie nieskończoną kadencję niwelując próg wieku kandydata na prezydenta.AMO: I tu dochodzimy do dużych pieniędzy, jakimi dysponuje Uganda, ale także państwa Afryki Subsaharyjskiej. We wrześniu 2020r. świat obiegła wiadomość jakoby Uganda i Tanzania miały zbudować pierwszy duży rurociąg naftowy w Afryce Wschodniej. Otóż oba państwa podpisały umowę na budowę rurociągu zaledwie dwa dni po podpisaniu przez rząd w Kampali (stolica Ugandy) umowy z francuskim gigantem naftowym Total. Prezydent Yoweri Museveni i jego tanzański odpowiednik John Magufuli podpisali 13 września umowę, zgodnie z którą oba ich państwa zbudują ropociąg o długości 1445 km, wart 3,5 mld USD.JS: Rurociąg, który będzie pierwszym tego rodzaju w Afryce Wschodniej, połączy bogaty w ropę region Hoima w Ugandzie z Oceanem Indyjskim przez port Tanga w Tanzanii. Widać obopólne korzyści dla sygnatariuszy umowy handlowej. Ok. 80% rurociągu będzie przebiegać przez Tanzanię. Oznacza to, że oczekuje się, że projekt stworzy tysiące miejsc pracy w Tanzanii. Prezydent Magufuli dodał, że kraj ten wykorzysta doświadczenie Ugandy do poszukiwania ropy w kilku swoich regionach. Jednak międzynarodowe organizacje praw człowieka alarmują, że ponad 12 tys. rodzin straci przez wykop ziemi pod rurociąg ziemię uprawną, a przez to i środki do życia. Jeszcze na miesiąc przed podpisaniem kontraktu przedłużono termin przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko i społeczeństwo proponowanej rafinerii w dystrykcie Hoima. Podobnie jak w przypadku umowy dotyczącej rurociągu, projekt rafinerii z trudem się rozpoczął. Musimy tu pamiętać, że złoża zostały wykryte półtorej dekady temu. Ale kluczowy finansista wycofał się z tamtego projektu w 2016r. a Ugandzie samej trudno było przeforsować jego zasadność. Stąd współpraca sąsiedzka przynosi i będzie przynosić wymierne korzyści.JS: W tym miejscu należy dodać, iż poprzednia umowa dotyczyła współpracy bilateralnej z Kenią. Ale wówczas Uganda wybrała alternatywną trasę powołując się na kwestie bezpieczeństwa i kosztów po stronie kenijskiej. Ostatecznie do realizacji projektu nie doszło.AMO: Uganda, jak każde rozsądne państwo kieruje się w swoich działaniach kalkulacją zysków i strat, a ostatecznie zwiększeniem swojej konkurencyjności w regionie i na świecie. Na tle swoich partnerów z Wspólnoty Wschodnioafrykańskiej posiada ona największe, poza Kenią, liczbę populacji oraz wskaźniki PKB i PKB per capita. Podobnie jak w innych państwach partnerskich, powołano na szczeblu państwowych szereg instytucji, których celem jest wzmocnienie pozycji ekonomicznej Ugandy, przyciągnięciem inwestycji zagranicznych oraz zapewnienia wizerunku stabilnego i przyjaznego inwestycjom rozwijającego się państwa, które pozwala na nieskrępowany i bezpieczny rozwój. Za przykład takiej instytucji państwowej może posłużyć Uganda Investment Authority (UIA). Warto zauważyć, że państwo to jest najbardziej otwartym krajem na napływ kapitału, ale też osiągającym najwyższy stopień rozwoju. Jednocześnie ma ono najbardziej zdywersyfikowany eksport. Potwierdza to relatywnie wysoka pozycja w raporcie „Doing Business” Banku Światowego, gdzie zdecydowanie najlepsze rozwiązania w swoim regionie posiadają Kenia, Uganda oraz Tanzania.JS: A zatem może stwierdzić, iż Uganda osiągnęła już bezpieczny dla swoich mieszkańców poziom pokoju i stabilności, ale jeszcze nie demokracji?AMO: Byłabym jednak ostrożna w tak jednoznacznym stwierdzeniu. Pamiętajmy, że naruszenia wolności zrzeszania się, zgromadzeń i wypowiedzi były kontynuowane w 2019r., szczególnie gdy władze wprowadziły nowe przepisy ograniczające działalność online i dławiące niezależne media. Rząd aresztował swoich przeciwników politycznych i blokował wiece polityczne i studenckie. Te ograniczenia dotyczące wypowiedzi i zgromadzeń, arbitralne zatrzymania i ściganie jawnych krytyków oraz brak zapewnienia przez rząd odpowiedzialności za wcześniejsze nadużycia nie wróży dobrze wyborom powszechnym w 2021r.J.S: Dziękuję za Pani czas!AMO: Przyjemność po mojej stronie. Dziękuję za zainteresowanie Ugandą i sprawami Afryki.dr Joanna SiekieraFaculty of LawUniversity of Bergen, Norwayhttps://www.uib.no/en/persons/Joanna.Siekiera[1]Foundation for Human Rights Initiative: https://www.fhri.or.ug/index.php/pages/whats-new/item/179-uganda-s-path-to-peace-stability-and-democracy-is-still-misty (6.12.2020).Zdjęcie nagłówka: Kaarli Sundsmo via Pixnio

Wywiad

Demokracja, praworządność, pandemia. Czy Serbia Aleksandra Vučicia nadal jest państwem demokratycznym?  

30.05.2021

Serbia jest największym i najludniejszym państwem pojugosłowiańskim. Państwo to po burzliwych latach 90-tych i rozpadzie federacji jugosłowiańskiej oraz sankcjach międzynarodowych, po upadku reżimu Slobodana Miloševicia w 2000 roku, doświadczyła nieudanej transformacji, deindustrializacji spowodowanej kontrowersyjnym procesem prywatyzacji w wykonaniu kompradorskiej proeuropejskiej elity postmiloševiciowskiej. W opozycji do takiego stanu rzeczy w 2012 roku władzę objęła Serbska Partia Postępowa (SNS) Aleksandra Vučicia, która podczas ostatnich wyborów w 2020 roku odnotowała niezwykle wysokie poparcie polityczne właściwie niemalże eliminując opozycję z ław poselskich.O polityce w dzisiejszej Serbii, jej pozycji w regionie i europejskich perspektywach rozmawiamy z Savą Manojloviciem, prawnikiem, przewodniczącym Stowarzyszenia Ochrony Konstytucyjności i Legalności (UZUZ), członkiem Serbskiego Stowarzyszenia Prawa Konstytucyjnego, doradcą w Sądzie Konstytucyjnym Republiki Serbii (w latach 2009-2015) oraz aktywistą politycznym.Marko Babić: Pańska aktywność naukowa i społeczna od lat skupia się na kwestiach prawnych i na ukazywaniu problemów w sferze praworządności w Serbii. Ostatnio jednak skierował Pan swoją krytykę również w kierunku sfery politycznej, zostając bardzo aktywnym, lecz niezrzeszonym, działaczem opozycyjnym. Dlatego chciałbym abyśmy porozmawiali zarówno o praworządności, jak i o polityce w Serbii i wokół Serbii. Zacznijmy od faktu, że Serbia jest największym państwem pojugoslowiańskim i jako taka może znacząco wpływać na stabilizację polityczną w całym regionie. Jak ocenia Pan jej obecną pozycję i aktualną sytuację w tym kontekście?Savo Manojlović: Na obecną pozycję Serbii wpływa kilka czynników. Po pierwsze, uważam, że jest ona częścią pewnego rodzaju bałkańskiej konfederacji przestępczo-politycznej. To bałkańska mafijna ośmiornica, w której przeplatają się polityka, sprawy kryminalne i media. Elity polityczne kilku państw bałkańskich zaangażowane były, lub nadal są, w działalność przestępczą, taką jak handel bronią i narkotyki. Mam na myśli Czarnogórę za czasów rządów Milo Djukanovicia (w wyborach parlamentarnych z 31 sierpnia 2020 roku, Milo Djukanović stracił władzę, którą dzierżył nieprzerwanie od 1988 roku. [przyp. aut.]), Ediego Ramę w Albanii, Hashima Thaciego w Kosowie, Aleksandra Vučicia w Serbii i władzę w Macedonii Północnej za czasów Nikoli Gruevskiego (władzę stracił w 2016 roku. [przyp. aut.]). Tajemnicą poliszynela są ich powiązania z częścią elit w Bułgarii oraz Bośni i Hercegowinie. Ich wieloletnia działalność w dużej mierze powoduje to, że Bałkany Zachodnie pozostają wątpliwym partnerem dla Zachodu i regionem, któremu nie można ufać. Ich swoista technologia władzy polega na wywoływaniu kryzysów, które potem sami rozwiązują. W ten sposób pokazują społeczności międzynarodowej, że są skutecznymi politykami, którzy sami potrafią rozwiązywać problemy i kryzysy. Ciekawe jednak, że kryzysy wybuchają zawsze jak pojawia się krytyka tej władzy ze strony polityków czy instytucji zachodnich. W oczach zachodnich partnerów, owi "piromani" bałkańscy, mówiąc obrazowo, pozostają najlepszymi strażakami ponieważ wiedzą gdzie i jak gasić pożary. Z drugiej strony, nikt nie zmienia szefa straży pożarnej, jeśli pali się ogień. W ten sposób bałkańskie elity utrzymują się u władzy z poparciem świata zachodniego.Po drugie, nie mam wątpliwości, że w dzisiejszej Serbii nie instytucje państwa, a wola jednego człowieka decyduje o polityce zewnętrznej i wewnętrznej. Słowem, państwo to partia, a partia to jeden człowiek. Mam na myśli prezydenta państwa Aleksandra Vučicia. Wielu obserwatorów uważa Serbię za prywatne państwo prezydenta. Jednocześnie, monopol na proces decyzyjny pozwala mu na przedstawienie siebie jako "wszechmogącego", skutecznego polityka m.in. w przyciąganiu inwestycji zagranicznych. A jak to wygląda w rzeczywistości? Za zgodą władz, inwestycje zagraniczne mają uprzywilejowaną pozycję w stosunku do firm rodzimych. Na przykład, chińskie fabryki w Serbii nie przestrzegają norm środowiskowych i zatruwają kraj. Niemieckie firmy otrzymują tanią siłę roboczą do prostych prac i za to otrzymują duże subwencje państwowe, czyli za pieniądze serbskich podatników. "Drenaż mózgów", wyjazd najlepiej wykształconej kadry odbywa się bez żadnych ograniczeń i w szybkim tempie. Władze przyglądają się temu procederowi bez reakcji. Z kolei, kwestie bezpieczeństwa energetycznego państwa pozostawiono bez reszty Rosjanom (sprywatyzowany, strategicznie ważny serbski monopolista energetyczny NIS, jest pod kontrolą rosyjskiego Gazpromnieftu. [przyp. aut.]). Odnoszę wrażenie, że władze są w jednej spółce z partnerami zagranicznymi zamiast działać na korzyść państwa i społeczeństwa. Ale, władze mają problem: Serbowie widzą, jaka jest rzeczywistość i nie zgadzają się na nią. Dowodem są ciągłe protesty obywatelskie.Jak, w tym kontekście, wytłumaczyć fakt, że podczas tegorocznych wyborów parlamentarnych SNS i Aleksandar Vučić odnieśli niekwestionowane zwycięstwo i faktycznie wyeliminowali opozycję z parlamentu? Jakie potencjalne konsekwencje może mieć taka polityczna dominacja jednej partii i jednego człowieka dla życia politycznego Serbii?Należy zwrócić uwagę, że najbardziej istotna część opozycji, czyli partie zdolne do przekroczenia progu wyborczego (w Serbii to 3%. [przyp. aut.]) zbojkotowały wybory. Z pewnością faktem również jest to, że sama opozycja nie cieszy się obecnie dużym poparciem. Przyczyna jest oczywista: mamy nieprawdopodobną kontrolę mediów ze strony władzy. Wszystkie stacje o zasięgu krajowym, zarówno państwowe jak i prywatne, na celu mają nieustanną gloryfikację władzy i totalną krytykę opozycji. Na przykład, mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której państwowy operator telefonii komórkowej Telekom płacił bajeczne kwoty prywatnym firmom powiązanym z partią rządzącą, by wykupiły pozostałe prywatne firmy na rynku. W jakim celu? W celu kontroli rynku medialnego będącego de facto już tylko na pozór pluralistycznym. Sektor publiczny został przejęty przez SNS, pracownicy są szantażowani. Podam konkretny przykład kupowania głosów. Nasze stowarzyszenie UZUZ zdobyło nagranie, na którym widać, jak odbywa się grupowe głosowanie według instrukcji na kandydatów SNS w konkretnym lokalu wyborczym. Nagranie opublikowaliśmy, wybuchł skandal, podaliśmy nawet imiona i nazwiska sprawców. Niestety, do dzisiaj prokuratura milczy w tej sprawie. Konsekwencją takiej polityki władz jest niestabilność polityczna. Instytucje zostały opanowane przez rządzącą partię i dlatego większość grup społecznych i politycznych nie ma możliwości instytucjonalnego działania opartego na zasadzie równego i uczciwego dostępu. Należy również przyznać, że większość obywateli nie ma możliwości zinstytucjonalizowania swoich pozycji politycznych przez partie opozycyjne ze względu na fakt, że skutecznie są one blokowane albo przez skorumpowanych albo niedojrzałych politycznie działaczy partyjnych. Problemy nierozwiązywane instytucjonalnie będą więc rozwiązywane na ulicy. Nie jest to moje pragnienie, ani groźba. To po prostu realia polityczne dzisiejszej Serbii. Największą iluzją Vučića jest przekonanie, że mając tak dużą władzę, może kontrolować wszystko. Podam dwa przykłady: osobiście zapowiedział w telewizji, że studenci będą musieli opuszczać akademiki z powodu pandemii koronawirusa. Studenci w ramach protestu wyszli na ulice i po niecałej godzinie cofnął on swoją wcześniejszą decyzję. To samo stało się, gdy ogłosił 48-godzinną kwarantannę dla wszystkich. Wówczas ponad 10.000 osób wyszło spontanicznie na ulice i ponownie się wycofał. Dlatego jestem przekonany, że w przyszłości zarówno rozmowy polityczne z Vučićem, ale i egzekwowalność jego decyzji zależeć będą od stopnia zorganizowania społeczeństwa, jego determinacji i gotowości do protestu.Celem strategicznym Serbii od upadku Miloševicia w 2000 roku jest członkostwo w Unii Europejskiej. Istnieją jednak poważne wątpliwości dotyczące funkcjonowania państwa prawa. Czy wymiar sprawiedliwości dobrze funkcjonuje? Absolutnie nie. Wymiar sprawiedliwości jest jednym z podstawowych generatorów problemów dla społeczeństwa serbskiego. W 2009 roku w Serbii przeprowadzono reformy w celu usprawnienia funkcjonowania sądownictwa. Niestety, źle wykonane, reformy te doprowadziły do zaniku roli wymiaru sprawiedliwości, jaką powinien odgrywać w państwie prawa. Praworządność zniknęła, ponieważ zniknęło niezależne sądownictwo. A to przecież jest podstawą uzdrowienia społeczeństwa i stworzenia nowoczesnej demokracji ze społeczeństwem myślących obywateli ufających instytucjom państwa. Naszym wzorem jest Laura Kövesi, liderka rumuńskiego Biura Antykorupcyjnego, która wsadziła dużą część skorumpowanej elity za kratki, a obecnie jest prokuratorem UE. Uważam, że dzięki takim działaniom dzisiejsza Rumunia jest państwem, które wydostało się z "bałkańskiego bractwa" reżimów przestępczych i coraz lepiej sobie radzi gospodarczo. To należy stanowczo podkreślać dlatego, że dla przeciętnego Serba Rumunia nadal jest synonimem państwa biedy i korupcji. Działalności antykorupcyjnej rumuńskiego wymiaru sprawiedliwości i samej Laury Kövesi bronili ludzie na ulicy podczas masowych demonstracji. Zatem to obywatele muszą pomóc w (od)budowie instytucji. Jestem przekonany, że Serbowie są gotowi stanąć w obronie praworządności. Zasadnicze pytanie brzmi, czy mamy serbską Laurę Kövesi? Jeśli jej jeszcze nie mamy, to stwórzmy ją! W przyszłych procesach sądowych niezależne sądownictwo będzie musiało zidentyfikować wszystkie nadużycia i korupcję w ramach skutecznych i całkowicie uczciwych procedur. Będzie to jasny komunikat, że przestępstwo się nie opłaca! A wtedy Serbia będzie mogła ruszyć do przodu.W procesie akcesyjnym do Unii Europejskiej poza problemami z praworządnością, Serbia równolegle musi rozwiązywać inne nie mniej fundamentalne kwestie. Pomówmy o relacjach między Belgradem a Prisztiną. Czy charakter tych relacji wpływa na system polityczny w Serbii? Czy elita polityczna jest gotowa do uznania niepodległości Kosowa w najbliższej przyszłości w zamian za konkretne korzyści polityczne lub gospodarcze?Znowu widzę błędne koło. Na serbskiej scenie politycznej jedynymi, którzy mogliby uznać Kosowo jako państwo niepodległe są ci, którzy nigdy nie będą mieli ani siły, ani sposobności, ani poparcia społecznego by to uczynić. Inaczej mówiąc, partie polityczne otwarcie deklarujące gotowość uznania niepodległości Kosowa od lat uzyskują nie więcej niż 2% poparcia w wyborach parlamentarnych. Z kolei ci, którzy mają odpowiednie poparcie, decydują się na kompromisy takie jak porozumienie brukselskie z 2013 roku zgodne z oczekiwaniami partnerów zachodnich (przede wszystkim Unii Europejskiej). W zamian zaś mogą swobodnie naruszać standardy ustanowione przez tę samą Unię Europejską w kontekście łamania praworządności, deptania wolności mediów, tolerowania korupcji, która niszczy potencjał gospodarczy państwa itd. Unia Europejska po prostu przymyka na to oczy. Czy dziwi zatem fakt, że idea Unii Europejskiej w społeczeństwie serbskim nie jest już tak atrakcyjna jak wcześniej? Zwracam uwagę na interesujący fakt: największy entuzjazm dla Unii Europejskiej społeczeństwo wyrażało po obaleniu rządów Miloševicia jesienią 2000 roku, a więc zaledwie półtora roku od wojny NATO z FR Jugosławią (Federacyjna Republika Jugosławii składała się wówczas z Serbii i Czarnogóry, a wojna trwała od 24 marca do 10 czerwca 1999 roku. [przyp. aut.]). Przypomnę, że w ataku na Serbię uczestniczyły państwa członkowskie Unii Europejskiej, a sama wojna do dzisiaj w serbskiej opinii publicznej uważana jest za wojnę o charakterze agresorskim i niesprawiedliwym. Należy też zauważyć, że przedstawiciele Unii Europejskiej odwiedzający Serbię zawsze podkreślają duży stopień zaangażowania finansowego Unii w Serbii w kontekście inwestycji rozwojowych. I jest to prawdą. Nikt tego nie kwestionuje. Niemniej, problem polega na tym, że zwykli obywatele nie odczuli takiej obecności Unii. Przynajmniej nie w takim zakresie, w jakim mogli i powinni byli odczuć. Tu jest problem. Z drugiej strony, obiektywnie patrząc, postęp jest zauważalny. Nie tylko w kontekście tego, że nie ma wojny, sankcji gospodarczych i konfliktu. Sytuacja gospodarcza jest znacznie lepsza, odbywa się swobodny przepływ ludzi, towarów, kapitału. Ludzie jednak odczuwają niesprawiedliwość i widzą, jak ta niesprawiedliwość jest tolerowana przez Unię Europejską jako organizację, która ma stać na straży praworządności. Serbii potrzebne są poważne i głębokie reformy wspierane przez Unię Europejską, takie reformy które będą widoczne na co dzień, a nie jakieś porozumienia na papierze, które elity przedstawiają jako sukces. Idea europejska powinna być ideą uczciwie funkcjonującego wymiaru sprawiedliwości zapewniającego poczucie bezpieczeństwa. Konkretnie, na przykład, w sytuacji, kiedy zatrudnienie jest uzależnione wyłącznie od kompetencji, a nie od posiadania legitymacji partyjnej czy znajomości lub pokrewieństwa.Wydaje się, że pandemia Covid-19 dotknęła Serbię silniej niż inne państwa regionu. Dlaczego? Czy państwo we właściwy sposób zareagowało na wyzwania związane z ochroną swoich obywateli w tym trudnym czasie?Nie jestem ekspertem medycznym i nie mogę wdawać się w dogłębną analizę tego zjawiska. Niemniej, rozmawiając z ekspertami, zrozumiałem, że w tym przypadku polityka zdominowała medycynę. Fałszowano liczby zakażonych i zmarłych zgodnie z bieżącymi potrzebami politycznymi. Miało to i nadal ma bardzo poważne konsekwencje w kontekście szerzenia się epidemii. Kiedy Naczelny Lekarz mówi ludziom na początku epidemii, że "korony nie ma, możecie spokojnie jechać do Włoch na zakupy", a po paru miesiącach stwierdza, że "wygraliśmy z koroną", oczywistym jest, że ludzie nie będą się stosować do zaleceń i restrykcji. Cała relacja polega przede wszystkim na zaufaniu. A z kolei nie ma zaufania bez uczciwości. Nieszczerość nie opłaca się na dłuższą metę, bez względu na to czy walczysz z Covid-19, czy mówisz o współpracy międzynarodowej. Najgorsze były aresztowania osób wracających do domu z zagranicy oskarżanych o nieprzestrzeganie zasad kwarantanny. Większość z nich uprzednio nawet nie została odpowiednio poinformowana o restrykcjach. Zostali aresztowani i mieli służyć jako kozły ofiarne i dowód na zdecydowane działania władz. Nasze Stowarzyszenie Ochrony Konstytucyjności i Legalności zorganizowało internetowe petycje i kampanię z zespołem „Rusz się i Zmień”. Chcieliśmy, aby ci ludzie zapamiętali, że w trudnych chwilach inni obywatele stanęli w ich obronie. Razem z prawnikami udało nam się uwolnić te osoby.Zaryzykuję jednak tezę, która teraz może wydaje się nierozsądna. Pandemia jest również wielką szansą dla Serbii. W sensie ekonomicznym będzie nam ciężko, w państwie słabym ekonomicznie ludzie z pewnością ucierpią. Ale jest też prawdą, że ​​kto ma niewiele, niewiele też straci. To, co wydaje mi się ważniejsze, to sytuacja, w której pandemia zastała społeczeństwo serbskie. Po ogromnych. aczkolwiek nieskutecznych protestach przeciwko władzy z lat 2018/2019 społeczeństwo zapadło w stan letargu i depresji. Świadomość zmarnowania ogromnej energii protestów była trudne do zniesienia. Pamiętajmy, że w pewnym momencie mieliśmy demonstracje w ponad 120 miastach Serbii, wielką demonstrację z udziałem około 50.000 osób w dniu 13 kwietnia 2019 roku w Belgradzie. Opozycji nie udało się wykorzystać tego niezadowolenia i zostało ono zaprzepaszczone. Ludzie stracili nadzieję na poprawę sytuacji, wielu ludzi zdecydowało się opuścić kraj, widząc w emigracji jedyną szansę na normalne życie. W latach poprzedzających pandemię rokrocznie Serbię opuszczało około 50 tysięcy przeważnie młodych i najlepiej wykształconych ludzi. Wyjeżdżali do pracy na Zachód. Dzisiaj ci, którzy przygotowywali się do wyjazdu nie mają dokąd pojechać. Świat wchodzi w recesję i dla większości zniknęła szansa na zatrudnienie za granicą. Wcześniej młody człowiek dochodził do przekonania, że zamiast niepewnej, żmudnej, może i niebezpiecznej walki o zmianę systemu, mógłby poświęcić rok na naukę języka obcego, pilnie studiować na uczelni i rozwiązać swoje problemy egzystencjalne opuszczając kraj. Pandemia spowodowała to, że aby zmienić swoje życie będą musieli zmienić system, w którym żyją. Zmienić Serbię. Od wiosny 2020 roku do dzisiaj, do 7-milionowej Serbii z Zachodu wróciło ponad 300.000 w większości młodych, zdolnych, wykształconych ludzi. To bezprecedensowy potencjał i ogromna szansa dla państwa. Zobaczyli bowiem jak funkcjonują państwa stabilne i uporządkowane i nie ulegną łatwo manipulacjom politycznym władz swojego kraju. Jasnym jest, że największym potencjałem państwa nie są zasoby naturalne, ale ludzie. Serbia ma taki potencjał, trzeba go tylko zorganizować.Dziękuję za rozmowę.Zdjęcie nagłówka:Bicanski via Pixnio

Wywiad

Wywiad z Clarą Jusidman: O transformacji społecznej i demokratyzacji w Meksyku 

21.05.2021

Rozmowa z Clarą Jusidman - przeprowadził dr Łukasz CzarenckiClara Jusidman: Mam 68 lat. Jestem ekonomistą. Pracowałam przez wiele lat w rządzie federalnym. Byłam dyrektorem technicznym płacy minimalnej, dyrektorem Narodowego Centrum Konsumenckiego, dyrektorem Centrum Badań Rozwoju Obszarów Wiejskich, a także podsekretarzem ds. Rybołówstwa, planowania rybołówstwa. W 1991 roku opuściłam rząd federalny i poświęciłem się pracy z organizacjami obywatelskimi w walce o demokrację. Zasadniczo moim celem było analiza tych systemów wyborczych, które nie pozwalają na rzeczywisty udział ludności w decyzjach politycznych, które mają związek z ich życiem. Dlatego uczestniczyłam w różnych organizacjach pozarządowych związanych z walką o demokrację.W 1996 roku, po reformie wyborczej, spędziłam rok jako dyrektor Federalnego Rejestru Wyborców, który tworzy listy do głosowania. W latach 1997-2000 byłam sekretarzem rozwoju społecznego rządu Miasta Meksyku, pierwszego demokratycznie wybranego rządu w stolicy.Od tego roku zajmuję się badaniami organizacji pozarządowych. Mamy organizację o nazwie „Incide Social”, która prowadzi badania, obserwacje i szkolenia w sprawach rozwoju społecznego, polityki społecznej i praw ekonomicznych, politycznych, kulturowych i społecznych. Mamy obserwatorium polityki społecznej i praw człowieka, w którym znajduje się bank informacji i literatury na temat praw ekonomicznych, politycznych, kulturalnych i społecznych oraz system informacji o prawach objętych paktem, z różnymi typami wskaźników. Rozpowszechniamy biuletyny zawierające informacje o tym, co się dzieje.Moje przekonanie polityczne jest na linii socjaldemokracji; a jeśli chodzi o religię, moje pochodzenie jest żydowskie, ale nie praktykuję.Dr Łukasz Czarnecki: Czy rola rządu federalnego i stanowego w walce z ubóstwem powinna być inna? Jaka jest różnica?Zawsze byłam zdania, że wielkie programy walki z ubóstwem muszą być federalne, ponieważ doświadczenie historyczne w Meksyku mówi nam, że kiedy je obsługują samorządy, nie docierają do biednych; pozostają na drodze, w prezydentach gmin, agentów miejskich, albo w końcu przyniosą korzyści bogatym. Siła lobbowania interesów gospodarczych na szczeblu lokalnym jest znacznie większa niż w rządzie federalnym. Istnieją programy, takie jak Program Dróg Wiejskich, które były realizowane wiele lat temu i których celem było zarówno otwarcie dróg dla społeczności bardzo odległych i odizolowanych, jak i włączenie ich mieszkańców poprzez zatrudnienie ich pracowników; Był to sposób na rozlewanie pieniędzy i dawanie im pracy w tych społecznościach. Program prowadzony przez rząd federalny działał dobrze. Kiedy pieniądze z tego programu trafiły do ​​gmin, firmy budowlane dzieci prezydentów gmin lub samych prezydentów rozpoczęły budowę tych dróg; program był całkowicie zniekształcony.Z mojego punktu widzenia programy rozwoju społecznego muszą mieć charakter federalny. Lokalne programy rozwoju muszą być gminne, ponieważ oznacza to mieszanie szeregu składników zgodnie ze specyficznymi potrzebami społeczności.Problem, z którym mamy do czynienia w Meksyku, polega na tym, że samorządy lokalne są słabo rozwinięte. Ich kadencja trwa zaledwie trzy lata, w wielu rządach nie ma profesjonalizmu, a tym bardziej na poziomie najbiedniejszych gmin.Z mojego punktu widzenia, aby gminy mogły uczestniczyć w programach ubóstwa, należy przeprowadzić reformę koncepcji gminy w Meksyku, w miejskiej architekturze instytucjonalnej.Reforma administracyjna?Oczywiście reforma administracyjna. Trzeba dać im więcej zasobów, ale także lepiej wyszkolonych urzędników, którzy mogą pracować dłużej niż trzy lata. W przeciwieństwie do Brazylii, która ma znacznie większy rozwój instytucji samorządowych, Meksyk ma ogromną słabość samorządów miejskich. Nie mają gwarancji zasobów. Następnie podejmują prace, które kończą się ich rządem; są to dzieła, które nie mogą wykraczać poza trzy lata. W programach ubóstwa potrzebujesz bardziej trwałych działań. W rządzie federalnym przynajmniej sześć lat.Istnieją przypadki decentralizacji. Bardzo dobrym programem był IMSS-Solidaridad, który jest bazą Oportunidades. Program ten polegał na stworzeniu klinik w najbiedniejszych rejonach, aby służyć najsłabszym. Został utworzony na poziomie federalnym. Trwałość programów dotyczących ubóstwa jest znacznie bardziej niepewna na poziomie stanowym oraz gminnym.W jaki sposób zmiana architektury instytucjonalnej wiąże się z przemianami demokratycznymi?Meksyk jest federacją stanów, nie jest republiką centralną. Na przykład Kolumbia jest republiką centralną, a prezydent mianuje gubernatorów. Wcześniej, w Meksyku, koordynacja następowała, ponieważ trzy poziomy rządów należały do ​​jednej partii. My, obywatele, nie mieliśmy ze sobą nic wspólnego. Problem w tym, że teraz, wraz z przemianą polityczną, rządy pochodzą z różnych partii, ale nie było zmian w strukturze instytucjonalnej. W Meksyku nie było żadnej reformy państwa.Na przykład wcześniej federacja przydzielała środki różnym gminom. Teraz ta dystrybucja musi przejść przez ręce namiestników. Gdyby środki były dostarczane bezpośrednio z władzy ustawodawczej, wojewoda mógłby realizować własne programy społeczne, koordynując je z gminami; ale także gminy mogłyby tworzyć własne programy, korzystając z własnych środków. Tak więc samorządy miejskie nie są autonomiczne pod względem zasobów. Ponieważ są również bardzo apatyczni, jeśli chodzi o zdobywanie dochodów. Gminy mogłyby na przykład uzyskiwać środki z podatków od nieruchomości, ale ich nie pobierają. Czekają na pieniądze, które da im federacja. W architekturze instytucjonalnej występuje poważny problem. W tym kontekście gminy nie mogą zarządzać programami dotyczącymi ubóstwa.Czyli demokratyzacja w Meksyku nie jest zakończona?Ani trochę. We wszystkich krajach Ameryki Łacińskiej w latach 90. XX wieku nastąpiły poważne zmiany w konstytucjach, w Boliwii, Peru, Ekwadorze. W Meksyku nie było. Nadal działamy w ramach instytucjonalnej struktury architektonicznej związanej z koncepcją jednej partii sprawującej władzę.W Meksyku politycy martwią się o władzę, aby zobaczyć, kto wygra, a kto kontroluje więcej stanowisk i więcej zasobów. W ogóle nie są zainteresowani żywotnością kraju, dobrobytem ludzi. Toczą nieustanną walkę o władzę. Wtedy się nie zgadzają. Nie ma rządów koalicyjnych. Nie ma żadnych umów. Żyjemy w kraju, w którym nie ma dialogu między partiami politycznymi. Nie ma zarządzania. Dla mnie demokratyzacja się nie skończyła.Czy jednak można powiedzieć, że po przemianach w 2000 roku dyskurs o demokracji się zakończył?Myśleliśmy, że zmieniając partię u władzy i przeprowadzając wiarygodne i rzetelne wybory, będzie dodatkowo reforma państwa. Organizacje zaangażowane w walkę o demokratyczne zmiany nie miały projektu reformy państwa: zdemokratyzowania mediów, zmiany liczebności legislatury, zmiany sposobu wybierania ustawodawców, reformy sądownictwa; największym zmartwieniem była zmiana ordynacji wyborczej.Myśleliśmy, że niektórzy ludzie, którzy debatują nad reformą państwa, dołączą do rządu Foxa, ale tak się nie stało. On szukał kierowników firm do sekretariatów i zatrudniał ludzi z różnych miejsc bez doświadczenia w administracji publicznej. Zniszczyło to, co było jeszcze pozostałością zarządzania. Kwestia reformy państwa jest wstrzymana.A kwestia pomiaru ubóstwa?To temat, nad którym debatuje się od wielu lat. Powiedziałbym, że nawet od 1985 czy 1986 roku. W tym czasie zmieniało się znaczenie polityki społecznej; Celem była polityka społeczna prowadząca do takiego państwa opiekuńczego jak Francja, Norwegia czy Urugwaj, z podstawowymi prawami socjalnymi, zabezpieczeniem społecznym dla wszystkich, edukacją dla wszystkich i zdrowiem dla wszystkich. Uważano wówczas, że rozwój społeczny to to samo, co walka z ubóstwem. Rozpoczęła się debata na temat sposobu mierzenia ubóstwa.Ponadto Meksyk zawierał pakty dotyczące praw człowieka. Istnieje komitet praw człowieka, który monitoruje wypełnianie zobowiązań. Podpisano pakt o prawach gospodarczych, politycznych i kulturalnych. Co pięć lat kraje musiały przedkładać raport na temat postępów w wypełnianiu swoich zobowiązań. Komitet systematycznie powtarzał Meksykowi, że musi opracować oficjalne miary ubóstwa, ponieważ ich nie ma i że konieczne jest ich ustanowienie. Następnie Meksyk miał międzynarodową presję, aby nie przeprowadzać tych pomiarów. W debacie na temat pomiaru ubóstwa stracono wiele lat. Do tej pory są problemy.Aby wdrożyć programy walki z ubóstwem, konieczne są pomiary i ustalenie granic ubóstwa. Od 1997 roku istnieją grupy, które oficjalnie zaczęły mierzyć ubóstwo. Postęp został osiągnięty dzięki ogólnej ustawie o rozwoju społecznym. Prawo to obejmuje dwa główne aspekty. Po pierwsze, wprowadza się wielowymiarowy pomiar ubóstwa, a pomiar dochodu pozostaje w tyle. Z drugiej strony mierzy się spójność społeczną, oprócz poziomu zdrowia, edukacji itp.To znaczy CONEVAL?Tak, CONEVAL ma historię pomiarów ubóstwa, w których omawiane są linie, ale zgodnie z wymogami prawa opracowywana jest obecnie wielowymiarowa metoda pomiaru. Co ciekawe, jest to robione z perspektywy praw.Jakie są wady tego wielowymiarowego modelu?Nie jest to łatwe do zrozumienia. Jest to bardzo niezrozumiałe z punktu widzenia porządku publicznego. Na przykład mówi się: czynnikiem, który ma duży wpływ na sytuację ubóstwa jest brak zabezpieczenia społecznego. Jeśli polityk to rozumiał, powinien walczyć o uniwersalizację zabezpieczenia społecznego, a nie przyznawać go tylko formalnym pracownikom. Myślę, że skoro jest to trudne do zrozumienia, musieliby zająć się rozpowszechnianiem tego, co to znaczy, co za tym stoi. Walka o kwestię pomiaru ubóstwa była tak silna, że ​​główny problem, jakim jest polityka społeczna, nierówności i brak dostępu do praw, został zatarty.Więc dyskusja na temat pomiaru ubóstwa jest jak zasłona dymna ...… Pomiary ubóstwa i marginalizacji są przewrotne. Indeksy i wskaźniki są fałszywe i sztuczne. Bieda jest znacznie bardziej złożona. To sytuacja deprywacji nie tylko materialnej, ale także psycho-emocjonalnej. Ludzie czują się biedni, pozbawieni mocy.Jakie było Pani doświadczenie jako szefowa Ministerstwa Rozwoju Społecznego w Dystrykcie Federalnym?Kiedy przybyłem do Sekretariatu, moim zadaniem nie było poświęcenie się programom ubóstwa, ale budowanie miejskiej polityki społecznej. Historycznie rzecz biorąc, programy dotyczące ubóstwa dotyczą obszarów wiejskich, środki - obszarów wiejskich, a wielkie przejście od ludności wiejskiej do miast nie było w pełni zakładane. Bieda w miastach pogarsza się. Najpierw próbowaliśmy sprawdzić, jakie instrumenty naprawdę posiadamy, ile zasobów i jak możemy je połączyć, aby rozwiązać problemy społeczne miasta. Dowiedziałem się, że wiele problemów to niepewność, nieufność, strach, przemoc. To znacznie bardziej złożone problemy niż tylko liczba szkół czy ośrodków zdrowia.Chciałam spróbować wypracować koncepcję polityki społecznej związanej z problemami miasta. Wiele instrumentów polityki społecznej jest w posiadaniu delegacji. Zostaliśmy tylko przez trzy lata. Najpierw musiałam zebrać w delegacjach dyrektorów biur rozwoju społecznego i powiedzieć im: panowie, co będziemy razem robić? Zgódźmy się. Mieli sport, ośrodki rozwoju społecznego, zarządzali środkami na modernizację szkół. Wspólne tworzenie programów zajmuje od sześciu do ośmiu miesięcy. Nie zostało nam dużo czasu. Opracowaliśmy koncepcję zwaną „Zintegrowanymi usługami społecznymi”, dzięki której w ośrodkach rozwoju społecznego oferowaliśmy różnorodne zajęcia dla różnych grup ludności. Pojawiła się koncepcja sportu, współzawodnictwa obywatelskiego: jeśli uprawiasz jeden sport, trzymasz się zasad, szanujesz drugiego. Zastanawialiśmy się również nad zdrowiem psychicznym społeczności i koncepcją kultury z bibliotekami zabawek, klubami książkowymi, warsztatami artystycznymi. Wszystko po to, by zbudować prawdziwe obywatelstwo. Ale mieliśmy półtora roku na skonfigurowanie systemu. Odzyskaliśmy przestrzenie, pomalowaliśmy je, naprawiliśmy i przeszkoliliśmy personel, aby zachęcać do takich działań.Jak wyglądała polityka rozwoju społecznego po okresie, gdy była Pani szefową resortu, czyli po 2000 roku?Wprowadzono zasady dotyczące praw. Na przykład osoby starsze miały prawo do emerytury powszechnej. Uważam, że nie można stworzyć wyspy praw w kraju, a reszty pozostawić bez nich.Jak można ocenić politykę rozwoju społecznego w latach 2000-2010 w Mieście Meksyku?Są tam ciekawe rzeczy, na przykład program dotyczący samotnych kobiet. Ale nie sądzę, żeby istniała też koncepcja polityki społecznej.Czego brakuje?Nie ma instytucjonalnego projektu polityki społecznej. Na przykład mój sekretariat nosił nazwę Ministerstwo Edukacji, Zdrowia i Rozwoju Społecznego. To był jeden sekretariat. W edukacji nie było nic. Naprawdę jedynym programem, jaki mieliśmy, była naprawa szkół. Szkolnictwem podstawowym i średnim w Okręgu Federalnym nadal zarządza rząd federalny.Było też zdrowie. Później utworzono sekretariat ds. Zdrowia. Następnie zrestrukturyzowaliśmy Ministerstwo Rozwoju Społecznego, aby uwzględnić kwestie równości, praw kobiet, dzieci i osób niepełnosprawnych.Czy pokonano ubóstwo?Nie, uważam, że programy walki z ubóstwem zostały zinstytucjonalizowane. Tak, nastąpiła transformacja w kierunku bardziej miejskiej koncepcji tego, co społeczne. Jest to więc kwestia zrobienia równania i zmiany w instytucjach, aby stworzyć miejską politykę społeczną. Problem w tym, że nie ma ciągłości, mimo że są to rządy tej samej partii.Do czego służył federalny SEDESOL?Jest to sekretariat do zarządzania programami ubóstwa. Aby zarządzać programami dla ONZ-Habitat. Innym programem był Oportunidades, obsługuje Liconsę (dystrybucję mleka), Diconsę (sklepy wiejskie); są to zasadniczo programy dotyczące ubóstwa.A jak ocenić program Oportunidades, który działał od 1997 do 2012?To absolutny regres. Maszyna decyduje czy daje się pieniądze, czy nie. Tak więc Oportunidades było niepowodzeniem.Jaki program ma największy wpływ na obywateli?Żaden. Obywatelstwo nie jest tworzone. I to jest wielka porażka demokratyzacji. Ponieważ demokratyzacja powinna pociągać za sobą udział ludności w programach, tak jak ma to miejsce w Brazylii, w komitetach zarządzania i zdrowia, ludność przybywa, uczestniczy i podejmuje decyzje. W Meksyku nie ma udziału społeczności. To okropne.Jak to jest w Brazylii?W Brazylii istnieje 300 tysięcy organizacji obywatelskich. A w Meksyku, jeśli osiągniemy 20 tys. to dużo. Rząd bardzo boi się organizacji obywatelskich.Czemu?Nie wiedzą, jak sobie z nimi radzić. Uważają ich z lewej strony. Uważają, że są krytyczni. Jest to więc bardzo skomplikowane. Tkanka społeczna jest niszczona. Ludzie boją się, są nieufni. Nie spotykają się, nie organizują, nie rozmawiają, a to daje możliwość totalitarnego reżimu.Jedyne, czego ludzie chcą, to bezpieczeństwo. To okropne. Jeśli zapytasz mnie: czy posunęliśmy się naprzód w demokratyzacji? Powiem, że jedyną rzeczą, która uległa demokratyzacji, były procesy wyborcze, a od 2007 roku nastąpiło niepowodzenie. Znowu są kontrolowani przez partie, a nie przez obywateli.Czy są jakieś optymistyczne perspektywy dla Meksyku? Jeśli nie na szczeblu federalnym, to w Mieście Meksyku?Nie. Nie ma wspólnej polityki.A w stanach?W stanach pojawia się wielu gubernatorów, którzy są bardzo atrakcyjni w mediach. Ale nie widzę żadnego z siłą ...… Aby zmienić kraj?Mam tylko nadzieję, że pojawi się heterodoksyjna myśl, która uznałaby, że w tak złożonym społeczeństwie potrzebne jest państwo, które może uporządkować i osiągnąć konsensus między tak odmiennymi stronami. Jedyną nadzieją jest to, że naprawdę odbudujemy państwo. O'Donnell, politolog, mówi, że musimy bronić naszego prawa do państwa; a Amartya Sen mówi, że musimy bronić naszego prawa do porządku publicznego.To, co wydarzyło się przez 30 lat neoliberalizmu, to zniszczenie państwa, rozpad bez alternatywnej konstrukcji. Przestępczość zorganizowana zastępuje struktury państwowe i zapewnia bezpieczeństwo ludziom, pracy i dochodom. Rzeczy, które państwo powinno zrobić. Na wielu terytoriach kraju państwo zostaje zastąpione przestępczością zorganizowaną.Bardzo dziękuję

Wywiad

Wybory prezydenckie w Wybrzeżu Kości Słoniowej 2020

09.05.2021

Ekspert: Johnathan Kandassamy ma duże doświadczenie w dziedzinie polityki, stosunków międzynarodowych i ekonomii. Ukończył studia magisterskie na Sciences Po w Paryżu. Przez większość życia, aż do września 2020 roku, mieszkał w Abidżanie, największym mieście Wybrzeża Kości Słoniowej charakteryzującym się wysokim poziomem uprzemysłowienia i urbanizacji. Był menadżerem jednego z krajowych start-upów. Niedawno musiał wraz z rodziną (żoną i 2-letnią córką) uciekać z kraju, aby uniknąć kryzysu po wyborach prezydenckich. Obecnie pracuje w sektorze finansów i zarządzania w Paryżu.Wywiad przeprowadził: Aleksander Ksawery OlechPytania:Czy mógłbyś opisać przebieg wyborów i obecną sytuację w kraju?Alassane Dramane Ouattara wygrał wybory i rozpoczyna swoją trzecią kadencję jako prezydent Wybrzeża Kości Słoniowej, po tym jak opozycja zbojkotowała elekcje. 78-letni prezydent, który kiedyś obiecał ustąpić miejsca młodszemu pokoleniu, zdobył ponad 94% głosów. Dwie kadencje urzędowania jako głowa państwa są powszechnie uznawane jako limit określony w konstytucji z 2016 roku. W związku z tym główni kandydaci opozycji potępili próbę wygrania trzeciej kadencji przez A. Ouattara. Określi to jako nielegalną próbę przejęcia władzy i wezwali swoich zwolenników do pozostania w domu, jako akt obywatelskiego nieposłuszeństwa.Pierwotnie urzędujący prezydent, zadeklarował w marcu 2020 r., że nie będzie starał się o kolejną kadencję, zgodnie z ograniczeniami kadencji. Niemniej jednak kilka miesięcy później A. Ouattara argumentował, że ponieważ nowa konstytucja została ogłoszona po referendum konstytucyjnym w 2016 r., limity kadencji zostały zresetowane, co umożliwia mu kandydowanie na trzecią kadencję. Partie opozycyjne wskazywały, że posunięcie to było niezgodne z konstytucją i doszło do licznych protestów w kraju. Mimo to A. Ouattara zdecydował ponownie startować w wyborach, mimo braku oficjalnej zgody od Niezależnej Komisji Wyborczej i Sądu Konstytucyjnego. Polityk ostatecznie wystartował w wyborach i je wygrał. Komisja wyborcza stwierdziła, że A. Ouattara uzyskał 94,3% głosów. Według urzędników państwowych frekwencja wyniosła 53,9%, chociaż opozycja twierdzi, że udział wzięło tylko 10% wyborców z Wybrzeża Kości Słoniowej.KandydatPariaGłosy%Alassane OuattaraWiec Houphouëtistes rzecz demokracji i pokoju303148394,27Kouadio Konan BertinNiezależny kandydant640111,99Henri Konan BédiéDemokratyczna Partia Wybrzeża Kości Słoniowej533301,66Pascal Affi N'GuessanFront Ludowy Wybrzeża Kości Słoniowej319860,99Wyniki:Łącznie głosów3269813100Pierwsza tura była naznaczona nieuczciwością i tylko 17 601 lokali wyborczych z 22381 było otwartych. Spowodowało to zmniejszenie liczby zarejestrowanych wyborców uprawnionych do głosowania z 7 495 082 do 6 066 441, czyli wykluczenie blisko jednej piątej zarejestrowanych.Co sądzisz o wynikach wyborów prezydenckich 2020? Czy to wynik, który przewidziałeś, czy raczej jesteś zaskoczony?Byłem naprawdę zaskoczony listą startujących kandydatów opublikowaną przez Trybunał Konstytucyjny. Jednocześnie od tamtego dnia nie miałem wątpliwości co do zwycięstwa Alassane Ouattary. Jeszcze bardziej zaskoczyła mnie frekwencja i liczba jawnych głosów, które zostały oficjalnie ogłoszone. Dla mnie te dwie rzeczy w żaden sposób się nie łączą. Te liczby nie są prawdziwe i to jest korupcja.Były to jedne z wielu wyborów prezydenckich, które odbywały się w krajach afrykańskich w ciągu ostatnich kilku miesięcy - a osoby, które przez wiele lat były przy władzy nagięły zasady, aby przy niej pozostać. Wyróżniamy tu wszystkie państwa w regionie od Gwinei po Ugandę, gdzie prezydenci zmieniali konstytucje, ścigali przeciwników lub manipulowali sądami najwyższymi, aby zapewnić sobie władzę lub ubieganie się o reelekcję.W obliczu pogłębiającego się braku bezpieczeństwa w dużej części Afryki Zachodniej, w ostatnich latach w Gwinei, Gambii i Wybrzeżu Kości Słoniowej powtórzyły się reelekcje na trzecią kadencję, a także próby zmiany konstytucji krajowych. Te posunięcia polityczne wywołały rozczarowanie, szczególnie wśród młodszej części społeczeństwa, która szuka w reprezentacji w rządzie czegoś na kształt prawdy, przejrzystości i wolności.Ponadto, należy podkreślić, że lider opozycji Wybrzeża Kości Słoniowej Pascal Affi Nguessan został aresztowany na wniosek obecnego prezydenta, za zapowiedź utworzenia równoległego rządu, po tym jak opozycja zbojkotowała wybory prezydenckie.Czy Twoim zdaniem nowo wybrany prezydent może dokonać jakichś większych zmian w kraju? Jakie będą jego cele na najbliższe 5 lat?Krytycy argumentują, że w społeczeństwie nadal istnieją ogromne nierówności, na przykład ekonomiczne, a A. Ouattara rozwija obecnie autorytarne tendencje poprzez nieuczciwe zwycięstwo. Mimo nawoływania partii opozycyjnych do bojkotu, niektórzy kandydaci postanowili wziąć udział w wyborach co pozwoliło uznać je za prawidłowo przeprowadzone (inaczej byłby tylko jeden kandydat, właśnie A. Ouattara).Jeśli uda mu się zostać prezydentem przez pełną kadencję, jego głównym celem będzie upewnienie się, że jego partia zachowa władzę w kraju, bez względu na koszty. Może to się odbyć poprzez wskazanie na swojego następcę, pomimo tego, że istnieje silny podział w jego partii. Może on także uczynić wszystko, że będzie sprawował władzę przez kolejną, czwartą kadencję.Jego reelekcja doprowadzi do wzrostu napięcia w kraju poprzez walki z całą opozycją, która jest przeciwnikiem jego programu politycznego. Jedyną pozytywną zmianą może być rozwój gospodarczy, jak to miało miejsce w Wybrzeżu Kości Słoniowej w ostatniej dekadzie. Jednakże, tylko wtedy, jeśli podział dóbr i zysków będzie sprawiedliwy, czyli społeczeństwo będzie mogło się dalej rozwijać.Czy mógłbyś nam powiedzieć więcej o wyborach i czy były jakieś protesty w kraju?To były niesprawiedliwe i zbojkotowane wybory, które pozostawiły kraj podzielony. Wiele protestów miało miejsce w kraju, nie tylko ze strony opozycji, ale także w obozie urzędującego prezydenta.Należy podkreślić, że Amnesty International potępiła władzę oraz Policję, która zezwoliła różnym zamaskowanym grupom, uzbrojonym w maczety na atakowanie protestujących. Politycy niszczą dobro protestujących, którzy wierzą w demokracje. Ofiary broniły się jak tylko mogły, co wielu regionach kraju doprowadziło do konfliktów, także na tle etnicznym. W dniu wyborów w wiosce Téhiri, niedaleko mojego rodzinnego miasta, wiele osób zostało zaatakowanych, a domy spalono.Jak opozycja oceniła wynik?To bezcelowa dyskusja, gdyż opozycja nie uznała tych wyborów. W następnym dniu po elekcji, opozycja próbowała utworzyć rząd przejściowy (Conseil National de Transition) w celu ustanowienia rządu odpowiedzialnego za organizację uczciwych i demokratycznych wyborów. Niestety jej czołowe postacie zostały zatrzymane za nadużycie władzy politycznej i skazane na takie jak kary jak więzienie lub areszt domowy.Opozycja wskazuje, że ​​nie uzna ważności wyborów. Ponadto wzywa do powtórzenia wyborów z powodu nieuczciwości rządu i służb bezpieczeństwa. Opozycja wskazuje, że ​​wybory były zakłócone wieloma nieprawidłowościami i niską frekwencją. Wezwała również do zmian w rządzie w celu stworzenia warunków dla uczciwych, przejrzystych i pluralistycznych wyborów. Należy podkreślić, że wiele punktów głosowania zostało zamkniętych przed zakończeniem wyborów, a inne nie liczyły wszystkich głosów. Spowodowało to wybuch protestów i walk w kilkudziesięciu miastach. Wielu członków opozycji oraz obozu prezydenta nie zgadzało się z A. Ouattarą, opowiadając się za utworzeniem rządu przejściowego. Ponadto obserwatorzy wyborów ze Wspólnoty Gospodarczej Państw Afryki Zachodniej (ECOWAS) musieli podróżować helikopterem, aby dotrzeć do Abidżanu z powodu wybuchu protestów w kraju.Na jakich wyzwaniach i zagrożeniach w kraju prezydent powinien się obecnie szczególnie skupić?Najważniejszym z nich jest stabilność, która może powstać przez zjednoczenie narodowe. Trzeba zaznaczyć, że kraj jest podzielony i, jak na ironię, sytuacja jest podobna do tej tuż przed pierwszym zamachem stanu w 1999 roku, ale tym razem Henri Konan Bedie nie jest prezydentem. Innym ważnym wyzwaniem, przed którym stoi cały kraj, jest korupcja, która nęka społeczeństwo na wszystkich poziomach. Jednak rzadko widzimy gałąź, na której siedzimy, dlatego politycy nie chcą zmian.Z powodu przemocy po wyborach prezydenckich ponad 4000 osób uciekło z Wybrzeża Kości Słoniowej do sąsiedniej Liberii, Ghany i Togo. Te liczby będą wyższe z powodu trwających napięć po wyborach. Kraj traci młode wyedukowane osoby, które wolę rozwijać się w innych państwach. Upada także kultura oraz rolnictwo.Jak twoim zdaniem będzie wyglądał pierwszy rok jego kadencji?Nie wydaje się, aby doszło do jakichkolwiek zmian. Jeśli Alassane Ouattara zostanie na stanowisku, to na pewno będzie mieć miejsce jeszcze kilka dużych protestów, które zostaną krwawo stłumione. Oprócz tego prezydent potrzebuje międzynarodowego wsparcia. Jego głównymi sojusznikami od 10 lat są te same mocarstwa: Francja, USA, Katar i Chiny. Dobra relacja z najsilniejszymi krajami świata, to najlepsze wsparcie dla A. Ouattary, jeśli chce nadal być prezydentem.Obecna głowa państwa jest sojusznikiem zachodnich rządów, w tym byłej potęgi kolonialnej Francji, ciesząc się jej międzynarodowym poparciem. Jednak pomimo znacznego wzrostu gospodarczego, napędzanego przez potężny sektor rolniczy, według danych Banku Światowego ponad połowa kraju żyje w biedzie.

Wywiad

Wywiad z Salomónem Nahmad

26.04.2021

Łukasz Czarnecki: Proszę uprzejmie przedstawić swoją trajektorię akademicką.Salomón Nahmad: Jestem antropologiem. Ukończyłem studia doktorskie z antropologii w Meksyku. Właściwie wszystkie studia ukończyłem w Meksyku. Jestem pracownikiem naukowym w Centrum Badań i Wyższych Studiów Antropologii Społecznej (CIESAS). Jestem członkiem Narodowego Systemu Naukowego i członkiem Meksykańskiej Akademii Nauk. Pracowałem nad kwestiami ubóstwa, odkąd byłem bardzo młody; na tematy rdzennych mieszkańców Meksyku przez 50 lat.Niedawno dołączyłem do zarządu CONEVAL[1] – Rady Narodowej Oceny Polityki Rozwoju Społecznego, jako pracownik naukowy. Mam 75 lat. Nigdy nie należałem do partii politycznej. Nie mam żadnych preferencji politycznych. Wręcz przeciwnie, jestem bardzo krytyczny wobec partii politycznych. Moja myśl utożsamia się z socjalizmem humanistycznym. Myślę, że rozwiązania konfliktów ludzi mają związek ze sprawiedliwym podziałem bogactwa. Aby społeczeństwo ludzkie było sprawiedliwe, musi sprawiedliwie rozdzielać bogactwo.W przypadku Meksyku bogactwo nie jest rozdzielane sprawiedliwie. To prawdziwa katastrofa. Bogactwo skupia się w kilku rodzinach, zaś miliony ludzi żyją w skrajnej marginalizacji iubóstwie.Jakie programy mają największy wpływ?Istnieje wiele programów, np. Program Możliwości i Procampo. Są to dwa makroprogramy, które rząd federalny musi w celu ograniczenia ubóstwa. Koordynują je rządy stanowe i federalne.Jakie są osiągnięcia w walce z ubóstwem?Bieda jest gigantyczna. Nie sądzę, żeby były duże postępy. Jesteśmy na etapie, na którym bardzo trudno jest myśleć, że ubóstwo zostanie zmniejszone. Wręcz przeciwnie, wzrosła. Według spisów nie zmniejszamy się, tylko zwiększamy poziom ubóstwa; ponieważ wzrost populacji jest szybszy niż programy. Jednym z największych czynników jest brak zatrudnienia, zwłaszcza w Oaxaca. Większość mieszkańców Oaxaca wyjeżdża ze stanu do Stanów Zjednoczonych. Tam pracują nad tym, co potrafią robić. Pracują w rolnictwie, w usługach, w restauracjach, przy pracach domowych. Wiele kobiet emigruje. Wśród najbiedniejszych stanów Oaxaca jest pierwszym. Pomimo faktu, że Oaxaca jest stanem o dużej aktywności rolniczej. Konieczne byłyby większe inwestycje w rolnictwo, eksport owoców i warzyw itp.Jakie ma Pan ogólne uwagi o instytucji CONEVAL-u?Chciałbym, aby CONEVAL miał możliwość wpływania na zmiany niezbędne do wdrażania i przygotowania polityki publicznej, z uczciwością i jasnością. Problem w tym, że w Meksyku jest również dużo korupcji. Co więcej, to, co generuje ubóstwo, to konfrontacja społeczna, przemoc, ponieważ nie ma możliwości korzystania z przysługujących im praw. Rząd nie rozwiązuje problemów związanych z prawami socjalnymi.Kto jest odpowiedzialny za walkę z ubóstwem: rząd federalny czy stan?Za politykę krajową w sprawach porządku publicznego odpowiada rząd federalny. Istnieją programy stanowe, ale większość programów do zwalczania ubóstwa ma charakter federalny. Na przykład w przypadku Oaxaca rząd stanowy nie ma dużych własnych dochodów. W Meksyku rząd federalny zbiera wszystkie zasoby; podatki federalne są skoncentrowane w Okręgu Federalnym, a następnie rozprowadzane w stanach. Tak więc, chociaż stany otrzymują część, większość budżetu pozostaje w rękach rządu federalnego, który ma bardzo duże instytucje, takie jak na przykład IFE (obecnie INE) lub SEDESOL; ma gigantyczny budżet. Następnie ten sekretariat ma wiele programów zarządzanych centralnie przez Okręg Federalny i stosowanych we wszystkich stanach.Polityka walki z ubóstwem nie jest zdecentralizowaną kwestią. Rząd meksykański jest historycznie bardzo centralistyczny; Chociaż są stany z wielką władzą, jaką jest rząd federalny. Stan Oaxaca jest krajem z najmniejszą ilością pieniędzy wśród wszystkich 32 stanów.Dlaczego?Ponieważ budżet jest rozdzielany w Izbie Deputowanych. Stany, które nie płacą dużych podatków, otrzymują mniej zasobów. Jest to problem administracyjny, ale północ Meksyku jest bogatsza, a południe Meksyku biedniejsze. Największa koncentracja ubóstwa występuje w Chiapas, Oaxaca, Guerrero i części Jukatanu. Wskaźniki pokazują największe ubóstwo w tych stanach.Czy w Meksyku nastąpiła demokratyczna transformacja? Czy CONEVAL jest jej wynikiem?Demokratyzacja oznacza nie tylko udział w głosowaniach, ale także dystrybucję bogactwa. Co do CONEVALu – nie sądzę.Instytucja CONEVALu jest organizacją – mam wrażenie, małą instytucją, która stara się ocenić programy zajmujące się ubóstwem, ocenić, jak one działają. Jest organem akademickim, nie jest instytucją narodowego aparatu biurokratycznego.Nie sądzę, by zrodziło się to z demokratyzacji. Uważam, że Bank Światowy i Międzyamerykański Bank Rozwoju naciskają na wszystkie kraje świata, aby dokonywały oceny programów społecznych. To bardzo ważne. Bank Światowy odpowiada za stosowanie programów socjalnych w każdym kraju w sposób przejrzysty i przejrzysty. Ponieważ kraje mają dług w Banku Światowym, Bank ten promuje te instytucje oceny społecznej.To nie jest oryginalny program rządu meksykańskiego, to międzynarodowa odpowiedzialność, podobnie jak ONZ czy prawa człowieka.Teraz Narodowy Instytut Geografii i Statystyki (INEGI) oraz Narodowa Rada Ludnościowa (CONAPO) i inne instytucje zajmują się statystyką; te dwa są fundamentalne. CONEVAL to niedawno utworzona instytucja; z drugiej strony INEGI i CONAPO mają wiele lat. Mając wszystkie dane generowane przez te instytucje, urzędy wykorzystują te informacje do planowania polityk publicznych. Natomiast Rząd federalny i każdy rząd stanowy wykorzystują te informacje do planowania programów socjalnych.Czy uważa Pan, że rząd federalny ma taką samą koncepcję ubóstwa jak rząd stanowy?Trudno odpowiedzieć. Ale generalnie myślę, że z punktu widzenia ilościowego ubóstwa tak, jest to zbieg okoliczności. Ale z perspektywy jakościowego ubóstwa nie. Wizja stanu Sonora różni się od wizji stanu Oaxaca, stanu Chihuahua i stanu Guerrero. To są różne wizje. Na przykład stan Baja California Norte, który graniczy ze Stanami Zjednoczonymi, składa się z pięciu gmin; Ten duży stan ma tylko pięć gmin; a Oaxaca ma 570 gmin. Organizacja Baja California jest zupełnie inna niż organizacja Oaxaca.Tutaj, w Oaxaca, pracuję na stanowisku naukowym przeszło 20 lat. Niejednokrotnie uczestniczyłem w definiowaniu polityk publicznych we współpracy z rządem stanowym, zwłaszcza wobec rdzennej ludności. Dlatego przeprowadziłem badania nad ubóstwem w stanie Oaxaca, aby rozróżnić jakościowe aspekty ubóstwa i miejsca, w których jest ono skoncentrowane.Mam wrażenie, że większość biedy występuje w miastach, na obszarach miejskich; a na wsi niektóre regiony są bardzo biedne, nawet skrajnie, ale są inne, które nie są tak biedne. Jest to wizja rozbieżna, którą rodzi wizja ekonomiczna w stosunku do wizji antropologicznej. To dwie różne wizje; my, antropolodzy, mamy jakościową wizję ubóstwa, a ekonomiści bardzo ilościową: dochód, pieniądze, etc..Wkład antropologów jest komplementarny. Pracowałem dla Banku Światowego, szczególnie przy idei kapitału społecznego, czyli organizacji wspólnot. Program PROGRESA-Oportunidades przyznaje pieniądze każdej rodzinie. Ale suma pięciuset rodzin w danej społeczności mogłaby wygenerować kapitał społeczny; i można to odwrócić w kwestiach społecznych. Kluczowy jest kapitał społeczny.Jakie jest wyzwanie CONEVAL-u?Wyzwanie polega na tym, jak oceniać programy i dostosowywać je tak, aby rzeczywiście miały wpływ na rodziny i społeczności, w których inwestuje się pieniądze w celu ograniczenia ubóstwa. Ocena społeczna jest bardzo ważna, podobnie jak jej metodologia. Istnieje ponad tysiąc programów rządowych.Jak koordynowane są te programy?Wszystko wciąż jest rozproszone. CONEVAL nie może koordynować. Powinien to zrobić w przyszłości, ale nie sprawuje kontroli politycznej. Nie ma uprawnień prawnych do koordynowania wszystkich programów. Można zgłaszać sugestie, ale nie można nakazywać. Wcześniej istniał sekretariat prezydencji, który zajmował się planowaniem i oceną, ale teraz go nie ma. Musi to być byt o dużej mocy koordynacyjnej. CONEVAL współpracuje ze Skarbem Państwa i Ministerstwem Administracji Publicznej w celu uzyskania zaleceń do wykonania, ale nie ma uprawnień do wydawania poleceń. Sekretariaty są bardzo potężne, są w nich politycy wybrani przez prezydenta.[1] CONEVAL jest zdecentralizowanym organem publicznym Federalnej Administracji Publicznej, posiadającym autonomię i techniczną zdolność do generowania obiektywnych informacji na temat sytuacji w polityce społecznej i pomiaru ubóstwa w Meksyku.Źródło zdjęcia: Nahmad y Sittón, Salomón – Unidad Regional (ciesas.edu.mx)

Wywiad

Kierunek zmian ustrojowych w Izraelu – wyzwania i zagrożenia

19.04.2021

Kierunek zmian ustrojowych w Izraelu – wyzwania i zagrożeniaDirections of legislation changes in Israel – challenges and threatsWywiad z profesorem Danem Kornem[1]Prof. Marcin Szydzisz: In 2018, the basic law:Israel as the Nation-State of the Jewish Peoplewas adopted.Does the thesis seem justified that in Israel, which tried to reconcile two elements: democracy with the Jewish character of the state, the latter component becomes more important?Prof. Dan Korn: The question is about 2018 basic law called The Nation State of the Jewish Nation. This is a problematic issue. To begin with – Israel doesn’t have full written constitution as some other countries like Britain. We don’t have a constitution, even though we have basic law. We wanted to have a constitution, but there wasn’t an agreement. Some people in Israeli politics said: “We don’t need a constitution, because we have already a constitution. And that’s the Bible”. This is so, because the religion founded Israel. You don’t have a separation between state and religion and we don’t have a constitution. There was a big political debate and the compromise was that we’ll have a series of basic law.So far there are fourteen basic laws and the last one is actually the nation state. This is basically problematic because now it created a tension between two elements - the Israeli democratic state and Jewish state. The nation state is problematic because it stresses Israel as Jewish state. And the truth is there is no need to emphasize it. Israel is a Jewish state because the majority are Jewish. That’s clear.Everything before 2018 was based on the Proclamation of Independence. That was not fully constitution, but it was good for everybody. This document was not an integral part of the law but it was respected by the people written more as a declaration, not as paragraph in the law. Now, suddenly everybody saw it is wonderful. This can[ serve as an umbrella that all the different groups in Israeli society can live within. The people said: we had a proclamation of independence from 1948 and different groups in Israel: Jews and non-Jews (Arabs, Christians and Druzes) were happy and content and there was no need to have a specific basic law about Israel the nation state of the Jewish people. The introduction in 2018 of the Nation State Basic law created tensions between Jews and non-Jews in Israel and thus became very problematic.You know, in Israel you have more than 20% of non-Jewish people – I’m talking about Israeli citizens, not about Palestinians in the West Bank. There are different groups of non-Jewish people. For example there are the Druzes – there are about 28 villages mostly in the north of Israel. It’s a small group and their philosophy is to support the government where they live. For example Druzes who live in Syria supported and even to some extent support Assad.Druzes, who live in Israel are very loyal, moreover they have been serving the Israeli army for years. And they suddenly said that because of Basic Law they became the second class citizens. Even when it wasn’t clear that Israel will win the war for independence and become a state , they showed their loyalty. What I’m saying to you – really loyal citizens suddenly feel that they are not any more equal citizens.On top of which, I feel, in 1980, Hebrew and Arabic were top two languages, they were on the same level – two official languages. But it’s not like that any more. Although the Arabic language hasthe preference in the Arab areas, there are also notes in the Arabic, but it doesn’t have the same status. It’s a kind of nationalism in Israel.Why do you have to create internal division provocations – that’s the debate. And the most people that felt hurt mostly are Druzes. They say: “We took your side before there was Israel, and suddenly we are not equal”.Today, unfortunately, for the last 10 years, there is a shift to the right in Israeli politics – more nationalism, more authoritarian regime, etc. It’s not only in Israel. Netanyahu is a man in power continuously since 2009, but he was also 3 years before.Suddenly we try to create new definitions of liberal democracy. By the way – I was in Israeli policy in the centre, centre-left a little bit. In the past I was a member of parliament from the Labour Party, it was the biggest party, about 20 years ago. Later on we can talk about the problem with Netanyahu. People like him don’t look how to maintain the balance between three branches of government: the executive (the head of which is the prime minister), parliament (legislation) and the judiciary. Actually he wants the government to dominate parliament, and actually not to be bothered too much by the judiciary review.How was Trump's Middle East peace plan received by the Israelis?Trump’s plan is based on two major elements: one is to create normalization between Israel and some Arab countries. This agreements, hopefully, will include economic, social cooperation, etc..The other element is to annex or expand Israel into the West Bank in the way which will pressure the Palestinians to come to some agreement with Israel.Palestinians will lose more and more, time is not on their side. Even Trump never abandoned two-state solution. He says: “According to my plan there will be a two-state solution.” What will be the nature of the State of Palestinians is also problematic from the Palestinians point of view. They won’t have army, they will not have Jerusalem, which serves the role of capital. But still we’re talking about the state or the state “minus”.The two elements are in Trump’s plan – we realized only later that in order to make the progress – that is to say the normalization like we now have with the United Arab Emirates, Bahrain, Sudan. They don’t have a common border with Israel but they are the members of Arab League.Basically the one thing, which in the background is, and it, maybe an achievement for Israel: we are not dependent all the time on solving the conflict with the Palestinians. It’s still the most important problem – the relations between the Israelis and the Palestinians, but even if we are stuck with it or even if it’s very slow, we can still develop relations or normalization with Arab countries. In other words, the Palestinians don’t have a veto, a veto to peace process – that’s the key.But our major problem is still to come to terms with the Palestinians, because the Palestinians are our mates, they live among us – the West Bank, the Gaza Strip, etc.Pushing forward the normalization with other Arab countries is included in Trump’s plan. By the way, if Biden wins the election, they will not go forward with the annexation. If you ask me about the right wing element within the government, mostly Yamina – which now is becoming very popular in Israel, they know that nobody will actually will be able to secure and ensure Israel with annexation. Even in Jerusalem, when Trump moved the American Embassy there, most activities it was more a declaration than an actual action. What I want to tell you – even talking about Trump’s plan, even if Trump is reelected, the annexation doesn’t exist, it will not be carried on. Moreover, at the moment, Netanjahu, who is the right winger, but who wants to put himself in the centre says: “Look how wonderfully is with the United Arab Emirates – no compromises, no peace for peace. But in fact there was a compromise – they got a divine plane, which in fact is the best weapon.Because there are always prices – even Trump, who is regarded as a good friend of Israel, in the long run, even if he is reelected, in my opinion there might be problems . And actually we have to pay a price for it. Let’s put it in this way – in general – yes – most Israelis are happy with Trump’s attitude, certainly in the short time. And right wingers and the settlers in the West Bank are happy. But first at all we don’t know what will happen with Trump. Even if Trump continues his policy, I don’t think there will be any annexation.I don’t have a problem with it. It can maybe bring the Palestinians to the table. I am for solution with Palestinians, for same kind of coexistence, same kind of confederation, some kind of the way that people will be able to live. It’s no way that millions will be pushed. Some right people in Israel say: No problem there won’t be a country, let’s everything on the east side of Jordan river will be Palestine. It won’t work. Some Israelis think: it is not possible to think about such things in the 21st century. What I want to tell you – basically some Israelis are happy with Trump, but I don’t think it will be like that any further. You know that the world, even the US formally, consider Palestinian issue is a major issue. Remember that we were a minority, in 1948 after the war of independence suddenly we became a majority of Jews in a bigger Israel.On the 29th November 1947 General Assembly United Nations adopted resolution 181 – the Partition Resolution, which divided Palestine into Jewish state, Arab state and Jerusalem as an international city. The Jews accepted it, the Arabs didn’t. Our prime minister, the best I think, David Ben Gurion, said: “For us it’s important to have Jewish sovereignty”. The biggest mistake for the Arabs was not to accept the Partition Resolution. There would be smaller Israel, but there would be a state of Palestine. It was a major mistake but the life goes on.If we were to have the second element in Trump’s plan, just like the extreme right wing in Israel wanted, it might collapse the peace with Jordan.Some believe that the annexation of the West Bank will reduce Israel's security. How true is this thesis?If you ask me about the security issue, Jordan is doing a lot of good to us. Without Jordan we would have major problem with enemies from the eastern border of Israel. In the west we have to deal with the Palestinian issue without upsetting king Abdullah. King Abdullah said: “If you are going to any annexation now, because of Trump’s plan, I will abolish the peace agreement”. In my opinion Israel should pay King Abdullah of Jordan, because of service he does for strengthening the security of our country.Will the UE (or European countries) decide to impose diplomatic (economic) sanctions against Israel after its possible decision to annex? What would be the results?Some Israeli think that Netanyahu is friendly with Hungary and to some extent with Poland, because he is not so happy with the countries that control or at least with the strongest countries in the UE, because they don’t follow his policy that we can do anything in territory. European Union should boycott certain products from Israel, even if they are from West Bank, but they do if it’s from there.How will the Palestinians react to the annexation of the West Bank?The Palestinians may want to dismantle the Palestinian Authority (PA). In such a case Israel will have to take care not only about security in territories occupied in the 1967 war, but it will have to create an administration which provides civil services like infrastructure, education, welfare and so on to millions of Palestinians who live in West Bank. This is a major financial burden and creates many problems.We cannot think about annexing the West Bank and come to some kind of a solution with the Palestinians. Now, with Jo Bidden as President-Elect of the U.S. Jewish annexation of the West Bank is not really a viable option. Probably we come back to deal with “the two state” solution: a Jewish state and a Palestinians state. For security reasons the Palestinian state will be limitation.In my opinion, if we sit at the negotiation table, it will create more tensions and I’m afraid – it’s not a definite possibility – there will be another Intifada – terroristic activities, etc., etc. So I’m not so happy with it.We have in my opinion as much as I believe that moderate Israeli and moderate Palestinians should give the country at the moment of annexation. And other thing – at the moment of the possible annexation, extremists on both sides may call the shots. You may tell the Palestinians that time is not necessarily on their side and I told you that the major mistake was made many years ago.Israel is a problematic state in terms of a democratic system.After the 6-day-war when we controlled the territories, right wing said: “Palestinians can live in Nablus and Ramallah, but they can vote for Jordanian parliament. They can live in Gaza Strip, and the Egyptians will take them to vote in Egypt”. I don’t accept it, but this is how some think in Israel.This makes me upset. I want to add something about ultra-orthodox Jews who also live n Israel, that feel the certain autonomy. They don’t serve in the army, they don’t pay taxes, etc. But they support the prime minister. By the way, this is the major support for him. Otherwise he would be kicked out and go before the court.If you want to be a democratic state you cannot think of fifty three years of occupation.Next problem is related with settlement movement. In international low all Jewish settlements are illegal, but mayor settlements are legal in Israeli law.The Jewish youth, who live in illegal settlements in the West bank try to frustrate the live and the livelihood of the Palestinians. Moreover, they tell the Palestinians that they are the masters of the land because it was given to the Jews by God. From their viewpoint there is no place for any territorial compromise because the entire land of Israel (Palestine) was given in biblical times to the Jewish people.In the 90’s there were 50% centre left and 50% centre-right in Israeli political scene. The centre-left were willing to continue peace process. Even if you have differences, the very fact that you talk, the very fact you have a cooperation – economic, social, security cooperation with the Palestinians is important. What’s the problem – if you don’t have a security cooperation with the Palestinian authorities, it’s not good for Israel. It won’t be good if they don’t want to follow the Oslo agreement any more, we don’t want to have Palestinian Authorities, which is actually a state “minus” – I’m very worried about it. We’ll have to take care of all the civilian activity in the West Bank – it won’t be good for Israel. It will cost us billions. It’s like what happened in 1967 – suddenly we had territories. Israelis had to deal with social things – agriculture, transportation, social issues, welfare, etc. among the Palestinians. It was crazy.Wywiad z prof. Joanną Dyduch[2]Prof. Marcin Szydzisz: W 2018 r. przyjęto ustawę o Izraelu jako państwie żydowskim. Jakie ma to znaczenie dla funkcjonowania współczesnego Izraela?Prof. Joanna Dyduch: W roku 1948 Izrael przyjmując deklaracje niepodległości określił ramowe warunki dla funkcjonowania systemu państwowego na poziomie systemowym. W deklaracji mowa jest o kilku kluczowych sprawach. Wydaje się, że jedną z najważniejszych, wyprowadzonych z Deklaracji zasad ustrojowych jest to, że Izrael ma być państwem demokratycznym i ma być siedzibą dla narodu żydowskiego. Deklaracja jest rozbudowana, odwołuje się do różnych kwestii, nawet takich z pogranicza filozofii polityki, a nawet, można powiedzieć, że metafizycznych. Twórcy Deklaracji Niepodległości (najważniejszego systemotwórczego dokumentu) odnoszą się w niej np. do faktu, że Ziemia Izraela jest kolebką cywilizacji żydowskiej i Żydzi po wiekach wygnania do niej wracają.Jednak, trzeba powiedzieć, że cała Deklaracja, mimo wszystko utrzymana jest w duchu konsensualnym. Dodajmy, że zapowiadając powstanie Państwa twórcy tego aktu nie chcieli Państwa wyznaniowego. Chcieli oni państwa świeckiego z podkreśleniem wagi i roli religii, jako raczej czynnika kulturotwórczego niż metafizycznego.Sama Deklaracja, wraz powstającymi, w późniejszych dekadach, Prawami Generalnymi (Basic Law) brała pod uwagę, a może nawet stawiała w centrum, dwa najważniejsze filary państwa: po pierwsze, że Izrael ma być siedzibą narodową dla Żydów i po drugie, że powinien być państwem demokratycznym, w którym jest miejsce dla wszystkich innych, czyli również dla nieżydowskich obywateli państwa.Izrael w swoim ustawodawstwie starał się równoważyć te dwa podstawowe ustrojowe elementy. Przez długi czas ten balans udawało się zachować. Przejawiało się to, na przykład w tym, że sam Ben Gurion i partia Mapai starali się arabską ludność zamieszkującą terytorium Izraela uczynić elementem systemu (dobrze ilustruje to historia partii Mapam oraz Popular Arab Blok). Arabowie otrzymali obywatelstwo. Co oznaczało także, to że musieli oni respektować zasady tego systemu. Ograniczyło to możliwość kontestowania samego istnienia Izraela, jako państwa demokratycznego i żydowskiego, w którym mieliby oni swoje miejsce.Potwierdzeniem zasady demokratycznej były decyzje najważniejszych instytucji izraelskich, w tym Sądu Najwyższego. Wykluczył on np. z wyścigu wyborczego w latach 90-tych żydowskie partie eksternistyczne, które nawoływały do przymusowego transferu Arabów. Takim ugrupowaniem była partia Kach. Została onapozbawiona możliwości udziału w wyborach ze względu na to, że jej hasła zostały uznane za antydemokratyczne i godzące w zasady państwa prawa.Cały ten mechanizm systemowy, który powstał w Izraelu reagował na różne bodźce z zewnątrz i interakcje elementów wewnątrz systemu. Przez to jest on dynamiczny i się zmienia. Przechodził on też różne przeobrażenia ale nigdy nie było tak, że jakaś relewantna siła polityczna, czy to na poziomie rządowym, czy nawet na poziomie parlamentarnym wyraźnie kwestionowała jego ustrojowe zasady chcąc je redefiniować.Stało się to dopiero w momencie przyjęcia Prawa Generalnego mówiącego o żydowskim charakterze państwa. Ustrojowy sens tej ustawy, moim zdaniem, zmienia to państwo. Żydzi stają się tą częścią, która w jakimś sensie jest uprzywilejowana Nie można się zgodzić z tezą, że ta ustawa ma charakter rasistowski, czy fundamentalistyczny, ale jest jakąś formą dyskryminacji ludności nieżydowskiej.To co zaczęło się dziać z izraelską demokracją w sensie ustrojowym, wcześniej działo się w sensie kultury politycznej. Przez przyjęcie tej ustawy przybrało ono jednak wymiar prawny. Demokracja w tym państwie zaczęła dryfować w kierunku demokracji większościowej. Demokracji, która staje się alternatywą dla demokracji liberalnej.Takie propozycje pojawiły się już w latach 80-tych. Jednak to, co się wydarzyło w wyniku przyjęcia tej ustawy, to jest rodzaj ustrojowej zmiany, która zakłada, że większość ma prawa, które nie powinny być ograniczane prawami mniejszości. Ograniczanie prawa większości poprzez nienaruszalne prawa mniejszości jest charakterystyczne dla demokracji liberalnej.W demokracji liberalnej najważniejsze są prawa jednostki i te prawa nie mogą być naruszane tylko dlatego, że większość sobie tego życzy. To co się wydarzyło w Izraelu jest, na poziomie wewnątrz państwowym, przypieczętowaniem pewnych zmian politycznych, które dokonywały się od jakiegoś czasu w izraelskim społeczeństwie. Tą ustawą w jakimś sensie zakończono się dryfowanie demokracji liberalnej – kosmopolitycznej w kierunku demokracji większościowej. A, w moim przekonaniu, demokracja większościowa stoi dzisiaj wyraźnie w opozycji do demokracji liberalnej, gdzie prawa jednostki są postrzegane jako imperatyw. We współczesnym Izraelu i myślę, że podobnie jest w państwach środkowo-wschodniej Europy, prawa jednostki, które są stawiane ponad dobro wspólnoty i ograniczają realizację celów kolektywnych uważane są wręcz za zagrożenie dla funkcjonowania i homeostazy systemu.Ta zmiana, która dzieje się wewnątrz państwa, gdy spotyka się z reakcjami społeczności międzynarodowej i graczy z otoczenia międzynarodowego niesie całe mnóstwo konsekwencji dla Izraela. Po pierwsze, część Izraelczyków (i to nie tylko Arabowie) mówi, że swobody demokratyczne są ograniczane. Niektórzy rozumieją, że jeśli wychodzimy od koncepcji, że to Żydzi mają większość to naturalnie przyjmowane jest też założenie, że ci którzy mają większość w obrębie Żydów też mają prawo decydowania wobec tych, którzy są w mniejszości (np. liberalnie myślących). Z tego powodu dochodzi dziś w Izraelu do licznych napięć społecznych.Trzeba powiedzieć, że te zjawiska, która mają miejsce wewnątrz państwa są w określony sposób postrzegane przez społeczność międzynarodową. W niektórych państwach, czy wśród niektórych przedstawicieli klasy politycznej ze zrozumieniem (np. na Węgrzech, USA Donalda Trumpa, Brazylii, a także do pewnego momentu Polsce).To są te kraje, w których uważa się, ze rządy silnej ręki, które reprezentują większość, są sposobem na radzenie sobie z kryzysem. Natomiast te państwa, które tak nie uważają (zachodnia Europa, i w znacznej mierze brukselskie elity) stają się bardzo krytyczne wobec Izraela. Trzeba też dodać, że izraelski establishment i brukselskie centrum w ogóle nie mówią tym samym językiem. Opisując te same rzeczy posługują się kategoriami zupełnie inaczej definiowanymi. Mówiąc o demokracji rozumieją to pojęcie zupełnie inne rzeczy.W moim przekonaniu ta ustawa spychała ludność arabską w Izraelu na margines. Takim czytelnym, symbolicznym dowodem było pozbawienie języka arabskiego statutu języka urzędowego. Czy może Pani Profesor podać inne formalne rozwiązania, które powodują, że Arabowie mogą czuć się obywatelami drugiej kategorii. Wydaje mi się, że duże znaczenie ma dostęp do armii. Armia w Izraelu pełni nie tylko ważne funkcje jeśli chodzi o obronę kraju, ale jest ona także formacją socjalizującą i stratyfikującą. Pełni ona istotną rolę w konstruowaniu i rekonstruowaniu struktury społecznej w Izraelu.Część ludności arabskiej służy w wojsku, ale są to tylko Druzowie, Beduini i zdarza się, że chrześcijanie Arabowie. Wszyscy oni muszą być ochotnikami. To też oznacza, że musi być klimat we własnych społecznościach, żeby się do armii rekrutować. W przypadku Beduinów i Druzów tak jest, a w przypadku chrześcijan bywało, ale teraz wydaje się, że jest już trochę inaczej. Też trzeba pamiętać, że służba w wojsku oznacza dla nich narażenie się na ostracyzm w szerszej perspektywie, a czasami nawet w węższej, lokalnej.Służba wojskowa daje pewne doświadczenie społeczne i intensywny proces socjalizacji. Daje też możliwości szkolenia. Kursy w izraelskim wojsku mają charakter bardzo profesjonalny. Poza tym armia może wysyłać żołnierzy na studia i nawet za te studia płacić. To wszystko procentuje w późniejszym życiu zawodowym. Poza tym dzięki armii tworzy się cały system sieci, powiązań, znajomości, które później są kluczowym elementem umożliwiającym efektywność działania w różnych obszarach: np. w gospodarce.Ale na ile jest to wykluczenie systemowe, prawne, a na ile tylko faktyczne.Pewno jest to wykluczenie o charakterze raczej praktycznym, ale nie zmienia to faktu, że możliwości rozwoju ludności nieżydowskiej są jednak mniejsze.Są też jednak rozwiązania prawne, które wywołują nierówność np. kwestia własności ziemi. W 1960 r. uchwalono Prawo Generalne, które określa kto jest właścicielem ziemi w Izraelu. Faktycznie właścicielem ponad 90% ziemi w Izraelu jest Żydowski Fundusz Narodowy (Jewish National Fund) i to jest uprzywilejowanie makro grupy społecznej: Żydów, ale nie indywidualnych Żydów, bo oni nie są właścicielami – oni uzyskują prawo do wieczystej dzierżawy. Wiemy z praktyki, że znacznie łatwiej uzyskać to prawo Żydowi, który właśnie zrobił aliję niż Palestyńczykowi, który mieszka w Izraelu od urodzenia, w domu, co do którego ma wątpliwość czy podlega on dziedziczeniu.Ale na ile jest to ustrojowe, prawne upośledzenie określonej kategorii ludności?To jest raczej pytanie do prawnika. To o czym ja mówię wynika z refleksji o charakterze polityczno-społecznym.Nie powiedzieliśmy jeszcze o Prawie do powrotu, czy szerzej o kwestiach regulujących migracje czy też mobilność ludzi. Są ono niesłychanie istotne (np. sprawa małżeństw). Izraelskie prawo np. nie daje możliwości uzyskania obywatelstwa Palestyńczykowi, który zawiera związek małżeński z obywatelką Izraela.Jak przyjęty przez Izraelczyków został plan Trumpa, który m. in. zakładał aneksję Zachodniego Brzegu przez Izrael?Oczywiście były różne opinie, ale duża część obywateli popierała ten projekt. Argumentowano to w różny sposób. Poboczny ale bardzo ważny argument związany jest z przekonaniem, że Izrael jest pełny (Israel is full) – nie ma się gdzie osiedlać. Prognozy demograficzne prowadzone przez The Central Bureau of Statistics wskazują, że liczba mieszkańców Izraela będzie szybko rosnąć. Już teraz patrząc na zestawienia demograficzne widać, że przyrost naturalny wśród ludności żydowskiej posiadającej obywatelstwo Izraela jest wyższy niż społeczności muzułmańskiej. Tendencje demograficzne, których bali się Izraelczycy zostały odwrócone. Ta zmiana wynika w dużej części z bardzo dużej dzietności ludności ultra ortodoksyjnej, która nie w pełni uczestniczy w życiu Izraela (np. nie służy w wojsku).Izraelskie władze chcą ją mocniej zintegrować z resztą społeczeństwa.Niemniej zwolennicy koncepcji Israel is full uważają, że Izrael jest koszem, w którym niewiele się już zmieści. Autor (Allon Tal) książki ((The Land is Full), który ją stworzył patrzy na Państwo Żydowskie z perspektywy geostrategicznej. Zauważa on, że największe źródła wody podziemnej znajdują się na Zachodnim Brzegu i to właśnie Zachodni Brzeg jest bardzo ważny ze względów strategicznych. To jest najbardziej cenny i najłatwiejszy kierunek ekspansji terytorialnej. Izrael uważa, że kwestia palestyńska jest jego wewnętrzną sprawą. Taka narracja pojawiła się już w 2010 r. Od tego czasu władze konsekwentnie prezentują problem palestyński jako wewnętrzną sprawę Izraela. W kuluarach coraz śmielej pojawiają się koncepcje zakładające odejście od koncepcji rozwiązania dwupaństwowego na rzecz koncepcji jednego państwa z dwoma niezależnymi systemami politycznymi, ale jedną władzą zwierzchnią.Ma to być federacja, która zarządza centralnie zasobami strategicznymi takimi np. jak terytorium, czy woda, a innymi jak np. system edukacji - arabski i żydowski komponent zarządzają samodzielnie. W zasadzie to się Izraelowi udało. Sprawa palestyńska przestała funkcjonować jako kwestia międzynarodowa i nie jest tak traktowana przez znaczną część izraelskiego społeczeństwa i, co więcej, tak postrzegają ją nawet izraelskie środowiska lewicowe.Potwierdzają to także aktualne wydarzenia. Część państw regionu zmienia swoje podejście do kwestii palestyńskiej. Świadczą o tym porozumienia z Bahrajnem czy Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, które należy rozumieć jako pokój z Arabią Saudyjską pokazują. Zadeklarowany sojusznik Palestyńczyków – Iran ma swoje problemy wewnętrzne, związane z rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Dodatkowo zamieszanie na rynkach energetycznych powoduje, że i on ma powody do obawy.Jak to czytać w kontekście sprawy palestyńskiej – świat powoli przywykł, że to nie jest kwestia międzynarodowa, a już na pewno, że nie jest ona kluczowa na Bliskim Wschodzie. Podoba się to Izraelowi i jego żydowskim obywatelom. Co to może oznaczać w rozumieniu propozycji Trumpa?.Niektórzy Izraelczycy uważają, że aneksja Zachodniego Brzegu nie jest możliwa, inni, że Netanjahu nie zdecyduje się na zajęcie całego tego obszaru tylko jego części (co dla Palestyńczyków byłoby jeszcze gorsze). Z perspektywy humanitarno-gospodarczej byłaby to dla nich katastrofa.Premier Izraela się jeszcze nie zdecydował na ten krok, chociaż moim zdaniem podejmie taką decyzję – bez względu, kto wygra wybory w Stanach Zjednoczonych. Tym bardziej, że dla Izraela właśnie jest to właściwy moment cyklu koniunkturalnego. Od listopada do stycznia mamy w USA „bezkrólewie” i zawsze wtedy, najczęściej, gdy w Stanach Zjednoczonych były rządy prawicowe u władzy, Izrael przesuwał swoje granice. Granice nie w rozumieniu materialnym czy terytorialnym, ale granice dozwolonych zachowań. Wydaje mi się, że i tym razem może być podobnie . Zwłaszcza, że my nie wiemy w jakiej kondycji jest Palestyńska Władza Narodowa. Izrael w tym czasie może dokonać punktowej aneksji – to znaczy przejęcia kontroli nad kluczowymi fragmentami Zachodniego Brzegu - czyli nad najważniejszymi osadami żydowskimi uznawanymi przez państwo za legalne. To bardzo niedobry scenariusz dla Palestyńczyków.Takie działanie Izraela sparaliżowałoby komunikacje pomiędzy osadami palestyńskimi na Zachodnim Brzegu, a w zasadzie szerzej uniemożliwiłoby to Palestyńczykom dostęp do szeroko rozumianych usług publicznych.Pewne dawniej przyjmowane za oczywiste rozwiązania konfliktu izraelsko-palestyńskiego stają się już niemożliwe do realizacji. Unia Europejska wciąż upiera się przy koncepcji dwupaństwowej. Chociaż, niektórzy podkreślają, że ta koncepcja jest już „martwa” i wiara, że można ją jeszcze „reanimować” jest szkodliwa dla samych Palestyńczyków. Pojawiają się głosy, że w tej sytuacji najkorzystniejsze byłoby powołanie jednego państwa – takiej federacji, ale nie federacji terytorialnej ale funkcjonalnej. Wydaje się, że część Izraelczyków byłaby w stanie zaakceptować takie rozwiązanie.Na czym miała by polegać taka federacja?Byłoby to jedno państwo i dwie oddzielne władze wyposażone w uzgodnione, wynegocjowane kompetencje. Rozwiązania federacyjne w różnych krajach wyglądają różnie. Zakres autonomii części federacji względem rządu centralnego jest uzgadniany. W federalnym państwie, które nie nazywałoby się Izraelo-palestyna, tylko oczywiście wciąż Izrael należałoby uzgodnić, jaki zakres autonomii zostałby Palestyńczykom przekazany. Jeśli popatrzymy na to na chłodno, to tak funkcjonuje Autonomia Palestyńska od lat. Palestyńska Władza Narodowa można powiedzieć, że jest emanacją funkcjonalnej autonomii, a i nie ma ona władzy nad terytorium.Zastanawiam się również, czy jest możliwy taki scenariusz, że kiedy dojdzie do aneksji części terytorium Zachodniego Brzegu władze Autonomii ogłoszą samorozwiązanie. To dla władz izraelskich wcale nie byłoby dobre rozwiązanie. Mimo, że Izrael traktował problem palestyński jako wewnętrzną sprawę państwa to w świetle prawa międzynarodowego władze palestyńskie miały jakiś rodzaj podmiotowości i zagospodarowywały pewne obszary aktywności państwa i izraelskie władze nie musiały się tym zajmować. Gdyby palestyński rząd się rozwiązał kwestie np. organizacji oświaty czy służby zdrowia spadłyby na Izrael.Uważam, że nie masz racji. To jest błąd, który popełnia Unia Europejska. To jest takie myślenie pozytywistyczne, konstruktywne, normatywne, i nawet powiedziałabym w sposób publicystyczny, takie wishfull thinking. Myślenie, że Izrael będzie brał odpowiedzialność za sprawy nie swoich obywateli jest niewłaściwe. Czy Izrael – jako realistyczni konstruowana potęga martwi się tym, że Syria jest państwem upadłym? Czy dla Izraela jest problemem to, że Irak się rozpada i jest wylęgarnią wielu nieszczęść społecznych ,w tym terroryzmu, a Liban jest na granicy upadku?Izrael nigdy nie był bezpieczniejszy. W latach 90-tych izraelscy politycy jak Szymon Perez albo Icchak Rabin myśleli, że wielki, nowy Bliski Wschód będzie bezpieczny, jeśli dojdzie do takiego multilateralnego porozumienia na rzecz rozwoju, ale okazało się, że tak nie jest.Wśród izraelskich decydentów nie ma takiego myślenia, że im gorzej w izraelskim sąsiedztwie tym gorzej dla państwa. Raczej jest odwrotnie: im gorzej w izraelskim sąsiedztwie tym dla Izraela lepiej. Podam przykład: po raz pierwszy Izrael zaczął eksportować ropę naftową z Bliskiego Wschodu, z irackiej części Kurdystanu. Poza tym Izrael sprzedaje. lub jest donatorem, odsolonej wody dla Jordańczyków. Jordańczycy nie radzą sobie z zapewnieniem podstawowych potrzeb syryjskim uchodźcom i Izrael wspiera rząd w Ammanie niosąc tego rodzaju pomoc humanitarną.Dlaczego w umowie koalicyjnej przyjęto uregulowanie mówiące o aneksji część Zachodniego Brzegu. Czy to nie jest to gwóźdź do politycznej trumny Benniego Ganca?Nie, nie ma dla Bennego Ganca znaczenie fakt, czy stracił pośrednie poparcie ugrupowań arabskich.A dla lewicowych partii izraelskich?Ale one mają marginalne znaczenie na izraelskie scenie politycznej. Nawet lewicowe partie w Europie już nie zajmują się sprawami politycznymi i polityczno-międzynarodowymi tylko obyczajowymi.Czy Unia Europejska albo poszczególne państwa europejskie zdecydują się na sankcje dyplomatyczne (ekonomiczne) wobec Izraela po jego ewentualnej decyzji o aneksji? Jakie przyniosłoby to efekty?Unia Europejska i jej instytucje nie będą mogły wypracować pełnego konsensusu. W zakresie Polityki zagranicznej i bezpieczeństwa kompetencje ma Rada Unii Europejskiej musi ona jednak działać w pełnej zgodzie wszystkich państw. W kwestii potępienia aneksji Zachodniego Brzegu nie będzie można wypracować wspólnego stanowiska.Byłyby państwa, które chciałyby je stworzyć. Do tych państw zaliczyłabym Szwecję, Irlandię, Belgię, Francję i być może jeszcze kilka innych. Natomiast są takie kraje, które nie zgodzą się na takie działania. Do tych państwa zaliczyłabym Czechy. Można się również spodziewać, że Polska nie poparłaby żadnych sankcji. Nie dlatego jednak, że jest ona zwolennikiem aneksji Zachodniego Brzegu przez Izrael. O tym zdecydowałaby całkowite powiązanie polityki bezpieczeństwa Polski ze Stanami Zjednoczonymi.Przez europarlamentarzystów niektórych państwa (np. Francja, Irlandia) mogą być podjęte inicjatywy, które będą polegać na próbach przyjęcia np. rezolucji potępiających Izrael. Trzeba jednak pamiętać, że te rezolucje mają jedynie charakter opiniodawczy. Nie są one źródłem prawa, bo są nim tylko decyzje Parlamentu Europejskiego podejmowane wspólnie z Radą Unii Europejskiej. Parlament Europejski nie ma kompetencji w zakresie Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa. Te należą do Rady Unii Europejskiej, a w tym gremium, jak już mówiłam, potrzebny jest konsensus. Wszelki działa na forum Unii będą miały charakter symboliczny i tworzyć będą pewną narrację niż realnie oddziaływać na Izrael.Czy są w stanie coś zrobić państwa narodowe?Myślę, że Izrael mógłby się obawiać reakcji Unii Europejskiej jako całości. Izrael nie jest zależny w zasadniczy sposób od jakiegokolwiek państwa członkowskiego z wyjątkiem Niemiec. Myślę jednak, że Niemcy nie posunęłyby się do ograniczenia, czy też zamrożenia relacji dyplomatycznych czy też polityczno-gospodarczych z Izraelem.Czy może być próba bojkotu produktów izraelskich podjęta przez społeczeństwa europejskie, która mogłaby mieć wpływ na działania rządów?Nie przewiduję czegoś takiego. Trzeba spojrzeć na strukturę relacji gospodarczych. Potencjalny bojkot miałby znaczenie ale tylko w zakresie sprzedaży żywności, ale i tutaj rząd Izraela mógłby sobie poradzić. Inne towary eksportowane przez Izrael są wysoko przetworzone i najczęściej są one komponentami do produkcji produktów końcowych.Myślę też, że reorientacja eksportu Izraela, który ograniczyłaby polityzację wymiany handlowej byłaby możliwa. Tym bardziej, że polityka premiera Netanjahu polegała na dywersyfikacji wymiany handlowej. Chodziło o to by nie polegać na jednym partnerze, czyli ograniczyć konsekwencje współzależności gospodarczej.Trzeba też powiedzieć, że inwestycje izraelskie mają charakter pośredni. Inwestują nie tyle izraelskie firmy, co przedsiębiorstwa związane izraelskim kapitałem. Wielu izraelskich inwestorów ma też obywatelstwo, któregoś z krajów europejskich.Niektórzy uważają (np. Maj.-Gen. Kamil Abu-Rukun), że aneksja Zachodniego Brzegu zmniejszy bezpieczeństwo Izraela. Na ile prawdziwa jest taka teza?Trudno jest nawet jednoznacznie stwierdzić w jaki sposób mierzyć bezpieczeństwo.Np. zaangażowaniem służb czy wojska w obronę jego granic, czy ochronę obywateli?Nie wiem, ale Netanjahu mówił, że po budowie muru bezpieczeństwo Izraela się w zasadzie zwiększyło. Można to stwierdzić w sposób mierzalny np. biorąc pod uwagę liczbę zamachów. Czy zatem aneksja Zachodniego Brzegu obniżyłaby czy zwiększyła poziom bezpieczeństwa? Jestem pewna, że wielu Izraelczyków uważa, że takie działania podniosą jego poziom. Aneksja mogłaby być dla Izraela niebezpieczna, jeśli takie działanie spotkałoby się z wysokim poziomem wrogości innych państw regionu (np. gdyby inne państwa regionu zaatakowałyby Izrael z jej powodu). A ja uważam, że to jest bardzo mało prawdopodobneMożliwe jest za to, że się pojawią problemy w stosunkach Izraela z Egiptem lub Jordanią? Tym bardziej, że król Jordanii mówił, że ten projekt nie może być zrealizowany.Ale wtedy Stany Zjednoczone i Kanada prawdopodobnie wycofają się z finansowania Jordanii. Może się okazać, że Jordanii groziłoby bankructwo.Jakie będę reakcje strony palestyńskiej, jeśli dojdzie do aneksji części Zachodniego Brzegu?Palestyńczycy są zmęczeni poziomem korupcji i niewydolnością władzy prezydenta Autonomii Abu Mazina. Jednocześnie boją się oni, przejęcia władzy przez Hamas. Mogłoby to powtórzyć scenariusz innych państw regionu (np. rozruchy, rewolucje). Społeczeństwo palestyńskie jest bardzo podzielone i nie ma tam takiego Prometeusza, któremu Palestyńczycy by zaufali i to też działa na rzecz Izraela.Czyli potencjalna, kolejna Intifada palestyńska byłaby prawdopodobna. Jest prawdopodobna, ale w Palestynie nie ma, jak już mówiłam, przywódcy, który by ją mógł koordynować. Na pewno nie byłby to aktualny prezydent Autonomii.[1] Dan Koren, profesor, nauczyciel akademicki na Uniwersytecie w Tel Awiwie, autor i redaktor publikacji dotyczących izraelskiej sceny politycznej (m. in. The Demise of Parties (ed) Publisher: Hakibbutz Hameuchad 1988; Public Policy in Israel: Perspectives and Practices (ed), Lexington Books, New York, Oxford 2002; Israeli Cabinets: Wise decisions, Stupid Decisions (with Y. Gutman) Publisher Yediot Books 2017), polityk, członek izraelskiego parlamentu 2008.[2] Profesor w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przez wiele lat związana z Wydziałem Nauk Społecznych na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie uzyskała tytuł doktora i doktora habilitowanego. Jej zainteresowania badawcze lokują się w obszarze studiów izraelskich i europejskich. Autorka wielu publikacji na temat polityki zagranicznej i stosunków międzynarodowych w perspektywie teoretycznej i praktycznej w tym monografii pt.: Europeizacja polskiej polityki zagranicznej w perspektywie realizmu strukturalnego, Wrocław 2016, za którą otrzymała nagrodę Polskiego Towarzystwa Studiów Europejskich za najlepszą monografię w roku 2017 oraz książki Stosunki polsko-izraelskie w latach 1990-2009. Od normalizacji do strategicznego partnerstwa, Warszawa 2010 (https://www.researchgate.net/profile/Joanna_Dyduch). W 2018 roku ukazał się drukiem specjalny numer czasopisma Polish Political Science Yearbook (47/2) w całości poświęcony studiom izraelskim (http://www.czasopisma.marszalek.com.pl/10-15804/ppsy/358-vol-47/issue-2/2053-contents-47-2), którego była ona współredaktorem. Od lat związana z Europejskim Stowarzyszeniem Studiów Izraelskich z siedzibą w Londynie (European Association of Israel Studies/SOAS - University of London), od 2017 roku wiceprzewodnicząca organizacji. Członek Polskiego Towarzystwa Studiów Europejskich. Wykładowca wizytujący m.in. na Uniwersytecie Wiedeńskim, Uniwersytecie Karola w Pradze, Uniwersytecie Mateja Bela w Bańskiej Bystrzycy. W ostatnim czasie odbyła pobyt badawczy w Stiftung Wissenschaftund Politik w Berlinie.

Wywiad

„Japonia jest dla mnie jakby drugą ojczyzną”. Z kroniki polsko-japońskiej czasu przemian

02.03.2021

O tym, co łączy Polskę i Japonię, i dlaczego o wiele więcej niż dawny dług zagraniczny i zamiłowanie do Chopina – opowiada Prof. Stanisław Filipek w wywiadzie z Mateuszem Kryckim.Często bywa Pan w Japonii?Po raz pierwszy odwiedziłem Japonię w roku 1975 na zaproszenie znakomitej uczelni – Tokyo Institute of Technology – w ramach rocznego Post Graduate University Course in Chemistry. W Kursie uczestniczyło 14 osób, głównie z krajów azjatyckich ale także z Ameryki Południowej (Ekwador) i Europy Wschodniej (oprócz mnie była też jedna Bułgarka). Uczelnia stworzyła idealne warunki do pracy naukowej. Każdy z uczestników kursu pracował w konkretnym laboratorium (ja prowadziłem pionierskie prace eksperymentalne nad własnościami wodorków metali w warunkach wysokich ciśnień w ramach Research Laboratory of Engineering Materials) lecz niezależnie od tego mieliśmy wspólne zajęcia, głównie z zaawansowanych technik instrumentalnych. Oprócz tego Uczelnia zorganizowała kilka wyjazdów o charakterze naukowym (Hydroelektrownia Kurobe, Zakłady Petrochemiczne w Niihama i in.), ale przy okazji pozwalały one na poznanie wielu japońskich zwyczajów, zabytków i krajobrazów. Wspominam tamten okres jako bardzo wartościowy i twórczy, w którym zrealizowałem szereg ciekawych badań naukowych uwieńczonych publikacjami w dobrych czasopismach naukowych. Równocześnie poznałem bardzo wielu wspaniałych Japończyków i nawiązałem szereg przyjaźni trwających po dziś dzień.Od tamtej pory odwiedzałem Japonię wielokrotnie w ramach współpracy naukowej, realizacji wspólnych grantów badawczych, a także uczestnicząc w konferencjach naukowych. Często wyjeżdżałem do Japonii nawet kilka razy w ciągu roku.Szczególny charakter miał mój ponad czteroletni pobyt w Japonii (w latach 1991-1995), kiedy Ministerstwo Współpracy Gospodarczej z Zagranicą zaproponowało mi stanowisko Radcy Handlowego w Tokio, odpowiedzialnego za współpracę gospodarczą pomiędzy naszymi krajami. W tym czasie bardzo sobie ceniłem dobre relacje z Ambasadorem Henrykiem Lipszycem, który znakomicie wypełniał swoją trudną misję w Japonii. Z Henrykiem przyjaźniłem się jeszcze podczas studiów na japonistyce. Jestem też bardzo wdzięczny moim współpracownikom w kierowanym przeze mnie Biurze Radcy Handlowego za zaangażowanie i rzetelną pracę. Po zakończeniu tego mojego „dyplomatycznego epizodu” powróciłem do pracy naukowej w Instytucie Chemii Fizycznej PAN, gdzie pełniłem obowiązki Kierownika Zakładu a przez kilka lat Vice Dyrektora d/s naukowych. W tym czasie kontynuowałem współpracę naukową z Japonią, Niemcami, Francją, Taiwanem i innymi krajami.Czym jest dla pana Japonia i jaki jest początek pańskich więzi z krajem „kwitnącej wiśni”?W mojej rodzinie Japonia pojawiała się jako daleki, piękny i egzotyczny kraj o starej, bogatej kulturze, ciekawych zwyczajach i pojmowaniu honoru (samuraje) w sposób podobny do polskich rycerzy. Mając kilkanaście lat zacząłem ćwiczyć judo i karate. Pamiętam wrażenie jakie wywarło na mnie brzmienie komend podawanych w języku japońskim. Wcześniej znajdowałem upodobanie w nauce języków obcych; łacina i rosyjski były obowiązkowe w moim liceum a jako samouk nauczyłem się także włoskiego. Kiedy ukończyłem studia i podjąłem pracę na Politechnice Warszawskiej jako asystent, wpadłem na pomysł, aby dowiedzieć się czegoś więcej o Japonii. Spotkałem się więc z Profesorem Wiesławem Kotańskim, Kierownikiem Zakładu Japonistyki i zapytałem, czy są w Warszawie jakieś kursy języka japońskiego. Profesor spojrzał na mnie i rzekł; „Jedynym miejscem, gdzie można się czegoś nauczyć jest Zakład Japonistyki UW. Proszę zdać egzamin wstępny i do zobaczenia!”.W tej sytuacji nie miałem wyjścia i egzamin wstępny zdałem. Pracując nadal na Politechnice podjąłem więc jednocześnie studia japonistyczne. Początkowo myślałem, że to przekroczy moje możliwości ale jakoś dałem radę. Pracę magisterską na temat wytwarzania japońskich mieczy z punktu widzenia metalurgii obroniłem w tym samym roku co doktorat z chemii fizycznej. Japonistyce zawdzięczam też to, co się w życiu najbardziej liczy – szczęśliwą i wspierającą się rodzinę.Japonia jest dla mnie jakby drugą ojczyzną. Mam tam wielu prawdziwych Przyjaciół i kolegów, na których się nigdy nie zawiodłem. Wędrowałem po Japonii od góry Taisetsuzan na Hokkaido po Kagoshimę na Kyushu i od Wysp Ogasawara (Bonin) po Okinawę. Wszedłem na wiele wysokich gór, w tym na najwyższe szczyty każdej z czterech największych wysp. Odbyłem trening Yamabushi w rejonie Dewa Sanzan i trzykrotnie przepłynąłem 2 km dystans przez morze do czerwonej bramy Torii unoszącej się na wodzie przed słynną Świątynią Itsukushima Jinja na wyspie Miyajima. To pływanie w intencji światowego pokoju i ochrony środowiska odbywało się w dniu 6 sierpnia bezpośrednio po rocznicowych uroczystościach w Hiroshimie. Towarzyszyli mi w tej akcji moi japońscy Przyjaciele oraz mój syn – japonista. Po przypłynięciu do Miyajimy gościł nas naczelny kapłan Itsukushima Jinja – Nozaki Guji. Przy okazji dowiedziałem się, że urodził się tak jak i ja w Roku Smoka. Podążając szlakiem Kukai (Kobo Daishi) odwiedziłem też wszystkie 88 świątyń na wyspie Shikoku, kończąc tę wędrówkę na Górze Koya, gdzie spoczywa Kukai – założyciel nurtu Shingon w japońskim buddyzmie.Pracując długie lata w Instytucie Chemii Fizycznej PAN współpracowałem z kilkoma japońskimi uczelniami (TIT, Tokyo University, Tokai University, Tokyo Rika Daigaku, Hiroshima University, Yokohama Shiritsu Daigaku i in.) oraz instytutami badawczymi (AIST). W ramach grantów JSPS prowadziłem badania w Japonii oraz przyjmowałem japońskich naukowców w moim Instytucie. Wśród wypromowanych przeze mnie doktorów oprócz Polaka, Ukrainki i Rosjanki jest też jeden Japończyk (jedyny Japończyk, jaki do tamtego czasu obronił doktorat w IChF PAN).Rok 1996 - Spotkanie "dzieci z Kobe" z "Dziećmi Syberyjskimi" w Celestynowie.Źródło: Stanisław Filipek - archiwum prywatneMówi Pan o Japonii jako o „drugiej ojczyźnie”. Z tej perspektywy - jakie jest wg Pana postrzeganie Japonii w Polsce i jak Japończycy postrzegają nas?To wzajemne postrzeganie bardzo szybko zmienia się w czasie. Kiedyś wyjazd do Japonii nie był taki prosty jak dzisiaj. Teraz mamy bezpośrednie połączenie lotnicze Warszawy z Tokio co za umiarkowaną cenę pozwala Polakom podróżować do Japonii. Z drugiej strony do Polski przybywa wielu japońskich turystów.Żałuję, że wciąż zbyt mało Polaków wie o uratowaniu przez Japonię blisko 800 polskich dzieci ginących z głodu i chorób na Syberii po rewolucji bolszewickiej. Uważam, że ta niezwykła akcja humanitarna jest fundamentem naszej przyjaźni z Krajem Wschodzącego Słońca. Za sprawą władz japońskich polskie dzieci zostały przywiezione do Japonii i lądując w porcie w Tsuruga miały wrażenie, że trafiły z piekła prosto do raju. W sierocińcu Fukudenkai w Tokio w roku 1921 odwiedziła je nawet Cesarzowa Japonii co w tym czasie było rzeczą niezwykłą. Wyleczone, odżywione i otoczone troskliwą opieką dzieci zostały odwiezione do kraju japońskimi statkami. Po raz drugi Japonia pośpieszyła z pomocą Polakom (głównie polskim Żydom), którzy na początku II Wojny Światowej schronili się na Litwie uciekając przed dwoma totalitarnymi reżimami. Rezydujący w Kownie japoński konsul Sugihara Chiune wystawił im kilka tysięcy wiz japońskich (zwano je „wizami życia”), które pozwoliły wyrwać się z matni.Obydwie fale uchodźców lądowały w porcie w Tsuruga, gdzie założono dedykowane im Muzeum „Port of Humanity Tsuruga”, które 3 listopada 2020 r. przeniosło się do nowej siedziby. Dyrektor Muzeum Akinori Nishikawa, mój dobry Przyjaciel, kilkakrotnie odwiedzał Polskę, a w ubiegłym roku gościł u siebie Karola Nawrockiego, Dyrektora Muzeum II Wojny Światowej. W nowej siedzibie, położonej na nabrzeżu portowym przygotował wspaniałą ekspozycję. Nadmienię, że w tegorocznej listopadowej uroczystości w Tsuruga uczestniczyło trzech ambasadorów (polski, litewski i izraelski) a Ambasador Polski wręczył Prezydentowi Tsurugi specjalny upominek. Był to dyplom Yad Vashem przyznany Antoninie Liro Dziecku Syberyjskiemu za ocalenie żydowskiego chłopca podczas niemieckiej okupacji. Anna Liro, córka Pani Antoniny, którą poprosiłem o podarowanie kopii postanowiła ofiarować Muzeum w Tsuruga cenny oryginał. Dyplom ten znalazł tam poczesne miejsce. Bardzo cieszy pamięć Japończyków o tamtych wydarzeniach ale uważam, że tym bardziej my Polacy powinniśmy o nich nie zapominać. Dlatego na bardzo wysokie uznanie zasługuje Konferencja poświęcona Dzieciom Syberyjskim zorganizowana w ubiegłym roku w naszym Sejmie przez panią poseł Dorotę Arciszewską-Mielewczyk.Rok 2020 - Otwarcie nowej siedziby Muzeum w TsurugaŹródło: Stanisław Filipek - archiwum prywatneBędąc Radcą Handlowym w Tokio poszukiwałem wydawanych w Japonii albumów o Polsce, które nadawałyby się na upominki dla moich rozmówców w japońskich ministerstwach, urzędach i firmach. Niestety w japońskich księgarniach nie znajdowałem nic odpowiedniego (w przeciwieństwie do dostępnych albumów poświęconych np. Węgrom, Czechom lub Słowacji). W końcu zachęciłem japońską firmę, którą wcześniej przekonałem do zainstalowania polskich witraży w projektowanych przez nią budynkach, aby wydała album poświęcony Polsce. Moi przyjaciele zgodzili się i wysłali do Polski artystę – fotografa. W ten sposób powstał piękny album p.t. „Polska widziana oczami pewnego Japończyka”. W albumie tym znajduje się też jedno zdjęcie wykonane przeze mnie; jest to widok z mostu na Wiśle na teren budowy Centrum Manggha w Krakowie. Umieszczenie mojego zdjęcia w tym Albumie poczytuję sobie za wielki zaszczyt. Firma podarowała 200 egzemplarzy Albumu kierowanej przeze mnie placówce (tj. BRH) i od tej pory miałem znakomity prezent dla moich japońskich rozmówców. A piękne polskie witraże zaistniały w zabytkowym kościele katolickim, dwóch placówkach szkolnych oraz na komendzie policji.Myślę, że są to dobre przykłady kształtowania sposobu naszego wzajemnego postrzegania.Rok 2020 - Wręczenie dyplomu Yad Vashem Antoniny LiroŹródło: Stanisław Filipek - archiwum prywatneZ perspektywy tych wielu lat bogatych doświadczeń - jak Pan ocenia współczesne stosunki polsko-japońskie? Polacy od dawna niezmiennie fascynują się Japonią, jej starą kulturą, literaturą, sztuką oraz tradycyjnymi technikami walki (judo, karate, aikido). Przeciętny Japończyk przez wiele lat powojennych postrzegał Polskę jako sowieckiego satelitę. Pomimo to wielu Japończyków znało i ceniło muzykę Chopina, uczestnicząc często w konkursach Chopinowskich. Zmiany w postrzeganiu Polski zaczęły zachodzić po wyborze Jana Pawła II (zwłaszcza po jego wizycie w Japonii) i przełomie polityczno-gospodarczym zapoczątkowanym przez Solidarność. Obecnie nasz kraj wzbudza u Japończyków coraz większą ciekawość i sympatię.Co w takim razie wpływało na ewolucję relacji Polski i Japonii do stanu obecnego? Mamy jakieś kluczowe obszary dialogu lub sporów, tzw. kluczowe momenty w tych relacjach? Jest wiele czynników, które kształtowały nasze relacje. Należałoby to jakoś uporządkować…To pomogę i pozwolę sobie zacząć od przemian ustroju politycznego i gospodarczego w obu krajach – jakie miały znaczenie? Przemiany polityczne, ekonomiczne i społeczne w Polsce w latach 80. ubiegłego wieku stworzyły wiele szans na dobrą współpracę. Niestety, nie mogły być one w pełni wykorzystane z powodu redukcji polskiego zadłużenia (z czasów rządów Gierka i Jaruzelskiego) - gwarantowanego przecież przez państwo polskie. Japonia zaakceptowała - bardzo niechętnie -to rozwiązanie ale zamroziła realną współpracę gospodarczą m.in. przez wstrzymanie kredytów i gwarancji kredytowych dla firm zamierzających inwestować w Polsce. Skutecznie to zniechęcało potencjalnych inwestorów. Pierwszym symptomem zmian tego podejścia było przyznanie kredytu Exim Banku na budowę fabryki baterii elektrycznych w Gnieźnie przez firmę Matsushita (wspólnie z Philipsem). Była to pierwsza inwestycja japońska w dziedzinie produkcji w Polsce. Miałem wielką radość i satysfakcję uczestniczyć w tym ważnym wydarzeniu, jakim było podpisanie umowy kredytowej. Ostateczne „odmrożenie” stanowiska Japonii nastąpiło w roku 1995 w wyniku wizyty w Japonii naszego Ministra Współpracy Gospodarczej z Zagranicą, a ja miałem przyjemność zainicjować i koordynować tę wizytę.Czyli miał Pan swój wkład w odbudowywanie relacji z Japonią w wymierny sposób…Można tak to ująć – jako jeden z wielu Polaków i Japończyków, którzy pracowali na rzecz normalizacji. Wkrótce po tym pojawiło się w Polsce blisko 300 nowych firm japońskich. Należy jednak podkreślić, że nawet w okresie „zamrożenia” miały miejsce pozytywne działania szeregu organizacji rządowych (np. JAICA, JETRO, JSPS) i gospodarczych (Keidanren, Izby Handlowo-Przemysłowe i in.) stymulujące naszą współpracę w wielu dziedzinach.Rozwijając ten wątek - w jakim stopniu aspekty współpracy technologicznej mogły mieć znaczenie przy negocjowaniu i lokowaniu tych inwestycji zagranicznych? I – co też istotne z punktu wymiany gospodarczej - czy inwestycje te były głównie w jedną stronę – tj. z Japonii do Polski?Inwestycje były głównie kierowane z Japonii do Polski. W tym kontekście szczególne znaczenie miało wstąpienie Polski do Unii Europejskiej co stworzyło dla Japonii wiele nowych możliwości współpracy przynoszących korzyści także dla Polski. Można do nich zaliczyć podnoszenie kwalifikacji polskich osób zatrudnionych w produkcji lub administracji oraz kształtowanie japońskiego etosu pracy u polskich pracowników. Oprócz współpracy technologicznej ważną rolę spełnia współpraca naukowa.W Instytucie Chemii Fizycznej PAN, w którym pracowałem ponad 40 lat, wiele Koleżanek i Kolegów współpracowało z japońskimi naukowcami przez szereg lat. Wspomnę tu choćby o prof. Januszu Lipkowskim - długoletnim Dyrektorze Instytutu, prof. Jerzym Góreckim oraz prof. Marii Janik-Czachor. Znaczącym efektem współpracy było wdrożenie nowatorskiej metody oczyszczania gazów odlotowych z elektrociepłowni dokonane we współpracy z naukowcami japońskimi przez prof. Andrzeja Chmielewskiego - wieloletniego dyrektora Instytutu Chemii i Techniki Jądrowej.Jako jeden ze szczególnie ważnych przykładów chciałbym podać współpracę pomiędzy Instytutem Wysokich Ciśnień PAN, a japońskimi ośrodkami naukowymi kierowanymi przez japońskich laureatów Nagrody Nobla (Amano, Akasaki i Nakamura) z roku 2014. Jest to zasługa osiągnięć prof. Sylwestra Porowskiego, prof. Izabeli Grzegory i ich współpracowników, których badania koncentrowały się na opracowaniu niebieskiego lasera na osnowie monokryształów azotku galu.Współpraca z japońskimi noblistami z pewnością była pewną okazją do – nazwijmy to - wymiany kulturowej i wspólnego bliższego poznania współczesności obu krajów. W tym kontekście i niejako nawiązując do jednego z pierwszych pytań o postrzeganiu- czy wzajemna opinia publiczna miała i ma wpływ na relacje polsko-japońskie? Oczywiście tak. Dlatego jest rzeczą ważną, aby wydarzenia istotne z punktu naszych wzajemnych relacji – na przykład wystawy, koncerty i inne wydarzenia kulturalne, konferencje, inwestycje, akcje charytatywne itd. - były podawane do wiadomości przez media. Dużą rolę odgrywają też wydawnictwa książkowe (np. „Mosty Przyjaźni. Polska dusza i japońskie serce” – książka napisana przez Nagao Hyodo, ambasadora Japonii w Polsce w latach 1993-1997 i przetłumaczona na język polski; wspomnę też o książkach Shunji Ozaki o Historii Warszawy, Powstaniu Warszawskim i Powstaniu w Getcie).Ostatnio przybywa coraz więcej dobrych książek o Polsce wydawanych w Japonii oraz książek o Japonii ukazujących się w Polsce. Oprócz wielu tłumaczeń literatury japońskiej warto wymienić dzieło prof. Ewy Pałasz-Rutkowskiej p.t. „Historia stosunków polsko-japońskich”. Wspomnieć należy także o studiach japonistycznych na Uniwersytecie Warszawskim, Uniwersytecie Jagiellońskim, Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Duża liczba kształcących się japonistów sprzyja prawidłowemu postrzeganiu Japonii w Polsce. Z drugiej strony organizowane przez Uniwersytet Muzyczny w Warszawie studia i inne szkolenia przyciągają corocznie wielu młodych, utalentowanych muzycznie Japończyków. Do lepszego poznania naszego kraju zasłużyło się wielu Japończyków. Nie sposób tutaj wyliczyć wszystkich, ale powinniśmy pamiętać o zasługach takich osób, jak Umeda Ryochu, Shozo Yoshigami, Shimao Toshio, Sato Masahiko i Yukio Kudo, czy Shinroku Saito oraz Sekiguchi Tokimasa; muszę wymienić też Yoshimi Fukami, Akinori Nishikawa i Hirohisa Uchida, Akira i Yasuko Sawaoka, Yusuke Tejima, Masatake Wada, ale też Koichi Akatsu, Masahiro Taguchi, Kunio Miyauchi, Tsuneo Okazaki, Yoshihiro Taniguchi. Są też…Z pewnością jest ich wielu…Muszę też wspomnieć o Kiyokatsu Matsumiya, Bunji Matsushita, Teruji Suzuki i Junji Kudo, Yoshiaki Ishizuka i Shoji Asada, ale też o Teruo Matsumoto, Yamamoto Michio, czy wreszcie Masakazu Miyanaga, Akiko Miwa.Tak, lista przekracza ramy tego wywiadu, ale - kończąc już - nie można też zapominać o zasługach kolejnych Ambasadorów Japonii, Dyrektorów Centrum Informacji i Kultury Japonii, Dyrektorów Biura JETRO, Japońskiej izby Gospodarczej w Polsce i wielu innych Japończyków działających w Polsce.Z drugiej strony duże uznanie należy się również Ambasadorom i Pracownikom Ambasady Polskiej oraz Instytutu Polskiego w Tokio, którzy systematycznie podejmowali i podejmują wiele ważnych inicjatyw na rzecz zacieśniania naszych dobrych relacji z Japonią.Na szczycie Asahidake 2290 m - najwyższej górze na Hokkaido w pasmie Taisetsuzan.Źródło: Stanisław Filipek - archiwum prywatneMamy więc wielu konstruktorów „mostu” między Polską i Japonią. A może istnieje pewien kulturowy wspólny mianownik między nami? Może Japończyków i Polaków łączyć – na przykład - pewna religijność ?W większości religii poza transcendencją można odnaleźć wspólne elementy (wskazania/nakazy) kształtujące ludzkie postawy i stosunki społeczne. W Japonii dominuje buddyzm i shinto – katolicy stanowią około 1 % ogółu. Mówiąc o religii nie sposób nie wspomnieć o Świętym Maksymilianie Kolbe, który wiele wysiłku i pracy poświęcił miastu Nagasaki gdzie m.in. zbudował klasztor, w którym schronili się mieszkańcy po ataku atomowym w roku 1945. Jego współpracownicy, którzy pozostali w Japonii, zasłużyli sobie na wdzięczną pamięć u Japończyków. Ojciec Mirochna zbudował w pobliżu Nagasaki szpital dla dzieci upośledzonych fizycznie lub umysłowo. Szpital ten działa do tej pory. Ojciec Żebrowski (znany w Japonii jako Ojciec Zeno) organizował sierocińce, w których zapewniał bezpieczne schronienie dla japońskich dzieci osieroconych w wyniku działań wojennych. Ojciec Zeno spoczywa w pięknym widokowym miejscu niedaleko Góry Fuji. Działalność polskich misjonarzy została opisana w wielu japońskich publikacjach (także w formie komiksu). Sztuka poświęcona Ojcu Zeno została nawet wystawiona przez Japończyków w bazylice w Niepokalanowie.Czy miały miejsce jakieś istotne wydarzenia, które pomogły rozwijać wzajemne stosunki? Oczywiście. Było ich bardzo wiele. Przede wszystkim to pierwsza w historii wizyta Ich Cesarskich Wysokości w Polsce w roku 2002 oraz wizyty członków rodziny cesarskiej. Cesarz i Cesarzowa zwiedzili Kraków i Warszawę spotykając wiele wybitnych osobistości. Na przyjęciu w rezydencji Ambasadora Japonii spotkali też trójkę Dzieci Syberyjskich, z którymi długo rozmawiali. A więc po upływie 81 lat Cesarzowa Japonii ponownie spotkała się z polskimi Dziećmi Syberyjskimi. O tym wydarzeniu, a przy okazji także i o Polsce pisała wtedy cała japońska prasa.Duże znaczenie miała też oficjalna wizyta Prezydenta Wałęsy w Japonii w 1994, podczas której spotkał się z przedstawicielami japońskiego biznesu i miał wystąpienie w Keidanrenie. Na jego cześć wydane zostało przyjęcie z udziałem Cesarza i wysokich japońskich osobistości. Wizyta ta przyczyniłą się do przyspieszenia tempa normalizacji naszej współpracy gospodarczej.Bardzo ważne było także otwarcie Centrum Manggha w Krakowie z inicjatywy Andrzeja Wajdy i według projektu Arata Isozaki. W Centrum znalazła swoje miejsce kolekcja dzieł sztuki japońskiej utworzona przez Feliksa Jasieńskiego (jego pseudonim to właśnie Manggha) i zawierająca wiele bezcennych drzeworytów japońskich. Obecnie Centrum Manggha, pod kierunkiem Dyrektor Bogny Dziechciaruk-Maj, nie ogranicza się do działalności wystawowej ale prowadzi niezwykle ożywioną, wielostronną działalność na rzecz zbliżenia naszych krajów.Innym ważnym wydarzeniem była też – wspomniana już - pierwsza japońska inwestycja produkcyjna firmy Matsushita w Gnieźnie.Duże znaczenie dla rozwijania wzajemnych relacji miało także utworzenie Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych. Kierowana przez Rektora Jerzego Pawła Nowackiego uczelnia kształci znakomitych specjalistów w dziedzinie informatyki, którzy mają też szansę lepiej poznać japońską kulturę i japońskie realia.W swoim czasie ważną rolę spełniało Towarzystwo Polsko-Japońskie, którego działalność kontynuuje obecnie Salon Przyjaciół Japonii pod kierunkiem Prezesa – prof. Ryszarda Jabłońskiego. Salon organizuje wiele prelekcji, wystaw i innych ciekawych imprez.Założone w 2004 r. Centrum Kultury Japońskiej w Przemyślu kierowane przez Panie Igę Dżochowską i Atsuko Ogawa, także podejmuje szereg inicjatyw, organizując m.in. Festiwale Kultury Japońskiej w Rzeszowie, Jarosławiu, Krasiczynie i innych miejscowościach. Cieszę się też bardzo, że mogłem współuczestniczyć w akcji nadania Szkole w Starej Wsi w Gminie Celestynów imienia „Dzieci Syberyjskich”. Geneza tego pomysłu wynika stąd, że w roku 1996 w tej szkole mieszkały przez 4 dni dzieci z Kobe w ramach naszego projektu „Trzytygodniowe Wakacje Szlakiem Polskich Stolic”. Na terenie malowniczego kampusu pobliskiego Instytutu Wysokich Ciśnień PAN zaaranżowaliśmy ich spotkanie z czwórką Dzieci Syberyjskich. Wierzę głęboko, że wychowankowie tej Szkoły – jedynej o takim imieniu – będą promować Japonię w Polsce i Polskę w Japonii umacniając nasze przyjacielskie więzi zadzierżgnięte ponad 100 lat temu. Wspaniała działalność Pani Dyrektor Elżbiety Osuch znajduje uznanie i wsparcie ze strony Pana Wójta Witolda Kwiatkowskiego a także mieszkańców gminy i wielu innych osób. Bliskość instytutu Wysokich Ciśnień PAN stwarzać będzie celestynowskiej młodzieży szanse kształcenia w nowoczesnych dziedzinach nauki. Może z tego grona wyjdą nowi polscy laureaci Nagrody Nobla? Życzę im tego z całego serca.Możnaby wymienić jeszcze wiele innych ale nie sposób wymienić wszystkich. Rok 2005 drugie spotkanie dzieci z Kobe z Antoniną Liro - Dzieckiem SyberyjskimŹródło: Stanisław Filipek - archiwum prywatneA z wydarzeń lub historii szczególnie Panu bliskich – chciałby Pan jakieś wymienić?Z tych, które zainicjowałem i w które byłem bardzo zaangażowany, mogę wspomnieć choćby współpracy pomiędzy miastem Niepołomice i jego japońskim partnerem Shihoro oraz Myślenicami i Natasho. Ta współpraca przyniosła wiele dobrych rezultatów. Tutaj wspomnę o kilku z nich. W roku 1995 wstrząśnięty skutkami trzęsienia ziemi w rejonie Kobe zwróciłem się do Burmistrza Niepołomic z prośbą o przyjęcie grupy dzieci z rodzin najbardziej poszkodowanych w tym katakliźmie. Władze Niepołomic bez wahania podjęły pozytywną decyzje. Podejmując tę akcję mieliśmy w pamięci dobro okazane 75 lat wcześniej polskim dzieciom ginącym na dalekiej Syberii. Za sprawą Burmistrza Stanisława Kracika i Wiceburmistrz Danuty Wieczorek 30. osobowa grupa Japończyków (28. dzieci, pielęgniarka i tłumaczka) spędziła piękne, relaksujące wakacje w Polsce. To niezwykle wspaniałe i serdeczne przyjęcie w Niepołomicach zapoczątkowało wiele kolejnych wzruszających i ważnych wydarzeń. Panu Stanisławowi Kracikowi i Pani Danucie Wieczorek jestem za to bezgranicznie wdzięczny. „Wakacje w Polsce” powtórzyliśmy w roku 1996 dla drugiej grupy 30. japońskich dzieci. Uczestniczyły w nich przede wszystkim niezawodne Niepołomice, a oprócz tej miejscowości także Myślenice, Kraków, Gniezno, Płock i Celestynów.Wspominałem wcześniej o uwieńczonej sukcesem promocji polskich witraży w Japonii. Te wielkie dzieła sztuki witrażowej zdobią nie tylko zabytkowy kościół pod wezwaniem św. Franciszka Ksawerego, Szkołę Handlowo-Przemysłową i Szkołę Rolniczą w Tokio, ale także Komendę Policji w miejscowości Kumagaya oraz domy prywatne. Takie niezwykłe możliwości mogłem stworzyć polskim witrażystom dzięki wspaniałej japońskiej śpiewaczce – Yoshimi F., koncertującej w Japonii i wielu krajach Europy, w tym w Polsce. Imię „Yoshimi” pisze się dwoma znakami淑美, z których pierwszy wyraża subtelność a drugi – piękno. To imię nadane jej przez ojca – profesora architektury na Uniwersytecie Nihon Daigaku - znakomicie charakteryzuje jej osobowość. Yoshimi ma wszelkie cechy „Yamato Nadeshiko” 大和 撫子 . Było dla mnie wielkim wyzwaniem i radością podejmować i realizować wspólnie z Yoshimi rozliczne – czasem wydawać się mogło szalone - pomysły w wielkiej i małej skali. Oprócz wypromowania w Japonii polskich witraży wymienię kilka najważniejszych:Rok 2009 Yoshimi przy witrażu w kościele im. Franciszka Xawerego w Kanda (Tokio)Źródło: Stanisław Filipek - archiwum prywatne- „Polish Festa” w Tokyo Dai-ichi Hotel w Sakai (właścicielem hotelu był znajomy Yoshimi) w pobliżu międzynarodowego lotniska Kansai. Podczas tej wielodniowej imprezy występował Zespół Regionalny z Myślenic a dania szykowali polscy kucharze. Dochód z Bankietu został przekazany na rzecz Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu. Myślenicki Zespół wystąpił później w Shihoro (partner Niepołomic) i w Tokio - w pierwszej części Koncertu Przyjaźni; w drugiej części tego koncertu wystąpił Zespół Yoshimi.- W roku 1998 Koncerty Wdzięczności Zespołu Yoshimi na trasie Celestynów-Płock-Gniezno-Kraków-Niepołomice-Myślenice w podziękowaniu za udział tych miast w wakacjach dla dzieci – ofiar trzęsienia ziemi w Kobe w r. 1995. Na koncercie w Celestynowie Zespół był oklaskiwany m.in. przez polskie Dzieci Syberyjskie.- W roku 1999 Turnee Zespołu „Dzieci Płocka” po Japonii na trasie Tokio-Koshigaya-Takaoka-Kyoto-Hiroshima - Miyajima – Kobe (blisko 2000 km). Przy tej okazji zawieźliśmy Przesłanie Wdzięczności od polskich Dzieci Syberyjskich skierowane do wszystkich Japończyków. Oryginał uroczyście wręczyłem Przesowi Japońskiego Czerwonego Krzyża.- W roku 2002 zaaranżowaliśmy występ Zespołu „Dzieci Płocka” dla Ich Wysokości Cesarza i Cesarzowej Japonii. Po uroczystym lunchu z udziałem m.in. polskiego Premiera Zespół zaprezentował przed Pałacem na Wodzie wspaniałe tańce i pieśni nagradzane oklaskami przez Parę Cesarską, .- W roku 2005, dziesięć lat po katastrofie w Kobe zaprosiliśmy ponownie „nasze” dzieci z obydwu grup, które spędziły w Polsce wakacje w roku 1995 i 1996. Teraz, będąc już dorosłymi ludźmi oglądały nasz Kraj z nieco innej perspektywy, wzruszały się spotykając po latach opiekujących się nimi Polaków, odwiedzając ponownie dawne znane miejsca, poznając też nowych przyjaciół i nowe miejscowości. Oprócz Niepołomic, Skawicy, Krakowa, Myślenic, Płocka i Celestynowa odwiedziły tym razem Toruń, Warszawę, Jarosław, Rzeszów i Przemyśl. Podczas tej wizyty w Ambasadzie Japonii miało miejsce ponowne (i niestety ostatnie) spotkanie „dzieci z Kobe” z Dzieckiem Syberyjskim.Trzeba podkreślić, że zrealizowanie tych wszystkich pomysłów nie byłoby możliwe bez bezinteresownej pomocy wielu naszych wspaniałych polskich i japońskich Przyjaciół.Rok 2005 dzieci z Kobe ponownie w NiepołomicachŹródło: Stanisław Filipek - archiwum prywatne Szlachetna inicjatywa – gratuluję. Dziękuję, także w imieniu Yoshimi i wszystkich, którzy przyczynili się do wymienionych akcji..Na koniec - łącząc przeszłość z teraźniejszością - niegdyś Japonię stawiano za wzór rozwoju gospodarczego, Polska miała podążać za nim. Obecnie mówi się, że Japonię czeka trudny scenariusz rozwojowy. Covid przyspieszył w zasadzie jego realizację, otwarcie wskazuje się na kryzys w Japonii. Co się zatem stało z tym japońskim „cudem gospodarczym”, gdzie jego owoce?Epidemia Covid-19 ogarniająca cały świat nie ominęła także Japonii i Polski, osłabiając, niestety, nasze wzajemne relacje. Liczymy jednak na to, że opracowanie skutecznej szczepionki zahamuje rozwój epidemii i sytuacja wróci do normy.W takim razie w którą stronę zmierzają relacje polsko-japońskie? Nasze wzajemne stosunki mają duże szanse nadal intensywnie się rozwijać. Istnieją ku temu bardzo sprzyjające warunki. Ograniczenia moga wynikać z silniejszego ukierunkowania Polski na współpracę w ramach Unii Europejskiej. W dziedzinie technologii nie do pominięcia jest tez duża konkurencja wobec Japonii ze strony Chin, Korei Południowej, Taiwanu i innych krajów Azji. W każdym razie jestem przekonany, że współpraca polsko-japońska otwiera dla obu Krajów wiele obiecujących perspektyw. Dotyczy to w szczególności współpracy w dziedzinie nauki, kultury i nowych technologii.Dziękuję za rozmowę Panie Profesorze.Dziękuję Panu.BIOGRAM:prof. dr hab. inż. Stanisław FilipekRocznik 1940, urodzony w Warszawie; specjalizuje się w naukach chemicznych ( syntezy gaz-ciało stałe w warunkach wysokich ciśnień, własności układów metal-wodór, konstrukcja aparatury wysokociśnieniowej) i językoznawstwie (japonistyka). Profesor emeritus, obecnie współpracuje z Instytutem Wysokich Ciśnień PAN. Odkrywca szeregu wodorków i deuterków; autor nowatorskich projektów aparatury wysokociśnieniowej. Promotor współpracy polsko-japońskiej w dziedzinie nauki, inwestycji, wymiany handlowej i kultury, a także międzynarodowych wymian edukacyjnych.Ukończył studia na AGH w Krakowie (1962) i UW (1969). Tytuł dr. uzyskał w Instytucie Chemii Fizycznej PAN w Warszawie (1978); dr hab. i profesora (tyt.) - tamże (1990 i 2006). Autor wielu publikacji, patentów. Piastował m.in. stanowisko: radcy handlowego RP w Tokio 1991-1995; pracownik Instytut Chemii Fizycznej PAN (m.in kierownik Zakładu 1998-1999 oraz 2003-2010, z-ca dyrektora ds. naukowych 1996-2003); visiting professor w Taiwan National University 2011. Realizator grantów NEDO i JSPS.Wyróżnienia: Medal im. Tadeusza Sendzimira - 2003; Złoty Krzyż Zasługi - 2005; Order Wschodzącego Słońca ze Złotymi Promieniami i Wstęgą - 2006; Medal 100-lecia Odzyskania Niepodległości - 2018.Członek Polskiego Towarzystwa Chemicznego - od 1970; EHPRG (European High Pressure Research Group) - Member of the Steering Committe 1987-1989; AIRAPT (International Association for the Advancement of High Pressure Science and Technology) - Member of the Steering Committee od 2003.

Wywiad

O historii Jukatanu oraz problemie nierówności i równouprawnienia kobiet w Meksyku

22.11.2020

Wywiad z Dr Dulce María Sauri Riancho - Prezydentka niższej Izby Kongresu (2020-2021) przeprowadził dr Łukasz Czarnecki.Słowo wstępne: Aby zrozumieć historię regionu, jego przeszłość, teraźniejszość oraz przyszłość, trzeba znać formy uprawy ziemi. W przypadku półwyspu Jukatan nie można zrozumieć jego historii bez zrozumienia historii rośliny: henequen. Dra. Dulce María Sauri Riancho, naukowiec, historyk i polityk z tego regionu przedstawia historię regionu jukatańskiego oraz znaczenia równości i równouprawnienia kobiet.L.C.: Jaka jest Pani trajektoria zawodowa?D.M.S.R.: Urodziłam się w 1951 roku w Meridzie. Mam dyplom z socjologii na Uniwersytecie Iberoamerykańskim. Po studiach podjęłam pracę w administracji publicznej. Pracowałam w organizacji zajmującej się planowaniem rozwoju regionalnego, która działała w dorzeczu Lerma-Chapala-Santiago, w ramach planu Lerma. W 1977 r. zamieszkałam w Saltillo (Coahuila), aby pracować w nowo utworzonej delegacji Sekretariatu Programowania i Budżetu. W 1979 roku wróciłam do Jukatanu, gdzie kontynuowała pracę w tym samym Sekretariacie. W 1982 roku po raz pierwszy zostałam posłanką federalną; w czerwcu 1983 r. przewodniczącą komitetu państwowego PRI, a po latach, w 1988 r., senatorką Jukatanu.A potem została Pani mianowana przez prezydenta Salinasa tymczasowym gubernatorem Jukatanu. Jak wyglądał ten okres i jakie były zmiany strukturalne?Zostałam wybrana przez Kongres stanu Jukatan na tymczasowego gubernatora, podczas prezydentury Carlosa Salinasa de Gortari. W Jukatanie pod koniec 1987 r. odbyły się wybory gubernatorów, które wygrał Victor Manzanilla Schaffer. Podczas swojej kadencji doszło do kryzysu władzy. Sześcioletnia kadencja Salinasa charakteryzowała się wymianą 17 gubernatorów; niektórzy, ponieważ odeszli, inni, ponieważ awansowali na inne stanowiska polityczne i tak dalej. Jednym z nich był gubernator Jukatanu Víctor Manzanilla, który złożył wniosek o licencję, a ja weszłam, aby zakończyć jego kadencję. Jego odejście było konsekwencją konfrontacji między grupą Víctora Cervera, byłego gubernatora i sekretarza reformy rolnej w gabinecie Carlosa Salinasa, a ustępującym gubernatorem. Rozpoczęłam kadencję w lutym 1991 r., aby zakończyć okres w lutym 1994. Znalazłam bardzo skomplikowaną sytuację. W 1987 roku rząd federalny przekazał majątek państwowego przedsiębiorstwa CORDEMEX-u władzom stanowym. CORDEMEX był w tamtych latach ekonomicznym i społecznym sercem państwa, ponieważ w jego obiektach wytwarzano prawie całe włókno henequenu produkowane przez ponad 50 tysięcy ejidatarczyków. Odebranie CORDEMEX-u oznaczało także przejęcie firmy, która działała z dużymi stratami, na którą Jukatan nie mógł sobie pozwolić z powodu niepewnej sytuacji skarbu państwa. W tamtych latach zaczęto rozważać sprzedaż prywatnym przedsiębiorcom. W skład kompleksu przemysłowego wchodziło kilka fabryk, z których część mogła przetrwać i przynosić zyski, ale inne musiałyby zostać zamknięte.Kiedy zaczynałam swoją kadencję, przyszedł czas na przegląd układu zbiorowego pracy CORDEMEX-u. Nawiasem mówiąc, umowa o pracę miała status „umowy prawnej”, ponieważ CORDEMEX był najważniejszą firmą zajmującą się twardymi włóknami w Meksyku. Decyzja musiała zostać podjęta, gdyż negocjacje oznaczały przedłużenie działalności firmy o kolejne dwa lata. W konsekwencji przystąpiłam do wszczęcia procedury jej likwidacji. Prezydent Salinas zadeklarował wsparcie środkami ekonomicznymi niezbędnymi do zwolnienia pracowników CORDEMEX-u. W tym okresie, który nie trwał dłużej niż sześć miesięcy, henequen nadal był dostarczany. Rząd stanowy nadal go kupował, ale ponieważ fabryki nie działały, musieliśmy przechowywać go w magazynach rozmieszczonych w całym mieście Merida i kilku okolicznych gminach. Fabryki zdolne do przetrwania zostały sprzedane i natychmiast zaczęły produkować wyroby z włókien zebranych w tych miesiącach.Innym delikatnym problemem społecznym była sytuacja w rolnictwie, a zwłaszcza w uprawie henequenu. Badania z tamtych czasów wskazywały, że przeciętny dochód osoby na roli był mniejszy niż połowa płacy minimalnej. Rozpoczęła się masowa migracja. Wycofanie się państwa z działalności rolno-przemysłowej w terenie oznaczało bardziej złożoną strategię niż ta zastosowana przy likwidacji CORDEMEX-u. Należało wziąć pod uwagę gospodarczą i społeczną sytuację otaczającego obszaru oraz 60,000 osób, oraz ich rodziny. W przeciwieństwie do robotników, chłopi uprawiający henequen nie otrzymywali pensji, ale sumy kredytowe chociaż kwoty pożyczek nigdy nie były spłacane. W konsekwencji zaproponowano mechanizm kompensacyjny, który obejmował wszystkich zaangażowanych; formalnie nie byli robotnikami, więc nie zostali zwolnieni.Rozmawiałam ponownie z prezydentem Salinasem i sekretarzem skarbu Pedro Aspe. W styczniu 1992 r. został zlikwidowany Sekretariat ds. Programowania i Budżetu, a jego funkcje przejął Skarb Państwa. Negocjacje w sprawie pozyskania środków niezbędnych do stawienia czoła likwidacji pracowników CORDEMEXu zostały podjęte z Sekretarzem Programowania i Budżetu Ernesto Zedillo. Nie było to łatwe, ponieważ sekretarz zażądał gwarancji zwrotu pożyczki w kwocie 80 miliardów peso, więc utworzono nową instytucję, w której cały majątek został zdeponowany do likwidacji. Oznaczało to, że sprzedaż którejkolwiek z fabryk, ziemi, maszyn itp. trafiła do tej instytucji, a zatem do budżetu federalnego. Więc kiedy w 1992 r. usiadłam do negocjacji z sekretarzem skarbu, aktywa Funduszu Wspierania Działalności Produkcyjnej na Jukatanie (FAAPY) nie mogły zagwarantować pożyczki niezbędnych środków na rekompensatę rolnikom. Ale nie chodziło tylko o pieniądze. Chodziło również o poszanowanie prawa do emerytury, którą można uzyskać w ramach zmodyfikowanego systemu ubezpieczeń społecznych w wieku 65 lat, oraz o dostęp ich rodzin do przychodni lekarskich. Z Sekretarzem Zdrowia zawarto porozumienie o przekazaniu świadczeń zdrowotnych obsługiwanych przez IMSS. Jeśli chodzi o emerytury, rząd stanowy zobowiązał się do opłacenia składek na ubezpieczenie społeczne wszystkich osób w wieku od 50 do 64 lat w 1992 r., tak aby po ukończeniu 65 lat mogli otrzymywać emeryturę i jednocześnie nadal otrzymywać usług zdrowotne. Każdego roku średnio tysiąc siedemset osób kończy 65 lat. Od tego dnia zaczęli korzystać z gwarantowanej emerytury minimalnej, czyli płacy minimalnej. Niewiele, ale lepiej niż to, co mieli przed 1992 r., ponieważ dzięki specjalnemu reżimowi mieli tylko połowę. W celu zagwarantowania opłacenia składek na IMSS przez rząd lokalny Kongres wydał dekret, w którym zobowiązał się do włączenia odpowiedniej kwoty do rocznego budżetu na okres 15 lat. Nawiasem mówiąc, termin został dotrzymany w 2007 roku.Czy henequen jako naturalne włókno to przyszłość dla myślenia o rozwoju społecznym?Problem upadku henequenu pojawił się w przeszłości i dotyczył dwóch zasadniczych kwestii. Jedną z nich jest ewolucja technologiczna, która doprowadziła do powstania włókien syntetycznych, które wyparły nierównomierne i twarde włókna w wielu zastosowaniach, takich jak kable morskie. Druga kwestia dotyczy organizacji pracy w wyniku reformy rolnej, która rozdzieliła ziemie upraw henequenu w 1937 r. Dla wielu chłopów była to szansa na rozpoczęcie kultywacji. Henequen to uprawa rolno-przemysłowa; nie można myśleć, że ktoś może mieć poletko i pracować na nim indywidualnie. Trzeba było pracować zbiorowo, aby rozdzielić część, która jest w produkcji, część uprawiana i obszar roślin podupadłych. Ponadto konieczne jest pozostawienie części w stanie spoczynku. To znaczy cały cykl. A kiedy powstały pola uprawne (ejidos) w 1937 roku, gubernator Jukatanu powiedział prezydentowi generałowi Cárdenasowi, że „to nie zadziała”.Następnie powstała figura „Gran Ejido Henequenero”, która była niczym innym, jak próbą odbudowy jednostki produkcyjnej, do której dodano ejidatarios, właścicieli ziemskich i rząd. W latach 1937-1955 był administrowany przez rząd państwowy. To było źródło straszliwej korupcji. Kiedy to się stało, starzenie się technologii, konkurencja z innymi regionami świata, Brazylią i Tanzanią, wszystko to zredukowało rynek dla henequen z Jukatanu. Włókna nie były eksportowane od 1973 roku, ponieważ w całości zostały uprzemysłowione w Jukatanie, w kompleksie CORDEMEX, który eksportował gotowe produkty. Uprawa już nie dawała, ale tym, co zdecydowanie przestało dawać w tamtych latach, były dotacje rządowe, ponieważ neoliberalna polityka rozpoczęła się w latach 80. Zastanawiam się, czy Lázaro Cárdenas miał alternatywę dla tego, co zrobił, a myślę, że nie, pomimo negatywnych konsekwencji w dłuższej perspektywie. Myślę, że Cárdenas nie miał alternatywy, ponieważ utrzymanie takiej sytuacji również nie było opłacalne. Bez wątpienia mógł istnieć inny schemat.Parcelacja ziem henequenu na Jukatanie zostało dokonane w oparciu o kryteria stosowane w centrum kraju, rolnictwa w cyklu rocznym, a nie uprawy, której wykorzystanie zajmuje siedem lat. Konsekwencją było to, że gubernator Canto Echeverría powiedział Cárdenasowi: „Prezydencie, już rozparcelowaliśmy ziemię i nadal mamy 13 000 bezrolnych chłopów”. Od czasu reformy rolnej na obszarze henequenu z 1937 r. ważne dla chłopów było znaleźć się na liście akredytowanych: Banco Ejidal, Henequeneros de Yucatán, Banco Agrario, Fideicomiso Henequenero, FAAPY. Ponadto instytucje kredytowe wsparły ponad 5000 kobiet zorganizowanych w UAIMC (jednostki rolnicze kobiet chłopskich). W 1984 roku rząd federalny przekazał wszystkie te zobowiązania rządowi stanu Jukatan, co zaostrzyło problem finansów państwa. Co roku, a czasem wcześniej, trzeba było negocjować z Sekretarzem Skarbu Państwa nadzwyczajne wsparcie, innego wyjścia nie było. Nikt nie był szczęśliwy: nie byli nimi chłopi, którzy otrzymali grosze, nie był rząd federalny, który powiedział, że jesteśmy funduszem beczki bez dna, ani gubernator Jukatanu. W obliczu tej sytuacji postanowiłam podjąć działania, aby położyć temu kres i tym samym zainicjować gospodarczą przebudowę Jukatanu.Jakie były Pani losy po okresie sprawowania funkcji gubernatorki Jukatanu?Byłam znowu posłanką federalną. W 1996 roku kierowałam Narodowym Programem na rzecz Kobiet na lata 1995-2000. Utworzyłam Krajową Komisję ds. Kobiet. Byłam tam do marca 1999 roku.Jakie były zadania Krajowej Komisji ds. Kobiet?Trzeba było stworzyć nową instytucję. Meksyk musiał wypełnić zobowiązania czwartej Światowej Konferencji Kobiet w Pekinie z 1995 r. Powstał Narodowy Program dla Kobiet, który jednak musiał być stosowany i obsługiwany. Prezydent Zedillo zaprosił mnie, abym to zrobiła. Ale wcześniej nic nie było.Kiedy zaczynałam w czerwcu 1996 roku, byłam tylko ja, biurko i jeszcze jedna osoba. Teraz to coś innego. Przy wsparciu Rady Konsultacyjnej i Społecznego Kontrolera Programu, Komisja była w stanie stworzyć struktury, które pozwoliłyby na zastosowanie programu na szczeblu federalnym i wspierać tworzenie mechanizmów awansu kobiet w każdym z 32 stanów. Zrobiliśmy to całkiem dobrze. Z tego powodu, gdy zakończyła się administracja prezydenta Zedillo i pojawiła się inicjatywa utworzenia Narodowego Instytutu Kobiet, jego zatwierdzenie na Kongresie było znacznie łatwiejsze.Dlaczego więc liczba kobiet w życiu politycznym nie wzrosła z czasem?Głos kobiet niewątpliwie wzrósł. Pokazują to różne badania, oprócz tego, że w Federalnym Rejestrze Wyborców jest więcej kobiet niż mężczyzn. Nie dzieje się tak w przypadku możliwości głosowania, czyli wybrania do reprezentowania obywateli. Myślę, że przekonanie, iż to mężczyźni powinni podejmować decyzje w życiu publicznym, jest głęboko zakorzenione w kulturze. Jestem jednak przekonana, że nastąpił istotny postęp. Konstytucja została zmieniona w celu uwzględnienia zasady parytetu w kandydaturach partii politycznych do władzy ustawodawczej zarówno na szczeblu federalnym, jak i lokalnym.A co wydarzyło się w tym czasie, pod koniec lat dziewięćdziesiątych i później na Jukatanie?Rolnictwo przestało istnieć, zwłaszcza te dedykowane tradycyjnemu rolnictwu. Przetrwały tereny przeznaczone na rolnictwo komercyjne i intensywną technologicznie produkcję zwierzęcą - hodowlę, zwłaszcza trzody chlewnej i stada bydła.Chłopi jako podmioty społeczne przestali mieć znaczenie na tyle, że zmniejszył się ich wkład, nie tylko gospodarczy, ale także polityczny. Nawet jeśli chodzi o głosowanie, teraz na Jukatanie jest całkowicie możliwe wygranie wyborów bez głosowania na wsi, co wydarzyło się dopiero 30 lat temu.Na Jukatanie nie było zmian w okresie po 2000 roku?Powiedziałabym trochę – w odniesieniu do ubóstwa. Być może najważniejsza okazja do działania nadeszła, jak na ironię, w następstwie huraganu Isidore w 2002 roku. Nastąpiła znaczna utrata domów, a następnie bardzo duży program rządu federalnego z rządem stanowym, mający na celu odbudowę i zapewnienie nowych domów dla ofiary. Już w tej dekadzie zachęcające są również informacje CONEVALu na temat ubóstwa w państwie, które pokazują spadek, choć niewielki.Myślę, że jedyną drogą rozwoju na Jukatanie jest henequen, a nie przemysł turystyczny.Nie. Henequen był przez wiele lat centrum życia gospodarczego Jukatanu. Nie tylko ze względu na pieniądze, ale także dlatego, że społecznie myślano o tym w tych kategoriach. Obecnie Jukatan jest dostawcą towarów i usług dla północnego stanu Quintana Roo i Mérida, regionalnego centrum usług zdrowotnych, edukacyjnych i finansowych. Turystyka jest również ważna.Strategię rozwoju Jukatanu postrzegam jako mozaikę lub układankę, w której trzeba znaleźć i ułożyć jej różne części.Więc henequen nie jest kluczem?Czy wiesz na czym polega problem? Na Jukatanie henequen dużo zarobił. Ale nie jest to działalność, która może socjalizować zyski. Jest to działalność o dużej koncentracji gospodarczej.Wreszcie, co myśli Pani o ogólnym prawie rozwoju społecznego?W momencie, gdy gospodarka nie rośnie, wszystko inne nie ma znaczenia. Propozycje nie działają, jeśli masz program i okazuje się, że nie masz rynku pracy. To jest problem programów typu Progresa-Oportunidades-Prospera. Ma na swoim koncie ważne osiągnięcia, na przykład w edukacji poprzez stypendia. Ale studenci z programu Oportunidades robią dokładnie to samo, co ich rodzice, którzy nie ukończyli szkoły podstawowej, siedząc za ladą w małym sklepie w ich mieście.Dziękuję za rozmowę.

Wywiad

Centrum polityczne regionu Południowego Pacyfiku – Fidżi – pomiędzy puczami a demokracją

17.10.2020

Republika Fidżi, wyspiarskie państwo na Pacyfiku Południowym, leży w centrum regionu Oceanii. Z uwagi jednak na swoje zaangażowanie w procesy regionalizacyjne, w tym obecność przedstawicielstw ONZ i innych agend międzynarodowych w stolicy Suva, rząd Fidżi stanowi niejako papierek lakmusowy dla przemian ustrojowych w swoim regionie. Po długimi okresie kolonializmu, jakże trudnym dla mieszkańców, ale i struktur tego kraju, młoda, bo 50-letnia demokracja nie miała podstaw do prawidłowego rozwoju. Fidżi niechlubnie zasłynęło z walk o władzę, odzyskaną pokojowo z rąk Brytyjczyków, a szybko podzieloną pomiędzy siły polityczne oraz wojskowe, ale także i grupy etniczne nawzajem się zwalczające. Oto bowiem na 935974 mieszkańców[1] ponad połowa to Melanezyjczycy, podczas gdy 37,5% stanowią potomkowie hinduskich niewolników, przywiezionych do pracy przez kolonizatorów. Gdy dołożymy to tego odmienne wyznawane kultury oraz stosunek do kultury prawnej, powstaje niebezpieczna mieszanka, która skutecznie uniemożliwia utrzymanie stabilnego rządu. A przecież Fidżi to serce Pacyfiku, na tej republice wzorują się inne mikropaństwa, o znacznie niższej stopie życiowej czy międzynarodowych aliansach. Podczas mojej pracy naukowej związanej z prawem na Pacyfiku oraz Pacific Studies dane mi było poznać wielu Fidżyjczyków. Zdecydowanym honorem było mi spisać poniższy wywiad, którego udzielił mi Jego Ekscelencja Ambasador i Stały Przedstawiciel Republiki Fidżi przy Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, Satyendra Prasad.Joanna Siekiera: Wasza Ekscelencjo, Szanowny Panie Ambasadorze! Pracuje Pan obecnie na najwyższym stanowisku w dyplomacji, tj. w Stałym Przedstawicielstwie niepodległego państwa przy ONZ. Misja Fidżi posiada wieloletnie doświadczenie w polityce?publicznej, pomocy rozwojowej głównie dla mało rozwiniętych państw regionu. Bez wątpienia jest to Pana zasługą, jako że wcześniej pracował Pan w Banku Światowym, odpowiadając nie tylko za region Azji i Pacyfiku, ale także Europę Wschodnią i Afrykę. Zacznę od trudnego pytania o ocenę państwowości własnego państwa. Jakby Pan opisał stan demokracji, w jakim znajduje się obecnie Republika Fidżi? Czy mógłby Pan ją porównać do politycznej i prawnej sytuacji w kontekście całego regionu Oceanii?Satyendra Prasad: Pierwsze prawdziwie, tj. wolne i uczciwe wybory na Fidżi odbyły się dopiero w 2014r. Głosowanie to, które podstawę prawną miało w nowej konstytucji, było wyjątkowym momentem, w którym Fidżyjczycy wreszcie mogli cieszyć się równymi prawami wyborczymi - być może najbardziej podstawową ze wszystkich zasad demokracji. Na Fidżi odbyły się potem kolejne wybory już w 2018r. Jednak to rok 2014 zakończył się jakże trudny okres zawirowań i napięć w polityce oraz społeczeństwie Fidżi, który rozpoczął się jeszcze w 1987r. Wtedy to miał miejsce pierwszy z niechlubnej serii zamachów stanu. Od tego czasu Fidżi podąża ścieżką trwałego ożywienia i zrównoważonego rozwoju - co jest wszak spektakularne.Należy zaznaczyć, iż zarówno wybory w 2014, jak i 2018r. odbyły się pod nadzorem międzynarodowym, w tym Unii Europejskiej. Społeczność międzynarodowa, wspomniana UE, ale także Wspólnota Narodów z zadowoleniem przyjęły ustrojowe postępy Fidżi, dokonane w tak krótkim czasie od 2014r. Wszystkie te renomowane instytucje przyznały, że zmiany i ewolucja polityczna to proces powolny, stopniowy. Fidżi pokazało także, że pomimo przeszło dwóch dekad politycznych zawirowań, państwo to w końcu znalazło drogę naprzód, bazując na dobrej woli i tolerancji wszystkich jego mieszkańców, ale także na wspólnym pragnieniu, aby Fidżyjczycy żyli w wolnym, demokratycznym i otwartym społeczeństwie. Jest to z pewnością ważna lekcja dla świata. Partnerzy rozwojowi Fidżi, tacy jak UE, utrzymali kurs na to mikropaństwo na Oceanie Spokojnym, nie przestając wspierać jego przemian demokratycznych wraz z budowaniem instytucji państwa prawa. Unia Europejska była również jednym z nielicznych partnerów rozwojowych, którzy uznali, że ta transformacja wymaga czasu i że wsparcie rozwojowe, zwłaszcza dla mniejszych państw, wymagało zapewnienia im dłuższych ramach czasowych.Siła i żywotność instytucji rządowych były również ważne dla międzynarodowej i regionalnej dyplomacji Fidżi. Należy podkreślić, iż państwo to jest liderem międzynarodowej dyplomacji w dziedzinie zmian klimatu oraz zmian oceanów. Republika Fidżi jest zdecydowanym orędownikiem, reprezentantem czy nawet liderem małych państw na arenie światowej. We wszystkich tych przypadkach ważna jest siła procesów demokratycznych. Tętniące życiem społeczeństwo obywatelskie na Fidżi, w szczególności młodzi obywatele, odgrywają ważną rolę na scenie światowej dyplomacji. Posiadanie silnych demokratycznych podstaw, w kraju posiadającym tak głębokie zaangażowanie społeczeństwa obywatelskiego, jest wysoce istotne dla odniesienia sukcesu na arenie międzynarodowej.Ale, co należy podkreślić już na wstępie tego wywiadu, dyplomacja międzynarodowa jest tak ważna dla Fidżi, jak dla wszystkich innych małych państw na Pacyfiku Południowym. Większość pilnych problemów, z którymi się borykamy(ją), wymaga międzynarodowej współpracy i wsparcia. Wzrost poziomu mórz wywołany zmianami klimatycznymi, przełowienie na pełnym morzu, dostęp do rynków, to te kwestie i wyzwania, które wymagają współpracy całego świata, w tym Polski. Dlatego Fidżi poświęca dużo energii na wypracowanie międzynarodowego konsensusu i wsparcia.Oceania, w sercu której leży Fidżi, jest głęboko zaniepokojona. Moja ojczyzna, ale i cały region Pacyfiku znajdują się na pierwszej linii frontu zmian klimatycznych. Coraz bardziej gwałtowne cyklony mają głęboki i trwały wpływ na wszystkie sektory naszych gospodarek narodowych. Oceany i morza podlegają wierutnemu zagrożeniu spowodowanemu nie tylko powszechnie znanym globalnym ociepleniem, zjawisku zakwaszenia[2], a także nielegalnego rybołówstwa oraz wspomnianego już przełowienia. Dlatego właśnie gospodarki na kontynencie Australijskim będą jednymi z najbardziej dotkniętych przez pandemię COVID-19 ze względu na wysoki poziom ich uzależnienia od napływów z turystyki oraz przekazów pieniężnych. Kryzys zdrowotny wywołany korona-wirusem zbiera i zbierze ogromne żniwo. Polinezja Francuska i Papua Nowa Gwinea zmagają się cały czas z kryzysem wywołanym przez COVID-19. Na szczęście Fidżi udało się powstrzymać epidemię. Inne mikropaństwa wcześnie zamknęły swoje przestrzenie powietrzne i morskie, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się COVID-19. W regionie wciąż panuje chaos.JS: Wasza Ekscelencjo, dochodzimy do istotnej części Pana pracy przy ONZ. Jest Pan przewodniczącym grupy Pacific Small Islands Developing States (PSIDS)[3], składającej się z Fidżi, Papuy Nowej Gwinei, Wysp Marshalla, Palau, Tonga, Samoa, Wysp Salomona, Nauru, Vanuatu oraz Skonfederowanych Stanów Mikronezji. Jako naukowiec, ze stopniem doktora, jest Pan także wykładowcą nauk politycznych na jedynej tego rodzaju szkole wyższej na świecie, Uniwersytecie Południowego Pacyfiku[4]. The University of the South Pacific (USP) ma swoją siedzibę w stolicy Fidżi, Suvie, a został założony i jest od początku zarządzany przez państwa-fundatorów z regionu Oceanii. Oprócz USP, na terenie Suvy znajduje się wiele siedzib organizacji międzynarodowych oraz tych, o zasięgu lokalnym, zajmujących się rozwojem regionalnym, tematowi mi bliskiemu z racji doktoratu. Często też w literaturze funkcjonuje pojęcie, jakoby to właśnie Pana ojczyzna była nie tylko geograficznym, ale i polityczno-społeczno-ekonomicznym sercem regionu. Ostatnio do tych określeń dochodzi także prawna troska o ochronę środowiska naturalnego czy właśnie edukacja wyższa.SP: Zgadza się. Fidżi to naturalne centrum Pacyfiku, taki naturalny hub. Nie wliczając PNG jest to największy z krajów Pacyfiku z populacją dochodzącą do prawie 1 miliona. Fidżi to także komercyjny hub. Koncentruje się tu handel, przemysł i usługi dla przeważającej większości regionu. Po drugie, jest to kulturowy hub. Wszyscy mieszkańcy wysp Pacyfiku spotykają się na jakimś etapie na Fidżi, co dzieje się już od wielu lat. Tutaj bowiem mieszkają, studiują i pracują z innymi mieszkańcami Pacyfiku. Fidżi to wreszcie komunikacyjny hub. Żegluga, linie lotnicze i łączność IT na Pacyfiku oraz między naszymi największymi sąsiadami Australią i Nową Zelandią, a resztą Pacyfiku przebiegają właśnie przez Fidżi. Ostatecznie Republika Fidżi to polityczny hub Pacyfiku Południowego. Najwyższa organizacja regionalna w tym geopolitycznym regionie, the Pacific Islands Forum[5] ma swoją siedzibę właśnie w Suvie. Także wiele innych organizacji regionalnych ma tutaj swoje siedziby.. Fidżi to, jak prawidłowo wspomniałaś, edukacyjny hub na Pacyfiku. USP jest wspólną własnością 15 niezależnych wyspiarskich państw na Pacyfiku, ma swoją siedzibę i główne kampusy dydaktyczne na Fidżi. Wreszcie wiele krajów ma swoje ambasady na Fidżi, które obsługują również całe ogromne części regionu Oceanu Spokojnego. Konkludując, jest to serce Oceanii na prawie każdy możliwy sposób.We wszystkich tych obszarach; Fidżi stanowi dla Polski doskonałą bazę do pogłębienia relacji z Pacyfikiem. Miło mi podkreślić, iż Fidżi i Polskę łączą niezwykle bliskie i ciepłe stosunki. Republika Fidżi była przewodniczącą rundy COP23 rozmów klimatycznych, a Polska była przewodniczącą rok później podczas szczytu COP24 [2018 w Katowicach – przyp. autorka]. Ministrowie i przywódcy zarówno Fidżi, jak i Polski oraz ich społeczeństwa obywatelskie ściśle współpracowały między COP23 a COP24. Faktycznie istnieje znacząca szansa i szeroka przestrzeń dla polskich przedsiębiorstw i środowiska naukowego do rozwijania głębszych relacji z Fidżi, a przez nie także z innymi wyspiarskimi państwami Oceanii w celu wsparcia ich transformacji energetycznej.JS: Nie da się niestety uciec od trudnych pytań w kontekście przemian ustrojowych na Fidżi. Państwo znane jest bowiem z 4 zmian konstytucji, a także 4 zamachów stanu w ciągu ostatnich 50 lat. Jest to niefortunne nie tylko dla samych wyspiarzy, a niechybnie na arenie międzynarodowej był to wyraźny sygnał, w jakim stanie znajduje się tak naprawdę to państwo. Co ciekawe, z punktu widzenia komparatystyki, owe krwawe i niedemokratyczne półwiecze nie odstraszyło zagranicznych inwestorów, partnerów politycznych czy nawet turystów.Pan, Panie Ambasadorze, pracuje także jako wiceprzewodniczący komisji o pozytywnie brzmiącej nazwie „Recovery Better” powstałej na kanwie społeczno-ekonomicznych skutków pandemii COVID-19[6]. Z wykształcenia jest Pan także specjalistą od polityki ekonomicznej, co także doprowadziło Pana do objęcia posady doradcy przy Sekretarzu Generalnym ONZ.SP: Tak, to prawda, mogę w tym momencie powiedzieć, że zostałem powołany na to stanowisko także z myślą o przeprowadzeniu szczytu systemów żywieniowych, w dobie kryzysu światowego, który został zaplanowany na przyszły rok.JS: Wracając jednak do przemian ustrojowych na Fidżi, czy mogę prosić o komentarz i krótki opis tychże zawiłych zmian w żmudnym procesie demokratyzacji Pana ojczyzny? Mówię oczywiście o zmianach konstytucji oraz zamachach stanu.SP: Cóż, Fidżi przeszło niełatwe przemiany polityczne w ciągu ostatnich 50 lat od uzyskania niepodległości. To wszak doświadczenia kolonialne pozostawiły podzielone i skonfliktowane wewnętrznie społeczeństwo i jego opłakaną gospodarkę, zostawiając jednak piękne dziedzictwo narodowe, które należało uwydatnić, a przede wszystkim na nowo odkryć. Porządek kolonialny nie zachęcał ludności Fidżi do zjednoczenia. To nie powinno nikogo dziwić. System pracy, gospodarka, jak i społeczeństwo były w dużej mierze zorganizowane według sztywnych podziałów etnicznych. Także prawo do głosowania oraz i wyborcza reprezentacja odbywały się na tych samych zasadach przynależności do danej grupy. Po uzyskaniu niepodległości Republika w dużej mierze odziedziczyła ten system w niezmienionej postaci. W całym „cyklonie przewrotów” ustrojowych różni przywódcy starali się zachować taką lub inną formę tychże bratobójczych podziałów. W latach 1987 i 2000 skutki niemałej przemocy wewnątrz państwa odczuwalne były na rynku fidżyjskim, co wiązało się z utratą ruchu turystycznego, a w konsekwencji także dziesiątek tysięcy mieszkańców Fidżi, którzy zdecydowali się do migracji ekonomicznej. Implikacje tego dla społeczeństwa i gospodarki Fidżi są nadal bardzo głębokie.Od powołania nowej ustawy zasadniczej w 2014r. Fidżi stale się regeneruje. Widać jednoczenie ludzi, zwłaszcza młodych, bo ci bowiem tworzą nową, nowoczesną i perspektywiczną gospodarkę oraz wykazują niemały sukces w realizacji celów zrównoważonego rozwoju. Z biegiem czasu przeważał ostatecznie słynny fidżyjski duch kompromisu i konsensusu. Mogę to z nieskrywaną dumą podkreślić.JS: Zapewne dochodzimy do słynnego fidżyjskiego „talanoa” – dyskusjach na siedząco, w jakże nieformalnej atmosferze, a z wzajemnym szacunkiem i troską o zrozumienie motywów i potrzeb wszystkich uczestniczących w naradzie. Było to widoczne, nie tylko podczas Waszego przewodnictwa podczas COP23 ale, ku zdumieniu wszystkich, także w mojej ojczynie rok później.SP: Zgadza się! Tak właśnie było.JS: To będzie już moje ostatnie pytanie skierowane do Pana Ambasadora. Fidżi to niezależne państwo, ale wciąż należące do Wspólnoty Narodów, skupiającej byłe brytyjskie kolonie i dominia, które to kraje postrzegają brytyjskiego monarchę jako głowę swojego państwa. Czy myśli Pan, że ustrojowa sytuacja może się zmienić w Pana ojczyźnie? Czy tradycja związana z surowymi i niesprawiedliwymi czasami kolonialnymi ustąpi wreszcie nowoczesnemu państwu, demokracji opartej na prawach człowieka i praworządności, bez historycznych powiązań? Czy jest to w ogóle pożądane w przypadku elit, polityków i zwykłych ludzi?SP: Podczas gdy państwowa historia kolonialna jest sroga i trudna, Fidżyjczycy są bardzo ciepłymi i gościnnymi ludźmi. Z biegiem czasu te uczucia surowej epoki kolonialnej straciły na znaczeniu. Fidżi cieszy się dziś członkostwem we Wspólnocie, nie tylko dlatego, że utrzymuje ważne więzi z Wielką Brytanią i królową jako głową Wspólnot, ale co ważniejsze -ze względu na możliwość, jaką daje Fidżi interakcja z innymi krajami w pozostałych częściach świata, tymi dużymi i rozwiniętymi, a także małymi, dopiero rozwijającymi się, a wreszcie i dzielenie się oraz uczenie się siebie nawzajem. Poza tym Fidżi i Wielka Brytania bardzo dobrze współpracują w wielu wspólnych kwestiach, takich jak walka ze zmianami klimatycznymi, reforma systemów ONZ ds. rozwoju czy biologicznej różnorodności oceanów. Wielu mieszkańców Fidżi mieszka w Wielkiej Brytanii, a diaspora utrzymuje silne i żywe więzi. Wielu Fidżyjczyków służy także w brytyjskiej armii. Oczywiście rugby łączy nas jeszcze bardziej!JS: Oj tak, rugby czy krykiet potrafi łączyć jak religia, o czym dobitnie przekonałam się podczas doktoratu w Nowej Zelandii.SP: Na zakończenie tego wywiadu bardzo chciałby jeszcze dodać kilka słów od siebie, korzystając z okazji, że mogę wykorzystać tę jakże unikatową okazję do przesłania moich słów Polsce i Polakom.JS: Bardzo proszę!SP: Otóż Unia Europejska jest długoterminowym partnerem rozwojowym Fidżi. Najsilniejsze więzi rozwojowe Fidżi to te z Unią wypracowane poprzez współpracę na rzecz rozwoju ACP [African, Carribean, Pacific Group of States – przyp. autorka] - UE. Misja Unii Europejskiej na Pacyfiku ma swoją siedzibę także w Suva na Fidżi. Tym samym, UE wspiera rozwój zasobów ludzkich na Fidżi i Pacyfiku konsekwentnie podtrzymując fizyczną obecność w procesie przeciwdziałania skutkom zmian klimatu, a także wynikających z nich klęsk żywiołowych. Fidżi i wiele wysp na Pacyfiku oferuje państwom członkowskim UE doskonały dostęp do rynku zbytu cukru, tuńczyka, kakao, wanilii i innych produktów.Ale ten międzykontynentalny związek ma wiele kilometrów do przebycia, nie tylko w znaczeniu geograficznym. Konieczne jest stworzenie głębszych powiązań między agencjami badawczymi w UE i na Pacyfiku. Mogą skupiać się one na przykład na zmianach oceanu. Wyspiarskie mikropaństwa na Pacyfiku posiadają około 20 milionów mil kwadratowych oceanu. To stanowi prawie 20 % światowej wyłącznej strefy ekonomicznej (ang. EEZ). Wciąż niewiele wiadomo o oceanach, procesach w nich zachodzących, istnieje jednak potrzeba głębokiego, bo strategicznego partnerstwa nad oceanami. Niebieska gospodarka Fidżi, jak i innych wyspiarskich państw na Pacyfiku Południowym, oferuje nieograniczony potencjał dla partnerów rozwojowych oraz polskich i innych europejskich przedsiębiorstw - od zrównoważonej akwakultury przez eksport do UE po wspieranie Pacyfiku w przejście na ekologiczną żeglugę.Chciałbym zakończyć stwierdzeniem, iż Fidżi oraz Pacyfik oferują Polsce, a także młodym ludziom w Europie ogromne możliwości wolontariatu w zakresie oceanu i ochrony różnorodności biologicznej, edukacji czy bezpieczeństwa żywnościowego. Fidżi oferuje Polsce i młodym przedsiębiorcom oraz innowatorom z Unii Europejskiej doskonałe możliwości inkubacji, testowania czy wprowadzania na rynek ich nowych produktów - wykorzystując Fidżi na giełdzie South Cross Cable, która łączy USA i Europę z Pacyfikiem, Australią i Nową Zelandią.JS: Piękna promocja regionu Pacyfiku Południowego oraz ważnych łączy współpracy między naszymi kontynentami. Dziękuję Panie Ambasadorze za poświęcony czas.SP: To była moja przyjemność. We are the ocean!dr Joanna SiekieraFaculty of LawUniversity of Bergen, Norwayhttps://www.uib.no/en/persons/Joanna.Siekiera[1] CIA World Fact Book (2020) Fiji, https://www.cia.gov/library/publications/resources/the-world-factbook/geos/fj.html [dostęp: 18.08.2020].[2] Adnotacja autorki; proces zakwaszania oceanów (ang. acidification) wraz ze wzrostem temperatury mórz oraz odtlenienia (and. deoxygenation) prowadzi do zmian chemicznych w oceanach, które wpływają na martwicę niektórych organizmów żywych, co z kolei skutkuje przerwaniem łańcuch pokarmowego, niebezpieczeństwem żywnościowe dla ludzi, a także zniszczeniem naturalnych barier ochronnych przez zmianami klimatycznymi oraz podniesieniem poziomu morza (tu wymienia się stała trójkę: rafy koralowe, trawę morską i namorzyny).[3] Satyendra P. (2019), Statement of the Pacific Small Island Developing States At the G77 and China Ambassadorial Meeting, [online:] https://www.un.int/fiji/statements_speeches/statement-pacific-small-island-developing-states-g77-and-china-ambassadorial [dostęp: 18.08.2020].[4] University of the South Pacific: https://www.usp.ac.fj/ [dostęp: 18.08.2020].[5] Pacific Islands Forum Secretariat: https://www.forumsec.org/ [dostęp: 18.08.2020].[6] UN, Recovery Better (2020): https://www.un.org/en/coronavirus/recoverbetter [dostęp: 18.08.2020].

Wywiad

Leadership of Prime Minister of New Zealand Jacinda Ardern on the background of present political and legal challenges

21.08.2020

Jacinda Ardern, the youngest since 1856 and third woman to hold the Prime Minister office, is rated as one of the most effective leaders in the history of New Zealand. The Prime Minister’s strength was revealed particularly clearly during the pandemic. Indeed, New Zealand has been hailed as a success story when it comes to tackling the coronavirus. Paradoxically, at the time when the government imposed some of the world’s toughest lockdown measures, the Prime Minister’s popularity increased and resulted in New Zealanders coining the phrase ‘Jacinda-mania’.I speak with Dr Negar Partow from the Centre for Defence and Security Studies at Massey University, Wellington, New Zealand, about the leadership style of Jacinda Ardern, its components and conditions, trying to decipher to what extent it is different from previous leadership models and how Jacinda who represent a new generation of world leaders will handle what comes after the COVID-19 pandemic.Justyna Eska-Mikołajewska: All important phenomena associated with human activities, including politics, constantly remind us that we follow cyclical patterns. If we assume that cycles can be viewed as a metaphor for change, what does the recent change describe about the context for Jacinda Ardern’s premiership?Negar Partow: Well, some of them are linear but I understand your point. Let’s not forget that Jacinda was not elected overwhelmingly by people in her first round. It was rather the proportional representation system of New Zealand politics that allowed her to become the premier. If it was not for the decision of Mr Winston Peters to go with Labour instead of the National Party, and the decision of Mr Andrew Little to resign as leader of the Labour Party, the situation was different.Nonetheless, the style of leadership and the ways through which she presents her party and New Zealand government, certainly shows a transformative way in which young women approach politics. This is partly the fortunate outcome of decades of women education and the offspring of all the formidable works for which the previous generations of feminists struggled. She is certainly different from her predecessors because she doesn’t have to fight or to be apologetic for being a woman politician. What is beautiful in this scenario is that she knows exactly about the role of women before her and all the works that women are doing on the ground.Jacinda represent a new generation of women who are interested in changing the world to a better place, to think about people, and to think critically about global capitalism and consumerism and its impact on people. The equal distribution of wealth, protecting the poor, creating opportunities for growth, and be empathetic and kind. While it is going to take a while before we can see such model of leadership in large and medium powers (Russia, Australia), its immergence is the first step. What makes this transformation even more promising is the support that Jacinda has received globally for her empathetic style of leadership. Her honesty, ability to listen attentively and to be with people in difficult time makes her an exceptional leader.Thus, Jacinda Ardern as a representative of a new generation of leaders confirms that the political cycle is driven, among other things, by a generational shift. We can understand this by comparing the former Prime Ministers: Helen Clark, John Key and his deputy Bill English. The last generational shift was Robert Muldoon – David Lange change. Rhetorical, pragmatic or maybe based on bargaining demands – how could you describe Jacinda Ardern’s leadership style?Empathetic, and it has proven to be a very effective form of leadership too. For generations, state-centric politics has been dominated by a culture of institutionalism. One of the major flows in institutionalism is its processes. In the state-centric institutional model, social and political issues are to be addressed and resolved in government institutions and through processes that are often devoid from emotions. Political rhetoric are often sensationalist but they lack substance. Emotions are often used for sensationalist politics rather than genuine, transparent and accountable politics. Political and judicial institutions around the world, are embedded with historical prejudices and often are dominated by discriminatory political cultures. As the result, many become victims of states, rather than being protected by them. This is due to inherent philosophical and political shortcomings of the modern state system and the problems it generates are not unique to New Zealand.Jacinda represent a new generation of leaders, who demand a fundamental change in the way we do politics. Jacinda began her political career in the parliament when she was young and she has understood the desperate need of the system for kindness. Empathy, to her, is one of the foundations that is required for politics to free itself from this inherent shortcoming. Whether in the case of the March 15 terrorist attack or during the White Island eruption period or the Covid-19 pandemic, Jacinda has shown significant empathy and has made empathy the cornerstone of her responses.New Zealand is one of those countries that granted voting rights to women before World War I, and therefore a vanguard comparing to most European countries and the United States. Accordingly, has women’s political leadership in New Zealand been culturally and socially determined?Historically, it was partly out of the necessity of war and the issues that women had to deal with in New Zealand in the absence of men that encouraged women to be politically active. The first group who campaigned for women’s rights were faced significant resistance from men in power. While they could vote, it took them some time to become leaders. The piece that Mary Ann Müller wrote in 1869 called ‘An appeal to the men of New Zealand’ is a powerful revolutionary piece and shows how much resistance their movement was facing. It took almost ten petitions and years of hard work before women could achieve the right to vote in New Zealand. Jenny Shipley became the first female prime minister in 1997 following Bolger’s resignation. Since 1997, however, three out of five Prime Ministers in New Zealand have been women.It is correct that like any other country, women still suffer from gender inequality but politically and socially, women’s leadership is accepted and respected in New Zealand. This has given the country great advantage as it can rely in women and men in developing a better political system and society. New Zealand politics is also open to LGTBQA and recently more aware of ethnic diversity. Women in New Zealand are also very active in civil society organisations such as New Zealand National Women Council, charity works, providing support for government initiative in literary, teaching English to new immigrants and refugees, providing care, social services, translations and others. Their wide participation in civil society organisations and movements provides women with multiple platforms to negotiate their demands with any government.The role of Maori women in New Zealand anti-colonial movement as anther foundation of gender equality in the country should be celebrated. From Ākenehi Tōmoana, who raised awareness and demanded the right to vote in 1893 to Merata Mita, the Māori filmmaker who de-colonised New Zealand movie industry in 1960s, a long line of Māori women activists worked nationally and internationally to raise awareness about indigenous rights and decolonisation. The positive impact of their efforts in gender equality is fundamental in New Zealand political culture.It is widely believed that women’s strength often comes from their emotionality. Considering the power of a political leader based on emotions, according to the approach of some researchers, we can conclude that the emotional message of political leaders can conduce to success only if there is consistency between verbal communication and non-verbal determinants of emotions. How does revealing her own emotions by Prime Minister affect New Zealanders especially in times of uncertainty?There are some consistencies and some differences in Jacinda’s leadership style in comparison to previous Prime Ministers. As the Prime Minister of a social welfare state and the leader of the Labour Party, Jacinda’s policies are in-line with her predecessors in terms of providing social services, investing in healthcare and education and support the lower economic groups. The traditional political culture of the Labour Party in New Zealand is based on fairness and this allows Jacinda and her predecessors to be flexible in the way they shape their cabinets ethnically and professionally. The difference between her government and the previous ones is, however, in her very approachable and empathetic leadership style.It well could be the case that other Labour Party leaders would provide the services that Jacinda did to New Zealand Muslim community following the 15th March or during the Covid-19 response to the nation. She, however, is not apologetic to talk about empathy as being one of the rationales for her decisions. She is, in fact, one of the first leaders in the world who has been talking about kindness and empathy in her decision making comfortably. In both cases, in difficult times, her empathetic responses were translated in policies, either in the case of Covid-19 response and the financial aid packages that her spoke about in her media briefs and in the case of the Muslim community following the attack. In both cases, she was personally involved in most of the procedures and had oversight on operations.Another influential woman, the predecessor of Ardern, Prime Minister Helen Clark, said that people feel that Ardern ‘doesn’t preach at them; she’s standing with them’. How do you measure the methods and tools such as Facebook Live chats frequently used by the Prime Minister to communicate with people?PM Ardern is a great communicator and her honest responses to media, her live facebook chats with people contribute significantly to the effectiveness of her leadership. This is partly due to the spread and accessibility of social media platforms and partly due to the nature of online social media, which has made her a very accessible politician. Her Facebook live chats are also very interesting to people as often she provides some backgrounds to the place from which she is broadcasting and that familiarise people with the every day work of the government. Even in liberal democracies, people who live outside capitals or even outside of the political system, have less connection with the every day work of the government. In addition to being an effective strategy, it also increases the government’s transparency and make it more accountable.Standing with people, in Rt Hon Clark’s comment is to be discussed in a larger context. Since Jacinda has been Prime Minister, New Zealand has gone through two major crises that shook New Zealand to its core. In both of these cases she has taken the leadership responsibility and has been in constant contact with various communities. When New Zealand went to Level 1 and the threat of a national pandemic was eliminated, she began her travels to different parts of the country to listen to business communities and others who are financially effected by Covid-19 to find a solution for its economic impact. It was also very strategic of her to ask the leader of the National Party, Simon Bridges, as the head of the economic committee for Covid-19 response. His poor performance on the committee comparing to the ways Jacinda was leading the national response strategy, was one of the factors that resulted in his resignation.Her Facebook live chat has made Jacinda a social media figure and this extends her outreach beyond New Zealand borders. Her style of leadership, for instance, is praised highly in Australia, in Asia and the Middle East. For instance, a photo of her embracing a member of the Muslim community in Christchurch was displayed in Khalifa Tower in Dubai and her speech on the future of environment was viewed by many activists around the world.It cannot be denied that because of its geographical location, New Zealand was in a favorable position to snuff out the virus. So what helped more to eliminate the virus: sitting on the periphery of the world or Ardern’s government decisive and immediate actions such as a national lockdown, ban on travelling from China in early February as well as closing borders to all nonresidents in mid-March?I think it was the result of all of these factors. All of these decisions were made because she decided to listen to New Zealand healthcare experts and scientists. Two days before the lockdown, health experts warned that if the country would not go to a nation-wide lockdown, the number of people infected would increase exponentially. This would result in unprecedented number of deaths and would cause a huge burden on the country’s health system. Acting fast and hard was the only solution at the time. It is correct that New Zealand had the advantage to be isolated geographically but being a small island also means that the pandemic could cause a significant loss, had the government not being able to contain it.Acting fast and hard advantaged New Zealand in a longer term. While a month of national lockdown was costly to the government in short-term, it allowed the government to open the country without fear of pandemic later on. This meant creating a buffer-zone for small businesses. Nearly all New Zealand businesses and industries have been impacted financially by the virus, but the fast lockdown facilitated the opening of hospitality industry, sport competitions, schools, universities in a shorter time. Since June 2020, New Zealand has returned to normal, but the borders are still closed to everyone but New Zealand citizens and residents. Jacinda’s critiques (including John Key) argue that the borders should be open to international students (with 14 days compulsory quarantine) for the country to survive financially.Jacinda Ardern’s empathetic leadership style is distinguished by a high level of social trust. She introduced helpful concepts, such as thinking of “the people [who] will be in your life consistently over this period of time” as your “bubble” and “acting as though you already have COVID-19” toward those outside of your bubble. What is the source of this compassionate approach?Jacinda began her political career soon after finishing her study. Her father is a police officer and her mother is a teacher. In both her personal and her professional life, she has encountered many cases in which people get treated badly even in a good governing system. In order to protect people, we not only need good policies but also need empathetic and kind politicians to develop them. Even this step is not enough, and the idea of kindness and empathy need to also be initiated in social culture, the way people interact with each other and how they think about those in need.For instance, while New Zealand has an improving record in race relations, it is still suffering from racism. It is not clear to what degree messages like “be kind” could support changes in New Zealand culture without some supportive policies but in the time of Covid and when the world is facing its ugliest face, reminding people to be kind to each other and connect is crucially important.The coronavirus pandemic may be the largest test of political leadership the world has ever witnessed. Although Ardern has already passed many tests of her strength during her first term of office, which you have already mentioned, let me just add that she was also the second woman in the world who gave birth to a child while performing the duties of prime minister. Do you think being a woman leader, whose number does not exceed 7% of all world leaders, in such dangerous times is more difficult than being a man leader?It is always difficult to be a woman leader. It is however true to say that at this time, women have more challenges to fact. Nearly all major powers in the United Nations Security Council are men. As countries become more security-orientated and threatened they become more patriarchal and less accepting of female leaders, particularly if they promote empathy and kindness and raise awareness about environmental security.Although the real power of a leader is in the support they receive from their people, regardless of their gender. Jacinda knows that the majority of people are supportive of her policies and that gives her confidence in international relations. In fact, her style of leadership has proven to be very successful.Prime Minister Ardern rebels against criticism that call her not „aggressive enough or assertive enough” which would suggest that as an empathic person she is weak. However, does the fact that the Prime Minister only demoted but did not sack David Clark, the New Zealand health minister, for breaching strict nationwide isolation rules, not support this claim? This lockdown has been the target of strong criticism from some opposition politicians and public health experts who described it as an overreacting government response to a pandemic. Have specific decisions and recent government actions revealed any weaknesses of Jacinda Ardern?The lockdown was supported by the Ministry of Health and Prime Ministers are to trust their ministries recommendations. The oppositions against these decisions were less determined to continue when New Zealand moved from level 4 to level 3 and then level 2. The PM did not sack the Minister of Health during the level 4 and 3 because of his expertise and connections with different communities. He was sacked later on. PM received some criticism for not sacking David Clack immediately after he breached the lockdown but Jacinda held her ground and allowed the minister until the country moved to a lower level of threat.Every politician has weaknesses. In her case, it may be more about centralisation of power in the state, which was very understandable during the lockdown. Her government also promised building houses to address the shortage of houses but has not able to fulfil its promise. In general, as a politician she has an excellent track record and she listens to her team and respects their expertise.One of the potentially negative results of the fast and encompassing lockdown was giving more executive power to New Zealand Police and New Zealand Defence Force who have been responsible to secure the mandatory quarantine facilities. It could result also in adopting a more punitive approach towards politics by the government with more power in the hand of security apparatus of the state. Saying this, her actions have gained her a lot of support and New Zealand Police’s powers had been anticipated under New Zealand health act since the act was passed in the parliament. As the result of her actions she has received the highest support in media polls as a leader in New Zealand history. It is very important not to forget that behind her success, there is a team of professional and dedicated people whose roles are often undermined.According to 2019 Believability and based on a poll of 1400 Australians in May 2019, Jacinda Ardern was declared as the most trusted politician in Oceania. This one of the most recent studies actually showed that not only women had achieved the highest level of trust (the top four choices are all women), but also that Ardern became the most trusted politician in competition with her male counterparts. Taking into account the current „Jacinda-mania”, was this result a surprise?To a degree, yes. Julia Gillard had a difficult time in Australia’s parliament and often spoke publicly about the harassments she received on regular bases. As a global medium power, a close ally of the United States, and a more security-centric state than New Zealand, such an endorsement of a young female leaders in Australia was surprising. I think, however, that we need to read such overwhelming support in the context of the human security-orientated approach that Jacinda has adopted in her government.In the last couple of decades, Australia has suffered from continuous draught, deadly bushfires and loss of coral reef, all of which are non-traditional human security threats. The demands of the farmers often are undermined and as the result many farmers lost their livelihood and belongings. This has caused a negative impact in the level of confidence in Australian government. It is fascinating to follow up with Australian politics if the NZ-Australian bobble starts to operate. While Jacinda is very popular amongst Australians, this is not necessarily the case for Australian politicians. Since the beginning of her government, Jacinda had some disagreements with Australia’s deportation policies and has been very open in her critiques.Jacinda describes herself as a progressive social democrat but above all she is a feminist. Before the introduction of 26 weeks of paid parental leave in July 2020, New Zealand’s parliament in March 2019 passed a bill that had been issued by Ardern’s government decriminalising abortion and allowing women to choose a termination up to 20 weeks into a pregnancy. How does she deal with issues that are particularly controversial?There are some decisions that are hers and some are that of the Parliament’s. The change in abortion law was the result of extensive lobbying by pro-choice group. It is now an exclusively healthcare matter and not a decision for politicians to make. This could be a good strategy for abating political debates-often amongst men leaders- about women’s body and reproductive organs in other countries too. De-politicisation of abortion was the key to its success.Jacinda, often resolves these issues by discussions and engaging with people’s comments and ideas. Except in few cases, she is very able to read the aptitude for the society prior to proposing a bill. This is also reflected in the way the two referendums in 2020 are communicated with people. Both issues of euthanasia and legalisation of cannabis are put into a referendum in 2020 and their passing will be decided by direct engagement of the people. To summarise, if a case requires a national approval, it will be posed as a question in a referendum. If it is a matter of Parliament’s decision, it is announced and consulted prior to approval. It will be interesting to see how New Zealand vote in this referendum and how does Jacinda deal with the consequences of the referendum.Meanwhile, the Prime Minister will have to prove her effectiveness once again, cause a great depression seems all but inevitable. Considering such elements as insufficient knowledge, risk and uncertainty as well as sense of urgency, crisis decision-making differ from strategic decision-making. What are Ardern’s ideas for getting through this crisis especially in the area of public health and national security?We are certainly affected by Covid-19 and its economic impacts, even if New Zealand does not have a pandemic at hand. New Zealand is a trading country and heavily relies on the ability and functionality of the international market as well as the sea transport system in order to export its goods. Any change in the global market’s stability, has its ripple effect on New Zealand. Thus, many of our industries have suffered from closing the broader and limiting shipment. New Zealand also needs costumers for its products and a sea-line of communication even if it can function without the fear of Covid. In addition, some of our most profitable industries such as tourism and hospitality have been badly affected by the closed borders. These include tourism and its associated industries, hospitality, tertiary education system and many others.The size of New Zealand economy is very small and such economic shocks could cause major damage to our economic security. In order to address this issue, or at least minimize its effect the government began by a support package for three months to all businesses.Jacinda’s plan is to think positively about the situation. She has adopted a multi-dimensional strategy in three stages. The first was to avoid the failing of small businesses and that was achieved by providing all businesses that required support with three months of financial aids. The second strategy is to communicate, particularly listen to, small business across the country. This gives people confidence that Jacinda’s government have been supporting them and will provides the government with a unique opportunity to know about the type of support they need to provide for businesses. The third strategy is to think innovatively. For instance, New Zealand is now in the position to hold important sport events in stadiums with their supporters and this alone could bring a significant profit to the country. I hope I am not presenting an oversimplified and over-optimist view of the future as I understand the weight of such a depression on people and governments but what I particularly like about Jacinda’s approach is her positivity and determination to make New Zealand and the world a better place. She is truly an idealist and optimist leader, something that we desperately need in the world politics that is dominated by agism, sexism, and dystopian politics.Komentarzdr Justyna Eska-MikołajewskaPrzywództwo premier Jacindy Ardern w Nowej Zelandii na tle obecnych wyzwań polityczno- ustrojowych, w tym zagrożeń związanych z pandemiąJacinda Ardern, najmłodsza od 1856 r. i trzecia kobieta piastująca urząd premiera, uznawana jest za jedną z najskuteczniejszych przywódczyń w historii Nowej Zelandii. Siła szefowej rządu ujawniła się szczególnie podczas pandemii. Walka z COVID-19 w Nowej Zelandii zakończyła się zniesieniem wszelkich obostrzeń już na początku czerwca b.r., z pozostawieniem jedynie zamkniętych granic dla wszystkich poza obywatelami i mieszkańcami państwa. Paradoksalnie w czasie, gdy rząd wprowadził jedne z najsurowszych na świecie środków celem ograniczenia negatywnych skutków koronawirusa, popularność szefowej rządu wzrosła. „Jacinda-mania” to określenie stworzone przez Nowozelandczyków na opisanie zjawiska, które wiąże się z uzyskaniem przez Ardern miana najbardziej popularnej premier w tym stuleciu.Celem wywiadu z dr Negar Partow, starszym wykładowcą w Centrum Studiów Bezpieczeństwa i Obrony na Uniwersytecie Massey w Wellington, Nowa Zelandia, było przedstawienie stylu przywództwa Jacindy Ardern; elementów, które się na niego składają oraz warunków, w jakich się kształtował. Pozwoliło to na zbadanie, jak bardzo styl Ardern różni się od modeli przywództwa jej poprzedników, a także na podjęcie próby przewidzenia tego, jak obecna szefowa rządu poradzi sobie ze skutkami pandemii.Chociaż bezpośrednio objęcie urzędu premiera przez Jacindę Ardern we wrześniu 2017 r. umożliwiła decyzja lidera Partii Najpierw Nowa Zelandia, Winstona Petersa, o utworzeniu koalicji z Partią Pracy, na czele której stała wówczas Ardern, możliwe jest uchwycenie szerszego kontekstu jej dojścia do władzy. Według Dr Negar Partow należy zwrócić uwagę na „transformacyjny sposób, w jaki młode kobiety podchodzą do polityki”, co stanowi „(…) szczęśliwy wynik dziesięcioleci edukacji kobiet i potomków wszystkich wspaniałych dzieł, o które walczyły poprzednie pokolenia feministek”. Umieszczając premier w centrum rozważań na tle sytuacji społeczno-politycznej, Partow wysnuła wniosek, że Ardern „reprezentuje nowe pokolenie kobiet, które są zainteresowane zmianą świata na lepsze, myśleniem o ludziach, krytycznym myśleniem o globalnym kapitalizmie oraz konsumpcjonizmie i jego wpływie na ludzi”.Do głównych elementów stylu przywództwa Jacindy Ardern, badaczka zaliczyła „równy podział bogactwa, ochronę ubogich, stwarzanie możliwości rozwoju, empatię i życzliwość”. Według Partow, empatyczna forma przywództwa bazuje na wykorzystaniu emocji, jednak nie „w sensacyjnej polityce”, lecz w tej „prawdziwej, przejrzystej i odpowiedzialnej”. Jacinda jest przedstawicielką nowego pokolenia przywódców, którzy domagają się fundamentalnej zmiany w sposobie prowadzenia polityki. Przyczyn takiego podejścia doszukiwać się można w dość wczesnym rozpoczęciu przez Ardern kariery politycznej i uświadomienia sobie potrzeby stworzenia systemu, w którym empatia stanie się jednym z filarów realizowanej polityki. Analizując uwarunkowania społeczno-kulturowe dla politycznego przywództwa, Negar Partow wskazała na historyczne podłoże zjawiska, które „częściowo wynikało z konieczności wojny oraz problemów, z którymi kobiety musiały się borykać pod nieobecność mężczyzn”. Obecnie kobiety są społecznie i politycznie bardzo aktywne w różnego rodzaju organizacjach i ruchach społeczeństwa obywatelskiego, a ich zaangażowanie na wielu szczeblach struktury państwowej potwierdza fakt, że od 1997 r. „(…) trzech na pięciu premierów w Nowej Zelandii to kobiety”. Partow uwypukliła znaczenie postaw i działań Maorysek, formułując tezę, że ich wysiłki na rzecz równości płci mają „fundamentalne znaczenie dla kultury politycznej Nowej Zelandii”.W stylu przywództwa Jacindy Ardern dostrzec można pewne podobieństwa w porównaniu do jej poprzedników, zwłaszcza jeśli uwzględni się tradycyjną kulturę polityczną nowozelandzkiej Partii Pracy. Natomiast to, co Ardern wyróżnia na ich tle, to przede wszystkim przystępność i empatia, będąca czynnikiem motywacyjnym jej postawy. Pozwala to wyjaśnić szczegóły rozmaitych procesów podejmowania przez nią decyzji. Na podkreślenie zasługuje osobiste zaangażowanie premier, przejmowanie odpowiedzialności i bezpośredni nadzór nad wieloma operacjami, w trakcie których pozostawała w stałym kontakcie z różnymi społecznościami.Było to możliwe w dużej mierze dzięki temu, że stała się bardzo dostępnym politykiem. Komunikowanie się z ludźmi poprzez czaty na żywo na Facebooku uczyniły ją postacią z mediów społecznościowych. W opinii Partow, ma to nie tylko znaczenie informacyjne, przybliżając ludziom codzienną pracę rządu, ale także „jest skuteczną strategią, zwiększa również przejrzystość rządu, czyniąc go bardziej odpowiedzialnym”.Mimo, że urzędująca premier już kilkakrotnie, m.in. w związku z atakiem terrorystycznym z 15 marca 2019 r. czy w czasie erupcji Białej Wyspy w grudniu 2019 r., zmuszona była wykazać swoją siłę lidera, to pandemia koronawirusa może okazać się największym testem przywództwa politycznego, jaki świat kiedykolwiek musiał przejść. Nie da się zaprzeczyć, że Nowa Zelandia była w uprzywilejowanej sytuacji, co wynika z jej odizolowania geograficznego, jednakże bycie niewielkim krajem, jak podkreśla Partow, jeszcze bardziej naraża na straty w porównaniu do większych państw. Dlatego też badaczka jest przekonana, że „szybkie i zdecydowane działanie zapewniło Nowej Zelandii długoterminową korzyść”.Premier musiała podejmować wiele decyzji, które z jednej strony zapewniły jej poparcie i szacunek, z drugiej zaś naraziły na krytykę. Jako postępowa socjaldemokratka, a przede wszystkim feministka, dążyła do tego, aby płatny urlop rodzicielski wydłużyć do 26 tygodni, co udało się dokonać w lipcu 2020 r. Nie ma wątpliwości, że kwestia ta leżała na sercu samej Jacindy Ardern, drugiej kobiety na świecie, która urodziła dziecko, pełniąc obowiązki premiera. Wcześniej, w marcu 2019 r., nowozelandzki parlament przyjął inicjowaną przez rząd ustawę, dekryminalizującą aborcję i zezwalającą na przerwanie ciąży do 20 tygodnia. Kolejne dwa referenda w sprawie eutanazji oraz legalizacji marihuany zostaną przeprowadzone we wrześniu 2020 r. Negar Partow zwraca uwagę na sposób informowania społeczeństwa przez Ardern o tych wydarzeniach oraz rozwiązywanie drażliwych problemów „poprzez dyskusje i angażowanie się w komentarze i pomysły ludzi”, tym bardziej, że „potrafi [ona] bardzo dobrze odczytać predyspozycje społeczeństwa przed zaproponowaniem projektu ustawy”.Jak zaznacza Partow, krytyczne opinie, jak te, odnoszące się do kwestii zamknięcia granic dla studentów zagranicznych, mogłyby dotyczyć także centralizacji władzy w państwie na skutek wprowadzenia narodowej kwarantanny czy zapowiadanej przez rząd obietnicy budowy domów w celu rozwiązania problemu ich niedoboru. Badaczka przyznaje, że w efekcie nadania szerszego zakresu uprawnień policji i siłom obrony w trakcie kwarantanny, rząd miał warunki do przyjęcia bardziej represyjnego podejścia do polityki, dysponując większą władzą w ręku aparatu bezpieczeństwa państwa”. Partow podkreśla jednak, że działania podejmowane przez premier były popierane, a szerszych uprawnień policji spodziewano się od momentu wejścia w życie ustawy o reagowaniuna sytuację zagrożeniazdrowia publicznego w związku z pandemią koronawirusa w maju b.r.Zgodnie z oceną Partow, „rzeczywistą siłą lidera jest wsparcie, jakie otrzymuje od swoich ludzi, niezależnie od ich płci”, a nowozelandzka premier ma świadomość tego, że przeważająca część społeczeństwa popiera jej politykę. W obliczu wyzwania, jakim jest pandemia, „państwa stają się w wyższym stopniu zorientowane na bezpieczeństwo, a przy tym bardziej patriarchalne i mniej akceptują kobiety w roli przywódców”. Przed przedstawicielkami płci żeńskiej, stanowiącymi około 7% światowych liderów, stoi zatem szczególnie trudne zadanie, zwłaszcza, gdy jak dodaje Partow „promują empatię i życzliwość oraz podnoszą świadomość na temat bezpieczeństwa ekologicznego”.Współczujące podejście oparte na determinacji i życzliwości oraz wprowadzenie pomocnych koncepcji, takich jak np. stworzenie małej „bańki” najbliższych osób celem zapobieżenia przenoszenia koronawirusa, pozwoliło Ardern odnieść sukces. Jednak dla Partow mechanizm tego efektu polega na tym, aby „idea dobroci i empatii została zainicjowana w kulturze społecznej; sposobie, w jaki ludzie wchodzą ze sobą w interakcje i jak myślą o potrzebujących”. Badaczka uważa, że komunikaty w rodzaju „bądź uprzejmy” mogłyby, zwłaszcza przy wsparciu jakiejś konkretnej polityki, zainicjować zmiany np. w obrębie stosunków rasowych.Jacinda Ardern otrzymała najwyższe poparcie w historii Nowej Zelandii. Zasięg jej popularności wykracza znacznie poza granice kraju – Australijczycy w 2019 r. uznali ją najbardziej zaufanym politykiem w Oceanii. Negar Partow przyznaje, że tak duże poparcie dla młodej przywódczyni było zaskakujące, lecz należy je odczytać „w kontekście zorientowanego na bezpieczeństwo człowieka podejścia, które Jacinda przyjęła w swoim rządzie”. Poza Australią jej styl przywództwa jest wysoko ceniony także w Azji i na Bliskim Wschodzie. Na tej podstawie można sądzić, że stała się przywódcą inspirującym i bardzo popularnym w światowych mediach, o czym świadczy zjawisko „Jacinda-manii”.Premier podbiła serca i umysły wielu Nowozelandczyków, zwłaszcza od czasu wybuchu pandemii, która jak podkreśla Negar Partow, cały czas wpływa na Nowa Zelandię i powoduje skutki gospodarcze. To małe wyspiarskie państwo, które w dużym stopniu polega na zdolności i funkcjonalności rynku międzynarodowego oraz systemu transportu morskiego w związku z eksportem swoich towarów. Stąd też, jak zauważa badaczka „każda zmiana w stabilności rynku globalnego odbija się na Nowej Zelandii”.Dążąc do przezwyciężenia nieuchronnego kryzysu z powodu pandemii Covid-19, Jacinda Ardern przyjęła wielowymiarową strategię, która realizowana jest w trzech etapach. Celem pierwszego było „uniknięcie upadku małych firm, co zostało osiągnięte poprzez zapewnienie wszystkim firmom wymagającym wsparcia trzymiesięcznej pomocy finansowej”. Druga faza obejmuje „komunikowanie się, a zwłaszcza słuchanie, małych firm w całym kraju”. Partow dostrzega w tym możliwość uzyskania przez rząd wiedzy, jakiego wsparcia faktycznie małe przedsiębiorstwa oczekują. Trzecim stadium jest natomiast myślenie innowacyjne.W podejściu Jacindy Ardern do tego największego z dotychczasowych wyzwań, Partow szczególnie ceni „pozytywne nastawienie i determinację, aby uczynić Nową Zelandię i świat lepszym miejscem”. Według badaczki, urzędująca premier to „przywódczyni prawdziwie idealistyczna i optymistyczna”, której obecność na scenie politycznej jest w stanie przeciwstawić się takim zjawiskom, jak dyskryminacja ze względu na wiek, seksism czy dystopijna polityka. Rząd Ardern wyraża wartości i aspiracje, których w opinii Partow „tak rozpaczliwie potrzeba w światowej polityce”, a które – zgodnie ze sztandarowym hasłem realizowanej przez Jacindę polityki – są w stanie uczynić Nową Zelandię najlepszym miejscem do życia.

Wywiad

„W Hongkongu będzie gorąco i nie dlatego, że taki mają klimat”. Oblicza mainlandyzacji Pachnącego Portu

13.07.2020

Hongkong jest jednym z kluczowych centrów przepływów strategicznych na świecie, to państwo-miasto pomiędzy światami i kulturami. O tym, jak świat demokracji zderza się ze światem autokracji w Hongkongu i co z tego wynika; dlaczego Pekinowi zależało na nowym prawie o bezpieczeństwie narodowym, a lokalistom na Five Demands; oraz czym jest mainlandyzacja i stawianie jej oporu w praktyce – opowiada wywiadzie dr hab. Łukasz Zamęcki z Uniwersytetu Warszawskiego.Dr Mateusz Krycki: wydarzenia z ostatnich miesięcy i lat – protesty społeczne oraz reakcje lokalnych władze na nie – wskazują, że względna równowaga polityczna uzyskana w ramach autonomii w 1997 roku wyczerpuje się. W tym kontekście nasuwa się kilka istotnych pytań. Zacznijmy od podstaw – jaki nominalnie ustrój występuje w Hongkongu, a jaki panuje de facto?Prof. Łukasz Zamęcki: przede wszystkim musimy pamiętać, że formalnie od 1997 roku Hongkong jest jedynie Specjalnym Regionem Administracyjnym. To specyficzna formuła przyjęta na potrzeby integracji Hongkongu i Makau z Chinami w ramach systemu politycznego Chińskiej Republiki Ludowej. Rzeczywiście jest to rozwiązanie specyficzne, system sui generis. Mimo formalnej suwerenności Chin, wynegocjowana przez Brytyjczyków autonomia Hongkongu jest de iure bardzo duża. Trudno znaleźć przykład innego regionu autonomicznego, który miałby możliwość posiadania choćby własnej waluty, czy systemu prawnego mocno niezależnego od centrum. Ta endemiczna formuła, niełatwa do analizy w badaniach porównawczych systemów politycznych i stosunków międzynarodowych, mogłaby być skojarzona jedynie z koncepcją protektoratów.Na tą płaszczyznę formalną nakłada się też duża dynamika polityczna, o której wspomniał Pan w swoim pytaniu, ale nie wiem, czy bym się do końca zgodził ze twierdzeniem, że mamy do czynienia ze zmianą po okresie pewnej równowagi. „Równowaga” była pewną iluzją i adaptacja trwała cały czas. Mamy tendencję do patrzenia na systemy polityczne tu i teraz, a pewnie za kilkadziesiąt lat będziemy tą sytuację traktować inaczej. Ogólnochińskie Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych przyjęło właśnie [tj. 30 czerwca – przyp. red.] ustawę o bezpieczeństwie narodowym, więc teraz ten fakt i rok 2020 możemy uznać za punkt zwrotny, ale z dalszej perspektywy można go wpisać w kolejne ogniwo okresu zmian w Hongkongu.Formalnie obowiązuje doktryna jedno państwo – dwa systemy i to ona określa ustrojowe ramy Hongkongu, ale wiemy też, że zostały ona przyjęte na okres 50 lat, więc tak naprawdę mamy bliżej niż dalej do nowego etapu. Pierwsze lata funkcjonowania Hongkongu to był okres wzajemnego badania i rozpoznawania się. Teraz trwają z kolei poszukiwania przez Chińską Republikę Ludową nowej formuły ustrojowej dla HK i wprowadzenie ustawy o bezpieczeństwie narodowym należy w tym sensie traktować jako istotny krok, a może nawet swoisty „game-changer”.Skoro wspomniał Pan o ustawie o bezpieczeństwie narodowym. Nie popadając w prezentyzm, mimo wszystko muszę dopytać – od kiedy ustawa ta budzi takie kontrowersje?Musimy sięgnąć pamięcią do 2003 roku. Wtedy to rozgorzała na większą skalę dyskusja o wprowadzeniu nowego prawa, implementującego Artykuł 23 Ustawy Zasadniczej (minikonstytucji) Hongkongu. Nastąpiła aktywizacja ruchu opozycyjnego, który obawiał się, że nowe przepisy otworzą drogę do aresztowań i ograniczania swobód. Choć akurat 2019 rok przyniósł jeszcze większe protesty, to te z 2003 roku były naprawdę spektakularne i ważne z punktu widzenia przemian społecznych. Pół miliona ludzi na ulicach nieco ponad 7 milionowego kraju robi wrażenie.Wówczas Pekin dostrzegł, że nie może bagatelizować sprawy i przyjął bardziej proaktywne podejście. Dla rządu chińskiego niepokoje w HK to nie jest już business as usual i nie można pozwolić mieszkańcom Hongkongu eskalować swoich działań. Zaczęto myśleć o tym, w jaki sposób wpływać na postawy społeczne i polityczne, czy też – wprost – jak ingerować, aby nie doprowadzić do naruszenia integralności terytorialnej Chin.Jeśli 2003 rok uznajemy za datą początkową ewolucji ustrojowej, to jakie procesy w istocie od tego czasu zachodziły w HK, a może i poza nim, które tę endemiczną, hybrydową formułę ustrojową utrwalały lub napędzały? Na pewno rządy Xi Jinpinga są jednym z czynników, który po 2003 roku umożliwił większy wpływ na sprawy Hongkongu. Ma to związek też z samą sytuacją polityczną w Chinach, gdzie Xi Jinping konsoliduje władzę i z pewnością nie wyobraża on sobie, aby powstawały jakiekolwiek konkurencyjne, niezależne ośrodki władzy, które w ramach postępu demokratyzacji mogłyby ziścić wizję z lat 90., w myśl której to HK, a nie Pekin miałby stać się centrum decyzyjnym.Po 2003 r. HK to w sumie przysłowiowy kamyczek w bucie, który uwiera. Obawy związane z nieprzystosowaniem HK wynikają z faktu, że są tam ludzie, którzy mają swobodny dostęp do informacji, mogą praktykować różne idee, kulty itd., mogą uczestniczyć w częściowym przepływie idei demokratycznych, doświadczać elementarnej praworządności, czego nie ma w Chinach kontynentalnych.Podejście Pekinu, który skraca Hongkongowi przysłowiową smycz to jedno, ale musimy też pamiętać, że w ramach samego Hongkongu są ośrodki, które chciałyby większej integracji z ChRL, czy też nie chciałyby, aby Hongkong stał się w pełni demokratyczny i niezależny.Wreszcie, to co wpływa bezpośrednio na ustrojowy kształt i zależność HK to instytucja wyborów, które nie są powszechnymi i równymi wyborami. Postulat demokratyzacji procesu wyborczego jest jednym z podstawowych wysuwanych przez protestujących, ale możemy sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby takie wybory faktycznie miały miejsce i jak mogłoby to przełożyć się na apele o kolejne swobody. Efekt jest taki, że w różnych rankingach demokratyzacji można zauważyć, iż Hongkong nawet nie zbliża się do podmiotów o pełnej lub choćby wadliwej demokracji. Stąd pewna etykieta, w zależności od metodologii, reżimu hybrydowego.To co nam trochę zamydla oczy to jest fakt, że mimo braku legitymizacji władzy opartej na demokratycznych wyborach, za sprawą umowy z 1997 r. i presji brytyjskiej, w systemie politycznym pozostawiono prawne instrumenty ochrony praw i swobód obywatelskich. Mowa tu o zachowaniu niezależnego wymiaru sprawiedliwości, czy wolności prasy. Problem w tym, że ta ochrona gdzieś w ostatnich latach jednak ginie.Widzimy coraz więcej przesłanek, wskazujących, że wymiar sprawiedliwości nie jest już tak suwerenny, znana na cały świat komisja badająca korupcję w Hongkongu też traci swoją niezależność, a spadek HK w rankingach wolności prasy jest znaczący. Dochodzi bowiem do coraz częstszych przypadków autocenzury. Przez lata patrzyliśmy na Hongkong jak na „wyspę demokracji” na morzu chińskim, ale w praktyce nie była to demokracja.Na tym tle nasuwają się dwa pytania. Pierwsze, czy możemy wyróżnić, które z tych czynników pośrednich i bezpośrednich miały i mają największy wpływ na powstanie obecnej sytuacji i społecznej dynamiki? Drugie, czy możemy określić, gdzie de facto kończą się – nazwijmy to -granice ustroju demokratycznego w Hongkongu, a gdzie zaczyna reżim autorytarny? Jeśli w ogóle możemy o nim mówić, bo przecież autorytarność nie musi być jedyną opozycją dla demokracji.Warto zacząć od historii politycznej HK, ona jest bardzo istotna dla zrozumienia tego, co się dzieje. Każdy wie o roli Brytyjczyków i ich roli administracyjnej w Hongkongu. Trzeba podkreślić, że historycznie to oni umożliwili rozwój instytucji społeczeństwa obywatelskiego na szerszą skalę, to znaczy w tym wymiarze politycznym, a więc nie w sferze tworzenia warunków dla funkcjonowania organizacji pozarządowych, zajmujących się dajmy na to działalnością charytatywną lub dobroczynnością, a w obszarze rozwoju quasisystemu partyjnego.Oczywiście nie jest też tak, że za Brytyjczyków było pięknie, a później to się wszystko posypało. Pamiętajmy, że za administracji brytyjskiej też nie mieliśmy w HK do czynienia z pełnym reżimem demokratycznym, aczkolwiek to w latach 90. z inspiracji Wielkiej Brytanii zaczęły rozwijać się proto-partie polityczne, które stawiały sobie za cel demokratyzację systemu politycznego w Hongkongu. Były one elementem swoistej socjalizacji społeczeństwa oraz elit politycznych; wspierały rozwój myśli demokratycznej. Dzięki nim utrwalano doktrynę rządów prawa.Mówiąc dalej o pośrednich przyczynach zmian ustrojowych HK, to nie można nie wspomnieć o tym, że sami obywatele Hongkongu obawiali się jeszcze przed 1997 rokiem, jak będzie wyglądała ich przyszłość w ramach – nie wchodząc już w rozróżnienia definicyjne – autorytarnego czy totalitarnego, a w każdym razie niedemokratycznego reżimu ChRL. Szczególnie musimy pamiętać, że w Hongkongu duża część mieszkańców to są pierwsze lub drugie pokolenia uciekinierów z Chińskiej Republiki Ludowej, którzy migrowali przecież w dużej mierze z powodów politycznych, nie tylko ekonomicznych, czy społeczno-kulturowych. Wspomniane obawy o przyszłość były więc mocno ugruntowane, gdy nadszedł rok 1997 i późniejsze, kiedy to Chiny coraz bardziej zaczęły angażować się w sprawy Specjalnego Regionu Administracyjnego. W tej perspektywie łatwiej zrozumieć towarzyszące temu napięcia, które niejednokrotnie wiązały się z przesłankami bezpośrednimi, o które Pan pyta.Jedną z nich jest funkcjonowanie policji i coraz większa liczba przypadków jej instrumentalizacji dla celów politycznych; za inną przesłankę uznaje się działanie sądownictwa, które ma być coraz bardziej stronnicze, czy też zmiany w instytucjach medialnych i ograniczanie wolności słowa. Wszystko to składa się na tzw. mainlandyzację, czyli przekładanie praktyk życia politycznego mainland China na funkcjonowanie Hongkongu.Pamiętać musimy też o bezpośrednich uwarunkowaniach wynikających z relacji gospodarczych. Pekin ma wielu nie tylko politycznych sojuszników w Hongkongu, ale też biznesowych. Duże przedsiębiorstwa z Hongkongu, prowadzące działalność gospodarczą na granicy z Chinami kontynentalnymi nie chcą podpadać władzom w Pekinie, obawiając się o swoje interesy, ale i wolność. Zdarzały się przypadki zaginięć, aresztowań z mniej lub bardziej błahych powodów kryminalnych lub obyczajowych.Jeśli mówimy o ekonomii, to równie ważne są też postawy młodego pokolenia, aktywnie przecież uczestniczącego w protestach, głównie w trosce o swoją sytuację materialną w przyszłości. Im nie chodzi tylko i wyłącznie o utratę swobód politycznych, wolności wypowiedzi, wolności zgromadzeń i zrzeszania się, ale też najzwyczajniej o swój byt.Czy rzeczywiście mają w tym względzie uzasadnione obawy? Hongkong do biedniejszych nie należy…Hongkong pięknie wygląda w różnego rodzaju statystykach makroekonomicznych, ale jeżeli spojrzymy już na tzw. human security, miernik rozwoju społecznego znany z w naukach politycznych, czy stosunkach międzynarodowych, to uwidacznia nam się bardzo wysokie rozwarstwienie społeczne i problemy z awansem zawodowym. W uproszczeniu, rynek HK jest ciągle bardzo konkurencyjny i wolnorynkowy, co ma swoje zalety, ale też wady z punktu widzenia wielu zwykłych mieszkańców, którzy dostrzegają pogarszającą się perspektywę indywidualnego rozwoju, czy bezpieczeństwa ekonomicznego. A taka wizja wynika z faktu, że Chiny nie potrzebują już Hongkongu do prowadzenia strategicznych biznesów, a szczególna rola HK jako pośrednikaw międzynarodowych stosunkach gospodarczych, między światem zachodnim a Chinami kończy się. I w tej psychospołecznej warstwie ma to swój wydźwięk, również na ulicach.Wracając do mainlandyzacji, jako pewnego rodzaju programu dostosowywania HK do potrzeb Pekinu, są też inne kwestie społeczne i procesy, które są mniej widoczne, a ważne.Mowa chociażby o sinizacji edukacji, czyli rozwijaniu szkolnictwa pod kątem priorytetów Pekinu. Istnieją obawy, że może to prowadzić do takiego nauczania dzieciaków, które będzie nie tylko przekazywać wiedzę, ale też kształcić określony system wartości, w którym mniejsze znaczenie będzie miała wolność, a większe rola partii i Wielkich Chin. Pojawiają się m.in. informacje o próbach zmian w programach edukacji, czy presji na nauczycieli i dyrektorów szkół. W samych szkołach swoboda wypowiedzi i dyskusji jest ograniczana, a to może oznaczać docelowo cenzurę polityczną, prowadzącą do nie mówienia o pewnych kwestiach, a w dalszych konsekwencjach do indoktrynacji politycznej.Natomiast, jeśli pyta Pan, gdzie jest ta granica między reżimem demokratycznym a autokratycznym w ustroju HK, to oczywiście bardzo trudno ją nakreślić. Nigdy nie jest tak, że jakiś reżim się autokratyzuje z dnia na dzień, te procesy zachodzą stopniowo i przez lata. Nie mówię tego w kontekście literalnej interpretacji wspomnianej ustawy wdrażającej Artykuł 23, a z perspektywy ukorzenionych społecznie obaw wobec tego, co może się za nią kryć, a więc bezpośrednią ingerencję w procesy polityczne oraz wymiar sprawiedliwości Hongkongu. Zwolennicy demokratyzacji przewidują większą swobodę aresztowania lub penalizacji działaczy opozycyjnych i demokratycznych.Obraz, który Pan rysuje zmusza też do pytania o ten najbardziej bliski przyczynowo bodziec do toczącej się przemiany ustrojowej. Co dokładnie proponuje się w ramach Artykułu 23., co powoduje teraźniejszą erupcję nastrojów opozycyjnych? To też pytanie o klucz do zrozumienia protestów tu i teraz, zakładając, że leży on gdzieś przy ustawie o bezpieczeństwie narodowym.Musimy wrócić do Ustawy Zasadniczej czyli Basic Law, która – pamiętajmy – powstała na bazie umowy chińsko-brytyjskiej z 1984 roku. Artykuł 23. przewiduje, czy wskazuje, że władze Specjalnego Regionu Administracyjnego Hongkongu zobowiązane są przyjąć prawo zakazujące jakiejkolwiek działalności secesyjnej, zdrady, działań przeciwko Chińskiej Republice Ludowej. Na takim dużym poziomie ogólności, to nawet nie brzmi groźnie, ale diabeł tkwi w szczegółach.Zgodnie z ostatnimi doniesieniami, implementacja nie skończyła się na osobnych przepisach wykonawczych, a na dopisaniu ich bezpośrednio do Ustawy Zasadniczej, co oznacza też ich nadrzędność wobec innych praw obowiązujących w Hongkongu. Prawo obejmuje działające w Hongkongu firmy, ale też obcokrajowców i rezydentów. Co ciekawe, ma zastosowanie względem przestępstw popełnianych poza granicami Specjalnego Regionu Administracyjnego.Co do penalizacji – za przestępstwa o charakterze terrorystycznym, separatystycznym, lub zmowę z innymi państwami osłabiającymi bezpieczeństwo państwa przewiduje się maksymalną karę dożywotniego więzienia. W innych przypadkach mogą być zasądzane niższe kary więzienia, lub grzywny. Nadzór nad wykonaniem przepisów ma pełnić biuro ochrony bezpieczeństwa państwowego podlegające rządowi w Pekinie, natomiast samą egzekucją mają się zajmować władze lokalne. Aczkolwiek, zostawiono furtkę do interwencji rządu centralnego, sytuacjach kryzysowych, wskazujących na ingerencję obcych sił. W takich przypadkach podejrzani będą podlegać sądownictwu Chin kontynentalnych. Zakłada się też możliwość utajnienia części lub całego procesu sądowego, a także pozbawienie osób skazanych biernego prawa wyborczego oraz stanowisk.Istnieje obawa karania za mówienie o wolnościach i demokracji, ponieważ będzie można uznać to za działalność przeciwko władzom Chińskiej Republiki Ludowej. Ma to być legalne narzędzie ograniczania działaczy opozycyjnych, którzy mocno uderzają swoją narracją w system Chińskiej Republiki Ludowej.Obiektywna ocena praktycznego zastosowania tych przepisów nie jest w tym momencie możliwa. Wykładnia z perspektywy ruchu prodemokratycznego pozostaje jednak ta sama. Nowe prawo będzie wymierzone przeciw takim aktom antychińskim, które są szczególnie widoczne w przestrzeni publicznej i mają potencjalnie dużą nośność. Przez lata, na przykład, przyjeżdżający z mainlandu turyści mogli napotkać rozmaite plakaty o procesach politycznych w ich części Chin z przekazem: „zobacz, u was tak się torturuje opozycjonistów”. I tutaj mamy już potencjalne zarzewie destabilizacji. Idąc dalej – jeżeli jestem takim działaczem w Hongkongu i chcę nie tylko wywieszać plakaty, ale też pisać książki na temat działań Pekinu, chciałbym publikować materiały na temat patologii Chińskiej Republiki Ludowej, pisać o przestępstwach, o skazywaniu działaczy politycznych, a taką działalność wydawniczą prowadzi się w HK – to w opinii obozu demokratycznego istnieje realne zagrożenie, że na mocy przepisów Artykułu 23. ktoś zasądzi, że jest to działalność antychińska, antypekińska i dlatego zostanie ona zakazana, a co więcej można za nią otrzymać karę długoletniego więzienia. Ostatecznie, każda forma krytyki władz chińskich może być uznana za działalność wymierzoną przeciwko Pekinowi.Będę teraz nieco przekorny. Prace nad nowym prawem o bezpieczeństwie narodowym, tak samo jak dyskusje nad nim, trwały długo. Możliwe, że to Covid-19 sprawił, iż dopiero z końcem czerwca Komunistyczna Partia Chin pochyliła się nad Hongkongiem, a może nie udały się mediacje władz lokalnych. A może Artykuł 23. jest jednak tylko wierzchołkiem góry lodowej?Protesty, które mamy teraz ciągną się faktycznie od marca 2019 roku, a wtedy punktem zapalnym była zapowiedź wprowadzenia innej ustawy, tzw. ekstradycyjnej, która z kolei wynikała pierwotnie z dość głośnej sprawy kryminalnej, zupełnie niepolitycznej. Na Tajwanie Hongkończyk zabił swoją dziewczynę, wszczęto postępowanie, oskarżony wrócił do Hongkongu. I wraz z wnioskiem o przekazanie go Tajwanowi pojawiła się potrzeba przepisów wykonawczych, które finalnie otrzymały brzmienie, pozwalające na ekstradycję obywatela hongkongskiego nie tylko do Tajwanu, czy Makau ale też do Chin kontynentalnych. Choć Tajwan ostatecznie zrezygnował z nacisków na HK, rozumiejąc delikatną naturę relacji Hongkongu z Pekinem, bo po części są w podobnej sytuacji, to rząd chiński nie odpuszczał. Zaczęły wzrastać obawy, że nowe prawo zostanie wykorzystane do represji politycznych i przekazywania niepokornych Hongkongczyków autorytarnemu wymiarowi sprawiedliwości Chińskiej Republiki Ludowej. Na tym tle doszło do serii kolejnych zdarzeń. W lipcu 2019 roku, gdy nastąpiły większe protesty, doszło do dość gwałtownego rozprawienia się policji z częścią manifestantów, co dało opozycji sygnał, że lokalny system polityczny istotnie zmienia swoje oblicze. Dotychczas służby mundurowe, nawet podczas słynnej rewolucji parasolkowej z 2014 roku, nie dopuszczały się takiej eskalacji.Zaczęły pojawiać się oficjalne oskarżenia i dowody na użycie gazu i broni gładkolufowej, doniesienia o pobiciach. Działania policji niejako otworzyły oczy i – o czym już mówiłem – zaczęto ją traktować nie jako instrument porządku publicznego, a narzędzie polityczne Komunistycznej Partii Chin służące wspomnianej mainlandyzacji. Badania opinii wskazały, że zaufanie do tej formacji drastycznie spadło.Przyczyna obecnego stanu rzeczy jest bardziej wieloczynnikowa, ma charakter procesu, który rozpoczął się wraz z protestami w 2019 roku. W tej perspektywie – tak, można więc powiedzieć, że Artykuł 23. jest wierzchołkiem góry lodowej.Co jest zatem pod powierzchnią?W naukach o polityce dla wyjaśnienia takich zjawisk i procesów używa się teorii uczenia się ruchów społecznych. Obecnie mamy do czynienia z kumulacją nastrojów i wiedzy oraz synergią doświadczeń działaczy lokalistycznych i natywistycznych, którzy nabywali wprawy i uczyli się oporu od czasu rewolucji parasolkowej z 2014 roku. Ostatnie pięć lat to wyraźne scalanie się tych ruchów społecznych, przy czym spoiwem niekoniecznie była idea demokratyzacji, a poczucie wspólnoty – na zasadzie, pardon my French – „chrzanić Chiny, my jesteśmy Hongkongiem, mamy swój kraj!”Hongkong 2014 – Parasolkowa rewolucja. Źródło: Joseph Chan – UnsplashInnymi słowy, w ostatnich latach bardzo wzrosło poczucie tożsamości hongkońskiej. Wcześniej ta tożsamość Hongkongu była bardziej pomieszana kulturowo, trochę Hongkongu, trochę Chin. Owszem, ten lokalizm odczuwało się od dawna, nawet gdzieś od lat 60. XX wieku, ale tak na prawdę dopiero teraz tożsamość HK zaczęła się krystalizować.Podsumowując, za bezpośredni powód można uznać prace nad ustawą o bezpieczeństwie państwa oraz ekstradycyjną, a także wspomnianą brutalność policji. Ale zdarzenia te trafiły na już uformowany grunt oporu, osadzonego na wartościach politycznych i kulturowych. Jesteśmy więc świadkami dłuższego procesu, w którym, w efekcie społecznego uczenia się, oddolne ruchy dają impuls do rozwijania tożsamości lokalnej, budując jednocześnie swoją sieć organizacji, artykułujących apel, czy – szerzej – program polityczny. Tej społecznej integracji i synergii, zwłaszcza wśród młodych ludzi, z pewnością pomagają też media społecznościowe.Poruszył Pan kilka ciekawych wątków. Dopytam najpierw o kwestię tożsamościową – skoro ten ruch społeczny inspiruje do identyfikacji wspólnotowej, to ważnym pytaniem jest, w jakim stopniu jest on społecznie legitymizowany? Mamy właśnie do czynienia ze spiętrzeniem się na tym polu kilku procesów sięgających jeszcze lat 90. XX w. Wtedy powstały pierwsze prodemokratyczne organizacje społeczne, które otwarcie sprzeciwiały się władzom Specjalnego Regionu Administracyjnego i rządowi w Chinach, i które – w oparciu o analizę wyników części powszechnej wyborów – zdobyły poparcie ponad połowy społeczeństwa. To pewien filar legitymizacji. Aczkolwiek, wraz z upływem czasu zaczęły w jego ramach pojawiać się silniejsze tendencje lokalistyczne, czy odłamy nacjonalistyczne o bardziej radykalnym nastawieniu, które wytykały starszym stronnictwom prodemokratycznym błędy. W ich mniemaniu, sytuacja wymaga już nie tylko obstrukcji parlamentarnej, ale też wyprowadzenia na ulicę swoich zwolenników.Przykłady takiego odważniejszego działania, popartego społecznie, znajdujemy w parasolkowej rewolucji. Właśnie po 2014 r., w duchu pewnej radykalizacji demokratyczna scena polityczna wbogaciła się o wiele mniejszych partii, jak na przykład Demosisto, czy Hongkong National Party. Ta ostatnia została zdelegalizowana, a warto dodać, że nawoływała wprost do niepodległości......znamienne, że po raz pierwszy pada w tym wywiadzie słowo „niepodległość”. Czy w poszukiwaniu społecznego mandatu często występuje ono na ustach obozu prodemokratycznego?To ciekawe, bo jeszcze w 2012 roku nie było praktycznie w Hongkongu nikogo, kto by mówił o niepodległości Hongkongu. Chodziło głównie o „autonomię”, „niezależność”, „swobodę”, a tu nagle młodzież zaczyna wychodzić z odbieranymi jako radykalne poglądami, na przykład „Independence for Hong Kong!”. I takiego głosu władza w Pekinie już na pewno nie może bagatelizować. Istnieje obawa, że może on zbyt mocno rezonować i inspirować do eskalacji oporu. Są nawet badania, które pokazują, że wśród młodych ludzi hasło „niepodległość” mocno zyskuje na popularności.Natomiast kończąc myśl o legitymizacji – trzeba powiedzieć, że w czasie rewolucji parasolkowej część obozu demokratycznego obawiała się, że widoczna radykalizacja oporu, wpłynie zbyt mocno na gospodarkę, a w konsekwencji na codzienne funkcjonowanie. Dla wielu bardziej konserwatywnych, starszych demokratów ówczesne protesty młodzieży były zbyt ryzykowne. Co w takim razie powiedzieć teraz, gdy od 2019 roku radykalizacja protestu nasiliła się jeszcze bardziej? Z uwagi na przyjęte instrumenty walki, legitymizacja nie wydaje się więc stuprocentowa, ale z drugiej strony nie zarysowała się też formalnie żadna frakcyjność obozu demokratycznego.Kolejna z poruszonych kwestii – która doskonale wpisuje się właśnie w narrację niepodległościową – czyli fundament poczucia tożsamości wspólnotowej. Czy można stwierdzić, że jest nią etniczność Hongkongu, albo język? Czy możemy w ogóle mówić o narodzie hongkońskim? Czy w potocznym języku, w dyskursie publicznym takie słowo pada, a może jest tak samo niechciane, jak „niepodległość”?To znów bardzo ważny temat, który jest także płaszczyzną sporu. Proszę pamiętać że Hongkong to jest język i kultura kantońska, a Chiny kontynentalne to jest jednak język mandaryński, uproszczony. Ruchy lokalistyczne, natywistyczne walczą na przykład o to, aby w przestrzeni publicznej, na ulicach obowiązywał język kantoński, aby nie wprowadzano do szkół języka mandaryńskiego; sprzeciwiają się temu, aby w dyskursie biznesowym dominował mandaryński, którego używa się pragmatycznie w relacjach z Chińczykami z kontynentu.Natomiast szersza analiza tożsamości Hongkongu wymaga zrozumienia kilku aspektów. Mamy bowiem do czynienia z tożsamością historyczną, mocno osadzoną w relacji do Chin; kulturową –tutaj wspomniane rozróżnienie na tradycję kantońską i mandaryńską ma znaczenie, w tym problematyka językowa; wreszcie swoje znaczenie ma tożsamość polityczna. Stąd same badania bywają niejednoznaczne, z uwagi na różnicę w kafeterii pytań typu – czy jesteś hongkońskim Chińczykiem, czy chińskim Hongkongczykiem, czy Chińczykiem. Na odpowiedzi respondentów nakładają się różne sposoby myślenia o sobie – raz dominują kryteria kulturowe, innym razem polityczne. To, co wyraźnie uwidacznia się w badaniach, to fakt, że młodzi ludzie z ruchów lokalistycznych definiują się przede wszystkim kategoriami politycznymi - „I am Hong Konger”, a w drugiej kolejności przywiązaniem do kultury kantońskiej, przy jednoczesnym odcinaniu się od korzeni Wielkich Chin. Aczkolwiek, jeśli mówimy o tożsamości politycznej, są też grupy społeczne, które określają się jako Chińczycy, ale jednocześnie nie popierają Komunistycznej Partii Chin.Stąd możemy mówić nie tylko o hybrydowym ustroju, ale też o hybrydowej tożsamości, która nie zawsze jest rozumiana na Zachodzie. Z tożsamością jest jak z matrioszką, poszczególne jej elementy nakładają się, tworząc – bezkolizyjnie – całość.Pochylmy się jeszcze na chwilę nad tą tożsamością polityczną. Odwołując się nieco do naszej historii, to znaczy ruchu Solidarności, czy lokaliści skodyfikowali już swoje postulaty? Czy jest jakiś żelazny program obozu liberalnego, prodemokratycznego, stanowiący fundament swoistej politycznej reformacji HK?Odpowiedź dobrze jest umieścić w kontekście protestów w 2019 roku, ale też wspomnianej wcześniej problematyki legitymizacji. W rzeczywistości, to co do dzisiaj scala ruch demokratyczny to wyartykułowane wtedy Five Demands. One także zdobywają dla protestujących szersze poparcie społeczne.Co zawiera katalog Five Demands?Po pierwsze, całkowite wycofanie projektu ustawy o ekstradycji – co faktycznie nastąpiło. Po drugie, wycofanie się rządzących z narracji, że protesty z 12 czerwca 2019 r. były „zamieszkami”. Dlaczego to ważne? Tamtego dnia, policja w dość brutalny sposób potraktowała protestujących i jeśli władze HK zostałyby przy tej wykładni, wówczas zakres kar dla nich byłby o wiele dotkliwszy. HK ma w takich sytuacjach bardzo punitywne podejście. Trzeci postulat to uwolnienie i uniewinnienie aresztowanych protestujących; czwarty – to ustanowienie niezależnej komisji śledczej oceniającej postępowanie policji w krytycznych dniach protestów. Tutaj pojawiły się hipotezy, że wśród pacyfikujących funkcjonariuszy byli również policjanci z Chin kontynentalnych. Piąty postulat – to universal suffrage, czyli prawa wyborcze – zgoda na wolne, powszechne wybory [do Rady Legislacyjnej i na urząd prezydenta – przyp. red.]. Ten postulat dotychczas łączy najbardziej. Nieoficjalnie dodawano też „six demand”, czyli wycofanie się ze wspomnianej ustawy implementującej Artykuł 23 konstytucji. To już jednak nieaktualne. Oczywiście nadrzędnym postulatem jest demokratyzacja Hongkongu.Hongkong 2019 – “Walka o prawdziwe wybory w Hongkongu”. Źródło: Erin Song – UnsplashWspomniał Pan o mediach. Nie można nie odnieść się do nich, rozważając o uwarunkowaniach, ale i o konsekwencjach społeczno-politycznych tarć. Po pierwsze, czy w Hongkongu istnieje pluralizm mediów; a po drugie, czy media aktywnie polaryzują społeczeństwo HK, czy może są jednak bardziej pasywnymi reprezentantami poszczególnych grup, lub partii?Wydaje się, że z mediami jest coraz gorzej, stanowią one w praktyce jeden wymiarów mainlandyzacji Hongkongu. Historycznie, rynek medialny Hongkongu w latach 80-90. ub. wieku uważany był za jeden z najbardziej liberalnych. Zresztą wiele międzynarodowych koncernów ustanowiło swoje siedziby lub przedstawicielstwa właśnie tam. Wszystko zaczęło się dynamicznie zmieniać po 1997 roku i potwierdzają to wspomniane już spadki w rankingach wolności prasy, zwłaszcza w ostatnich latach. Choć Pekin nie ma bezpośredniego przełożenia na media HK, bo funkcjonuje formalnie doktryna jedno państwo – dwa systemy, to coraz częściej zauważalna jest autocenzura, wychodząca z poziomu samych właścicieli mediów, czy wydawców. Chcąc prowadzić biznes, zwłaszcza z Chinami, nie są oni zainteresowani konfliktem z Komunistyczną Partią Chin.Jest wiele przykładów takiego odśrodkowego łamania wolności słowa. W telewizjach i radiostacjach występują naciski, aby dziennikarze pewnych tematów nie podnosili, zwłaszcza tych dotyczących elit władzy Chińskiej Republiki Ludowej. Jeśli już tak się stało, zdarzały się przypadki zwolnień pracowników, usuwania artykułów, a nawet zastraszania niepokornych dziennikarzy.A to oblewano farbą drzwi ich mieszkań, a to wysyłano anonimowe maile, czy pobito kogoś. Swego czasu, głośną była sprawa nieudanego zasztyletowana jednego z dziennikarzy – Kevin Lau – któremu udało się uniknąć śmierci. Inny przykład to zniknięcie pięciu wydawców. Nie byli dziennikarzami, ale prowadzili wydawnictwo, demaskujące swoimi książkami działania władz ChRL, w tym korupcję. Odnaleziono ich ostatecznie w Chinach kontynentalnych. Są przesłanki, by stwierdzić, że zostali wywiezieni nielegalnie i pod przymusem. Jeżeli mielibyśmy szukać przejawów niezależności mediów, to można je znaleźć głównie w internecie. Mainstreamowe gazety, telewizja, radio stosują już bardziej pekińską niż lokalną narrację.A czy jest jakiś – nazwijmy to – szaniec medialny, ikony dziennikarstwa, które są traktowane jako niezależny głos o sytuacji w Hongkongu?Apple Daily; jest to gazeta dostępna w druku i sieci, dość specyficzna, bo tabloidowa, ale jednocześnie prodemokratyczna; należy do większego konglomeratu [Next Digital Ltd. – przyp. red.]. Nie są to łamy typowo informacyjne, ale jedne z nielicznych utrzymujących jeszcze linię nieupolitycznionego przekazu, bez strachu przed Pekinem.Jeśli chodzi o sam internet, to polecam anglojęzyczny portal Hong Kong Free Press, który także stara się uczciwie przedstawiać sprawy i wydaje się być mocno niezależny. Choć lokalne społeczności go czytają, jako że nie jest wydawany po kantońsku siłą rzeczy jest on ukierunkowany na opinię międzynarodową. W przeciwieństwie do Apple Daily utrzymuje się z dotacji, czy zbiórek internetowych.Ostatnie pytania – już o przyszłość. Jakie scenariusze czekają w pańskiej ocenie Hongkong? Unikając prezentyzmu, o którym mówiliśmy na początku.Od razu powiem, że z reguły wystrzegam się w prognoz, czy ekstrapolacji – z całym szacunkiem dla moich kolegów badaczy. Zawsze przywołuję w takich momentach pewną anegdotę z XVIII wieku, gdy pewien naukowiec we Francji patrzył na przyrost liczby koni na ulicach Paryża i wyrokował, że w XIX wieku łajno końskie będzie sięgało drugiego piętra. Nie mógł przewidzieć, a więc i uwzględnić dorobku rewolucji przemysłowej, w tym silnika spalinowego. Zbyt wielka jest zmienność kulturowa i społeczna, by móc odpowiedzialnie kreślić dalszy bieg wydarzeń.Aczkolwiek, nie ukrywam, w swoich badaniach także muszę stawiać pytania o przyszłość HK. Co mnie zaskoczyło, gdy pytałem o nią znanych profesorów, zagranicznych ekspertów zajmujących się HK, ale też tamtejszych polityków, to nie potrafili mi odpowiedzieć.Mimo wszystko, podejmując wyzwanie, zaryzykuję tezę, że ograniczanie niezależności Hongkongu, a więc jego sinizacja, będzie postępowała; to znaczy pewne przykręcanie śruby będzie kontynuowane. Niedawne uchwalenie przepisów o bezpieczeństwa państwa i włączenie ich bezpośrednio do konstytucji jest tego potwierdzeniem. Przewiduję, że swobody i wolności będą ograniczane metodą salami do 2047 roku, to jest do momentu ustania autonomii. Oczywiście, będzie to powodowało wzrost napięć i będziemy świadkami jeszcze niejednych protestów oraz starć na ulicach. Ostatecznie Hongkong stanie się najpewniej miastem chińskim.Najpewniej?Bo nie da się niczego wykluczyć. Z moich badań fokusowych prowadzonych wiele lat temu wśród studentów hongkongskich, jeszcze przed rewolucją parasolkową, wynikało na przykład, że narasta normatywne i utylitarne uzasadnienie dla przemocy. Zdziwiło mnie to, bo mieszkańcy HK nie są generalnie skorzy do niej. Założyłem więc pewną deklaratywność gotowości do bardziej agresywnego oporu. Wszystko jednak zależy od definicji przemocy. Tą przyjętą przez młode społeczeństwo HK wyjaśnił mi pośrednio działacz jednej z bardziej radykalnych partii – radykalnych w ich rozumieniu.Hongkong 2019 – “Jeśli My spłoniemy, Wy spłoniecie razem z nami”. Źródło: Kon Karampelas – UnsplashGdy podczas rozmowy zacząłem wyrażać sceptycyzm względem utożsamiania ich działań z radykalizmem, powiedział - „no tak, rzeczywiście słyszałem, że w Polsce w trakcie zwykłych protestów to wy palicie opony na ulicy”. I co ja miałem mu odpowiedzieć? Że u nas w trakcie zwykłego protestu jest często dużo bardziej radykalnie, niż u nich podczas krytycznych wydarzeń, towarzyszących obronie fundamentalnych wartości?Ale starcia, które widzieliśmy za pośrednictwem mediów nie wyglądały łagodnie...Bo też te postrzeganie przemocy po obu stronach ewoluuje. Po kilku latach, w kolejnych badaniach potwierdziło się, że ten radykalizm narasta i będzie co raz większy. Inaczej mówiąc, protesty będą miały coraz brutalniejszy charakter, obrzucanie się kamieniami, barykady, podpalenia koktajlami mołotowa, czy używanie broni gładkolufowej, armatek wodnych i gazu wobec protestujących – stało się normą. Nawet jeżeli obawy przed karami wynikającymi z ustawy o bezpieczeństwie narodowym wyhamują część działaczy w Hongkongu będzie gorąco i nie dlatego, że taki mają klimat.Czyli na suwerenizację nie widzi Pan tutaj szans?Nie tylko ja w to nie wierzę, ale nawet sami działacze demokratyczni w to nie wierzą. Hasła pełnej niepodległości są podnoszone przez wąską grupę osób i nie należy ich utożsamiać z całym ruchem opozycyjnym. Niepodległościowcy stanowią nieliczną wspólnotę młodych ludzi, którzy mają daleko do pragmatyzmu politycznego i w swoim radykalizmie łatwo im swoje postulaty podnosić.Natomiast realnie, olbrzymim osiągnięciem byłoby zdemokratyzowanie wyborów. Na suwerenizację nikt specjalnie nie liczy, bo to jest przysłowiowa czerwona linia, wyznaczona przez Xi Jinpinga, który zaznacza, że dążenie do niezależności Hongkongu, czy różne formy separatyzmu, mogą spowodować ostrą reakcję Chin. Strona hongkongska ma tę świadomość, bo pamiętajmy, że w Hongkongu stacjonują wojska chińskiej armii ludowo-wyzwoleńczej – co wynika z umowy chińsko-brytyjskiej. Trudno wyobrazić sobie jej interwencję, ale łatwiej wyobrażalny jest choćby jakiś pokaz siły.Zresztą, możliwe, że te „miękkie” działania w postaci ustawy o bezpieczeństwie narodowym, a także domniemana pomoc służb mundurowych ChRL w kontrolowaniu protestów jest formą zapobiegania bezpośredniej interwencji Pekinu już z udziałem chińskiej armii. Może paradoksalnie ChRL daje czas Hongkongowi, by sam uporał się z tymi tak zwanymi radykałami.Czy w takim razie możemy sobie wyobrazić też taką sytuację, że Pekin, na zasadzie divide et impera może – w cudzysłowie – inspirować lokalne grupy, bądź elity prodemokratyczne do tego, aby postawiły się temu radykalnemu ruchowi?Dobrze Pan diagnozuje sytuację, bo to się właśnie dzieje. Ciekawe jest to, że niektórzy działacze prodemokratyczni sugerują, że do takiego antagonizowania wykorzystywane są na przykład Triady, czyli tak naprawdę mafia, która czasem napada na młodych protestujących. Divide et impera to w praktyce także faworyzowanie określonych organizacji społecznych lub ograniczanie finansowania innych, czy też promowanie organizacji propekińskich, ukierunkowanych na pomoc starszym obywatelom. Ma to konsekwentnie osłabiać bardziej skrajne skrzydło demokratyczne i dyskredytować je w oczach szerszej, bardziej wyważonej opinii publicznej.Ostatnie pytanie, istotnie odnoszące się do przyszłości. Czy są państwa, które chciałyby Hongkongowi pomóc w bardziej skutecznej demokratyzacji; i czy właśnie nie jest to ta zmienna niewiadoma, która może wpłynąć na scenariusz, który pan zarysował?Nikt nigdy za Gdańsk nie umierał i tak samo za nie będzie umierać za Hongkong. Mamy oczywiście pewne symboliczne oświadczenia, jak na przykład Pompeo [Sekretarz Stanu USA – przyp. red.], który jakiś czas temu powiedział, że nie można już uznawać Hongkongu za niezależny region, i że będzie traktowany przez USA jako część ChRL. Słyszeliśmy wystąpienia przedstawicieli Unii Europejskiej, czy Wielkiej Brytanii, która nadal ma w HK swoje interesy, a część środowisk opozycyjnych nawet oczekiwałoby większego zaangażowania Korony Brytyjskiej. Z doniesień medialnych wiemy tylko tyle, że rząd w Londynie, w razie większej eskalacji, jest gotów pomóc potencjalnymi emigrantom.Warto odnotować, że kilka tygodni temu w ramach inicjatywy parlamentów kilku państw wystosowano też specjalny międzynarodowy list-odezwę do Hongkongu. O ten daleki, egzotyczny Hongkong upomnieli się w nim parlamentarzyści z Litwy, czy Czech, a także kilku przedstawicieli Parlamentu Europejskiego, w tym pani Fotyga. Choć z polskiego parlamentu nikt się pod tym listem nie podpisał, to o ile wiem, trwają właśnie dyskusje nad projektem specjalnej uchwały polskiego sejmu, potępiającej działanie ChRL [projekt uchwały trafił właśnie do laski marszałkowskiej[1] – przyp. red.].Hongkong 2019 – „Zrób coś dla Hongkongu”. Źródło: Pop & Zebra – UnsplashMożliwe, że gdyby doszło do ostrzejszych starć, to pojawiłyby się sankcje, ale trudno wyrokować. Finalnie nikt jednak nie chce wchodzić w zwarcie z Chinami. Świat zrozumiał ich rolę i miejsce. Hongkong będzie w tej geopolitycznej grze raczej traktowany instrumentalnie.Dziękuję za rozmowę.Dziękuję.[1] Poselski projekt uchwały w sprawie naruszenia przez rząd Chińskiej Republiki Ludowej autonomii Hongkongu. Druk nr 467 (https://www.sejm.gov.pl/Sejm9.nsf/druk.xsp?nr=467).