Logo Thing main logo

Ostatnie wpisy

Nota

Pierwsze demokratyczne wybory prezydenckie w Nigrze na tle konfliktów wewnętrznych

06.04.2021

Republika Nigru to państwo śródlądowe w Afryce Zachodniej, nazwane na cześć rzeki Niger. Niepodległość od Republiki Francuskiej uzyskała w 1960 roku. Zajmuje powierzchnię prawie 1 270 000 km2, co czyni go największym krajem Afryki Zachodniej, ale ponad 80% znajduje się na Saharze. Przeważa w nim populacja wyznawców Islamu, stanowiąca około 22 z 24 milionów mieszkańców. Gospodarka opiera się na rolnictwie, w tym głównie zwierzętach hodowlanych. Co ważne, na terytorium państwa znajdują się także jedne z największych na świecie złóż uranu.System polityczny w Nigrze ma charakter półprezydenckiej republiki demokratycznej, w której prezydent jest głową państwa, a premier szefem rządu. Obowiązuje również system wielopartyjny. Władzę wykonawczą sprawuje rząd, który wraz ze Zgromadzeniem Narodowym (jednoizbowy parlament Nigru) współtworzy władzę ustawodawczą.27 grudnia 2020 roku przeprowadzono wybory parlamentarne celem wybrania członków Zgromadzenia Narodowego. Od 2013 roku w skład izby wchodzi 171 deputowanych (wcześniej 113). Jednakże z uwagi na to, że aż do teraz nie przeprowadzono wyborów za granicą, obecna liczba członków to 166. Najwięcej głosów do parlamentu uzyskała partia urzędującego prezydenta: Nigeryjska Partia Demokracji i Socjalizmu (fr. Parti nigérien pour la démocratie et le socialisme), zdobywając aż 79 miejsc.Jednocześnie w tym samym terminie odbyła się pierwsza tura wyborów prezydenckich, które wygrał Mohamed Bazoum. M. Bazoum uzyskał 39,30% głosów, a były Prezydent, Mahamane Ousmane (czwarty z kolei w latach 1993 – 1996) zajął drugie miejsce z wynikiem 16,99%. W związku z tym 21 lutego 2021 r., odbyła się między nimi druga runda, mająca na celu wyłonienie kolejnego prezydenta kraju. 23 lutego Niezależna Państwowa Komisja Wyborcza (Commission Electorale Nationale Indépendante - CÉNI) ogłosiła, że Mohamed Bazoum, były minister spraw wewnętrznych i kandydat partii rządzącej, wygrał drugą turę wyborów prezydenckich zdobywając 55,67% ważnych głosów. Frekwencja w pierwszej rundzie wyniosła 70% a w drugiej 63%.Po ogłoszeniu wyników prezydentury, które zostały zakwestionowane przez opozycję, doszło do masowych protestów. Już pierwszego dnia zginęły dwie osoby, a ponad 450 osób zostało aresztowanych. Należał do nich były szef sztabu sił zbrojnych Moumouni Boureima, oskarżony o bycie „przywódcą” demonstracji. Tylko od stycznia w ich skutek, życie straciło 250 osób. Po raz pierwszy w historii państwa doszło do przerwy w dostępie do Internetu, spowodowanych napięciami politycznymi. Wskazuje się, że Niger nie doświadczył kryzysu powyborczego na taką skalę od 1996 roku. Z drugiej strony, od czasu uzyskania niepodległości w 1960 r., nigdy nie doszło do płynnego przekazania władzy między dwoma demokratycznie wybranymi prezydentami. Wręcz przeciwnie, w państwie doszło już do czterech zamachów stanu. Ponadto 21 marca 2021 roku Trybunał Konstytucyjny w Nigrze potwierdził zwycięstwo Mohameda Bazouma w wyborach prezydenckich, co wywołało kolejną falę protestów, gdyż opozycja przedstawiła ponad 3000 wniosków wskazujących na uchybienia podczas drugiej tury wyborów. Oprócz tego, regularnie dochodzi do wykorzystywania służb bezpieczeństwa do kontroli i aresztowań opozycji, która podżega do protestów. Mimo powyższych okoliczności, 2 kwietnia 2021 r., M. Bazouma został zaprzysiężony na prezydenta Nigru.Warto zaznaczyć, że kraj stoi w obliczu kryzysu bezpieczeństwa wewnętrznego. Dodatkowych zagrożeń przysparza jego lokalizacja. W sąsiedzkim Mali trwają zmagania z terrorystami. Działające w Nigerii, Boko Haram regularnie przeprowadza ataki na terytorium Nigru, a Libia wciąż pochłonięta jest wojną. W ostatnich miesiącach Niger był celem kilkudziesięciu ataków terrorystycznych, chociażby podczas drugiej tury wyborów prezydenckich, gdy siedmiu członków komisji wyborczej zginęło w eksplozji ich pojazdu na zachodzie państwa.Mohamed Bazoum, nowy prezydent Republiki Nigru, obiecał uczynić bezpieczeństwo i edukację dwoma priorytetami swojego mandatu. Były minister spraw wewnętrznych będzie mógł polegać na 1200 żołnierzach z Czadu, którzy są rozmieszczeni na terytorium kraju, równolegle z 5100 żołnierzami Barkhane, przemierzającymi ten obszar w celu powstrzymania terroryzmu w regionie Sahelu.Obecnie Niger zmaga się z walkami wewnętrznymi pomiędzy opozycją, której liderem jest Mahamane Ousmane, a partią rządzącą z prezydentem na czele. Ponadto staje się on coraz częściej celem terrorystów, a dostępne środki bezpieczeństwa mogą okazać się niewystarczające, co czyni Niger jeszcze bardziej podatnym na wewnętrzną destabilizację.

Nota

Czy Porozumienie z Waszyngtonu oznacza nową rzeczywistość geopolityczną dla Serbii?

01.04.2021

Mimo, że "Porozumienie o normalizacji stosunków gospodarczych" między Serbią a Kosowem podpisane w Waszyngtonie 4 września 2020 roku wydaje się skupiać "tylko" na normalizacji więzi ekonomicznych przez ułatwienie dwustronnego handlu między Belgradem a Prištiną, może okazać się geopolitycznie przełomowe dla Serbii. Dlaczego?Serbia znajduje się pod silną presją dyplomatyczną mającą na celu zmianę strategiczną polityki zagranicznej opartej na jej neutralności wojskowej. Fakt, że od marca 2012 roku pozostaje kandydatem do członkostwa w Unii Europejskiej, a od stycznia 2014 roku prowadzi negocjacje akcesyjne również nie sprzyja realizacji tej strategii. Kolejną nie sprzyjającą okolicznością w kontekście bezpieczeństwa geopolitycznego jest otoczenie Serbii. Chorwacja, Węgry, Czarnogóra, Bułgaria, Rumunia, Macedonia Północna to członkowie NATO, a siły wojskowe tego sojuszu obecne są także w Kosowie (KFOR, baza Bondsteel). Z drugiej strony, Serbia jest zarówno członkiem Partnerstwa dla Pokoju (PFP) reformującym swój system wojskowy i bezpieczeństwa zgodnie ze standardami NATO, jednocześnie budując silne więzi z Euroazjatycką Unią Gospodarczą oraz Turcją. Mimo, że ostatnio udało się przyłączyć do Sojuszu Północnoatlantyckiego Czarnogórę (w 2017 roku) i Macedonię Północną (w 2020 roku), dla Stanów Zjednoczonych nowa architektura geopolityczna regionu nie zostanie zakończona bez wzięcia Serbii pod kontrolę. Dlatego w warunkach zauważalnego impasu w procesie rozszerzenia UE, proces integracji bezpieczeństwa (przystąpienia do NATO) zaczął nabierać tempa. Wydaje się, że władze Stanów Zjednoczonych zdają sobie sprawę, że nadszedł czas na geopolityczne ukształtowanie regionu zgodnie z zachodnimi interesami geoekonomicznymi i geopolitycznymi, co ostatecznie ma wyeliminować podobne rosyjskie (również chińskie) interesy w regionie. "Porozumienie o normalizacji stosunków gospodarczych" należy właśnie interpretować w ten sposób.Jednocześnie w Serbii Porozumienie znalazło się w centrum zainteresowania opinii publicznej, ze względu na charakter otwarcie kwestionujący dotychczasowe miejsce i pozycje Rosji i Chin w polityce wewnętrznej i zagranicznej Serbii. Porozumienie przewiduje m.in. dywersyfikację dostaw energii, co wyraźnie narusza strategiczne interesy Rosji w Serbii (i na Bałkanach Zachodnich). Słowem, Serbia jest zmuszona wyrzucić Rosję jako swojego strategicznego partnera z gry o dominację w regionie, ponieważ zobowiązała się do kupowania energii z Zachodu, mimo że jest ona droższa od rosyjskiej. Pod znakiem zapytania pozostaje uczestnictwo Serbii w projekcie gazociągu „Potok Turecki”, który obecnie prowadzi z Rosji tylko do Turcji i Bułgarii. Prezydent Aleksandar Vučić podczas uroczystego otwarcia projektu w Stambule na początku 2020 roku oświadczył, że Serbia dołączy do sieci w maju lub wrześniu bieżącego roku, co jeszcze nie nastąpiło, a po Porozumieniu z Waszyngtonu okaże się, czy to się ostatecznie wydarzy. Serbia zobowiązuje się również nie korzystać z chińskiej technologii 5G, chociaż prezydent Vučić zaledwie pół roku temu wysłał list do prezydenta Chin nazywając go "bratem Xi", któremu przysiągł "stuletnią i stalową przyjaźń". Z drugiej strony, najbardziej kontrowersyjnym w opinii publicznej zapisem z Porozumienia jest ten, zgodnie z którym Serbia zgadza się przenieść swoją ambasadę z Tel Awiwu do Jerozolimy. To stoi w sprzeczności z decyzjami i interesami UE, do której przynajmniej deklaratywnie Serbia dąży, ale jest także sprzeczne z interesami państw arabskich, Turcji, Rosji, która również nie uznaje Jerozolimy za stolicę Izraela.Niemniej jednak, otwartym pytaniem pozostaje, czy postanowienia Porozumienia nie są tylko kontynuacją już istniejącej tendencji zmiany kursu serbskiej polityki wobec najważniejszego dotychczasowego strategicznego partnera – Rosji? Na przykład, stopniowe napięcie w relacjach z Rosją można było zaobserwować wiosną roku 2020, po wybuchu pandemii COVID-19, kiedy w prorządowych mediach nadzwyczaj silnie podkreślano przybycie chińskich lekarzy i sprzętu do Serbii, podczas gdy podobna pomoc z Rosji w mediach była minimalizowana. Kolejna przykra informacja dla Moskwy pojawiła się na początku sierpnia 2020 roku, kiedy ogłoszono, że Serbia kupuje z Chin system rakietowy obrony powietrznej FK-3. Wówczas prorządowe media rosyjskie nie kryły rozczarowania, że ​​Serbia nie zamówiła rosyjskiej broni z systemu S-300. Uważa się, władze serbskie w ten sposób wysłały sygnał Moskwie, że Serbia nie jest skazana wyłącznie na dostawy rosyjskiej broni. Kolejnym sygnałem dla Moskwy była podpisana 27 sierpnia 2020 roku przez władze Serbii deklaracja UE (z 11 sierpnia 2020 roku) w sprawie wyborów prezydenckich na Białorusi, w której stwierdzono m.in., że "wybory nie były ani wolne, ani uczciwe". Wystarczy przypomnieć, że prezydent Rosji bezkompromisowo popiera prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenkę i publicznie udziela mu poparcia. We wrześniu 2020 roku, dzień przed rozpoczęciem ćwiczeń wojskowych "Bractwo Słowiańskie 2020" na Białorusi, Serbia zrezygnowała z uczestnictwa w nich. To tradycyjne trójstronne rosyjsko-białorusko-serbskie ćwiczenia wojskowe odbywające się regularnie od roku 2015 na przemian w państwach uczestniczących. Władze Serbii tłumaczyły swoją rezygnację naciskami z UE, która nie aprobuje współpracy z władzami białoruskimi w związku z kwestionowaną legalnością wyborów prezydenckich w tym państwie.Podsumowując. Porozumienie waszyngtońskie, zawarte za pośrednictwem strony trzeciej – Stanów Zjednoczonych, jest prawnie wiążącym dokumentem, na mocy którego Serbia pośrednio, ale de iure uznała niepodległość Kosowa (punkt 15: w ciągu roku od daty podpisania porozumienia Kosowo może zwrócić się do ONZ o możliwość przystąpienia do tej organizacji bez sprzeciwu Serbii). Nie ulega wątpliwości, że Porozumienie wpisywało się w rolę kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa, mającej na celu zapewnienie mu kolejnej kadencji. Niemniej, ten akt dyplomatyczny z pewnością zmienia sytuację geopolityczną na Bałkanach Zachodnich. Nowa matryca geopolityczna zaprojektowana przez administrację amerykańską zmniejsza wpływy UE w regionie, zwłaszcza Niemiec i Francji, które będą musiały polegać w dużej mierze na Stanach Zjednoczonych w swoich dalszych działaniach w regionie.A co z Serbią? Czy rzeczywiście jakościowo wzmocniła swoje położenie geopolityczne po podpisanym porozumieniu?Zantagonizowała Rosję godząc się na dywersyfikację energetyczną (punkt 8 Porozumienia), co może stanowić duże wyzwanie dla Serbii ze względu na fakt, że Rosja ma większościowy udział w serbskim monopoliście energetycznym NIS (Nafta Industrija Srbije)Zantagonizowała Chiny ze względu na zakaz korzystania z chińskiej technologii telekomunikacyjnej (punkt 9 Porozumienia)Zantagonizowała Iran godząc się na uznanie Hezbollahu za organizację terrorystyczną (punkt 14 Porozumienia)Zantagonizowała Unię Europejską godząc się na przeniesienie ambasady z Tel Awiwu do Jerozolimy (punkt 16 Porozumienia).Pozostaje więc pytanie na ile coraz bardziej otwarta polityka proamerykańska zdoła zrekompensować powyższe antagonizmy? Na ile możliwe będzie utrzymywanie polityki neutralności wojskowej po Porozumieniu waszyngtońskim? Czy w obliczu nowej wyłaniającej się rzeczywistości geopolitycznej na arenie globalnej (szczególnie w nowej po-Covidowej odsłonie) warto stawiać na Stany Zjednoczone? I w końcu, na ile obecna polityka zagraniczna Serbii jest rzeczywiście do końca przemyślana, a nie jest wyrazem ad hoc podejmowanych decyzji przez mniej lub bardziej dyletanckich polityków?Wydaje się, że Porozumienie z Waszyngtonu stawia więcej pytań niż udziela odpowiedzi dla Serbii i regionu.

Nota

Aneksja Zachodniego Brzegu przez Izrael – czy to w ogóle jest możliwe?

22.03.2021

1 lipca 2020 r. izraelski rząd miał ogłosić szczegóły planu aneksji części Zachodniego Brzegu. Nic takiego nie nastąpiło. Dlaczego?Zachodni Brzeg obok Jerozolimy Wschodniej, Strefy Gazy, półwyspu Synaj i Wzgórz Golan został zajęty przez wojska izraelskie w trakcie wojny sześciodniowej (1967). Społeczność międzynarodowa zareagowała na zmiany graniczne. Rezolucja nr 242 Rady Bezpieczeństwa przewidywała wycofanie izraelskich wojsk z terenów zajętych w wyniku wojny.Władze w Tel Awiwie nigdy nie spełniły tego żądania. Ostatecznie po podpisaniu porozumienia pokojowego z Egiptem Izrael zdecydował się oddać Kairowi zajęty w 1967 r. Półwysep Synaj. Mimo prowadzonych rokowań pokojowych z innymi państwami regionu nie doszło do innych zmian granicznych. Państwo Żydowskie twierdziło, że w zasadzie zrealizowało zapisy rezolucji Rady Bezpieczeństwa. W jej tekście nie znalazła się bowiem informacja, że Izrael ma wycofać się ze wszystkich zajętych obszarów, a przecież już zdecydował się opuścić Półwysep Synaj.Upadek dwubiegunowego świata dał również nadzieję na trwały pokój na Bliskim Wschodzie. W 1994 r. doszło do podpisania porozumienia pokojowego pomiędzy Izraelem a Jordanią, a negocjacje izraelsko-palestyńskie doprowadziły do powstania Autonomii Palestyńskiej. Tel Awiw zdecydował się przekazać nowo powstałej Autonomii władzę nad Strefą Gazy i częścią obszaru Zachodniego Brzegu. Do ostatecznego pokoju między dwoma skonfliktowanymi narodami miało dojść przed końcem stulecia. Niestety rozpoczęte w lipcu 2000 r. negocjacje w Camp David skończyły się fiaskiem. Od tamtego czasu spór izraelsko-palestyńskich cały czas się zaostrzał.Tuż po zajęciu Zachodniego Brzegu rozpoczął się proces osiedlania się Żydów na tym obszarze. Żydowskie osadnictwo rozwijało się bez względu na to, czy w Tel Awiwie rządy sprawowały gabinety lewicowe czy też prawicowe. Z każdym rokiem przybywało nowych osadników. Duża ich część traktowała swoją obecność na terenie Judei i Samarii (tak w nomenklaturze izraelskie nazywają się te tereny) jako misję, której wypełnienie polecił im sam Bóg.Żydowskie osiedla powstawały z reguły na obszarach strategicznych, tuż przy ujęciach wody. Władze w Tel Awiwie ze zrozumieniem przyjmowały decyzję swych obywateli często podejmując działania, które miały wspierać nowych żydowskich mieszkańców tych obszarów. System ulg, subwencji i dotacji miał skłaniać nowych osadników do decyzji o zamieszkaniu na terenie Zachodniego Brzegu.Najlepiej o rozwoju osadnictwa mówią liczby. W 1972 r. było około 1500 osadników, w 1982 r., już około 22 tys., dziesięć lat później 105,5 tys., a na początku tego wieku ich liczba się podwoiła. W 2010 r. na Zachodnim Brzegu mieszkało już 311 tys. Żydów, a w zeszłym roku (2019) ponad 441 tys. Status prawny osadników żydowskich nie różni się od pozycji prawnej mieszkańców Izraela. Wszyscy oni są obywatelami państwa i mają te same prawa co ich rodacy mieszkający w uznanych przez społeczność międzynarodową granicach państwa.Mimo dużej liczby Żydów na obszarze Zachodniego Brzegu izraelskie władze nie zdecydowały się na aneksję jakiejkolwiek jego części. Rząd w Tel Awiwie nie wahał się podjąć takiej decyzji w stosunku do Wschodniej Jerozolimy. W 1980 r. oficjalnie włączono tę część miasta w granice Państwa Żydowskiego. Wśród izraelskich polityków, przede wszystkim prawicowych, zdarzali się tacy, którzy gotowi byli anektować także obszar Zachodniego Brzegu (albo jego części). Jednak mainstream nie godził się na takie rozwiązanie. Sytuacja zaczęła się zmieniać, kiedy do władzy doszedł Beniamin Netanjahu.Lider Partii Likud poszukując potencjalnych wyborców starał się przekonać do siebie Izraelczyków o prawicowo-narodowych poglądach. W kilku ostatnich latach przekonywał ich deklarując gotowość włączenia części Zachodniego Brzegu w skład Państwa Żydowskiego.Sytuacja międzynarodowa, z punktu widzenia Izraela, była sprzyjająca. Państwa regionu miały swoje poważne problemy i koncentrowały się na innych kwestiach, a administracja amerykańska była wyjątkowo przychylna. To za rządów Donalda Trumpa Stany Zjednoczone zdecydowały się przenieść swoją ambasadę do Jerozolimy, a sekretarz stanu Mike Pompeo w listopadzie 2019 r. twierdził, że zajęcie części Zachodniego Brzegu przez Izrael nie byłoby niezgodne z prawem międzynarodowym.Plan aneksji został też przewidziany w przygotowanym w styczniu 2020 r. przez Amerykanów planie pokojowym dla Bliskiego Wschodu. Jednym z jego podstawowych zapisów była zgoda na zajęcie części Zachodniego Brzegu.Wydawało się, że nic nie stanie na przeszkodzie w realizacji tego posunięcia. Nawet podpisana w kwietniu 2020 r. umowa koalicyjna tworząca nowy rząd pod przywództwem Beniamina Netanjahu zakładała, że 1 lipca zapadnie decyzja o poszerzeniu granic Izraela.Rząd w Tel Awiwie nie zdecydował się jednak na taki ruch. Co stanęło na przeszkodzie? Złożyło się na to kilka powodów.Trzeba pamiętać, że lider Likudu Beniamin Netanjahu postulat aneksji podnosił przede wszystkim podczas kampanii wyborczej. Premier starał się pozyskać prawicowych wyborców, których znaczna część jest mieszkańcami osad. Netanjahu zdawał sobie sprawę, że trudno będzie zdobyć głosy centrowo i lewicowo zorientowanych Izraelczyków. Poza tym zwycięstwo w wyborach było dla niego czymś więcej niż możliwością kontynuacji swojej polityki. Dawało ono również nadzieję, że opóźni ono toczone przeciwko niemu postępowania sądowe. Za korupcje, nadużycia zaufania i defraudacje grozi mu bowiem do dziesięciu lat więzienia.Likud wygrał wybory. Stworzył koalicję jedności narodowej. Netanjahu został premierem. Podstawowe cele zostały osiągnięte. Presja na realizację projektu aneksji osłabła.Równie ważnym powodem odroczenia decyzji o aneksji było stanowisko Stanów Zjednoczonych. Wprawdzie pomysł aneksji pojawił się w planie pokojowym Donalda Trumpa (styczeń 2020), ale konkretna decyzja miała zależeć od „zapalenia zielonego światła” przez administrację prezydenta Trumpa. Minister obrony i przywódca koalicyjnej partii Biało-Niebiescy Benny Ganz uzasadniając decyzję o przesunięciu terminu aneksji powołał się na brak jednoznacznego wsparcia takiego posunięcia ze strony USA. Jednak nawet gdyby Amerykanie czytelnie poparli projekt, Netanjahu i tak mógłby się wstrzymać. Premier Izraela zdawał sobie sprawę, że wybory w Stanach Zjednoczonych mógł wygrać Joe Biden (co zresztą miało miejsce), a kandydat Demokratów wcale nie był takim zapalonym zwolennikiem aneksji. Netanjahu nie zamierzał zaczynać współpracy z nowym lokatorem Białego Domu od niepotrzebnego napięcia. Wsparcie USA jest Izraelowi potrzebne przede wszystkim w rywalizacji z Iranem. Podstawowym celem premiera Netanjahu jest przekonanie amerykańskiej administracji do twardego kursu wobec Teheranu.Tel Awiwowi nie zależało również na antagonizowaniu krajów arabskich. Nigdy wcześniej w historii Izrael nie miał tak dobrych relacji z krajami arabskimi. W 2020 r. zostały podpisane porozumienia „o normalizacji” ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Bahrajnem i Sudanem. Znaczenie ociepliły się również relacje z najważniejszym państwem regionu – Arabią Saudyjską. Tel Awiw i Rijad dzieli wiele, ale zbliża je wspólna niechęć do Iranu.Decyzja o aneksji mogłaby wpłynąć negatywnie na obraz Izraela w regionie. Tym bardziej, że Jordania i Egipt (dwa sąsiednie państwa, które podpisały porozumienie pokojowe z Izraelem) bardzo krytycznie oceniają potencjalne posunięcie rządu w Tel Awiwie. Król Jordanii Abdullah nie wahał się nawet zapowiedzieć, że gdyby Izrael dokonał aneksji Zachodniego Brzegu, doprowadziłoby to do wielkiego konfliktu z Haszymidzkim Królestwem Jordanii. Tel Awiw nie może lekceważyć słów jordańskiego monarchy. Pomoc sąsiada jest mu potrzebna przede wszystkim w zakresie zapewniania bezpieczeństwa. Możliwe byłoby również zawieszenie, a może nawet wypowiedzenie izraelsko-jordańskiej umowy gazowej.Na decyzję Netanjahu miała również wpływ opozycja państw Unii Europejskiej. Prawdopodobnie nie doszłoby jednak do jakiś wymiernych antyizraelskich działań podjętych przez organy Unii. Wprawdzie zapowiedziano wykluczenie Izraela z programów takich jak Horyzont 2020 i Erasmus+ czy restrykcje wobec produktów pochodzących z terytoriów okupowanych, ale, jak wiadomo, niełatwe jest przyjęcie tego rodzaju decyzji. Wymagają one jednomyślności państw. Część krajów uważanych za proizraelskie (np. Republika Czeska, Węgry) z całą pewnością by ich nie poparło.Nie jest jednak wykluczone, że niektóre państwa mogłyby zdecydować się na jakieś dyplomatyczne działania (np. Belgia, Hiszpania, Francja, Irlandia, Luksemburg, Szwecja). Izraelskie plany skrytykowały oficjalnie najważniejsze kraje Unii: Niemcy, Francja, a nawet Wielka Brytania. Premier Boris Johnson nie wahał się nawet stwierdzić, że aneksja ostatecznie zaszkodzi Izraelowi i uniemożliwi mu osiągnięcie „dalekosiężnych celów”. Negatywne były również reakcje niektórych społeczeństw państw unijnych. Z całą pewnością wzmocniłby się ruch BDS propagujący bojkot towarów izraelskich.Aneksja mogłoby też wpłynąć na postawę organizacji międzynarodowych. Zgromadzenie Ogólne przyjęłoby rezolucję potępiającą Tel Awiw i nie byłoby to zaskoczeniem. Organy ONZ niejednokrotnie wyrażały się krytycznie wobec postępowania Izraela. Możliwe byłoby też rozpoczęcie oficjalnego śledztwa przez Międzynarodowy Trybunał Karny. Nie miałoby ono wymiernego znaczenia, ale z pewnością nie wpłynęłoby pozytywnie na wizerunek Izraela w świecie.Nie do przewidzenia są również reakcje Palestyńczyków. Władze Autonomii groziły zawieszeniem współpracy w kwestiach bezpieczeństwa (co zresztą na pewien czas miało miejsce), a nawet rozwiązaniem struktur samej Autonomii. Z całą pewnością przysporzyłoby to poważnych problemów Tel Awiwowi. W jakimś zakresie (trudnym do przewidzenia) byłby on obciążony obowiązkiem zabezpieczenia usług komunalnych takich jak np. organizacja oświaty czy służby zdrowia.Poza tym doszłoby do eksplozji społecznego niezadowolenia. Nie należałoby się jednak spodziewać niczego więcej niż masowych demonstracji, podczas których palonoby izraelskie flagi. Pojawiają się jednak głosy, że nie można wykluczyć dużo poważniejszych reakcji palestyńskiego społeczeństwa. Mówi się nawet o wybuchu kolejnej intifady. Jest to mało prawdopodobne, ale nie da się do końca przewidzieć reakcji społecznych, tym bardziej tak sfrustrowanego narodu, jak palestyński. Niewykluczone są również protesty na terytorium samego Izraela. Mogłyby się zaktywizować środowiska lewicowe i propokojowe, a także arabscy obywatele Państwa Żydowskiego.Zasadne wydaje się też pytanie, czy aneksja części Zachodniego Brzegu jest Izraelowi do czegokolwiek potrzebna. Na tym obszarze Państwo Żydowskie realizuje swoje interesy. Rozwija się żydowskie osadnictwo, zagospodarowana jest pochodząca stamtąd woda, budowana jest potrzebna do życia osadników infrastruktura, która utrudnia zresztą funkcjonowanie mieszkającym tam Palestyńczykom. Izrael realizuje politykę faktów dokonanych. Po co więc drażnić społeczność międzynarodową takim spektakularnym działaniem, jakim jest formalna aneksja. Lepiej cicho i konsekwentnie kontynuować swoją politykę.Izrael prawdopodobnie nie zdecyduje się na rozciągnięcie swojego władztwa na część Zachodniego Brzegu, ale nawet brak takiego działania nic nie zmienia w kontaktach z Palestyńczykami. Pokój między dwoma zwaśnionymi narodami jest już w zasadzie niemożliwy. Umiera również koncepcja dwupaństwowa. Może świat w nią wciąż wierzy, ale tę wiarę podziela coraz mniej Izraelczyków i Palestyńczyków. Nie pierwszy raz zdarza się, że marzenia o lepszym świecie zastąpione są Realpolitik, w którym silniejszy ustala reguły gry.

Nota

Problem masowego uchodźstwa Wenezuelczyków w Ameryce Południowej

11.03.2021

Kryzys społeczno-ekonomiczny, do którego doszło w Wenezueli w ostatnich latach doprowadził do masowej migracji milionów obywateli tego kraju. Według raportu ONZ z 2019 r. z pogrążonego w chaosie państwa uciekło ponad 3,4 mln osób. Dane z2020 r. ukazują pogłębianie się problemu masowej migracji Wenezuelczyków, obecnie szacuje się, że około 5 mln osób zdecydowało się na opuszczenie tego kraju. Decyzja wielu osób jest podyktowana dramatyczną sytuacją gospodarczą, około 90% mieszkańców żyje na skraju ubóstwa. Problem masowej migracji stanowi wyzwanie nie tylko dla państw przyjmujących uchodźców ale i samej Wenezueli, która według danych na 2017 r. liczyła 31 mln obywateli. Kierunki migracji Wenezuelczyków są zróżnicowane, natomiast najwięcej osób przebywa w Kolumbii, Peru, Ekwadorze, Chile i Brazylii.Masowa migracja Wenezuelczyków jest przyczyną poważnego kryzysu wAmeryce Południowej, szczególnie w dobie światowej pandemii COVID-19. We wrześniu 2018 r. przedstawiciele rządów jedenastu państw Ameryki Łacińskiej iKaraibów odbyli spotkanie w stolicy Ekwadoru Quito w celu podjęcia skoordynowanych działań wobec kryzysu migracyjnego. Przedsięwzięcia zmierzające do koordynacji działań oraz pracy na rzecz pomocy uchodźcom określa się jako The Quito Process. Z czasem liczba państw aktywnie działających na rzecz wsparcia uchodźców wzrosła do trzynastu. Skala zjawiska migracji milionów Wenezuelczyków wykracza daleko poza granicę Wenezueli z tego powodu władze niektórych państw Ameryki Łacińskiej i Karaibów podjęły decyzję opodjęciu działań zmierzających do poprawy sytuacji humanitarnej uchodźców.Wypracowane w ramach szczytu rozwiązania pozwoliły na przyjęcie deklaracji wsprawie mobilności wenezuelskich obywateli w regionie. Dokument nazywano Quito I, natomiast przygotowane rozwiązania stworzyły podstawy do dalszych działań. Wlistopadzie 2018 r. odbyło się kolejne spotkanie, które zaowocowało przyjęciem regionalnego planu działania Quito 2. W ramach rozwiązań państwa będące sygnatariuszami planu zobowiązały się do ułatwienia integracji Wenezuelczyków wwymiarze gospodarczym i społecznym oraz usprawnienia procesu legalizacji pobytu wenezuelskich uchodźców. Obecnie w The Quito Process, w roli członków zaangażowanych jest 13 państw Ameryki Południowej oraz dwie organizacje międzynarodowe. W działania są również zaangażowane państwa i organizacje z innych kontynentów w roli obserwatorów. W ramach The Quito Process odbyło się jeszcze kilka spotkań, ostatnie z nich za pośrednictwem sieci wpaździerniku 2020 r.Realizacja wspólnych działań przez państwa Ameryki Południowej była konieczna ze względu na trudną sytuację uchodźców. Pomimo podjętych wysiłków wielu Wenezuelczyków, którzy zdecydowali się na opuszczenie ojczyzny spotyka się zproblemem dyskryminacji, przemocy oraz skrajnego ubóstwa. Niektóre państwa wdrożyły szczególne działania związane z integrowaniem wenezuelskich uchodźców. Wsąsiadującej z Wenezuelą Kolumbii wprowadzono możliwość uzyskania przez Wenezuelczyków dwuletniego pozwolenia na pobyt, który umożliwił im korzystanie zedukacji i opieki zdrowotnej. Problem stanowiły natomiast ograniczone zasoby placówek edukacyjnych oraz służby zdrowia, szczególnie w pobliżu granicy. Podobne rozwiązania zostały wdrożone w Argentynie, gdzie w 2019 r. uproszczono procedury wizowe.W wielu krajach problemem dla uchodźców są wymagania formalne, których nie mogą spełnić ze względu na chaos jaki panuje w Wenezueli oraz ich sytuację. Uchodźcy narażeni są na wiele zagrożeń m.in. zjawisko handlu ludźmi oraz wyzysk. Poważne zagrożenie stanowi również ich dyskryminacja, do której dochodzi w wielu państwach Ameryki Południowej. W 2020 r. na rzecz walki z tym zjawiskiem, w ramach obchodów Światowego Dnia Uchodźcy – Sekretariat Generalny Organizacji Państw Amerykańskich zrealizował kampanię skierowaną przeciwko ksenofobii i dyskryminacji wobec Wenezuelczyków, którzy opuścili swój kraj. Akcja promowała integrację oraz pozytywne przyjęcie wenezuelskich uchodźców, natomiast hasło kampanii brzmiało: ,,Jestem Wenezuelczykiem, jestem uchodźcą”.Pomimo podjętych wysiłków na rzecz poprawy sytuacji milionów Wenezuelczyków, niektóre państwa wprowadziły np. wymogi wizowe, które skomplikowały ich trudną sytuację. Światowa pandemia powoduje dodatkową trudność dla wenezuelskich uchodźców, podstawowy problem stanowiły zamknięte granice oraz pogłębiające się ubóstwo. Z powodu zamknięcia granic przybrało na sile zjawisko nielegalnej migracji. Trudności związane z poruszaniem się pomiędzy państwami wykorzystują przemytnicy, którzy zarabiają na nielegalnym przewożeniu uchodźców przez granice. Wielu Wenezuelczyków ze względu na niezalegalizowany pobyt, nie może korzystać ze wsparcia rządów przewidzianych dla osób, które ucierpiały przez pandemię.Rozwiązanie problemów wenezuelskich uchodźców wymaga przyjęcia szeregu rozwiązań wramach polityk publicznych na poziomie państw, które zapewniają im schronienie. Pomimo podjętych wysiłków sprostanie zaistniałym problemom jest niezwykle trudne, wiąże się to z uwarunkowaniami społecznymi, środkami finansowymi oraz sytuacją międzynarodową. Niektóre państwa Ameryki Południowej zmagają się zinnymi wewnętrznymi problemami, czego przykładem może być Kolumbia w której około 6 mln obywateli jest przesiedlonych na terytorium kraju z powodu nie dawno zakończonej wojny domowej. Warto wtym miejscu dodać, że Wenezuela w przeszłości okazała solidarność zKolumbijczykami, których około 200 tys. znalazło schronienie wWenezueli. Obecnie na terytorium Kolumbii przebywa około 2 mln uchodźców zsąsiadującej Wenezueli. Problem masowego uchodźctwa Wenezuelczyków stawał się jednym ztematów wkampaniach wyborczych w niektórych państwach Ameryki Południowej.Pomimo podjętych inicjatyw, których efektem było przyjęcie dwóch deklaracji oraz planu działania w ramach The Quito Process rozwiązanie problemów wenezuelskich uchodźców będzie bardzo trudnym zadaniem. Podstawowe trudności dotyczą wielu obszarów, natomiast kryzys do jakiego doszło w Wenezueli stanowi wyzwanie dla całego regionu Ameryki Południowej. Światowa pandemia skomplikowała sytuację na całym świecie i pogorszyła trudną sytuację uchodźców. Rozwiązanie narastających problemów często wymaga zmian systemowych, które dotyczą zapewnienia schronienia uchodźcom, pomocy w znalezieniu pracy, opieki medycznej i edukacji. W niektórych przypadkach pojawia się również problem bariery językowej, który utrudnia integrację lokalnej społeczności z Wenezuelczykami. Warunkiem ustabilizowania sytuacji w regionie jest zażegnanie kryzysu społeczno-ekonomicznego w Wenezueli. Nieustabilizowanie sytuacji w tym kraju doprowadzi do pogłębiania się kryzysu, którego skutki w dłuższej perspektywie nie sposób przewidzieć.

Nota

Botswana jako jedna z najbardziej stabilnych gospodarek Afryki- pomiędzy wydobyciem diamentów a pandemią HIV

02.03.2021

Botswana, w latach 1885–1966 brytyjski protektorat Bechuana (Bechuanaland Protectorate), przyjęła nową nazwę po uzyskaniu niepodległości w 1966r. Jako państwo śródlądowe Republika ta jest uzależniona od ścisłych kontaktów z jej sąsiadami, co wiąże się z prawie zerowym stopniem konfliktów zbrojnych, co jest ewenementem na cały kontynent afrykański. Walki plemienne toczone były do objęcia prawnym patronatem przez Brytyjczyków, czego symbolem i niejako gwarantem bezpieczeństwa pozostaje sprawowanie rządów w ramach Wspólnoty Narodów (Commonwealth of Nations).Przez ponad pięć dekad przywództwo stanowią cywilne rządy, co także jest precedensem w Afryce, w której niemalże stałą metodą rządów są militarne pucze. Dodatkowym atutem wynikającym ze zwartej współpracy z Wielką Brytanią oraz jej dominiami i Światem Zachodu jest wprowadzanie reform ustrojowych, a także postępowej polityki społecznej, w tym zmiany modelu rodziny (spadek dzietności do 2, co jest także nietypowe dla Afryki) oraz znaczących inwestycji kapitałowych. Dało to bez wątpienia jedną z najbardziej stabilnych gospodarek na kontynencie. Pomimo swoich znacznych złóż diamentów i innych minerałów[1], męska populacja migruje do Republiki Południowej Afryki za pracą w górnictwie oraz wydobyciu. Taka tendencja trwa nieprzerwanie od XIX w., poprzez okres kolonialny oraz czasy niezależne. Pomimo recesji 2007-2008r. Botswana pozostaje w światowej czołówce prężnie rozwijających się gospodarek, która bez trudu konkuruje we własnym regionie Afryki Subsaharyjskiej. Co istotne wzorowane na zachodnich wzorcach przepisy uczyniły z tego państwa najmniej skorumpowane miejsce do prowadzenia biznesu. Wydobycie diamentów stanowi aż 85% dochodów z eksportu oraz 1/3 przychodów budżetu[2].Niestety fundusze wykorzystywane z obrotu diamentami nijak nie mają przełożenia na największy problem społeczny Botswańczyków, jakim jest jeden z najwyższych na świecie wskaźników zakażeń HIV/AIDS. Aż 20,3% ludności w wieku produkcyjnym zakażonym jest wirusem, stąd władze nie odwołują stanu epidemii.[3] Także jeden z najbardziej postępowych i wszechstronnych programów zwalczania tej choroby w Afryce zgodnie z zaleceniami WHO, został powołany przez rząd, jednak przynosi znikome skutki[4]. Pomimo najwyższego na świecie poziomu wzrostu PKB na mieszkańca[5], demokratycznych reformom polepszających poziom życia oraz zapewniającym pokój wewnętrzny, nie można oprzeć się wrażeniu, iż zagraniczne firmy czerpiące krocie z obrotu diamentów zamykają pewne furtki dla Botswańczyków.dr Joanna SiekieraFaculty of LawUniversity of Bergen, Norwayhttps://www.uib.no/en/persons/Joanna.Siekiera[1] African Business, Botswana pushes for more from De Beers diamond deal (2020) https://africanbusinessmagazine.com/sectors/commodities/botswana-pushes-for-more-from-de-beers-diamond-deal/ [dostęp 29.07.2020][2] The Contribution of Diamonds to Botswana's Development (2015) https://www.debeersgroup.com/reports/socio-economic-impact/botswana/the-contribution-of-diamonds-to-botswana-development [dostęp 29.07.2020][3] Avert,org, Hiv and AIDS in Botswana (2018) https://www.avert.org/professionals/hiv-around-world/sub-saharan-africa/botswana [dostęp 29.07.2020][4] Botswana National Policy on HIV and AIDS, Revised Edition 2012 www.undp.org/content/dam/botswana/docs/HIVAIDS/Botswana%20HIV%20and%20AIDS%20Policy%202012.pdf [dostęp 29.07.2020][5] CIA World Factbook (2020) https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/geos/bc.html [dostęp 29.07.2020]

Nota

Wallis i Futuna – demokracja parlamentarna zależna od parlamentu w Paryżu. Co dalej?

01.03.2021

Francja posiada w regionie Pacyfiku Południowego trzy wspólnoty zamorskie (fr. collectivité d'outre-mer, COM). W subrejonie Melanezji jest to Nowa Kaledonia, natomiast na terenie Polinezji to Polinezja Francuska oraz Wallis i Futuna. Wallis-et-Futuna to najmniejsze z francuskich COM w Oceanii, o powierzchni 142 km². Grupa Wysp Futuna została odkryta przez Holendrów już w 1616r., podczas gdy Wallis przez Brytyjczyków wiek później (1767). Jednak to Francuzi w 1842r. zadeklarowali protektorat na zbiorem Wysp, które były wierne metropolii nawet podczas okresu Francji Vichy w czasie II wojny światowej. W 1959r. wyspiarze zagłosowali szumnie za przyłączeniem do francuskich terytoriów zamorskich, a dwa lata później rząd w Paryżu potwierdził prawnie tenże status.Jednakże Wallis i Futuna funkcjonuje bardzo autonomicznie w relacjach regionalnych, angażując się w kluczowe działania integracyjne. Kraj jest członkiem nowopowstałego IGO, odżegnującego się od ścisłej współpracy i pomocy od byłych państw kolonialnych, Pacific Island Development Forum (PIDF), a także cieszącego się wciąż estymą, a założonego przez metropolie Secretariat of the Pacific Community (SPC). Będąc członkiem stowarzyszonym trzeciej ważnej organizacji regionalnej Pacific Islands Forum (PIF), Wallis i Futuna posiada także realny i prawny wpływ na kształtowanie swojego regionu. Jako strona wielu ukonstytuowanych, ale także nieformalnych grup dialogu i rozwoju regionalnego, aktywnie uczestniczy w wielu istotnych dla rozwoju swojego narodu projektach.Ludność trudni się uprawą palmy kokosowej, głównie eksportem kopry (wysuszony miąższ, bielmo orzechów kokosowca), a także rybołówstwem. Dochody z rolnictwa nie są w stanie zapewnić podstawowych potrzeb mieszkańców, stąd rząd w Paryżu dotuje w 100% sektor publiczny, opiekę zdrowia oraz usługi edukacyjne. To także dzięki Francji odnawiana jest infrastruktura, powstają przedsiębiorstwa, które zajmują się głownie sprzedażą licencji połowowych okrętom z Japonii czy Korei Południowej. Młodzi wyspiarze opuszczają Wallis i Futunę, migrując przede wszystkim do Polinezji Francuskiej czy Francji heksagonalnej, toteż społeczeństwo Wysp starzeje się, a bezrobocie sięga aż 17.8%[1].Demokracja parlamentarna na Wallis i Futunie polega na prefekturze, jakże trącącą rozwiązaniami prawnymi z czasów kolonialnych, a także radą doradczą złożoną z trzech monarchów autochtonicznych królestw Uvea, Alo oraz Sigave. Będąc ustrojowo, legislacyjnie oraz gospodarczo zależnym w pełni od rządu w Paryżu kraj nie wysuwa separatystycznych dążeń, pokładając pełną nadzieję na poprawę egzystencji swoich mieszkańców we Francji.dr Joanna SiekieraFaculty of LawUniversity of Bergen, Norwayhttps://www.uib.no/en/persons/Joanna.Siekiera[1] Le chômage en hausse à Wallis et Futuna (2019): https://la1ere.francetvinfo.fr/wallisfutuna/chomage-hausse-wallis-futuna-735774.html [dostęp: 15.07.2020].

Nota

Zimbabwe: czy możliwe jest kolejne przesilenie polityczne?

27.02.2021

Igor DobrzenieckiZimbabwe: czy możliwe jest kolejne przesilenie polityczne ?Słowa kluczowe: Zimbabwe, polityka, przemiany.Key words: Zimbabwe, politics, transformations. W listopadzie 2017 roku w Zimbabwe miał miejsce wojskowy zamach stanu. Główną przyczyną zamachu stanu prócz katastrofalnej sytuacji socjoekonomicznej Zimbabwe, były przeprowadzane od kilku lat przez prezydenta Roberta Mugabe, czystki polityczne w rządzącej ZANU-PF[1] oraz związane z tym odwołanie z funkcji wiceprezydenta Emmersona Mnangagwy. E. Mnangagwa to dawny sojusznik R. Mugabe i rozważany wówczas przez część członków ZANU-PF jako jego następca. Celem działań R. Mugabe było wyeliminowanie prawdopodobnych konkurentów politycznych oraz przygotowanie do objęcia władzy w ZANU-PF i w państwie przez swoją żonę Grace Mugabe. Ta sytuacja zaczęła nie odpowiadać części członkom ZANU-PF, wśród których narastał sprzeciw wobec samego R. Mugabe i jego żony. Doszło do walk frakcyjnych o przyszłą schedę po R. Mugabe między frakcjami: G. Mugabe oraz E. Mnangagwy. Na skutek zaostrzających się walk, w ZANU-PF, E. Mnangagwa na krótko przed zamachem stanu w obawie o swojej bezpieczeństwo udał się do RPA. Należy podkreślić, że to E. Mnangagwa cieszył się poparciem wojska, a jego frakcja w ZANU-PF niejawnie popierała zamach stanu.Na skutek zamachu stanu do kraju powrócił E. Mnangagwa, a dotychczasowi stronnicy R. Mugabe zostali aresztowani, wydaleni z Zimbabwe lub uciekli do sąsiednich państw. Jednak jedną z najważniejszych zmian było doprowadzenie do odsunięcia od władzy, sprawującego długoletnią, niemal dyktatorską władzę, prezydenta R. Mugabe. Początkowo został on osadzony w areszcie domowym, jednak w następstwie wywieranej presji, związanej z wszczętą przeciwko niemu procedurą impeachmentu, zrezygnował z zajmowanych stanowisk. Urząd prezydenta do czasu wyborów powszechnych z 30 lipca 2018 sprawował E. Mnangagwa. Jednak we wspomnianych wyborach zdołał on zdobyć większość głosów i został wybrany prezydentem Zimbabwe[2]. E. Mnangagwa zapowiedział przeprowadzenie wielu reform politycznych i ekonomicznych. W tym w szczególności odwrócenie wprowadzonej przez R. Mugabe w latach 2000-2001 reformy rolnej w następstwie, której wydalono ponad 4000 białych farmerów, na których w rzeczywistości opierała się gospodarka Zimbabwe[3] [„Zimbabwe to return land seized from foreign farmers”, 2020]. Pierwszy farmer wrócił na swoją dawną ziemię jeszcze w 2017 roku [„Zimbabwe to return land seized from foreign farmers”, 2020].Społeczność międzynarodowa, a przede wszystkim mieszkańcy Zimbabwe wiązali ze zmianą władzy duże nadzieje na odbudowę państwa, zwłaszcza ekonomiczną. Niestety żadna radykalna zmiana nie nastąpiła. Złe zarządzanie gospodarką w czasach prezydentury R. Mugabe w dalszym ciągu negatywnie oddziałuje na sytuację socjoekonomiczną. Nie pomogło ponowne wprowadzenie w czerwcu 2019 roku do obiegu dolara Zimbabwe, którego zresztą wartość gwałtownie spadła[4] [„Zimbabwe could be headed for political upheaval as economic and health crises spiral”, 2020]. Dodatkowo, stagnację gospodarczą pogłębiła obecna pandemia COVID-19. Zimbabwe boryka się również z niedoborami żywności, paliwa i sprzętu medycznego z powodu braku twardej waluty na zakup w większości importowanych towarów [„Zimbabwe could be headed for political upheaval as economic and health crises spiral”, 2020]. Około 60% populacji Zimbabwe jest zagrożonych problemem głodu [„Over half of Zimbabwe population threatened by hunger”, 2020]. Spodziewany powrót białych farmerów nie nastąpił w takim stopniu na jaki liczyły lokalne władze. W okresie 26 czerwca-3 sierpnia 2020 roku na skutek wysokiej inflacji zamknięto giełdę w Harare. Aby walczyć z nielegalnym handlem dewizami zawieszono również płatności mobilne, z których w Zimbabwe korzysta ok. 90% społeczeństwa [„Zimbabwe could be headed for political upheaval as economic and health crises spiral”, 2020]. W rezultacie Zimbabwe stoi w obliczu największego kryzysu od ponad dziesięciu lat. Zarysowana powyżej sytuacja oraz wynikająca z niej frustracja społeczeństwa może doprowadzić do kolejnej destabilizacji państwa.W związku z tym jak najbardziej prawdopodobne jest kolejne przesilenie polityczne. Sytuacja socjoekonomiczna państwa oraz niezadowolenie społeczne jasno wskazują, że polityka E. Mnangagwy zawiodła. Prezydent krytykowany jest z dwóch stron. Ze strony polityków opozycyjnej MDC, którzy oskarżają prezydenta E. Mnangagwę i jego sojuszników o osłabianie gospodarki poprzez potajemne transakcje walutowe [„Zimbabwe headed for upheaval, report says”, 2020]. Z drugiej, ze strony wiceprezydenta Constantina Chiwenga[5] i jego stronników w ZANU-PF. Liczą oni, że w obliczu niepowodzeń gospodarczych prezydenta i frustracji społecznej, ZANU-PF wywrze presję na E. Mnangagwa i doprowadzi do jego usunięcia [„Zimbabwe headed for upheaval, report says”, 2020]. Wówczas C. Chiwenga i jego stronnicy będą mogli przejąć władzę w państwie. Sytuacja zdaje się przypominać tę, która miała miejsce w latach 2016-2017 przed zamachem stanu i odwołaniem R. Mugabe. Jak wskazują dostępne źródła, pomiędzy obiema grupami w ZANU-PF trwają obecnie walki frakcyjne oraz przygotowują się one do możliwej walki o władzę, organizując i zbrojąc milicje polityczne na prowincji [„Zimbabwe headed for upheaval, report says”, 2020]. Ponadto, w związku z zapaścią ekonomiczną państwa, faktyczną kontrolę nad gospodarką musiały przejąć siły bezpieczeństwa państwa pod postacią specjalnie powołanego komitetu JOC[6] [„Zimbabwe could be headed for political upheaval as economic and health crises spiral”, 2020]. Sugeruje to prawdopodobieństwo i gotowość do dalszych działań sił bezpieczeństwa, w razie pogłębienia się kryzysu politycznego i ekonomicznego w państwie.Bibliografia:2018,ElectionGuide:RepublicofZimbabwe,[online:] https://www.electionguide.org/elections/id/2771/ [dostęp: 12 grudnia 2020].2020,OverhalfofZimbabwepopulationthreatenedbyhunger,[online:] https://www.trtworld.com/africa/over-half-of-zimbabwe-population-threatened-by-hunger-38525 [dostęp: 12 grudnia 2020].2020,ZimbabweAnnualInflationSoarsto837%StatisticsAgencySays,[online:] https://www.bloomberg.com/news/articles/2020-08-15/zimbabwe-annual-inflation-soars-to-837-statistics-agency-says [dostęp: 12 grudnia 2020].2020, Zimbabwe could be headed for political upheaval as economic and health crises spiral, [online:]https://www.cnbc.com/2020/07/17/zimbabwe-could-be-headed-for-political-upheaval-as-economic-health-crises-spiral.html [dostęp: 12 grudnia 2020].2020,Zimbabweheadedforupheavalreportsays,[online:] https://www.thestandard.co.zw/2020/07/19/zimbabwe-headed-for-upheaval-report-says/ [dostęp: 12 grudnia 2020].2020,Zimbabwetoreturnlandseizedfromforeignfarmers,[online:] https://www.bbc.com/news/world-africa-53988788 [dostęp: 12 grudnia 2020]. [1] Afrykański Narodowy Związek Zimbabwe-Front Patriotyczny (Zimbabwe African National Union-Patriotic Front).[2] E. Mnangagwa zdobył 50,67% głosów, a jego konkurent Nelson Chamisa z opozycyjnej MDC (Movement for Democratic Change) [„Election Guide: Republic of Zimbabwe”, 2018].[3] Uważa się, że wprowadzona przez R. Mugabe reforma była jedną z przyczyn upadku gospodarki Zimbabwe.[4] Inflacja w Zimbabwe w 2019 roku wyniosła 255,29%. W czerwcu 2020 roku było to 737,3%, a w lipcu 837,53% [„Zimbabwe Annual Inflation Soars to 837%, Statistics Agency Says”, 2020].[5] Były wojskowy, odegrał główną rolę podczas zamachu stanu w listopadzie 2017 roku.[6] Połączone Dowództwo Operacyjne (Joint Operations Command), składające się z szefów organówbezpieczeństwa.

Nota

Raport Senatu V Republiki na temat rozprzestrzeniania się politycznego islamu we Francji

26.02.2021

7 lipca 2020 roku senacka komisja śledcza ds. radykalizacji islamistycznej sporządziła raport na temat islamskiego radykalizmu oraz sposobów jego zwalczania (Rapport fait au nom de la commission d’enquête sur les réponses apportées par les autorités publiques au développement de la radicalisation islamiste et les moyens de la combattre[1]). Po ostatnich zamachach terrorystycznych dokument ten nabiera nowego kontekstu, a zawarte w nim propozycje mają szansę stać się oficjalną strategią administracji prezydenta Emanuela Macrona w walce z „islamskim separatyzmem”. Prace nad ustawą umożliwiającą walkę z separatyzmem trwają. Ich wyniki możemy poznać już w grudniu.Senat francuski powołał specjalną komisję śledczą 14 listopada 2019 roku. Działała ona przez osiem miesięcy, do 7 lipca 2020 roku. Parlamentarzyści przesłuchali 67 osób – przedstawicieli organizacji pozarządowych, dziennikarzy, naukowców, urzędników, a także ministra spraw wewnętrznych Géralda Darmanina, szefa resortu edukacji Jean-Michela Blanquera oraz ówczesną minister sportu Roxanę Mărăcineanu. Przed komisją nie stawili się reprezentanci niektórych organizacji muzułmańskich, m.in. CCIF – stowarzyszenia działającego przeciwko islamofobii we Francji.Komisja obradowała pod przewodnictwem wiceprzewodniczącej senatu Nathalie Delattre z lewicowego Demokratycznego i Społecznego Stowarzyszenia Europejskiego (RDSE – Rassemblement Démocratique et Social Européen). Stanowisko sprawozdawcy Komisji objęła Jacqueline Eustache-Brinio z centroprawicowego ugrupowania Republikanów (LR – Les Républicains), które zainicjowało prace nad dokumentem.Opracowanie francuskiego senatu wyróżnia się na tle innych podobnych z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze diagnozie problemu towarzyszą propozycje rozwiązań, po drugie zaś przyjęto w nim szeroką definicję radykalizacji islamistycznej. Autorzy dokumentu podkreślają, że ich celem nie była walka z terroryzmem czy „radykalizacją o charakterze przemocowym” (Rapport, s. 12), lecz „umożliwienie wszystkim Francuzom, szczególnie muzułmanom praktykowania własnej wiary bez presji ideologicznej i konieczności separowania się od społeczności narodowej” (Rapport, s.15).Słowem, islamski radykalizm został przedstawiony nie tyle jako zagrożenie dla wąsko rozumianego bezpieczeństwa, wynikającego z groźby zamachów, lecz jako sprzeczny z wartościami Republiki religijny separatyzm, którego widomym znakiem stały się „wspólnotowe getta” muzułmańskie wyrosłe we francuskich miastach. Islamistyczny aktywizm, zdaniem autorów dokumentu, przejawia się przede wszystkim w tendencjach separatystycznych. Poprzez zorganizowaną presję społeczną i ideologiczną indoktrynację islamscy radykałowie dążą do tego, by „zamknąć życie mieszkańców w murach dzielnic, pozbawić ich wszelkich innych perspektyw i oddzielić ich od tożsamości obywatelskiej oraz kraju urodzenia lub kraju, który jest dla nich gospodarzem” (s. 17).„W niektórych dzielnicach jesteśmy świadkami tworzenia się islamistycznego ekosystemu, wykraczającego poza miejsca kultu. Częścią tego ekosystemu są sklepy spożywcze, odzieżowe, lokale gastronomiczne oparte o zasady halal” (Rapport, s. 17) – czytamy w dokumencie. Zwolennicy politycznego islamu (islamizmu) wzmacniają islamski radykalizm „poprzez propagandę wykorzystującą naukę arabskiego języka koranicznego, rozpowszechnianie islamistycznej literatury w wyspecjalizowanych księgarniach” (Rapport, s. 17 ), a także internet oraz portale społecznościowe.W warstwie metodologicznej zerwano z dominującym modelem opisywania przyczyn religijnego ekstremizmu przede wszystkim jako wyniku dyskryminacji i społecznych nierówności. Punkt ciężkości przeniesiono na kwestie związane z selektywnym stosowaniem prawa oraz tolerowaniem społecznych praktyk jawnie sprzecznych z porządkiem republikańskim. „O ile nierówności społeczne i dyskryminacja podsycają radykalizm, o tyle do prawa republiki muszą dotyczyć wszystkich w ten sam sposób. To nierówne stosowanie prawa jest przyczyną nierówności” (Rapport, s.15). W dokumencie wymieniono najbardziej niepokojące przejawy islamskiego ekstremizmu. Należą do nich: podsycanie wrogich wobec państwa postaw, separacja dziewcząt i chłopców, nienawiść wobec różnic religijnych czy światopoglądowych, „rozpowszechnianie teorii spiskowych, które charakteryzują się odrzuceniem oświeceniowego dziedzictwa” (Rapport, s. 13).Islamski radykalizm czyni z religii zabsolutyzowany punkt odniesienia we wszelkich relacjach społecznych i otwarcie przeciwstawia się fundamentalnym dla Francji wartościom. Raport w tym kontekście wymienia art. 1 konstytucji, w którym nakreślono aksjologiczne ramy Republiki, takie jak integralność państwa, jego świecki i demokratyczny charakter oraz równość wobec prawa bez względu na rasę, religię czy pochodzenie. Ten stan rzeczy stoi w sprzeczności z oficjalną doktryną francuskiego państwa, które to dążyło do usytuowania religii wyłącznie w sferze prywatnej. Jak zauważają członkowie komisji specjalnej – „radykalny islam jest polimorficzny, przenika każdy aspekt życia społecznego i ma tendencję do narzucania norm społecznych poprzez domaganie się indywidualnej swobody” (Rapport, s. 11).Konstatacje te uargumentowano m.in. badaniami opinii społecznej. W 2019 r. IFOP (L’Institut français d'opinion publique) przeprowadził sondaż wśród społeczności muzułmańskiej we Francji. Według przedstawionych danych, 27 procent ankietowanych zgadza się z tezą, że „szariat jest ważniejszy niż prawa Republiki”. Z kolei w 2016 Institut Montaigne w raporcie pt. „Fabryka islamizmu” stwierdził, że 28% muzułmanów we Francji przyjęło system wartości wyraźnie sprzeczny z wartościami Republiki (Rapport, s.12).Za ten stan rzeczy autorzy dokumentu obwiniają m.in. błędną politykę kolejnych rządów. Komisja senacka przyznała, że prowadzona od dziesięcioleci polityka miejska władz państwowych doprowadziła do powstania dzielnic, skupiających ludność imigrancką, rozlokowaną według kryterium pochodzenia geograficznego. Ponadto administracja oraz wymiar sprawiedliwości w niedostateczny sposób reaguje na przypadki związane z radykalnym islamem, pomimo tego, że stanowi on tło dla przestępstw. Państwo powinno lepiej chronić młode pokolenie, szczególnie dziewczynki, a także objąć troską osoby wywodzące się ze środowisk muzułmańskich, które chciałyby się z nich wydostać. „Muszą one otrzymać od państwa gwarancję, że ich wolność sumienia będzie respektowana” – czytamy w dokumencie (Rapport, s. 15).Autorzy opracowania argumentują, że walka z radykalizmem islamskim wymaga rozwiązań dużo szerszych niż stosowanie środków przymusu, jak również stałego współdziałania władz lokalnych, urzędników i działaczy społecznych. Aby ograniczyć wpływy islamskiego radykalizmu należy podjęć skoordynowane działania obejmujące swym zakresem kwestie edukacji, sportu, organizacji życia społecznego, a także przyjęcie rozwiązań organizacyjnych pozwalających instytucjom państwowym śledzić i zapobiegać rozwojowi islamskiego radykalizmu. Raport wymienia 44 propozycje rozwiązań (Raport, s. 19 – 23).Na poziomie instytucjonalnym obejmują one wzmocnienie kadrowe służb specjalnych, utworzenie wyspecjalizowanej komórki międzyresortowej, zajmującej się zwalczaniem islamizmu i religijnego separatyzmu, przeprowadzenie specjalnych szkoleń dla urzędników i członków służb państwowych w kwestii sankcji karnych, którym podlega nieprzestrzeganie wartości republikańskich i konieczność informowania władz sądowniczych o zaistnieniu takich przypadków. Należy zmienić kodeks karny tak, by skuteczniej przeciwdziałać skutkom radykalizacji, których ofiarami padają nieletni i kobiety. „Należy przy tym zwrócić szczególną uwagę na wykroczenia ograniczające wolność sumienia, uznając za okoliczność obciążającą dopuszczenie się ich w stosunku do partner/-ki lub osoby nieletniej” (Rapport, s.13)W kwestii polityki wyznaniowej zaproponowano wydanie zakazu wjazdu do kraju działaczom zaangażowanym w ruch Bractwa Muzułmańskiego (w tym Jusufowi al-Karadawiemu), poszerzenie listy miejsc kultu podlegających możliwości zamknięcia na drodze administracyjnej o miejsca publiczne, które są z tymi miejscami kultu ściśle powiązane, tzn. są zarządzane, wykorzystywane albo finansowane przez tą samą osobę fizyczną lub prawną. Postuluje się skuteczniejsze rozwiązywanie organizacji, które rozpowszechniają treści zachęcające do dyskryminacji, nienawiści lub przemocy. Proponuje się poszerzenie zakresu motywów pozwalających na zamknięcie stowarzyszenia lub ugrupowania na drodze administracyjnej o aktywność nakłaniającą do dyskryminacji, nienawiści i przemocy ze względu na płeć lub orientację seksualną. Władze nie powinny, zdaniem autorów raportu, odnawiać umów międzynarodowych, na mocy których dopuszcza się wykształconych za granicą imamów do nauczania we Francji, jednocześnie winny dążyć do tego, by organizacje prowadzące nawet częściowo działalność kulturalną informowały o zagranicznych sponsorach.Jednym z celów raportu, jak podkreślają senatorowie, jest ochrona młodego pokolenia przed radykalizmem. Komisja śledcza przedłożyła szereg propozycji rozwiązań, dotyczących edukacji oraz sportu. W dokumencie znalazły się propozycje poszerzenia zakresu śledztw administracyjnych w kwestii rekrutacji pedagogów, animatorów czy nauczycieli pracujących bezpośrednio z nieletnimi, a także sprawdzenia tożsamości osób, mających kontakt z nieletnimi w szkołach i placówkach prywatnych. Pojawił się również pomysł wzmocnienia nadzoru pedagogicznego nad placówkami prywatnymi poprzez wprowadzenie międzyresortowych inspekcji placówek edukacyjnych, uprawniony do kontrolowania postępów edukacyjnych ucznia, stworzenie bazy uczniów pobierających naukę domową oraz kształcących się w szkołach prywatnych. Państwo, zdaniem autorów raportu, winno także przeprowadzać niezapowiedziane kontrole w stowarzyszeniach podejrzanych o separatyzm.Narzędziem realizowania polityki skierowanej przeciwko ekstremizmowi muzułmańskiemu, zgodnie z propozycją, powinna stać się restrykcyjna polityka w zakresie subwencji publicznych. Pieniądze mają płynąć tylko do tych szkół i klubów sportowych, które aktywnie wspierają wartości Republiki oraz przestrzegają zapisów Karty Olimpijskiej. W tym celu postuluje się jasne określenie tychże wartości oraz uzupełnienie kształcenia pedagogicznego o moduł poświęcony zapobieganiu radykalizacji i separatyzmowi religijnemu.Podsumowując, raport komisji śledczej francuskiego senatu można uznać za przełomowy. Jego autorzy przyznali, że dotychczasowy model budowania społeczeństwa wielokulturowego nie sprawdził się. Radykalny islam wdarł się tam, skąd wycofało się państwo – imigranckie przedmieścia, kluby sportowe, szkoły koraniczne – to tylko niektóre obszary, w których od lat działają islamiści. Na uwagę zasługuje także nowy język diagnozujący problemy społeczne, zrywający z myśleniem o radykalnym islamie wyłącznie w kategoriach „winy kolonializmu” czy wykluczenia społecznego i systemowej dyskryminacji. Autorzy raportu mają świadomość, że islamizm dotyka także te państwa, które nie mają w swojej historii kolonialnego podboju, ma on bowiem charakter globalny. Osobny problem stanowi wdrożenie zaproponowanych postulatów. Można się spodziewać, że będą one budzić opór sporej części aktywistów muzułmańskich i zwolenników ideologii multikulturalizmu.[1] Rapport n°595(2019-2020) de MmeJacqueline EUSTACHE-BRINIO, fait au nom de la commission d'enquête, déposé le 7 juillet 2020, http://www.senat.fr/rap/r19-595-1/r19-595-1.html, dostęp: 30.11.2020 r.

Nota

Umniejszając rolę konstytucji – Czad jako była francuska kolonia pogrążona w konfliktach

20.02.2021

Republika Czadu (fr. République du Tchad) jest tworem sztucznym, polityczno-prawną jednostką utworzoną w 1900r. przez Francję jako jej kolonia. Okres przedkolonialny to wyniszczające bratobójcze wojny plemienne, połączone z handlem niewolnikami, wielokrotnie spokrewnionych ze sobą mieszkańców. Jako państwo śródlądowe, a więc nieposiadające dostępu do morza, nie mogło on rozwijać swoich kontaktów handlowych niezależnie, a jedynym sposobem polepszenia warunków bytowych ludności był ścisły związek z Europejczykami.Także podczas I i II wojny światowej Czad pozostał wierny rządowi w Paryżu, co dało wymierne skutki w postaci zgody na jego autonomię w 1960r. Pierwsze trzy dekady niepodległości okupione były jednak wojną domową, co nie powinno niestety dziwić przy tak zróżnicowanym etnicznie, społeczne i gospodarczo państwie: na prawie 17 mln ludności [dane za 2020r.[1]] 52% to muzułmanie a 44% to chrześcijanie, podczas gdy ludność posługująca się jednym z dwóch oficjalnych języków, francuskim bądź arabskim, jest rozdrobniona dodatkowo na ponad 200 grup etnicznych. W dalszym ciągu rodzi to konflikty przy wysokiej, bo sięgającej aż 40% liczbie obywateli żyjących poniżej progu ubóstwa.Względny pokój po inwazji Libii został przywrócony w 1990r., kiedy to opracowano demokratyczną konstytucję, na której podstawie przeprowadzono niemające nic wspólnego z demokracją wybory prezydenckie w 1996 i 2001r. Wywołało to bunty społeczne, walki między siłami rządowymi a powstańcami oraz nakładanie stanów wyjątkowych na liczne części kraju. Marne próby naprawy państwa, a raczej budowy jego solidnych fundamentów miały miejsce podczas kolejnych zmian ustawy zasadniczej w 1996, 2005 oraz 2013r. Ostatnią konstytucję, gdyż trudno mówić jedynie o nowelizacji poprzedniej wersji, przyjęto w 2018r.[2] Dalszą kontrowersję stanowi prezydent Czadu, Idriss Deby, który tak zmienia przepisy ustrojowe iż z powodzeniem sprawuje ten najwyższy urząd nieprzerwanie od 1990r.[3]W czerwcu 2005r. z pomysłu prezydenta przeprowadzono referendum, które zniosło konstytucyjne ograniczenia kadencji.Od połowy 2015r. grupa terrorystyczna Boko Haram przeprowadza brutalne ataki na ludność biedniejszych regionów, które i tak są w stałym stanie konfliktów etnicznych. Ostatni mord na cywilnej ludności miał miejsce w marcu 2020r.[4] Rząd wraz z prezydentem nie wysuwają realnych planów przeciwdziałania terroryzmowi ani zaprzestania walk plemiennych. I choć kadencja Deby kończy się w 2021r., zgodnie z zapisem konstytucji, może on spokojnie sprawować swój urząd dalej, nie bacząc na konieczność zatrzymania cyklu przemocy na tle etnicznym, powszechne ubóstwo, osłabioną gospodarkę oraz armię po starciach z terrorystami.dr Joanna SiekieraFaculty of LawUniversity of Bergen, Norwayhttps://www.uib.no/en/persons/Joanna.Siekiera[1] The CIA World Factbook (2020) https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/geos/cd.html [dostęp: 29.07.2020].[2] La Constitution de la Republique du Tchad Promulguee le 04 Mai 2018 (2018): https://www.presidence.td/fr-page-86-La_Constitution.html [dostęp: 29.07.2020].[3] Composition du gouvernement de la République du Tchad (2019) https://www.diplomatie.gouv.fr/fr/dossiers-pays/tchad/presentation-du-tchad/article/composition-du-gouvernement [dostęp: 29.07.2020].[4] Der Spiegel, 44 Boko-Haram-Kämpfer tot in Gefängnis gefunden (18.04.2020) https://www.spiegel.de/politik/ausland/tschad-boko-haram-kaempfer-tot-in-gefaengnis-gefunden-a-e5761292-347c-4043-b4aa-cd59e2cfa070 [dostęp: 29.07.2020].

Nota

Demokratyczna Tunezja i brak szefa rządu

18.02.2021

W starożytności Tunezja była bardzo ważnym ośrodkiem handlowym i politycznym. Mimo że to Rzymianie okupowali ją przez blisko 800 lat, wprowadzając chrześcijaństwo, to w 697 roku muzułmanie podbili cały kraj i wprowadzili islam. Najważniejsze przemiany nastąpiły znacznie później. W 1881 roku rozpoczęła się francuska kolonizacja, która trwała aż do 20 marca 1956 roku. Podpisano wówczas francusko-tunezyjski protokół, uznając kraj za niepodległy. Na jego czele stanął Habib Burgiba jako premier, a gdy w 1957 roku parlament zniósł monarchię i ustanowił republikę, został jej prezydentem.Od 1956 do 2011 roku polityka w Tunezji była zdominowana przez jedną partię: Zgromadzenie Demokratyczno-Konstytucyjne (Rassemblement Constitutionnel Démocratique, RCD) pod przewodnictwem prezydentów: Habiba Burguiby, a następnie Zajna al-Abidina Ibn Alego. Zbyt długie rządy tego drugiego wywołały w Tunezji protesty, zwane też jaśminową rewolucją – społeczeństwo sprzeciwiało się korupcji, biedzie, represjom politycznym. Należy podkreślić, że stanowiły one przykład oraz inspirację dla mieszkańców pozostałych państwach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. To społeczeństwo w Tunezji zaprotestowało po raz pierwszy. W wyniku tego w styczniu 2011 roku wieloletni prezydent Zajn al-Abidin Ibn Ali został obalony, a władzę objął rząd tymczasowy, w którym znaleźli się także przedstawiciele opozycji. Ponadto działalność rządzącego Zgromadzenia Demokratyczno-Konstytucyjnego została zawieszona. Rewolucja tunezyjska spowodowała odejście Ibn Alego i umożliwiła przeprowadzenie wolnych wyborów.Władzę ustawodawczą sprawuje jednoizbowy parlament Tunezji – Zgromadzenie Reprezentantów Ludowych (Assemblée des représentants du peuple, ARP), wybierane w powszechnych wyborach bezpośrednich na pięcioletnią kadencję. Pierwsze wybory do Zgromadzenia odbyły się 26 października 2014 roku i wygrała je świecka parta Wezwanie Tunezji (Nidaa Tounes). Co ważne, partia całkowicie się rozpadła przed wyborami w listopadzie 2019 roku, a przez to zwyciężyła Partia Odrodzenia (Ennahdha) – konserwatywna islamska partia polityczna. Drugą siłą w rządzie jest Serce Tunezji (Au cœur de la Tunisie). W opozycji do nich jest Blok Demokratyczny (Courant démocrate, Mouvement du peuple oraz Citoyenneté et développement), który wyznaje ideologię demokracji społecznej i arabskiego nacjonalizmu.Prezydent republiki jest wybierany w powszechnych wyborach bezpośrednich na okres pięciu lat. Musi wyznawać religię muzułmańską i zrzec się obywatelstwa innego niż tunezyjskie, jeśli takie ma. Do kompetencji prezydenta należy określanie ogólnej polityki w sprawach obronności, stosunków zagranicznych i bezpieczeństwa wewnętrznego. Prezydent promulguje ustawy. Może również rozwiązać rząd za zgodą premiera. Obecnie głową państwa jest Kais Saied, który został wybrany 13 października 2019 roku, po tym jak jego poprzednik Al-Badżi Ka’id as-Sibsi zmarł 25 lipca 2019 roku. K. Saied jest prezydentem niezależnym, niezwiązanym z żadną z partii i dość dużym zaskoczeniem było jego zwycięstwo. W pierwszej turze uzyskał 18,4% głosów, tuż za nim był Nabil Karoui z partii Serce Tunezji, który zdobył 15,6% głosów, a trzecie miejsce zajął Abdelfattah Mourou z Partii Odrodzenia, który otrzymał 12,9% poparcia. Jednakże w drugiej turze K. Saied uzyskał aż 72,71% głosów. Uosabia on nadzieje Tunezyjczyków z 2011 roku. Jest skromny, wyważony i przemawia w imieniu marginalizowanych społeczności. Chętnie spotyka się z ludnością i wspiera demokratyczne zmiany w Tunezji. Według obserwatorów z Unii Europejskiej wybory prezydenckie w 2019 roku obyły się w sposób spokojny i transparentny, z poszanowaniem procedur demokratycznego głosowania.Tab. Prezydenci TunezjiPrezydentCzas urzędowaniaLata urzędowaniaUtrata mandatuHabib Burguiba30 lat, 3 miesiące i 13 dni1957 – 1987Zwolniony z urzęduZajn al-Abidin Ibn Ali23 lata, 2 miesiące i 7 dni1987 – 2011Ucieczka z kraju podczas rewolucjiAl-Munsif al-Marzuki3 lata i 18 dni2011 – 2014Pokonany w wyborach w 2014 rokuAl-Badżi Ka’id as-Sibsi4 lata, 6 miesięcy i 24 dni2014 – 2019ŚmierćKais Saied10 miesięcyod 2019–źródło: opracowanie własneNa początku 2020 roku nastąpił poważny kryzys polityczny w Tunezji. Jak wskazuje konstytucja, to K. Saied musiał wyznaczyć osobę odpowiedzialną za utworzenie rządu. Mimo wysokiego wyniku w wyborach nie miał ani partii, ani wyraźnego poparcia w klasie politycznej. Oprócz tego stale sprzeciwia mu się N. Karoui z partii rządzącej, który walczy o odzyskanie władzy w państwie poprzez pozyskiwanie wpływów w rządzie. Ostatecznie premierem Tunezji od 2 września 2020 roku jest Hichem Mechichi. Dziesięć lat po rewolucji Tunezja kontynuuje proces demokratyzacji, osłabiona walkami politycznymi i trudnościami w zreformowaniu gospodarki. H. Mechichi jest trzecim szefem rządu mianowanym po wyborach parlamentarnych w listopadzie 2019 roku, a jego rząd będzie drugim, który próbuje ustanowić. Obecny gabinet będzie odpowiadał za wznowienie rozmów z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, którego czteroletni program współpracy zakończył się w sierpniu 2020 roku, przez co Tunezja ma ogromne problemy finansowe.Aleksander Ksawery Olech

Nota

Spokojnie jak w Maroku – mimo zmian, król dalej silny

10.02.2021

Królestwo Maroka jest dziedziczną monarchią konstytucyjną, co ujęto w pierwszej konstytucji z 1962 roku, a także we wszystkich pozostałych ustawach zasadniczych z 1970, 1972, 1992, 1996 oraz 2011 roku. Najnowsza konstytucja reguluje zasady systemu politycznego, ujmując w swoim brzmieniu, że Maroko jest monarchią konstytucyjną, demokratyczną, parlamentarną i społeczną. Królem jest Muhammad VI z dynastii Alawitów panującej w Maroku od połowy XVII wieku. Obecny władca wstąpił na tron 23 lipca 1999 roku, po śmierci swojego ojca, króla Hassana II. Pełni on najwyższą władzę w państwie i jest jednocześnie dowódcą sił zbrojnych Maroka. Konstytucja przyznaje królowi uprawnienia honorowe: jest zarówno świeckim przywódcą politycznym, jak i religijnym. Przewodniczy radzie ministrów, powołuje prezesa rady ministrów z partii, która uzyskała najwięcej mandatów w wyborach parlamentarnych, a z jego rekomendacji powołuje członków rządu. Może on również odwołać każdego ministra, zawiesić konstytucję lub ogłosić nowe wybory. Król stoi także na czele Najwyższej Rady Sądownictwa.Tab. 1. Królowie MarokaKolejnośćImięOkres urzędowania1Muhammad V14 sierpnia 1957 – 26 lutego 19612Hassan II26 lutego 1961 – 23 lipca 19993Muhammad VIod 23 lipca 1999źródło: opracowanie własneArabska wiosna w 2011 roku dotknęła także Maroko. 20 lutego tysiące Marokańczyków przyłączyło się do ogólnokrajowych protestów, w których żądało reform politycznych. Obywatele żądali od króla Muhammada VI przekazania części uprawnień nowo wybranemu rządowi i uczynienia wymiaru sprawiedliwości bardziej niezależnym od władcy. Powstała grupa o nazwie „Ruch 20 Lutego”, która natrafiła na silny opór ze strony państwowych sił bezpieczeństwa. Rebeliancki ruch był zgromadzaniem, którym kierowała młodzież z różnych środowisk ideologicznych. Działało to głównie w Internecie. Grupa naciskała na króla Muhammada, aby ustanowił monarchię parlamentarną, wyegzekwował odpowiedzialność za korupcję w kraju i przyznał sądownictwu pełną niezależność. Przed zmianą konstytucji przeprowadzono referendum, w którym wzięło 73,4% obywateli uprawnionych do głosowania (13451404 osób), z których 98,5% było za zmianami.Reformy konstytucyjne z 2011 roku pozbawiły króla Maroka części uprawnień wykonawczych, podczas gdy uprawnienia szefa rządu zostały rozszerzone. Włada wykonawcza należy do rządu, na czele którego stoi Szef Rządu. Jest on odpowiedzialny przed królem i Parlamentem. Ważnym posiedzeniem Rady Ministrów przewodniczy król, ustalając ogólną politykę państwa. Władza ustawodawcza należy do parlamentu, który składa się z: Izby Reprezentantów i Izby Radców. W pierwszej z nich zasiada 395 członków wybieranych bezpośrednio na pięcioletnią kadencję, podczas gdy Izba Radców liczy nie mniej niż 90 i nie więcej niż 120 członków. Są wybierani pośrednio na sześcioletnią kadencję. Wymiar sprawiedliwości jest niezależny od władzy ustawodawczej i wykonawczej, niezależność tę gwarantuje król.Kobiety mają zagwarantowaną „obywatelską i społeczną” równość z mężczyznami. Wcześniej gwarantowana była tylko „równość polityczna”, chociaż konstytucja z 1996 roku zapewnia wszystkim obywatelom równość w wobec prawa. Wprowadzono nowy kodeks rodzinny opierający się na równości płci i znoszący pojęcie „głowy rodziny”, które zastąpiono współodpowiedzialnością między małżonkami. Wszyscy obywatele mają wolność wyrażania myśli, idei i ekspresji artystycznej. Wcześniej gwarantowano jedynie wolność słowa, swobodę podróżowania oraz zrzeszania się. Jednak krytykowanie lub bezpośrednie przeciwstawianie się królowi jest nadal karane więzieniem. Odsetek kobiet w marokańskim parlamencie po wyborach w 2016 roku wzrósł z 17 do 21%, co oznacza, że kobiety mają obecnie 81 na 395 mandatów.W Maroku religia jest częścią systemu politycznego. Mimo, że wciąż próbuje się łączyć różne podejścia, aby osoby konserwatywne nie zostały urażone działaniami osób liberalnych, to różnice kulturowe oraz podejście społeczeństwa obywatelskiego do praw człowieka, wolności i demokracji powoduje nieustające tarcia wewnątrz kraju. W Maroku dominuje islam, który jest religią państwową, chociaż wszystkim obywatelom gwarantuje się również wolność wyznania. Oficjalnie 99% populacji to muzułmanie, a praktycznie wszyscy z nich to sunnici. Sondaże wykazały, że 80–95% populacji jest przynajmniej w pewnym stopniu religijna. Drugą co do wielkości religią w kraju jest chrześcijaństwo, ale większość chrześcijan w Maroku to obcokrajowcy. Jeśli chodzi o żydów, w kraju pozostał tylko ułamek dawnej ich populacji, wielu przeniosło się do Izraela.Po zamachach bombowych w Casablance w 2003 roku Maroko aktywnie dążyło do tego, aby ograniczyć wpływ przeciwstawnych doktryn religijnych na „oficjalny islam marokański”. W zamachach zginęło 45 osób (w tym 12 terrorystów). Ten epizod wstrząsnął wieloletnim przekonaniem mieszkańców Maroka, że ​​kraj jest odporny na brutalny ekstremizm, i podał w wątpliwość kreowanie królestwa na umiarkowanie islamskie. Od tamtej pory, a zwłaszcza po rozpoczęciu transformacji sfery religijnej, w celu promowania reform urzędnicy powszechnie używali terminu „duchowe bezpieczeństwo”. Termin ten był odniesieniem do działań antyterrorystycznych i przeciwdziałania radykalizacji. Innym powodem, który zmusił państwo marokańskie do działania, jest międzynarodowy terroryzm islamski. Stwierdzono, że znaczna liczba młodych ludzi pochodzenia północnoafrykańskiego (w tym marokańskiego) należy do aktywnych komórek terrorystycznych na całym świecie. Powstaje kluczowe wyzwanie dla władz Maroka – zwalczanie radykalizacji zarówno w kraju, jak i za granicą. Rodzi się również pytanie, czy takie działania młodych ludzi są konsekwencją źle prowadzonych praktyk religijnych, czy też świadomego poszukiwania przynależności w grupie terrorystycznej, w celu uniknięcia wykluczenia społecznego.Na współczesny obraz kraju ma wpływ również współpraca międzynarodowa. Do 30 stycznia 2017 roku Maroko było jedynym krajem afrykańskim, który nie należał do Unii Afrykańskiej. Stało się to jednak możliwe dzięki kampanii przeprowadzonej przez króla Muhammada VI. W czerwcu 2004 roku Maroko zostało uznane przez Stany Zjednoczone za głównego sojusznika spoza NATO, a w 2008 roku zacieśniło współpracę z Unią Europejską, wskazując, że jest to integracja na zaawansowanym poziomie. Należy podkreślić, że Maroko jest potęgą gospodarczą w regionie z uwagi na transport, który odbywa się przez terytorium kraju: z północnej Afryki do południowej Europy. Ponadto Maroko jest jednym z największych inwestorów w Afryce Subsaharyjskiej.Aleksander Ksawery Olech

Nota

“Powrócimy do Qhapak Ñan”. O nowej wizji Boliwii

05.02.2021

Pośród wielości newsów, które nie napawają optymizmem – a to z uwagi na pandemię chociażby, jedno wydarzenie staje się światłem w tunelu. Wybory prezydenckie w Boliwii i wygrana Luisa Arce dają nadzieję na optymistyczne postrzeganie historii nie tylko tego kraju, regionu, ale też globalnej zmiany. Luis Arce, lewicowy polityk jako nowy prezydent Boliwii złożył przysięgę przed Kongresem na początku listopada 2020. Arce jest byłym ministrem gospodarki w rządzie Moralesa.Ostatnie miesiące Boliwii charakteryzowały się walką o władzę i destabilizacją po odsunięciu od władzy Evo Moralesa, który musiał ubiegać się o azyl polityczny w Meksyku. Oczywiście go otrzymał, jakoże aktualny prezydent Meksyku – Andres Manuel López Obrador – podziela ideały walki z establishmentem, która dokonała się w Boliwii w okresie Moralesa (2006-2019). Wówczas została uchwalona Konstytucja w 2009 r., która w preambule odnosi się do dekolonizacji instytucji państwa oraz powrotu do ciągłości i tradycji kulturowej przed podbojem[1]. Nie wszystkim jednak podobały się nowe rządu. W 2019 r. doszło do puczu prawicowo-konserwatywnej części establishmentu. Doszło do odsunięcia Moralesa od władzy. Jednakże w warunkach silnego wzburzenia społecznego oraz w wyniku wyborów powraca do władzy partia Moralesa MAS („Ruch w stronę Socjalizmu”).Jednocześnie, osobą, która winna bardziej wzbudzać uwagę jest nowy wiceprezydent Boliwii – z grupy etnicznej aymara David Choquehuanca, który wygłosił płomienny w swej treści dyskurs o powrocie do korzeni – Qhapak Ñan, czyli o obraniu „szlachetnej droga integracji, drogi prawdy, drogi braterstwa, drogi jedności, drogi szacunku dla naszych władz, naszych sióstr, szacunku dla ognia, drogi szacunku dla deszcz, drogi szacunku dla naszych gór, drogi szacunku dla naszych rzek, drogi szacunku dla naszej matki ziemi, drogi szacunku dla suwerenności naszych narodów”[2].Choquehuanca odniósł się do życia w harmonii z „widzialną” częścią Matki Ziemi (Pachamama) oraz jej duchową (Pachakama). Wtedy nastąpi powstanie żywotnej energii, co stanowi źródlo rewolucyjnej zmiany do „modyfikowania naszej historii, materii i życia jako zbieżności siły – czacha-warmi.Nowy czas – komplementarności przeciwieństw – będzie podtrzymywany energią ayllu, czyli wspólnotą, konsensusem, horyzontalnością, uzupełniającymi się równowagami i wspólnym dobrem.Oby czas zmian nastąpił nie tylko w Boliwii, ale rychło w innych częściach globu.BibliografíaKonstytucja Boliwii (Plurinational State of Bolivia's Constitution of 2009), źródło: www.constituteproject.orgDavid Choquehuanca, 2020. El discurso de la posesión del vicepresidente David Choquehuanca, 8.11.2020 r., dostęp: https://www.la-razon.com/nacional/2020/11/08/lea-el-discurso-completo-de-la-posesion-del-vicepresidente-david-choquehuanca/[1] Konstytucja Boliwii (Plurinational State of Bolivia's Constitution of 2009), źródło: www.constituteproject.orgW preambule podkreśla się:„W starożytności powstawały góry, poruszały się rzeki i powstawały jeziora. Nasza Amazonia, nasze bagna, nasze wyżyny, nasze równiny i doliny były pokryte zielenią i kwiatami. Zaludniliśmy tę świętą Matkę Ziemię różnymi twarzami i od tego czasu zrozumieliśmy wielość, która istnieje we wszystkich rzeczach oraz w naszej różnorodności jako istot ludzkich i kultur (…)”.[2] David Choquehuanca, 2020. El discurso de la posesión del vicepresidente David Choquehuanca, 8.11.2020 r., dostęp: https://www.la-razon.com/nacional/2020/11/08/lea-el-discurso-completo-de-la-posesion-del-vicepresidente-david-choquehuanca/