Logo Thing main logo

Ostatnie wpisy

Nota

Gabinet Prezydenta Joe Bidena

23.07.2021

Dnia 3 listopada 2020 r. odbyły się powszechne wybory prezydenckie w USA, w których został wybrany 46 prezydent Stanów Zjednoczonych. Ówcześnie urzędujący prezydent Donald Trump ubiegał się o reelekcję, natomiast jego kontrkandydatem był senator Joe Biden z Partii Demokratycznej. W wyborach oddano ponad 158 milionów głosów, co stanowi najwyższy wynik w historii USA. Senator z Deleware zdobył 81268924 głosów (51,31%), natomiast jego konkurent 74216154 głosów (46,86%). Kolegium elektorskie odbyło się 14 grudnia. Natomiast 6 stycznia 2021 r. Kongres Stanów Zjednoczonych zatwierdził głosy elektorskie (306 oddanych na Bidena i 232 oddane na Trumpa). 20 stycznia Joe Biden złożył ślubowanie i został zaprzysiężony na prezydenta Stanów Zjednoczonych.W 1932 roku utworzony został Urząd Wykonawczy Prezydenta, który stanowi zaplecze administracyjne Prezydenta. Jego najważniejsze ogniwo stanowi 15 departamentów wykonawczych. Są to organy przypominające europejskie ministerstwa. Tworzone są na podstawie ustaw. Do najważniejszych możemy zaliczyć Departament Stanu, który odpowiedzialny jest za sprawy zagraniczne, Departament Skarbu, który nadzoruje zarządzanie finansami państwa oraz Departament Obrony, który koordynuje politykę bezpieczeństwa państwa i siły zbrojne. Oprócz powyższych możemy wyróżnić:Departament Sprawiedliwości (nadzoruje prawidłowe funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości),Departament Zasobów Wewnętrznych (odpowiedzialny za ochronę przyrody i zarządzanie zasobami naturalnymi),Departament Rolnictwa (koordynuje politykę rolną),Departament Handlu (odpowiedzialny za rozwój i wzrost gospodarczy),Departament Pracy (koordynuje politykę zatrudnienia),Departament Zdrowia i Opieki Społecznej (nadzoruje służbę zdrowia i system opieki społecznej),Departament Urbanizacji (zajmuje się sprawami budownictwa),Departament Transportu (nadzoruje politykę związaną z transportem),Departament Energii (odpowiedzialny za politykę energetyczną),Departament Edukacji (nadzoruje edukacje),Departament Bezpieczeństwa Krajowego (odpowiedzialny za bezpieczeństwo wewnętrzne kraju),Departament Weteranów (koordynuje opiekę nad weteranami wojennymi i ich rodzinami).Kierownika departamentu powołuje Prezydent, za zgodą Senatu. Określani są oni tytułem „sekretarzy”, z wyjątkiem Departamentu Sprawiedliwości, na czele którego stoi Prokurator Generalny (Attorney General). Szefowie departamentów odpowiedzialni są przed Prezydentem. Zazwyczaj nie są politykami, ale ekspertami w swoich dziedzinach. Wspólnie tworzą tzw. gabinet Prezydenta, który jest organem opiniodawczym. Jest to ciało nieformalne (nie jest usankcjonowane w amerykańskiej konstytucji), więc nie podejmuje żadnych wiążących uchwał. Niewątpliwie nie jest to organ, który możemy porównać z radami ministrów, które są typowe dla większości ustrojów państw europejskich. Oprócz departamentów administrację Prezydenta tworzą: Urząd Zarządzania i Budżetu, który nadzoruje działalność personelu pod kątem finansowym oraz Rada Bezpieczeństwa Narodowego, na czele której stoi specjalny asystent do spraw bezpieczeństwa. Zadaniem rady jest opiniowanie kwestii związanych z polityką wewnętrzną, krajową oraz obronną. Ponadto strukturach administracji federalnej funkcjonują samodzielne agencje, które podlegają Prezydentowi, m. in. Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) czy Agencja Środowiska (EPA).Podsumowując warto zwrócić uwagę na działania Prezydenta Joe Bidena w zakresie ochrony środowiska. Powołał Johna Kerrego, byłego Sekretarza Stanu na specjalnego wysłannika do spraw klimatu, który będzie również członkiem Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Jest to pierwszy tego typu przypadek w historii USA.Gabinet Prezydenta Joe BidenaImię i Nazwisko Funkcja StanKamala HarrisWiceprezydent Stanów ZjednoczonychKaliforniaAntony BlinkenSekretarz stanu Stanów ZjednoczonychNowy JorkJanet YellenSekretarz skarbu Stanów ZjednoczonychKaliforniaLloyd AustinSekretarz obrony Stanów ZjednoczonychGeorgiaMerrick GarlandProkurator generalny Stanów ZjednoczonychMarylandDeb HaalandSekretarz zasobów wewnętrznych Stanów ZjednoczonychNowy MeksykTom VilsackSekretarz rolnictwa Stanów ZjednoczonychIowaGina RaimondoSekretarz handlu Stanów ZjednoczonychRhode IslandsMarty WalshSekretarz Departamentu Pracy Stanów ZjednoczonychMassachusettsXavier BecerraSekretarz zdrowia i opieki społecznej Stanów ZjednoczonychKaliforniaMarcia FudgeSekretarz urbanizacji Stanów ZjednoczonychOhioPete ButtigiegSekretarz transportu Stanów ZjednoczonychIndianaJennifer GranholmSekretarz energii Stanów ZjednoczonychMichiganMiguel CordonaSekretarz edukacji Stanów ZjednoczonychConnecticutDenis McDonoughSekretarz spraw weteranów Stanów ZjednoczonychMinnesotaAlejandro MayorkasSekretarz bezpieczeństwa krajowego Stanów ZjednoczonychKaliforniaMichael S. ReganKierownik Agencji Ochrony ŚrodowiskaPółnocna KarolinaSchalanda YoungDyrektor Biura Zarządzania i BudżetuLuizjanaAvril HainesDyrektor Wywiadu NarodowegoNowy JorkWilliam Joseph BurnsDyrektor Centralnej Agencji WywiadowczejKarolina PółnocnaKatherine TaiReprezentant Stanów Zjednoczonych do spraw handluWaszyngtonLinda Thomas-GreenfieldAmbasador Stanów Zjednoczonych przy ONZLuizjanaCecillia RousePrzewodniczący Rady Doradców EkonomicznychNew JerseyIzabel GuzmanKierownik Small Business AdministrationKaliforniaEric LanderDyrektor Biura ds. Polityki Naukowej i TechnologicznejMassachusettsRon KlainSzef Personelu Białego DomuIndiana

Nota

Czasem wiele musi się zmienić, aby wszystko mogło zostać po staremu – ewolucja ustroju Iranu po wyborach prezydenckich 2021 r.

21.07.2021

W dniu 18 czerwca 2021 roku w Iranie odbyły się wybory prezydenckie, mające wyłonić następcę kończącego swoją drugą kadencję prezydenta Hasana Rouhaniego. Wygrał je, zgodnie z przewidywaniami, Ibrahim Raisi, cieszący się poparciem Najwyższego Przywódcy, Alego Chamenei. Dla Raisiego, który od 2019 roku stał na czele systemu sądownictwa Islamskiej Republiki Iranu, a wcześniej pełnił inne wysokie funkcje w państwie, był to drugi start w wyborach prezydenckich (w 2017 roku zdobył 38% głosów i przegrał z Hasanem Rouhanim). Choć sam wynik wyborów, ani też przebieg kampanii wyborczej, nie były niespodzianką, to pewne wydarzenia im towarzyszące należy odnotować jako istotne i interesujące z punktu widzenia ustroju Islamskiej Republiki Iranu.Odpowiedzialna za weryfikację kandydatów na prezydenta Rada Strażników Rewolucji odrzuciła ponad 600 zgłoszeń, dopuszczając ostatecznie udziału w wyborach jedynie siedmiu kandydatów. Byli to Amir-Hossein Ghazizadeh, Ibrahim Raisi, Mohsen Rezai, Said Dżalili, Alireza Zakani (wszyscy oni uznawani za kandydatów konserwatywnych i/lub radykalnych) oraz Abdolnaser Hemmati i Mohsen Mehralizadeh (uznawani za kandydatów umiarkowanych). Warto również dodać, że wielu poważnych potencjalnych kandydatów, szczególnie tych uznawanych za umiarkowanych (jak choćby minister spraw zagranicznych w rządzie Rouhaniego, Dżawad Zarif) nie zgłaszało nawet swoich kandydatur, wiedząc, że i tak zostaną one odrzucone przez Radę Strażników. Wśród tych, którzy mimo wszystko spróbowali i nie zostali dopuszczeni do startu znaleźli się znani politycy, między innymi pierwszy wiceprezydent w rządzie Rouhaniego, Iszak Dżahangiri, były prezydent Mahmud Ahmadineżad, były wieloletni przewodniczący parlamentu Ali Laridżani, czy też były ambasador Iranu w Polsce Ramin Mehmanparast. Już w trakcie kampanii wyborczej swoje kandydatury wycofało jeszcze trzech z grona zaakceptowanych kandydatów, Said Dżalili i Alireza Zakani, którzy poparli Raiseigo, oraz Mohsen Mehralizadeh, który poparł Abdolnasera Hemmatiego.Tak duża liczba kandydatów niedopuszczonych do udziału w wyborach oraz fakt, że zdyskwalifikowani zostali nie tylko politycy uznawani za umiarkowanych i należący do obozu ustępującego prezydenta Rouhaniego, ale także liczni kandydaci uznawani wcześniej za lojalnych i oddanych popleczników Najwyższego Przywódcy Alego Chamenei (np. Ahmadineżad czy Laridżani) są dość symptomatyczne. Świadczą o tym, że w tych wyborach religijni przywódcy Iranu nie zamierzali popełnić błędu sprzed czterech lat i pozbyli się wszelkiej groźnej konkurencji dla wytypowanego przez nich na nowego prezydenta Ibrahima Raisiego. W rezultacie tak daleko idących ograniczeń i machinacji, wybory te należy uznać za w znacznej mierze ustawione oraz zdecydowanie mniej wolne i demokratyczne niż wszystkie poprzednie wybory prezydenckie w Iranie, za wyjątkiem wyborów z 2009 roku. W tej sytuacji nie może dziwić, że kampania wyborcza nie była zbyt porywająca i skupiła się na rywalizacji pomiędzy kandydatami umiarkowanymi a radykalnymi. Było to szczególnie widoczne w czasie debaty telewizyjnej z udziałem wszystkich siedmiu kandydatów. Choć podobnie identyfikowali oni główne problemy, z którymi zmierzyć się będzie musiał kolejny prezydent Iranu (bieda, stagnacja gospodarcza, inflacja, korupcja, słaby poziom usług publicznych), żaden z nich nie przedstawił konkretnych pomysłów na to, jak sobie z nimi poradzić.Zdyskwalifikowanie większości poważnych kandydatów umiarkowanych i, w zasadzie przesądzone już przed wyborami, zwycięstwo Ibrahima Raisiego, a także wciąż obecny w Iranie w pewnym stopniu strach przez epidemią COVID-19, spowodowały, że wielu Irańczyków nie miało zamiaru pójść do głosowania. Spodziewano się więc niskiej frekwencji i tak też się stało. Nie pomogły nawet fatwy Najwyższego Przywódcy i innych szyickich duchownych, którzy ogłosili, że brak udziału w wyborach lub oddanie nieważnego głosu jest grzechem. Do urn udało się niespełna 29 milionów Irańczyków. Frekwencja wyborcza wyniosła 48,78% i była najniższa w wyborach w Iranie od rewolucji w 1979 roku. Ponadto oddano też rekordowo dużo, bo aż 3,74 miliona głosów pustych i nieważnych (to więcej, niż uzyskał jakikolwiek kandydat poza zwycięskim Ibrahimem Raisim). Jest to kolejny dość istotny symptom zmiany społeczno-politycznej w Iranie, która może mieć znaczenie dla przemian ustrojowych. Oznacza bowiem z jednej strony, że Irańczycy są coraz bardziej świadomi tego, jak bardzo zakonserwowany i zabetonowany jest panujący w kraju ustrój polityczny, z drugiej zaś pokazuje, że narasta wśród nich skłonność do biernego oporu i niechęć do firmowania poprzez udział w wyborach działań władz, których nie akceptują i z którymi się nie zgadzają.Ibrahim Raisi uzyskał ostatecznie ponad 18 milionów głosów i zdobywając 72,35% oddanych ważnych głosów został nowym prezydentem Iranu. Jest to kolejny prezydent będący szyickim duchownym, choć jego ranga jako duchownego jest niepewna. On sam kilkukrotnie określał siebie jako ajatollaha, następnie, gdy media wytknęły mu, że nie posiada właściwego wykształcenia religijnego i kwalifikacji, wycofał się z tego i określał się jako hodżatoleslam (ranga duchowna niższa niż ajatollah), by już w takcie kampanii wyborczej znów twierdzić, że jest ajatollahem. Nie ulega natomiast wątpliwości, że całe niereligijne wykształcenie formalne Raisiego ogranicza się do szkoły podstawowej. Po jej ukończeniu studiował on już tylko teologię i prawo religijne w seminariach duchownych, wobec czego jest on oskarżany przez swoich przeciwników o brak kompetencji do sprawowania urzędu prezydenta i rządzenia państwem. Wydaje się, że rzeczywiście może to w pewien sposób wpłynąć na sprawowanie przez niego urzędu. Co prawda strategiczne kierunki polityki w Iranie i tak są określane przez Najwyższego Prawnika i Radę Strażników Rewolucji i tu prezydent, ktokolwiek by nim nie był, i tak nie ma bardzo ograniczone pole manewru. Natomiast brak formalnego wykształcenia i prawdopodobne ograniczenie kompetencji z tym związane mogą spowodować, że Ibrahim Raisi będzie musiał w dużo większym stopniu niż jego poprzednicy polegać na swoim otoczeniu i kluczowych doradcach. Ci zaś natomiast w znacznej mierze wywodzić się będą ze środowiska byłych i obecnych oficerów Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, co oznaczać może jeszcze większy wzrost, i tak już ogromnych, wpływów tej organizacji. Inne kontrowersje związane z Raisim dotyczą jego udziału w masowych egzekucjach przeciwników politycznych irańskiego reżimu z 1988 roku. W 2019 roku natomiast, wraz z innymi osobami z bliskiego otoczenia Najwyższego Przywódcy, został on objęty sankcjami przez USA za swój udział w tłumieniu protestów, które miały miejsce w Iranie w tymże roku.Wybór Raisiego na prezydenta Iranu, a szczególnie zdecydowane poparcie, jakiego udzielił mu Najwyższy Przywódca, może też oznaczać, że to właśnie w Ibrahimie Raisim Ali Chamenei upatruje swego następcy. Choć deklaracja taka jak na razie nie padła, to na giełdzie nazwisk potencjalnych następców Chameneiego akcje Raisiego zdecydowanie poszły w górę. Póki co Ibrahim Raisi będzie prezydentem Iranu w kadencji obejmującej lata 2021-25. Wydaje się, że w stosunku do swego poprzednika Hassana Rowhaniego po jego rządach, zarówno w polityce wewnętrznej jak i zagranicznej Iranu, możemy spodziewać się zmiany retoryki, która zapewne stanie się ostrzejsza i bardziej wojownicza. Sama polityka natomiast zapewne nie ulegnie większym zmianom, ponieważ urząd prezydenta w systemie politycznym Iranu jest ośrodkiem wykonującym decyzje polityczne, a nie je podejmującym.

Nota

Ukraina: kwestia narodowościowa w relacjach z Rosją

20.07.2021

18 maja 2021 r. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przedstawił Radzie Najwyższej projekt ustawy „o rdzennych narodach Ukrainy” (nr 5506), w którym wskazano, że rdzenną ludnością Ukrainy są grupy etniczne uformowane na terytorium tego kraju, posiadające własny język, kulturę i organy przedstawicielskie oraz świadome tego, iż są mniejszościami narodowymi na Ukrainie, a także nie identyfikujące się, w oparciu o kwestię narodowościową i polityczną, z innym państwem. W projekcie ustalono, że rdzennymi narodami Ukrainy są Tatarzy Krymscy, Karaimi i Krymczanie[1]. Wskazany akt normatywny oddziela zatem wyraźnie ww. społeczności od Rosjan, Polaków, Węgrów, Bułgarów lub Rumunów, czyli przedstawicieli mniejszości narodowych, którzy mają swoje etniczne ojczyzny poza Ukrainą. Istotnym czynnikiem warunkującym odbiór projektu ustawy był fakt, że ww. grupy uformowały się na terytorium Półwyspu Krymskiego.W czerwcu 2021 r. projekt ustawy spotkał się z negatywnymi opiniami przedstawicieli władz rosyjskich[2].Szczególnie, że termin przedstawienia ustawy ukraińskiemu parlamentowi nie był przypadkowy. Tatarzy Krymscy obchodzili bowiem 18 maja 2021 r. rocznicę deportacji z Krymu (odbyła się w 1944 r. na rozkaz Józefa Stalina). Rosyjska Duma przyjęła uchwałę, w której uznano ww. projekt m.in. za próbę obrażania pamięci historycznej. Wskazując tym samym, że ludność rosyjska powinna być zaliczana do kategorii rdzennych mieszkańców Ukrainy. Prezydent Władimir Putin wypowiedział się natomiast w kwestii projektu ustawy m.in. 30 czerwca 2021 r. podczas corocznej telekonferencji z mieszkańcami Rosji. Przywódca rosyjski oznajmił wówczas m.in., że procedowanie projektu ustawy przez ukraiński parlament jest nieprzyjaznym krokiem wobec Rosji. Dodatkowo podkreślił, że Ukraińcy tworzą razem z Rosjanami i Białorusinami jeden naród, który w przeszłości inne państwa próbowały podzielić.1 lipca 2021 r. Rada Najwyższa Ukrainy uchwaliła ww. ustawę (za przyjęciem projektu było 325 z 345 deputowanych obecnych na głosowaniu). Ustawa uzyskała poparcie wszystkich frakcji, z wyjątkiem prorosyjskiej Platformy Opozycyjnej – Za Życie.KomentarzW ukraińskiej konstytucji jest mowa o mniejszościach narodowych i rdzennych narodach. Niemniej w ukraińskim systemie prawnym nie było wcześniej ustawy regulującej prawa rdzennej ludności. Pierwszy projekt ustawy w tej kwestii złożono w Radzie Najwyższej 20 marca 2014 r. Za rdzennych mieszkańców Ukrainy uznano wówczas Tatarów Krymskich, Karaimów i Krymczan. W kwietniu 2017 r. powstał również odrębny projekt ustawy o statusie narodu krymskotatarskiego. Obydwa projekty nie zostały jednak obowiązującym prawem[3]. Przyjęta 1 lipca 2021 r. ustawa zobowiązuje dodatkowo państwo ukraińskie do obrony rdzennych narodów przed aktami przemocy. Ustawa może zatem wspomóc m.in. działania Tatarów Krymskich na arenie międzynarodowej (np. w oparciu o przyjętą przez ONZ „Deklarację praw ludów tubylczych”) do obrony przed potencjalnymi represjami politycznymi na Krymie.W ustawie nie zostali uwzględnieni Gagauzi, którzy nie posiadają własnego państwa. Niniejsza sytuacja spowodowana jest prawdopodobnie przez dwie kwestie. Po pierwsze, Gagauzi zamieszkują głównie na terytorium Mołdawii (około 150 tysięcy osób). Natomiast na Ukrainy żyje ich „jedynie” około 30 tysięcy osób. W związku z tym trudno Kijowowi było uznać tę grupę za społeczność wywodzącą się z Ukrainy. Po drugie, umieszczenie w ustawie grup zamieszkujących tereny Ukrainy, nad którymi obecnie Kijów nie ma kontroli, pozwala na wykorzystanie „karty narodowościowej” w międzynarodowej debacie m.in. o losie ludności Krymu pod rządami Rosji. Władze ukraińskie nie ukrywają bowiem, że ustawa powstała w związku z przejęciem Krymu przez Rosję i działań podejmowanych przez Rosjan wobec dawnych obywateli Ukrainy.Ustawa nie stanowi nadzwyczajnego rozwiązania kwestii narodowościowej w polityce wewnętrznej państwa. Podobne ustawy funkcjonują bowiem w systemach prawnych innych państw, w tym w Rosji, gdzie w 1999 r. przyjęto ustawę „o gwarancjach praw rdzennych nielicznych narodów Federacji Rosyjskiej”.Wpływ przyjętych przepisów prawa na funkcjonowanie ww. grup etnicznych utrudnia fakt, że od 2001 r. na Ukrainie nie przeprowadzono spisu powszechnego ludności. Władze centralne opierają się zatem na historycznych wynikach oraz na konkluzjach badań (wykonanych m.in. w oparciu o dane operatorów telefonii komórkowej) przekazanych w 2020 r. przez rządowy zespół do spraw przeprowadzenia oceny liczby ludności Ukrainy (bez obszarów niekontrolowanych przez władze w Kijowie). Wynika z nich m.in. znaczny spadek liczebności ludności (37 milionów 289 tysięcy w 2019 r.) w porównaniu do wyników spisu z 2001 r. (na Ukrainie żyło wówczas około 48 milionów osób).[1]Brakuje wiarygodnych i aktualnych danych dotyczących liczebności Karaimów i Krymczan. Informacje dotyczące struktury narodowościowej Krymu pochodzą z dwóch spisów ludności, tj. z 2001 r. (przeprowadzonego przez Ukrainców) i z 2014 r. (wykonanego przez Rosjan). W obydwu przypadkach wskazano liczebność m.in. Tatarów Krymskich. Natomiast Karaimów i Krymczan najprawdopodobniej zakwalifikowano do grupy Inne narodowości/pozostali.[2] Odpowiedź strony ukraińskiej, w osobie ministra spraw zagranicznych Dmytra Kułeby, dostępna jest m.in. na stronie internetowej Ukraińskiej Niezależnej Agencji Informacyjnej: Zob. Y. Matyushenko (2021), MFA Ukraine delivers tough response to Putin's criticism of indigenous peoples bill, (online) https://www.unian.info/politics/mfa-ukraine-delivers-tough-response-to-putin-s-criticism-of-indigenous-peoples-bill-11449996.html (dostęp: 01.07.2021 r.).[3] Zob. M. Malski, I. Zińko, Mniejszości narodowe w systemie politycznym [w:] „Studia Europejskie – Studies in European Affairs” 2020, nr 1, s. 101-128.

Nota

Burkina Faso na drodze do konstytucyjnej stabilizacji

19.07.2021

Burkina Faso, która wcześniej była nazywana Republiką Górnej Wolty jako część Unii Francuskiej, uzyskała niepodległość 5 sierpnia 1960 r., a obecną nazwę przyjęła w 1984 roku. W kraju obowiązywał przez wiele lat system na wzór półprezydenckiego (jak we Francji) na podstawie konstytucji z 2 czerwca 1991 roku. Aż do 2014 roku państwem rządził Prezydent Blaise Compaoré, który przejął władzę w wyniku zamachu stanu w 1987 roku. Jego dyktatura upadła po największych zamieszkach w historii Burkina Faso i została przekazana wojsku. Mimo niestabilności politycznej oraz wzrostu terroryzmu i przemocy, przeprowadzono demokratyczne wybory prezydenckie oraz parlamentarne w 2015 i 2020 roku.Obecnie prezydentem Burkina Faso jest Roch Marc Christian Kaboré, który został wybrany na ten urząd w grudniu 2020 r., po raz drugi na pięcioletnią kadencję (zgodnie z konstytucją jest to maksymalna liczba mandatów). Zarówno w 2015 r., jak i pięć lat później, zwyciężył znacznie, osiągając najpierw 53,5%, a później 58% poparcia. W obu przypadkach nie była potrzebna druga tura wyborów.W tym samym czasie odbywały się wybory parlamentarne do Zgromadzenia Narodowego (Burkina Faso ma jednoizbowy parlament, którego 127 członków jest wybieranych na okres pięciu lat). Dwie elekcje z rzędu wygrała partia prezydenta, Ruch Ludowy na rzecz Postępu (Mouvement du peuple pour le progrès - MPP). Po raz pierwszy uzyskując 55 miejsc, a po raz drugi 56, jednakże żaden wynik nie dał im większości, przez co muszą zmagać się z opozycją, z której pochodzi dwóch kontrkandydatów na prezydenta, stale kwestionujących wybory z 2020 roku. Obie partie: Kongres na rzecz Demokracji i Postępu (Congrès pour la démocratie et le progres - CDP), którego kandydatem był Eddie Komboïgo oraz Unia na rzecz Postępu i Zmian (Union pour le Progrès et le Changement – UPC), reprezentowany przez Zéphirin Diabré, są przeciwnikami obecnej władzy i wielokrotnie wnosiły o ponowną organizację wyborów parlamentarnych i prezydenckich z 2020 roku.Na uwagę zasługuje frekwencja podczas ostatnich wyborów, która wyniosła 50% oraz trudność w przeprowadzeniu głosowania w wielu okręgach wyborczych. W dniu wyborów głosowanie nie odbyło się w 926 z 19 836 lokali wyborczych, pozbawiając praw aż 596 756 zarejestrowanych wyborców.Kolejnym bardzo ważnym elementem dla ustroju w Burkina Faso miało być przeprowadzone w maju 2021 roku referendum konstytucyjne, które miało skłonić obywateli do przyjęcia nowej konstytucji. Jest to w szczególności związane z oficjalnym przejściem w system półprezydencki, który formalnie zakończy okres przejściowy wynikający z upadku dyktatury prezydenta Blaise'a Compaoré w październiku 2014 roku. Początkowo referendum miało się odbyć w marcu 2019 r., ale po serii ataków terrorystycznych w państwie, głosowanie przełożono. Co ważne, rząd planował zatwierdzenie nowej konstytucji przez Zgromadzenie Narodowe, aby uniknąć kosztów referendum (ok. 60 milionów euro). Partie opozycyjne odmówiły jednak wydania zgody dla parlamentu. Kolejno w maju i czerwcu nie udało się przeprowadzić głosowania, a najbliższy możliwy termin to październik 2021 roku. Jednocześnie na początku lipca zaczęto przeprowadzać konsultacje społeczne, m.in. w kwestii sporów terytorialnych, terenów pod uprawę, jak i roli rolników i pasterzy w gospodarce państwa.Nowa i wyczekiwana konstytucja zakłada m.in. że prezydent nie może rządzić dłużej niż 10 lat, w ramach jednej lub dwóch kadencji, ponadto ustawa zasadnicza blokuje wszelkie próby zmiany tego nakazu. Niektóre prawa, takie jak dostęp do wody pitnej lub godziwych warunków mieszkaniowych oraz uznanie prawa do obywatelskiego nieposłuszeństwa, są również zapisane w tekście konstytucji. Dodatkowo, zwiększono niezależność sądownictwa, a głowa państwa nie przewodniczy już Najwyższej Radzie Sądownictwa. Ostatecznie zniesiono karę śmierci, chociaż ma to przede wszystkim wymiar symboliczny, ponieważ od lat 80-tych nikt nie został skazany na śmierć. Oprócz powyższych, w państwie zapewnia się eliminację wszelkich form przemocy i dyskryminacji kobiet i dziewcząt oraz ich stały udział w polityce krajowej i lokalnej. Ustanowiono również szkołę obowiązkową i bezpłatną dla dzieci obojga płci, a na prośbę społeczności muzułmańskiej, małżeństwo jest wyraźnie definiowane jako zawarte pomiędzy mężczyzną i kobietą.Wydaje się, że rządowi brakuje odwagi, aby jednoznacznie i definitywnie zerwać z tradycją puczu oraz obarczaniem opozycji za trudną sytuację w państwie. Wyczekiwanie na dobry moment, wielokrotnie wskazując na zagrożenia terrorystyczne, może doprowadzić do kolejnych protestów obywateli. Burkina Faso mogłoby mieć stabilny politycznie okres w ciągu najbliższych 4 lat. Przedłużony mandat zarówno prezydenta jak i posiadającej większość partii, powinien zwiastować realizację długofalowych inwestycji oraz zakończenie projektów z pierwszego mandatu. Mimo, że wpływ na sytuację wewnętrzną będą mieć zagrożenia o charakterze terrorystycznym, które są głównym problem w sąsiadującym Mali i Nigrze, rząd w Wagadugu jest świadom pojawiających się wyzwań.

Nota

Parlament holenderski chce kontroli państwa nad finansowaniem meczetów

17.07.2021

Holenderska Izba Reprezentantów w styczniu 2021 roku przyjęła szereg uchwał wzywających rząd do ograniczenia zagranicznych wpływów finansowych na lokalną społeczność muzułmańską, inicjując w ten sposób ścieżkę legislacyjną, prowadzącą do wprowadzenia konkretnych uregulowań prawnych. Przyjęte przez parlament wnioski są pokłosiem prac Komisji śledczej ds. niepożądanych wpływów krajów niewolnych – POCOB (De Parlementaire ondervragingscommissie ongewenste beïnvloeding uit onvrije landen). Komisja została utworzona 2 lipca 2019 roku. Jej celem było przeprowadzenie dochodzenia w sprawie finansowania meczetów oraz zidentyfikowanie wpływów krajów Zatoki Perskiej oraz Turcji na holenderskich wyznawców islamu. Jak napisano, w końcowym raporcie zatytułowanym „Niewidzialny wpływ” ((On)zichtbare invloed) „problem ten jest często ukrywany przed opinią publiczną”[1].Odpowiedzią rządu na opublikowany raport było opracowanie projektu ustawy (Wet transparantie maatschappelijke organisaties), zgodnie z którą burmistrzowie i prokuratura uzyskają możliwość kontrolowania darowizn powyżej kwoty 4500 euro pochodzących spoza UE oraz Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Prace nad dokumentem są w toku: 7 kwietnia 2021 roku swoje uwagi do dokumentu zgłosiła Rada Stanu[2]. Deputowani uznali, że inicjatywa ta nie do końca odpowiada na konkluzje sformułowane przez POCOB i wyznaczyli kierunki dalszych prac.W dniu 14 stycznia 2021 roku Izba Reprezentantów przyjęła szereg wniosków, dotyczących kwestii związanych z obecnością islamskiego fundamentalizmu, wspieranego przez kraje muzułmańskie. Do najistotniejszych z nich należą:Wniosek w sprawie zamrożenia środków finansowych[3], w którym deputowani wzywają rząd do opracowania skutecznych instrumentów prawnych, pozwalających zamrozić fundusze pochodzące z zagranicy, wprowadzić zakaz ich przyjmowania lub je skonfiskować, jeśli wykorzystywane są po to, by podważyć wartości demokratyczne, wolności podstawowe lub prawa człowieka.Wniosek w sprawie opracowania indeksu krajów niewolnych[4]. Lista ta pozwoli ocenić ryzyko związane z przepływem środków finansowych od państw spoza UE do miejscowych organizacji muzułmańskich i ocenić, na ile wpływ danego kraju może zagrażać demokracji, praworządności oraz przestrzeganiu praw człowieka w Holandii.Wniosek w sprawie utworzenia kursów szkoleniowych dla imamów[5]. Rozwiązanie to umotywowano niewystarczającą liczbą islamskich duchownych kształconych w krajach UE, co sprawia, że organizacje muzułmańskie sprowadzają imamów z zagranicy. Sytuacja rodzi ryzyko wywierania przez nich niepożądanego wpływu na społeczność islamską, polegająca m.in. na szerzeniu idei niedemokratycznych oraz zagrażających porządkowi konstytucyjnemu. Zorganizowanie systemu kształcenia islamskich duchownych w Holandii spowodowałoby w dłuższej perspektywie, że przyjmowanie ich z zewnątrz nie byłoby konieczne.Dwie uchwały dotyczyły wpływu islamskich radykałów na młode pokolenie holenderskich muzułmanów – Wniosek w sprawie nadzoru nad edukacją nieformalną, uwzględniającego ryzyko [radykalizacji – P.Ś.][6] oraz Wniosek w sprawie krzywdzenia dzieci w edukacji nieformalnej[7]. Oba wynikały z diagnozy przeprowadzonej przez POCOB, która stwierdziła, że w Holandii działa ok. 100 nieformalnych szkół salafickich, wychowujących młodzież w duchu antydemokratycznym, antypaństwowym oraz izolacjonistycznym. W związku z tym wezwano rząd do opracowania narzędzi prawnych umożliwiających monitorowanie działalności podobnych placówek edukacyjnych oraz przeprowadzenie w razie potrzeby skutecznej interwencji. Posłowie dostrzegli także potrzebę przeciwdziałania krzywdzeniu dzieci w islamskiej edukacji nieformalnej, polegającemu na wpajaniu im idei nietolerancyjnych oraz sprzecznych z demokratycznymi wartościami. Tego rodzaju zabiegi wychowawcze, w ocenie Izby Reprezentantów, skutkują wyobcowaniem oraz uniemożliwiają dorastającym muzułmanom uczestniczenie w życiu społecznym.Ponadto we wniosku przyjętym 20 stycznia 2021 roku w sprawie systemowego działania przeciwko ekstremistycznemu językowi[8] wzywa się rząd do podjęcia skoordynowanych działań skierowanych przeciwko propagandzie salafickiej, którą z uwagi na jej ekstremistyczny charakter należy potraktować podobnie do treści terrorystycznych oraz pornografii dziecięcej.Jednocześnie Izba Reprezentantów wyraziła oficjalnie potrzebę dalszych badań nad zagranicznym finansowaniem instytucji religijnych[9] oraz przeprowadzeniem pogłębionego dochodzenia, dotyczącego wpływów Bractwa Muzułmańskiego w Królestwie Niderlandów[10].Holenderski parlament dostrzegł także potrzebę współdziałania z innymi krajami UE w zakresie ograniczenia finansowania organizacji muzułmańskich przez kraje trzecie oraz rozwiązania tej kwestii na poziomie całej Wspólnoty[11].[1] Tweede Kamer, vergaderjaar 2019–2020, 35 228, nr. 4, s. 3.[2] https://zoek.officielebekendmakingen.nl/stcrt-2021-7903.html#d17e1683[3] Tweede Kamer, vergaderjaar 2020–2021, 35 228, nr. 7.[4] Tweede Kamer, vergaderjaar 2020–2021, 35 228, nr. 10.[5] Tweede Kamer, vergaderjaar 2020–2021, 35 228, nr. 11.[6] Tweede Kamer, vergaderjaar 2020–2021, 35 228, nr. 24.[7] Tweede Kamer, vergaderjaar 2020–2021, 35 228, nr. 28.[8] Tweede Kamer, vergaderjaar 2020–2021, 35 228, nr. 34.[9] Tweede Kamer, vergaderjaar 2020–2021, 35 228, nr. 15[10] Tweede Kamer, vergaderjaar 2020–2021, 35 228, nr. 12[11] Tweede Kamer, vergaderjaar 2020–2021, 35 228, nr. 31

Nota

 Boliwijska walka o sprawiedliwość czy zemsta polityczna?  

14.07.2021

Boliwia kolejny raz przeżywa burzliwy okres od czasu wyborów w październiku 2019 r., których wyniki zostały zakwestionowane przez opozycję i Organizację Państw Amerykańskich (OPA). Jeanine Áñez jako drugi wiceprzewodniczący Senatu, przejęła wówczas tymczasowo władzę w kraju po wymuszonej rezygnacji i wygnaniu Evo Moralesa, dotychczasowego prezydenta i przywódcy Ruchu Ku Socjalizmowi (Movimiento al Socialismo, MAS). Áñez objęła urząd prezydenta do czasu wyborów w październiku ubiegłego roku, w których zwyciężył kandydat MAS, reprezentowany przez Luisa Arce. Choć Áñez od początku zapewniała, że jej rola jest przejściowa, to zgłosiła swoją kandydaturę w wyborach po stronie opozycji skupionej w Alianza Juntos. Ostatecznie wycofała się, gdy nie udało się jej zebrać wystarczającego poparcia konserwatywnego skrzydła, by zwyciężyć nad MAS, który zdobył ponad 55% głosów.Obecne władze boliwijskie aresztowały Jeanine Áñez 13 marca br., oskarżając ją o „terroryzm, podburzanie i spisek” w związku z wydarzeniami z listopada 2019 r., które zakończyły się przedwczesnym odejściem Evo Moralesa z urzędu prezydenta kraju. Wiadomość ta przekazana została oficjalnie przez ministra rządu Eduardo del Castillo w komunikacie na portalach społecznościowych. Byłe władze i przywódcy wojskowi są także oskarżani o popełnienie przestępstw „terroryzmu, podburzania i spisku”. W odpowiedzi, Áñez opublikowała na swoim koncie na Twitterze informację o „nadużyciach i prześladowaniu politycznym” ze strony MAS, który oskarża ją o „udział w rzekomym zamachu stanu”. Uznaje ona działania prowadzone przez obecnego prezydenta Luisa Arce i Evo Moralesa za „absolutny skandal” i „polityczne zastraszanie”. W mediach społecznościowych nie brakuje również reakcji współpracowników byłej prezydent, także aresztowanych, tj. byłego ministra sprawiedliwości Álvaro Coimbry, byłego ministra energetyki Rodrigo Guzmána, którzy uznają „sprawę zamachu stanu za działania politycznie inspirowane przez rząd”. Aresztowanie Áñez nastąpiło dzień po tym, gdy Prokuratura Generalna Boliwii (Fiscalía General del Estado de Bolivia) wydała nakaz aresztowania dla niej, pięciu byłych ministrów i czterech oficerów wojskowych za ich domniemaną odpowiedzialność w tak zwanej „sprawie zamachu stanu”. Po wirtualnej rozprawie boliwijski wymiar sprawiedliwości zdecydował o wysłaniu byłej prezydent i jej ministrów do aresztu prewencyjnego. Początkowo zarządzono cztery miesiące aresztu, ale sędzia zdecydował o przedłużeniu tego środka o kolejne dwa miesiące, choć zezwolił na objęcie Áñez opieką medyczną. Wnioski obrońcy byłej tymczasowej prezydent o zwolnienie jej z powodu stanu zdrowia zostały kilkukrotnie odrzucane. Decyzja ta ma zastosowanie również do dwóch byłych ministrów przebywających w areszcie.Po aresztowaniu, Áñez powołując się m.in. na Międzyamerykańską kartę demokratyczną (Carta Democrática Interamericana), wysłała listy do OPA i UE z prośbą o zorganizowanie misji obserwacyjnej, która miałaby na celu „obiektywną ocenę” aresztowania jej i dwóch byłych ministrów. W listach tych potępiła również „systematyczne łamanie praw człowieka w Boliwii poprzez nieuzasadnione prześladowania polityczne”, wskazując także, że władze boliwijskie naruszyły konstytucyjną zasadę sprawiedliwego procesu i konstytucyjną zasadę domniemania niewinności.Lider głównej partii opozycyjnej, Carlos Mesa, nazwał zatrzymanie Áñez „arbitralnym, nielegalnym i naruszającym jej prawa człowieka”, pokazując decyzję MAS jako przykład łamania praw i zasad państwa prawa, w celu prześladowania i brutalnego podporządkowania sobie Boliwijczyków, którzy wierzą w demokrację i wolność”.Obecnie rządzący Boliwią odpierają pomówienia o prześladowania, wyjaśniając że sytuacja w kraju dopiero teraz się normalizuje. Morales i jego partia, która powróciła do władzy z Luisem Arce jako nowym prezydentem Boliwii, oskarżyła Jeanine Áñez o przeprowadzenie „zamachu stanu” w 2019 r. Ze swojej strony Áñez wielokrotnie podkreślała, że postępowanie przeciwko niej jest częścią planu prześladowań politycznych ze strony rządu. Teoria zamachu stanu broniona przez boliwijski rząd, jest obalana stanowiskiem opozycji, która argumentuje, że w 2019 r. doszło do powstania społecznego spowodowanego rzekomym oszustwem wyborczym, przy pomocy którego Morales zamierzał utrzymać się u władzy po raz czwarty z rzędu.Evo Morales wezwał do walki „o sprawiedliwość i prawdę dla 36 ofiar śmiertelnych, ponad 800 rannych i ponad 1500 nielegalnie zatrzymanych w zamachu stanu, aby sprawcy i wspólnicy dyktatury, która splądrowała gospodarkę i dokonała zamachu na życie i demokrację w Boliwii, zostali zbadani i ukarani”. Minister Spraw Zagranicznych obecnego rządu Boliwii zwrócił się z kolei do ambasadorów USA i Brazylii o unikanie „ingerencji” w kryzys polityczny w tym andyjskim kraju, przypominając im jednocześnie o „obowiązku powstrzymania się od ingerencji w wewnętrzne sprawy innych państw”.Działania podejmowane przez obecny rząd Boliwii wobec Jeanine Áñez i jej zwolenników mają na celu rozstrzygnięcie i ostateczne zamknięcie dyskusji na temat tego, czy to, czego doświadczyliśmy w Boliwii w 2019 r., było zamachem stanu, czy też nie. Pozostawienie wątpliwości co do tych wydarzeń, oznaczałoby szansę na przyznanie, że mieliśmy wówczas do czynienia z powszechną mobilizacją, która doprowadziła do upadku rządu Evo Moralesa i jego późniejszej ucieczki, a to oznacza porażkę polityczną i społeczną obecnego rządu. Dla takiego przywódcy jakim jest Morales, który posiada cechy autorytarne, jest to nie do przyjęcia. Tak więc rząd musi pokazać światu i Boliwijczykom, że władza Morales nie zakończyła się z powodu protestów społecznych, ale w wyniku zamachu stanu. Drugą motywacją obecnych działań jest zastraszenie opozycji w celu jej znacznego osłabienia, tak aby w następnych latach nie pojawił się nikt, kto mógłby sprzeciwić się władzy. Jest to o tyle logiczne, że sama Áñez nie jest postacią cieszącą się dużym poparciem społecznym czy nawet posiadającą istotne zaplecze polityczne. Symbolizuje jednak wolę dużej części społeczeństwa i większości opozycji na zmianę rządów MAS.Warto podkreślić, że Konstytucja Boliwii zezwala na sądzenie byłego prezydenta za każde domniemane przestępstwo, którego się dopuścił - czy to korupcję, represje, użycie siły, zdradę czy inne - tylko przez Kongres. Z kolei ten, który w Boliwii nazywany jest Zgromadzeniem Ustawodawczym, potrzebuje dwóch trzecich głosów, aby przystąpić do wszczęcia procesu. Partia rządząca ma większość, ale na osiągnięcie tak wysokiego poparcia deputowanych nie ma szans. Zatem przetrzymywanie byłej prezydent i stawianie jej zarzutów w zwykłym trybie jest naruszeniem prawa. Tego rodzaju głosy są podnoszone przez opinię międzynarodową wprost, natomiast z pewnością potęgują się one obawami o powstanie w Boliwii rządu o tendencjach autorytarnych, choć niekoniecznie stworzonego przez samego Moralesa.Nieproporcjonalne użycie siły wobec zwolenników Evo Moralesa w Boliwii nadal wywołuje krytykę organizacji międzynarodowych, a także liczne publiczne protesty Boliwijczyków domagających się „uczciwego, niezależnego i bezstronnego” procesu. Wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, Josep Borrell podkreślił, że „zarzuty dotyczące wydarzeń z 2019 r. muszą być rozwiązane w ramach przejrzystego wymiaru sprawiedliwości i bez nacisków politycznych, z poszanowaniem niezależności władzy” i zwrócił się do obecnych władz Boliwii, aby oskarżenia wobec byłej tymczasowej prezydent Jeanine Áñez i jej byłych ministrów aresztowanych za wydarzenia z 2019 r. zostały rozwiązywane z zachowaniem sprawiedliwości i bez nacisków politycznych. Zaznaczył przy tym, że „dialog i pojednanie mają kluczowe znaczenie, a UE będzie nadal wspierać Boliwię”. Z kolei Sekretarz Generalny ONZ António Guterres wezwał do poszanowania w tej sprawie zasad „sprawiedliwego procesu i przejrzystości”. Dyrektor Human Rights Watch na Amerykę, José Miguel Vivanco, podkreślił że nakazy aresztowania Áñez i jej ministrów „nie zawierają żadnych dowodów na to, że popełnili oni przestępstwo terroryzmu, dlatego z tego powodu generują uzasadnione wątpliwości, że jest to proces oparty na motywach politycznych”. Jednocześnie wskazał, działania te, podobnie jak wcześniejsze postępowanie wobec Moralesa, opierają się na arbitralnej i dwuznacznej ocenie działań terrorystycznych. Przypomniał, że w 2020 r. jego organizacja apelowała o wycofanie zarzutów wobec Moralesa na tych samych podstawach. Vivanco nawiązał również do „poważnych naruszeń praw człowieka, w tym dwóch masakr”, do których doszło podczas rządów Áñez i wezwał do przeprowadzenia śledztwa „z pełnym poszanowaniem rzetelnego procesu”. Parlament Europejski we wspólnej rezolucji z 28 kwietnia uznał Áñez i jej byłych współpracowników za „więźniów politycznych” oraz przyjął, że „potępi i potępia ich arbitralne i nielegalne przetrzymywanie”. W rezolucji wezwano władze Boliwii do „natychmiastowego uwolnienia ich i wycofania stawianych im zarzutów o podłożu politycznym”. Dokument ten wzywa również do „ustanowienia ram przejrzystego i bezstronnego wymiaru sprawiedliwości, bez nacisków politycznych” i do „zapewnienia wszelkiej niezbędnej pomocy medycznej w celu zagwarantowania im dobrego stanu zdrowia”. W rezolucji stwierdzono także, że w Boliwii nie jest przestrzegany podział władzy i że krajowy wymiar sprawiedliwości często działa z powodów politycznych. Oceniono, że Áñez zastąpiła Moralesa zgodnie z przepisami Konstytucji, dlatego nie doszło do zamachu stanu, jak twierdzi rząd Boliwii. Zarówno Human Rights Watch, jak i Amnesty International określiły ściganie Áñeza jako działanie polityczne, co zostało przypomniane w rezolucji Parlamentu Europejskiego. Rezolucja ta powtarza krytykę wyżej wymienionych organizacji praw człowieka dotyczącą zakresu i niejednoznaczności zarzutu „terroryzmu” w Boliwii.Zaniepokojenie sytuacją wewnętrzną w Boliwii wyraziły także władze Chile, co spotkało się z kolei ze zdecydowaną reakcją rządu boliwijskiego, którego MSZ wydało oświadczenie wyrażające „zdziwienie i oszołomienie wypowiedziami prezydenta siostrzanej Republiki Chile Sebastiána Piñery na temat układu sił w Boliwii”, a także podkreślające, że „Wielonarodowe Państwo Boliwii przestrzega wszystkich praw i gwarancji przewidzianych w Konstytucji politycznej państwa oraz w międzynarodowych traktatach dotyczących praw człowieka”. Ministerstwo wezwało społeczność międzynarodową do przestrzegania Karty Narodów Zjednoczonych „szanując zasadę samostanowienia narodów i nieingerencji w sprawy wewnętrzne”. Bez wątpienia dwustronne relacje między tymi krajami należy rozpatrywać w szerszym kontekście, uwzględniając także spór o dostępu do Oceanu Spokojnego, który pozostaje kwestią „otwartą i nierozwiązaną”.Boliwia została podzielona na tych, którzy bronią i tych, którzy odrzucają tezę, że w listopadzie 2019 r. doszło do zamachu stanu. Ci, którzy się temu sprzeciwiają, uważają aresztowanie Añeza i przywódców wojskowych, którzy kiedyś wzywali Moralesa do ustąpienia, za „prześladowanie polityczne”. Z kolei boliwijska lewica nie uznaje przepisów, które dają Añez, jako byłemu prezydentowi, prawa do ochrony związanego z koniecznością uzyskania uprzedniej zgody parlamentu przed postawieniem przed sądem. Dla tych grup, aresztowanie Áñez jest częścią potępienia jej działań jako senatora, którą to funkcję pełniła w czasie przewrotu. Repolaryzacja boliwijskiej polityki znajduje swój wyraz nie tylko na ulicach miast boliwijskich, ale także na portalach społecznościowych. Przeprowadzone aresztowania oznaczają eskalację wrogości między obecną lewicową władzą a bardziej konserwatywną opozycją, wywołując kolejne poważne kontrowersje w kraju, a w konsekwencji utrwalając również podziały społeczne. Aresztowanie byłej tymczasowej prezydent Boliwii Jeanine Áñez podzieliło kraj na tych, którzy postrzegają tę sytuację jako prześladowanie polityczne i osób stojących po stronie ofiar kryzysu 2019 r., którzy uważają, że dopiero teraz sprawiedliwości stało się zadość. Te konflikty mogą dodatkowo skomplikować sytuację rządu w obliczu kryzysu zdrowotnego, powolnych szczepień i kryzysu gospodarczego pogłębionego przez pandemię.

Nota

Kontynuacja dialogu Belgradu i Prisztiny w 2021 roku. Postęp czy porozumienie ad calendas graecas?

12.07.2021

W Brukseli 15 czerwca 2021 roku odbyło się spotkanie prezydenta Serbii Aleksandra Vučicia oraz nowego premiera Kosowa Albina Kurtiego (zmiana władzy nastąpiła w skutek wygranych wyborów przez Kurtiego i jego ugrupowania Vetëvendosje LVV „Samostanowienie” w lutym 2021 roku). Spotkanie zorganizowano z inicjatywy unijnego Wysokiego Przedstawiciela ds. Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa Josepha Borella oraz specjalnego wysłannika UE na Bałkanach Miroslava Lajčaka. Celem spotkania była chęć kontynuacji trwającego od lat dialogu politycznego między Belgradem a Prisztiną dotyczącego wzajemnych relacji i ostatecznie rozwiązania kwestii statusu Kosowa. Tym, co odróżniało czerwcowe spotkanie od poprzednich był fakt, że po raz pierwszy spotkali się przywódcy mający niezwykle silne mandaty wyborcze: w wyborach z czerwca 2020 roku Serbska Partia Postępowa Aleksandra Vučicia uzyskała 62% poparcia przy 50% frekwencji. Z kolei, LLV Kurtiego uzyskała prawie 50% poparcia przy 47% frekwencji. Słowem, silni przywódcy z silnymi mandatami. Czy to jednak dobra podstawa do rozwiązania kwestii kosowskiej czy dodatkowy problem, który skomplikuje wzajemne relacje? Tradycyjnie optymistyczni przedstawiciele Unii Europejskiej po spotkaniu oświadczyli, że „uważają za sukces spotkanie obu liderów” oraz, że „nadszedł czas na otwarcie nowego rozdziału we wzajemnych relacjach i normalizację stosunków w drodze do wspólnej europejskiej przyszłości”.Niemniej, otwartym pytaniem pozostaje czy ci politycy autentycznie pragną zakończenia sporu i co „kompromis” czy tzw. „normalizacja stosunków” naprawdę miałyby znaczyć? Słowem, czy format brukselski (unijny) negocjacji może zakończyć się sukcesem?Komentarz:Wydaje się, że kluczową przeszkodą w zakończeniu sporu jest problem konstytucyjny. Zgodnie z konstytucją Republiki Serbii, Kosowo jako prowincja autonomiczna jest jej częścią integralną, natomiast zgodnie z konstytucją Kosowa, Kosowo jest niepodległym i suwerennym państwem. Silne mandaty wyborcze obu przywódców mogą przyspieszyć dokonanie koniecznych zmian konstytucyjnych. Warunkiem koniecznym jednak jest przyspieszenie realizacji podpisanych porozumień od kluczowego znaczenia dla kontynuacji dialogu politycznego: brukselskiego z 2013 roku oraz waszyngtońskiego z 2020 roku. Dotychczasowa realizacja tych porozumień raczej nie napawa optymizmem.Dla przykładu: realizacja zaakceptowanego przez obie strony porozumienia brukselskiego została prawie całkowicie zaniechana głównie przez stronę kosowską. Problemem jest część porozumienia dotycząca osób zaginionych (niechęć do udostępnienia archiwum Kosowskiej Armii Wyzwolenia UÇK międzynarodowym śledczym badającym zbrodnie wojenne na terenie Kosowa) oraz brak woli politycznej do utworzenia Związku Gmin Serbskich (Zajednica Srpskih Opština ZSO). Z drugiej strony, Porozumienie z Waszyngtonu z 2020 roku przewidywało rozwiązania dotyczące wykorzystania i zarządzania jeziorem Gazivode (Stany Zjednoczone niedawno nawet przeprowadziły studium wykonalności). Problemem jednak pozostaje kwestia kontroli nad obejmującym 12 kilometrów kwadratowych jeziorem, albowiem obie strony twierdzą, że powinny sprawować jurysdykcję nad nim. To kwestia strategiczna, ponieważ 1/3 zaopatrzenia Kosowa w wodę i 97% produkcji energii elektrycznej dla Kosowa jest bezpośrednio zależna od jeziora Gazivoda. Toczy się też spór o inne aktywa w Kosowie, a najczęściej wymieniane są Kombinat Górniczo-Hutniczy i Chemiczny „Trepča” oraz aktywa w sektorze energetycznym, których wartość szacowana jest na ponad trzy miliardy euro.Negocjatorzy przyjechali do Brukseli na spotkanie z diametralnie różnymi stanowiskami w kwestii zasad, treści a nawet wyniku dialogu o „normalizacji stosunków” między Belgradem a Prisztiną. Kurti, co prawda, od początku swojego mandatu zapowiadał, że będzie kontynuował rozmowy z Belgradem pod auspicjami UE, ale wygląda na to, że postępy w tym zakresie zależeć będą od presji UE i USA, a Prisztina będzie mniej skłonna do ustępstw wobec Belgradu. Dla premiera Kosowa, wraz z jego wejściem w proces negocjacyjny rozpoczyna się „nowy dialog”, który nie może być kontynuowany na podstawie tego, co zrobiły poprzednie władze w Prisztinie. Kurti powtarza swoje osobiste stanowisko, że rozwiązanie dialogu widzi wyłącznie we wzajemnym uznaniu. Z kolei, dla prezydenta Serbii wzajemne uznanie nie wchodzi w rachubę. Vučić widzi rozwiązanie w kompromisie obejmującym „obronę interesów państwowych i narodowych Serbii i narodu serbskiego”. Priorytetem Vučicia jest utworzenie Związku Gmin Serbskich (Zajednica Srpskih Opština ZSO) na północy Kosowa, co spotkało się z ostrym sprzeciwem Kurtiego twierdzącego, że nie pozwoli, by na terytorium Kosowa tworzyć wspólnoty monoetniczne.Aleksandar Vučić pragnie jednak przedstawiać się jako polityk bardziej skłonny do rozwiązań kompromisowych od Kurtiego, twierdząc w wywiadzie udzielonym Euronews-Serbia 29 czerwca 2021 roku, że: „Potrzebujemy racjonalnego, pragmatycznego podejścia w rozwiązywaniu tego problemu. Potrzebujemy czasu, by zbudować zaufanie między stronami”. Jednocześnie wykluczył możliwość uznania niepodległości Kosowa. I tu koło się zamyka.Przypomnieć jednak należy, że Kurti od samego początku swojego mandatu podkreślał, że chce wykorzystać duże poparcie społeczne przede wszystkim do przeprowadzenia kompleksowych reform wewnętrznych: walka z korupcją, kwestie ekonomiczne oraz odejście od obecnych bardzo liberalnych zasad zarządzania gospodarką. Polityka zagraniczna i normalizacja relacji z Serbią nie będą jego priorytetami. Spotkanie w Brukseli to wyraźnie pokazało.Vučić, z kolei, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że zachęty lub groźby ze strony przedstawicieli Unii Europejskiej bądź poszczególnych przywódców europejskich do uznania niepodległości Kosowa w zamian za przyspieszenie procesu akcesyjnego do Unii Europejskiej straciły na wiarygodności. W jednym z wywiadów stwierdził wprost: „(...) w tym sensie uznanie niepodległości Kosowa nie zależy od nas. Macedonia Północna zrobiła wszystko czego od niej wymagano i co? Dlaczego ich nie przyjęto do Unii? To, że Bułgaria czy ktoś inny stoi na przeszkodzie, to są żarty. Oczywistym jest, że nie ma już przyzwolenia na rozszerzenie Unii Europejskiej. Istnieje polityczne zmęczenie przed rozszerzeniem i ja to rozumiem. Może część winny leży po naszej stronie i ja tego nie ukrywam, ale część leży po stronie Unii Europejskiej i oni z tego dobrze zdają sobie sprawę”. Rzeczywiście, istnieją z jednej strony głosy mówiące o tym, że Serbia musi zaakceptować realność i uznać niepodległość Kosowa ponieważ w innym przypadku straci wszystko, z drugiej zaś, że w zamian za uznanie, jako „nagrodę” dostanie członkostwo w Unii Europejskiej. Faktem jest, że odmowa uznania niepodległości Kosowa przez Serbię w pewnym sensie spowalnia jej drogę do członkostwa, ale istnieje dużo poważnych problemów, które musi rozwiązać, aby spełnić kryteria akcesji: zapewnić sprawne rządy prawa, funkcjonalna gospodarka rynkowa, czyste środowisko naturalne itd. Relewantnym pytaniem pozostaje czy nawet po spełnieniu wszystkich wspomnianych kryteriów przez Serbię, Unia Europejska będzie gotowa do przyjęcia nowego członka? Dlatego kwestia Kosowa w Belgradzie nie jest już powiązana sensu stricte z akcesją do Unii Europejskiej.Spotkanie w Brukseli wyraźnie pokazało, że ostateczne rozwiązanie wzajemnych relacji Belgradu z Prisztiną (w tym kwestia statusu Kosowa) zostaje odłożone na bliżej nieokreśloną przyszłość. Słowem, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest „status quo”, ponieważ obie strony uważają, że w przyszłości uzyskają lepsze porozumienie, czyli obecnie mogą więcej stracić, niż zyskać na kompromisowym rozwiązaniu.

Nota

Peru: kontrowersje po wyborach prezydenckich

02.07.2021

6 czerwca 2021 r. w Peru miała miejsce druga tura wyborów prezydenckich, w której starli się lewicowy związkowiec i nauczyciel Pedro Castillo i konserwatywna polityczka Keiko Fujimori, córką dyktatora rządzącego krajem w latach 1990-2000.Po przeliczeniu ponad 99,9% głosów różnica między dwójką kandydatów okazała się minimalna, ze wskazaniem na Castillo. Kandydat lewicowo-populistycznej partii Perú Libre utrzymuje przewagę na poziomie 0,3% (około 40 tys. głosów), choć Fujimori konsekwentnie odmawia uznania tego rezultatu. Liderka Fuerza Popular, startująca w wyborach prezydenckich już po raz trzeci, domaga się ponownego przeliczenia głosów płynących z kilkuset okręgów, oskarżając swoich przeciwników o manipulacje wyborcze, oszustwa i kupowanie głosów.Skargi wnoszone przez Fujimori zostały przyjęte przez komisję wyborczą, mimo że sama kandydatka nie przedstawiła realnych dowodów na poparcie swoich oskarżeń. Rozpatrywanie sprawy znacząco opóźnia ogłoszenie oficjalnych wyników wyborów, na które Peruwiańczycy czekać mogą nawet dwa tygodnie. Sytuacja niepewności wykorzystuje dwójka kandydatów, konsekwentnie mobilizując swoich zwolenników przeciwko opozycji.Komentarz:Przedłużające się w czasie ogłoszenie wyników wyborów prezydenckich w Peru grozić może wybuchem społecznych niepokoi, co wydaje się szczególnie niebezpieczne w spolaryzowanym społeczeństwie. Niewielkie różnice pomiędzy kandydatami prezentującymi tak skrajnie odmienną wizję przyszłego państwa wskazują na głębokie podziały wśród Peruwiańczyków, na które dodatkowo nakładają się przepaści na linii wieś-miasto. Keiko Fujimori jest polityczką konserwatywną, odwołującą się do dziedzictwa swojego ojca, odbywającego karę więzienia dyktatora Alberta Fujimoriego. Jej zaplecze wyborcze stanowią zamożni mieszkańcy dużych miast o sympatiach prawicowych. W trakcie kampanii otwarcie atakowała ona lewicowego Castillo, obiecującego radykalne reformy i zadośćuczynienie mieszkańcom interioru, głównie ludności rdzennej. To właśnie zamieszkujący andyjską prowincję Peruwiańczycyrdzennego i metyskiego pochodzenia odpowiadają za tak wysoki wynik uzyskany przez Castillo. Sam kandydat w okresie przedwyborczym nie stronił od haseł populistycznych, opierając swoją kampanię na bezpośrednim kontakcie z wyborcami. W trakcie organizowanych przez niego licznie wieców składał on radykalne z punktu widzenia prawicy propozycje, między innymi wywłaszczenie zagranicznych koncernów trzech kluczowych sektorów: górniczego, gazowego i ropy naftowej. Mimo że ostatecznie wycofał się on z większości kontrowersyjnych propozycji, złożone przez niego obietnice wykorzystane zostały przez zwolenników Fujimori w celu uruchomienia kampanii strachu, co jedynie napędzało protesty w stolicy kraju, Limie.Trzeba mieć świadomość, że dla samej Fujimori stawką w wyborach nie jest jedynie zwycięstwo i objęcie funkcji prezydenckiej, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa również wolność. Na polityczce ciążą poważne zarzuty korupcyjne, między innymi w związku z takzwaną aferą Odebrechtu – brazylijskiej spółki budowalnej, od której Fujimori przyjmować miała pieniądze na prowadzenie wcześniejszych kampanii wyborczych. Uzyskanie immunitetu w wyniku zwycięskich wyborów pozwoliłoby jej oddalić w czasie będące w toku procesy sądowe, a w dłuższej perspektywie być może całkowicie uniknąć więzienia.

Nota

Drugi impeachment Donalda Trumpa

01.07.2021

Odnosząc się do procedury impeachment Konstytucja Stanów Zjednoczonych Ameryki w art. I sek. 2 klauzula 5 stanowi, że Izba Reprezentantów „…ma wyłączne prawo stawiania przed Senatem wyższych funkcjonariuszy w stan oskarżenia”. Natomiast zgodnie z art. I sek. 3 klauzula 6 Senat „…jest wyłącznie uprawniony do sądzenia w sprawach, w których nastąpiło postawienie w stan oskarżenia przez Izbę Reprezentantów”. Wkonstytucji jasno wskazany jest również krąg osób, które mogą zostać postawione w stan oskarżenia (art. II sek. 4). Są to: 1)prezydent, 2)wiceprezydent, a także 3) każdy funkcjonariusz cywilny Stanów Zjednoczonych. Oznacza to, że tryb impeachment nie może zostać zastosowany wstosunku do członków sił zbrojnych, gdyż podlegają oni prawu wojskowemu. Jeżeli chodzi o cywilnych funkcjonariuszy Unii są to: 1) sekretarze departamentów, 2) sędziowie, atakże 3)szefowie niezależnych organów regulujących. Z formalnego punktu widzenia, zgodnie zprzepisami konstytucji, procedura impeachment można zastosować względem każdego federalnego funkcjonariusza cywilnego.Przepisy konstytucji wsposób klarowny określają także organ kompetentny do postawienia w stan oskarżenia. Zgodnie z art. II sek. 2 wyłączne prawo w tym zakresie posiada Izba Reprezentantów. Natomiast Senat jest organem odpowiedzialnym za sądzenie osoby oskarżonej (art. I sek. 3). Do wydania orzeczenia skazującego niezbędna jest większość 2/3 głosów obecnych na posiedzeniu senatorów (art. I sek. 3). Wprzypadku, gdy oskarżenie dotyczy prezydenta, wówczas organowi skazującemu przewodniczy Prezes Sądu Najwyższego. Natomiast w innych przypadkach przewodnictwo sprawuje wiceprezydent USA. Drugi proces o impeachment 45. Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki - Donalda Trumpa rozpoczął się 9 lutego 2021 roku. Były prezydent stanął w obliczu impeachmentu w Senacie, który stosunkowo szybko zakończył się jego uniewinnieniem. Izba Reprezentantów 13 stycznia 2021 roku postawiła Trumpa w stan oskarżenia - stawiając zarzutpodżegania do powstania. Miało to miejsce zaledwie tydzień po tym, jak 6 stycznia 2021 roku tłum wdarł się na Kapitol. Warto zaznaczyć, że Donald Trump jest pierwszym prezydentem w historii USA przeciwko któremu aż dwukrotnie toczył się senacki proces. Izba niższa 117 Kongresu Stanów Zjednoczonych Ameryki przyjęła jeden artykuł impeachmentu przeciwko Trumpowi - podżeganie do powstania. Dotyczył on jego działań, zmierzających do obalenia wyników wyborów prezydenckich w 2020 roku (w tym również twierdzeń o oszustwie wyborczym, a także prób, podejmowanych wcelu wywarcia presji na urzędników wyborczych w Georgii) stanowiąc, że oskarżony podżegał do szturmu na Kapitol wWaszyngtonie, podczas gdy Kongres został zwołany został celem obliczenia głosów elektorów oraz poświadczenia zwycięstwa prezydenta elekta - Joe Bidena i wiceprezydent - Kamali Harris. Artykuł impeachmentu oskarżający Trumpa o podżeganie do powstania oraz o bezprawną akcję na Kapitolu został wprowadzony do Izby Reprezentantów 11 stycznia 2021 roku, następnie przegłosowany w tej izbie 13 stycznia 2021 roku. Proces wSenacie rozpoczął się 9 lutego 2021 roku. W dniu 26 stycznia 2021 roku senator Patrick Joseph Leahy, demokrata z Vermont iprzewodniczący Senatu pro tempore, został zaprzysiężony, aby mógł przewodniczyć procesowi, a wszystkich stu senatorów złożyło przysięgę, że będą bezstronnie wymierzać sprawiedliwość. Z uwagi na decyzję sędziego Johna Robertsa, który nie zdecydował się przewodniczyć procesowi, funkcję tę objął przewodniczący pro tempore Senatu, senator z Vermontu - Patrick Leahy. W pierwszym tego rodzaju procesie dla odchodzącego prezydenta USA (Bill Clinton, Andrew Johnson oraz Donald Trump byli urzędującymi prezydentami wpoprzednich procesach oimpeachment), do skazania wymagana była większość dwóch trzecich głosów obecnych na posiedzeniu senatorów. Oznacza to, że, aby doszło do uznania oskarżonego winnym wgłosowaniu przy udziale wszystkich 100 senatorów - 67 z nich musiałobyzagłosować „za”. Ostatecznie wniosek poparło 57 senatorów, natomiast 43 senatorów zagłosowało za „niewinnością”. Głos za „winą” oddali wszyscy senatorowie Partii Demokratycznej iniezależni, a także 7 senatorów Partii Republikańskiej. Wkonsekwencji, 13 lutego 2021 roku Donald Trump został uniewinniony od postawionych mu zarzutów.Podejmując próbę porównania obu procesów Donalda Trumpa można zauważyć pewną różnicę w zakresie jego czasu trwania. Mianowicie, poprzedni proces senacki Trumpa trwał trzy tygodnie. Z kolei w 2021 roku harmonogram ustalony wuchwale wsprawie zasad procesu niejako „utorował” drogę do szybkiego postępowania, które finalnie trwało mniej niż tydzień. Niniejszą sytuację skomentował Frank O. Bowman III, badacz impeachmentu z University of Missouri School of Law stwierdzając, że „Różnica, oczywiście, polega tutaj na tym, że Senat zna większość faktów, ponieważ wrzeczywistości był bezpośrednio zaangażowany”.Donald Trump jest jedynym Prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki, azarazem i jedynym urzędnikiem federalnym, który został dwukrotnie poddany procedurze impeachment. Omawiany proces był czwartym impeachmentem Prezydenta Stanów Zjednoczonych i drugim dla Trumpa - po jego pierwszym impeachmencie wgrudniu 2019 roku.

Nota

Malawi: Mija rok od historycznego zaprzysiężenia prezydenta

27.06.2021

Justyna Eska-MikołajewskaUniwersytet Ekonomiczny w Krakowiejustynaeska.25@gmail.comORCID ID: https://orcid.org/0000-0001-7681-2425W dniu 28 czerwca 2021 upłynie rok od objęcia urzędu głowy państwa przez Lazarusa Chakwerę, który już przeszedł do historii tego kraju, jako lider opozycji wygrywający większością niemal 59% głosów powtórną elekcję po unieważnieniu sfałszowanych wyborów prezydenckich z 2019 r.Od początku nowemu prezydentowi stawiano wysokie oczekiwania, zwłaszcza w kwestii zjednoczenia podzielonego wewnętrznie kraju, walki z biedą i korupcją. Sam Chakwera podkreślał, że chce realizować politykę integracji, budując „Nowe Malawi”. Twierdził, że jest prezydentem wszystkich w kraju, a jego rząd „służy a nie rządzi”, inspiruje i walczy o każdego, a nie przeciwko każdemu.Oświadczenie z końca czerwca 2021 r. świadczy o zadowoleniu prezydenta z dotychczasowych dokonań jego administracji. Najbliżsi współpracownicy głowy państwa wyliczają, że zgodnie z obietnicą utworzenia 1 miliona nowych miejsc pracy co dzień przybywa etatów i osób zatrudnionych, a wiele innych zobowiązań, jak np. uniwersalne dotacje na nawozy gwarantujące bezpieczeństwo żywnościowe, już zrealizowano dzięki programowi Affordable Inputs Programme. Pewne spowolnienie działalności gospodarczej przypisać należy wyłącznie skutkom pandemii.Krytycy urzędującego prezydenta twierdzą tymczasem, że sytuacja gospodarcza w kraju pod jego rządami pogorszyła się, o czym świadczyć ma deprecjacja waluty i wzrost cen podstawowych towarów. W jeszcze bardziej oskarżycielskim tonie wypowiada się były prezydent Malawi, Peter Mutharika, który sugeruje, że kraj znowu staje się dyktaturą[1]. W połowie kwietnia 2021 r. publicznie poprosił Lazarusa Chakwerę i jego rząd o zaprzestanie prześladowania Malawijczyków. Na dowód stosowania metod dyktatorskich wobec byłych prezydentów wskazał, że jego konta bankowe w sierpniu 2020 r. zostały zamrożone przez Biuro Antykorupcyjne, gdy wszczęto śledztwo w sprawie afery z cementem o wartości 5 mld kwach malawijskich (około 6,6 mln USD).Były prezydent zapowiedział, że opozycyjna Demokratyczna Partia Postępowa (Democratic Progressive Party, DPP) w związku z odwołaniem dwóch komisarzy wyborczych, których Chakwera zgodnie z wyrokiem Sądu Apelacyjnego z 8 maja 2020 r. uznał za niekompetentnych ze względu na sposób przeprowadzania wyborów prezydenckich w 2019 r., wzywa prezydenta do ustąpienia z urzędu. Wskazał, że prezydent przestał być legalnie wybraną głową państwa, skoro główny organ wyborczy był niekonstytucyjny. W maju b.r. Mutharika zaapelował do mieszkańców Malawi o zjednoczenie w ratowaniu kraju, który „zmierza w złym kierunku”.KomentarzMalawi to położona we wschodniej Afryce republika prezydencka, w której głowa państwa zgodnie z konstytucją z 1994 r. (nowelizowaną w 2017 r.), sprawuje jednocześnie funkcje szefa rządu oraz naczelnego dowódcy sił obronnych. Styl przywództwa politycznego Chakwery, byłego protestanckiego duchownego, a zarazem szefa Zgromadzenia Bożego Malawi, łączy inspiracje boskie, elementy służby i zarządzania krajem w oparciu o rządy prawa. Lazarus Chakwera, niczym jego biblijny imiennik Łazarz, „powstał z martwych” i po dwóch przegranych w wielkim stylu powrócił do polityki. Odżegnuje się jednak od zbytniego chwalenia i polegania na nim w każdej sprawie, gdyż – jak twierdzi – ubóstwianie swoich przywódców niesie za sobą ryzyko „zmiany prezydentów w dyktatorów”.Póki co styl rządzenia Chakwery zdaje egzamin. Jednomyślna decyzja sądu konstytucyjnego i przeprowadzenie w ciągu 150 dni nowych wolnych i uczciwych wyborów w trakcie pandemii koronawirusa uczyniły z Malawi wzorzec pokojowej zmiany władzy nie tylko dla innych krajów afrykańskich. Według raportu Freedom House, Malawi to jedyne państwo na świecie, w którym krajowy lockdown związany z COVID-19 skutkował wzrostem wskaźnika demokracji. The Economist uznał Malawi „krajem roku” za „odrodzenie demokracji w regionie autorytarnym”, podczas gdy londyński think-thank Chatham House nagrodził sędziów malawijskiego sądu konstytucyjnego prestiżowym trofeum za „najbardziej znaczący wkład w poprawę stosunków międzynarodowych”.Swój triumf z czerwca ubiegłego roku Chakwera określił mianem „zwycięstwa demokracji i sprawiedliwości”. W maju b.r. zgodnie z kampanijną obietnicą administracja prezydenta ogłosiła wdrożenie środków służących ograniczeniu uprawnień głowy państwa. Przed prezydentem, zwłaszcza w erze post-COVID, pozostało jeszcze wiele trudnych decyzji do podjęcia. Nie ma wątpliwości, że to właśnie dotrzymanie wszystkich przedwyborczych obietnic, a w szczególności zachowanie obecnego, cenionego w świecie demokratycznego kierunku, stanowić będą prawdziwy sprawdzian popularności jego rządów.[1] Jest to nawiązanie do pierwszego prezydenta kraju, Hastingsa Kamuzu Bandy, który począwszy od lat 60. XX w. przez kolejne 31 lat utrzymywał rządy uznawane przez wielu za dyktatorskie.

Nota

Eswatini: pomimo obowiązującej konstytucji, nadal pozostaje jedyną monarchią absolutną w Afryce

18.06.2021

Justyna Eska-MikołajewskaUniwersytet Ekonomiczny w Krakowiejustynaeska.25@gmail.comORCID ID: https://orcid.org/0000-0001-7681-2425Według Raportu Światowego z 2021 r. (World Report 2021), Królestwo Eswatini w 2020 roku sklasyfikowane zostało jako monarchia absolutna. Mimo, że formalnie obowiązuje konstytucja z 2005 r., która stanowi, że system rządów jest demokratyczny a podstawowe prawa i wolności gwarantowane, ponadto państwo to przyjęło na siebie zobowiązania wynikające m.in. z Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych z 1966 r. oraz Konwencji Narodów Zjednoczonych przeciwko korupcji z 2003 r., konstytucyjne zasady prawne, w tym prawa polityczne, społeczne i ekonomiczne obywateli, nie są przestrzegane.Obecna konstytucja nie dokonała żadnej zmiany zezwalającej na tworzenie, rejestrację oraz udział partii politycznych w wyborach parlamentarnych. Kandydaci na członków organu ustawodawczego nie mogą należeć do żadnego ugrupowania politycznego, a podstawą uzyskania mandatu są wyłącznie ich „indywidualne zasługi”. W praktyce oznacza to, że lokalni wodzowie weryfikują listy kandydatów, ograniczając je do osób lojalnych wobec monarchy. Istniejące bariery prawne i kulturowe dla działalności partii politycznych wprowadzono dekretem o stanie wyjątkowym w kwietniu 1973 r. (1973 State of Emergency decree). W dalszym ciągu jednak sądy krajowe utrzymują zgodność z prawem dekretu, który de facto wprowadził w Eswatini ustrój autorytarny.Potwierdzeniem takiego stanu rzeczy jest umieszczenie Królestwa Eswatini przez Reporterów bez Granic (Reporters Without Borders) na 141 miejscu (na 180 państw) pod względem wolności mediów w 2020 r. Zgodnie z prawem nie obowiązuje zasada poufności i ochrony tajemnicy dziennikarskiej. Od czasu przyjęcia ustawy o służbie publicznej w 2018 r. niemożliwe jest przekazywanie informacji publicznych do mediów bez uprzedniej zgody sekretarza gabinetu.Kolejna propozycja ustawy z 2020 r. o przestępstwach komputerowych i cyberprzestępczości jeszcze w większym zakresie zagraża wolności słowa i mediom, gdyż wprowadza poważne sankcje karne za publikowanie fałszywych informacji (fake news) oraz za cyberprzemoc (cyberbullying). Jednakże przedstawiciele rządu Królestwa podkreślają, że celem tego aktu prawnego nie ma być ograniczenie wolności prasy, lecz zapewnienie takich zabezpieczeń, jakie obowiązują w każdym rozwiniętym kraju na świecie.KomentarzNiepodległe od 1968 r. Eswatini to jedyne państwo narodowe w Afryce, które zdołało utrzymać rodzimy system polityczny. Panowanie obecnego monarchy opiera się na porozumieniu między wodzami 16 klanów co do tego, że rządy sprawować będzie przywódca klanu Dlamini. Formalnie ustrój państwa określany jest jako diarchia, ponieważ władza dzierżą dwie osoby: król oraz jego matka. Faktycznie jednak od 1986 r. rządzi król Mswati III. To w jego rękach skupiona jest praktycznie cała władza ustawodawcza, najwyższa władza wykonawcza oraz sądownicza.Dualizm prawny wynikający z obowiązywania przepisów opartych na prawie rzymsko-holenderskim oraz niepisanego prawa zwyczajowego, doprowadził do licznych, nierozwiązanych wciąż konfliktów. Skutkowały one przede wszystkim niedostateczną reprezentacją kobiet w sektorze publicznym i prywatnym. Marginalizowanie ich udziału w życiu społeczno-politycznym Królestwa jest dostrzegalne nawet po wejściu w życie ustawy o wyborach kobiet z 2018 r. (2018 Election of Women Act).Wbrew art. 20 konstytucji, zapewniającego równość wszystkich wobec prawa, król postawiony został ponad prawem. O faktycznym zakresie jego władzy świadczy m.in. sposób przeprowadzenia zmiany nazwy kraju z Suazi (Swaziland) na Eswatini. Mswati III arbitralnie podjął decyzję w tej sprawie 19 kwietnia 2018 r., symbolicznie chcąc uczcić 50-lecie niepodległości swojego kraju. Pominięcie przez niego opinii ponad miliona obywateli nie powinno dziwić, skoro tradycyjnie już monarcha unika sytuacji, w których społeczeństwo Eswatini mogłoby wystąpić przeciwko niemu. Mając to na względzie, pozbawił sędziów uprawnień do ścigania przedstawicieli monarchii, a dziennikarzy – prawa do krytyki jego poczynań, za którą grozi oskarżenie o zdradę stanu i wyrok śmierci.W państwie, w którym praktycznie wszystko zależy od woli jednego człowieka, sytuację odmienić może jedynie przeprowadzenie głębokich reform ustrojowych. W tym świetle wydarzeniem bez precedensu były demonstracje uliczne blisko 3 tysięcy obywateli we wrześniu 2019 r. Był to pierwszy, a przez to jakże znamienny przejaw tego, jak obywatele Eswatini postrzegają rzeczywisty stan państwa i jego słabnącą pozycję na arenie międzynarodowej. Domaganie się reform politycznych i społeczno-ekonomicznych to w ich mniemaniu jedyna skuteczna droga do zmian w państwie, w którym nieskrępowanemu wyrażaniu własnych poglądów towarzyszy obawa, czy może to skutkować nieotrzymaniem pomocy ze strony ONZ albo Unii Afrykańskiej. Źródło zdjęcia: GovernmentZA via Flickr - Creative Commons

Nota

Słowacka odyseja z rosyjską szczepionką

18.06.2021

Na początku marca 2021 roku ówczesny premier Słowacji Igor Matovič na lotnisku w Koszycach witał ładunek z 200 tys. rosyjskimi szczepionkami Sputnik-V. Miał to być kolejny wielki sukces słowackiego rządu w walce z epidemią koronawirusa. Według założeń rządu, zaszczepić się miało milion obywateli, co powinno było wyraźnie przyspieszyć tempo szczepień. Jednak okazało się, że Słowacja za szczepionkę Sputnik-V zapłaciła zbyt wysoką cenę.W pierwszej kolejności rosyjska szczepionka doprowadziła do kryzysu rządowego, w którym część partnerów wśród koalicji wzniosła zarzuty, iż ówczesny premier Matovič podjął jednostronną decyzję o zakupie szczepionki, bez jakichkolwiek konsultacji z koalicjantami. Co więcej, jego publiczne przywitanie samolotu z ładunkiem szczepionki doprowadziło do podważenia ukierunkowania geopolitycznego Słowacji nie tylko wśród społeczeństwa słowackiego, ale także za granicą. 11 marca br. rezygnację ogłosił minister zdrowia Marek Krajčí, co zostało określone przez Matoviča jako „najbardziej absurdalna decyzja w historii“. Kilka dni później, po tym, co rezygnację ogłosili ministrowie z partii Wolność i Solidarność, Dla Ludzi, a także minister pracy z partii Jesteśmy Rodziną, dymisję zapowiedział premier Matovič. Do istotnych zmian jednak nie doszło, bowiem w nowym rządzie, kierowanym przez Eduarda Hegera, Matovič zajął stanowisko ministra finansów.Według śmiałych planów słowackiego rządu, szczepionka miała zostać przebadana przez Słowacką Agencję Leków a szczepienia miały ruszyć w połowie marca. Jednak Słowacka Agencja Leków na początku kwietnia poinformowała, iż szczepionka, która została na Słowację przywieziona z Rosji, nie jest identyczna ze szczepionką, o której pisano w prestiżowym czasopiśmie Lancet, bowiem według Agencji różnił się skład szczepionek wyprodukowanych w różnych miejscach. Kolejnym problemem był również brak wymaganej dokumentacji.Minister finansów w nowym rządzie kontynuował jednak kampanię dla Sputnika-V. Słowacki rząd podjął decyzję, że szczepionki zostaną przebadane na Węgrzech. W tym celu, minister Matovič spotkał się z węgierskim premierem Orbanem. Należy również przypomnieć o podróżach ministra do Moskwy w celu uzyskania kompletu dokumentacji. Zatem kampanie przeciwko szczepionce zostały określone jako „systematyczna geopolityczna manipulacja”.Po trzech miesiącach słowackie Ministerstwo Zdrowia poinformowało o uruchomieniu zapisów na szczepienia Sputnikiem. Zarejestrować mogą się osoby w wieku od 18 do 60 lat. Według oczekiwań ministerstwa, chętnych będzie ok. 80 tys. ludzi. Przyczyną może być fakt, iż szczepionka nie posiada rejestracji w UE. Były premier Matovič, który podjął decyzję o zakupie szczepionki oraz prowadził kampanię za jej zastosowanie, wypowiedział się, iż z powodu częstych zagranicznych podróży służbowych, nie będzie mógł zaszczepić się Sputnikiem. Słowackie Ministerstwo Zdrowia rozpatruje obecnie możliwość sprzedania niepotrzebnych szczepionek, które przeterminują się w sierpniu 2021 r.Ambitnych planów Igora Matoviča ze szczepionką Sputnik-V, nie udało się zrealizować. Miał to być wielki sukces w szczepieniu obywateli, podobnie jak powszechne testowanie obywateli miało doprowadzić do szybkiego zwalczenia pandemii. Obydwa działania miały skutkować wzrostem poparcia dla Matoviča, jednak efekt był zupełnie odwrotny. Niewątpliwie udało się przynajmniej otworzyć publiczną dyskusję nad geopolitycznym ukierunkowaniem Słowacji.Źródła:Igor Matovič dve hodiny hovoril oSputniku. Kde zavádzal, prekrúcal či nehovoril celú pravdu?https://dennikn.sk/2353998/overenie-dvojhodinovej-tlacovky-igora-matovica-kde-zavadzal-prekrucal-ci-nehovoril-celu-pravdu/?ref=listMatovič sa Sputnikom zrejme zaočkovať nedá. Vysvetlil, prečo. https://www.ta3.com/clanok/202044/matovic-sa-sputnikom-zrejme-zaockovat-neda-vysvetlil-precoMatovičove vyjadrenia o Sputniku spochybňujú štátne inštitúcie.https://domov.sme.sk/c/22634123/matovicove-vyjadrenia-o-sputniku-spochybnuju-statne-institucie.htmlZdjęcie nagłówka: Asian Development Bank via Flickr - Creative Commons