Logo Thing main logo

Ostatnie wpisy

Noty

Czym są Inuit Impact Benefit Agreements

20.08.2020

Pełny tytuł: Czym są Inuit Impact Benefit Agreements na przykładzie porozumienia pomiędzy Qikiqtani Inuit Association i Baffinland Iron Mines dotyczącego rozbudowy kopalni Mary River na Ziemi Baffina w NunavutKolejną okazją do pokazania zmian, jakie w ostatnich kilkudziesięciu latach dokonały się w systemie politycznym Kanady w związku z odzyskiwaniem praw do samorządu przez rdzennych mieszkańców tego kraju są tzw. umowy o wpływie i korzyściach dla Inuitów (Inuit Impact and Benefit Agreements, IIBA). Ich zawarcie jest prawnym wymogiem przed rozpoczęciem niemal każdego dużego projektu wydobywczego lub infrastrukturalnego na terytorium Nunavut. Celem IIBA jest ocena ryzk i szans związanych z nowymi inwestycjami gospodarczymi dla społeczności inuickich i zapewnienie im maksymalizacji korzyści i zagwarantowanie ewentualnych odszkodowań za poniesione straty czy to o charakterze społecznym, czy też ekologicznym. Wprowadzenie obowiązku negocjacji takich umów jest pokłosiem wielu dekad walki Inuitów z kolonialnym i patriarchalnym traktowaniem przez władze federalne, które podejmowały decyzję o lokalizacji inwestycji bez badania jakie będę ich faktyczne efekty dla lokalnych mieszkańców. Od początku lat 90. XX wieku umowy o wpływie i korzyściach są negocjowane pomiędzy potencjalnym inwestorem, a samorządną organizacją inuicką, bez udziału władz publicznych. Stały się one elementem zwiększenia realnego wpływu Inuitów i doskonałą ilustracją tzw. wielopoziomowego zarządzania, a dla niektórzy politologów wręcz dowodem na istnienie w Nunavut dwóch równoległych systemów władzy: jednego w ramach rządu publicznego, a drugiego w ramach sieci organizacji inuickich.Na początku lipca 2020 r. z ogłoszono, że 16 czerwca 2020 r. podpisano nowe porozumienie IIBA pomiędzy Qikiqtani Inuit Association (QIA) i firmą Baffinland Iron Mines Corporation z Toronto dotyczące rozbudowy kopalni Mary River zlokalizowanej na północnym krańcu Ziemi Baffina. Jego zapisy znacząco zwiększają dotychczasowe zobowiązania inwestora w zakresie zmniejszenia wpływu społeczno-gospodarczego i związanego ze środowiskiem naturalnym, jak również zapewniają kontrolę i nadzór samych Inuitów nad realizacją tych obietnic. Porozumienie określane jako Inuit Certainty Agreement (ICA) jest wskazywane jako „nowy wzorzec” dla przyszłych umów IIBA, które od tej pory mają dawać Inuitom zasadniczo większy wpływ na ocenę faktycznych skutków wiążących się z powstaniem wielkich projektów w Arktyce. Ten element pozostawał bowiem wielokrotnie punktem spornym pomiędzy społecznościami inuickimi a koncernami i przyczyniał się do podsycania nieufności i poczucia bycia wykorzystywanym, co stało się doświadczeniem m.in. Inuitów z Nunavik, którzy w 1995 r. zawarli pierwszą umowę IIBA dotycząca budowy kopalni Raglan. Zanim przejdziemy do oceny znaczenia nowego porozumienia ICA, warto nakreślić ramy systemu politycznego Nunavut, najmłodszego z trzech kanadyjskich terytoriów.Powstanie w 1999 r. Nunavut był finalnym krokiem w trwającym ponad dwie dekady procesie odzyskiwania praw do ziemi przez Inuitów ze wschodniej Arktyki. W jego wyniku na ogromnym obszarze – ponad 2 mln km2, czyli prawie 21% powierzchni Kanady – utworzono publiczny rząd o strukturze i kompetencjach zbliżonych do pozostałych terytoriów. Choć z racji stabilnej i stałej przewagi liczebnej – Inuici w liczącym niecałe 36 tys. mieszkańców (0,1% ludności Kanady) Nunavut stanowią prawie 84% społeczeństwa – rdzenni mieszkańcy uzyskali uprzywilejowaną pozycję wyborczą, to mają oni również dodatkowe gwarancje swojego specjalnego statusu. Dzieje się tak na mocy wielu zapisów zawartego w 1993 r. porozumienia ziemskiego Nunavut Land Claims Agreement (NLCA), będącego w istocie chronioną konstytucyjne umową między Inuitami (zwanych beneficjentami) a władzami Kanady. Po pierwsze, w zamian za zrzeczenie się roszczeń do ziemi Inuici posiadają zbiorowy tytuł własności do około 350 tysięcy kilometrów kwadratowych gruntów (ponad 16,5% obszaru Nunavut).Po drugie, NCLA wyznaczył organizacje strzegące interesów Inuitów i dbające o wypełnianie zapisów NCLA przez władze publiczne. W Nunavut są to: Nunavut Tunngavik Incorporated (NTI) oraz 3 regionalne organizacje, z których jedną jest tytułowa Qikiqtani Inuit Association, reprezentująca interesy Inuitów z Ziemi Baffina (i zarządzająca częścią z gruntów uzyskanych w ramach NCLA). Prawo do wyboru władz tych organizacji mają wyłącznie inuiccy beneficjenci porozumienia NCLA, a one same cechują się silną legitymację polityczną. NTI, jak i QIA choć nie mają publicznego charakteru, to ogrywają publiczne role i w znaczący sposób moderują publiczny charakter rządu terytorialnego w Nunavut.Po trzecie, na mocy NCLA powołano także specjalne ciała współzarządzające. Te tzw. instytucje zarządzania publicznego (Institutions of Public Government, IPS) współdziałają z rządem Nunavut, ale nie stanowią jego części i nierzadko działają w opozycji do niego. Jednym z IPSów jest Rada ds. oceny oddziaływania w Nunavut (Nunavut Impact Review Board, NIRB) dokonująca przeglądów oddziaływania środowiskowego i socjoekonomicznego planowanych inwestycji. NIRB, którego połowa z regularnych członków jest mianowana jest przez NTI, pełni kluczową rolę w procesie wydawania zgody na duże inwestycje wydobywcze, a jej podstawowym celem jest ochrona i promowanie obecnego i przyszłego dobrobytu mieszkańców Nunavut i społeczności oraz ochrona integralności ekosystemu Nunavut.Choć NIRB ma uprawnienia quasi-decyzyjne i ogrywa znaczącą rolę w procesie podejmowania decyzji politycznych w Nunavut, to artykuł 26 NCLA dodatkowo powiększa wpływ Inuitów na decyzje w sferach, które mają dla tej grupy specjalne znaczenie, m.in. w odniesieniu do spraw społeczno-kulturowych. Wskazuje on, że wszystkie nowe przedsięwzięcia gospodarcze muszą przynosić korzyści Inuitom i w tym celu nakazuje inwestorom, aby podjęły negocjacje porozumień IIBA z właściwymi terytorialnie organizacjami inuickim. Takie umowy zawierają zwykle zapisy o odszkodowaniach, gwarantowanym poziomie zatrudnienia Inuitów czy funduszach na szkolenia i inwestycje w społeczności lokalne. Takie porozumienia, negocjowane przez regionalne organizacje inuickie bez udziału rządu Nunavut lub władz municypalnych, są ważnymi elementami wpływającym na rozwój społeczny i ekonomiczny. Pozwalają też na jeszcze silniejsze kontrolowanie kierunku zmian przez samych InuitówZarysowany powyżej schemat udziału instytucji inuickich w procesie podejmowania decyzji o charakterze gospodarczym można zilustrować na podstawie historii budowy tytułowej kopalni w Mary River – kluczowej dla gospodarki całego Nunavut inwestycji i jednej z największych projektów wydobywczych ostatnich dekad w Kanadzie. O jej wysokiej wartości stanowi fakt, że wydobywana w niej ruda żelaza, którą zlokalizowano w północnej części Ziemi Baffina już w latach 60. XX w., ma bardzo wysoką jakość i bez wzbogacania może być eksportowana do Europy. Kopalnia, która była planowana od początku XXI wieku po uzyskaniu przez inwestora – firmę Baffinland Iron Mines Corporation z Toronto – porozumienia z NTI oraz promesy przyszłej umowy z QIA została zatwierdzona przez NIRB w 2012 r. Rok później QIA podpisała IIBA z właścicielem, które 5 lat później renegocjowano, dopisując dodatkowe wymogi uwzględniające rosnące oczekiwania Inuitów, którzy zostali objęci oddziaływaniem kopalni. Pierwsze wydobycie kopalnia przeprowadziła w lecie 2015 r. W tym samym czasie inwestor rozpoczął starania o jej rozbudowę, chcąc zwiększyć wydobycie. W ramach tzw. drugiej fazy życia kopalni firma Baffinland planuje, że produkcja wzrośnie z 6 mln ton do 12 mln ton (a być może nawet 30 mln), co będzie możliwe dzięki budowie linii kolejowej łączącej kopalnię z portem w Milne Inlet (obecnie transport urobku do portu prowadzony jest ciężarówkami). Koszt nowego projektu szacowany jest na 900 mln dolarów. Mimo upływu lat proces uzyskiwania zgód dla drugiej fazy wciąż nie został zakończony, a rozbudowa nadal budzi kontrowersje. Najważniejsze dotyczą wpływu zwiększonego wydobycia na migracje stad karibu czy efektów wzmożonego ruchu statków (i lodołamaczy) na ssaki morskie.Firma Baffinland konsekwentnie koryguje wnioski w sprawie rozbudowy kopalni i ponawia aplikację do NIRB. Obecna faza oceny inwestycji przez to ciało została wstrzymana przez pandemię COVID-19, ale podstawowym problemem pozostawał ciągły brak zgody Inuitów. W listopadzie 2019 r. publiczne wysłuchanie w ramach procesu prowadzonego przez NIRB zakończyło się impasem, po tym jak wskazano na zagrożenia związane z przecinaniem przez planowaną kolej ścieżek, którymi poruszają się karibu, jak również niewystarczającymi konsultacjami w ramach wspólnot inuickich.Fakt, że 16 czerwca 2020 r. podpisano nowe porozumienie ICA, wydaje się w istocie próbą zakończenia kryzysu wynikającego z braku zaufania ze strony Inuitów. Negocjacje ICA prowadzone w imieniu Inuitów z Ziemi Baffina przez QIA obejmowały konsultacje z członkami społecznościami, które w największym stopniu są lub będą w przyszłości dotknięte skutkami funkcjonowania kopalni Mary River i wyrażały swoje obiekcje na różnych etapach zatwierdzania rozbudowy Mary River. W efekcie w ICA znalazły się zarówno zapisy mające na celu zmianę dotychczasowych warunków działania kopalni, jak i te determinujące jej rozbudowę. Można podzielić je na 5 części : pierwsza dotyczy kontrolowania i monitorowania przez Inuitów zmian w środowisku naturalnym i realizacji ustalonych wspólnych planów zarządzania jego ochroną; druga określa sposoby kompensacji wpływu kopalni na dziką przyrodę; trzecia wyznacza sposoby prowadzące do uzyskania zakładanego poziomu zatrudniania Inuitów przez firmę Baffinland oraz zlecania prac firmom inuickim przez inwestora; czwarta opisuje bezpośrednie korzyści poszczególnych osad inuickich (zarówno finansowe jak i innego rodzaju); ostatnia zwiększa udział w zyskach z kopalni dla Inuitów. Szacuje się, że te nowe zobowiązania mają wartość 100 milionów dolarów.W ramach ICA nie doszło jednak do wyjaśnienia wszystkich różnic pomiędzy Baffinland a QIA, m.in. w dalszym ciągu pozostały obawy związane z wpływem ruchu statków na życie morskie. Należy również pamiętać, że podpisanie ICA nie zmieniło konieczności zakończenia postępowania przed NIRB. Proces w ramach NIRB daje możliwość składania wniosków w czasie wysłuchań publicznych, zarówno Inuitom, jak i interesariuszom zewnętrznym. Z punktu widzenia dynamiki politycznej w Nunavut wydaje się jednak, że nowe porozumienie ICA jest dobrym prognostykiem dla szans uzyskania pozytywnej oceny wpływu projektu przez NIRB. Umowa z czerwca 2020 r. wydaje się być efektem dążeń do pogodzenia zagrożeń ekologicznych z szansami społeczno-gospodarczymi w odniesieniu do projektów infrastrukturalnych. Nie można bowiem zapominać, że z rozbudową kopalni wiążą się ogromne nadzieje dla Nunavut. Obecny poziom rozwoju gospodarki tego terytorium nie pozwala bowiem na samowystarczalność finansową, co przekłada się na konieczność polegania na transferach z rządu federalnego. Szacuje się zaś, że kopalnia Mary River może przynieść nawet 5 mld CAD w postaci podatków i opłat. Porozumienie ICA może być więc kluczowe dla gospodarki całego terytorium, a jego przełomowe znaczenie – szef QIA P.J. Akeeagok wpływowa postać w polityce Nunavut, firmuje porozumienie swoim autorytetem, nazywając je bezprecedensowym – wynika z faktu, że wydaje się, że po raz pierwszy Inuici uzyskali realną możliwość nadzorowania, kontrolowania i badania czy inwestor wywiązuje się ze zobowiązań w miarę, gdy realizowane będą kolejne fazy projektu. Co więcej, to, że QIA stoi na straży przestrzegania zapisów porozumienia dodaje mu wiarygodności, gdyż organizacje beneficjentów inuickich nie wahają się przed wnoszeniem spraw do sądów w przypadku stwierdzenia naruszeń zapisów umów, których są stroną.Na obecnym etapie nie sposób z pełnym przekonaniem stwierdzić, że ICA będzie faktycznym końcem instrumentalnego i kolonialnego podejścia inwestorów oraz rządu federalnego do oczekiwań Inuitów – co było typowe przed kilkoma dekadami – i uczyni z nich partnerów, którzy wspólnie podejmują określone zobowiązania i wywiązują się z nich. Niemniej jednak wydaje się, że zawartość ICA może wpłynąć na przyszłe umowy o wpływie i korzyściach zawierane także w innych samorządnych regionach inuickich. Z pewnością zaś jest doskonałą ilustracją twierdzenia, że bez uwzględnienia obecności, funkcji, ról oraz faktycznych działań organizacji inuickich, nie jest możliwe w pełni zrozumienie dynamiki polityki i gospodarki Nunavut.

Noty

Jak inuickie terytoria w Kanadzie reagują na pandemię COVID-19

17.08.2020

Spojrzenie na sposób reakcji na pandemię COVID-19 w inuickim regionie Nunavik, zlokalizowanym w północnej części kanadyjskiej prowincji Quebec, stanowi okazję do uzmysłowienia sobie ewolucji, jaka na przestrzeni ostatnich kilku dekad zaszła (i wciąż zachodzi) w systemie politycznym Kanady. Zmiany te następują w związku z odzyskiwaniem praw do samorządu przez rdzennych mieszkańców tego kraju. W przypadku Nunavik, w którym proces ten rozpoczął się najwcześniej, bo już w późnych latach 70. XX wieku, dodatkowo pozwala na obserwację konsolidację władzy regionalnej, w nowe formy, które być może pozwolą na przezwyciężenie trwającego od niemal dekady impasu i pozwolą na połączenie publicznych instytucji samorządowych oraz inuickiej organizacji o charakterze politycznym.Region Nunavik o powierzchni ponad 440 tys. km2, zlokalizowany na północ od 55. równoleżnika, zamieszkuje obecnie około 13 tys. mieszkańców, którzy w przeważającej większości (ok. 91%) mają pochodzenie inuickie. Nunavik składa się z 14 miejscowości (villages), z których największą jest Kuujjuaq (2300 osób). Samorządny region utworzono w 1975 r. na mocy Umowy Zatoki Jamesa i północnego Quebecu (James Bay and Northern Québec Agreement), w której rozstrzygnięto nieuregulowane od czasów kolonialnych kwestie własności ziemskiej na tym obszarze. Na podstawie tego dokumentu stworzono szereg instytucji władzy publicznej dla wszystkich mieszkańców (przede wszystkim rząd regionalny Kativik (Kativik Regional Government, KRG), regionalny zarząd ds. zdrowia i spraw społecznych Nunavik (Nunavik Regional Board of Health and Social Services, NRBHSS) oraz policję regionalną (Kativik Regional Police Force, KRPF) i radę szkolną (Kativik Ilisarniliriniq)), jak również powołano do życia organizację Makivik Corporation, która miała dbać o interesy polityczno-gospodarcze Inuitów, którzy byli stroną umowy (tzw. beneficjentów). Wszystkie te instytucje współpracują ze sobą (jak również władzami prowincji oraz Ottawą) przy dostarczaniu całego szeregu usług mieszkańcom, zajmując się kwestiami takimi jak środowisko, policja, rynek pracy, sprawy społeczne, m.in. opieką nad dziećmi, zasobami naturalnymi, rozwojem gospodarczym, planowaniem przestrzennym czy edukacją.Pierwszy przypadek koronawirusa na obszarze Nunavik zanotowano 28 marca w Salluit, a kolejne w Inukjuak, a przede wszystkim w epicentrum epidemii w Puvirnituq na wschodnim wybrzeżu Zatoki Hudsona, gdzie stwierdzono 14 przypadków. Wydaje się, że po prawie sześciu tygodniach udało się, zatrzymać dalsze rozprzestrzenianie koronawirusa na obszarze Nunavik. Większość przypadków okazało się niegroźnych, a osoby zakażone zaliczają się do kategorii ozdrowieńców. Także w epicentrum zakażeń – Puvirnituq – nie ma obecnie żadnego aktywnego przypadku COVID-19. Wśród przyczyn takiego rozwoju sytuacji wymienia się: szybkość i sprawność działań, uwzględnianie warunków lokalnych, jak również utrzymywanie kontaktu z władzami i instytucjami w miejscach zakażenia oraz mieszkańcami, w tym starszyzną, przy wprowadzaniu obostrzeń. Warto przyglądnąć się dokładniej tym działaniom i instytucjom, w ramach których podejmowano decyzje.Władze Nunavik przystąpiły do działań z pełną świadomością, że region ten, jak i inne izolowane obszary zamieszkiwane przez ludność rdzenną, jest szczególnie narażony na katastrofalne efekty epidemii ze względu m.in. na brak wystarczającej liczby lekarzy (w Nunavik są jedynie dwa małe szpitale (w Kuujjuaq i w Puvirnituq) a w pozostałych miejscowościach dostępna jest jedynie opieka pielęgniarska) i oddalenie od centrów pomocy medycznej (każda poważniejsze działanie wymaga kosztownego transportu lotniczego do szpitali w Montrealu). W historii epidemie niejednokrotnie dziesiątkowały Inuitów (m.in. gruźlica, różyczka czy tzw. hiszpanka). Wśród instytucji publicznych prym wiodła Marie Rochette, dyrektor ds. zdrowia publicznego (director of public health) w NRBHSS, jakrównież Jean-Pierre Larose, szef policji Nunavik i jednocześnie szef wydziału bezpieczeństwa publicznego KRG. Co ciekawe jednak pierwsza z inicjatywą wystąpiła inuicka organizacja Makivik Corporation, która już 17 marca wzywała do powstrzymania się przed podróżowaniem do Nunavik. W porozumieniu z NRBHSS rozpoczęła też proces „prześwietlania” pasażerów na lotniskach, z których odlatywały samoloty do Nunavik. Zamknięcie (lockdown) regionu miało wówczas jeszcze charakter nieoficjalny i podyktowane było chęcią jak najszybszego podjęcia środków zapobiegawczych, ale wkrótce zostało to usankcjonowane prawnie, gdy władze Quebecu ogłosiły wprowadzenie stanu wyjątkowego na swoim terytorium. Wszystkie osoby powracające do Nunavik muszą odbyć 14 dniową kwarantannę przed powrotem (beneficjenci porozumienia z 1975 r. mają ten pobyt opłacany przez Makivik), a obie linie lotnicze obsługujące loty do Nunavik – Air Inuit i Canadian North (których notabene właścicielem jest Makivik) – znacząco ograniczyły liczbę rejsów (dozwolone są transportowe loty czarterowe oraz transport medyczny i niezbędnych pracowników). Ma to kluczowe znaczenie, gdyż dotarcie do miejscowości w Nunavik jest możliwe jedynie drogą lotniczą. Władze szybko zakończyły rok szkolny (uruchomiono dodatkowo zdalne nauczanie). Wprowadzono również obowiązek dystansowania fizycznego, ścisły zakaz zgromadzeń (dotyczący nawet spotkań rodzinnych), jak również godzinę policyjną i zakaz podróżowania skuterami śnieżnymi. Było to o tyle ważne, że jednym z podstawowych problemów, z którymi borykają się północne obszary Kanady jest przeludnienie w domach, co jeszcze w większym stopniu wystawia mieszkańców na ryzyko zakażenia. Wprowadzono również ograniczenia w sprzedaży alkoholu (aby wyeliminowaać sytuacje sprzyjające transmisji wirusa), a także programy pomocy w zakupach osobom starszym i w trudnej sytuacji materialnej. Niezmiernie ważne okazało się szybkie testowanie mieszkańców na obecność koronawirusa, śledzenie kontaktów osób zarażonych, jak również zachęcanie do samoizolacji osób jedynie podejrzanych o bycie zakażonymi. W sprawnym przeprowadzeniu tych działań pomagała wojskowa formacja ochotnicza Canadian Rangers.Prace nad wprowadzeniem w życie regulacji mających chronić mieszkańców Nunavik odbywały się wielotorowo i przebiegało zgodnie z zasadami tzw. zarządzania wielopoziomowego. Zgodnie z tą koncepcją procesy podejmowania decyzji angażują aktorów, którzy pochodzą z różnych porządków polityczno-społecznych i przebiegają nie tylko na poziomie wertykalnym, ale również horyzontalnym. W przypadku pandemii COVID-19 w Nunavik najważniejsze decyzje podejmował Regionalny Komitet Doradczy ds. Przygotowania do Sytuacji Kryzysowych (Nunavik Regional Emergency Preparedness Advisory Committee, NREPAC). Ciało to działa na podstawie ustawy Quebecu Civil Protection Act, która nadała specjalne uprawnienia dyrektorowi generalnemu KRG Michaelowi Gordonowi. W jego skład weszli nie pochodzący z wyborów członkowie NRBHSS, policji KRPG oraz KRG. NREPAC, który 17 marca zebrał się po raz pierwszy w historii Nuanvik, zapewnia codzienną koordynację działań (także tych podejmowanych przez władze poszczególnych miejscowości, co pozwoliło na dostosowywanie działań do konkretnych gospodarstw domowych). Jednak już 3 kwietnia doszło do powstania szerszego ciała – grupy liderów wszystkich sił politycznych w Nunavik (Nunavik Leaders Group, NLG). W jej skład weszli przedstawiciele KRG, NRBHSS, KI oraz Makivik Corporation (Grupa składała się z Charlie Watta, Jennifer Munick, Elisapi Uitangak i Robbie’go Watta). Dołączenie Makivik zapewniało element polityczny, gdyż władze tej organizacji pochodzą z wyborów i mają bardzo silną legitymację oraz wpływy polityczne, a Makivik jest jedyną instytucją o charakterze etnicznym. Przedstawiciele NLG spotykają się dwa razy w tygodniu na wideokonferencjach i koordynują działania (m.in. podział środków finansowych z programów federalnych – choć pierwszą, opóźnioną partię podzielił samodzielnie Makivik).Nie określono czasu, na jaki powołano NLG, a wręcz zapowiedziano, że może zajmować się ona dowolnymi kwestiami po ustaniu pandemii. Być może będzie to więc remedium na kryzys, jaki nastąpił w związku z odrzuceniem w referendum z 2011 r. kolejnej próby konsolidacji systemu władzy w Nunavik. Jednym z jej przyczyn był brak zaufania do elit politycznych ze strony mieszkańców – przede wszystkim większości inuickiej – jak również brak przekonania, że nowa struktura będzie posiadała wystarczająca siłę w konfrontacji z władzami prowincji i federacji dla zapewnienia większej autonomii. Tymczasem jednym z pierwszych wniosków, jakie można wyciągnąć z działań podjętych w okresie pandemii wydaje się przekonanie, że aby utrzymać legitymizację społeczną, nowe struktury muszą nie tylko łączyć wszystkie instytucje istniejące w ramach autonomicznego regionu, ale jednocześnie utrzymać komunikację z organizacjami oraz władzami na poziomie lokalnym. W pierwszym przypadku kluczem jest zapewnienie jednolitego przywództwa politycznego i silnego nadzoru nad podejmowanymi decyzjami (co może pomóc również w prezentowaniu wspólnego stanowiska w przypadku sporu z władzami prowincji, czego przykładem może być konflikt związany z decyzją Quebecu o ponownym otwarciu kopalni niklu Raglan bez konsultacji z Inuitami). W drugiej kwestii niezbędne jest zachowanie elastyczności pozwalającej na dostosowanie działań do warunków lokalnych, co jest możliwe jedynie poprzez wielotorową współpracę i komunikację w terenie (władze poszczególnych wiosek odegrały pierwszoplanową rolę w sprawnym przeciwdziałaniu COVID-19).Choć jest jeszcze zbyt wcześnie, aby z całą pewnością stwierdzić, że liderzy w Nunavik wyciągną podobne wnioski po zakończeniu kryzysu, wydaje się jednak bardzo prawdopodobne, że pandemia COVID-19 zapoczątkuje kolejną próbę reformy systemu władzy samorządnego inuickiego regionu w północnym Quebecu.

Noty

Razem. Uczyńmy Europę ponownie silną – Niemcy na pół roku przejęli władzę w Europie

12.08.2020

1 lipca 2020 r. Niemcy objęły przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej. Przebiegać ono będzie pod hasłem: Razem. Uczyńmy Europę ponownie silną, stawiając sobie przede wszystkim za cel walkę z kryzysem wywołanym Covid-19. Priorytetami rządu federalnego w zakresie sprawowanej prezydencji, zgodnie z ustaleniami trio (Portugalią i Słowenią), stało się przede wszystkim trwałe przezwyciężenie impasu w sferze gospodarczej i społecznej, budowa zrównoważonej, ukierunkowanej na bezpieczeństwo oraz na wspólne wartości i innowacyjność Europy. Przyjęte zatem założenia co do szczegółowych polityk europejskich, będą koncentrowały się głównie na wzmocnieniu i dalszym rozwoju, a także stymulacji inwestycji w zakresie miejsc pracy i w tzw. branżach przyszłościowych: ekologii, cyfryzacji oraz w małych i średnich przedsiębiorstwach. Wymagało to od Niemiec stworzenia skoordynowanego systemu zarządzania kryzysowego i opracowania zmodyfikowanych, wieloletnich ram finansowych unijnego budżetu, po to, by na nowo określić i wzmocnić miejsce oraz rolę Europy jako globalnego lidera.Europejskie przewodnictwo Niemiec będzie również obejmowało rozmowy z Wielką Brytanią na temat zasad dalszej z nią współpracy, po zbliżającym się Brexicie. Natomiast za przyszłościowo istotne, prezydencja uznała relacje z innymi regionami świata (m.in. z Chinami w kontekście kontroli jej dominacji na kontynencie) oraz kwestie bezpieczeństwa europejskiego, w tym stosunki z USA. Symbolem zaś podjętych działań jest oficjalne logo prezydencji: wstęga Mobiusa, personifikująca ciągłość, spójność, ujednolicenie oraz nieskończoność i brak granic.KomentarzTo już trzynasta prezydencja Niemiec w UE, która sprawia, iż kraj ten jest nie tylko pionierem, ale i weteranem europejskiego przywództwa politycznego. Znajdująca się w dołku gospodarczym Europa, ze wzrostowym wskaźnikiem bezrobocia (prognoza KE to 9,5%), skurczoną (o 7,5%) gospodarką, windującym do góry długiem publicznym (ok. 103%), patrzy aktualnie na Niemcy ze szczególną nadzieją. Kraje członkowskie Unii liczą bowiem, iż to jedno z najbogatszych państw Europy wykorzysta całą swoją potęgę na wspólne wyjście z kryzysu oraz silniejsze i lepsze przygotowanie się na polityczne zawirowania.Niemcy zdając sobie sprawę z odpowiedzialności jaka na nich spoczywa z jednej strony, z drugiej zaś silnie powiązane gospodarczo z Europą, a zwłaszcza z jej rynkami, za zasadniczy element swojej prezydencji, przyjęły ustalenie kwestii budżetowych UE na lata 2021-2027. Przewidując zwiększenie wydatków na walkę ze skutkami pandemii, w tym na potrzebę wdrażania środków ochrony zdrowia i niezależności gospodarczej wobec państw trzecich, Angela Merkel z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, zaproponowali utworzenie, w wysokości 750 mld euro, jednorazowego funduszu pomocy (Next Generation UE) jako narzędzia wzmacniającego gospodarczo państwa członkowskie. Pakiet ten wyodrębniono z budżetu Unii, planując jego sfinansowanie z wyemitowanych przez Komisję Europejską długoterminowych obligacji. Środki finansowe z tej puli mają zostać przekierowane przede wszystkim na cyfryzację i transformację ekologiczną. Przedstawionym rozwiązaniom jednak stanowczo sprzeciwiły się Austria, Holandia, Dania oraz Szwecja, dążące do unikania stałego zadłużenia i preferujące raczej pożyczki niż system dotacji.Kwestią, z którą będzie musiała poradzić sobie niemiecka prezydencja to również sprawa Brexitu. Po jej finalizacji to właśnie RFN, największy płatnik unijnych składek, zostanie nimi dodatkowo obciążona, przejmując zobowiązania finansowe Wielkiej Brytanii, której okres przejściowy dobiega końca z dniem 31 grudnia 2020 r. Jednocześnie, ponieważ to Niemcy wpłacają najwięcej, z pewnością zechcą też w przyszłości zyskać prawo decydującego głosu (tzw. złote cugle), jeśli chodzi o dysponowanie unijnymi wydatkami.Prezydencja przewiduje nadto częściową redukcję kosztów w zakresie spójności oraz rolnictwa. Budzi to obawy niektórych państw, w tym również Polski, które czerpią największe profity z dofinansowań w tym obszarze. Nie stanowią one jednak priorytetów polityki wewnętrznej Niemiec, skoncentrowanej głównie na strategicznie ważniejszej dla niej transformacji cyfrowej oraz strategii klimatycznej. Choć rodzi to pewien konflikt interesów, to jednak, jak zapowiedział niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas, prowadzone są tutaj bilateralne rozmowy i negocjacje, mające na celu wypracowanie korzystnego dla obu stron kompromisu. Niemcy zadeklarowały, iż w ramach Europejskiego Zielonego Ładu, będą starały się wprowadzać nowe technologie również w obszarze rolnictwa, planując program od pola do stołu, zwiększając jednocześnie bezpieczeństwo żywnościowe i proekologiczne Europejczyków. Miałyby one stanowić swoistą unijną markę oraz skuteczną konkurencję z innymi, zwłaszcza poza unijnymi, produktami.Przewidywalne tarcia wokół założeń rozpoczętej właśnie prezydencji mogą również pojawić się w obrębie dwóch innych płaszczyzn. Pierwszą stanowi sfera wartości, a zwłaszcza promocja równości seksualnej oraz poparcie dla środowisk LGBTQIA, co zadeklarowały w swym programie Niemcy. Kłóci się to z wizją polityki prorodzinnej niektórych pozostałych państw UE, w tym Polski. Dodatkową, drażliwą sferą pozostają relacje na linii RFN-USA, oraz deklaracja Stanów Zjednoczonych dotycząca przesunięcia części swoich stacjonujących w Niemczech wojsk do Polski.Jeśli Niemcom uda się osiągnąć zakładane na czas prezydencji cele, Angela Merkel nie tylko zakończy swoją polityczną karierę w wielkim stylu (prasa już okrzyknęła ją Zwyciężczynią korona kryzysu), ale zwiększy również szanse własnej partii na wygraną w kolejnych, zbliżających się w 2021 r. wyborach federalnych. Będzie to również wiązało się z konsekwencjami dla przyszłej struktury UE i prowadzonej przez nią polityki. Oznaczać też może dalsze utrwalanie się niemiecko-europejskich interesów na naszym kontynencie, co tak wymownie zdaje się symbolizować logo obecnej prezydencji.

Noty

Papua-Nowa Gwinea: Niezależne Bougainville przygotowuje się do wyborów prezydenckich

10.08.2020

Z dwumiesięcznym opóźnieniem, związanym z pandemią koronawirusa, mieszkańcy Bougainville między 12 sierpnia a 1 września 2020 r. już po raz piąty dokonają wyboru nowego prezydenta. Wynik tej elekcji ma szczególne znaczenie, jako że na nowym prezydencie spoczywać będzie odpowiedzialność za prowadzenie negocjacji z władzami Papui-Nowej Gwinei w celu efektywnego przeprowadzenia procesu transformacji autonomicznego regionu ku niepodległemu państwu.W referendum przeprowadzonym w dniach 23 listopada – 7 grudnia 2019 r., w którym można było oddać głos na większą autonomię bądź pełną niezależność, 98,31% mieszkańców Bougainville (przy frekwencji wynoszącej 87%) opowiedziało się za niepodległością. Mimo, że głosowanie nie miało charakteru więżącego, stanowiło zapowiedź rocznych konsultacji i negocjacji między rządem papuaskim a władzami Bougainville, które formalnie rozpoczną się we wrześniu b. r.4 czerwca b.r. Komisja ds. referendum Bougainville (Bougainville Referendum Commission, BRC) przedstawiła premierowi Papui-Nowej Gwinei, Jamesowi Marape, raport końcowy ze swojej działalności. Szef rządu zapowiedział, że jego gabinet dąży do nadania większej autonomii innym prowincjom, lecz bez prawa do secesji. Podkreślił również, że konsultacje w sprawie sposobu wdrożenia wyniku referendum powinny obejmować szeroki zakres poglądów z całego kraju.W wyścigu o władzę po urzędującym drugą kadencję Johnie Momisie ubiega się 25 kandydatów, w tym dwie kobiety. Jednym z pretendentów do fotela prezydenckiego jest były prezydent Bougainville, James Tanis, związany z ruchem niepodległościowym Bougainville, który odegrał kluczową rolę w zawarciu porozumienia pokojowego. W maju b.r. zadeklarował on, że wniesie wkład w „uzyskanie akceptacji dla Bougainville przez społeczność narodową i międzynarodową jako niezależnego państwa”.W kwestii kopalni Panguna, zamkniętej od czasu wojny domowej w latach 1988-1997, która stanowi temat przewodni kampanii, J. Tanis przyjął inne stanowisko niż jego polityczni konkurenci i prezydent Momis. Przez wzgląd na okoliczną ludność i środowisko naturalne, sprzeciwia się pospiesznemu uruchomieniu tego niegdyś „głównego projektu wydobywczego w Papui-Nowej Gwinei”, który stał się zarzewiem walk w Bougainville.KomentarzZapowiadane od 5 lat głosowanie oznacza przystąpienie do ostatniej fazy długotrwałego procesu pokojowego między Bougainville a Papuą-Nową Gwineą. Mimo, że jednostronna proklamacja niepodległości Bougainville miała miejsce w 1975 r., status regionu autonomicznego zagwarantowało dopiero porozumienie pokojowe z 2001 r. (Bougainville Peace Agreement, BPA). Zakończyło ono niemal 10-letni krwawy konflikt, który pochłonął blisko 20 tysięcy ofiar (tj. około 10% populacji Bougainville).Rezultat referendum z 2019 r. nasila obawy premiera J. Marape dotyczące ryzyka fragmentacji pozostałych 20 papuaskich prowincji, w tym zwłaszcza Nowej Irlandii, Engi oraz Nowej Brytanii Wschodniej, wykazujących dążenia do większej autonomii od rządu centralnego. Może to również nadać impuls dla podobnych procesów w należącej do Indonezji Papui Zachodniej, destabilizując nie tylko Papuę-Nową Gwineę, ale większą część Melanezji. Przykład Nowej Kaledonii, gdzie w październiku b.r. odbędzie się już drugie referendum w sprawie niepodległości od Francji, świadczy o nasileniu ruchów prosecesjonistycznych w najbliższym sąsiedztwie.Określenie statusu politycznego Bougainville bez wątpienia wymagać będzie ułożenia na nowo stosunków w regionie i pozyskania autentycznego wsparcia tradycyjnych partnerów: Australii, Nowej Zelandii i Stanów Zjednoczonych, ale także Wielkiej Brytanii czy Francji. Duże zaniepokojenie budzi obecnie coraz większe zainteresowanie Bougainville ze strony Chin, chcących wzmocnić swoje dyplomatyczne zaangażowanie na Pacyfiku i uzyskać dostęp do tamtejszych łowisk oraz złóż minerałów.Z punktu widzenia bezpieczeństwa ekonomicznego przyszłego państwa kluczowe staje się rozwiązanie sprawy kopalni odkrywkowej Panguna, której złoża miedzi i złota są szacowane na około 58 miliardów dolarów. Jej ponowne otwarcie może zatem okazać się niezbędne dla rozwinięcia infrastruktury i generowania przychodów, pozwalających Bougainville na pełne uniezależnienie się zarówno od władz papuaskich, jak i pomocy zagranicznej.Monopol na władzę J. Momisa wobec fiaska wprowadzenia poprawki do konstytucji, umożliwiającej mu kandydowanie na trzecią kadencję, zostanie wkrótce przełamany. Przed następcą urzędującego prezydenta otwiera się ogromne pole do popisu. Silniejszy dzięki gigantycznemu poparciu mieszkańców dla niepodległości Bougainville, stanie przed dziejowym wyzwaniem i szansą na zostanie faktycznym przywódcą, który zjednoczy naród i zapewni mu stabilny rozwój.

Noty

Macedonia Północna: zmiany konstytucyjne po podpisaniu porozumienia znad Prespy

07.08.2020

Porozumienie znad Prespy stanowiło kluczowe wydarzenie nie tylko w relacjach macedońsko-greckich, ale przede wszystkim dla przyszłości samego państwa macedońskiego. Otworzyło ono możliwość jego przystąpienia do NATO i przyspieszenia negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską. Poza konsekwencjami zewnętrznymi, porozumienie to miało także skutki wewnętrzne. Mianowicie, wymagało przyjęcia poprawek konstytucyjnych, które nie były powszechnie akceptowane. Zwycięstwo Socjaldemokratycznego Związku Macedonii (SDSM) w ostatnich wyborach parlamentarnych oznacza, że wprowadzone zmiany zostaną utrzymane.Podpisanie historycznego porozumieniaDo podpisania historycznego porozumienia pomiędzy Grecją a Macedonią, kończącego wieloletni spór[1], doszło 17 czerwca 2018 r. nad jeziorem Prespa, na którym spotykają się granice Grecji, Macedonii Północnej i Albanii. Został on podpisany przez Nikolę Dimitrowa, macedońskiego ministra spraw zagranicznych oraz jego greckiego odpowiednika – Nikosa Kotziasa. Przy podpisaniu obecni byli również premierzy obu państw (Zoran Zaew i Aleksis Tsipras), a także Federica Mogherini (wysoki przedstawiciel Unii dospraw zagranicznych ipolityki bezpieczeństwa), Johannes Hahn (komisarz ds.europejskiej polityki sąsiedztwa inegocjacji akcesyjnych) i Matthew Nimetz (negocjator ONZ).Do najważniejszych uzgodnień wówczas zawartych należy zaliczyć m.in.: zmianę nazwy państwa macedońskiego na „Republikę Macedonii Północnej” (ang. the Republic of North Macedonia; maced. Република Северна Македонија); ustalenie nazwy obywateli Macedonii: Macedończyk/obywatel Republik Macedonii Północnej; potwierdzenie nazwy języka macedońskiego, należącego do grupy języków południowosłowiańskich; podkreślenie braku jakiegokolwiek związku Macedonii Północnej ze starożytną cywilizacją helleńską, jej kulturą i dziedzictwem; ustalenie międzynarodowego kodu, umieszczanego na tablicach rejestracyjnych samochodów macedońskich – NM lub NMK[2]. Aby porozumienie to mogło wejść w życie, parlamenty obu państw musiały zagłosować za jego przyjęciem.Macedońska opinia publiczna wobec zawartego porozumieniaPodobnie jak w Grecji, przyjęte porozumienie wywołało sprzeciw wśród części macedońskiego społeczeństwa. Organizowano liczne protesty przeciwko ratyfikacji dokumentu. Zdecydowanym przeciwnikiem podpisania porozumienia był ówczesny macedoński prezydent Ǵorge Ivanov, a także partia, z której się wywodził – VMRO-DPMNE (Wewnętrzna Macedońska Organizacja Rewolucyjna – Demokratyczna Partia Macedońskiej Jedności Narodowej). Uważali oni bowiem, że porozumienie z Grecją stanowi zagrożenie dla macedońskiej tożsamości narodowej.Dnia 30 września 2018 r. odbyło się w Macedonii ogólnokrajowe referendum, w którym obywatele mieli odpowiedzieć na następujące pytanie: „Czy jesteś zaczłonkostwem wUnii Europejskiej iNATO, akceptując umowę pomiędzy Republiką Macedonii orazRepubliką Grecką?”. Wbrew początkowym zapewnieniom premiera Zorana Zaeva, referendum miało jedynie charakter konsultacyjny. Zdecydowana większość obywateli (94,18%) odpowiedziała twierdząco na tak sformułowane pytanie. Jednak frekwencja wyniosła niespełna 37%, a zgodnie z macedońskim prawem, aby móc uznać wyniki referendum za wiążące, powinna ona wynieść przynajmniej 50%.Przyjęte poprawki do konstytucjiOstatecznie 11 stycznia 2019 r. parlament macedoński, głosami 81 posłów ze 120 (wymagana była bowiem większość 2/3 głosów), przyjął cztery poprawki do konstytucji[3]. Pierwsza z poprawek (XXXIII) dotyczy wprost zmiany nazwy państwa, które zostało uzgodnione przez przywódców macedońskich i greckich w 2018 r[4]. Mianowicie, zgodnie z zawartym wcześniej porozumieniem, w konstytucji nazwa „Republika Macedonii” została zmieniona na „Republika Macedonii Północnej”[5]. Podobnie jak pojawiające się w ustawie zasadniczej określenia „Macedonia”. Wyjątek stanowi jedynie art. 36, w którym mowa jest o statusie ofiar oraz weteranów z czasów II wojny światowej oraz wszystkich macedońskich wojen narodowowyzwoleńczych.Kolejna poprawka (XXXIV) dokonała zmian w tekście preambuły do konstytucji. Mianowicie skrócono informacje dotyczące decyzji Antyfaszystowskiego Zgromadzenia Narodowego Unii Wyzwolenia Macedonii (Антифашистичко собрание за народно ослободување на Македонија, ASNOM) z 1944 r., zastępując je stwierdzeniem „prawomocne decyzje przyjęte w Proklamacji z pierwszego sesji ASNOM dla narodu macedońskiego”. Jednocześnie dodano tutaj również informacje o porozumieniu pokojowym z Ochrydy (the Ohrid Framework Agreement)[6] z 2001 r.Na mocy kolejnej poprawki (XXXV) wprowadzono zmianę w art. 3 konstytucji, dodając do niej zapis dotyczący deklaracji o tym, że Republika Macedonii Północnej szanuje niepodległość, integralność terytorialną oraz polityczną niezależność państw sąsiadujących. Natomiast ostatnia z przyjętych poprawek (XXXVI), zmieniająca art. 49 macedońskiej ustawy zasadniczej, dotyczy zobowiązania państwa do ochrony, gwarancji a także wzmacniania historycznego i kulturowego dziedzictwa narodu macedońskiego. Co więcej, także do ochrony praw i interesów swych obywateli, żyjących za granicą oraz zobowiązuje się do wzmacniania i promowania zachowania więzi z ojczyzną, nie ingerując przy tym w wewnętrzne sprawy innych państw.Zwycięstwo socjalistów w wyborach parlamentarnychW dniach od 13 do 15 lipca br. zostały zorganizowane w Macedonii Północnej przedterminowe wybory parlamentarne. W czasie kampanii wyborczej o zwycięstwo rywalizowały dwie największe partie macedońskie – SDSM oraz VMRO-DPMNE. Pierwsza z nich obiecywała kontynuację polityki proeuropejskiej oraz wdrażania kolejnych reform gospodarczych. Konieczność wprowadzenia zmian w gospodarce podkreślała również VMRO-DPMNE, ale jednocześnie ostro krytykowała rząd socjalistów za podpisanie porozumienia znad Prespy, konsekwentnie kontestując nową nazwę państwa „Macedonia Północna” i posługując się określeniem „Macedonia”. Obiecywała przeprowadzenie „odnowy” państwa i obronę tożsamości narodowej Macedończyków.Aż do wyborów trudno było przewidzieć, która z partii zwycięży. Ostatecznie największą liczbę głosów (35,89%) uzyskała koalicja wyborcza utworzona przez socjalistów (m.in. wraz z albańskim Ruchem Besa). Niewiele mniejsze poparcie zdobyła VMRO-DPMNE – 34,57%. Niezwykle dobry wynik odnotowały z kolei ugrupowania albańskie (Demokratyczny Związek na rzecz integracji – 11,48%; Sojusz dla Albańczyków-Alternatywa – 8,95%; Demokratyczna Partia Albańczyków – 1,53%)[7], które w nowym parlamencie będą miały największą liczbę mandatów w historii – aż 32. To właśnie socjaliści będą zatem tworzyć kolejny rząd. Niewiadomą pozostaje jednak to, które ugrupowania zostaną zaproszone przez SDSM do jego współtworzenia. KomentarzZawarcie porozumienia znad Prespy, a następnie jego ratyfikacja, stanowi sukces polityki zagranicznej państwa macedońskiego i osobiście premiera Zorana Zaeva. Dzięki temu porozumieniu Macedonia Północna ostatecznie uzyskała członkostwo w Sojuszu Północnoatlantyckim (2020 r.) i przyspieszyła proces akcesyjny do UE, uzyskując zgodę na rozpoczęcie negocjacji (2020 r.).Ratyfikowanie porozumienia znad Prespy wymagało wprowadzenia poprawek do konstytucji macedońskiej. Przede wszystkim oznaczało zmianę nazwy samego państwa na Republikę Macedonii Północnej. Jednocześnie strona macedońska zobowiązała się do poszanowania integralności terytorialnej swoich sąsiadów, co stanowiło kolejny znaczący gest w stronę Grecji.Podpisanie porozumienia z Grecją doprowadziło do pogłębienia polaryzacji w społeczeństwie macedońskim, którego część protestowała przeciwko jego ratyfikacji. Za gest uczyniony w stronę przeciwników umowy należy uznać przyjęcie poprawki do konstytucji mówiącej o poszanowaniu dla macedońskiego dziedzictwa historycznego i kulturowego.Z kolei dodanie do treści preambuły konstytucji odniesienia do porozumienia ochrydzkiego, miało na celu zdobycie poparcia dla ratyfikacji podpisanej umowy z Grecją ze strony społeczności albańskiej żyjącej w Macedonii.Zwycięstwo socjalistów w przedterminowych wyborach parlamentarnych gwarantuje utrzymanie porozumienia zawartego z Grecją i kontynuację proeuropejskiej polityki. Niezależnie od tego z kim ostatecznie SDSM utworzy nowy rząd, dzięki najlepszemu w historii wynikowi ugrupowań albańskich, większość w przyszłym parlamencie będą miały partie zdecydowanie proeuropejskie i opowiadające się za dalszym rozwijaniem dobrosąsiedzkich relacji.[1] Konflikt ten trwał od początku lat 90. XX w. Grecja konsekwentnie domagała się od niepodległego państwa macedońskiego dokonania zmiany jego nazwy (a także flagi). Wobec czego, Macedonia uzyskała członkostwo w Organizacji Narodów Zjednoczonych dopiero w 1993 r. pod tymczasową nazwą – Byłej Jugosłowiańskiej Republiki Macedonii (FRYOM – Former Yugoslav Republic of Macedonia).[2] Zob. Final Agreement for the Settlement of the Differences as described in the United Nations Security Council Resolutions 817 (1993) and 845 (1993), the Termination of the Interim Accord of 1995, and the Establishment of a Strategic Partnership between the Parties, https://vlada.mk/node/15057?ln=en-gb (14.07.2020).[3] Z kolei grecki parlament ratyfikował porozumienie 25 stycznia 2019 r. Następnie, 8 lutego 2019 r., zgodnie z umową, nastąpiła również ratyfikacja przez Grecję protokołu akcesyjnego Macedonii Północnej do NATO.[4]Zob. Decision for the Promulgation of Amendments XXXIII, XXXIV, XXXV and XXXVI to the Constitution of the Republic of Macedonia, 11.01.2019, https://www.sobranie.mk/the-constitution-of-the-republic-of-macedonia.nspx (14.07.2020).[5] Nowa nazwa państwa zaczęła obowiązywać od 12 lutego 2019 r.[6] Porozumienie ochrydzkie zakończyło konflikt zbrojny pomiędzy Macedończykami a Albańczykami toczący się w 2001 r. w Macedonii.[7] Do parlamentu dostała się również Lewica (4,1%), Неофицијални првични резултати од електронски внес, https://rezultati.sec.mk/ (29.07.2020).

Noty

Standardowa sytuacja. Połowa oficjalnie zgłoszonych kandydatów w wyborach parlamentar-nych… nie dopuszczona do udziału w nich

06.08.2020

W dniu 21 lutego 2020 roku, nieco niezauważone w cieniu rozwijającej się w świecie pandemii chińskiego koronawirusa COVID-19, w Iranie odbyły się wybory parlamentarne. Było to wydarzenie istotne, ponieważ w ustroju politycznym Iranu parlament (Islamskie Zgromadzenie Konsultatywne) odgrywa dość ważną rolę. Ustrój polityczny Islamskiej Republiki Iranu ma bowiem charakter hybrydowy, łącząc w sobie elementy autorytarnej szyickiej teokracji oraz demokracji. W systemie tym głównym ośrodkiem władzy jest Najwyższy Przywódca (Rahbar Mo'azzam) pełniący funkcję Najwyższego Muzułmańskiego Prawnika (Wilajat-i Fakih), a także wspierająca go w wypełnianiu zadań Rada Strażników. Rolą parlamentu, wybieranego w częściowo demokratycznych wyborach, jest z jednej strony wspieranie teokratycznych władz państwa w ich rządach, z drugiej zaś tworzenie i utrzymywanie pozorów demokracji i pluralizmu politycznego.Islamskie Zgromadzenie Konsultatywne liczy 290 członków, wybieranych na czteroletnią kadencję. Wybór 285 z nich odbywa się w systemie większościowym, w 196 jedno i wielomandatowych okręgach. Mandat w danym okręgu otrzymuje kandydat lub kandydaci, którzy otrzymają największą liczbę głosów, przy czym musi to być co najmniej 25% oddanych, ważnych głosów. Jeśli w jakimś okręgu nie uda się w ten sposób wyłonić zwycięzców, przeprowadzana jest druga tura wyborów, w której udział biorą dwaj kandydaci z najwyższą liczbą głosów w pierwszej turze (w okręgach jednomandatowych) lub dwukrotnie większa liczba kandydatów z najlepszymi wynikami, niż liczba miejsc do obsadzenia w danym okręgu (w okręgach wielomandatowych). Pozostałe pięć miejsc w Zgromadzeniu Konsultatywnym przeznaczone jest dla przedstawicieli żyjących w Iranie mniejszości religijnych: po jednym dla żydów, zoroastrian, chrześcijan wyznania asyryjskiego i chaldejskiego oraz dwa dla wiernych Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego (po jednym dla Ormian z północy i południa kraju).Same wybory do Islamskiego Zgromadzenia Konsultatywnego nie są w pełni wolne i demokratyczne w naszym, zachodnim, rozumieniu tych terminów. Przesądzają o tym przede wszystkim znaczące ograniczenia biernego prawa wyborczego. Mają one formę swoistej preselekcji kandydatów, dokonywanej przez Radę Strażników, która może nie dopuścić danego kandydata do udziału w wyborach. Zgodnie z konstytucją, powodem niedopuszczenia może być między innymi niezdolność psychiczna, poparcie dla obalonego szacha oraz partii i organizacji politycznych uznanych w Iranie za nielegalne, działalność antyrządowa, konwersja z islamu na inną wiarę lub apostazja, wyroki za zdradę i przestępstwa korupcyjne, uzależnienie od narkotyków lub handel narkotykami, czy choćby bycie posiadaczem znacznych obszarów ziemi. Jednak Rada Strażników stosuje bardzo szeroką, autorytatywną i zupełnie nieprzejrzystą interpretację przepisów, w efekcie czego może zupełnie swobodnie uniemożliwiać start w wyborach wszystkim kandydatom, uznanym za niebezpiecznych lub niewygodnych dla władz Republiki Islamskiej. Z dotychczasowej praktyki wynika, że przed każdymi wyborami odrzucana jest mniej więcej połowa osób deklarujących chęć kandydowania. Ponadto pojawiają się też oskarżenia o to, że Rada Strażników jest ciałem skorumpowanym, a jej pozytywną decyzję można sobie kupić wręczając łapówkę.Specyfika irańskiego ustroju hybrydowego przejawia się zarówno we wspomnianym powyżej sposobie wyłaniania parlamentu, jak również w jego uprawnieniach i funkcjonowaniu. Z jednej strony Islamskie Zgromadzenie Konsultatywne posiada większość standardowych kompetencji przysługujących parlamentom w ustrojach republikańskich. Z drugiej strony jego wewnętrzna suwerenność oraz kompetencje polityczne są w bardzo znaczącym stopniu ograniczone przez niewybieralne ciała, takie jak Najwyższy Prawnik oraz Rada Strażników, reprezentujące w irańskim systemie politycznym element teokratyczny. Do standardowych kompetencji parlamentu należy więc stanowienie prawa, które musi być zgodne z oficjalną religią kraju oraz z konstytucją. O tym czy jest zgodne czy też nie, decyduje Rada Strażników – ma ona więc kompetencje do zawetowania każdego aktu prawnego uchwalonego przez Islamskie Zgromadzenie Konsultatywne. Zgromadzenie głosuje nad ustawami przedstawionymi mu przez rząd oraz nad własnymi, zgłoszonymi przez co najmniej 15 posłów, ma prawo prowadzenia dochodzeń parlamentarnych, ratyfikuje umowy międzynarodowe, wyraża zgodę na ewentualne zmiany granic państwowych. W przypadku wojny lub innych sytuacji wyjątkowych parlament musi wyrazić zgodę na wprowadzenie przez rząd specjalnych środków lub ograniczeń. Zgoda Zgromadzenia jest też konieczna jeśli rząd zamierza wziąć pożyczkę lub jej udzielić, zatrudnić zagranicznych ekspertów, czy też przekazać komuś własność państwa, będąca częścią dziedzictwa narodowego. Islamskie Zgromadzenie Konsultatywne może powoływać komisje parlamentarne oraz nadzoruje prace rządu, do którego może zwracać się z interpelacjami i zapytaniami (zarówno do prezydenta jak i do poszczególnych ministrów). Parlament może też wyrazić wotum nieufności dla prezydenta, większością dwóch trzecich głosów (samą decyzję o odwołaniu prezydenta podejmuje jednak Najwyższy Przywódca).Ocena wyników wyborów parlamentarnych w Iranie nastręcza pewnych problemów. Spowodowane jest to z jednej strony specyfiką irańskiej sceny politycznej, z drugiej zaś brakiem pełnego dostępu do informacji o przynależności politycznej oraz poglądach reprezentowanych przez niektórych członków parlamentu. Specyfika irańskiej sceny politycznej polega na tym, że funkcjonuje tam duża liczba partii politycznych, które jednak nie wykazują się zbytnią różnorodnością programową. W praktyce większość irańskich partii, przynajmniej tych działających legalnie, zalicza się do jednego z dwóch dużych bloków – radykałów oraz reformistów. Jest to w dużej mierze wymuszone przez obowiązujący, większościowy, system wyborczy, który nie sprzyja samodzielnemu startowi w wyborach mniejszych partii. W efekcie przed wyborami partie polityczne o mniej więcej podobnym programie i ideologii łączą się w duże bloki i wystawiają wspólnych kandydatów w poszczególnych okręgach. Tak też stało się w wyborach z 21 lutego 2020 roku, gdzie większość popierających prezydenta Hassana Rowhaniego i jego rząd ugrupowań wystartowało jako umiarkowana i reformatorska Koalicja dla Iranu, zaś większość jego przeciwników o radykalnych i konserwatywnych poglądach stworzyła koalicję Dumny Iran.Lutowe wybory przyniosły zdecydowane zwycięstwo obozu radykalnego. Jego kandydaci zdobyli 221 miejsc w nowym, jedenastym Islamskim Zgromadzeniu Konsultatywnym, znacznie zwiększając swój stan posiadania w porównaniu do dziesiątego Zgromadzenia, w którym mieli tylko 84 przedstawicieli. Obóz reformistów zdobył zaś zaledwie 20 mandatów, co jest znacznie gorszym wynikiem od tego sprzed czterech lat, kiedy to jego przedstawiciele wprowadzili do parlamentu 121 swoich posłów. Kolejnych 38 miejsc przypadło posłom niezależnym oraz przedstawicielom mniejszych ugrupowań zaś 11 mandatów nie udało się obsadzić w pierwszej turze (wybory uzupełniające przeprowadzone zostaną we wrześniu 2020 roku).Zdecydowane zwycięstwo bloku radykałów i klęska reformistów wynikają z kilku przyczyn. Wyjątkowo niska w wyborach do jedenastego Islamskiego Zgromadzenia Konsultatywnego była frekwencja wyborcza, która wyniosła zaledwie 42,6% (w porównaniu do 61,6% cztery lata wcześniej). Tak niskiej frekwencji nie można raczej tłumaczyć strachem Irańczyków przez epidemią COVID-19, gdyż w Iranie pierwsze potwierdzone przypadki choroby odnotowano dopiero 19 lutego, a do 21 lutego, kiedy odbywały się wybory liczba osób oficjalnie zakażonych wynosiła 18. Irańskie władze, ani też media nie wszczynały jeszcze alarmu z powodu epidemii, choć w wypowiedziach przedstawicieli irańskich władz pojawiały się oskarżenia pod adresem państw zachodnich, że te, siejąc panikę związaną z koronawirusem, celowo dążą do zastraszenia Irańczyków, aby ci nie wzięli udziału w wyborach.Ostatecznie trudno powiedzieć na ile to właśnie strach przed zachorowaniem powstrzymał Irańczyków przed udaniem się do lokali wyborczych. Wydaje się jednak, że niską frekwencję należy raczej tłumaczyć faktem, że znaczna część wyborców, i to głównie tych, którzy cztery lata wcześniej głosowali na reformistów, świadomie nie wzięła udziału w wyborach. Powodem mogło to być z jednej strony rozczarowanie związane z ostatnimi latami rządów obozu reformistów, z drugiej zaś przekonanie, że wynik wyborów jest już przesądzony i udział w głosowaniu nie ma znaczenia. Przekonanie to było o tyle uzasadnione, że czystka dokonana przez Radę Strażników wśród kandydatów do jedenastego Zgromadzenia była wyjątkowo głęboka. Do udziału w wyborach nie dopuszczono około 51% spośród ponad 14 tysięcy zgłoszonych kandydatów, co mieści się w granicach normy. Udziału w wyborach zabroniono jednak przede wszystkim kandydatom obozu reformistów, w tym również aż trzem czwartym członków ustępującego parlamentu, zdominowanego właśnie przez reformistów. Z drugiej strony trzeba zwrócić uwagę na duże rozczarowanie Irańczyków ostatnimi latami rządów prezydenta Rowhaniego, uznawanego za lidera obozu reformistycznego. Sytuacja gospodarcza w kraju nie uległa poprawie, nie udało się wyprowadzić Iranu z międzynarodowej izolacji, zmniejszyć korupcji ani też rozwiązać innych palących problemów społecznych. Prezydent Rowhani, lawirując i szukając poparcia dla swoich reform, musiał także zgodzić się na daleko idące ustępstwa wobec Najwyższego Przywódcy oraz Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, w efekcie czego utracił wiarygodność w oczach znacznej części wyborców o umiarkowanych i reformatorskich poglądach. Do zwycięstwa bloku radykałów przyczyniła się także polityka administracji prezydenta Trumpa. Jej agresywne i wrogie działania wobec Iranu, takie jak wycofanie USA z umowy nuklearnej, nałożenie sankcji ekonomicznych czy zabójstwo generała Kasima Sulejmaniego, zdawały się potwierdzać narrację radykałów, że zawieranie układów z państwami zachodnimi nie ma sensu, a pójście na ustępstwa w kwestii programu nuklearnego było błędem.Opanowanie parlamentu przez radykałów raczej nie będzie miało wpływu na zmiany o charakterze ustrojowym w Iranie, gdyż sam ustrój polityczny tego kraju jest specjalnie tak skonstruowany, aby zmiany personalne na szczytach władzy nie mogły wywołać jego transformacji. Ponadto kompetencje parlamentu w irańskim systemie, jak wspomniano, dość mocno ograniczone. Wyniki wyborów z pewnością odbiją się natomiast na krótko i średnioterminowej sytuacji politycznej w kraju. Ostatni rok rządów prezydenta Rowhaniego upłynie niewątpliwie pod znakiem jego zmagań z otwarcie mu nieprzyjaznym parlamentem. Przedsmakiem tego było już przemówienie nowego przewodniczącego Islamskiego Zgromadzenia Konsultatywnego, Mohammada Baghera Ghalibafa, który 27 maja, na inauguracyjnym posiedzeniu parlamentu, bardzo ostro zaatakował prezydenta Rowhaniego i jego, jak to określił, „dysfunkcyjny” rząd. Sam Ghalibaf wyrasta przy tym na lidera obozu radykałów i nie ukrywa swoich politycznych ambicji. Ten były burmistrz Teheranu oraz były dowódca Sił Powietrznych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej zamierza wykorzystać funkcję przewodniczącego parlamentu jako odskocznię do startu w zaplanowanych na 2021 rok wyborach prezydenckich. Ghalibaf ubiegał się już co prawda bez powodzenia o prezydenturę w latach 2005, 2013 i 2017, tym razem jednak będzie bez wątpienia jednym z głównych, jeśli nie głównym, kandydatem do zwycięstwa.Po ostatnich wyborach parlamentarnych siły umiarkowanych reformatorów w Iranie są niewątpliwie w odwrocie, a radykałowie i konserwatyści nabrali wiatru w żagle. Ponieważ wyniki wyborów w Iranie nie są jednak dobrym odzwierciedleniem nastrojów społecznych, ten zwrot polityczny nie oznacza jednak bynajmniej diametralnej zmiany ideologicznej w społeczeństwie irańskim. Należy się raczej spodziewać, że wydarzenia towarzyszące wyborom do jedenastego Zgromadzenia jeszcze bardziej pogłębiły podziały w irańskim społeczeństwie.

Noty

Polityka Rządu Kanady w kontekście koronawirusa

06.08.2020

W Kanadzie pierwszy potwierdzony przypadek zachorowania na COVID-19, który wywoływany jest przez koronawirusSARS-CoV-2, odnotowano w styczniu br.Jak podało Ministerstwo Zdrowia, była to 50 - letnia osoba, podróżująca z Wuhan do Toronto.Z danych dostępnych na worldometers.info wynika, że na dzień 24 czerwca br., wKandzie zakażonych wirusem było 101, 963 osoby. Z jego powodu odnotowano 8, 454 zgony, wyzdrowiało 64, 704 osoby, a aktywnych przypadków zakażenie wirusem według danych jest 28, 805 osób[1]. W przygotowanym zestawieniu Kanada zajmuje 19 miejsce wśród państw dotkniętych pandemią koronawirusa, ustępując w liczbie zakażeń m.in.: Stanom Zjednoczonym (2,424,493), Brazylii(1,151,479), Rosji(606,881),Ukrainie (306,210), Hiszpanii(293,832), Włochom (238,833), Niemcom (192,778) czy Francji(161,267)[2].Mimo pandemii premier Justin Trudeau nie podjął decyzji o wprowadzeniu stanu wyjątkowego w całej Kanadzie. Dlaczego? wynikało to z rozmów przeprowadzonych z władzami poszczególnych prowincji, ponieważ wprowadzenie takiego stanu oznaczałoby zwiększenie uprawnień rządu, na rzecz zmniejszenia kompetencji właśnie prowincji Kanady. Dlatego władze nie podjęły decyzji o jego wprowadzeniu, ale w każdej z prowincji na mocy obowiązującego w nich prawa, zostały wprowadzone stany nadzwyczajne. Rząd federalny postanowił powziąć szereg działań mających wspomóc osoby dotknięte wirusem, ale także uchronić gospodarkę przed negatywnymi skutkami wynikającymi z COVID-19. Premier J. Trudeau ogłosił, że rząd zwiększył pomoc dla przedsiębiorców z 82 do 107 mld dolarów kanadyjskich (CAD), z których w postaci 75% finansowane mają być pensje dla pracowników oraz w kwocie do 40 tysięcy CAD udzielane pożyczki dla małych firm. Powyższą kwotę rząd, postanowił przeznaczyć także na świadczenie w wysokości 2 tysięcy CAD - na okres 4 miesięcy, dedykowane osobom, które w związku z pandemią straciły pracę, a nie mają prawa do skorzystania z zasiłku. Do początku maja br., taki wniosek złożyło prawie 8 mln Kanadyjczyków co przełożyło się na wypłatę ponad 28 mld CAD. Ponadto emeryci, otrzymali wsparcie w postaci świadczenia od 300 do 500 CAD, a rząd przeznaczył na ten cel 2,5 mld CAD. Premier J. Trudeau zapewnił także pomoc wszystkim prowincjom w walce z wirusem w wysokości miliona CAD.Na podstawie danych kanadyjskiej agencji rządowej Statistics Canada z dnia 19 czerwca br., możemy zauważyć spadki praktycznie w każdym sektorze gospodarki. Sprzedaż żywności w kwietniu spadła o 13%, ponieważ wirus negatywnie wpłynął na pracę zakładów przetwórstwa mięsnego, co było spowodowane pojawiającymi się zakażeniami. W dodatku wtym samym miesiącu odnotowano spadek sprzedaży ropy naftowej o 46% spowodowany małym zapotrzebowaniem na ten surowiec. Co więcej jak podaje Statistics Canada „Sprzedaż hurtowa spadła w kwietniu o niespotykane dotąd 21,6%, ponieważ czterech na pięciu hurtowników poinformowało, że COVID-19 wpłynął na ich działalność. Łączna sprzedaż w kwietniu wyniosła 49,8 mld USD, najniższy poziom od połowy 2013 r.Podczas gdy wszystkie podsektory odnotowały spadki, niższa sprzedaż związana z samochodami stanowiła ponad 40% całkowitego spadku sprzedaży hurtowej. Sprzedaż pojazdów silnikowych, części i akcesoriów spadła o 65%, ponieważ przestoje i słabszy popyt konsumpcyjny poważnie wpłynęły na działalność”[3]. Ważną gałęzią kanadyjskiej gospodarki jest sektor rybołóstwa, który także potrzebuje pomocy, a pracuje w nim ponad 70 tys. osób. Kanada jest istotnym podmiotem na światowym rynku, ponieważ eksportuje produkty do 140 krajów. W związku z tym premier, ogłosił program dla rybołóstwa o wartości 470 mln CAD, a pieniądze mają być przeznaczone na wsparcie finansowe dla rybaków i ich załóg.Powyższe sytuacje spowodowały drastyczny wzrost bezrobocia w Kanadzie, który objął 3 mln osób. Premier J. Trudeau, zadeklarował wsparcie dla osób, które straciły pracę wzwiązku z COVID-19 oraz zapowiedział powołanie rządowego zespołu mającego przygotować swego rodzaju strategię wyjścia kanadyjskiej gospodarki z kryzysu. Nakłada to na rządzących Kanadą, którzy sprawują władzę w państwie federacyjnym o ustroju politycznym będącym monarchią konstytucyjną z parlamentarno-gabinetowym systemem rządów, obowiązek współpracy między rządem federalnym, a parlamentem. Tak było m.in. podczas prac nad wspomnianym powyżej pakietem pomocowym, kiedy to po burzliwej dyskusji parlament zaakceptował plan dla gospodarki. Kwestią sporną był jednak przepis na podstawie, którego rząd otrzymałby czasowe prawo pozwalające na pożyczanie pieniędzy oraz wprowadzanie podatków bez zgody wyrażonej właśnie przez parlament. W toku dyskusji Premier J. Trudeau ostatecznie wycofał się z tego przepisu.Gospodarka kanadyjska tak jak gospodarki innych państw znalazła się w trudnej sytuacji. Stąd w tym kontekście niezwykle ważna jest polityka władz państwowych, ponieważ bez odpowiedniego wsparcia rządowego nie tylko Kanada, nie będzie w stanie poradzić sobie ze skutkami koronawirusa. Utrzymanie miejsc pracy oraz wsparcie dla różnych sektorów gospodarki stały się priorytetami rządów na całym świecie.[1]Strona główna worldometer, Covid-19 CoronawirusPandemic, worldometers.info, https://www.worldometers.info/coronavirus/#countries (dostęp: 24.06.2020 r.)[2]Tamże.[3]Strona główna Statistics Canada, Canadian Economic Dashboard i COVID-19, https://www150.statcan.gc.ca/n1/pub/71-607-x/71-607-x2020009-eng.htm?HPA=1 (dostęp: 24.06.2020)

Noty

Przemiany chryzantemowego tronu

03.08.2020

Japonia to kraj uznawany za najstarszą monarchię świata. Symbol tradycji, ciągłości i legitymizacji władzy, niezmiennie sprawowanej przez rodzinę cesarską. Wciąż żywy system polityczny, w którym wierzenia i mitologia przez setki lat zapewniały trwałość władzy. W jednej z najnowocześniejszych metropolii świata jeden człowiek wciąż owiany jest aurą tajemniczości, która w coraz większym stopniu staje się przedmiotem zainteresowania opinii publicznej. Zmieniająca się rzeczywistość sprawia jednak, iż wizerunek realnego władcy coraz częściej zastępuje obraz osoby publicznej będącej symbolem narodu japońskiego.Japonia to dziś państwo, które boryka się z ogromnym problemem, jakim jest starzejące się społeczeństwo i regres demograficzny. Problem państwa niczym w zwierciadle widać w rodzinie cesarskiej. Zmniejszająca się liczba uprawnionych pretendentów do chryzantemowego tronu skłania do pytania w jakiej formie cesarstwo trwać będzie w XXI wieku. Po abdykacji cesarza Akihito w kwietniu 2019 roku, która stanowiła pierwszy od ponad 200 lat tego typu precedens, urzędnicy rządowi rozpoczęli otwartą dyskusję mającą na celu zażegnanie coraz poważniejszego kryzysu, który mógłby w perspektywie najbliższych lat doprowadzić do wygaśnięcia władzy najstarszej z panujących dynastii współczesnego świata.Dzisiejsza Japonia to także kraj, któremu przychodzi się zmierzyć z własną nierozliczoną przeszłością. Rokrocznie uwaga mediów całego świata skupia się na cesarskiej świątyni Yasukani. W wypełnionej symboliką przypominającą monarchię świątyni spotykają się ci, którzy po dzień dzisiejszy gotowi są oddać życie za swojego Syna Niebios (np. skrajnie prawicowa Dainippon Shinminjuku) z tymi dla których instytucja cesarza to archaizm i ograniczenie procesu demokratyzacji i reform. Każdego roku pod Yasukani dochodzi do strać lewicy i prawicy. Lewica coraz głośniej zarzuca monarchii brak historycznej odpowiedzialności za militaryzm, deprecjację udziału Japonii w II wojnie światowej oraz politykę imperialną. Drugi skraj politycznej barykady zajmują przejawiające jawny militaryzm grupy podobne do skrajnie prawicowej „Doketsusha” uznające za bóstwa 2,5 mln żołnierzy poległych w imię cesarza, który nadal cieszy się niemal boską czcią. Sytuację tą dość trudno przeciwstawić warunkom europejskim. Nie sposób wyobrazić sobie bowiem ażeby podobne sytuacje w majestacie prawa miały miejsce w odniesieniu do ugrupowań z okresu II wojny światowej.Japońska monarchia jest dziś zakładnikiem przeszłości. Jej wizerunek cierpi przez rzekomą rolę, jaką Cesarz Japonii odegrał podczas II wojny światowej. Przeszłość do dnia dzisiejszego kładzie się cieniem i budzi kontrowersje we współczesnej Japonii. Pomimo, że od śmierci cesarza Hirohito stanowiącej kres epoki Showa, której nazwa na przekór historii znaczy „Era Oświeconego Pokoju” minęło już ponad 30 lat. Skrajna prawica stara się zawłaszczyć cesarza jako symbol nacjonalizmu. Trwająca niemal 30 lat epoka Heisei (dosłownie „tworzenie pokoju”) stanowiąca okres panowania cesarza Akihito wyznaczyła kierunek przemian i umiejscowienia instytucji cesarstwa w Japonii. Już odejście Hirohito stało się niejako „wydarzeniem medialnym”. Potężne tabu, jakim była wszelka forma krytyki cesarza za rolę, jaką odegrał w trakcie II wojny światowej powoli zaczęło ustępować coraz większej wolności słowa. Oczywiście było to trudno akceptowalne przez część mocno tradycjonalistycznego społeczeństwa. Najlepszym tego typu przykładem może być próba zabójstwa Hitoshiego. „W grudniu, kiedy cesarz był umierający, burmistrz Nagasaki dał publicznie wyraz swemu przekonaniu, że cesarz ponosi odpowiedzialność za wojnę”. Nie była to nowa ani niezwykła opinia. Ale obrońcy cesarza niezwykle ostro napiętnowali burmistrza Motoshimę Hitoshiego a postrzelenie go w nieudanej próbie zamachu w 1990 roku było echem opresyjnej polityki lat 30.” [1] Po tym wydarzeniu Komitet Obywateli Nagasaki na Rzecz Wolności Słowa [Gendron no Jiyu o Motomeru Nagasaki Shimin no Kai] stanowczo bronił burmistrza. Komitet stworzył petycję, w której wzywał do zdjęcia tabu z politycznych dyskusji na temat cesarza. W ciągu kilku miesięcy podpisało ją prawie czterysta tysięcy ludzi. Współcześnie dyskusja o roli cesarza jest już powszechnie akceptowalnym faktem. Dziś znaczna część obywateli postrzega monarchę jako symbol, a nie realny ośrodek władzy i chociaż co pewien czas odżywają obawy o odnowienie więzi pomiędzy państwem a religią shinto zarówno emerytowany cesarz Akihito oraz jego żona cesarzowa Michiko jak i nowy cesarz Naruhito i cesarzowa Masako cieszą się ogólnospołecznym szacunkiem. Nie oznacza to bynajmniej, że rodzina cesarska nie będzie miała w najbliższej przyszłości żadnych problemów.Największym wyzwaniem jest reforma uchwalonego po przełomie ustrojowym podczas restauracji Meiji archaicznego prawa, które przewidywało, że tron ​​cesarski objąć mogą tylko mężczyźni pochodzący z linii męskiej rodu cesarskiego. Wszelkie próby zmian powyższych zapisów i dopuszczenie do sukcesji tronu kobiet odkładano na poźniej natychmiast po pojawieniu się potomka, uprawnionego do dziedziczenia tronu.Jego Cesarska Mość Cesarz Naruhito, którego objęcie tronu w 2019 roku zapoczątkowało erę Rewia co oznacza „Piękną Harmonię” z całą pewnością będzie miał trudne zadanie przekuć rysy na wizerunku instytucji cesarza w sukces i zyskać przychylność oczekującego transparentności i coraz większej kontroli społeczeństwa. Wydaje się, że obecnemu władcy w społecznej aprobacie znacznie pomóc może własne doświadczenie. W 1993 roku obecny cesarz, a ówczesny książę Naruhito ożenił się z kobietą spoza wąskiego kręgu arystokracji dworskiej. Jego oblubienicą była Owada Masako, córka wysoko postawionego dyplomaty. Bardzo dobrze wykształcona: skończyła studia pierwszego stopnia na Uniwersytecie Harvarda, podjęła studia drugiego stopnia na Uniwersytecie w Oksfordzie i Uniwersytecie Tokijskim po czym przez siedem lat pracowała w służbie dyplomatyczniej Ministerstwa Spraw Zagranicznych. [2] Dziś losy monarchy są przedmiotem wielkiego zainteresowania opinii publicznej. Społeczeństwo nie szuka już w życiu władcy idyllicznych baśni a coraz częściej zadaje pytania o koszty funkcjonowania dworu. Tym bardziej, że są one często dość znaczące wg. szacunków zwyczaj daijosai, czyli pierwsze ofiarowanie nowo zebranego ryżu bóstwom shinto przez nowego cesarza kosztowało ok. 2,7 mld jenów (tj. ok. 24 mln dolarów). [3] Powyższe koszty, które przy okazji celebracji świąt i wydarzeń z okazji rocznic związanych z cesarzem coraz częściej generują koncerty i wydarzenia kulturalne będące w założeniu magnesem dla młodych ludzi, stanowiących nie tyle wiernych poddanych co wierną publikę.Współcześnie coraz wyraźniej jawi się przemiana w postrzeganiu władcy z obiektu czci w sławną osobistość. Społeczeństwo bardziej niż wpływem na realną politykę znacznie częściej interesuje się życiem prywatnym rodziny cesarskiej. Przez pierwsze osiem lat małżeństwa obecna para cesarska pozostawała bezdzietna. W 2001 roku księżna urodziła dziewczynkę – księżniczkę Aiko. Jednym z tematów, które w najbliższej przyszłości będzie musiał podjąć obecny cesarz, jest powracająca kwestia sukcesji tronu. W Japonii kobiety od ponad 300 lat nie mogą dziedziczyć władzy, choć w historii kraju kobiety dziesięciokrotnie zasiadały na tronie cesarskim (osiem kobiet wstąpiło na cesarski tron ​​Japonii; ponieważ dwie sprawowały władzę dwukrotnie pod różnymi nazwami cesarskimi, pojawiają się zatem 10 razy na oficjalnej liście 126 cesarzy): osiem w wiekach VI-VIII i dwie w wieku XVII-XVIII. [4] Historycznie rzecz biorąc, nie było absolutnego wymogu, aby cesarze należeli do linii męskiej. Obecnie japońskie prawo dotyczące sukcesji tronu cesarskiego stanowi wyraźnie, że tylko „potomstwo płci męskiej w linii męskiej należącej do rodu cesarskiego” może zostać cesarzem. W 2004 roku, po czterech dekadach bez męskich narodzin w rodzinie cesarskiej, narastające poczucie kryzysu skłoniło premiera Koizumi Jun’ichirō do powołania grupy badawczej zajmującej się prawem rodu cesarskiego i kwestiami sukcesji. Opracowany w 2005 raport, zalecał umożliwienie kobietom i ich matrylinearnym potomkom objęcia tronu chryzantemy; ale zanim ustawodawcy mogli podjąć działania w tej sprawie, w roku 2006 r. Agencja Dworu Cesarskiego wydała oświadczenie, że księżniczka Kiko (żona księcia Akishino młodszego brata Cesarza Nruhito) jest w ciąży, a następnie we wrześniu tego roku urodził się książę Hisahito. Tym samym prace nad zmianą umożliwiającą sukcesje kobiet zostały odrzucone. Temat powrócił niemal dekadę później kiedy to w 2017 r., uchwalono specjalne prawo umożliwiające abdykację cesarza Akihito. W dokumencie tym zawarto dodatkową rezolucję wzywającą rząd do omówienia sposobów zapewnienia stabilnej przyszłej sukcesji. W chwili obecnej tylko trzech mężczyzn może zostać następcami cesarza Naruhito: jego młodszy brat Fumihito, jego bratanek Hisahito, obecnie 13-letni, i jego starszy wuj Masahito. [5]W obecnym systemie, jeśli Hisahito zostanie cesarzem i nie będzie miał syna, zabraknie następcy tronu. Zgodnie z deklaracją, jednym z kluczowych wyzwań japońskiego rządu jest zaangażowanie się w dyskusje na temat osiągnięcia stabilnej sukcesji cesarskiej. Po raz pierwszy rzecznik rządu, Yoshihide Suga, odniósł się do takiego terminu i wezwał parlament do rozpoczęcia dyskusji w tej sprawie. Następca tronu, młodszy brat cesarza Naruhito, miał ogłosić swój status pierwszego w kolejce do tronu podczas ceremonii „Rikkoshi senmei no gi” (ceremonia ogłoszenia księcia koronnego). Zapowiadane rządowe rozmowy rozmowy, które miały rozpocząć się po uroczystościach inwestytury księcia Fumihito zaplanowanej na 19 kwietnia br. zostały jednak przełożone przez opóźnienie ceremonii spowodowane pandemią COVID-19.Opinie na temat sukcesji cesarskiej są podzielone i chryzantemowy tron wciąż ogniskuje nadzieje i obawy żywione zarówno przez konserwatystów jak i reformatorów. Rewizja prawa o sukcesji tronu wydaje się dziś koniecznym znakiem czasu. Tron, pomimo iż nie wzbudza już strachu ani bezgranicznej czci nadal jest istotnym elementem tożsamości narodu japońskiego. Władza cesarska przetrwała w Japonii ponad 2000 lat i stała się częścią kultury, wierzeń i tożsamości. Dziś przyszłość chryzantemowego tronu dzieli japońskie społeczeństwo. Jedni otwarcie dążą do utworzenia republiki upatrując w istniejącym systemie zagrożenia, inni widzą w cesarzu gwaranta jedności kraju, stojącego na straży spójnej polityki państwa. Pomimo, że instytucja cesarza stanowi archaizm i nie jest już szczególnie ważna w życiu przeciętnego Japończyka, wciąż jednak stanowi symbol państwa wschodzącego słońca. System cesarski przetrwał gdyż cały czas ewoluuje. Pozycję cesarza jako naczelnego kapłana w religii shinto zapewnia mu kluczową rolę. Dopóki shintoizm stanowi religię narodową, cesarz ma istotne zadanie do wykonania. Dzisiejsza monarchia japońska zderza się z problemem, w jaki sposób dostosować się do współczesnych realiów. Władca jest dziś łącznikiem z przeszłością, która stanowi część japońskiej duszy. Era Heisei zapoczątkowała zmiany, od których nie ma odwrotu, a rola Cesarza jako duchowego przywódcy Japonii wydaje się niezagrożona.[1] Andrew Gordon, Nowożytna historia Japonii, wyd. PIW, 2010 r., s. 419[2] Emperor Naruhito’s Ascension, The Japan Times 1 V 2019, https://info.japantimes.co.jp/ads/pdf/20190501-Emperor_Naruhitos_Ascension.pdf - dostęp 20 VII 2020[3] Rafał Tomański, Bóg na emeryturze. Japonia wkracza w nową erę i czeka na G20 - https://businessinsider.com.pl/polityka/japonia-abdykacja-cesarza-g20-reiwa-ekonomia/jrv61d8 - dostęp 20 VII 2020[4] Japan’s Female Emperors - https://www.nippon.com/en/japan-data/h00753/ - dostęp 19 VII 2020[5] Japan eyes succession talks after crown prince's April announcement - https://english.kyodonews.net/news/2020/02/454ab9292e42-japan-eyes-succession-talks-after-crown-princes-april-announcement.html - dostęp 19 ~VII 2020

Noty

Impeachment Prezydenta Donalda Trumpa

01.08.2020

Impeachment ( z ang. „postawienie w stan oskarżenia) to procedura, która wywodzi się z anglosaskiej tradycji parlamentarnej, służąca przede wszystkim realizacji odpowiedzialności konstytucyjnej wyższych urzędników państwowych, w tym Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki. Procedurę inicjuje Izba Reprezentantów. Niższa izba kongresu USA stawia w stan oskarżenia za przestępstwa wynikające ze sprawowanego urzędu m.in. za wykorzystanie pozycji, nadużywania kompetencji czy popełnienia przestępstwa w związku z zajmowaną funkcją. Komisja sprawiedliwości izby decyduje, które przepisy procedury zastosuje, a także gromadzi materiał dowodowy, który następnie przedstawiany jest na posiedzeniu plenarnym. Izba Reprezentantów może wystąpić z oskarżeniem dopiero po przeprowadzeniu głosowania i uzyskaniu w nim większości głosów. Dopiero wtedy przedstawione zarzuty stanowią formę „aktu oskarżenia” i wniosek trafia do Senatu, którego wyłączną kompetencją jest orzeczenie winy lub uniewinnienie oskarżonego. Wyższa izba parlamentu pełni rolę ławy przysięgłych, natomiast przewodniczący komisji sprawiedliwości izby reprezentantów – prokuratora w procesie. Ponadto warto zauważyć, że w przypadku impeachmentu prezydenta wymogiem formalnym jest to, aby przewodnictwo w Senacie na czas procedury pełnił przewodniczący Sądu Najwyższego USA. Drugim istotnym wymogiem formalnym jest większość dwóch trzecich obecnych na posiedzeniu parlamentarzystów, która jest potrzebna do uznania winy oskarżonego. Do usunięcia głowy państwa potrzeba więc 67 głosów w 100 osobowej izbie. Od decyzji Senatu nie ma odwołania. Wyższa izba amerykańskiego kongresu może jedynie usunąć oskarżonego z urzędu. Natomiast jeżeli w wyniku przeprowadzonego śledztwa, okaże się, że osoba postawiona w stan oskarżenia na podstawie impeachmentu, popełniła przestępstwo ścigane powszechnie, może ona również stanąć przed sądem powszechnym. Prezydent ma prawo do obrony podczas procesu.Do roku 2020 procedurę impeachmentu rozpoczęto wobec dwóch urzędujących prezydentów: w 1868 roku wobec Andrew Johansona oraz w 1998 wobec Billa Clintona. Obaj przywódcy zostali uniewinnieni. Natomiast bliski utraty urzędu zpowodu impeachmentu był prezydent Richard Nixon w 1973 r. Jednak w obawie przed usunięciem go przez Senat w wyniku afery Watergate, został oskarżony o nadużywanie władzy poprzez użycie nielegalnych metod do walki z oponentami politycznymi i utrudnianie pracy wymiaru sprawiedliwości, podał się do dymisji, unikając odpowiedzialności.Nancy Pelosi - Spiker Izby Reprezentantów ogłosiła 24 września 2019 r. rozpoczęcie procedury impeachmentu w stosunku do prezydenta Donalda Trumpa. Natomiast formalne przyjęcie dwóch artykułów impeachmentu nastąpiło w izbie niższej kongresu 18 grudnia 2019 r. Głowa państwa została po pierwsze oskarżona o nadużycie wcelu osiągnięcia własnych korzyści politycznych. Ujawniono, że Trump wraz zprzedstawicielami swojej administracji wywierał presję na prezydencie Ukrainy. Amerykańska pomoc wojskowa w związku z konfliktem w Donbasie miała być wstrzymana do czasu ogłoszenia przez Wołodymyra Zełeńskiego śledztwa przeciwko byłemu wiceprezydentowi, a obecnie kontrkandydatowi w listopadowych wyborach Joe Bidenowi oraz jego synowi – Hunterowi Bidenowi. Drugim zarzutem była obstrukcja prac Kongresu w związku z wyjaśnieniem sprawy. 22 stycznia rozpoczął się senacki proces, który zakończyło głosowanie 5 lutego. Senat, w którym większość ma partia republikańska uniewinnił D. Trumpa od stawianych zarzutów. W pierwszym artykule impeachmentu 48 parlamentarzystów głosowało za, a 52 przeciw, natomiast w drugim 47 za, a 53 przeciw.Warto odnotować, że pierwszy raz w historii Stanów Zjednoczonych Ameryki powody rozpoczęcia procedury impeachmentu nie dotyczą wydarzeń wewnątrzkrajowych, lecz są związane z polityką zagraniczną. Jest to złamanie dotychczasowej zasady „Politics stops at the water’s edge” (tł. „Polityka kończy się na brzegach oceanu”) obowiązującej w amerykańskiej polityce. Tezę tą sformułował Artur Vandberg, przewodniczący senackiej komisji ds. zagranicznych, który uważał, że demokraci i republikanie mogą ścierać się brutalnie na „krajowym podwórku”, ale nie wolno jest przenosić konfliktów wewnętrznych na arenę międzynarodową. Ponadto warto dodać, że sama procedura pozbawienia prezydenta urzędu nie wpłynęła negatywnie na poparcie Donalda Trumpa. W sondażu przeprowadzonym przez Instytutu Gallupa Trump uzyskał najwyższe poparcie, od czasu objęcia urzędu w styczniu 2017 r. Ułaskawienie Trumpa, znacznie zwiększa potencjalne szanse na prezydencką reelekcje w listopadowych wyborach. Dodatkowo warto zauważyć, że mimo wysokiego poparcia, około połowa amerykanów w sondażach, chciała usunięcia Trumpa z urzędu, co wskazuje na pogłębione podziały w społeczeństwie. Ponadto politycy partii demokratycznej stracili „potężny oręż” do przeprowadzania kolejnych ataków na urzędującą głowę państwa.Reasumując, warto wspomnieć, iż procedura impeachmentu jest krytykowana przez cześć konstytucjonalistów, ze względu na swój polityczny charakter. Proces prowadzony jest przez kongresmenów, a nie przez przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Podobnie jak we wcześniejszych przypadkach, partia wspierająca prezydenta mająca większość w senacie „ocaliła” głowę państwa. Tylko jeden przedstawiciel republikanów – senator Mitt Romney, uznał, że Trump nadużył władzy izagłosował za impeachmentem.

Noty

Rumunia: Senat odrzucił projekt ustawy o statusie autonomii tzw. Kraju Seklerów

30.07.2020

W dniu 29 kwietnia 2020 r. media rumuńskie podały informację o tym, że Senat Rumunii (izba wyższa parlamentu) po dwugodzinnej debacie poparł 126 głosami za, 9 przeciwko, report o odrzuceniu projektu ustawodawczego o autonomii tzw. Kraju Seklerów (rum. Ținutul Secuiesc, w nawiasach: Székélyföld-Terra Siculorum). Wcześniej jednak rumuńska opinia publiczna dowiedziała się, że Izba Deputowanych (Camera Deputaților) przyjęła ów projekt w trybie „milczącej aprobaty” – bez debaty i głosowania, na skutek proceduralnego przeoczenia – ponieważ 24 kwietnia upłynął termin na jego rozpatrzenie.Należy przypomnieć, że Węgrzy-Seklerzy stanowią ok. 6% obywateli Rumunii, zaś na terenach tzw. Seklerszczyzny – ok. połowę populacji. Ziemie zamieszkane przez Seklerów w latach 1952-1968 stanowiły Węgierski Okręg Autonomiczny (rum. Regiunea Autonomă Maghiară, węg. Magyar Autonóm Tartomány). Ta autonomiczna jednostka terytorialna została powołana na mocy konstytucji Rumuńskiej Republiki Ludowej z 1952 r. W praktyce wiele stanowiących ją zapisów pozostawało wyłącznie na papierze, jednak od czasu jej likwidacji, już w postkomunistycznej Rumunii temat węgierskiej autonomii co jakiś czas powracał do debaty publicznej.Projekt o specjalnym statusie Kraju Seklerów został zarejestrowany w Izbie Deputowanych Rumunii 23 grudnia 2019 r. pod numerem 670, przez posłów Demokratycznego Związku Węgrów Rumunii (rum. Uniunea Democrată Maghiară din România, UDMR, węg. Romániai Magyar Demokrata Szövetség, RMDSZ) – Józsefa György Kulcsár-Terza i Zsolta-Istvána Bíró. Autonomia miałaby według tego projektu obejmować leżące w Siedmiogrodzie (rum. Transilvania lub Ardeal, węg. Erdély) obwody-województwa (rum. județ) Covasna i Harghita zamieszkane w większości przez Węgrów-Seklerów, oraz tzw. krzesło (rum. scaun, węg. szék) historyczne Marmaroszu (rum. Mureș, węg. Maros). Jako języki urzędowe zapowiadane były węgierski i rumuński. Organem kierowniczym, wybranym na cztery lata przez głosowanie powszechne w autonomii, miała być Rada Samorządowa (rum. Consiliul de Autoadministrare). Ta Rada wyznaczałaby Komisję Samorządową (rum. Comisia de Autoadministrare), z którą razem zajmowałyby się sprawami regionalnymi. W stosunkach pomiędzy regionem a rządem Rumunii rolą pośredniczą miałby odegrać prefekt mianowany przez rząd Rumunii. Decyzje przyjmowane w regionie miałyby pozostawać pod kontrolą Trybunału Konstytucyjnego Rumunii.Projekt dokumentu składał się z XIV rozdziałów, w tym 132 paragrafów. W uzasadnieniu złożonym razem z projektem, autorzy zaczęli od przywołania idei, że autonomia terytorialna jest wymagana w świetle zasad dokumentów międzynarodowych (OBWE, Rada Europy etc.), oraz z praktyki szeregu państw Unii Europejskiej np. Tyrol Południowy we Włoszech, Wyspy Alandzkie w Finlandii, regiony Flandria i Walonia w Belgii. Autonomia istniała w historycznym regionie Kraju Seklerów od 1200 r. w formie „krzeseł seklerskich”. Autorzy zapewniali, że ta ustawa, gdyby została przyjęta, nie doprowadzi, wbrew zapowiedziom oponentów, do secesji Kraju Seklerów od Rumunii. Celem ustawy miało być zapewnienie „potrzebnych gwarancji i stworzenie należytych ram dla dobrobytu regionu autonomicznego, ochrony węgierskiej tożsamości Seklerszczyzny, oraz specyficznych interesów tej społeczności”.Po tym jak projekt Józsefa György Kulcsár-Terza i Zsolta-Istvána Bíró został zarejestrowany, zgodnie z procedurą kierownictwo Izby Deputowanych poprosiło o opinię Radę Gospodarczą i Społeczną, Radę Ustawodawczą, rząd Rumunii, oraz trzy komisje parlamentarne, i w lutym 2020 r. o raport od Komisji Administracji Publicznej i Planowania Terytorialnego. Po przekroczeniu terminu trzech miesięcy, 14 kwietnia 2020 r., Izba Deputowanych otrzymała negatywną opinię od rządu. Wówczas to bez żadnej debaty, w procedurze „milczącej aprobaty”, zgodnie z art. 75 (2) Konstytucji Rumunii, projekt ustawy został przyjęty i skierowany do Senatu 23 kwietnia 2020 r. Dnia 27 kwietnia 2020 r. projekt został wysłany do czterech Komisji Senatu w celu opracowania opinii do 5 maja, oraz w przypadku jednej Komisji do 12 maja. Po tym jak 29 kwietnia dwie komisje wydały negatywne opinie, na posiedzeniu Senatu 126 senatorów poparło raport Komisji Administracji Publicznej, który był negatywny wobec projektu autonomii Kraju Seklerów.Po odrzuceniu tego projektu autonomii, prezydent Rumunii, Klaus Iohannis wydał kontrowersyjną deklarację, którą rumuńska opinia publiczna była zaskoczona, jako że przez Iohannis uchodzi w powszechnym odczuciu za polityka zrównoważonego, niekontrowersyjnego i stroniącego od konfliktów. Iohannis oskarżył bowiem publicznie Partię Socjaldemokratyczną (PSD) o to, że spiskuje z UDMR – „PSD, wielki PSD, walczy w tajemniczych biurach Parlamentu, żeby oddać Siedmiogród Węgrom” (mediafax.ro). Na końcu powitał w języku węgierskim marszałka Izby Deputowanych, Marcela Ciolacu (PSD) i zapytał – „jaką obietnicę dał państwu lider z Budapesztu w zamian z tę umowę”? (romania.europalibera.org). Wypowiedź prezydenta Rumunii spotkała się z ostrą krytyką Krajowej Rady ds. Zwalczania Dyskryminacji (rum. Consiliul Național pentru Combaterea Discriminării, CNCD), która zdecydowała się na nałożenie na prezydenta kary finansowej.Interesujące jest to, że dyskusji merytorycznej na temat projektu nie było ani w parlamencie, ani w społeczeństwie, a w kontekście pandemii koronawirusu, temat nie przyciągnął dostatecznej uwagi opinii publicznej. Warto zaznaczyć, że po raz pierwszy projekt ustawy Kraju Seklerów, choć w trybie „domyślnej aprobaty”, został przyjęty przez Izbę Deputowanych. Z drugiej strony, populistyczna reakcja Iohannisa wyraźnie kreuje nowe linie podziałów politycznych, aniżeli służy ich zamazywaniu.

Noty

Czarnogórski konflikt o Cerkiew – autokefalia, czyli problem tożsamości i państwowości

28.07.2020

W ostatnich miesiącach Czarnogórą wstrząsają demonstracje wielu dziesiątek tysięcy protestujących obywateli Czarnogóry, organizowane we wszystkich większych miastach tego małego europejskiego państwa.Bezpośrednim powodem protestów było uchwalenie przez czarnogórską Skupsztynę (parlament) 26 grudnia 2019 roku nowej "Ustawy o wolnościach religijnych", a dokładniej, jej części dotyczącej kwestii własności majątku kościelnego w Czarnogórze. Mamy tu jednak do czynienia z kilkoma poziomami sporu, z których spór o własność jest tylko pierwszym i inicjującym inne.Pierwszym zatem poziomem sporu jest spór prawny, w którym pojawia się pytanie o to, kto jest właścicielem obszernych dóbr i nieruchomości używanych przez Serbską Cerkiew Prawosławną (SCP) w Czarnogórze. Zwolennicy danej ustawy uważają, że wszystko to, co nie zostało udokumentowane jako własność Cerkwi przed 1918 rokiem, automatycznie staje się własnością państwa. Przeciwnicy ustawy zaś twierdzą, że są to dobra i nieruchomości, które były przekazywane Serbskiej Cerkwi Prawosławnej przez władców lub zamożną szlachtę jeszcze od czasów średniowiecza, więc domaganie się obecnie odpisów z ksiąg wieczystych tych majątków jest iluzoryczne.Kolejnym poziomem sporu jest poziom historyczny. Obecnie w Czarnogórze istnieją dwie cerkwie. Z jednej strony jest to Serbska Cerkiew Prawosławna z jej metropolią czarnogórsko-primorską uznająca patriarchę w Belgradzie. Posiada ona status Cerkwi kanonicznej, czyli cieszącej się uznaniem ze strony innych Cerkwi (instytucja zbliżona do uznania międzynarodowego). Z drugiej zaś strony, istnieje Czarnogórska Cerkiew Prawosławna (CCP) założona w 1993 roku. Z punktu widzenia prawa kanonicznego nie jest ona uznawana za autokefaliczną, czyli niezależną. Ma jednak poparcie obecnego państwa czarnogórskiego. Uzasadniając swoje dzisiejsze dążenie do niezależności, CCP powołuje się na faktyczną autokefalię Cerkwi czarnogórskiej ustanowionej za czasów okupacji przez Imperium Osmańskie w XVIII wieku, niemniej utraconej zjednoczeniem z Serbską Cerkwią Prawosławną po powstaniu Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców w 1918 roku. Dzisiaj, obie Cerkwie uważają się za spadkobierców średniowiecznej Czarnogórskiej Cerkwi Prawosławnej i jej dóbr w Czarnogórze. Faktem jest jednak, że CCP ma bardzo ograniczony obszar oddziaływania, słowem, pełni posługę jedynie w kilku kaplicach w Cetyniu i jednej cerkwi w Kotorze. Niemniej jednak domaga się prawa do wszystkich cerkwi i klasztorów na terytorium Czarnogóry, jakie są obecnie własnością SCP. CCP w swoim działaniu otrzymuje pełne poparcie obecnej władzy Czarnogóry z prezydentem Milo Djukanoviciem na czele.Ostatnim, ale nie mniej ważnym sporem, jest spór o tożsamość. Władze czarnogórskie uważają, że Serbska Cerkiew Prawosławna neguje istnienie, odrębnej od serbskiej, tożsamości czarnogórskiej oraz odrębność narodu czarnogórskiego. Tym samym SCP podważa prawo do istnienia niepodległej i niezależnej Czarnogóry. Traktuje to jako kontynuację tzw. wielkoserbskiej polityki wobec Czarnogórców i Czarnogóry prowadzonej przez Serbię przynajmniej od roku 1918. Kwestia ta podnoszona była również podczas referendum niepodległościowego w Czarnogórze 21 maja 2006 roku i według władz czarnogórskich została rozstrzygnięta poprzez ogłoszenie niepodległości w dniu 3 czerwca 2006 roku.Komentarz:Władze Czarnogóry próbują wzmocnić swoją legitymację oraz suwerenność i stabilność państwa, między innymi poprzez utworzenie autokefalicznej Cerkwi Czarnogórskiej, na której państwo mogłoby polegać. Słowem, mamy do czynienia z politycznie umotywowaną próbą ustanowienia autokefalii. Stronami sporu są obecny prezydent Czarnogóry Milo Djukanović, pozostający nieprzerwanie u władzy od 1988 roku były komunistyczny aparatczyk, wraz z koalicją partii skupioną wokół jego Demokratycznej Partii Socjalistów (DPS) jako dominującej siły politycznej [rozpoczęli oni proces tworzenia autokefalicznej CCP ("Ustawa o wolnościach religijnych" została przyjęta z ich inicjatywy)], oraz, z drugiej strony, Serbska Cerkiew Prawosławna walcząca o utrzymanie statusu quo. Mimo, że istnieją próby Djukanovicia i DPS oskarżania Serbii (i pośrednio nawet Rosji) o podżeganie sporu, wydają się one być pozbawione podstaw. Serbia nie jest stroną sporu, a jej umiarkowana, ale i oczekiwana przychylność wobec stanowiska SCP w sporze, nie powinna być uznawana jako zarzut. Po stronie SCP opowiadają się czarnogórskie proserbskie partie opozycyjne skupione wokół Frontu Demokratycznego (FD) Andriji Mandicia.CCP opiera swoją aspirację do autokefalii na, jak mówią, autokefalii Cerkwi Czarnogórskiej istniejącej do 1918 roku, kiedy to Czarnogóra przestała istnieć jako niezależne państwo i stała się częścią Królestwa SHS - później Królestwa Jugosławii. Pamiętać należy jednak o tym, że aby uzyskać status autokefalii, nie wystarczy, aby Cerkiew była niezależna w tym sensie, że nikt nie ingeruje w jej działalność, ale musi także być w stanie samodzielnie konsekrować swoich biskupów. CCP nigdy nie była w stanie tego zrobić i tym samym niejako odbudowywać się od wewnątrz. Uzasadnionym jest zatem główny argument Serbskiej Cerkwi Prawosławnej, że CCP nigdy de facto nie była autokefaliczna.Historycznie rzecz ujmując, ustanowienie autokefalii bardzo często ma wymiar polityczny. Z wielowiekowej tradycji prawosławia można wywnioskować, że ilekroć powstawało państwo narodowe, prędzej czy później kończyło się to ustanowieniem autokefalii. Ostatnio z taką sytuacją mamy do czynienia w przypadku Ukrainy lub Macedonii Północnej. Tamtejsze Cerkwie opowiadają się za autokefalią wbrew woli Cerkwi macierzystych (odpowiednio rosyjskiej i serbskiej). Podstawową kwestią jest podkreślenie, by nie mieć najmniejszych wątpliwości, że mamy do czynienia z naprawdę odrębnymi narodami. W przypadku Ukrainy i Macedonii Północnej wielu uważa, że ​​tak dokładnie jest. Kwestia istnienia odrębnego narodu czarnogórskiego rodzi wiele kontrowersji. Zarówno w Serbii, jak i w Czarnogórze jest wielu, którzy uważają, że tożsamość czarnogórska jest tożsamością regionalną, a nie narodową, a Czarnogórcy są częścią „korpusu etnicznego” narodu serbskiego.Jeżeli państwo Czarnogóry wspiera proces tworzenia tożsamości narodowej i państwowej poprzez udzielanie poparcia dla autokefalii, musi mieć świadomość, że ustanowienie tej tożsamości jest możliwe tylko przy jednoczesnym pogłębianiu już istniejących i niebezpiecznych podziałów w społeczeństwie. Kontynuacja takiej polityki będzie miała swoją cenę. Ewentualne zwycięstwo, wydaje się, byłoby zwycięstwem pyrrusowym. Zamiast wzmocnienia państwa zwiększyłoby tylko napięcia w społeczeństwie. Pamiętajmy, że 28% mieszkańców Czarnogóry określa się mianem etnicznych Serbów, a raptem 44% ogółu mieszkańców tego państwa to Czarnogórcy, którzy, z kolei, w ogromnej większości deklarują swoją przynależność do Serbskiej Cerkwi Prawosławnej, uważając za swój język macierzysty język serbski. (Nie pozostaje bez znaczenia fakt, że około 1/4 reszty obywateli to mniejszości: Albańczycy, Chorwaci, muzułmanie bośniaccy, Turcy i inni).Należy także odnotować ostatnie wydarzenia mające miejsce podczas pandemii Covid-19, podczas których władze Czarnogóry organizowały aresztowania wielkich przeciwników wspomnianej "Ustawy o wolnościach religijnych" - najpierw metropolity SCP Amfilohija, a następnie episkopa (biskupa) Janikija, także z SPC. W sposób oczywisty próbowano politycznie wykorzystać członkostwo Czarnogóry w NATO i po cichu, z naruszeniem krajowych i międzynarodowych norm prawnych, konfiskować własność SCP. Niestety, działania te mogą doprowadzić do ponownego skupienia uwagi na Bałkanach Zachodnich w kontekście nowej destabilizacji regionu i potencjalnego wybuchu nowych konfliktów.