Logo Thing main logo

Tag: pandemia

Nota

Lavoro intelligente – czyli praca po włosku w dobie pandemii

13.11.2020

Czy rozwiązania z zakresu tzw. inteligentnej pracy wymuszone pandemią to jedynie sezonowa moda, czy początek rewolucji? Możliwe, że Włosi, dotknięci recesją, przekonają się o tym jako jedni z pierwszych. To będzie dla Italii także ważne doświadczenie kulturowe – na ile narzucony styl pracy a’la smart & agile wytrzyma zderzenie z głęboko zakorzenionym stylem włoskiego życia w duchu la vita è bella.W czasie pandemii wśród ekspertów zarządzania zasobami ludzkimi oraz samych zatrudniających i zatrudnianych zaczęto odważniej przywoływać ideę smart work – koncept porządkujący rynek pracy według zasady równowagi sfery pracy i życia (tzw. work-life balance), ujmujący pracodawcę i pracownika bardziej w kategoriach personalistycznych i wzajemnego poszanowania, niż według czystej logiki transakcji i rynkowej wymiany płaca za pracę. Rok 2020 to czas, gdy firmy i instytucje muszą optymalizować zarówno koszty, jak i system zadaniowania pracowników, a także komunikacji z nimi, co w wielu przypadkach oznacza zamykanie swoich biur i delegowanie zatrudnionych do pracy w domu. Jednym z krajów, w których najsilniej rozwinął się ten trend są Włochy. Inteligentna praca, najczęściej oparta na tzw. home office, do niedawna odbierana jako fanaberia pracownika i zło konieczne dla pracodawcy, po kilku miesiącach wymuszonego zastosowania zyskuje zwolenników po obu stronach. Czy to jedynie sezonowa moda, czy początek rewolucji? Możliwe, że Włosi, dotknięci recesją, przekonają się o tym jako jedni z pierwszych.We Włoszech fundamentem prawnym rozwiązań w zakresie inteligentnej pracy jest ustawa z 22 maja 2017 r., N. 81 pt. Misure per la tutela del lavoro autonomo non imprenditoriale e misure volte a favorire l'articolazione flessibile nei tempi e nei luoghi del lavoro subordinato (tłum.: Ustawa o Środkach ochrony samozatrudnienia osób niebędących przedsiębiorcami oraz środkach uelastycznienia czasu i miejsca pracy pracowników)[1]. W myśl jej zapisów, przedsiębiorców i pracowników zachęca się do pracy zorientowanej na wyniki poprzez realizację celów, a nie wypełnianie czasu pracy. Lavoro intelligente jest modelem zarządzania kapitałem ludzkim zmierzającym zatem w pierwszej kolejności do efektywności, przy czym nie warunkuje się jej a priori. Pracownik ma możliwość ustalenia z pracodawcą miejsca i czasu wykonania powierzonych zadań, a rozliczany jest przede wszystkim z wyników swoich działań[2]. W myśl włoskich rozwiązań (podobnych też do tych z innych krajów) – funkcją tak rozumianej pracy z jednej strony jest zwiększenie wydajności oraz konkurencyjności firmy. Z drugiej zaś ma ona pomagać pracownikom w zachowaniu lepszej równowagi między życiem zawodowym, a prywatnym. Do niedawna praca w tym formacie była przez Włochów w zasadzie niestosowana. Paradoksalnie, wraz z pandemią model inteligentnej pracy został w praktyce narzucony wszystkim pracownikom i pracodawcom, którzy mogli go wdrożyć[3].Istotnym posunięciem regulacyjnym, poszerzającym wpływ Ustawy N. 81 jest Dekret nadzwyczajny Premiera Luigi di Mayo z 1 marca br., dotyczący Covid-19, który zniósł wiele ograniczeń wykonywania pracy zdalnej oraz zmniejszył biurokrację. Przede wszystkim pracodawcy i pracownicy nie musieli już wyrażać zgody na zmianę formuły pracy, bez względu na zakres świadczeń (co zazwyczaj opóźniało proces). W kwestiach bezpieczeństwa pracy zwolniono pracodawców i pracowników z realizacji części przepisów BHP, które krępowały np. przepływ informacji, lub skuteczne wykonywanie zadań. Uproszczono również formalności, dotyczące obowiązkowych procedur komunikacji między pracodawcą, a organami administracji państwowej. Pracodawca ma możliwość dopełniania ich w sposób maksymalnie scyfryzowany w ramach jednego pliku dokumentów, bez względu na liczbę pracowników, i tylko do jednego urzędu[4].Druga fala zachorowań na Covid-19 we Włoszech już niedługo może spowodować ponowne wprowadzenie przez rząd lockdown’u. Wiosenne doświadczenia przekonały wielu sceptyków do uealastycznienia pracy, zwłaszcza świadczonej przez rodziców z dziećmi poniżej 14 roku życia, pracujących w sektorze prywatnym. Wprowadzone 19 maja 2020 roku przepisy pozwalają skorzystać im z tej formy pracy bez obowiązku podpisania osobnych umów z pracodawcą. Pracujący rodzice masowo korzystali z tego prawa, gdyż umożliwiło ono łączenie opieki nad uczącymi się zdalnie dziećmi z bezpiecznym wykonywaniem obowiązków służbowych[5].Test, jakim dla światowej gospodarki i rynku pracy jest pandemia Covid-19 pokazuje, że inteligentna praca sprawdza się nawet w stanie permanentnego kryzysu. Po wygaśnięciu choroby wiele włoskich firm będzie zapewne zachęcać swoich pracowników do kontynuowania tzw. zwinnych form pracy. Okazało się bowiem, że mogą one dać obu stronom – pracodawcy i pracownikowi – komfort utrzymania miejsca pracy z korzyścią dla wszystkich zainteresowanych. Włosi pracujący zdalnie postrzegają siebie jako bardziej produktywnych, skuteczniejszych i wydajniejszych. Potwierdzają to badania opinii, z których wynika także, że 6 na 10 pracowników włoskich chciałoby kontynuować pracę w domu nawet po zakończeniu stanu pandemii[6]. Póki co, według włoskich badaczy, nowy format pracy we Włoszech sprawdził się – Włosi doceniają poczucie dobrostanu (well-being), który idzie w parze z poczuciem bezpieczeństwa, a te jest obecnie kluczowe z punktu widzenia potrzeb społecznych[7].Z punktu widzenia optymalizacji kosztów stałych, wysyłanie części zatrudnionych do „pracy z domu” ma dla przedsiębiorcy uzasadnienie. Jednakowoż, w dłuższym okresie dla Włochów praca zdalna może mieć też swoje minusy. Kultura włoska oparta na mocnej relacyjności lub familiaryzmie (zwłaszcza na południu Włoch) skłania do grupowego spędzania czasu i wspólnotowego przeżywania codzienności – a ten głęboko zinternalizowany wśród towarzyskich Włochów imperatyw może zwyciężyć nad komfortem telepracy. Entuzjazm nad nowym stylem zatrudnienia, w tak „gorących” kulturowo narodach, może więc słabnąć, gdy zacznie on zbyt mocno ograniczać styl życia. Czy la vita è bella da się pogodzić z etosem home office w wydaniu włoskim? Kolejne lata dadzą odpowiedź.[1] La Camera dei deputati (2017), LEGGE 22 maggio 2017, n. 81 Misure per la tutela del lavoro autonomo non imprenditoriale e misure volte a favorire l'articolazione flessibile nei tempi e nei luoghi del lavoro subordinato. (17G00096), https://www.normattiva.it/uri-res/N2Ls?urn:nir:stato:legge:2017-05-22;81 [dostęp 4.11.2020][2] Szymczyk J. (2020), Smart working, czyli elastyczny model pracy - na czym polega? PoradnikPrzedsiębiorcy.pl, https://poradnikprzedsiebiorcy.pl/-smart-working-na-czym-polega [dostęp 01.11.2020][3] Mayer C. (2020), Smart working in Italy: From the exception to the rule?, Littler.com, https://www.littler.com/publication-press/publication/smart-working-italy-exception-rule [dostęp 01.11.2020][4] Tamże.[5] Tamże.[6] Tamże.[7] Palmi P., Pichierri M., Prete M.I. (2020), From remote to smart working during the COVID-19 era, and after. First evidences from Italy, Open Review of Management, Banking and Finance, https://openreviewmbf.org/2020/08/21/from-remote-to-smart-working-during-the-covid- [dostęp: 3.11.20]

Nota

Węgry: zaburzenie równowagi władz następstwem prawodawstwa związanego z COVID-19

15.10.2020

Pandemia wirusa SARS-CoV-2 niesie za sobą poważne skutki nie tylko w obszarze zdrowia publicznego czy gospodarki. Sytuacja nadzwyczajna, w której znalazły się poszczególne państwa, wymagały zastosowania nomen omen nadzwyczajnych środków. Nie wszystkie państwa sięgały po instrument, jakim jest polski odpowiednik stanu wyjątkowego. Na Węgrzech wprowadzono narzędzia, które zdaniem rządu umożliwiły sprawne zarządzanie państwem w sytuacji wyższej konieczności. Ich konsekwencje najprawdopodobniej nie miną wraz z ogłoszeniem końca pandemii, a na stałe wpiszą się w konstytucyjny krajobraz Węgier.Narzędzie konstytucyjneW związku z rozwojem pandemii COVID-19, 11 marca 2020 r. premier Viktor Orbán stosownym rozporządzeniem wprowadził na Węgrzech stan zagrożenia spowodowanego rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Tego typu stan zagrożenia, ujęty został w art. 53 Ustawy Zasadniczej Węgier. Należy w tym miejscu wskazać, że w europejskim dyskursie medialnym ów stan zagrożenia tłumaczony był tłumaczony jako „stan wyjątkowy”. Był to jednak poważny błąd terminologiczny, wprowadzającym chaos w prawidłowym rozumieniu rozwoju sytuacji na Węgrzech. Celem wprowadzenia stanu zagrożenia było możliwie duże skupienie władzy w rękach szefa rządu, co, jak wskazano wcześniej, miało umożliwić lepsze zarządzenie kryzysem spowodowanym koronawirusem.Zgodnie z konstytucją, stan zagrożenia obowiązuje maksymalnie 15 dni. Jego obowiązywanie wydłużyć może Zgromadzenie Krajowe. W stanie zagrożenia do kompetencji rządu przynależy możliwość zawieszenia stosowania niektórych aktów normatywnych, czy odstąpienie od stosowania wybranych przepisów. Pozostaje tutaj dowolność władzy wykonawczej w zakresie decyzji dotyczących ewentualnych wyłączeń obowiązywania danych aktów prawnych. Zgodnie z art. 53 konstytucji – „Rozporządzenie Rządu traci moc prawną z chwilą odwołania stanu zagrożenia”.Wskazane powyżej konstytucyjne narzędzie obowiązywało na Węgrzech od 11 marca do 17 czerwca br. Tak długi okres obowiązywania budził wątpliwości tak konstytucjonalistów, jak i instytucji międzynarodowych. W jaki sposób doprowadzono do obowiązywania stanu nadzwyczajnego przez kilkanaście tygodni? Otóż formalny zakres obowiązywania stanu zagrożenia mijał z dniem 25 marca. Na kilka dni przed jego końcem minister sprawiedliwości Judith Varga zgłosiła projekt „Ustawy o ochronie przed koronawirusem”. Głównym celem tego aktu prawnego było wydłużenie stanu zagrożenia spowodowanego rozprzestrzenianiem się koronawirusa na czas nieograniczony. Istotnym jest zastrzeżenie, że zgodnie z ustawą, stan zagrożenia był odwoływany przez „organ uprawniony do wprowadzenia szczególnego reżimu prawnego, jeżeli ustają warunki jego ogłoszenia” – tj. rząd.Problem jednakże polegał na tym, że wraz z wprowadzeniem stanu zagrożenia ciężar władzy ustawodawczej został przeniesiony na władzę wykonawczą – rząd. Zgromadzenie Krajowe zostało odsunięte od procesu ustawodawczego. Chociaż formalnie parlament nie zawiesił prac, to wszystkie akty prawne regulujące funkcjonowanie państwa w czasie koronawirusa publikowane były w formie rozporządzeń podpisywanych przez premiera Orbána. Rozporządzenia regulowały funkcjonowanie państwa w trakcie pierwszej fali pandemii. W oparciu o nie wprowadzano kolejne obostrzenia (w tym tzw. lockdown), ale także programy przeciwdziałające pogłębieniu kryzysu gospodarczego.Narzędzie pozakonstytucyjneW dniu 17 czerwca Viktor Orbán odwołał omówiony powyżej konstytucyjny stan zagrożenia. W jego miejsce wprowadzono stan kryzysowy w obszarze zdrowia publicznego, który został on ujęty w ustawie o służbie zdrowia. Na mocy ustawy, rząd otrzymał prawo do wydawania rozporządzeń na zasadach podobnych do tych, które zostały ujęte w konstytucji. Na Węgrzech obowiązuje zatem ponownie nadzwyczajny reżim prawny, jednakże nie w oparciu o ustawę zasadniczą a ustawę zwykłą. W praktyce politycznej parlament pozostaje wyłączony z ustawodawstwa związanego z koronawirusem.Gorąca debata parlamentarna pomiędzy posłami prowadzona jest w trakcie wystąpień przed poszczególnymi sesjami, jednakże nie ma to wpływu na to, że najważniejsze elementy regulujące funkcjonowanie państwa w drugiej fazie pandemii pozostaje regulowane rozporządzeniami rządu w trybie, który w Polsce określilibyśmy mianem „dekretu”. Z tego typu supremacją władzy wykonawczej mamy do czynienia po raz pierwszy, jednak z całą odpowiedzialnością powiedzieć można, że nie po raz ostatni.W obecnym porządku prawnym wątpliwości budzić powinno to, że o ile w konstytucyjnych stanach nadzwyczajnych wyraźnie określono zakres obowiązywania rozporządzeń, o tyle w przypadku stanu kryzysowego w obszarze zdrowia publicznego nie ograniczono terminu i zakresu obowiązywania tych rozporządzeń. Tego typu szerokie uprawnienie zostało dopisane do ustawy o służbie zdrowia w czerwcu br., to jest w tym samym czasie, w którym odwoływano konstytucyjny stan zagrożenia. Z ustawy usunięto katalog zagadnień, w którym dopuszczano wydawanie rozporządzeń przez rząd. W obecnym kształcie wprowadzono zdanie dotyczące „innych aktów prawnych w miarę potrzeb”, który de facto daje nieograniczony mandat do wydawania rozporządzeń w obowiązującym stanie kryzysowym w obszarze zdrowia publicznego. W stanie tym nie ma także ograniczeń czasowych dotyczących obowiązywania rozporządzeń rządu, oznacza to, że obecny stan kryzysowy obowiązywać może przez kolejne miesiące.Konsekwencją tego stanu rzeczy jest to, że przez bliżej nieokreślony okres rząd posiada szerokie kompetencje z zakresu władzy ustawodawczej i wykonawczej. Doszło do zaburzenia równowagi władz i naczelnej zasady obecnej w systemach demokratycznych – check and balance. W obecnym stanie prawnym de facto ujęty w konstytucji stan zagrożenia został przeniesiony na poziom ustawowy i w ten sposób, przy poparciu większości rządowej Fidesz-KDNP zalegalizowany. Szerokie kompetencje zostały przyznane na czas nieoznaczony.

Nota

Pandemia a wybory w Boliwii

15.07.2020

Rezygnacja Evo Moralesa ze stanowiska prezydenta, po masowych protestach, które doprowadziły pod koniec 2019 r. do upadku rządu i destabilizacji politycznej w Boliwii, otworzyła drogę do zmian na stanowisku prezydenta po raz pierwszy od ponad dekady. Evo Morales wygrał wybory cztery razy z rzędu i wraz ze swoim rządem przeprowadził szereg radykalnych i kontrowersyjnych reform. Pomimo ich skuteczności zarówno na polu ekonomicznym (nacjonalizacja), jak i społecznym (włączenie do życia społecznego osób pochodzenia indiańskiego), ocena działań tego byłego prezydenta budzi liczne kontrowersje nie tylko na polu międzynarodowym, ale również wewnętrznym.Tymczasowym prezydentem pozostaje obecnie Jeanine Añez, która będąc opozycyjną wiceprzewodniczącą boliwijskiego Senatu, uznawana jest wyłącznie przez siły przeciwne zbiegłemu z kraju Evo Moralesowi. Głównym jej zadaniem było rozpisanie nowych wyborów i czuwanie nad przestrzeganiem porządku w kraju oraz względnej stabilizacji.Rok 2020 jest istotny w kalendarzu wyborczym Ameryki Łacińskiej, zwłaszcza w Boliwii, w której ze sceny politycznej usunął się Evo Morales będący charyzmatycznym przywódcą – symbolem Wielonarodowego Państwa Boliwia i inicjatorem przemian społecznych i politycznych po 2009 r. Sytuację dodatkowo komplikuje pandemia COVID-19, która na kontynencie południowoamerykańskim nie osiągnęła jeszcze swojego szczytu.Wybory w Boliwii odbędą się 6 września 2020 r., a ich celem będzie wybór prezydenta, wiceprezydenta, senatorów i deputowanych Boliwii. Zostały one początkowo ogłoszone przez byłego prezydenta Evo Moralesa 10 listopada 2019 r. tuż przed jego rezygnacją. Pierwotnie miały się odbyć 3 maja, zostały jednak przesunięte najpierw o 14 dni a następnie odroczone bezterminowo z powodu wprowadzenia w Boliwii stanu zagrożenia zdrowia publicznego spowodowanego pandemią COVID-19.Ogłoszenie terminu nowych wyborów nadal budzi jednak kontrowersje. Projekt ustawy 691, zatytułowany „Ustawa modyfikująca ustawę 1297 o przełożeniu terminu wyborów powszechnych w 2020 r.”, będący wynikiem porozumienia między partiami politycznymi reprezentowanymi w parlamencie, został przyjęty 9 czerwca przez Kongres Narodowy Asamblea Legislativa Plurinacional (ALP), czyli Izbę Deputowanych i Sent, w obecności szefa Najwyższego Trybunału Wyborczego Tribunal Supremo Electoral (TSE). Akt ten wskazuje TSE jako instytucję odpowiedzialną za przyjęcie uchwały wyznaczającej nową datę głosowania w przeciągu maksymalnie 127 dni począwszy od 3 maja 2020 r., czyli najpóźniej do 6 września 2020 r. Ustawa przewiduje, że jeżeli żadna z sił politycznych nie uzyska więcej niż 40% głosów przy co najmniej dziesięciopunktowej przewadze nad drugą co do wielkości liczbą głosów, musi odbyć się druga tura wyborów. W tym wypadku ustalona data to 18 października. Inauguracja wybranych przedstawicieli odbędzie się między 16 a 30 listopada.Jeanine Áñez 21 czerwca br. podpisała projekt, a 26 czerwca TSE ogłosił wznowienie procesu wyborczego, uwzględniając przy tym zakończone wcześniej działania tj. zamknięte listy kandydatów, chociaż dając możliwość modyfikacji list wyborców.Wybór prezydenta, wiceprezydenta, deputowanych i senatorów jest niezbędny do przywrócenia rzeczywistej i pełnej demokracji pośredniej w Boliwii i zakończenia okresu niepewności politycznej. Tym bardziej, że należy jak najszybciej przeciwdziałać skutkom gospodarczym i społecznym pandemii.Áñez pozostaje kandydatem prawicowych środowisk na stanowisko prezydenta, chociaż deklarowała, że nie zamierza ubiegać się o reelekcję. Zaprzecza także zarzutom jakoby zmierzała do opóźniania wyborów. Obwinia natomiast swoich kontrkandydatów o narażanie zdrowia Boliwijczyków kosztem wyborów, wskazując że to Kongres w większości reprezentujący Ruch na rzecz Socjalizmu Movimiento al Socialismo (MAS) partię byłego prezydenta Moralesa, narzucił termin wyborów. Áñez wysłała do Senatu pismo zobowiązujące do publicznego przejęcia przez senatorów odpowiedzialności za decyzję, że wybory odbędą się 6 września, kiedy to prognozowany jest szczyt pandemii w Boliwii.Według ostatnich sondaży przeprowadzanych już w czasie trwania pandemii największe szanse na wygraną ma, wspierany przez Evo Moralesa minister finansów w jego rządzie, Luis Arce. Dużym poparciem cieszy się także lewicowy kandydat sojuszu Comunidad Ciudadana Carlos Mesa oraz Jeanine Áñez.