Logo Thing main logo

Category: Nota

Nota

Zimbabwe: śmierć generała

14.09.2021

Zimbabwe (ex Rodezja) jest republiką, w której władzę wykonawczą sprawuje prezydent – głowa państwa, szef Rządu oraz Naczelny Dowódca Sił Obronnych w jednej osobie. Absolutna centralizacja władzy nomen omen przypomina czasy Cecila Rhodesa, który kolonializował tereny Zimbabwe w XIX wieku ustanawiając opresyjny reżim w ramach kolonii brytyjskiej. Prezydent jest wybierany bezpośrednio na okres pięciu lat, wraz z dwoma wiceprezydentami, mianowanymi przez kandydata na prezydenta. Ponadto mianuje ministrów i wiceministrów wśród członków Senatu i Zgromadzenia Narodowego oraz osoby, które nie należą do parlamentu.[1] Władza ustawodawczą stanowi parlament złożony z Senatu oraz Zgromadzenia Narodowego, którego członkowie wybierani są na pięcioletnią kadencję. Zgromadzenie Narodowe składa się z 270 deputowanych. Senat składa się z 80 senatorów, z których sześciu wybieranych jest przez każdą prowincję (60 senatorów) w systemie reprezentacji proporcjonalnej; a 16 pochodzi z Rad Rządowych Regionalnych; przez przewodniczącego i wiceprzewodniczącego Rady; oraz dwóch członków reprezentujących osoby z niepełnosprawnością[2].Obecnie prezydentem Zimbabwe jest Emmerson Dambudzo Mnangagwa, który objął rządy w 2017 r. Przed nim władzę sprawował osławiony Robert Mugabe, w latach 1987 - 2017 r. Prezydent Mnangagwa napisze na Twitterze: „Mugabe był ikoną wyzwolenia, panafrykanistą, który poświęcił swoje życie emancypacji i upodmiotowieniu swojego ludu. Jego wkład w historię naszego narodu i kontynentu nigdy nie zostanie zapomniany”.Jednakże to armia de facto sprawuje rządy w republice Zimbabwe. W listopadzie 2017 r. armia pod wodzą generała porucznika Edzai Absolom Chanyuka Chimony utorowała drogę dla urzędującego prezydenta Emmersona Mnangagwy. Prezydent odwdzięczył się generałowi i mianował go na stanowisko głównego dowodzącego Zimbabwe po zamachu stanu w 2017 r. Generał jednak przegrał walkę… z rakiem 8 lipca 2021 r. Armia ma ogromne wpływy w polityce, zatem śmierć generała może wpłynąć na równowagę i stabilność władzy w kraju.Chimony, podobnie jak wszyscy współcześni generałowie wojskowi w Zimbabwe, był byłym dowódcą w wojnie o niepodległość tego kraju w latach 70. XX wieku.[1] Konstytucja Zimbabue (2013). URL:https://www.parlzim.gov.zw/images/documents/Constitution-of-Zimbabwe-Amendment_No_20_-_14-05-2013.pdf[2] O parlamencie Zimbabwe: https://www.parlzim.gov.zw/about-parliament"Zimbabwe military" by kentclark333 is licensed under CC BY-NC-ND 2.0

Nota

Dłużej niż zwykle. Bułgarski model rządu eksperckiego

13.09.2021

Ubiegłoroczne protesty przeciwko rządowi Bojko Borisowa i zaostrzenie konfliktu kohabitacyjnego pomiędzy obozem prezydenta Rumena Radewa a koalicją Obywateli na rzecz Europejskiego Wyboru Bułgarii (GERB) oraz ugrupowań wchodzących do 2019 r. w skład Zjednoczonych Patriotów doprowadziło do skrajnej polaryzacji bułgarskiej sceny politycznej. Stare partie polityczne, w tym GERB z koalicjantami czy Bułgarska Partia Socjalistyczna, straciły dużą część swojego poparcia społecznego na rzecz ugrupowań antysystemowych, takich jak „Jest Taki Lud” czy „Powstań! Mafia won!”. W kwietniowych wyborach do Zgromadzenia Ludowego XLV kadencji wygrała GERB wprowadzając do 240-osobowego parlamentu 75 posłów, ale sromotną porażkę ponieśli jej byli koalicjanci, i desygnowany na premiera Daniel Mitow nie był w stanie sformować rządu. Nie udało się to również politykom z innych ugrupowań, w związku z czym prezydent na podstawie art. 99 ust. 5 ustawy zasadniczej podjął decyzję o powołaniu rządu eksperckiego Stefana Janewa oraz rozwiązaniu parlamentu i ogłoszeniu ponownych wyborów. Wybory do Zgromadzenia Ludowego XLVI kadencji w połowie lipca nieznacznie wygrało „Jest Taki Lud” (65 mandatów) przed GERB (63 mandaty), ale ani jednemu, ani drugiemu ugrupowaniu nie udało się stworzyć gabinetu. W ostatniej próbie misję tworzenia rządu otrzyma Bułgarska Partia Socjalistyczna, ale jeżeli nie uda jej się utworzyć gabinetu Bułgarię czekają trzecie wybory parlamentarne w tym roku. Tymczasem od 20 sierpnia 2021 r. rząd Janewa jest najdłużej utrzymującym się u władzy rządem eksperckim w historii Bułgarii.Zgodnie z art. 111 ust. 2 Konstytucji Bułgarii z 12 lipca 1991 r. po kwietniowych wyborach parlamentarnych rząd Bojko Borisowa podał się do dymisji. W art. 99 ustawy zasadniczej przewidziano trzy fazy powołania nowego gabinetu. W pierwszej kolejności prezydent po konsultacji z klubami parlamentarnymi powierza misję tworzenia rządu kandydatowi na premiera wskazanemu przez największy spośród nich. Jeżeli w ciągu tygodnia kandydatowi na premiera nie uda się sformować gabinetu, w drugiej kolejności misję tworzenia rządu powierza się kandydatowi wskazanemu przez drugi co do wielkości klub parlamentarny. Jeżeli i to w ciągu tygodnia nie przyniesie pozytywnego rezultatu, w trzeciej kolejności prezydent powierza misję tworzenia rządu kandydatowi na premiera zaproponowanemu przez inny klub parlamentarny. Jeżeli i w tym przypadku nie zostanie ostatecznie sformowany gabinet prezydent ma obowiązek powołania rządu eksperckiego (служебно правителство), rozwiązania Zgromadzenia Ludowego oraz zarządzenia nowych wyborów parlamentarnych.W przeciwieństwie do analogicznych polskich rozwiązań rząd ekspercki musi powstać w sytuacji klinczu związanego z niemożnością utworzenia gabinetu dysponującego zapleczem politycznym. Polska konstytucja nakazuje pełnienie obowiązków dotychczasowemu rządowi do chwili zaprzysiężenia kolejnego, co oznacza, że rząd bezwzględnie musi mieć poparcie ugrupowań zasiadających w Sejmie. Przywoływana od czasu do czasu w polskim dyskursie politycznym konieczność powołania „rządu technicznego” nie ma zatem – w odróżnieniu od Bułgarii – podstaw normatywnych.Na przestrzeni ponad trzech dekad od upadku komunizmu spośród 17 gabinetów 6 miało charakter rządu eksperckiego, licząc z tym obecnym gen. rez. Stefana Janewa, do momentu zaprzysiężenia sekretarza ds. bezpieczeństwa i obrony w kancelarii prezydenta gen. rez. Rumena Radewa, a wcześniej w 2017 r. wicepremiera i ministra obrony w rządzie eksperckim Ogniana Gerdżikowa. Przed gabinetem Janewa rządy eksperckie utrzymywały się u sterów władzy łącznie przez blisko 16 miesięcy, średnio przez 93 dni. Rząd Janewa jest obecnie najdłużej sprawującym władze rządem eksperckim w historii Bułgarii. Szczegółowe informacje na ich temat zawiera poniższa tabela.Nr rząduPremierZaprzysiężenieDymisjaOkres rządzenia84Reneta Indżowa17 X 199425 I 1995100 dni86Stefan Sofijanski12 II 199721 V 199798 dni91Marin Rajkow13 III 201329 V 201377 dni93Georgi Bliznaszki6 VIII 20147 XI 201493 dni95Ognian Gerdżikow27 I 20174 V 201797 dni97Stefan Janew12 V 2021Pierwszy z rządów eksperckich, Renety Indżowej, został zaprzysiężony przez prezydenta Żeliu Żelewa po nieudanej próbie powołania koalicji rządowej przez Związek Sił Demokratycznych (ZSD) i Bułgarską Partię Socjalistyczną (BPS) oraz rozwiązaniu Zgromadzenia Ludowego XXXVI kadencji. W literaturze przedmiotu jest oceniany jako najlepszy rząd ekspercki w historii i jeden z lepszych rządów po 1991 r. w ogóle. Poza tym to jedyny w historii Bułgarii, na czele którego stała kobieta. W ciągu trzech miesięcy u sterów władzy Indżowej udało się ustabilizować kurs lewa, podnieść płacę minimalną o blisko 20% i wypłacić trzynaste emerytury, zintensyfikowano walkę z korupcją oraz zaostrzono nadzór nad procesem prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych. Rząd przyjął ponad 250 aktów normatywnych. Poza ministrem rolnictwem (Rumen Christow, ZSD) sama premier oraz 16 pozostałych członków gabinetu nie było członkami żadnej partii politycznej.Kolejny rząd ekspercki powołał kilka dni po swoim zaprzysiężeniu wywodzący się z ZSD prezydent Petyr Stojanow. Na jego czele stanął Stefan Sofijanski z ZSD, zresztą w jego gabinecie aż 7 tek (łącznie z teką premiera) należało do ZSD. Geneza powstania rządu eksperckiego związana jest z masowymi protestami społecznymi, będącymi wynikiem fatalnej sytuacji ekonomicznej w kraju, hiperinflacją, kryzysem bankowym, które doprowadziły do dymisji premiera Żana Widenowa z BPS. Socjalistom nie udało się sformować nowego gabinetu, dlatego Stojanow rozwiązał Zgromadzenie Ludowe XXXVII kadencji. W ciągu trzech miesięcy rządów udało się Sofijanskiemu ustabilizować sytuację ekonomiczną i przygotować grunt pod absolutne zwycięstwo ZSD.Dwie trzecie rządów eksperckich miało miejsce w ostatnich ośmiu latach. W lutym 2013 r., na kilka miesięcy przed zakończeniem czteroletniego okresu prerogatyw Zgromadzenia Ludowego XLI kadencji, na skutek protestów antyrządowych do dymisji podał się pierwszy gabinet sformowany przez Bojko Borisowa z GERB. Prezydent Rosen Plewneliew zwrócił się do GERB o sformowanie nowego rządu, następnie do BPS oraz Ruchu na rzecz Praw i Wolności. Każde z ugrupowań odmówiło, stąd też prezydent powierzył misję tworzenia nowego rządu Marinowi Rajkowowi. W kierowanym przez niego gabinecie dominowali bezpartyjni (15 osób z premierem włącznie), ale dwie teki objęli politycy GERB (Ekaterina Zachariewa – wicepremier, minister rozwoju regionalnego i inwestycji publicznych, Nikolaj Petrow – minister zdrowia).Półtora roku później, w sierpniu 2014 r. powstał rząd Georgi Bliznaszkiego, prawnika, byłego posła i europosła BPS, usuniętego pół roku wcześniej z ugrupowania za działanie na szkodę dobrego imienia partii oraz systematyczne naruszanie statutu. Po dymisji centrolewicowego rządu Płamena Oreszarskiego, związanej z aferą wokół powołania magnata medialnego Delana Peewskiego na szefa Państwowej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, prezydent Plewneliew podjął konsultacje z liderami największych ugrupowań w Zgromadzeniu Ludowym na temat przedterminowych wyborów. Gabinet Oreszarskiego składał się z 17 członków (z premierem włącznie), w większości bezpartyjnych, ale trzy teki objęli politycy GERB (Zachariewa – wicepremier, minister rozwoju regionalnego i inwestycji publicznych, Rumen Porożanow – finanse, Nikolina Angełkowa – transport, technologie informacyjne i komunikacja), po jednym ZSD (Jordan Bakałow – sprawy wewnętrzne) oraz ruch „Bułgaria dla Obywateli” (Daniel Mitow – sprawy zagraniczne).Przedostatnim rządem technicznym był rząd Ogniana Gerdżikowa, którego geneza związana jest z dymisją drugiego gabinetu Bojko Borisowa po przegranych przez kandydatkę GERB Ceckę Caczewą-Dangowską wyborach prezydenckich. Żadnemu z pozostałych ugrupowań nie udało się sformować rządu, dlatego nowo wybrana głowa państwa Rumen Radew zdecydował się powierzyć misję tworzenia gabinetu Gerdżikowowi – byłemu przewodniczącemu Zgromadzenia Ludowego w latach 2001-2005 z ramienia Narodowego Ruchu Symeona Drugiego (Sakskoburggotskiego). Rząd Ogniana Gerdżikowa składał się premiera i 20 ministrów, w większości bezpartyjnych, a także po jednym z ZSD (Iłko Semerdżiew – wicepremier, minister zdrowia), BPS (Denica Złatewa – wicepremier) oraz GERB (Kirił Ananiew – minister finansów).Obecny rząd gen. rez. Stefana Janewa składa się – poza samym premierem – z 18 ministrów, z których jedynie Janaki Stoiłow (sprawiedliwość) jest członkiem partii politycznej (BPS). Gabinet Janewa jest oceniany raczej pozytywnie. W okresie negocjacji związanych z powołaniem rządu po lipcowych wyborach parlamentarnych Maja Manołowa – liderka ugrupowania Powstań.BG pozytywnie oceniła dorobek resortów spraw wewnętrznych i sprawiedliwości w rządzie eksperckim, zwłaszcza w zakresie walki z korupcją. Również Christo Iwanow z Demokratycznej Bułgarii zauważył kilku kompetentnych ministrów w rządzie eksperckim, którzy zyskali zaufanie publiczne, dlatego też powinni znaleźć się w nowym gabinecie: Asen Wasilew (finanse), Kirił Petkow (gospodarka) oraz Nikołaj Denkow (edukacja i nauka).Co znamienne, negatywne zdanie na temat działalności przede wszystkim szefa resortu spraw wewnętrznych Bojko Raszkowa artykułowała Desisława Atanasowa z GERB. Według polityk, podkreślana przez Raszkowa teza o budowie przez Bojko Borisowa i jego ekipę systemu kontroli ówczesnej opozycji, nie ma potwierdzenia w rzeczywistości, nie zostało wszczęte śledztwo w tym zakresie, a ma służyć jedynie dyskredytacji GERB jako ugrupowania politycznego w czasie kampanii wyborczych i obecnie. Atanasowa na forum Zgromadzenia Ludowego zażądała powołania komisji nadzwyczajnej ds. zbadania „okrucieństw Raszkowa”.Komentarz:Biorąc pod uwagę niewielką stabilność polityczną w kraju po lipcowych wyborach parlamentarnych oraz klincz związany z niemożnością powołania normalnego rządu prawdopodobne jest rozwiązanie Zgromadzenia Ludowego XLVI kadencji i ogłoszenie trzecich wyborów do parlamentu w tym roku, najprawdopodobniej łącznie z wyborami prezydenckimi.Kadencja prezydenta Rumena Radewa kończy się w styczniu 2022 r., zaś wybory prezydenckie planowane są na listopad 2021 r. Zgodnie z art. 99 ust. 7 prezydent nie może skrócić kadencji Zgromadzenia Ludowego w ciągu trzech ostatnich miesięcy swojej kadencji. Jeśli nie uda się w obecnej kadencji Zgromadzenia Ludowego powołać normalnego rządu do końca października Radew będzie mógł jedynie powołać rząd ekspercki.Ponieważ art. 99 ust. 5 konstytucji Bułgarii wskazuje, że w przypadku braku możliwości powołania normalnego rządu prezydent powołuje rząd ekspercki, skraca kadencję Zgromadzenia Ludowego i zarządza nowe wybory w terminie dwóch miesięcy. Eksperci nie są zgodni, czy oznacza to, że konieczność przeprowadzenia nowych wyborów implikuje potrzebę odwołania obecnego gabinetu i powołanie nowego rządu eksperckiego, czy też Janew będzie mógł kontynuować pracę na stanowisku premiera.Obecna sytuacja polityczna pokazuje z jednej strony, że w pomimo kryzysu może funkcjonować stabilny rząd, z drugiej strony – konstytucyjny przymus powołania rządu eksperckiego nie pozwala na wykazanie się przed elekcją żadnemu z ugrupowań, zaś bezpartyjnych ministrów trudniej atakować w kampanii wyborczej, aniżeli tych nominowanych przez partie polityczne.Źródło zdjęcia: Leon Yaakovvia Flickr.

Nota

Maroko w konflikcie z Hiszpanią wykorzystało nieletnich

17.08.2021

Hiszpańska prasa donosi, że władze marokańskie świadomie zachęcały niepełnoletnich do nielegalnego przekraczania granicy z Hiszpanią w jej afrykańskiej enklawie – Ceucie. Eksperci mówią w tym kontekście o „wojnie hybrydowej”. Pomiędzy 17 a 19 maja władze Maroka zrezygnowały z nadzorowania granicy w Ceucie, co spowodowało masowy napływ nielegalnych imigrantów. Na terenie hiszpańskiej enklawy znalazło się ponad 12 tysięcy osób.Bezpośrednim powodem wywołania kryzysu migracyjnego przez rząd w Rabacie stały się informacje o tym, że na leczenie do Hiszpanii przyjęto Ibrahima Ghalego, lidera polityczno-wojskowego Frontu Polisario, który działa na rzecz niepodległości Sahary Zachodniej i secesji tego terytorium od Maroka.Hiszpańscy komentatorzy życia politycznego mówili wprost o wojnie hybrydowej wymierzonej w ich kraj. Uznano, że od czasów Zielonego Marszu w 1975 roku Maroko wykorzystuje cywilów do prowadzenia międzynarodowych konfliktów. Jednocześnie pojawiły się oskarżenia formułowane przez naukowców i byłych dyplomatów pod adresem rządzących o to, że od lat „wrogie i agresywne działania Maroka skupiły na sobie niewielką uwagę rządu, hiszpańskich mediów i opinii publicznej”[1].Według oficjalnych danych do Ceuty przybyło ponad 1100 nieletnich, z czego połowa liczy mniej niż 16 lat[2]. Napływ niepełnoletnich imigrantów stanowi poważne wyzwanie dla hiszpańskich władz, ponieważ zgodnie z hiszpańsko-marokańską umową readmisji nie podlegają osoby poniżej 18 roku życia. Zapis ten celowo wykorzystały marokańskie władze, które za pośrednictwem mediów społecznościowych zastosowały szeroką strategię dezinformacyjną, by sprowokować młodych do przedostania się na teren Ceuty. Rozpowszechniano między innym fałszywą wiadomość o tym, że na terenie hiszpańskiej enklawy mecz gra gwiazda futbolu Cristiano Ronaldo. W informację tę uwierzyło wielu nastolatków, uczęszczających do szkół w pobliskiej miejscowości Castillejos[3]. Nierzadko dochodziło do sytuacji, w której rodziny nie wiedziały, że ich najbliżsi przedostali się nielegalnie na teren Hiszpanii. Powstała nawet specjalna grupa na Facebooku, za pomocą której rodzice próbowali odszukać własne dzieci[4].Kryzys migracyjny stał się centralnym punktem debaty politycznej w Hiszpanii i dał paliwo polityczne przeciwnikom lewicowego rządu w Madrycie. Krytyczna wobec aktualnej polityki migracyjnej partia VOX zarzuca gabinetowi Pedra Sancheza nie tylko nieporadność w rozwiązywaniu konfliktu z Marokiem, ale także uleganie multikulturowej iluzji oraz zbyt liberalny stosunek do muzułmanów. Z kolei szef konserwatywnej Partii Ludowej Pablo Casado postuluje wprowadzenie systemowych rozwiązań zniechęcających szesnastoletnich i siedemnastoletnich imigrantów do nielegalnego przekraczania granicy; chce by było im trudniej uzyskać zgodę na łączenie rodzin oraz finansowe wsparcie. Władze Ceuty odnotowały także przypadki zaniżania wieku przez imigrantów, którzy dzięki tym nieuczciwym zabiegom liczą na szybszą i bardziej hojną pomoc[5].Obecnie kryzys na linii Rabat – Madryt wydaje się zażegnany. Maroko wznosi ogrodzenie, które ma zapobiec nielegalnemu przekraczaniu granicy z Ceutą. Prawdopodobnie decyzja ta po części motywowana jest finansowo. Unia Europejska od 2018 roku zapłaciła Maroku za powstrzymywanie masowej migracji 343 miliony euro[6]. Jednocześnie prasa hiszpańska informuje o problemach na terytorium Melilli. W ciągu ostatnich dwóch tygodni doszło tam do pięciu incydentów. Najpoważniejszy miał miejsce 22 lipca, kiedy płot na granicy z Marokiem sforsowało ponad 230 nielegalnych imigrantów. Parę dni wcześniej na teren enklawy przedostała się grupa 139 osób[7]. Wygląda więc na to, że Maroko z jednej strony wykonuje gest dobrej woli umacniając zasieki w Ceucie, z drugiej zaś cały czas pokazuje, że klucze do bezpieczeństwa hiszpańskiej granicy leżą w Rabacie, którego władze, jak pokazuje majowy kryzys, użyją wszelkich dostępnych środków, by wpływać na politykę Madrytu i czerpać finansowe korzyści z ochrony zewnętrznej granicy Unii Europejskiej.[1] FELIPE SAHAGÚN, Juegos de guerra híbrida en Ceuta y Melilla, „El Mundo” 19 maja 2021 r, [na:] https://www.elmundo.es/opinion/2021/05/19/60a50292fdddff7b388b4666.html, dostęp 29.07.2021.[2] PAULINE BOUSSARIE, Más de 1.000 menores entraron en Ceuta desde Marruecos, „El Mundo” 5 lipca 2021 r. [na:] https://www.elmundo.es/espana/2021/07/05/60e34189fc6c835f588b463d.html, dostęp 29.07.2021 r.[3] ALBERTO ROJAS, El mensaje trampa para llevar a los niños a la frontera: "Cristiano Ronaldo juega en Ceuta", „El Mundo” 20.06.2021 r, [na:] https://www.elmundo.es/espana/2021/05/20/60a6a749fc6c83d6648b4574.html, dostęp 29.07.2021 r.[4] ALBERTO ROJAS, MARISOL HERNÁNDEZ, Marruecos diseñó el efecto llamada a Ceuta para niños a través de las redes sociales, [na:] https://www.elmundo.es/espana/2021/05/20/60a6bd9b21efa093018b4683.html, 29.07.2021 r.[5] JUANMA LAMET, Pablo Casado propone reducir incentivos a los menores inmigrantes de 16 a 18 años, „El Mundo”, [na:] https://www.elmundo.es/espana/2021/07/26/60fd43a721efa0731d8b463d.html, 29.07.2021 r.[6] ANTONIO SEMPERE, Marruecos levanta una nueva valla con concertinas en la frontera de Ceuta, „El Mundo” , [na:] https://www.elmundo.es/espana/2021/07/18/60f2f101e4d4d8130b8b4699.html, 29.07.2021 r.[7] PAQUI SÁNCHEZ, Melilla sufre el mayor salto a la valla en siete años con la entrada de 238 inmigrantes, [na:] https://www.elmundo.es/espana/2021/07/22/60f914bffdddff76108b4602.html, dostęp 29.07.2021 r.Źródło zdjęcia: C.C. Wikimedia Commons

Nota

Mary Simon – pierwsza Inuitka na stanowisku gubernator generalnej Kanady

17.08.2021

Dr Marcin GabryśKatedra Studiów KanadyjskichInstytut Amerykanistyki i Studiów PolonijnychUniwersytet JagiellońskiMary Simon – pierwsza Inuitka na stanowisku gubernator generalnej Kanady 6 lipca 2021 r., po 166 dniach, które upłynęły od rezygnacji poprzedniej gubernator generalnej Julie Payette, premier Justin Trudeau ogłosił, że królowa Elżbieta II zaakceptowała jego radę, aby 30-tą gubernator generalną Kanady została Mary Simon – pierwsza osoba pochodząca z grupy rdzennej mianowaną na to stanowisko w historii. To symboliczna decyzja premiera Trudeau, dla którego relacje z ludnością rdzenną Kanady są jednym z priorytetów politycznych.BiografiaMary Simon (w języku inuktitut Ningiukudluk) urodziła się w 1947 roku w małej miejscowości Kangiqsualujjuaq położonej w pobliżu ujścia rzeki Koksoak do zatoki Ungava w północno-wschodnim Quebecu, w regionie, który obecnie nazywany jest Nunavik. Jej matką była Inuitka, a ojcem biały Kanadyjczyk pochodzący z Manitoby, który prowadził placówkę handlową Kompanii Zatoki Hudsona. Dzieciństwo Simon spędziła w tradycyjny, inuicki sposób – rodzina przez wiele miesięcy w roku prowadziła koczowniczy tryb życia, polując, łowiąc ryby i zbierając pożywienie. Jednocześnie mała Mary Simon uczyła się od swojego ojca jak wygląda południowa Kanada, co, jak sama wspomina, pozwoliło jej w dorosłym wieku korzystać z doświadczeń oraz wiedzy pochodzącej z obu światów i odgrywać rolę swego rodzaju „pomostu” między kulturami.Simon uczęszczała do prowadzonej przez władze federalne dziennej szkoły dla rdzennych mieszkańców, gdzie nauczyła się języka angielskiego. Kontynuowała swoją edukację w szkole średniej w Kuujjuaq. Następnie pracowała przez krótki okres w stacji telewizyjnej CBC Northern Service. Porzuciła ją jednak, aby skoncentrować się na działalności na rzecz ludności rdzennej, przede wszystkim Inuitów. Uczestniczyła w negocjacjach Porozumienia Zatoki Jamesa i Północnego Quebecu w 1975 r., które stało się pierwszym tzw. nowoczesnym traktatem z ludnością rdzenną w Kanadzie obejmując ziemie Cree oraz Inuitów. W 1982 r. Simon została wybrana na stanowisko prezydenta korporacji Makivik – wpływowej instytucji zarządzającej odszkodowaniami uzyskanymi od państwa przez Inuitów z Nunavik[1].Simon ma również doświadczenie związane z negocjacjami konstytucyjnymi – w burzliwym okresie lat 80. i początku lat 90. XX wieku, gdy Kanada przechodziła przez proces patriacji konstytucji, a następnie negocjacji kolejnych pakietów poprawek do ustaw zasadniczych, Simon uczestniczyła w dyskusjach reprezentując stanowisko Inuitów. Była również zaangażowana w proces powstawania Nunavut, a także doradzała Inuitom z Labradoru na drodze budowy samorządnego regionu Nunatsiavut.Kolejnym krokiem w karierze Simon był wybór w 1986 roku na przewodniczącą Okołobiegunowej Konferencji Inuitów (obecnie Okołobiegunowej Rady Inuitów - Inuit Circumpolar Council), instytucji powstałej w 1977 r. i reprezentującej około 180 tysięcy Inuitów zamieszkujących państwa arktyczne (USA, Kanadę, Grenlandię oraz Rosję). W ramach tego forum Simon była szczególnie mocno zaangażowana w ochronę tradycyjnego sposobu życia Inuitów przed zniszczeniem środowiska naturalnego. Orędowała również na rzecz odpowiedzialnego rozwoju gospodarczego.W uznaniu jej zasług w 1994 r. premier Jean Chrétien mianował Mary Simon pierwszą ambasador Kanady do spraw okołobiegunowych. Pełniła tę funkcję przez 10 lat. W tym czasie była zaangażowana w proces powstawania Rady Arktycznej, najważniejszej instytucji współpracy międzynarodowej w regionie polarnym. Simon szczególnie mocno zależało, aby przedstawiciele ludów rdzennych mieli silną pozycję i uzyskali status stałych członków Rady Arktycznej, a nie jedynie obserwatorów. Udało jej się przeforsować takie stanowisko mimo oporu negocjatorów ze Stanów Zjednoczonych. W ramach wzmacniania praw ludów tubylczych na podkreślenie zasługuje też zaangażowanie Simon w proces powstawania Deklaracji ONZ praw ludów tubylczych (UNDRIP), przyjętej w 2007 r. W okresie 1999-2002 Simon reprezentowała Ottawę również jako szefowa placówki dyplomatycznej w Kopenhadze, ustanawiając precedens w historii Kanady, gdyż po raz pierwszy ambasadorem została Inuitka.W latach 2006-2012 Mary Simon była przez dwie kadencje przewodniczącą Bractwa inuickiego (Inuit Tapiriit Kanatami) ogólnokanadyjskiego organizacji inuickiej. Skupiała się wtedy na działaniach m.in. na rzecz zwiększenia środków dla młodych ludzi z Północy, jak również związanych z ochroną środowiska naturalnego. Simon jako jedna z 5 przedstawicieli organizacji rdzennych, przyjmowała w 2008 r. przeprosiny premiera Stephena Harpera za traktowanie rdzennej ludności w przeszłości w systemie szkół z internatami. Wielokrotnie zabierała publicznie głos w sprawach kluczowych dla Inuitów, m.in. krytykowała Unię Europejską za wprowadzenie zakazu sprzedaży produktów pochodzących z fok. Działała również na rzecz poprawy jakości edukacji Inuitów – w ostatnich latach kierowała implementacją narodowej strategii na rzecz edukacji inuickiej 'First Canadians, Canadians First'. Simon pozostaje zaangażowana w sprawy dotyczące zwiększenia dostępu do służby zdrowia na północy, m.in. w zakresie pomocy psychologicznej, co ma kluczowe znaczenie wobec wysokiego wskaźnika samobójstw, szczególnie wśród młodych Inuitów. Nieustannie zachęca też Kanadę do współpracy z Inuitami, co pozwoli obu stronom zrealizować swoje najważniejsze cele.W ostatnim okresie Mary Simon pracowała dla rządu federalnego jako specjalna przedstawicielka do spraw arktycznych. Zaangażowana była w przygotowywanie strategii arktycznej ogłoszonej w 2019 r. przez premiera Trudeau, m.in. kierowała szerokimi konsultacjami z mieszkańcami obszarów północnych w ramach Wspólnego Modelu Przywództwa Arktycznego (Shared Arctic Leadership Model).Rola gubernatora generalnegoGubernator generalna pełni rolę namiestnika monarchy. Jest najstarszą instytucją polityczną Kanady, a jego powstanie wynika z faktu, że władcy ziem kanadyjskich nigdy na stałe na nich nie przebywali. Historycznie dysponowali pełną swobodą decydowania o wyborze wicekróla, jednak została ona znacząco ograniczona przez konwenanse konstytucyjne – aktualnie gubernatora generalnego powołuje monarcha za radą premiera Kanady, który wskazuje jedną kandydaturę[2]. Jego kadencja trwa zwykle pięć lat, choć może być wydłużana. Pozycja polityczna gubernatora generalnego ewoluowała wraz ze zmianami politycznymi dokonującymi się na ziemiach kanadyjskich, aby na skutek powstawania konwenansów konstytucyjnych wyeliminować gubernatora z aktywnego udziału w sprawowaniu władzy państwowej. Swoje uprawnienia gubernator generalny wykonuje obecnie wyłącznie na podstawie instrukcji (rady) premiera, odpowiedniego ministra lub całego gabinetu. Gubernator generalny stara się również za wszelką cenę uniknąć uwikłania w bieżącą politykę. W rezultacie aktualnie rola gubernatora generalnego w większości wypadków ogranicza się do funkcji czysto ceremonialnych i reprezentacyjnych, np. odczytywania napisanej przez rząd mowy tronowej czy udzielaniu sankcji królewskiej projektom ustaw. Ta funkcja ma charakter czysto formalny, gdyż nie zdarzyło się, aby którykolwiek z gubernatorów odmówił podpisu.Niemniej jednak rola gubernatora generalnego ma kluczowe znaczenie dla sprawnego przekazania władzy podczas zmiany rządów. Jego zadaniem jest przede wszystkim zapewnienie, aby zawsze istniał gabinet odpowiedzialny przed parlamentem. W sytuacji, gdy w wyborach wyłoniona zostaje większość parlamentarna, rola gubernatora generalnego ma czysto formalny charakter i polega na nominowaniu na premiera lidera zwycięskiej partii. Większą rolę gubernator generalny odgrywa, gdy żadna z partii politycznych nie osiągnie w wyborach większości parlamentarnej. W takich sytuacjach gubernator generalny może kierować się własnym wyczuciem. Wydarzenia historyczne pozwalają jednak stwierdzić, że gubernator generalny zawsze spełnia prośbę premiera o rozpisanie nowych wyborów i rozwiązanie parlamentu. Rola gubernatora generalnego rośnie w sytuacjach nagłych, np. śmierci bądź rezygnacji premiera, gdy partia polityczna nie wyłoniła jeszcze jego następcy, a także w czasie kryzysów konstytucyjnych (tak było m.in. w latach 2008 i 2009, gdy gubernator generalny zdecydował o kontrowersyjnej prorogacji parlamentu)[3]. Nie należy też nie doceniać pełnionej przez gubernatora generalnego funkcji doradcy rządu, która oznacza regularne spotkania informacyjne z premierem.KontrowersjeZgodnie z konwenansem gubernatorem generalnym zostają wymiennie osoby z grup anglofońskiej i frankofońskiej. W 1979 r. gubernatorem generalnym został Edward Schreyer, przedstawiciel tzw. trzeciej grupy etnicznej (czyli imigrantów z krajów nieanglojęzycznych). Gubernatorami generalnymido czasu mianowania Mary Simon były cztery kobiety i dwóch przedstawicieli tzw. widocznych mniejszości (visible minorities), czyli osób o innym niż biały kolorze skóry. Mianowanie po raz pierwszy w historii osoby o rdzennym pochodzeniu przejdzie z pewnością do historii[4]. Niemniej jednak nominowanie Mary Simon burzy konwenans konstytucyjny, zgodnie z którym od czasu wprowadzenia w 1969 r. oficjalnej dwujęzyczności gubernatorzy generalni mają być dwujęzyczni. Choć Simon jest dwujęzyczna (posługuje się inuktitut i językiem angielskim), to nie mówi po francusku, który jest drugim oficjalnym językiem na poziomie federalnym. Simon zobowiązała się, że nauczy się tego języka, jednakże z punktu widzenia 8 milionów mieszkańców Quebecu i francuskojęzycznych regionów pozostałych prowincji jej mianowanie budzi kontrowersyje. Słowa krytyki wobec kandydatury Mary Simon popłynęły m.in. ze strony senatora Claude’a Carignana z Quebecu i części publicystów.Jednocześnie liderzy rdzenni, m.in. Natan Obed, przewodniczący Inuit Tapiriit Kanatami, wskazują, że to właśnie bariera językowa jest jednym z powodów, dla których rdzenni kandydaci przepadali w procedurze wyboru gubernatora generalnego. Braki językowe wynikają często z systemowej bariery, związanej z konstrukcją programów nauczania w szkołach, narzucanych przez białych urzędników. To zmieniło się dopiero w ostatniej dekadzie.Warto zaznaczyć, że kandydatura Mary Simon została wybrana nie tylko po półrocznym wakacie na stanowisku gubernatora generalnego, ale i według nowej procedury. Premier Trudeau w 2016 r. nominując poprzednią gubernator Julie Payette nie korzystał z ustanowionej w 2012 r. przez premiera Stephena Harpera specjalnej ponadpartyjnej komisji eksperckiej. Samodzielny wybór byłej kosmonautki okazał się mieć negatywne konsekwencje dla premiera Trudeau. Skandal związany z traktowaniem pracowników przez Julie Payette pokazał, że jej kandydatura nie została sprawdzona w wystarczający sposób. Pomny tych konsekwencji, w marcu 2021 r. Justin Trudeau zdecydował się na powołanie komisji doradczej, na czele której stanął minister ds. międzyrządowych Dominic LeBlanc oraz szefowa służby cywilnej (Clerk of the Privy Council) Janice Charette. Komisja rozważała około setki kandydatur, a ostatecznemu sprawdzeniu poddała około 10 nazwisk. Ta wąska grupa finalistów została następnie przedstawiona premierowi do ostatecznej decyzji i przedstawieniu jej królowej Elżbiecie II.Proces pogodzenia Kanady z ludnością rdzennąMary Simon została nominowana na stanowisko gubernator generalnej w ważnym momencie w relacjach Kanady z ludnością rdzenną. Proces tzw. pogodzenia (reconciliation) w ostatnich latach uległ przyspieszeniu, do czego przyczyniły się prace Komisji Prawdy i Pojednania zakończone w 2015 r., jak również raport z dochodzenia w sprawie zaginionych kobiet i dziewcząt tubylczych (National Inquiry into Missing and Murdered Indigenous Women and Girls) z 2019 r. Co więcej, w 2020 r. Kanadąwstrząsnęły protesty związane z budową ropociągu z Alberty na wybrzeże Pacyfiku. Rok później informacjach o zlokalizowaniu grobów w pobliżu dawnych szkół z internatem wprawiła w szok opinię publiczną. Na fali tych wydarzeń, od czasu rezygnacji Julie Payette, regularnie pojawiały się głosy wzywające premiera do nominowania kandydata o rdzennym pochodzeniu. Dzięki temu proces pogodzenia mógłby przejść w kolejną fazę.Po nominacji większość liderów i instytucji ludności rdzennej wyraziło nadzieję, że nominowanie Simon wpłynie pozytywnie na proces pogodzenia (tak wypowiadał się m.in. obecny szef Bractwa inuickiego Natan Obed). Również Trudeau podkreślał, że nominacja Simon ma za zadanie burzenie barier między mieszkańcami południa i północy Kanady. Simon wydaje się rozumieć te nadzieje. W czasie ogłoszenia nominacji powiedziała, że traktuje ją jako istotny krok na drodze zwiększenia inkluzyjności społeczeństwa kanadyjskiego i obiecała, że będzie pracowała na rzecz uznania odpowiedzialności za „okrucieństwa przeszłości” i naprawy szkód wyrządzonych rdzennym mieszkańcom, w szczególności kobietom i dziewczynkom.Znamienne, że Mary Simon nie widzi konfliktu pomiędzy pochodzeniem rdzennym, a zajmowaniem pozycji reprezentant Korony – instytucji, która miała działać w najlepszym interesie ludów tubylczych, a okazała się ostatecznie odpowiedzialna za tragedię, która ich dotknęła[5]. Być może Simon widzi, że choć gubernator generalny nie dysponuje władzą polityczną, to jednak stanowisko to pozwala na inicjowanie dyskusji, jak również dokonywanie symbolicznych gestów[6]. Być może liczy na swoje unikalne doświadczenie, które może pomóc w momentach, gdy trudno o porozumienie i gdy stanowiska stron są rozbieżne.Obserwatorzy wskazują, że Simon może stać się również ważnym symbolem wskazującym, że następuje postęp w relacjach Kanady z ludnością rodzimą widoczny w otwarciu dla przedstawicieli tej grupy najważniejszych stanowisk państwowych. Nominacja Inuitki na stanowisko najwyższej przedstawicielki Korony oznacza, że po raz pierwszy w relacjach państwa z ludnością rdzenną po obu stronach pojawią się osoby będące reprezentantami kultur tubylczych, a nie kolonialnych. Młodzi liderzy ludów tubylczych zyskają dzięki temu wzór do naśladowania. Sukces procesu zasypywaniu podziałów między kolonizatorami i ludnością kolonizowaną, będzie jednak warunkowany obecnością większej liczby rdzennych osób na kluczowych stanowiskach. Choć w gabinetach premiera Trudeau zasiadało kilku ministrów o tubylczym pochodzeniu, to nie na stanowiskach bezpośrednio zaangażowanych w relacje z ludnością rdzenną, czyli na czele Ministerstwa ds. relacji Korony z ludnością rdzenną (Crown-Indigenous Relations) oraz Ministerstwa ds. usług dla ludności rdzennej (Indigenous Services). W dalszym ciągu brakuje również sędziów wywodzących się z grup rodzimych, w tym przedstawiciela ludów rodzimych w Sądzie Najwyższym.W tym kontekście warto podkreślić, że relacje Kanady z poszczególnymi grupami rdzennymi są zróżnicowane. Dużo bardziej napięty charakter mają stosunki z Pierwszymi Narodami niż z Inuitami. Wybór Inuitki stanowi docenienie silnego przywiązania tej grupy do Kanady, jej patriotyzmu i uznania suwerenności Kanady w Arktyce. Co więcej region Nunavik, z którego pochodzi Mary Simon, leży na terenie prowincji Quebec, gdzie w ostatnich dekadach odbyły się dwa referenda separatystyczne. Inuici w obu przypadkach byli przeciwni ewentualnej niepodległości Quebecu i deklarowali, że nawet w razie zwycięstwa separatystów pozostaną w Kanadzie.Nie można jednak nie zauważyć, że w ramach różnych grup ludności rdzennej w Kandzie nie ma jednolitego stanowiska na temat zasadności pojawienia się osoby o rdzennym pochodzeniu na stanowisku gubernatora generalnego. W łagodniejszej wersji krytycy podkreślają wyzwania, które łączą się z objęciem stanowiska gubernatora generalnego przez osobę o rdzennym pochodzeniu. Jednak cześć opinii jest wyraźnie negatywna. Wskazuje się, że przyjmując taką nominację osoba o rdzennym pochodzeniu wpisuje się w system, który dla wielu ludów tubylczych jest w dalszym ciągu opresyjnym systemem kolonialnym. Takie stanowisko zajęło m.in. Stowarzyszenie rdzennych kobiet Kanady (Native Women's Association of Canada). Jednocześnie część obserwatorów wydaje się przekonana, że to właśnie kobieta może mieć większą możliwość wprowadzenia zmian od wewnątrz systemu. Przypomina się, że wiele kultur tubylczych na terenie obecnej Kanady było matrylinearnych i uznawało przywództwo kobiet. Również w obecnych czasach aktywizm grup rdzennych (np. w ramach ruch Idle no more) jest w znacznym stopniu oparty na działaniach podejmowanych przez kobiety-wojowniczki. Nie do przecenienia pozostaje walor edukacyjny mianowaniaosoby o rdzennym pochodzeniu na urząd wicekrólewski. Po raz pierwszy obejmie go osoba, której językiem macierzystym jest język jednej z grup rdzennych. Simon przyniesie również ze sobą kulturę inuicką i inne spojrzenie, co może mieć znaczenie w czasie konsultacji premiera z gubernator generalną w bieżących spraw.[1] Makivik zarządza funduszami o wartości dziesiątek milinów dolarów i prowadzi działalność gospodarczą na znaczną skalę na północy Quebecu, będąc udziałowcem m.in. linii lotniczych Canadian North.[2] Warto podkreślić, że wybierając swojego reprezentanta w Kanadzie, monarcha działa jako król lub królowa Kanady, a od 1952 r. stanowisko gubernatora generalnego obejmują wyłącznie obywatele Kanady (także naturalizowani).[3] Monarcha przekazał gubernatorowi generalnemu prawo do korzystania z wszystkich prerogatyw, w tym również prawo wykorzystywania uprawnień zastrzeżonych (reserve powers). W ich ramach mieści się odmowa działania na podstawie rady oferowanej przez rząd, która byłaby całkowicie zła i sprzeczna z interesem publicznym.[4] Decyzja Trudeau nie jest jednak precedensowa w skali świata – na analogiczne stanowisko została mianowana w Nowej Zelandii Maoryska Cindy Kiro, a Koronę Kanady na poziomie prowincji reprezentowali i reprezentują wicegubernatorzy o rdzennym pochodzeniu (m.in. w Ontario, Albercie, Kolumbii Brytyjskiej i Saskatchewan).[5] Działania reprezentantów państwa Komisja Prawdy i Pojednania nazwała ludobójstwem kulturowym.[6] Gubernator jest reprezentantem Korony, a ta, zgodnie z orzeczeniami Sądu Najwyższego (m.in. w sprawie R. v. Sparrow) oraz zapisami konstytucji Kanady, w związku z wyjątkowymi historycznymi relacjami monarchy brytyjskiego z ludnością rdzenną, którą kontynuują władze Kanady, ma specjalne zobowiązania do ochrony ludności rdzennej wynikające z koncepcji „godności Korony” (honour of the Crown), w jej ramach znajdują się m.in. obowiązki powiernicze (fiduciary duty) wobec ludności rodzimej, co przekłada się na konieczność działania w jej interesie. Gubernator generalny jest spadkobiercą podejścia zapoczątkowanego przez Proklamację królewską z 1763 r., która stała się fundamentem dla późniejszych traktatów i podejścia do negocjacji z grupami rdzennymi, jak z osobnymi narodami (nation-to-nation relationship).Źródło zdjęcia: C.C. Wikimedia Commons

Nota

100 lat Komunistycznej Partii Chin

12.08.2021

Komunistyczna Partia Chin swoje stulecie obchodziła 1 lipca. Od swojego założenia, w Szanghaju w 1921 r., ugrupowanie to, będące świadkiem i kołem zamachowym przemian ustrojowych Państwa Środka – impulsem do „narodowego odrodzenia” – stała się w rzeczywistości jedną z najpotężniejszych partii politycznych na świecie. Widowisko na setlecie KPChRL „Wielka Podróż, 5 lipca 2021 r.; źródło: Getty Images W poniedziałek 5 lipca na pekińskim stadionie narodowym, potocznie nazywanym Ptasim Gniazdem, odbył się spektakl artystyczny zatytułowany „Wielka Podróż”, upamiętniający dzieje Chin pod przewodnictwem partii komunistycznej. Artyści zaprezentowali dumnie na tle ekstrawaganckich i monumentalnych scenografii tożsamość Chin, przypominając zarazem rolę partii w kształtowaniu najnowszej historii kraju. Było to wydarzenie wieńczące obchody urodzin KPChRL rozpoczęte 1 lipca przez głowę państwa w jednym z najważniejszych, symbolicznych miejsc nowych Chin.Wówczas Prezydent Xi Jinping powiedział 70-tysięcznemu tłumowi na pekińskim placu Tiananmen, że era zastraszania w Chinach „minęła na zawsze” i kraj nie pozwoli na „świętoszkowate kazania” obcych sił.Xi Jinping przemawia na ceremonii w Pekinie z okazji stulecia partii, 1 lipca 2021 r., Plac Tiananmen; źródło: Xie Huanchi/APPodczas swojego ponad 40 minutowego wystąpienia Xi Jinping, najpotężniejszy przywódca współczesnych Chin od czasów Mao Zedonga (jak określają go chińskie i nie tylko media), miał na sobie jasnoszary garnitur, który wydawał się identyczny z tym, jaki nosił założyciel partii komunistycznej na słynnym portrecie zdobiącym jedną ze stron wspomnianego placu, nazywanego też Placem Niebiańskiego Spokoju.Xi pochwalił swój naród za „nowy świat” i erę, które - jak stwierdził - stworzyli. Mówił też, że jest to świat, który jednak nie mógłby zaistnieć bez Partii.Prezydent Xi podkreślał, że Partia ma kluczowe znaczenie dla rozwoju państwa i dobrobytu jego społeczeństwa; oraz że próby oddzielenia tegoż państwa (ergo ustroju) od ludzi nie powiodą się.„(…) aby urzeczywistnić odrodzenie narodowe, partia zjednoczyła się i poprowadziła Chińczyków do uwolnienia umysłu i posuwania się naprzód, osiągając wielki sukces w reformach, otwarciu i modernizacji socjalistycznej”.W końcu „tylko socjalizm może uratować Chiny i tylko socjalizm z chińskimi cechami może rozwijać Chiny” – powiedział, odnosząc się do systemu, w którym partia przejęła kontrolę nad gospodarką, aby zreformować organizm społeczny i rynki go zaopatrujące.Przywódca dodał wreszcie wyraźnie i sugestywnie względem oponentów, że:„My, Chińczycy, jesteśmy narodem, który stoi na straży sprawiedliwości i nie boimy się groźby użycia siły. Jako naród mamy silne poczucie dumy i pewności siebie. Nigdy nie zastraszaliśmy, nie gnębiliśmy ani nie podporządkowywaliśmy sobie ludzi w żadnym innym kraju i nigdy tego nie zrobimy. Z tego samego powodu nigdy nie pozwolimy, by jakakolwiek obca siła nas zastraszała, gnębiła lub ujarzmiała. Każdy, kto spróbuje to zrobić, znajdzie się na kursie kolizyjnym z Wielkim Murem wykutym ze stali przez ponad 1,4 miliarda Chińczyków”.Kluczową strategią Partii komunistycznej jest utożsamienie partii i aparatu rządowego, a także narodu chińskiego w jedną całość – przemówienie to było de facto tej wizji urzeczywistnieniem. W trakcie obchodów każdy sukces i postęp przypisano ludowi, ale w kontekście działań rządu, a rząd to Partia.Przesłanie to było głośne i wyraźne zwłaszcza wtedy, gdy pod koniec ceremonii tłum zaśpiewał pieśń „Bez partii komunistycznej nie byłoby nowych Chin”. Przemówienie uświetnił między innymi przelot wojskowych odrzutowców formujących cyfrę 100.Siły Powietrzne ChRL podczas przemówienia Xi Jinpinga, 1 lipca 2021 r., Plac Tiananmen; źródło: Getty Images© Mateusz KryckiŹródło: Xinhua, Associated Press, Global Times, Asia Times

Nota

Zambia: most Kazungula, czyli nowe wyzwania w globalnym transporcie

03.08.2021

Zgodnie z art. 112 Konstytucji z 1996 roku Zambii, państwo ma „dążyć do stworzenia sprzyjającego otoczenia gospodarczego, indywidualnej inicjatywy i samodzielności wśród ludzi oraz promowanie inwestycji prywatnych” (Konstytucja Zambii, 1996). W gospodarce postkolonialnej oraz postapartheidowej stworzenie sprzyjającego otoczenia gospodarczego napotyka na wiele problemów wewnętrznych i zewnętrznych. W tym kontekście, należy z nadzieją postrzegać potężne inwestycje w infrastrukturę w Zambii, ktore świadczą o nowym otwarciu regionu na inwestycje i przyciąganie kapitału zagranicznego na kontynent południa Afryki.Przykładem jest tu most Kazungula na granicy Botswany i Zambii, oddany do użytku w połowie maja 2021 roku. Most drogowy i kolejowy łączący oba kraje ma na celu pobudzenie handlu i nowe otwarcie na inwestycje w regionie Południa kontynentu afrykańskiego. Most ma newralgiczne położenie, albowiem łączy Namibie, Angole oraz Zimbabwe. To przez ten most będzie teraz prowadzony transport na południe kontynentu do RPA. Ułatwi on regionalny transport towarowy przez Botswanę, umożliwiając ciężarówkom ominięcie przejścia granicznego między Zimbabwe a RPA.Mapa. Położenie mostu KazungulaBudowa mostu o długości 923 metrów, który rozciąga się na rzece Zambezi, rozpoczęła się w 2014 roku i kosztowała około 259,3 miliona dolarów. Należy zaznaczyć, że jest to jedna z niewielu inwestycji, które nie są finansowane przez Chiny. Most Kazungula współfinansowany jest przez Afrykański Bank Rozwoju (AfDB), Japońską Agencję Współpracy Międzynarodowej (JICA), rządy regionalne oraz inne granty.W ceremonii inauguracji uczestniczył również przewodniczący Unii Afrykańskiej i prezydent Demokratycznej Republiki Konga, Felix Tshisekedi. Zambia i DRK są w trakcie stawiania podobnego obiektu na swojej granicy. W ceremonii otwarcia również uczestniczył prezydent Mozambiku Filipe Nyusi oraz prezydent Zimbabwe Emmerson Mnangagwa.Rozwój infrastruktury w obszarze południa kontynentu Afryki stawia wyzwania polskim naukowcom oraz politykom, by rozpoczęli debatę nad możliwościami udziału polskich przedsiębiorców w projektach infrastruktury Globalnego Południa. Przykładem obecnie natężonej ekspansji w regionie są Niemcy, które skutecznie wykorzystują kolonialną przeszłość do nowego otwarcia w regionie, by rekomendować dobre praktyki i wejść z sukcesem na rynek (por. Nitsche 2021).Polska musi być bardziej obecna w regionie południa Afryki, co wymusza na nas nowa konfiguracja geopolityczna rzeczywistości post-pandemicznej.Bibliografia:Konstytucja Zambii 1996,https://www.ilo.org/dyn/natlex/docs/ELECTRONIC/26620/90492/F735047973/ZMB26620.pdfNitsche, B. Embracing the Potentials of Intermodal Transport in Ethiopia: Strategies to Facilitate Export-Led Growth. Sustainability 2021, 13, 2208. https://doi.org/ 10.3390/su13042208Zdjęcie: "Cross-border Ferry, Kazungula, Botswana" by Arthur Chapman is licensed under CC BY-NC 2.0

Nota

Gabinet Prezydenta Joe Bidena

23.07.2021

Dnia 3 listopada 2020 r. odbyły się powszechne wybory prezydenckie w USA, w których został wybrany 46 prezydent Stanów Zjednoczonych. Ówcześnie urzędujący prezydent Donald Trump ubiegał się o reelekcję, natomiast jego kontrkandydatem był senator Joe Biden z Partii Demokratycznej. W wyborach oddano ponad 158 milionów głosów, co stanowi najwyższy wynik w historii USA. Senator z Deleware zdobył 81268924 głosów (51,31%), natomiast jego konkurent 74216154 głosów (46,86%). Kolegium elektorskie odbyło się 14 grudnia. Natomiast 6 stycznia 2021 r. Kongres Stanów Zjednoczonych zatwierdził głosy elektorskie (306 oddanych na Bidena i 232 oddane na Trumpa). 20 stycznia Joe Biden złożył ślubowanie i został zaprzysiężony na prezydenta Stanów Zjednoczonych.W 1932 roku utworzony został Urząd Wykonawczy Prezydenta, który stanowi zaplecze administracyjne Prezydenta. Jego najważniejsze ogniwo stanowi 15 departamentów wykonawczych. Są to organy przypominające europejskie ministerstwa. Tworzone są na podstawie ustaw. Do najważniejszych możemy zaliczyć Departament Stanu, który odpowiedzialny jest za sprawy zagraniczne, Departament Skarbu, który nadzoruje zarządzanie finansami państwa oraz Departament Obrony, który koordynuje politykę bezpieczeństwa państwa i siły zbrojne. Oprócz powyższych możemy wyróżnić:Departament Sprawiedliwości (nadzoruje prawidłowe funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości),Departament Zasobów Wewnętrznych (odpowiedzialny za ochronę przyrody i zarządzanie zasobami naturalnymi),Departament Rolnictwa (koordynuje politykę rolną),Departament Handlu (odpowiedzialny za rozwój i wzrost gospodarczy),Departament Pracy (koordynuje politykę zatrudnienia),Departament Zdrowia i Opieki Społecznej (nadzoruje służbę zdrowia i system opieki społecznej),Departament Urbanizacji (zajmuje się sprawami budownictwa),Departament Transportu (nadzoruje politykę związaną z transportem),Departament Energii (odpowiedzialny za politykę energetyczną),Departament Edukacji (nadzoruje edukacje),Departament Bezpieczeństwa Krajowego (odpowiedzialny za bezpieczeństwo wewnętrzne kraju),Departament Weteranów (koordynuje opiekę nad weteranami wojennymi i ich rodzinami).Kierownika departamentu powołuje Prezydent, za zgodą Senatu. Określani są oni tytułem „sekretarzy”, z wyjątkiem Departamentu Sprawiedliwości, na czele którego stoi Prokurator Generalny (Attorney General). Szefowie departamentów odpowiedzialni są przed Prezydentem. Zazwyczaj nie są politykami, ale ekspertami w swoich dziedzinach. Wspólnie tworzą tzw. gabinet Prezydenta, który jest organem opiniodawczym. Jest to ciało nieformalne (nie jest usankcjonowane w amerykańskiej konstytucji), więc nie podejmuje żadnych wiążących uchwał. Niewątpliwie nie jest to organ, który możemy porównać z radami ministrów, które są typowe dla większości ustrojów państw europejskich. Oprócz departamentów administrację Prezydenta tworzą: Urząd Zarządzania i Budżetu, który nadzoruje działalność personelu pod kątem finansowym oraz Rada Bezpieczeństwa Narodowego, na czele której stoi specjalny asystent do spraw bezpieczeństwa. Zadaniem rady jest opiniowanie kwestii związanych z polityką wewnętrzną, krajową oraz obronną. Ponadto strukturach administracji federalnej funkcjonują samodzielne agencje, które podlegają Prezydentowi, m. in. Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) czy Agencja Środowiska (EPA).Podsumowując warto zwrócić uwagę na działania Prezydenta Joe Bidena w zakresie ochrony środowiska. Powołał Johna Kerrego, byłego Sekretarza Stanu na specjalnego wysłannika do spraw klimatu, który będzie również członkiem Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Jest to pierwszy tego typu przypadek w historii USA.Gabinet Prezydenta Joe BidenaImię i Nazwisko Funkcja StanKamala HarrisWiceprezydent Stanów ZjednoczonychKaliforniaAntony BlinkenSekretarz stanu Stanów ZjednoczonychNowy JorkJanet YellenSekretarz skarbu Stanów ZjednoczonychKaliforniaLloyd AustinSekretarz obrony Stanów ZjednoczonychGeorgiaMerrick GarlandProkurator generalny Stanów ZjednoczonychMarylandDeb HaalandSekretarz zasobów wewnętrznych Stanów ZjednoczonychNowy MeksykTom VilsackSekretarz rolnictwa Stanów ZjednoczonychIowaGina RaimondoSekretarz handlu Stanów ZjednoczonychRhode IslandsMarty WalshSekretarz Departamentu Pracy Stanów ZjednoczonychMassachusettsXavier BecerraSekretarz zdrowia i opieki społecznej Stanów ZjednoczonychKaliforniaMarcia FudgeSekretarz urbanizacji Stanów ZjednoczonychOhioPete ButtigiegSekretarz transportu Stanów ZjednoczonychIndianaJennifer GranholmSekretarz energii Stanów ZjednoczonychMichiganMiguel CordonaSekretarz edukacji Stanów ZjednoczonychConnecticutDenis McDonoughSekretarz spraw weteranów Stanów ZjednoczonychMinnesotaAlejandro MayorkasSekretarz bezpieczeństwa krajowego Stanów ZjednoczonychKaliforniaMichael S. ReganKierownik Agencji Ochrony ŚrodowiskaPółnocna KarolinaSchalanda YoungDyrektor Biura Zarządzania i BudżetuLuizjanaAvril HainesDyrektor Wywiadu NarodowegoNowy JorkWilliam Joseph BurnsDyrektor Centralnej Agencji WywiadowczejKarolina PółnocnaKatherine TaiReprezentant Stanów Zjednoczonych do spraw handluWaszyngtonLinda Thomas-GreenfieldAmbasador Stanów Zjednoczonych przy ONZLuizjanaCecillia RousePrzewodniczący Rady Doradców EkonomicznychNew JerseyIzabel GuzmanKierownik Small Business AdministrationKaliforniaEric LanderDyrektor Biura ds. Polityki Naukowej i TechnologicznejMassachusettsRon KlainSzef Personelu Białego DomuIndiana

Nota

Czasem wiele musi się zmienić, aby wszystko mogło zostać po staremu – ewolucja ustroju Iranu po wyborach prezydenckich 2021 r.

21.07.2021

W dniu 18 czerwca 2021 roku w Iranie odbyły się wybory prezydenckie, mające wyłonić następcę kończącego swoją drugą kadencję prezydenta Hasana Rouhaniego. Wygrał je, zgodnie z przewidywaniami, Ibrahim Raisi, cieszący się poparciem Najwyższego Przywódcy, Alego Chamenei. Dla Raisiego, który od 2019 roku stał na czele systemu sądownictwa Islamskiej Republiki Iranu, a wcześniej pełnił inne wysokie funkcje w państwie, był to drugi start w wyborach prezydenckich (w 2017 roku zdobył 38% głosów i przegrał z Hasanem Rouhanim). Choć sam wynik wyborów, ani też przebieg kampanii wyborczej, nie były niespodzianką, to pewne wydarzenia im towarzyszące należy odnotować jako istotne i interesujące z punktu widzenia ustroju Islamskiej Republiki Iranu.Odpowiedzialna za weryfikację kandydatów na prezydenta Rada Strażników Rewolucji odrzuciła ponad 600 zgłoszeń, dopuszczając ostatecznie udziału w wyborach jedynie siedmiu kandydatów. Byli to Amir-Hossein Ghazizadeh, Ibrahim Raisi, Mohsen Rezai, Said Dżalili, Alireza Zakani (wszyscy oni uznawani za kandydatów konserwatywnych i/lub radykalnych) oraz Abdolnaser Hemmati i Mohsen Mehralizadeh (uznawani za kandydatów umiarkowanych). Warto również dodać, że wielu poważnych potencjalnych kandydatów, szczególnie tych uznawanych za umiarkowanych (jak choćby minister spraw zagranicznych w rządzie Rouhaniego, Dżawad Zarif) nie zgłaszało nawet swoich kandydatur, wiedząc, że i tak zostaną one odrzucone przez Radę Strażników. Wśród tych, którzy mimo wszystko spróbowali i nie zostali dopuszczeni do startu znaleźli się znani politycy, między innymi pierwszy wiceprezydent w rządzie Rouhaniego, Iszak Dżahangiri, były prezydent Mahmud Ahmadineżad, były wieloletni przewodniczący parlamentu Ali Laridżani, czy też były ambasador Iranu w Polsce Ramin Mehmanparast. Już w trakcie kampanii wyborczej swoje kandydatury wycofało jeszcze trzech z grona zaakceptowanych kandydatów, Said Dżalili i Alireza Zakani, którzy poparli Raiseigo, oraz Mohsen Mehralizadeh, który poparł Abdolnasera Hemmatiego.Tak duża liczba kandydatów niedopuszczonych do udziału w wyborach oraz fakt, że zdyskwalifikowani zostali nie tylko politycy uznawani za umiarkowanych i należący do obozu ustępującego prezydenta Rouhaniego, ale także liczni kandydaci uznawani wcześniej za lojalnych i oddanych popleczników Najwyższego Przywódcy Alego Chamenei (np. Ahmadineżad czy Laridżani) są dość symptomatyczne. Świadczą o tym, że w tych wyborach religijni przywódcy Iranu nie zamierzali popełnić błędu sprzed czterech lat i pozbyli się wszelkiej groźnej konkurencji dla wytypowanego przez nich na nowego prezydenta Ibrahima Raisiego. W rezultacie tak daleko idących ograniczeń i machinacji, wybory te należy uznać za w znacznej mierze ustawione oraz zdecydowanie mniej wolne i demokratyczne niż wszystkie poprzednie wybory prezydenckie w Iranie, za wyjątkiem wyborów z 2009 roku. W tej sytuacji nie może dziwić, że kampania wyborcza nie była zbyt porywająca i skupiła się na rywalizacji pomiędzy kandydatami umiarkowanymi a radykalnymi. Było to szczególnie widoczne w czasie debaty telewizyjnej z udziałem wszystkich siedmiu kandydatów. Choć podobnie identyfikowali oni główne problemy, z którymi zmierzyć się będzie musiał kolejny prezydent Iranu (bieda, stagnacja gospodarcza, inflacja, korupcja, słaby poziom usług publicznych), żaden z nich nie przedstawił konkretnych pomysłów na to, jak sobie z nimi poradzić.Zdyskwalifikowanie większości poważnych kandydatów umiarkowanych i, w zasadzie przesądzone już przed wyborami, zwycięstwo Ibrahima Raisiego, a także wciąż obecny w Iranie w pewnym stopniu strach przez epidemią COVID-19, spowodowały, że wielu Irańczyków nie miało zamiaru pójść do głosowania. Spodziewano się więc niskiej frekwencji i tak też się stało. Nie pomogły nawet fatwy Najwyższego Przywódcy i innych szyickich duchownych, którzy ogłosili, że brak udziału w wyborach lub oddanie nieważnego głosu jest grzechem. Do urn udało się niespełna 29 milionów Irańczyków. Frekwencja wyborcza wyniosła 48,78% i była najniższa w wyborach w Iranie od rewolucji w 1979 roku. Ponadto oddano też rekordowo dużo, bo aż 3,74 miliona głosów pustych i nieważnych (to więcej, niż uzyskał jakikolwiek kandydat poza zwycięskim Ibrahimem Raisim). Jest to kolejny dość istotny symptom zmiany społeczno-politycznej w Iranie, która może mieć znaczenie dla przemian ustrojowych. Oznacza bowiem z jednej strony, że Irańczycy są coraz bardziej świadomi tego, jak bardzo zakonserwowany i zabetonowany jest panujący w kraju ustrój polityczny, z drugiej zaś pokazuje, że narasta wśród nich skłonność do biernego oporu i niechęć do firmowania poprzez udział w wyborach działań władz, których nie akceptują i z którymi się nie zgadzają.Ibrahim Raisi uzyskał ostatecznie ponad 18 milionów głosów i zdobywając 72,35% oddanych ważnych głosów został nowym prezydentem Iranu. Jest to kolejny prezydent będący szyickim duchownym, choć jego ranga jako duchownego jest niepewna. On sam kilkukrotnie określał siebie jako ajatollaha, następnie, gdy media wytknęły mu, że nie posiada właściwego wykształcenia religijnego i kwalifikacji, wycofał się z tego i określał się jako hodżatoleslam (ranga duchowna niższa niż ajatollah), by już w takcie kampanii wyborczej znów twierdzić, że jest ajatollahem. Nie ulega natomiast wątpliwości, że całe niereligijne wykształcenie formalne Raisiego ogranicza się do szkoły podstawowej. Po jej ukończeniu studiował on już tylko teologię i prawo religijne w seminariach duchownych, wobec czego jest on oskarżany przez swoich przeciwników o brak kompetencji do sprawowania urzędu prezydenta i rządzenia państwem. Wydaje się, że rzeczywiście może to w pewien sposób wpłynąć na sprawowanie przez niego urzędu. Co prawda strategiczne kierunki polityki w Iranie i tak są określane przez Najwyższego Prawnika i Radę Strażników Rewolucji i tu prezydent, ktokolwiek by nim nie był, i tak nie ma bardzo ograniczone pole manewru. Natomiast brak formalnego wykształcenia i prawdopodobne ograniczenie kompetencji z tym związane mogą spowodować, że Ibrahim Raisi będzie musiał w dużo większym stopniu niż jego poprzednicy polegać na swoim otoczeniu i kluczowych doradcach. Ci zaś natomiast w znacznej mierze wywodzić się będą ze środowiska byłych i obecnych oficerów Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, co oznaczać może jeszcze większy wzrost, i tak już ogromnych, wpływów tej organizacji. Inne kontrowersje związane z Raisim dotyczą jego udziału w masowych egzekucjach przeciwników politycznych irańskiego reżimu z 1988 roku. W 2019 roku natomiast, wraz z innymi osobami z bliskiego otoczenia Najwyższego Przywódcy, został on objęty sankcjami przez USA za swój udział w tłumieniu protestów, które miały miejsce w Iranie w tymże roku.Wybór Raisiego na prezydenta Iranu, a szczególnie zdecydowane poparcie, jakiego udzielił mu Najwyższy Przywódca, może też oznaczać, że to właśnie w Ibrahimie Raisim Ali Chamenei upatruje swego następcy. Choć deklaracja taka jak na razie nie padła, to na giełdzie nazwisk potencjalnych następców Chameneiego akcje Raisiego zdecydowanie poszły w górę. Póki co Ibrahim Raisi będzie prezydentem Iranu w kadencji obejmującej lata 2021-25. Wydaje się, że w stosunku do swego poprzednika Hassana Rowhaniego po jego rządach, zarówno w polityce wewnętrznej jak i zagranicznej Iranu, możemy spodziewać się zmiany retoryki, która zapewne stanie się ostrzejsza i bardziej wojownicza. Sama polityka natomiast zapewne nie ulegnie większym zmianom, ponieważ urząd prezydenta w systemie politycznym Iranu jest ośrodkiem wykonującym decyzje polityczne, a nie je podejmującym.

Nota

Ukraina: kwestia narodowościowa w relacjach z Rosją

20.07.2021

18 maja 2021 r. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przedstawił Radzie Najwyższej projekt ustawy „o rdzennych narodach Ukrainy” (nr 5506), w którym wskazano, że rdzenną ludnością Ukrainy są grupy etniczne uformowane na terytorium tego kraju, posiadające własny język, kulturę i organy przedstawicielskie oraz świadome tego, iż są mniejszościami narodowymi na Ukrainie, a także nie identyfikujące się, w oparciu o kwestię narodowościową i polityczną, z innym państwem. W projekcie ustalono, że rdzennymi narodami Ukrainy są Tatarzy Krymscy, Karaimi i Krymczanie[1]. Wskazany akt normatywny oddziela zatem wyraźnie ww. społeczności od Rosjan, Polaków, Węgrów, Bułgarów lub Rumunów, czyli przedstawicieli mniejszości narodowych, którzy mają swoje etniczne ojczyzny poza Ukrainą. Istotnym czynnikiem warunkującym odbiór projektu ustawy był fakt, że ww. grupy uformowały się na terytorium Półwyspu Krymskiego.W czerwcu 2021 r. projekt ustawy spotkał się z negatywnymi opiniami przedstawicieli władz rosyjskich[2].Szczególnie, że termin przedstawienia ustawy ukraińskiemu parlamentowi nie był przypadkowy. Tatarzy Krymscy obchodzili bowiem 18 maja 2021 r. rocznicę deportacji z Krymu (odbyła się w 1944 r. na rozkaz Józefa Stalina). Rosyjska Duma przyjęła uchwałę, w której uznano ww. projekt m.in. za próbę obrażania pamięci historycznej. Wskazując tym samym, że ludność rosyjska powinna być zaliczana do kategorii rdzennych mieszkańców Ukrainy. Prezydent Władimir Putin wypowiedział się natomiast w kwestii projektu ustawy m.in. 30 czerwca 2021 r. podczas corocznej telekonferencji z mieszkańcami Rosji. Przywódca rosyjski oznajmił wówczas m.in., że procedowanie projektu ustawy przez ukraiński parlament jest nieprzyjaznym krokiem wobec Rosji. Dodatkowo podkreślił, że Ukraińcy tworzą razem z Rosjanami i Białorusinami jeden naród, który w przeszłości inne państwa próbowały podzielić.1 lipca 2021 r. Rada Najwyższa Ukrainy uchwaliła ww. ustawę (za przyjęciem projektu było 325 z 345 deputowanych obecnych na głosowaniu). Ustawa uzyskała poparcie wszystkich frakcji, z wyjątkiem prorosyjskiej Platformy Opozycyjnej – Za Życie.KomentarzW ukraińskiej konstytucji jest mowa o mniejszościach narodowych i rdzennych narodach. Niemniej w ukraińskim systemie prawnym nie było wcześniej ustawy regulującej prawa rdzennej ludności. Pierwszy projekt ustawy w tej kwestii złożono w Radzie Najwyższej 20 marca 2014 r. Za rdzennych mieszkańców Ukrainy uznano wówczas Tatarów Krymskich, Karaimów i Krymczan. W kwietniu 2017 r. powstał również odrębny projekt ustawy o statusie narodu krymskotatarskiego. Obydwa projekty nie zostały jednak obowiązującym prawem[3]. Przyjęta 1 lipca 2021 r. ustawa zobowiązuje dodatkowo państwo ukraińskie do obrony rdzennych narodów przed aktami przemocy. Ustawa może zatem wspomóc m.in. działania Tatarów Krymskich na arenie międzynarodowej (np. w oparciu o przyjętą przez ONZ „Deklarację praw ludów tubylczych”) do obrony przed potencjalnymi represjami politycznymi na Krymie.W ustawie nie zostali uwzględnieni Gagauzi, którzy nie posiadają własnego państwa. Niniejsza sytuacja spowodowana jest prawdopodobnie przez dwie kwestie. Po pierwsze, Gagauzi zamieszkują głównie na terytorium Mołdawii (około 150 tysięcy osób). Natomiast na Ukrainy żyje ich „jedynie” około 30 tysięcy osób. W związku z tym trudno Kijowowi było uznać tę grupę za społeczność wywodzącą się z Ukrainy. Po drugie, umieszczenie w ustawie grup zamieszkujących tereny Ukrainy, nad którymi obecnie Kijów nie ma kontroli, pozwala na wykorzystanie „karty narodowościowej” w międzynarodowej debacie m.in. o losie ludności Krymu pod rządami Rosji. Władze ukraińskie nie ukrywają bowiem, że ustawa powstała w związku z przejęciem Krymu przez Rosję i działań podejmowanych przez Rosjan wobec dawnych obywateli Ukrainy.Ustawa nie stanowi nadzwyczajnego rozwiązania kwestii narodowościowej w polityce wewnętrznej państwa. Podobne ustawy funkcjonują bowiem w systemach prawnych innych państw, w tym w Rosji, gdzie w 1999 r. przyjęto ustawę „o gwarancjach praw rdzennych nielicznych narodów Federacji Rosyjskiej”.Wpływ przyjętych przepisów prawa na funkcjonowanie ww. grup etnicznych utrudnia fakt, że od 2001 r. na Ukrainie nie przeprowadzono spisu powszechnego ludności. Władze centralne opierają się zatem na historycznych wynikach oraz na konkluzjach badań (wykonanych m.in. w oparciu o dane operatorów telefonii komórkowej) przekazanych w 2020 r. przez rządowy zespół do spraw przeprowadzenia oceny liczby ludności Ukrainy (bez obszarów niekontrolowanych przez władze w Kijowie). Wynika z nich m.in. znaczny spadek liczebności ludności (37 milionów 289 tysięcy w 2019 r.) w porównaniu do wyników spisu z 2001 r. (na Ukrainie żyło wówczas około 48 milionów osób).[1]Brakuje wiarygodnych i aktualnych danych dotyczących liczebności Karaimów i Krymczan. Informacje dotyczące struktury narodowościowej Krymu pochodzą z dwóch spisów ludności, tj. z 2001 r. (przeprowadzonego przez Ukrainców) i z 2014 r. (wykonanego przez Rosjan). W obydwu przypadkach wskazano liczebność m.in. Tatarów Krymskich. Natomiast Karaimów i Krymczan najprawdopodobniej zakwalifikowano do grupy Inne narodowości/pozostali.[2] Odpowiedź strony ukraińskiej, w osobie ministra spraw zagranicznych Dmytra Kułeby, dostępna jest m.in. na stronie internetowej Ukraińskiej Niezależnej Agencji Informacyjnej: Zob. Y. Matyushenko (2021), MFA Ukraine delivers tough response to Putin's criticism of indigenous peoples bill, (online) https://www.unian.info/politics/mfa-ukraine-delivers-tough-response-to-putin-s-criticism-of-indigenous-peoples-bill-11449996.html (dostęp: 01.07.2021 r.).[3] Zob. M. Malski, I. Zińko, Mniejszości narodowe w systemie politycznym [w:] „Studia Europejskie – Studies in European Affairs” 2020, nr 1, s. 101-128.

Nota

Burkina Faso na drodze do konstytucyjnej stabilizacji

19.07.2021

Burkina Faso, która wcześniej była nazywana Republiką Górnej Wolty jako część Unii Francuskiej, uzyskała niepodległość 5 sierpnia 1960 r., a obecną nazwę przyjęła w 1984 roku. W kraju obowiązywał przez wiele lat system na wzór półprezydenckiego (jak we Francji) na podstawie konstytucji z 2 czerwca 1991 roku. Aż do 2014 roku państwem rządził Prezydent Blaise Compaoré, który przejął władzę w wyniku zamachu stanu w 1987 roku. Jego dyktatura upadła po największych zamieszkach w historii Burkina Faso i została przekazana wojsku. Mimo niestabilności politycznej oraz wzrostu terroryzmu i przemocy, przeprowadzono demokratyczne wybory prezydenckie oraz parlamentarne w 2015 i 2020 roku.Obecnie prezydentem Burkina Faso jest Roch Marc Christian Kaboré, który został wybrany na ten urząd w grudniu 2020 r., po raz drugi na pięcioletnią kadencję (zgodnie z konstytucją jest to maksymalna liczba mandatów). Zarówno w 2015 r., jak i pięć lat później, zwyciężył znacznie, osiągając najpierw 53,5%, a później 58% poparcia. W obu przypadkach nie była potrzebna druga tura wyborów.W tym samym czasie odbywały się wybory parlamentarne do Zgromadzenia Narodowego (Burkina Faso ma jednoizbowy parlament, którego 127 członków jest wybieranych na okres pięciu lat). Dwie elekcje z rzędu wygrała partia prezydenta, Ruch Ludowy na rzecz Postępu (Mouvement du peuple pour le progrès - MPP). Po raz pierwszy uzyskując 55 miejsc, a po raz drugi 56, jednakże żaden wynik nie dał im większości, przez co muszą zmagać się z opozycją, z której pochodzi dwóch kontrkandydatów na prezydenta, stale kwestionujących wybory z 2020 roku. Obie partie: Kongres na rzecz Demokracji i Postępu (Congrès pour la démocratie et le progres - CDP), którego kandydatem był Eddie Komboïgo oraz Unia na rzecz Postępu i Zmian (Union pour le Progrès et le Changement – UPC), reprezentowany przez Zéphirin Diabré, są przeciwnikami obecnej władzy i wielokrotnie wnosiły o ponowną organizację wyborów parlamentarnych i prezydenckich z 2020 roku.Na uwagę zasługuje frekwencja podczas ostatnich wyborów, która wyniosła 50% oraz trudność w przeprowadzeniu głosowania w wielu okręgach wyborczych. W dniu wyborów głosowanie nie odbyło się w 926 z 19 836 lokali wyborczych, pozbawiając praw aż 596 756 zarejestrowanych wyborców.Kolejnym bardzo ważnym elementem dla ustroju w Burkina Faso miało być przeprowadzone w maju 2021 roku referendum konstytucyjne, które miało skłonić obywateli do przyjęcia nowej konstytucji. Jest to w szczególności związane z oficjalnym przejściem w system półprezydencki, który formalnie zakończy okres przejściowy wynikający z upadku dyktatury prezydenta Blaise'a Compaoré w październiku 2014 roku. Początkowo referendum miało się odbyć w marcu 2019 r., ale po serii ataków terrorystycznych w państwie, głosowanie przełożono. Co ważne, rząd planował zatwierdzenie nowej konstytucji przez Zgromadzenie Narodowe, aby uniknąć kosztów referendum (ok. 60 milionów euro). Partie opozycyjne odmówiły jednak wydania zgody dla parlamentu. Kolejno w maju i czerwcu nie udało się przeprowadzić głosowania, a najbliższy możliwy termin to październik 2021 roku. Jednocześnie na początku lipca zaczęto przeprowadzać konsultacje społeczne, m.in. w kwestii sporów terytorialnych, terenów pod uprawę, jak i roli rolników i pasterzy w gospodarce państwa.Nowa i wyczekiwana konstytucja zakłada m.in. że prezydent nie może rządzić dłużej niż 10 lat, w ramach jednej lub dwóch kadencji, ponadto ustawa zasadnicza blokuje wszelkie próby zmiany tego nakazu. Niektóre prawa, takie jak dostęp do wody pitnej lub godziwych warunków mieszkaniowych oraz uznanie prawa do obywatelskiego nieposłuszeństwa, są również zapisane w tekście konstytucji. Dodatkowo, zwiększono niezależność sądownictwa, a głowa państwa nie przewodniczy już Najwyższej Radzie Sądownictwa. Ostatecznie zniesiono karę śmierci, chociaż ma to przede wszystkim wymiar symboliczny, ponieważ od lat 80-tych nikt nie został skazany na śmierć. Oprócz powyższych, w państwie zapewnia się eliminację wszelkich form przemocy i dyskryminacji kobiet i dziewcząt oraz ich stały udział w polityce krajowej i lokalnej. Ustanowiono również szkołę obowiązkową i bezpłatną dla dzieci obojga płci, a na prośbę społeczności muzułmańskiej, małżeństwo jest wyraźnie definiowane jako zawarte pomiędzy mężczyzną i kobietą.Wydaje się, że rządowi brakuje odwagi, aby jednoznacznie i definitywnie zerwać z tradycją puczu oraz obarczaniem opozycji za trudną sytuację w państwie. Wyczekiwanie na dobry moment, wielokrotnie wskazując na zagrożenia terrorystyczne, może doprowadzić do kolejnych protestów obywateli. Burkina Faso mogłoby mieć stabilny politycznie okres w ciągu najbliższych 4 lat. Przedłużony mandat zarówno prezydenta jak i posiadającej większość partii, powinien zwiastować realizację długofalowych inwestycji oraz zakończenie projektów z pierwszego mandatu. Mimo, że wpływ na sytuację wewnętrzną będą mieć zagrożenia o charakterze terrorystycznym, które są głównym problem w sąsiadującym Mali i Nigrze, rząd w Wagadugu jest świadom pojawiających się wyzwań.

Nota

Parlament holenderski chce kontroli państwa nad finansowaniem meczetów

17.07.2021

Holenderska Izba Reprezentantów w styczniu 2021 roku przyjęła szereg uchwał wzywających rząd do ograniczenia zagranicznych wpływów finansowych na lokalną społeczność muzułmańską, inicjując w ten sposób ścieżkę legislacyjną, prowadzącą do wprowadzenia konkretnych uregulowań prawnych. Przyjęte przez parlament wnioski są pokłosiem prac Komisji śledczej ds. niepożądanych wpływów krajów niewolnych – POCOB (De Parlementaire ondervragingscommissie ongewenste beïnvloeding uit onvrije landen). Komisja została utworzona 2 lipca 2019 roku. Jej celem było przeprowadzenie dochodzenia w sprawie finansowania meczetów oraz zidentyfikowanie wpływów krajów Zatoki Perskiej oraz Turcji na holenderskich wyznawców islamu. Jak napisano, w końcowym raporcie zatytułowanym „Niewidzialny wpływ” ((On)zichtbare invloed) „problem ten jest często ukrywany przed opinią publiczną”[1].Odpowiedzią rządu na opublikowany raport było opracowanie projektu ustawy (Wet transparantie maatschappelijke organisaties), zgodnie z którą burmistrzowie i prokuratura uzyskają możliwość kontrolowania darowizn powyżej kwoty 4500 euro pochodzących spoza UE oraz Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Prace nad dokumentem są w toku: 7 kwietnia 2021 roku swoje uwagi do dokumentu zgłosiła Rada Stanu[2]. Deputowani uznali, że inicjatywa ta nie do końca odpowiada na konkluzje sformułowane przez POCOB i wyznaczyli kierunki dalszych prac.W dniu 14 stycznia 2021 roku Izba Reprezentantów przyjęła szereg wniosków, dotyczących kwestii związanych z obecnością islamskiego fundamentalizmu, wspieranego przez kraje muzułmańskie. Do najistotniejszych z nich należą:Wniosek w sprawie zamrożenia środków finansowych[3], w którym deputowani wzywają rząd do opracowania skutecznych instrumentów prawnych, pozwalających zamrozić fundusze pochodzące z zagranicy, wprowadzić zakaz ich przyjmowania lub je skonfiskować, jeśli wykorzystywane są po to, by podważyć wartości demokratyczne, wolności podstawowe lub prawa człowieka.Wniosek w sprawie opracowania indeksu krajów niewolnych[4]. Lista ta pozwoli ocenić ryzyko związane z przepływem środków finansowych od państw spoza UE do miejscowych organizacji muzułmańskich i ocenić, na ile wpływ danego kraju może zagrażać demokracji, praworządności oraz przestrzeganiu praw człowieka w Holandii.Wniosek w sprawie utworzenia kursów szkoleniowych dla imamów[5]. Rozwiązanie to umotywowano niewystarczającą liczbą islamskich duchownych kształconych w krajach UE, co sprawia, że organizacje muzułmańskie sprowadzają imamów z zagranicy. Sytuacja rodzi ryzyko wywierania przez nich niepożądanego wpływu na społeczność islamską, polegająca m.in. na szerzeniu idei niedemokratycznych oraz zagrażających porządkowi konstytucyjnemu. Zorganizowanie systemu kształcenia islamskich duchownych w Holandii spowodowałoby w dłuższej perspektywie, że przyjmowanie ich z zewnątrz nie byłoby konieczne.Dwie uchwały dotyczyły wpływu islamskich radykałów na młode pokolenie holenderskich muzułmanów – Wniosek w sprawie nadzoru nad edukacją nieformalną, uwzględniającego ryzyko [radykalizacji – P.Ś.][6] oraz Wniosek w sprawie krzywdzenia dzieci w edukacji nieformalnej[7]. Oba wynikały z diagnozy przeprowadzonej przez POCOB, która stwierdziła, że w Holandii działa ok. 100 nieformalnych szkół salafickich, wychowujących młodzież w duchu antydemokratycznym, antypaństwowym oraz izolacjonistycznym. W związku z tym wezwano rząd do opracowania narzędzi prawnych umożliwiających monitorowanie działalności podobnych placówek edukacyjnych oraz przeprowadzenie w razie potrzeby skutecznej interwencji. Posłowie dostrzegli także potrzebę przeciwdziałania krzywdzeniu dzieci w islamskiej edukacji nieformalnej, polegającemu na wpajaniu im idei nietolerancyjnych oraz sprzecznych z demokratycznymi wartościami. Tego rodzaju zabiegi wychowawcze, w ocenie Izby Reprezentantów, skutkują wyobcowaniem oraz uniemożliwiają dorastającym muzułmanom uczestniczenie w życiu społecznym.Ponadto we wniosku przyjętym 20 stycznia 2021 roku w sprawie systemowego działania przeciwko ekstremistycznemu językowi[8] wzywa się rząd do podjęcia skoordynowanych działań skierowanych przeciwko propagandzie salafickiej, którą z uwagi na jej ekstremistyczny charakter należy potraktować podobnie do treści terrorystycznych oraz pornografii dziecięcej.Jednocześnie Izba Reprezentantów wyraziła oficjalnie potrzebę dalszych badań nad zagranicznym finansowaniem instytucji religijnych[9] oraz przeprowadzeniem pogłębionego dochodzenia, dotyczącego wpływów Bractwa Muzułmańskiego w Królestwie Niderlandów[10].Holenderski parlament dostrzegł także potrzebę współdziałania z innymi krajami UE w zakresie ograniczenia finansowania organizacji muzułmańskich przez kraje trzecie oraz rozwiązania tej kwestii na poziomie całej Wspólnoty[11].[1] Tweede Kamer, vergaderjaar 2019–2020, 35 228, nr. 4, s. 3.[2] https://zoek.officielebekendmakingen.nl/stcrt-2021-7903.html#d17e1683[3] Tweede Kamer, vergaderjaar 2020–2021, 35 228, nr. 7.[4] Tweede Kamer, vergaderjaar 2020–2021, 35 228, nr. 10.[5] Tweede Kamer, vergaderjaar 2020–2021, 35 228, nr. 11.[6] Tweede Kamer, vergaderjaar 2020–2021, 35 228, nr. 24.[7] Tweede Kamer, vergaderjaar 2020–2021, 35 228, nr. 28.[8] Tweede Kamer, vergaderjaar 2020–2021, 35 228, nr. 34.[9] Tweede Kamer, vergaderjaar 2020–2021, 35 228, nr. 15[10] Tweede Kamer, vergaderjaar 2020–2021, 35 228, nr. 12[11] Tweede Kamer, vergaderjaar 2020–2021, 35 228, nr. 31

Nota

 Boliwijska walka o sprawiedliwość czy zemsta polityczna?  

14.07.2021

Boliwia kolejny raz przeżywa burzliwy okres od czasu wyborów w październiku 2019 r., których wyniki zostały zakwestionowane przez opozycję i Organizację Państw Amerykańskich (OPA). Jeanine Áñez jako drugi wiceprzewodniczący Senatu, przejęła wówczas tymczasowo władzę w kraju po wymuszonej rezygnacji i wygnaniu Evo Moralesa, dotychczasowego prezydenta i przywódcy Ruchu Ku Socjalizmowi (Movimiento al Socialismo, MAS). Áñez objęła urząd prezydenta do czasu wyborów w październiku ubiegłego roku, w których zwyciężył kandydat MAS, reprezentowany przez Luisa Arce. Choć Áñez od początku zapewniała, że jej rola jest przejściowa, to zgłosiła swoją kandydaturę w wyborach po stronie opozycji skupionej w Alianza Juntos. Ostatecznie wycofała się, gdy nie udało się jej zebrać wystarczającego poparcia konserwatywnego skrzydła, by zwyciężyć nad MAS, który zdobył ponad 55% głosów.Obecne władze boliwijskie aresztowały Jeanine Áñez 13 marca br., oskarżając ją o „terroryzm, podburzanie i spisek” w związku z wydarzeniami z listopada 2019 r., które zakończyły się przedwczesnym odejściem Evo Moralesa z urzędu prezydenta kraju. Wiadomość ta przekazana została oficjalnie przez ministra rządu Eduardo del Castillo w komunikacie na portalach społecznościowych. Byłe władze i przywódcy wojskowi są także oskarżani o popełnienie przestępstw „terroryzmu, podburzania i spisku”. W odpowiedzi, Áñez opublikowała na swoim koncie na Twitterze informację o „nadużyciach i prześladowaniu politycznym” ze strony MAS, który oskarża ją o „udział w rzekomym zamachu stanu”. Uznaje ona działania prowadzone przez obecnego prezydenta Luisa Arce i Evo Moralesa za „absolutny skandal” i „polityczne zastraszanie”. W mediach społecznościowych nie brakuje również reakcji współpracowników byłej prezydent, także aresztowanych, tj. byłego ministra sprawiedliwości Álvaro Coimbry, byłego ministra energetyki Rodrigo Guzmána, którzy uznają „sprawę zamachu stanu za działania politycznie inspirowane przez rząd”. Aresztowanie Áñez nastąpiło dzień po tym, gdy Prokuratura Generalna Boliwii (Fiscalía General del Estado de Bolivia) wydała nakaz aresztowania dla niej, pięciu byłych ministrów i czterech oficerów wojskowych za ich domniemaną odpowiedzialność w tak zwanej „sprawie zamachu stanu”. Po wirtualnej rozprawie boliwijski wymiar sprawiedliwości zdecydował o wysłaniu byłej prezydent i jej ministrów do aresztu prewencyjnego. Początkowo zarządzono cztery miesiące aresztu, ale sędzia zdecydował o przedłużeniu tego środka o kolejne dwa miesiące, choć zezwolił na objęcie Áñez opieką medyczną. Wnioski obrońcy byłej tymczasowej prezydent o zwolnienie jej z powodu stanu zdrowia zostały kilkukrotnie odrzucane. Decyzja ta ma zastosowanie również do dwóch byłych ministrów przebywających w areszcie.Po aresztowaniu, Áñez powołując się m.in. na Międzyamerykańską kartę demokratyczną (Carta Democrática Interamericana), wysłała listy do OPA i UE z prośbą o zorganizowanie misji obserwacyjnej, która miałaby na celu „obiektywną ocenę” aresztowania jej i dwóch byłych ministrów. W listach tych potępiła również „systematyczne łamanie praw człowieka w Boliwii poprzez nieuzasadnione prześladowania polityczne”, wskazując także, że władze boliwijskie naruszyły konstytucyjną zasadę sprawiedliwego procesu i konstytucyjną zasadę domniemania niewinności.Lider głównej partii opozycyjnej, Carlos Mesa, nazwał zatrzymanie Áñez „arbitralnym, nielegalnym i naruszającym jej prawa człowieka”, pokazując decyzję MAS jako przykład łamania praw i zasad państwa prawa, w celu prześladowania i brutalnego podporządkowania sobie Boliwijczyków, którzy wierzą w demokrację i wolność”.Obecnie rządzący Boliwią odpierają pomówienia o prześladowania, wyjaśniając że sytuacja w kraju dopiero teraz się normalizuje. Morales i jego partia, która powróciła do władzy z Luisem Arce jako nowym prezydentem Boliwii, oskarżyła Jeanine Áñez o przeprowadzenie „zamachu stanu” w 2019 r. Ze swojej strony Áñez wielokrotnie podkreślała, że postępowanie przeciwko niej jest częścią planu prześladowań politycznych ze strony rządu. Teoria zamachu stanu broniona przez boliwijski rząd, jest obalana stanowiskiem opozycji, która argumentuje, że w 2019 r. doszło do powstania społecznego spowodowanego rzekomym oszustwem wyborczym, przy pomocy którego Morales zamierzał utrzymać się u władzy po raz czwarty z rzędu.Evo Morales wezwał do walki „o sprawiedliwość i prawdę dla 36 ofiar śmiertelnych, ponad 800 rannych i ponad 1500 nielegalnie zatrzymanych w zamachu stanu, aby sprawcy i wspólnicy dyktatury, która splądrowała gospodarkę i dokonała zamachu na życie i demokrację w Boliwii, zostali zbadani i ukarani”. Minister Spraw Zagranicznych obecnego rządu Boliwii zwrócił się z kolei do ambasadorów USA i Brazylii o unikanie „ingerencji” w kryzys polityczny w tym andyjskim kraju, przypominając im jednocześnie o „obowiązku powstrzymania się od ingerencji w wewnętrzne sprawy innych państw”.Działania podejmowane przez obecny rząd Boliwii wobec Jeanine Áñez i jej zwolenników mają na celu rozstrzygnięcie i ostateczne zamknięcie dyskusji na temat tego, czy to, czego doświadczyliśmy w Boliwii w 2019 r., było zamachem stanu, czy też nie. Pozostawienie wątpliwości co do tych wydarzeń, oznaczałoby szansę na przyznanie, że mieliśmy wówczas do czynienia z powszechną mobilizacją, która doprowadziła do upadku rządu Evo Moralesa i jego późniejszej ucieczki, a to oznacza porażkę polityczną i społeczną obecnego rządu. Dla takiego przywódcy jakim jest Morales, który posiada cechy autorytarne, jest to nie do przyjęcia. Tak więc rząd musi pokazać światu i Boliwijczykom, że władza Morales nie zakończyła się z powodu protestów społecznych, ale w wyniku zamachu stanu. Drugą motywacją obecnych działań jest zastraszenie opozycji w celu jej znacznego osłabienia, tak aby w następnych latach nie pojawił się nikt, kto mógłby sprzeciwić się władzy. Jest to o tyle logiczne, że sama Áñez nie jest postacią cieszącą się dużym poparciem społecznym czy nawet posiadającą istotne zaplecze polityczne. Symbolizuje jednak wolę dużej części społeczeństwa i większości opozycji na zmianę rządów MAS.Warto podkreślić, że Konstytucja Boliwii zezwala na sądzenie byłego prezydenta za każde domniemane przestępstwo, którego się dopuścił - czy to korupcję, represje, użycie siły, zdradę czy inne - tylko przez Kongres. Z kolei ten, który w Boliwii nazywany jest Zgromadzeniem Ustawodawczym, potrzebuje dwóch trzecich głosów, aby przystąpić do wszczęcia procesu. Partia rządząca ma większość, ale na osiągnięcie tak wysokiego poparcia deputowanych nie ma szans. Zatem przetrzymywanie byłej prezydent i stawianie jej zarzutów w zwykłym trybie jest naruszeniem prawa. Tego rodzaju głosy są podnoszone przez opinię międzynarodową wprost, natomiast z pewnością potęgują się one obawami o powstanie w Boliwii rządu o tendencjach autorytarnych, choć niekoniecznie stworzonego przez samego Moralesa.Nieproporcjonalne użycie siły wobec zwolenników Evo Moralesa w Boliwii nadal wywołuje krytykę organizacji międzynarodowych, a także liczne publiczne protesty Boliwijczyków domagających się „uczciwego, niezależnego i bezstronnego” procesu. Wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, Josep Borrell podkreślił, że „zarzuty dotyczące wydarzeń z 2019 r. muszą być rozwiązane w ramach przejrzystego wymiaru sprawiedliwości i bez nacisków politycznych, z poszanowaniem niezależności władzy” i zwrócił się do obecnych władz Boliwii, aby oskarżenia wobec byłej tymczasowej prezydent Jeanine Áñez i jej byłych ministrów aresztowanych za wydarzenia z 2019 r. zostały rozwiązywane z zachowaniem sprawiedliwości i bez nacisków politycznych. Zaznaczył przy tym, że „dialog i pojednanie mają kluczowe znaczenie, a UE będzie nadal wspierać Boliwię”. Z kolei Sekretarz Generalny ONZ António Guterres wezwał do poszanowania w tej sprawie zasad „sprawiedliwego procesu i przejrzystości”. Dyrektor Human Rights Watch na Amerykę, José Miguel Vivanco, podkreślił że nakazy aresztowania Áñez i jej ministrów „nie zawierają żadnych dowodów na to, że popełnili oni przestępstwo terroryzmu, dlatego z tego powodu generują uzasadnione wątpliwości, że jest to proces oparty na motywach politycznych”. Jednocześnie wskazał, działania te, podobnie jak wcześniejsze postępowanie wobec Moralesa, opierają się na arbitralnej i dwuznacznej ocenie działań terrorystycznych. Przypomniał, że w 2020 r. jego organizacja apelowała o wycofanie zarzutów wobec Moralesa na tych samych podstawach. Vivanco nawiązał również do „poważnych naruszeń praw człowieka, w tym dwóch masakr”, do których doszło podczas rządów Áñez i wezwał do przeprowadzenia śledztwa „z pełnym poszanowaniem rzetelnego procesu”. Parlament Europejski we wspólnej rezolucji z 28 kwietnia uznał Áñez i jej byłych współpracowników za „więźniów politycznych” oraz przyjął, że „potępi i potępia ich arbitralne i nielegalne przetrzymywanie”. W rezolucji wezwano władze Boliwii do „natychmiastowego uwolnienia ich i wycofania stawianych im zarzutów o podłożu politycznym”. Dokument ten wzywa również do „ustanowienia ram przejrzystego i bezstronnego wymiaru sprawiedliwości, bez nacisków politycznych” i do „zapewnienia wszelkiej niezbędnej pomocy medycznej w celu zagwarantowania im dobrego stanu zdrowia”. W rezolucji stwierdzono także, że w Boliwii nie jest przestrzegany podział władzy i że krajowy wymiar sprawiedliwości często działa z powodów politycznych. Oceniono, że Áñez zastąpiła Moralesa zgodnie z przepisami Konstytucji, dlatego nie doszło do zamachu stanu, jak twierdzi rząd Boliwii. Zarówno Human Rights Watch, jak i Amnesty International określiły ściganie Áñeza jako działanie polityczne, co zostało przypomniane w rezolucji Parlamentu Europejskiego. Rezolucja ta powtarza krytykę wyżej wymienionych organizacji praw człowieka dotyczącą zakresu i niejednoznaczności zarzutu „terroryzmu” w Boliwii.Zaniepokojenie sytuacją wewnętrzną w Boliwii wyraziły także władze Chile, co spotkało się z kolei ze zdecydowaną reakcją rządu boliwijskiego, którego MSZ wydało oświadczenie wyrażające „zdziwienie i oszołomienie wypowiedziami prezydenta siostrzanej Republiki Chile Sebastiána Piñery na temat układu sił w Boliwii”, a także podkreślające, że „Wielonarodowe Państwo Boliwii przestrzega wszystkich praw i gwarancji przewidzianych w Konstytucji politycznej państwa oraz w międzynarodowych traktatach dotyczących praw człowieka”. Ministerstwo wezwało społeczność międzynarodową do przestrzegania Karty Narodów Zjednoczonych „szanując zasadę samostanowienia narodów i nieingerencji w sprawy wewnętrzne”. Bez wątpienia dwustronne relacje między tymi krajami należy rozpatrywać w szerszym kontekście, uwzględniając także spór o dostępu do Oceanu Spokojnego, który pozostaje kwestią „otwartą i nierozwiązaną”.Boliwia została podzielona na tych, którzy bronią i tych, którzy odrzucają tezę, że w listopadzie 2019 r. doszło do zamachu stanu. Ci, którzy się temu sprzeciwiają, uważają aresztowanie Añeza i przywódców wojskowych, którzy kiedyś wzywali Moralesa do ustąpienia, za „prześladowanie polityczne”. Z kolei boliwijska lewica nie uznaje przepisów, które dają Añez, jako byłemu prezydentowi, prawa do ochrony związanego z koniecznością uzyskania uprzedniej zgody parlamentu przed postawieniem przed sądem. Dla tych grup, aresztowanie Áñez jest częścią potępienia jej działań jako senatora, którą to funkcję pełniła w czasie przewrotu. Repolaryzacja boliwijskiej polityki znajduje swój wyraz nie tylko na ulicach miast boliwijskich, ale także na portalach społecznościowych. Przeprowadzone aresztowania oznaczają eskalację wrogości między obecną lewicową władzą a bardziej konserwatywną opozycją, wywołując kolejne poważne kontrowersje w kraju, a w konsekwencji utrwalając również podziały społeczne. Aresztowanie byłej tymczasowej prezydent Boliwii Jeanine Áñez podzieliło kraj na tych, którzy postrzegają tę sytuację jako prześladowanie polityczne i osób stojących po stronie ofiar kryzysu 2019 r., którzy uważają, że dopiero teraz sprawiedliwości stało się zadość. Te konflikty mogą dodatkowo skomplikować sytuację rządu w obliczu kryzysu zdrowotnego, powolnych szczepień i kryzysu gospodarczego pogłębionego przez pandemię.